Dodaj do ulubionych

Ministerstwo zakazuje testów

12.05.20, 17:18
Nawet za własne pieniądze (np. służbie zdrowia pracującej w szpitalach jednoimiennych). Nawet gdy pracodawca chce je nam zafundować. Albo gmina. Oczywiście jakichkolwiek przesiewowych nie będzie. Niemcy tłuką pół miliona tygodniowo, Korea Pd. robi testy drive-through, USA rozpędziły maszynerię, wiele powiatów robi teraz badania przesiewowe. Polska... ręcznie steruje wygaszaniem epidemii. Praktyki jak z ZSRR
katowice.wyborcza.pl/katowice/7,35063,25937601,ministerstwo-zdrowia-chce-monopolu-na-testy-na-koronawirusa.html?fbclid=IwAR3jeX9Z5PVKRoecFYb6_DQWUv34_Y1UfTPmLgbdsW3ukB6qUUGlG5l8iRE
Ministerstwo Zdrowia chce zablokować dostęp do testów na koronawirusa. Laboratoria będą mogły robić ich tylko tyle, ile pozwoli im resort. Za testy bez pozwolenia resortu laboratoria będą zamykane.


W tej chwili testy wykonywane są na zlecenie szpitali i sanepidu w ponad 120 laboratoriach w całym kraju. Wiele z nich robi też testy komercyjnie. Stawka jest nawet dwukrotnie wyższa od podstawowej, jaką płaci NFZ (280 zł za test, którego wynik jest podawany w ciągu doby). Decydują się na nie m.in. lekarze. Uważają, że powinni mieć takie testy obowiązkowo, podobnie jak pracownicy domów pomocy społecznej, ale ministerstwo nie wprowadziło przepisu. Zapewne dlatego, że wydolność wszystkich laboratoriów to obecnie 25 tys. na dobę, a pracowników szpitali i DPS jest około pół miliona.
Minister będzie miał kontrolę nad testami

Zamiast rozszerzać dostęp do testów, resort zamierza drastycznie go ograniczyć.

W piątek na stronie Rządowego Centrum Legislacji ukazał się projekt rozporządzenia w sprawie standardu organizacyjnego laboratorium COVID. Dokument mówi, na jakiej zasadzie laboratoria mogą się znaleźć na ministerialnej liście placówek uprawnionych do robienia testów na obecność koronawirusa.
Nie ma ani słowa o kryteriach sprzętowych i kadrowych dla laboratoriów. Jest tylko mowa, że placówka ubiegająca się o wpisanie na listę będzie musiała przekazać próbki swoich badań laboratoryjnych do weryfikacji w Państwowym Zakładzie Higieny w Warszawie. Taka weryfikacja ma być powtarzana co najmniej raz na 30 dni. PZH będzie sprawdzał próbki nieodpłatnie. Jeśli weryfikacja nie wypadnie pozytywnie, laboratorium z urzędu zostanie wykreślone z wykazu; będzie mogło ubiegać się o uprawnienia po upływie trzech miesięcy.

Przepisy dotyczące weryfikacji badań nie budzą kontrowersji. Co innego brak przepisów o wymogach sprzętowych i kadrowych. Największe oburzenie wywołały kolejne punkty, przewidujące, że osoby na kwarantannie, w izolacji i z objawami zakażenia mogą mieć wykonywane tylko badania opłacane przez NFZ, Fundusz Przeciwdziałania COVID-19 albo z budżetu państwa. Czyli nawet jeśli ktoś w kwarantannie nie może doczekać się ekipy z sanepidu, nie będzie mógł poprosić o takie badanie na komercyjnych zasadach.

Laboratorium z ministerialnym pozwoleniem na testy nie będzie ich mogło robić na zlecenie samorządów, zakładów pracy czy po prostu zwykłych ludzi więcej niż 30 proc. Jeśli na NFZ laboratorium zrobi siedem badań, to komercyjnie będzie mogło zrobić tylko trzy. Sterując liczbą badań za publiczne pieniądze, ministerstwo będzie miało pełną kontrolę nad liczbą testów wykonywanych komercyjnie.
Laboratoria będą musiały co miesiąc składać dokładne sprawozdania, ile i za czyje pieniądze zrobiły testów. Kto zrobi za dużo komercyjnych, zostanie wykreślony z ministerialnego wykazu. Wykonywanie testów na SARS-CoV-2 bez wpisu do tego wykazu będzie stanowiło „rażące naruszenie warunków wymaganych do wykonywania działalności” – laboratorium zostanie wykreślone ze skutkiem natychmiastowym z rejestru podmiotów prowadzących działalność leczniczą. Oznacza to zamknięcie laboratorium.
"Skandal, to wbrew obywatelom"

Na zgłaszanie uwag ministerstwo dało dwa dni. Można się spodziewać, że rozporządzenie ukaże się we wtorek lub środę.

– To skandal. Ministerstwo Zdrowia drastycznie ograniczy ludziom dostęp do badań – mówi proszący o anonimowość dyrektor w sieci laboratoriów, która jest na ministerialnej liście.

Zapytaliśmy w ministerstwie, po co wprowadza takie przepisy. I dlaczego tak się z tym spieszy? W odpowiedzi resort powtórzył uzasadnienie projektu, które jest powtórzeniem niemal słowo w słowo zapisów rozporządzenia. Poza końcówką: „Projektowane rozporządzenie ma wejść w życie z dniem następującym po dniu ogłoszenia. Ze względu na wagę regulowanych spraw oraz ich społeczną doniosłość w zakresie określenia standardu laboratoriów COVID uznano, że rezygnacja z okresu vacatio legis nie naruszy zasady demokratycznego państwa prawnego, zwłaszcza z uwagi na obowiązywanie stanu epidemii, i okoliczności te uzasadniają niezwłoczne wejście w życie projektowanego aktu”.

Rozporządzenie torpeduje projekty rozwijane w tej chwili przez dostawców testów na potrzeby samorządów i zakładów pracy. Taki projekt chciał realizować między innymi Jan Rybski, szef firmy Pro-Salus, który pod koniec marca oferował ministerstwu kupno miliona testów z certyfikatem UE, po badaniach klinicznych wraz ze sprzętem laboratoryjnym. Projekt Rybskiego zakładał zwiększenie możliwości laboratoriów do 60 tys. testów na dobę. Ministerstwo go odrzuciło, twierdząc, że oferta jest niepoważna. – Pojawienie się nowych laboratoriów wywołałoby konkurencję, a w konsekwencji spadek ceny testu dla konsumentów. Ministerstwo działa wbrew interesowi obywateli – uważa Rybski.

Andrzej Sośnierz, poseł Porozumienia: – Niech ministerstwo wytłumaczy, jakie dobro obywateli jest chronione przepisami dającymi mu praktycznie monopol na testy.

Proszący o anonimowość ekspert zdrowotny zwraca uwagę, że kontrolując liczbę testów, ministerstwo będzie miało większą niż dotąd kontrolę nad informacjami o przebiegu epidemii: – Może ręcznie sterować liczbą rozpoznań i zgonów. To wręcz niebezpieczne.


--
magdatravelblog.blogspot.com
Obserwuj wątek

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka