Dodaj do ulubionych

Praca na uczelni publicznej w administracji

10.05.20, 11:58
Bardzo proszę o Wasze opinie, komentarze na temat zatrudnienia na uczelni publicznej jako pracownik niedydaktyczny.
Może ktoś ma doświadczenie w tym zakresie.
Jakie widzicie plusy, a jakie minusy takiej pracy?
Obserwuj wątek
    • trillian Re: Praca na uczelni publicznej w administracji 10.05.20, 12:57
      Pensji nie znam, ale moim zdaniem to nie jest ciężka praca. Sporo wolnego nieoficjalnego. Wada to specyficzne, stałe środowisko i konieczność użerania się z pracownikami naukowymi (często z przerośniętym ego) oraz z pozostałą częścią administracji, z których sporo to takie klasyczne panie z dziekanatu.

      --
      ex coronawirus
    • gaskama Re: Praca na uczelni publicznej w administracji 10.05.20, 13:52
      No cóż, jeśli chodzi o pensje, to jej wysokość będzie podobna w Lublinie, w Warszawie czy w Częstochowie. Ale siła nabywca różna, więc trudno powiedzieć. Praca bardzo różna, inna w dziekanacie, inna w dziale współpracy z zagranicą. W drugim przypadku może być dużo podróży zagranicznych. Wiele zależy jak zwykle od stosunków w teamie, od przełożonego. Ale IMO to nie jest zła praca.

      --
      "Przy pewnej dozie kretynizmu hipokryzja to po prostu wyraz poczucia przyzwoitości." by asia_i_p
    • jagoda2 Re: Praca na uczelni publicznej w administracji 10.05.20, 21:21
      Sądzę, że jest tak, jak ktoś już napisał: zależy od uczelni, działu, przełożonego i ogólnie od kadry i pracowników.
      Mit okropnych pań z dziekanatu raczej jest już nieaktualny, gdyż uczelnie są nastawione bardzo pro studencko, w myśl zasady: student nasz pan (klient) - to samo dotyczy kadry naukowo-dydaktycznej, która obecnie jest znacznie bardziej liberalna niż dawniej. Zarobki są słabe, na poziomie najniższej krajowej po 30 latach pracy na stanowisku samodzielnego referenta, lub w okolicy średniej krajowej na stanowisku np. kierownika działu rachunkowości zarządczej, kierownika działu badań naukowych lub współpracy z zagranicą. Wiem, że są uczelnie, na których wynagrodzenia są nieco lepsze, bo uczelnia ma pieniądze z grantów, patentów itp., ale nie dotyczy to wszystkich. Dochodzi jeszcze kwestia podejścia do wynagrodzeń administracji w danej uczelni, np. w Poznaniu UAM czy PP zawsze lepiej wynagradzały administrację niż UEP lub AM. Na UEP bezczelni profesorowie potrafili powiedzieć paniom w dziekanacie, że administracja przejada ich pieniądze. Było to dawno, ale do dzisiaj jest powtarzane przez kolejne już pokolenia pracowników.
      Ja zawsze uważałam, że to jest dość dobra praca dla kobiet, które mają dzieci i dobrze zarabiających mężów. Zarobki są na tyle niskie, że wystarczają na przysłowiowe waciki, a praca - w zależności od miejsca, oczywiście - jest porównywalnie stresująca do pracy dydaktyka.
    • 45rtg Re: Praca na uczelni publicznej w administracji 11.05.20, 18:01
      since1776 napisał(a):

      > Bardzo proszę o Wasze opinie, komentarze na temat zatrudnienia na uczelni publi
      > cznej jako pracownik niedydaktyczny.
      > Może ktoś ma doświadczenie w tym zakresie.
      > Jakie widzicie plusy, a jakie minusy takiej pracy?

      Wszyscy Cię nienawidzą, bo masz władzę.
      • jagoda2 Re: Praca na uczelni publicznej w administracji 12.05.20, 08:46
        45rtg napisał:

        > Wszyscy Cię nienawidzą, bo masz władzę.

        Skąd taki pomysł? Może masz własne złe doświadczenia z paniami z dziekanatu.
        Jeżeli w ogóle mowa o jakiejkolwiek władzy, to obecnie to student ma władzę, bo traktowany jest jak klient, za którym stoją pieniądze i uczelnia robi wszystko, żeby go nie wywalić. Mało to jest studentów reaktywowanych po trzykroć i kolejne trzykroć powtarzających rok? Do mnie na zajęcia trafiają studenci, którzy zdążyliby w normalnym trybie dwukrotnie skończyć studia, a oni wciąż "studiują".
        Nie przesadzałabym ani z tą władzą, ani z tą nienawiścią. Układy i relacje na uczelni bardzo się zmieniły się w ciągu ostatnich 20-paru lat, zarówno między studentami i pracownikami uczelni, jak i pomiędzy pracownikami w układzie dydaktyk/naukowiec - administracja. Obecnie są o wiele bardziej demokratyczne niż dawniej, często nawet koleżeńskie, ale starego pokolenia profesorów praktycznie już nie ma, więc to wiele wyjaśnia. Młodzi profesorowie, młoda i w średnim wieku kadra naukowo-dydaktyczna jest zupełnie inna i łatwiej się z nią dogadać. Pewnie, że zdarzają się nieporozumienia i fochy, ale to najczęściej dlatego, że kadra nie ogarnia papierologii i procedur, których administracja nie może za nich ogarnąć albo z powodu niedotrzymywania terminów. Są pewne działy, gdzie to są naprawdę bardzo poważne sprawy, np. badania naukowe.
        Natomiast, jeśli chodzi o relacje student - pracownicy - nie spotkałam się z nienawiścią, a już na pewno nie na linii student - pani z dziekanatu. Jeżeli student ma problemy, to niestety na własne życzenie, a i tak wszyscy starają się mu pomóc wygrzebać z kłopotów.
        Uczelnie w obecnych czasach funkcjonują zupełnie inaczej niż 30 lat temu, więc nie warto powtarzać stereotypów o wrednych paniach z dziekanatu.
          • jagoda2 Re: Praca na uczelni publicznej w administracji 12.05.20, 10:23
            Sądzę, że to zależy od uczelni, wizji jej władz, pracowników i od tego, czym się człowiek zajmuje.
            Ogólnie w tzw. budżetówce już od dawna nie ma czegoś takiego o czym piszesz, poza budżetowymi pensjami. Jest już zupełnie inne pokolenie ludzi i poza osobami w wieku emerytalnym (ale i te najczęściej starają się dotrzymywać kroku), nie ma już myślenia rodem z PRL-u. Uczelnie muszą teraz bardzo uważnie gospodarować ograniczonymi państwowymi dotacjami i większość osób naprawdę ma bardzo wysoko zawieszoną poprzeczkę. Zacytuję mojego męża (korporacja finansowa) a propos mojej uczelni: "wymagania, procedury itp. macie jak w korporacji, tylko pensje wciąż budżetowe". I to jest cloux programu.
            Zawsze mnie zastanawia dlaczego frazesy o pracy w budżetówce powtarzają ludzie w moim wieku i młodsi, którzy głębokiego PRL-u nie mają prawa pamiętać i nigdy go nie doświadczyły, nigdy nie pracowały w publicznej/państwowej instytucji, ale doskonale wiedzą, jak ludzie tam pracują. Czas włożyć między bajki te opowieści o paniach/pracownikach z budżetówki; czasy i wymagania naprawdę się zmieniły, tylko pensje niestety nie nadążają za tymi zmianami.
            • since1776 Re: Praca na uczelni publicznej w administracji 12.05.20, 10:35
              Dzięki, czyli ogólnie rzecz biorąc może nie wygląda to najgorzej smile

              Nie wiem, czy te opinie o budżetówce to są frazesy, może się sytuacja zmienia, ale mam znajomych w budżetówkach i czasem zadziwia mnie to, że w porównaniu do pracowników "biznesowych", jakoś mało mają chęci na rozwój, poszerzanie wiedzy i ambicji zawodowych. Wpadli kiedyś w te swoje koleiny i tak sobie jadą, byle mieć święty spokój.
              Ale oczywiście wiem, to zależy też pewnie od osoby i miejsca pracy, nie chcę generalizować.
              • jagoda2 Re: Praca na uczelni publicznej w administracji 12.05.20, 10:55
                Może tak być, ale w prywatnych firmach, przedsiębiorstwach, a nawet korporacjach, też są takie osoby. Wszędzie są.
                Sądzę, że dużo zależy od konkretnej osoby, ale również otoczenia, współpracowników, przełożonych. Co bardziej przebojowa i energiczna osoba ucieknie z takiego nudnego i nieperspektywicznego miejsca. To, że ludzie nie mają chęci na rozwój może też wynikać z tego, że nic się z tym nie wiąże - nie dostaniesz awansu, podwyżki itd. - to budżetówce niestety się nie sprawdza. Nie masz wytyczonej ścieżki rozwoju i awansu zawodowego. I tak, to prawda: na wielu stanowiskach administracyjnych Twoje kwalifikacje i osiągnięcia zawodowe, nie mają najmniejszego wpływu na Twoją pensję. Jest to bardzo demotywujące i może dlatego ludzie przestają się starać w pewnym momencie albo po prostu odchodzą. Obserwuję taką tendencję na mojej uczelni na przestrzeni lat: co bardziej ambitne, przebojowe i wymagające od pracodawcy osoby, po pewnym czasie pracy tutaj, uciekają do innych, przede wszystkim znacznie lepiej płatnych miejsc. Sądzę, że ta ucieczka często spowodowana jest nie brakiem wyzwań (bo wymagania są wygórowane, jak wspomniałam), nie brakiem szkoleń czyli możliwości rozwoju, ale właśnie żenująco niskim uposażeniami. I dopóki uczelnie nie zaczną lepiej wynagradzać swoich pracowników, dopóty najbardziej wartościowe osoby, będą odchodzić z uczelni. Dotyczy to także kadry naukowo-dydaktycznej.
                  • jagoda2 Re: Praca na uczelni publicznej w administracji 12.05.20, 11:31
                    since1776 napisał(a):

                    > administracja bez ambitnych i przebojowych pracowników jakoś sobie poradzi, gor
                    > zej z dydaktyką, poziomem nauczania, i co za tym idzie opinią o uczelni...

                    To też jest błąd w myśleniu, właśnie taki jaki popełnia kadra dydaktyczna i ludzie, którzy nie szanują "pań z dziekanatu".
                    Nawet nie wyobrażasz sobie, że uczelnie funkcjonują sprawnie właśnie dzięki administracji - ludziom energicznym, przebojowym, pomysłowym, często odważnym, łamiącym obowiązujące schematy i bardzo oddanym swojej pracy, ze psie pieniądze. Dzięki ogarniętej i zaangażowanej administracji uczelnie sprawnie funkcjonują, tylko nikt tego nie dostrzega. To nie jest samograj, to nie jest tak, że wszystko kręci się samo. Powiedzmy sobie szczerze - kadra naukowo-dydaktyczna zginęłaby bez administracji. Codzienne funkcjonowanie uczelni opiera się na administracji, począwszy od pani w szatni na rektorze kończąc, który funkcji administracyjnych ma o niebo więcej niż naukowo-dydaktycznych. Spójrzmy na uczelnię jak na sprawnie działające przedsiębiorstwo z tą tylko różnicą, że wytwarza nie produkty, a usługi (edukacyjne, szkoleniowe, badawcze, często też inne). Nie chce mi się za bardzo rozwijać tego wątku, ale weźmy na tapetę taki choćby dział marketingu uczelni - od niego wiele zależy, nie mogą tam pracować osoby zmęczone, śpiące, znudzone życiem, bez pomysłów, ambicji i chęci działania, pogrążone w marazmie. Takich miejsc w uczelni jest znacznie więcej, trzeba tylko dobrze znać strukturę i specyfikę pracy uczelni.
                    Badania i dydaktyka to inna kwestia, na kolejną długą dyskusję, ale wątek był o pracy administracyjnej, dlatego do niej się ograniczam.
                      • jagoda2 Re: Praca na uczelni publicznej w administracji 12.05.20, 12:24
                        Jeśli miałabym Tobie doradzać: zależy w jakim dziale ta praca, na jakim stanowisku, w jakim otoczeniu, kto jest bezpośrednim przełożonym. Zarobki pewnie słabe, ale może masz męża dobrze zarabiającego wink
                        Możesz dobrze trafić, może być przyjazna atmosfera i "dziewczyny" życzliwe. Ponieważ wszyscy klepią podobną biedę, perspektywy awansu mierne, a wyniki pracy nie są powiązane z pensją, to jest szansa na dobrą atmosferę, bez rywalizacji i podchodów. W ostateczności pracę można zmienić/zrezygnować, zawsze jest okres próbny. Jeśli pensja nie jest decydującym argumentem, nie znam Twojej sytuacji, to spróbowałabym - nie wiem, czy czymś ryzykujesz? A może trafisz bardzo dobrze i pomimo niskich zarobków będziesz zadowolona? Wszak pieniądze to nie wszystko.
                        • since1776 Re: Praca na uczelni publicznej w administracji 12.05.20, 12:55
                          Zobaczymy, widzę dużo plusów, ale też minusy. Pensja niestety jest dla mnie istotną kwestią, bo ryzykuję dużo - teraz jestem niezależnym strzelcem bez etatu, na brak pracy nie narzekam, a etat i stałe godziny pracy to byłaby dla mnie całkowita zmiana stylu życia.
                          W tym wypadku wynagrodzenie to cena mojej wolności wink
                              • since1776 Re: Praca na uczelni publicznej w administracji 12.05.20, 13:54
                                Oczywiście, decyzję podejmę znając dokładnie wysokość wynagrodzenia.

                                Już od dłuższego czasu noszę się z zamiarem wprowadzenia jakichś zmian w sytuacji zawodowej, bo obecna, choć ma dużo plusów, jest też pod wieloma względami bardzo uciążliwa. Uczelnia to nie był mój pomysł, po prostu dostałam taką propozycję.
                                • magata.d Re: Praca na uczelni publicznej w administracji 12.05.20, 15:59
                                  Znam sporo osób pracujących w administracji uczelni państwowej. I tak, faktycznie zarobki nie są wysokie, za to jedna z moich koleżanek za ogromny plus uważa, to ze maja wszelkie dodatki typu wczasy pod gruszą, nisko oprocentowane pożyczki, jakieś fundusze remontowe itp., kiedyś mieli darmowe kursy językowe na godzinę przed rozpoczęciem pracy. Sama atmosfera w pracy zależy od ludzi, na uczelni chyba często zdarzają manipulanci, karierowicze i tyrani, mobbing. Jak atmosfera w porządku i ludzie to nie ma problemu np. z wyjściem wcześniej z pracy żeby cos załatwić. A ilość pracy tez zależy od działu. Z tego co ja widziałam np. w dziekanacie, to panie od obsługi studentów czy kierunków miały raczej luzik, ale np. w dziale stypendiów masakra. Sekretarka w jednej z katedr do późnego wieczora na telefonie dyspozycyjna, bo kierownik katedry nawiedzony z przerostem ego. Także, to zależy.
                                      • since1776 Re: Praca na uczelni publicznej w administracji 12.05.20, 19:26
                                        Napiszę od razu jak to wygląda wg regulaminu, bo już zlikwidowałam konto, na razie jeszcze działa, ale może w każdej chwili przestać (myślałam, że już nikt nie będzie pisał).

                                        Zgodnie z regulaminem wynagradzania minimalne zaszeregowanie na dzień dzisiejszy 4167 zł brutto plus dodatek funkcyjny od 288 zł do 1282 zł. Stanowisko w górnych obszarach schematu organizacyjnego.
                                        Nie wiem, czy w praktyce stosowane są faktycznie te minimalne zaszeregowania czy to jest tylko podstawa do dalszych negocjacji.

                                        • jagoda2 Re: Praca na uczelni publicznej w administracji 12.05.20, 20:02
                                          Czyli mniej więcej tak, jak pisałam: okolice średniej krajowej na (naj-)wyższych stanowiskach administracyjnych. Minimalne zaszeregowanie daje podstawy do ew. negocjacji, bo obecnie nie ma już górnego pułapu (kiedyś był). Minimalne zaszeregowania funkcjonują jak najbardziej sad Zarówno wśród administracji, jak i dydaktyków. Pytanie, czy będą chcieli dać Tobie więcej. U nas "na wejściu" lepiej płacą np. informatykom.
                                          Na mojej uczelni w ofertach pracy od jakiegoś czasu pojawia się pytanie o oczekiwane wynagrodzenie, ponieważ za "uczelniane" stawki nikt nie chce przyjść do pracy i władze doskonale zdają sobie z tego sprawę. Ostatecznie i tak wybierają tego, kto zażąda najmniej. No i nie oszukujmy się: wybitny, rozchwytywany, księgowy, prawnik, marketingowiec, HR-owiec itp. nie będzie szukał pracy na uczelni. Często są to osoby, które chcą zmienić jedną uczelnię na inną albo US lub ZUS na uczelnię. Oczywiście, generalizuję trochę, ale jeśli chodzi o te najwyższe stanowiska, to tak właśnie jest, bo młodzi ludzie po studiach mogą aplikować co najwyżej na stanowisko referenta wink
                                          • since1776 Re: Praca na uczelni publicznej w administracji 12.05.20, 20:09
                                            Ale zakładasz, że wybitny i rozchwytywany specjalista nie będzie zainteresowany uczelnią ze względu na niską płacę czy z innych powodów?

                                            Główny plus uczelni dla mnie to praca w określonych godzinach w ilości do przerobienia w tych godzinach, bo nadmiar pracy nie do przerobienia i brak czasu dla siebie to wady mojej aktualnej sytuacji.

                                            Przy czym niestety te minimum wg regulaminu nie będzie dla mnie do zaakceptowania.
                                            • jagoda2 Re: Praca na uczelni publicznej w administracji 12.05.20, 20:21
                                              Jeżeli specjalista okrzepł już w swojej pracy i ambicje raczej zmalały i szuka tzw. ciepłej posadki i świętego spokoju, to skusi się na pracę w uczelni. Pozostali nie, ze względu na niską płacę. Takie osoby są przyzwyczajone do wyższego poziomu wynagradzania i pieniądze oferowane przez uczelnie są dla nich po prostu śmieszne. Tak jak piszesz: nie do zaakceptowania.
                                              Aczkolwiek zdarzają się osoby (głównie panie), które zmęczone pracą w korporacji lub na eksponowanych stanowiskach, na pewnym etapie życia zadowalają się pracą na uczelni za mniejsze pieniądze, bo wydaje im się, że teraz będą miały lajcik. Nic bardziej mylnego: na wyższych, strategicznie ważnych stanowiskach w uczelni, nie ma lajciku i czegoś takiego, jak normowany czas pracy. Takie są nawet zapisy w regulaminie pracy, że kierownik/osoba na wysokim samodzielnym stanowisku nie ma prawa do wynagrodzenia za pracę w godzinach ponadwymiarowych. Tak więc, poddaję to pod rozwagę wink
                                              I potwierdzam: wiele osób pracuje poza obowiązującym czasem pracy.
                    • nena20 Re: Praca na uczelni publicznej w administracji 12.05.20, 18:44
                      Nie chcę mi się dużo pisać. Napiszę tylko jedno , administracja jest mega rozbudowana. Jeśli chcę kupić nawet drobny sprzęt potrzebuje kilku podpisów. Począwszy od kierownika katedry, dziekana i potem jeszcze kilka podpisów w rektoracie. Nawet na papierze trzeba specjalnie miejsce na dole kartki zostawić aby te pieczątki i podpisy się zmieściły. Potem często lepiej ten sprzęt zamówić samodzielnie, opisać fakturę, dać ją do podpisu kolejnym "świętym" . Można oszaleć sad
                      • since1776 Re: Praca na uczelni publicznej w administracji 12.05.20, 19:30
                        Zdaję sobie z tego sprawę, ale wydaje mi się, że w każdej firmie zatrudniającej kilka tysięcy pracowników (a taką jest uczelnia), formalności i procedury są konieczne, żeby wszystko funkcjonowało tak, jak powinno i żeby była jakakolwiek kontrola nad funkcjonowaniem jednostki.
                        • jagoda2 Re: Praca na uczelni publicznej w administracji 12.05.20, 20:07
                          Oczywiście, w korporacjach jest dokładnie tak samo. Zamówienie toneru do kopiarki, to droga przez mękę. I wszyscy dokładnie tak samo męczą się z tymi procedurami, ale część wynika np. z ustawy o zamówieniach publicznych i nie przeskoczysz. Mnóstwo obostrzeń jest np. przy środkach z/na badania naukowe i nie jest to wina rozbudowanej administracji (która tak samo szczerze nienawidzi tych przepisów), tylko przepisów z ministerstwa, więc bądźmy sprawiedliwi w tej ocenie - to do neny20.
                          • nena20 Re: Praca na uczelni publicznej w administracji 12.05.20, 22:48
                            Wiem że na niektóre artykuły typu klawiatura są przetargi i ok. Reszta to porażka. Po co te wszystkie podpisy, cały dział zamówień skoro to ja wszystko muszę zrobić sama. Jak nie przypilnuje to czasem dostaje zupełnie coś innego. W zasadzie jeszcze kilka lat temu można było coś drobnego same.u kupić, zapłacić a potem rozliczyć. Jest to tylko przyklad.
                            Dalej jest np Pan który zarządza papierem toaletowym i mydłem smile Nad sobą ma szefa, pod sobą kilka Pań sprzątających. Kompletnie nie wiem po co tak jest to zorganizowane. Albo jest Pani która zajmuje się tylko wprowadzaniem do systemu zamówień, dodam nie ma ich jakoś specjalnie dużo. Druga Pani to nawet nie wiem co robi....Spokojnie administrację uniwersytetu można odchudzić o 30-40%, przy znaczących podwyżkach dla pozostałych. Wygląda to niestety tak,.nie narobisz się ale i nie zarobisz. Być może są jednostki bardziej zapracowane....w rektoracie znam takie dwie panie. Super miłe, pomocne i realnie coś za mnie zrobią.
                            • trillian Re: Praca na uczelni publicznej w administracji 12.05.20, 23:15
                              Te pomocne panie mają przechlapane, jak się wyda że one wiedzą jak coś załatwić i jeszcze pomogą, to się nie opędzą od ludzi którzy chcą to coś załatwić w miarę bezboleśnie.

                              Zgadzam się z trybem robienia zakupów. Najpierw dostaje się kasę na grant. Kasa jest niby twoja do wydania, ale tylko za pośrednictwem uczelni, więc piszesz te podania, zbierasz świstki, czekasz na przetarg, dostajesz coś innego niż zamówiłaś, zamawiasz coś na własną rękę pisząc wyjaśnienie dlaczego tak, wysyłasz zapytania ofertowe (żeby udowodnić że najtaniej), w końcu po pół roku jest, udało się wydać kasę na to na co chciałaś. A uczelnia zgarnia koszty pośrednie za to że tak ciężko się napracowali uprzykrzając ci wydanie własnej kasy.

                              --
                              ex coronawirus
                            • jagoda2 Re: Praca na uczelni publicznej w administracji 13.05.20, 11:36
                              nena20 napisała:

                              .w rektoracie
                              > znam takie dwie panie. Super miłe, pomocne i realnie coś za mnie zrobią.

                              Dlaczego ktoś ma coś za Ciebie robić? Strasznie irytuje mnie taka roszczeniowa postawa.
                              Administracja nie spełnia roli służebnej w stosunku do pracowników naukowo-dydaktycznych, ma swoje zadania, które realizuje, nawet jeśli Tobie się wydaje, że "panie nie mają nic do roboty". Każdy ma swoje obowiązki i je wypełnia.
                              Rób co do Ciebie należy, a nie oczekuj, że panie zrobią coś za Ciebie, bo niby z jakiej racji? Mają swoją pracę. Stąd potem tyle nieporozumień na linii administracja - dydaktycy, bo ci drudzy oczekują od tych pierwszych wyręczania na każdym polu. To pomylenie pojęć, każdy ma swoje zakresy odpowiedzialności i obowiązków.
                              I pomyśl: gdybyś zmniejszyła administrację o te 30-40%, to miałabyś o te 30-40% więcej papierologii i latania. Ostatnio przerabiałam to realizując wyjazd w ramach Erasmusa, kiedy biegałam sama ze wszystkim, po każdy podpis, pieczątkę, wydzwaniałam, czy już te podpisy i pieczątki są, następnie przenosiłam te papiery w zębach do kolejnych komórek, znowu wydzwaniałam i czekałam, bo pani, która się tym zajmowała do tej pory, urodziła dziecko i nikt jej nie zastępuje. Nie potrzeba wielkiej wyobraźni, jakby to wyglądało, gdyby z każdej komórki usunąć jedną potrzebną osobę, więc nie szafowałabym tak tym uszczuplaniem administracji.
                              • trillian Re: Praca na uczelni publicznej w administracji 13.05.20, 11:45
                                Ale to jest nieefektywne żeby pracownicy dydaktyczno naukowi biegali jeszcze z papierami. Zarządzenia zmieniają się częściej niż np. ktoś wyjeżdża na Erasmusa. To oznacza że za każdym razem jak masz załatwić coś jednorazowo ( wyjazd, zakup komputera...) Każdy pracownik osobno musi się uczyć procedur, które następnym razem będą już nieaktualne.

                                I to ma sens żeby papierologią zajmował się ktoś z administracji. Wtedy zostaje więcej czasu na dydaktykę i naukę, czyli to na podstawie czego rozliczana jest uczelnia. Sprawna administracji jest niezbędna.

                                --
                                ex coronawirus
                                • jagoda2 Re: Praca na uczelni publicznej w administracji 13.05.20, 12:34

                                  > I to ma sens żeby papierologią zajmował się ktoś z administracji. Wtedy zostaj
                                  > e więcej czasu na dydaktykę i naukę, czyli to na podstawie czego rozliczana jes
                                  > t uczelnia. Sprawna administracji jest niezbędna.
                                  >

                                  Zgadzam się i administracja na ogół jest sprawna i ogarnia większość papierologii za dydaktyków.
                                  Trudno jednak, żeby wnioski o granty wypełniała za nas pani z działu badań, prawda? A wyjazd na Erasmusa pani z działu współpracy z zagranicą. Może wniosek o ustalenie terminu własnego urlop wypoczynkowego też zlecimy paniom z kadr?
                                  Problemem zazwyczaj jest kwestia nie pracowników administracji, a obowiązujących procedur, a te ustalają władze uczelni, więc do nich należy kierować postulaty w tej sprawie. Podobnie z przepisami wynikającymi z różnych ustaw, do których trzeba się dostosować i uczelnia ich nie przeskoczy.
                                  • trillian Re: Praca na uczelni publicznej w administracji 13.05.20, 13:52
                                    Oczywiście, między dydaktyką, składaniem grantów, publikowaniem pilnowaniem papierków żeby się wszystkie pieczątki zgadzały zajmę się też opracowaniem nowych procedur żeby formularze były krótsze i ich wypełnianie było łatwiejsze smile

                                    Nie chodzi mi o to żeby pani z dziekanatu mi wypełniała wnioski o granty, ale byłoby miło gdyby umiała pomóc w części formalnej, a na pytania odpowiadała inaczej niż "zgodnie z regulaminem", o ile w ogóle odpowie.

                                    Zresztą nieważne, nie przekonamy się do swoich racji. W każdym razie zapewniam cię że nie wymagam pomocy w dydaktyce, części merytorycznej grantu ani w wypełnieniu wniosku o urlop (choć to ostatnie akurat nie jest takie oczywiste na uczelni jakbym się mogło zdawać).

                                    --
                                    ex coronawirus
                                    • jagoda2 Re: Praca na uczelni publicznej w administracji 13.05.20, 14:08
                                      trillian napisała:

                                      > Oczywiście, między dydaktyką, składaniem grantów, publikowaniem pilnowaniem pap
                                      > ierków żeby się wszystkie pieczątki zgadzały zajmę się też opracowaniem nowych
                                      > procedur żeby formularze były krótsze i ich wypełnianie było łatwiejsze smile

                                      Pewnie, najlepiej obraź się jeszcze i to na te panie, które też same nie wymyśliły tych procedur i cierpią nie mniej niż Ty wink

                                      >
                                      > Nie chodzi mi o to żeby pani z dziekanatu mi wypełniała wnioski o granty, ale b
                                      > yłoby miło gdyby umiała pomóc w części formalnej, a na pytania odpowiadała inac
                                      > zej niż "zgodnie z regulaminem", o ile w ogóle odpowie.

                                      Cóż, nie wiem, jakie panie u Ciebie pracują, nasze zazwyczaj są bardzo pomocne smile
                                      >
                                      > Zresztą nieważne, nie przekonamy się do swoich racji. W każdym razie zapewniam
                                      > cię że nie wymagam pomocy w dydaktyce, części merytorycznej grantu ani w wypełn
                                      > ieniu wniosku o urlop (choć to ostatnie akurat nie jest takie oczywiste na ucze
                                      > lni jakbym się mogło zdawać).

                                      Czyli miałam rację z tym urlopem wink
                                      >
                                      • trillian Re: Praca na uczelni publicznej w administracji 13.05.20, 14:49
                                        jagoda2 napisała:

                                        > Czyli miałam rację z tym urlopem wink
                                        > >


                                        Napisałam że nie oczekuję pomocy, ale masz oczywiście rację, sama nie umiem wypełnić formularza urlopowego. W dodatku obrażam się na administrację za kształt ustaw.

                                        Tak jak pisałam,nie przekonamy się do swoich racji, ale byłabym wdzięczna gdybyś nie wkładała mi w usta bzdur z którymi wygodnie by ci było polemizować.

                                        --
                                        ex coronawirus
                                        • jagoda2 Re: Praca na uczelni publicznej w administracji 13.05.20, 14:53
                                          Niczego Tobie nie wkładam, cytowałam dosłownie.
                                          I pewnie: lepiej mieć pretensje do administracji niż zgłosić władzom stosowne wnioski i postulaty. Zapomniałam, że to wymaga zbędnej fatygi. Mam postulat: niech administracja zgłosi w Twoim imieniu - będzie dobrze?
                                          • a23a23 Re: Praca na uczelni publicznej w administracji 13.05.20, 15:09
                                            jagoda2 napisała:

                                            > Niczego Tobie nie wkładam, cytowałam dosłownie.
                                            > I pewnie: lepiej mieć pretensje do administracji niż zgłosić władzom stosowne w
                                            > nioski i postulaty. Zapomniałam, że to wymaga zbędnej fatygi. Mam postulat: nie
                                            > ch administracja zgłosi w Twoim imieniu - będzie dobrze?

                                            To nie do mnie, wiem. Ale - ja próbowałam, nawet dosyć intensywnie, w czasach kiedy jeszcze miałam jakieś ideały a po powrocie z zagranicy zderzyłam się w lokalnymi uwarunkowaniami i wiedziałam, że jest szansa, że to może działać.
                                            Jak myślisz, udało mi się? I o ile nawet dosyć wyokie władze były przychylne, całkiem mocne "lokalne tuzy" sprzyjały i były gotowe firmować rewolucję swoją facjatą (bo wiadomo, że nadaktywne dziewczątko na zabetonowanej uczelni niewiele zdziała), to opór i "niedasie" było tak duże, że bardzo szybko wszystko wróciło na stare tory. Na szczęście są też miejsca, w których w miarę optymalnie to wygląda.
                                            • jagoda2 Re: Praca na uczelni publicznej w administracji 13.05.20, 15:38
                                              Sądzę, że dużo zależy od podejścia, siły i charyzmy władz uczelni do przeprowadzania zmian.
                                              W mojej uczelni wszyscy zasadniczo traktowani są z szacunkiem i powszechne są bliższe znajomości, a nawet przyjaźnie, pomiędzy kadrą naukowo-dydaktyczną i administracją. Może to też kwestia średniej wieku oraz różnych wydarzeń "pozapracowych", nieformalnych spotkań i imprez organizowanych przez uczelnię. Poziom wymagań i oczekiwań jest duży, ale wymaga się od obu stron: zarówno od pań z różnych działów, jak i od świeżo upieczonych doktorów czy adiunktów aspirujących na stanowisko profesora. Taki model funkcjonuje w mojej uczelni co najmniej od 8-10 lat. Oczywiście nie stało się to samo: nowe i kolejne władze wprowadziły do uczelni model korporacyjny, do którego dołożyła się nowa ustawa o szkolnictwie narzucając wysokie wymagania odnośnie publikacji, badań, umiędzynarodowienia, mobilności, itp. Wystarczy spojrzeć na arkusze oceny pracowników i to nie tylko dydaktycznych - poziom wymagań jest naprawdę wysoki i już teraz wiele osób obawia się, że ich nie spełni - mam na myśli kadrę naukowo-dydaktyczną. Ewaluację, co prawda, przesunięto o rok, ale niektórym to nie pomoże.
                                              Zboczyłam z tematu. Chciałam napisać, że jeśli władze uczelni mają siłę i są konsekwentne w działaniu, to każdą zmianę są w stanie wdrożyć na uczelni. Opór jest naturalną ludzką cechą, ale każdy opór w końcu mija.
                                              • a23a23 Re: Praca na uczelni publicznej w administracji 13.05.20, 15:46
                                                jagoda2 napisała:

                                                > Taki model funkcjonuje w mojej uczelni co najmniej od 8-1
                                                > 0 lat. Oczywiście nie stało się to samo: nowe i kolejne władze wprowadziły do u
                                                > czelni model korporacyjny, do którego dołożyła się nowa ustawa o szkolnictwie n
                                                > arzucając wysokie wymagania odnośnie publikacji, badań, umiędzynarodowienia, mo
                                                > bilności, itp. Wystarczy spojrzeć na arkusze oceny pracowników i to nie tylko d
                                                > ydaktycznych - poziom wymagań jest naprawdę wysoki i już teraz wiele osób obawi
                                                > a się, że ich nie spełni - mam na myśli kadrę naukowo-dydaktyczną.

                                                Powtórzę to co już pisałam - znam miejsca, które funkcjonują "optymalnie", znam takie, w których jest beton i tragedia. Więc protestowałam przeciwko Twoim odpowiedziom, że to co się dzieje na polskich uczelniach wynika z polskich przepisów, a dydaktycy/naukowcy wymagają niewiadomo czego.

                                                Protestuję przeciwko wyśmiewaniu tego, że powinnam sobie sprawdzić wszystko sama. Owszem, mogę, ale nie o to w tym wszystkim chodzi. Pracownicy ND są rozliczani z zupełnie czegoś innego, niż pracownicy administracji. Ale to wszystykim powinno zależeć, żeby ich arkusze samooceny były jak najlepsze - bo to powinien być właśnie sukces uczelni, jako całości.

                                                W wielu miejsach te arkusze wypełnia się wbrew uczelni, a nie za jej wsparciem (za to nawet 40% bardzo chętnie się przytuli, zawsze maksylalne wartości...).
                                    • ola5488 Re: Praca na uczelni publicznej w administracji 13.05.20, 14:08
                                      trillian napisała:

                                      > Zresztą nieważne, nie przekonamy się do swoich racji. W każdym razie zapewniam
                                      > cię że nie wymagam pomocy w dydaktyce, części merytorycznej grantu ani w wypełn
                                      > ieniu wniosku o urlop (choć to ostatnie akurat nie jest takie oczywiste na ucze
                                      > lni jakbym się mogło zdawać).
                                      >

                                      A ja z tej strony barykady dodam jedno - praca administracyjna NIE jest podstawową działalnością uczelni/jednostki badawczej. A do tego próbują to niestety sprowadzić pracownicy administracji. Walczyłam lata z biurokracją, zrzucaniem obowiązków na naukowych, ,,nie da się/nie wiem/ nie interesuje mnie" etc. Mam podobne obserwacje, co trillian.
                                      Od tego roku szczęśliwie pracuję za granicą i...da się inaczej. Serio big_grin
                              • nena20 Re: Praca na uczelni publicznej w administracji 13.05.20, 12:14
                                Napisałam o tych Paniach "za mnie" bo do tej pory wszystko było na mojej głowie, a jednak tak być nie musi. Właśnie po to jest administracja aby rzeczy nie związane z dydaktyką za mnie robiła. Napiszę przykład, jadę na konferencję potrzebne bilety lotnicze, pani z rektoratu zleca firmie i ona kupuję te bilety doliczając marże. Chory system bo niby pracownik jest od tego zatrudniony. Potrafię zadzwonić do biura podróży i zlecić taki zakup bez Pani w rektoracie. Najlepiej i bez kosztów powinna ta Pani to ogarniać. Czasem sami wolimy kupić te bilety a potem prosić o zwrot, czyli robię coś za kogoś. Sprzęt zawsze wybieram sama, dostarczam wszystkie dane adresowe, a jak nie podam fax to wielka obraza i zamówienie leży miesiąc! Kabaret i tyle. Kiedyś jak poprosiłam o coś z USA to za przesyłkę doliczyli 1200 zł a sprzęt kosztował 400 zł i taka Pani w rektoracie nie pomyśli , nie zapyta dlaczego tak wysoka kwota. Można wszystko uprościć a środki które zostaną zaoszczędzić i realnie obciążyć praca pozostałych dając im dobre wynagrodzenie.
                                • jagoda2 Re: Praca na uczelni publicznej w administracji 13.05.20, 12:28
                                  Nadal oczekujesz roli służebnej od administracji, a to podstawowy błąd w myśleniu. Poza tym administracja robi bardzo wiele za dydaktyków, tylko oni nawet nie zdają sobie z tego sprawy, bo nie zajmują się tak przyziemnymi sprawami, którymi administracja się zajmuje. Pomijam, że są pewne sprawy, całkiem niemało, niezależne zupełnie od administracji, których panie nie mogą wykonać za dydaktyków. Nie mogą i już i nie ma to nic wspólnego z ich chceniem lub niechceniem. To tak jak nikt nie może pójść za nas na zajęcia czy na urlop. Twoja postawa, typowa zresztą, ukazuje tylko jasno, że nie masz zielonego pojęcia, jak funkcjonuje administracja uczelni i na czym polega jej praca. Wspomniany tutaj zakup biletów lotniczych podlega ustawie o zamówieniach publicznych, co roku musi być wyłoniona firma w drodze przetargu, za pośrednictwem której realizowane są zakupy biletów lotniczych. Takie są przepisy. Oczywiście, nie musisz o tym wiedzieć, podobnie jak panie z administracji nie muszą wiedzieć, na czym polega Twoja praca, ale to po prostu powiedz, że się nie orientujesz, a nie, że: "właśnie po to jest administracja aby rzeczy nie związane z dydaktyką za mnie robiła". Nigdzie nie jest tak, że nauczyciel tylko uczy, a naukowiec tylko prowadzi badania. I nie ma się co obrażać na taki stan rzeczy, tylko zejść na ziemię i zacząć wymagać przede wszystkim od siebie, a dopiero potem od innych. Administracja ma swoje zadania, które realizuje i jak wspomniałam nie pełni roli służebnej w stosunku do dydaktyków. I zdziwiłabyś się, ile rzeczy ta rozbudowana administracja robi, żebyś mogła w miarę spokojnie i komfortowo pracować.
                                  • nena20 Re: Praca na uczelni publicznej w administracji 13.05.20, 15:55
                                    No i dobrze , z tymi biletami wiem że tak musi być, mamy biuro podróży i ono kupuje bilety. Po co potrzebna jest do tego Pani w rektoracie? Tylko powoduje, że mam więcej telefonów i pracy. Pośrednik w rektoracie nic nie wie i tak ja muszę odpowiedzieć na pytania czy takie połączenie jest ok, godzina ok, przesiadki itd. Pani z rektoratu dosłownie przekazuje mi wiadomość z biura podróży. Kompletny bezsens. Oczywiście takich stanowisk co tylko przekładają papiery jest bardzo dużo. Niczego zatem nie oczekuję, nawet czasem mnie denerwują bo wolę sama to zrobić i często piszę w tym wniosku o możliwość samodzielnego zakupu biletów . Jak widzisz można kupić bilety samodzielnie.
                                    Kończę bo bez sensu pisać na pusto, zresztą jak wiele razy to robię w swoim miejscu pracy .
    • mama-ola Re: Praca na uczelni publicznej w administracji 12.05.20, 12:30
      Moja krewna pracuje na wyższej uczelni od kilkunastu lat. Warunki i pensja są ok. Gdy miała problemy z chorą nogą, mogła nie przychodzić, lecz przez miesiąc pracować z domu - tak jak na pandemii powszechnie się teraz robi. Ludzie są tam różni. Niektórych bardzo lubi i nawet się w pewnym gronie spotykają prywatnie, na innych narzeka. Sporo osób zatrudnianych jest po znajomości bez względu na kwalifikacje, co ją irytuje.
    • morekac Re: Praca na uczelni publicznej w administracji 12.05.20, 21:08
      Będziesz sławetną panią z dziekanatu?

      --
      -------------------------------------------------------------
      "Pan Zenek z Bemowa: Dla mnie super sprawa, że niedziela jest wolna. Uważam, że powinni zamknąć sklepy także w sobotę. Jestem na zakupach tylko ze względu na żonę, która chciała zrobić je przed wolną niedzielą.
        • mama_duzych_dzieci Re: Praca na uczelni publicznej w administracji 13.05.20, 09:41
          no to może ja napiszę, krótko i na temat. 35 lat mi minęło na jednej z większych Uczelni w Polsce. Za rok odchodzę na emeryturę. Różnie bywało, tak jak wszędzie. Ludzie maja za uszami, as pańcie co nic nie robią, są takie co zaplatają, że nie wiedzą jak do domu wrócić. Zgadzam się, że należałoby odchudzić niektóre działy działy. Odnośnie zarobków to kiedyś była kaszana - była siatka płac i nie podskoczyło się wyżej. Od ponad 10 lat zdecydowanie się poprawiło. Dużo zależy co się robi i od szefa. Ja jestem trochę przepracowana ale sama sobie jestem winna podnosząc poprzeczkę. Ale wiem, że długie lata będą mnie wspominać, że była taka co wszytko potrafiła i robiła rzeczy czasami niemożliwe. Zarobki są bardzo satysfakcjonujące. Pracuje na to ciężko ale jestem spełniona zawodowo i finansowo. Odpocznę na emeryturze.
          • jagoda2 Re: Praca na uczelni publicznej w administracji 13.05.20, 11:40
            mama_duzych_dzieci napisała:

            Zarobki są ba
            > rdzo satysfakcjonujące. Pracuje na to ciężko ale jestem spełniona zawodowo i fi
            > nansowo. Odpocznę na emeryturze.

            To super, że możesz tak powiedzieć po tylu latach pracy. To rzadkość na uczelniach. Gratuluję sukcesów zawodowych i finansowych.
            • jagoda2 Re: Praca na uczelni publicznej w administracji 13.05.20, 12:38
              nena20 napisała:

              > Fajnie że ktoś napisał prawdę jak to wygląda od środka smile Pracuje na uczelni ok
              > oło 15 lat i mam dokładnie takie same przemyślenia na temat działania administr
              > acji oraz obciążenia pracowników. Pozdrawiam.

              Zapomniałaś dodać, że pracujesz "po drugiej stronie", więc Twoje przemyślenia są niewiele warte.
              Porozmawiaj z paniami z administracji, to dowiesz się, że dydaktycy nic nie robią, mają mało zajęć i jeszcze 4 miesiące wakacji, a na wszystko wciąż narzekają i o wszystko wiecznie mają pretensje. Dobrze się teraz poczułaś? Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, więc nie polecam oceniać jednej strony przez drugą.
              • a23a23 Re: Praca na uczelni publicznej w administracji 13.05.20, 14:17
                Wszystkie uczelnie działają w obrębie tych samych przepisów (albo prawie tych samych).
                I jakoś dziwnym trafem, w jednych zamówienie tonera polega na napisaniu wiadomości - potrzebuję tonera do drukarki w pokoju 25, a na innych - to droga przez mękę, a toner będzie za rok, jak się przetarg rozstrzygnie.

                Na jednych delegacja to napisanie "jadę na konferencję, tutaj jest program, potrzebuję biletów" i bilety magicznie pojawiają się na skrzynce (w przyzwoitej cenie i warunkach), a na innej jest przepychanie się z biurem podróży, żeby bilet kosztował 2 a nie 10 tys i był o przyzwoitej godzinie, a nie trzy przesiadki. W zasadzie to najlepiej sobie samemu znaleźć lot, a BP ci go sprzeda z marżą.

                Nikt nie wymaga, żeby metodykę grantu mi pani Krysia z biura badań napisała. Ale miło by było, gdybym chociaż dostała informację do wpisania kto jest kanclerzem, kto ma upoważnienie do podpisywania dokumentów i na jaki adres ma iść koresponcencja. Bo o tym, żeby wypełnili "za mnie" część formalną wniosku to nawet nie marzę. Raz mi się to zdarzyło (nie w Polsce) i byłam tak zdziwiona, że myślałam ze dostałam tylko template do przerobienia.

                Tak, sprawna administracja to klucz na uczelni. I nie wiem dlaczego tak bardzo podkreślasz "rolę służebną". Nie, nikt nie jest niczyim służącym - ale nie ma co ukrywać, że administracja ma wspomagać dydaktykę i naukę, a nie na odwrót. Bo do tego właśnie stworzono uczelnie - aby kształciły studentów i były miejscem prowadzenia badań (jak wyszło, tak wyszło, ale to już inna historia). A nie po to, żeby administracja mogła sobie dzialać (i pewnie by działała bez dydaktyków i naukoców, to akurat potrafi świetnie).

                • jagoda2 Re: Praca na uczelni publicznej w administracji 13.05.20, 14:37
                  Na żadnej ze znanych mi uczelni nie jest tak gładko, jak piszesz.
                  Owszem mogę poprosić panią z sekretariatu o wymianę tonera i toner cudownie "się wymieni" i nie zastanawiam się, w jaki sposób się to odbywa, ale już wyjazd na konferencję, to jest droga przez mękę i najbardziej życzliwa sekretarka mi w tym nie pomoże. To jest kwestia procedur, a te nie są ustalane przed administrację tylko przez władze uczelni. Do nich kierujcie zażalenia.
                  I wybacz: byłoby mi wstyd pytać p. Krysię, kto jest kanclerzem lub o adres, jeżeli mogę sprawdzić to sama. Na tym właśnie polega różnica, o której cały czas piszemy: zamiast zrobić, sprawdzić samemu, Wy oczekujecie, że ktoś to zrobi za Was, bo Wam się po prostu nie chce. To samo dotyczy wypełniania dokumentów i znajomości przepisów, które bezpośrednio dotyczą Was i Waszych spraw.
                  Jak już pisałam wcześniej: administracja wspomaga naukę i dydaktykę, wszystko czym się zajmuje, temu właśnie służy; tak naprawdę nie macie pojęcia, czym na co dzień te panie się zajmują. To, że macie czym pisać lub na czym pisać, to też niewidoczna praca administracji. To, że pensja na czas na koncie, to też niewidoczna praca administracji. Przykłady można by mnożyć. A że panie nie wspomagają bezpośrednio każdego dydaktyka z osobna, to cóż... trzeba by administrację rozbudować tak, żeby każdy naukowiec i dydaktyk miał swoją asystentkę od papierków i pieczątek.
                  • a23a23 Re: Praca na uczelni publicznej w administracji 13.05.20, 15:01
                    jagoda2 napisała:

                    > Na żadnej ze znanych mi uczelni nie jest tak gładko, jak piszesz.

                    Przez to, że wiem jak być powinno - bardziej doskwiera mi to, że nie zawsze jest "idealnie" wink

                    > Owszem mogę poprosić panią z sekretariatu o wymianę tonera i toner cudownie "si
                    > ę wymieni" i nie zastanawiam się, w jaki sposób się to odbywa, ale już wyjazd n
                    > a konferencję, to jest droga przez mękę i najbardziej życzliwa sekretarka mi w
                    > tym nie pomoże.

                    Ale to nie chodzi o życzliość sekretarki, a o sprawne delegowanie zadań, odpowiednie procedury, sposób obiegu dokumentów etc.

                    > To jest kwestia procedur, a te nie są ustalane przed administra
                    > cję tylko przez władze uczelni.

                    A władze uczelni to własnie ta "administracja". I albo procedury są sensowne (i wtedy wszystko działa) albo nie - i panie z biura badań utyskują nad naukowcami, a oni nad paniami z biura badań.

                    > Do nich kierujcie zażalenia.
                    > I wybacz: byłoby mi wstyd pytać p. Krysię, kto jest kanclerzem lub o adres, jeż
                    > eli mogę sprawdzić to sama.

                    Ja też mogę - i niestety sprawdzam, bo inaczej się nie da. Ale nie byłoby prościej, jeśli przy ogłoszeniu callu pani Krysia skopiowała formularz z systemu, wpisała w niego wszystkie formalne rzeczy które trzeba wpisać (czasami nawet z liczbą pracowników i majątkiem uczelni) i rozesłała jako template do wszystkich naukowców przez system wewnętrzny? Jej byłoby prościej, bo nie musiałaby po każdym poprawiać i odpowiadać po raz setny na to samo pytanie i naukowcom byłoby prościej, bo nie musieliby szukać. I tak to własnie działa na uczelni, którą chwalę.

                    > Na tym właśnie polega różnica, o której cały czas p
                    > iszemy: zamiast zrobić, sprawdzić samemu, Wy oczekujecie, że ktoś to zrobi za W
                    > as, bo Wam się po prostu nie chce.

                    Nie, bo to tak naprawdę nie należy do moich obowiązków. Uczelnia bierze narzut za prowadzenie badań na jej terenie, w tym za obsługę administracyjną tychże badań. I oczywiście, że mogę to wszystko sobie sprawdzić sama, mogę dzwonić po instytucjach "grantodawczych" i zastanwiać się czy spełniam czy nie spełniam formalne warunki. Tylko to jest bardzo niefektywny system. Jak mi kiedyś wytłumaczono w zagranicznej jednostce - ich nie stać na to, żebym za moją stawkę zajmowała się "formalnościami" kiedy mogę robić to, do czego mnie zatrudniono.

                    > To samo dotyczy wypełniania dokumentów i zna
                    > jomości przepisów, które bezpośrednio dotyczą Was i Waszych spraw.

                    Tak - powinnam znać przepisy, które mnie bezpośrednio dotyczą. Ale już niekoniecznie zgłębiać się w procedury zamówień publicznych. Jeśli potrzebuję do realizacji projektu odczynnik X, to informuję o tym "dział zamówień publicznych" i ten odczynnik powinien pojawić się na moim biurku. A nie najpierw sprawdzam pod jakie przepisy się to podchodzi, później regulaminy wewnętrzne, później oferty, później przekonanie wszystkich, że zrobiłam dobrze, później wędrówka po pieczatki, a później znowu tydzień wędrówki z rozliczaniem faktur. Oczywiście, ja to wszystko mogę robić - tylko w tym czasie powinnam zajmować się zupełnie czymś innym, bo do zupełnie czegoś innego mnie zatrudniono i z zupełnie czegoś innego będę rozliczona. I wiem, jak to może wyglądać, jeśli działa to optymalnie (w polskich warunkach).

                    > Jak już pisałam wcześniej: administracja wspomaga naukę i dydaktykę, wszystko c
                    > zym się zajmuje, temu właśnie służy; tak naprawdę nie macie pojęcia, czym na co
                    > dzień te panie się zajmują.

                    Po pierwsze, odróżnić trzeba np. dział kadr czy płac, od np. biura badań naukowych, które zostało powołane własnie do tego, żeby wspomagać procesy o których piszę.

                    > To, że macie czym pisać lub na czym pisać, to też
                    > niewidoczna praca administracji.

                    I sporo widocznej mojej pracy wink której wykonywać nie powinnam, bo mimo wszystko komputer czy biurowe artykuły to nie jest coś nieoczekiwanego.


                    > To, że pensja na czas na koncie, to też niewid
                    > oczna praca administracji.

                    Już pisałam - do odróżnienia są np. kadry i płace, od biura badań czy komórek do rozliczania dydaktyki.

                    > Przykłady można by mnożyć. A że panie nie wspomagają
                    > bezpośrednio każdego dydaktyka z osobna, to cóż... trzeba by administrację roz
                    > budować tak, żeby każdy naukowiec i dydaktyk miał swoją asystentkę od papierków
                    > i pieczątek.

                    Nie, wystarczy sensownie zaplanować taką pracę, nie tworzyć miliona dupochronów na każdym etapie i zastanowić się o co w tym wszystkim chodzi. Na (chyba) onecie był z tydzień temu płaczliwy list pani z sanepidu, która skarżyła się, że ma tak bardzo dużo pracy, bo musi przekazać wyniki dalej. A że jej praca polegała na przepisywaniu z jednej tabelki do drugiej, zaznaczaniu sobie krzyżykami, drukowaniu i przepisywaniu danych do decyzji to już inna sprawa. Wszystko to można mocno urpościć jeśli się chociaż trochę zna pakiet biurowy.
                    • ola5488 Re: Praca na uczelni publicznej w administracji 13.05.20, 15:09
                      a23a23 napisała:

                      > alne warunki. Tylko to jest bardzo niefektywny system. Jak mi kiedyś wytłumaczo
                      > no w zagranicznej jednostce - ich nie stać na to, żebym za moją stawkę zajmował
                      > a się "formalnościami" kiedy mogę robić to, do czego mnie zatrudniono.

                      Otóż to, 10/10!

                      Podobną odpowiedź dostałam na moje miłe zdziwienie, że nie muszę sama martwić się o tonery/ksero/artykuły biurowe, hurtowo rozsyłać coś studentom, sprawdzać dane formalne wniosków czy dowiadywać się o zasady przetargu. Za moją stawkę godzinową wolą, abyśmy jednak wykonywali swoją pracę - naukową, a nie prace administracyjne....
                      • trillian Re: Praca na uczelni publicznej w administracji 13.05.20, 17:27
                        ola5488 napisała:

                        > a23a23 napisała:
                        >
                        > > alne warunki. Tylko to jest bardzo niefektywny system. Jak mi kiedyś wytł
                        > umaczo
                        > > no w zagranicznej jednostce - ich nie stać na to, żebym za moją stawkę za
                        > jmował
                        > > a się "formalnościami" kiedy mogę robić to, do czego mnie zatrudniono.
                        >
                        > Otóż to, 10/10!
                        >
                        > Podobną odpowiedź dostałam na moje miłe zdziwienie, że nie muszę sama martwić
                        > się o tonery/ksero/artykuły biurowe, hurtowo rozsyłać coś studentom, sprawdzać
                        > dane formalne wniosków czy dowiadywać się o zasady przetargu. Za moją stawkę go
                        > dzinową wolą, abyśmy jednak wykonywali swoją pracę - naukową, a nie prace admin
                        > istracyjne....

                        Swoją drogą pensje pracowników ND w Polsce są takie, że uczelnie stać na to żeby oni wykonywali prace administracyjne wink


                        --
                        ex coronawirus
                    • jagoda2 Re: Praca na uczelni publicznej w administracji 13.05.20, 15:17
                      Piszę o tym od dłuższego czasu: należy zgłaszać wnioski do władz uczelni o usprawnianie procedur, podpowiadać rozwiązania i wpisać administracji w zakres obowiązków, czym jeszcze powinna się zajmować, a nie na nią utyskiwać.
                      Równocześnie proponuję wpisać pracownikom naukowo-dydaktycznym, co należy do ich obowiązków, żeby nie było przerzucania się "co do kogo należy".
                      Nie wiem, jak jest na innych uczelniach, ale na mojej uczelni administracja ma bardzo szczegółowe zakresy obowiązków dołączane do umowy o pracę, natomiast pracownicy naukowo-dydaktyczni nie mają takich zakresów wcale. Nie mówię o zakresach funkcyjnych kierownika katedry, czy prorektora, bo to zupełnie co innego.
                      • a23a23 Re: Praca na uczelni publicznej w administracji 13.05.20, 15:32
                        jagoda2 napisała:

                        > Piszę o tym od dłuższego czasu: należy zgłaszać wnioski do władz uczelni o uspr
                        > awnianie procedur, podpowiadać rozwiązania i wpisać administracji w zakres obow
                        > iązków, czym jeszcze powinna się zajmować, a nie na nią utyskiwać.

                        Tylko wiesz, te zakresy musiałyby być bardzo, bardzo szczegółowe. Bo w opisywanym przeze mnie przypadku, panie miały "wspomagać składanie wniosków grantowych". I wspomaganie składania w ich rozumieniu to było spakowanie koperty z gotowym wnioskiem, bo nawet zaniesienie do kancelarii to już było zbyt dużo.
                        Poza tym, ciągle jest "niedasie" a już jak ktoś jest w lepszych układach towarzystkich, to w ogóle jest tragedia (żeby nie było - ten zarzut to wszystkich dotyczy, dydaktyków-naukowych też).
                        Więc średnio wyobrażam sobie, jak długi byłby taki spis - pracownik zatrudniony na tym stanowisku na do w ciągu dwóch dni po ogłoszeniu naboru do grantu .... przygotować wzór zawierający wszystkie formane informacje, konieczne do przygotowania wniosku. I ten punkt musiałby być napisany tyle razy, ile jest różnych grantów do wpisania w ... Bo inaczej okazałoby się, że do grantów z NCN wniosek będzie przygotowany, ale do ERC już nie (bo nie ma w spisie obowiązków).

                        > Równocześnie proponuję wpisać pracownikom naukowo-dydaktycznym, co należy do ic
                        > h obowiązków, żeby nie było przerzucania się "co do kogo należy".

                        Bardzo chętnie - tylko z rozsądnym rozgraniczeniem godzinowym. Obowiązki administracyjne mają mi zajmować maksymalnie 10% czasu pracy, czyli 16h miesięcznie - i to do uczelni należy tak zorganizować procedury, żebym się wyrabiała. Jeśli więcej, to ok - może być więcej - ale wtedy chcę mieć obniżone inne zobowiązania.

                        > Nie wiem, jak jest na innych uczelniach, ale na mojej uczelni administracja ma
                        > bardzo szczegółowe zakresy obowiązków dołączane do umowy o pracę, natomiast pra
                        > cownicy naukowo-dydaktyczni nie mają takich zakresów wcale. Nie mówię o zakresa
                        > ch funkcyjnych kierownika katedry, czy prorektora, bo to zupełnie co innego.
                        >

                        • jagoda2 Re: Praca na uczelni publicznej w administracji 13.05.20, 15:58
                          I na tym właśnie polega problem: nie da się tak precyzyjnie i szczegółowo spisać, co do kogo należy, dlatego zawsze będzie przerzucanie się pracą, że to powinna zrobić pani Krysia, a pani Krysia powie: figa, nie mam tego w zakresie. I obraza gotowa, bo nikt nie ma tego czegoś w zakresie: ani pani doktor ani pani Krysia.
                          Z drugiej strony liczenie na czyjąś dobrą wolę zawsze kończy się nadużywaniem uprzejmości i wykorzystywaniem drugiej osoby, która tak naprawdę nie musi czegoś tam zrobić.

                          W jaki sposób wyliczyłaś te 16 h miesięcznie? Przecież jako pracownik naukowo-dydaktyczny nie masz pensum 160 h/mies.
                          Twierdzenie ex cathedra: "do uczelni należy tak zorganizować procedury, żebym się wyrabiała" - jest odwróceniem pojęć: to Ty musisz tak sobie zorganizować pracę, żeby wyrobić się w czasie, jaki sobie przeznaczyłaś na prace administracyjne.
                          "chcę mieć obniżone inne zobowiązania" - na mojej uczelni władze rektorskie bardzo krótko załatwiają tego typu postulaty: nasza praca jest pracą naukowo-dydaktyczną, a wymiar dydaktyki jest naprawdę niewielki i pozostaje mnóstwo czasu na badania i publikacje, nie przesadzajmy więc z tym nadmiernym obciążeniem obowiązkami. To zawsze ucina dalszą dyskusję.
                          • a23a23 Re: Praca na uczelni publicznej w administracji 13.05.20, 16:13
                            jagoda2 napisała:

                            > I na tym właśnie polega problem: nie da się tak precyzyjnie i szczegółowo spisa
                            > ć, co do kogo należy, dlatego zawsze będzie przerzucanie się pracą, że to powin
                            > na zrobić pani Krysia, a pani Krysia powie: figa, nie mam tego w zakresie. I ob
                            > raza gotowa, bo nikt nie ma tego czegoś w zakresie: ani pani doktor ani pani Kr
                            > ysia.

                            Czyli klasyczne "niedasie". Pani Krysia nie zrobi, bo nie ma w zakresie obowiązków, Pani doktor się obrazi, bo zrobić musi sama. A zrobić musi, bo inaczej nie zrealizuje swojego grantu.
                            I w idelanym świecie na drugi raz ze swoim grantem by poszła tam "gdziesieda", a tamtejsza pani Krysia by miała dodatek do pensji z grantu pani doktor. Ale "niedasie".

                            > Z drugiej strony liczenie na czyjąś dobrą wolę zawsze kończy się nadużywaniem u
                            > przejmości i wykorzystywaniem drugiej osoby, która tak naprawdę nie musi czegoś
                            > tam zrobić.

                            Bo nie tak powinna wyglądać organizacja, że sama sobie sprawdzam kto jest kanclerzem, a jeżeli pani Krysia będzie życzliwa to mi sprawdzi. I potem mi będzie głupio, że życzliwość pani Krysi nadużywam, bo to już czwart grant który składam w tym półroczu i czwarty raz jej głowę zawracam. Nie to co mój kolega z zakładu, który nie wie że pani Krysia w ogóle istnieje, bo o grantach to też nie wie, że istnieją.

                            > W jaki sposób wyliczyłaś te 16 h miesięcznie? Przecież jako pracownik naukowo-d
                            > ydaktyczny nie masz pensum 160 h/mies.

                            To nie ja wyliczyłam, to ze znanej mi umowy w miejscu w którym dobrze wszystko funkcjonuje.
                            Pracownicy naukowi mają wpisane w umowie, że 10% ich czasu pracy to prace "administracyjno-organizacyjne", reszta to praca naukowa. Interpretacja jest taka, że to 10% od normalnego etatu (czyli 16h), a w pozostałym czasie mają się zajmować swoimi "naukowymi" obowiązkami. I tutaj już ich nikt z czasu nie rozlicza, tylko z efektów.

                            > Twierdzenie ex cathedra: "do uczelni należy tak zorganizować procedury, żebym s
                            > ię wyrabiała" - jest odwróceniem pojęć: to Ty musisz tak sobie zorganizować pra
                            > cę, żeby wyrobić się w czasie, jaki sobie przeznaczyłaś na prace administracyjn
                            > e.

                            To było do tego powyżej - jeżeli uczelnia w umowie mi wpisze, że 10% czasu to prace administracyjne, to ma tak zorganizować procedury, żeby 16h na to wystarczało.


                            > "chcę mieć obniżone inne zobowiązania" - na mojej uczelni władze rektorskie bar
                            > dzo krótko załatwiają tego typu postulaty: nasza praca jest pracą naukowo-dydak
                            > tyczną, a wymiar dydaktyki jest naprawdę niewielki i pozostaje mnóstwo czasu na
                            > badania i publikacje, nie przesadzajmy więc z tym nadmiernym obciążeniem obowi
                            > ązkami. To zawsze ucina dalszą dyskusję.

                            Teraz piszesz o dydaktyce, a to już zupełnie coś innego. A poza tym - bardzo ładnie pokazujesz, że Twojej uczelni nie zalezy na rozwiązaniu problemu (który być może jest, być może go nie ma - ale to trzeba sprawdzić) a na "ucinaniu dyskusji" i "załatwianiu postulatów".
                            • jagoda2 Re: Praca na uczelni publicznej w administracji 13.05.20, 16:35
                              To Ty twierdziłaś, że te zakresy musiałyby być bardzo szczegółowe, czego nie da się w praktyce zrobić. Ja tylko potwierdziłam.
                              Co do 10% czasu pracy - mogę się zgodzić, ale jest różnica, jeśli pensum wynosi 160 h/mies a 40 godzin miesięcznie.
                              I nie zgadzam się, że to nie pracownik musi się dostosować do uczelni - wybacz, ale są osoby, które i w 3 x dłuższym czasie się nie ogarną i trudno winić za to uczelnię. Inna osoba zrobi to samo w dwa razy krótszym czasie.
                              Moja uczelnia jest bardzo otwarta na dyskusję i polemikę, ale argumenty młodych, zmęczonych doktorów i adiunktów, potrafią naprawdę niejednego zwalić z krzesła. Pytanie, czy można nam odjąć zajęć dydaktycznych, bo musimy przecież publikować, jest w stylu studenta: nie może mi pani tego odpuścić, bo mam jeszcze 4 egzaminy w tej sesji?
                              • a23a23 Re: Praca na uczelni publicznej w administracji 13.05.20, 16:54
                                jagoda2 napisała:

                                > To Ty twierdziłaś, że te zakresy musiałyby być bardzo szczegółowe, czego nie da
                                > się w praktyce zrobić. Ja tylko potwierdziłam.

                                Ale chyba o tym samym piszemy smile jeśli będziemy "dyscyplinowali" pracowników dokładniusienkim zakresem obowiązków, a on się będzie tego trzymał, to albo jest bardzo bardzo szczegółowy, albo nic z tego.

                                > Co do 10% czasu pracy - mogę się zgodzić, ale jest różnica, jeśli pensum wynosi
                                > 160 h/mies a 40 godzin miesięcznie.

                                Pensum dydaktyczne jest roczne, ale tutaj to było policzone od "normalnego etatu". Tzn pensum dotyczy tylko dydaktyki, poza tym są obciążenia naukowe i organizacyjne (wiem, że to wiesz - ale tak mi będzie najprościej po kolei wytłumaczyć ten system). I w umowie jest 10% czasu pracy na zajęcia organizacyjne, policzone tak jakby od średniego etatu. Czyli każdy ma w tygodniu średnio 4h na prace organizacyjne i nie powinno mu to zajmować więcej. Poza tym ma dydaktykę (pensum roczne), reszta to obowiązki naukowe.

                                > I nie zgadzam się, że to nie pracownik musi się dostosować do uczelni - wybacz,
                                > ale są osoby, które i w 3 x dłuższym czasie się nie ogarną i trudno winić za t
                                > o uczelnię. Inna osoba zrobi to samo w dwa razy krótszym czasie.

                                Tak - ale jeżeli wszyscy się w tych 4h nie wyrabiają, to już jest coś nie tak (trzymając się tego systemu).


                                > Moja uczelnia jest bardzo otwarta na dyskusję i polemikę, ale argumenty młodych
                                > , zmęczonych doktorów i adiunktów, potrafią naprawdę niejednego zwalić z krzesł
                                > a. Pytanie, czy można nam odjąć zajęć dydaktycznych, bo musimy przecież publiko
                                > wać, jest w stylu studenta: nie może mi pani tego odpuścić, bo mam jeszcze 4 eg
                                > zaminy w tej sesji?

                                Hmm, nie wiem oczywiście o co tam chodziło, ale to akurat wprost z polityki NCN. W grantach możesz sobie przewidzieć środki na "wykupienie" się od dydaktyki. A w jedym ze znanych mi miejsc tak działa to z automatu - kierujesz grantem, masz obniżone pensum (jak bardzo, zależy od grantu - czasami do symbolicznych 20h w roku).
                                Natomiast to co napisałaś - szybkie ucinanie dyskusji - nie świafczy zbyt dobrze o otwartości uczelni, a raczej o pokazywaniu kto tutaj rządzi.
                                  • a23a23 Re: Praca na uczelni publicznej w administracji 13.05.20, 17:29
                                    jagoda2 napisała:

                                    > Wiesz, czasami dyskusja do niczego nie prowadzi, bo spotkasz się z podejściem j
                                    > ak niżej (riki_i) i co takiemu powiesz poza tym, żeby zmienił pracę?

                                    Dlatego pisałam, że nie wiem dokładnie jaka była sytuacja smile o młodych, gniewnych i przemęczonych to można by książki pisać...

                                    A riki_i zapomniał dopisać, że wg niego największym atutem pracy na uczelni "w jego pokoleniu" było "bzykanie studentek" o czym nie omieszkał się pochwalić na forum. A już zupełnie poważnie - tacy właśnie "dydaktycy" jak on wymusili systemową zmianę pt zakazu pracy na więcej niż dwóch etatach dydaktycznych (imo słusznie).
                                    • jagoda2 Re: Praca na uczelni publicznej w administracji 13.05.20, 17:59
                                      a23a23 napisała:

                                      > A riki_i zapomniał dopisać, że wg niego największym atutem pracy na uczelni "w
                                      > jego pokoleniu" było "bzykanie studentek" o czym nie omieszkał się pochwalić na
                                      > forum. A już zupełnie poważnie - tacy właśnie "dydaktycy" jak on wymusili syst
                                      > emową zmianę pt zakazu pracy na więcej niż dwóch etatach dydaktycznych (imo słu
                                      > sznie).

                                      Nie znałam wypowiedzi tej osoby, ale może i lepiej; szkoda moich nerwów.
                                      Co do tego wymogu - również się zgadzam, bo z jednej strony jesteśmy "przemęczeni" na własnej uczelni, a z drugiej mamy czas, siłę i chęci dorabiać na drugiej.
                                      Pamiętam te czasy, że latało się z zajęć na zajęcia z jednej szkoły do drugiej, a badania i publikacje leżały i kwiczały, doktoratów czy habilitacji nikt "nie miał czasu" robić, no bo kiedy? W końcu wzięli się to wink
                                      • riki_i Re: Praca na uczelni publicznej w administracji 13.05.20, 19:32
                                        jagoda2 napisała:

                                        > a23a23 napisała:
                                        >
                                        > > A już zupełnie poważnie - tacy właśnie "dydaktycy" jak on wymusil
                                        > i syst
                                        > > emową zmianę pt zakazu pracy na więcej niż dwóch etatach dydaktycznych (i
                                        > mo słu
                                        > > sznie).
                                        >
                                        > Nie znałam wypowiedzi tej osoby, ale może i lepiej; szkoda moich nerwów.
                                        > Co do tego wymogu - również się zgadzam, bo z jednej strony jesteśmy "przemęcze
                                        > ni" na własnej uczelni, a z drugiej mamy czas, siłę i chęci dorabiać na drugiej
                                        > .
                                        > Pamiętam te czasy, że latało się z zajęć na zajęcia z jednej szkoły do drugiej,
                                        > a badania i publikacje leżały i kwiczały, doktoratów czy habilitacji nikt "nie
                                        > miał czasu" robić, no bo kiedy? W końcu wzięli się to wink

                                        Wzięli się? Chyba się zes.rali w gacie. Z uczelni odpłynęli wszyscy ludzie mający fach w ręku i potrafiący zarobić na mieście (ja też). Zostali ci, którzy nic innego nie potrafią w życiu robić i jakby było harowanie całkiem za darmo, ale w cieple i z michą strawy, to też by przyłazili.

                                        Ostoją normalności był jeszcze przez jakiś czas sektor prywatny, ale koncentracja kapitału (konsolidacje uczelni) połączona z ministerialną punktozą i biurokracją powodują, że i tam robi się nie do wytrzymania.
                                          • riki_i Re: Praca na uczelni publicznej w administracji 13.05.20, 19:51
                                            Nie, akurat u prywaciarzy nadal można to robić, nie tylko z powodu braku formalnych zakazów, ale również tzw. sprzyjających okoliczności (na dziennych mają studentki ze Wschodu, dla których to normalka, a na zaocznych są tam głównie dorośli pracujący ludzie, więc jest to inny rodzaj kontaktów i inny wiek kobiet). Robi się nie do wytrzymania, bo ministerstwo narzuca sprawozdawczość w typie zupackim, wprowadzono debilną punktoze która obowiązuje wszystkich, a do tego wielkie grupy kapitałowe, które powoli zastępują właściciela Pana Zenka, dociskają w kwestii czasu pracy i obowiązków organizacyjnych.
                                            • riki_i Re: Praca na uczelni publicznej w administracji 13.05.20, 20:02
                                              Ps. A ponieważ jestem dzisiaj w nastroju dokładania do pieca, to forumowym nieskazitelnym lelijom opowiem historyjkę z lat 90-tych. Uniwersytet Warszawski. Pewien pracownik naukowy został wywalony z domu za alkoholizm, więc zamieszkał w jednej z salek dydaktycznych na UW ze swoją nałożnicą - studentką. Oprócz uprawiania seksu o każdej porze w dobie, wysyłał ją co pewien czas po żarcie i alkohol. Cieć wiedział, studenci wiedzieli, kadra wiedziała... no ale przez PARĘ TYGODNI wszyscy przymykali oczy. W końcu jeden profesor typu 'wielka sława', którego rzeczony opój był podwładnym, ze zniesmaczona miną orzekł, że jednak dość tego i dopiero wtedy gościa pogonili. Do opróżnionego pokoiku nie dało się wejść, tyle tam pozostało pustych butelek oraz innych śladów użytkowania. . Więc i takie akcje kiedyś się odbywały. Zwykłym bzyknieciem studentki (o ile nie było wymuszenia ofc) , nie przejmował się absolutnie nikt.
                                              • a23a23 Re: Praca na uczelni publicznej w administracji 13.05.20, 20:45
                                                riki_i napisał:

                                                > Ps. A ponieważ jestem dzisiaj w nastroju dokładania do pieca, to forumowym nies
                                                > kazitelnym lelijom opowiem historyjkę z lat 90-tych. Uniwersytet Warszawski. Pe
                                                > wien pracownik naukowy został wywalony z domu za alkoholizm, więc zamieszkał w
                                                > jednej z salek dydaktycznych na UW ze swoją nałożnicą - studentką. Oprócz upraw
                                                > iania seksu o każdej porze w dobie, wysyłał ją co pewien czas po żarcie i alkoh
                                                > ol. Cieć wiedział, studenci wiedzieli, kadra wiedziała... no ale przez PARĘ TYG
                                                > ODNI wszyscy przymykali oczy. W końcu jeden profesor typu 'wielka sława', które
                                                > go rzeczony opój był podwładnym, ze zniesmaczona miną orzekł, że jednak dość te
                                                > go i dopiero wtedy gościa pogonili. Do opróżnionego pokoiku nie dało się wejść
                                                > , tyle tam pozostało pustych butelek oraz innych śladów użytkowania. . Więc i
                                                > takie akcje kiedyś się odbywały. Zwykłym bzyknieciem studentki (o ile nie było
                                                > wymuszenia ofc) , nie przejmował się absolutnie nikt.

                                                Rikusiu drogi, już Ci to kiedyś pisałam. Idz Ty chłopie ze swoimi gangstersko-obyczajowymi historyjkami na jakieś forum dla podlotków, to zrobisz tam wrażenie, że ho ho. Bo wiesz, tutaj wśród starych bab, to wywołasz w najlepszym razie uśmiech politowania wink
                                            • a23a23 Re: Praca na uczelni publicznej w administracji 13.05.20, 20:42
                                              riki_i napisał:


                                              > Robi się nie do wytrzymania, bo ministerstwo narzuca sprawozdawczość w typie zup
                                              > ackim, wprowadzono debilną punktoze która obowiązuje wszystkich, a do tego wiel
                                              > kie grupy kapitałowe, które powoli zastępują właściciela Pana Zenka, dociskają
                                              > w kwestii czasu pracy i obowiązków organizacyjnych.

                                              Oj Ty biedaku, co Ty nie powiesz, pracować w końcu trzeba? No straszne po prostu, straszne.
                                              No ale "bzykanie studentek" powinno Ci to wynagrodzić, mógłbyś się w męskiej szatni chwalic tongue_out

                                    • riki_i Re: Praca na uczelni publicznej w administracji 13.05.20, 19:24
                                      Bzykanie studentek oraz młodszych pracownic dziekanatów było, jest i będzie po wsze czasy, niezależnie od działań feministek i zakazów prawno-administracyjnych. Po prostu jak mam 800 młodych dziewczyn na zajęciach, to nie ma bata, żeby nie trafiła się taka, co się chętnie prześpi z wykładowcą. A jeśli jest ładna, no to niby czemu nie? Bzykają wszyscy poza nieogarami, prawiczkami i homo nie wiadomo. Pamiętam jak kiedyś byłem przewodniczącym komisji obron magisterskich i przylazł dyrektor sąsiedniego instytutu, bo miał parę osób, które promował. Stary dziad pod siedemdziesiątkę, łysy i obleśny. Charakter miał trudny, ale tego dnia cieszył się jakby ktoś mu dupę miodem smarował. No i wkrótce wyjaśniło się, bo na salę wparowala biusciasta blondyna w typie "polskie łany zbóż". Już wymiana wzroku między nimi nie pozostawiała wątpliwości, ale Pan profesor postanowił jeszcze postawić kropkę nad i, i po jej wyjściu walnął tekstem "Mmmm... to bardzo zdolna studentka... [tutaj wymowna pauza]... tak, zdolna do wszystkiego" big_grin

                                      Także jeśli sam szef chędoży, to dlaczego nie mają tego robić jego podwładni? A teraz jeszcze jest desant studentek że Wschodu, które już w ogóle nie mają żadnych oporów, wręcz same proponują.
                          • riki_i Re: Praca na uczelni publicznej w administracji 13.05.20, 17:00
                            jagoda2 napisała:

                            > - na mojej uczelni władze rektorskie bar
                            > dzo krótko załatwiają tego typu postulaty: nasza praca jest pracą naukowo-dydak
                            > tyczną, a wymiar dydaktyki jest naprawdę niewielki i pozostaje mnóstwo czasu na
                            > badania i publikacje, nie przesadzajmy więc z tym nadmiernym obciążeniem obowi
                            > ązkami. To zawsze ucina dalszą dyskusję.

                            Pfff! Ja jestem z pokolenia, które uważało, że ta jałmużna określana mianem pensji jest wyłącznie za dydaktykę. Publikacje? To za nie zapłaćcie. Obowiązki organizacyjne? Pocałujcie mnie w dupę.
                  • riki_i Re: Praca na uczelni publicznej w administracji 13.05.20, 16:53
                    jagoda2 napisała:

                    > A że panie nie wspomagają
                    > bezpośrednio każdego dydaktyka z osobna, to cóż... trzeba by administrację roz
                    > budować tak, żeby każdy naukowiec i dydaktyk miał swoją asystentkę od papierków
                    > i pieczątek.

                    Znam kraje, gdzie każdy naukowiec i dydaktyk ma swój gabinet i sekretarkę.
              • mama_duzych_dzieci Re: Praca na uczelni publicznej w administracji 13.05.20, 14:58
                Teraz miałam chwilę i przeleciałam posty. Wyżej widziałam, ze autorka podała - 4167 zł brutto plus dodatek funkcyjny od 288 zł do 1282 - to nie jest jakieś szaleństwo. A gdzie wysługa lat? a gdzie 20 % premii? Wez sobie podstawę 4500 - 5500 do tego 40% i masz 6300- 7700 brutto.. Do tego za włożony trud - dydaktycy, naukowcy szczególnie,kierownicy grantów, znajdują sposób żeby zaanagażowanej osobie dołożyć ZW ( Zwiększone wynagrodzenie). Napiszę jeszcze, że oprócz kasy dodatkowej, 13 pensji, jeszcze za wzorową prace dostaje się nagrodę Rektora. Jak sobie wszytko człek podliczy, doda wczasy pod gruszą to wychodzi netto około 6,5 - 7 tys. miesięcznie w skali roku. Czy to jest mało? Czy dużo? dla jednych tak, dla innych siak. Ale jak usłyszy się od Jana Kowalskiego, że jak będzie kiedyś odbierał Nobla, to dziękując za nagrodę wymieni mnie, to jest to dla mnie największa zapłata.
                • since1776 Re: Praca na uczelni publicznej w administracji 13.05.20, 15:45
                  Pewnie jest tak, jak piszesz, ale w zupełnie innej sytuacji jest osoba, która tak jak Ty pracuje na uczelni od lat, a zupełnie inna byłaby moja - osoby przychodzącej z zewnątrz, na początku bez żadnych szans na nagrody, zw itp.
                  Przypuszczam też, że za kilkanaście lat pracy bez etatu żadna wysługa lat mi się nie należy smile

                  Dlatego muszę wynegocjować satysfakcjonujące wynagrodzenie od samego początku, nie mogę liczyć na to, że z 5000 zł brutto jakimś cudem zrobi się 7000 zł netto smile

                • jagoda2 Re: Praca na uczelni publicznej w administracji 13.05.20, 18:32
                  Nie wiem, na jakim stanowisku pracujesz, ale skąd wzięłaś to 40%, skoro piszesz o premii 20% - to raczej niespotykane. Na "dołożenie" czegokolwiek lepiej nie liczyć, tym bardziej, że na kierowniczym stanowisku nie podlega się pod kierowników grantów, a i nie każdy kierownik zadba o pracownika - powiedzmy sobie szczerze. Na premie uznaniowe i nagrody rektora "z marszu" też nie ma co liczyć, chyba że pracujesz na takim stanowisku, że zawsze dostaniesz, co oczywiście również jest dyskusyjne.
                  Ja bym obstawiała wynagrodzenie zasadnicze + premię (nie wiem, jaki procent) + wysługę lat + dodatek funkcyjny - to jest pewne. Reszta jest uznaniowa i zależy od wielu zmiennych.
                  Faktycznie dochodzi tzw. grusza uzależniona od poziomu dochodów w rodzinie i dofinansowanie np. karnetów sportowych czy wydarzeń kulturalnych. Na niektórych uczelniach są jeszcze Mikołajki i Zajączki, ale na mojej nie ma takich gratisów od lat.
                  Po 20 latach pracy, co 5 lat, przysługuje tzw. premia jubileuszowa, która stanowi procent pensji zasadniczej (bez dodatków) - zaczyna się chyba od 75%, ale głowy nie dam.
                  Nie wiem na jakim stanowisku pracuje mama dużych dzieci i jak mocno jest umocowana w strukturach uczelni, ale 98% moich znajomych w administracji uczelni, mogłoby tylko pomarzyć o takich pieniądzach.
                    • mama_duzych_dzieci Re: Praca na uczelni publicznej w administracji 14.05.20, 06:56
                      40 % wzięłam stąd - 20% premia+20 max wysokość wysługi, czyli podstawa x 1,4 - tak u nas jest. Mam samodzielne stanowisko, jestem koordynatorem , kierownicy grantów dbają, nie mówię, że wszyscy bo i nie muszą. Wykonuję swoje obowiązki. Są projekty, że naprawdę nie maja z czego dać, nie oczekuje, ale słowo dziękuję jest bardzo cenne. Własnie kończę pić kawkę, pomimo pandemii, siedzę w pracy, robię plan na dzisiaj. Pomimo skróconego czasu pracy, możliwości pracy zdalnej, akurat u mnie kierownicy projektów rzucili się w wir pracy i nie wiem gdzie ręce włożyć.
                      • jagoda2 Re: Praca na uczelni publicznej w administracji 14.05.20, 07:46
                        To super i gratuluję, że tak dobrze układa się Tobie finansowo na uczelni, ale jest to raczej wyjątek niż reguła, więc nie podawałabym tych zarobków jako ogólnie obowiązujące i powszechne, bo naprawdę tak nie wyglądają zarobki na uczelniach, nie tylko publicznych. Miłego dnia pracy smile

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka