Dodaj do ulubionych

Czy walczyłybyście o to?

13.05.20, 15:39
Jestem strasznie zmartwiona i nie widzę dobrej decyzji w tym wszystkim.
Biura tłumaczeń pozamykały się w czasie lockdownu, od połowy marca do końca kwietnia miałam wręcz symboliczne zlecenia, rozsądnie gospodarowałam kasą, którą jeszcze miałam, ale i tak mam różne, choć raczej drobne tyły.
Niestety spóźniam się też z płatnością za szkołę, która jest drugim moim najpoważniejszym wydatkiem po czynszu najmu. To jest kwota ok. tysiąca złotych, szkoła co roku podnosi o kilkadziesiąt zł czesne w styczniu i pewnie teraz będzie to samo - więc spodziewam się, że przekroczy tysiąc.
Teraz panuje cisza, zero ponagleń, maili itp., ale niestety to spóźnianie się i w ogóle tak duży wydatek obecnie dość mi ciąży.
Z powodów ściśle finansowych zastanawiam się nad przepisaniem dziecka do szkoły publicznej.
Ale, jest właśnie bardzo dużo ALE:
- to będzie ósma klasa
- córka bardzo lubi klasę, ogólnie dzieciaki są przyjazne i nieszkodliwe, nie ma większych zatargów, zwalczania się, agresji, rozwalania lekcji, złodziejstwa itp. itd.
- szkoła dużo wymaga i ćwiczy ich, więc myślę, że na egzaminie powinna sobie dobrze poradzić bez dodatkowych korepetycji, powtórek itp.
- nauczyciele są ogólnie życzliwi, choć wymagają i rozliczają z każdego drobiazgu, ich podejściu do dzieciaków nie mogę nic zarzucić.
Z minusów:
- mogę mieć większy problem z płaceniem i co wtedy, jakieś chaotyczne decyzje np. w październiku, listopadzie
- środowisko ogólnie jest zdecydowanie zamożniejsze ode mnie, ja będę musiała oszczędzać i trzymać dyscyplinę finansową, młoda to odczuje przede wszystkim na rozmaitych pierdołach i nowych rzeczach, a tu dzieci mają naprawdę świetnie w życiu. Żeby nie było - przyzwoite jedzenie, lekarz, ważne rachunki, wycieczka szkolna, jakieś wakacje, buty, to priorytet i z tym nie mam problemu. Problem jest z tą czasami odrobiną ekstrasów i mało sensownych dla mnie wydatków, które bywają nastolatkom tak niezbędne do szczęścia. Coś jak ta słynna pizza w restauracji raz w miesiącu w mało zamożnej rodzinie, o czym był tu kiedyś wątek. Oczywiście, że młoda rozumie sytuację, ale z przyczyn oczywistych jest wrażliwa na takie różnice i braki.

Nie wiem, kiedy mój poziom zarobków będzie bezstresowy, a jak przyjdzie nowa fala zamknięcia w domach, to już tylko chyba pozostanie zatrudnienie się w dyskoncie (o ile takie stanowiska pracy nie zostaną wcześniej na maksa obsadzone).

I nie wiem, co robić, serce mi mówi, że dziecko ma dobre warunki do rozwoju i nauki, co widać. I że to tylko rok, nigdy więcej już nie będę płacić za szkoły. Rozum mówi, że mogę nie sprostać kryzysowi...

Aha, i nawet napisałam do szkoły o ewentualną obniżkę, nic z tego, napisali tylko, ze indywidualnie w obecnej sytuacji mogą przedłużać termin spłaty i nie monitować o to. Lekką zniżkę, jakieś 100-150 zł wywalczyli rodzice młodszaków za czas, kiedy nie było lekcji online. Ale mnie to nie ratuje.
Obserwuj wątek
      • andaba Re: Czy walczyłybyście o to? 13.05.20, 15:49
        Nie mówimy o czterolatce, więc podstawowe pytanie: co córka na to? Nawet jeżeli wersja oficjalna brzmi "oczywiście, nie ma problemu, idę do rejonu", to znasz swoje dziecko i wiesz, czy mówi to szczerze, czy nie.
        Jeżeli byłoby to dla niej ważne - specyfika i/lub poziom szkoły, postarasz się zostawić, jeżeli nie zależy jej brdzo, bo Kaśka dokucza, Baśka ma fochy a pani od angielskiego nie tłumaczy jask trzeba - to zmienić.
        • 3-mamuska Re: Czy walczyłybyście o to? 14.05.20, 04:27
          andaba napisała:

          > Nie mówimy o czterolatce, więc podstawowe pytanie: co córka na to? Nawet jeżeli
          > wersja oficjalna brzmi "oczywiście, nie ma problemu, idę do rejonu", to znasz
          > swoje dziecko i wiesz, czy mówi to szczerze, czy nie.
          > Jeżeli byłoby to dla niej ważne - specyfika i/lub poziom szkoły, postarasz się
          > zostawić, jeżeli nie zależy jej brdzo, bo Kaśka dokucza, Baśka ma fochy a pani
          > od angielskiego nie tłumaczy jask trzeba - to zmienić.


          A jeli córka będzie chciałaby zostać w szkole ,ale „zlituje się” nad matka pójdzie do rejonowej i będzie „cierpieć” po ciuchu w kąciku?
          Albo po 2-3 miesiącach się okaże ze nie są rady w rejonowej?

          Taka decyzje powinna podjąć matka. Sama. Ja nie widzę zabrania dziecka z dobrej szkoły na ostatni rok.
          Jeśli to tylko rok zacisnęła bym pasa.
          Nawet z opcja pożyczki na czesne do szkoły a spłacać 2-3 lata.

          Dlatego nie daje się dzieci do prywatnych szkół jak się nie ma porządnego zaplecza finansowego/możliwości/ czy bogatej rodziny. (Ojca/matki/męża którzy chętnie pomaga/zapłacą za naukę dziecka) nawet jeśli to tylko forma pożyczki do spłaty na dłuższe lat.
    • grrruu Re: Czy walczyłybyście o to? 13.05.20, 15:44
      Skorzystałaś z tarczy antykryzysowej? Ty jesteś na samozatrudnieniu, prawda? To zwolnienie z ZUS na trzy miesiące, bezzwrotna pożyczka 5000, może postojowe jak Ci spadły dochody. Moim zdaniem dziecko w ósmej klasie jest na tyle duże, że powinno rozumieć sytuację i mimo oczywiście towarzyszącego temu smutku przyjąć do wiadomości, że ekstrasów nie będzie. Szczególnie jak pizesz, że wakacje itp. niezagrożone. No cóż, w życiu tak jest, że kasa raz jest, a raz nie ma, to nie jest trauma do końca życia mieć przez chwilę mniej bajerów. A szkoła jak fajna, klasa zgrana i poziom wysoki to szkoda zmieniać na ostatni rok.
    • iwoniaw Re: Czy walczyłybyście o to? 13.05.20, 15:47
      Napiszę w ogóle nie odnosząc się do Twojego opisu, tylko do tego, co sądzę ja na własnym miejscu: nigdy nawet nie rozważałam płatnej podstawówki, uważam że w publicznej można dostać często lepszą jakość. Zastrzeżenie jest takie, że mieszkam w miejscu, gdzie jest z czego wybierać w ofercie bezpłatnych szkół zarówno zarówno wielkiego miasta, jak i małych a dofinansowanych placówek gmin ościennych.
      • andaba Re: Czy walczyłybyście o to? 13.05.20, 15:52
        Ty tak i ja też, ale zauważ, że jak jej córka chodziła do państwowych szkół to wiecznie coś było nie tak (na przykład ćwiczyli na wuefie smile ).
        Już chyba lepiej zostawić dzieciaka na ten ostatni rok w prywatnej i oszczędzić mu chorób i wstydu, jaki sprawia wiecznie smędząca matka (w prywatnych pewnie ginie w tle).
        • iwoniaw Re: Czy walczyłybyście o to? 13.05.20, 16:05
          andaba napisała:

          > Ty tak i ja też, ale zauważ, że jak jej córka chodziła do państwowych szkół to
          > wiecznie coś było nie tak (na przykład ćwiczyli na wuefie smile ).

          Przecież to były prywatne szkoły, zmieniane na inne prywatne!

          > Już chyba lepiej zostawić dzieciaka na ten ostatni rok w prywatnej i oszczędzić
          > mu chorób i wstydu, jaki sprawia wiecznie smędząca matka (w prywatnych pewnie
          > ginie w tle).

          No fakt, że w państwowej jest wysokie prawdopodobieństwo natrafienia na nieodpowiednie towarzystwo i problemy. Pamiętam wątki o tym, że chłopcy to młodzi bandyci, bo się poruszają i odzywają zamiast siedzieć z rączkami w małdrzyk i buzią w ciup, a dziewczynki młodociane kurewki (!) bo eksperymentują z mascarą 😉

          Ale z drugiej strony może też trafić na szkołę, gdzie to ona będzie gwiazdorzyć, więc tu ryzyko jest 50/50.
      • leni6 Re: Czy walczyłybyście o to? 13.05.20, 17:00
        Ja też nie rozwazalam, aż do ostatniej genialnej reformy, a teraz to już jestem prawie pewna że moje dzieci pójdą do prywatnej podstawówki. Nie wiem jak gdzie indziej ale w mojej okolicy (Warszawa) sytuacja państwowych podstawówek jest beznadziejna, są za to dobre prywatne co jeszcze obniża poziom w tych państwowych.
      • aerra Re: Czy walczyłybyście o to? 13.05.20, 19:58
        A ja mieszkam w dużym mieście, gdzie oferta szkół publicznych jest taka, że prędzej rzuciłabym robotę i przeszła na pełne nauczanie domowe niż puściła dziecko do publicznej podstawówki. W gminach ościennych jest natomiast takie oblężenie w szkołach, że jeśli szkoła nie jest twoją rejonową to nie ma najmniejszych szans na przyjęcie dziecka.
        Tylko co zarówno moje jak i twoje miejsce zamieszkania zmienia w kwestii problemu wątkodajki?
          • lily_evans11 Re: Czy walczyłybyście o to? 13.05.20, 17:22
            Jej ojciec? Twierdzi, że jest w wieeelkim kryzysie, co miesiąc wysyła mi takie podjazdowe esemesiki w stylu, ze ojojoj on musi płacić alimenty i ledwo sobie daje radę.
            Co jest bzdurką, bo ma spore zasoby, które może sprzedać jakby co.
            • danaide Re: Czy walczyłybyście o to? 13.05.20, 17:32
              Jeśli uda Ci się wykazać w sądzie, że ma majątek, który może sprzedać bez większego uszczerbku dla siebie (typu - sprzedaję kawalerkę, ląduję pod mostem), to może Ci się udać. Możliwości zarobkowe dotyczą nie tylko dochodu z pracy - dotyczą też majątku, który może przynieść dochód.
              • ritual2019 Re: Czy walczyłybyście o to? 13.05.20, 17:49
                OJP to jest poprostu szokujace.
                Facet placi alimenty, ale powinien sprzedac co tam moze zeby corka matka mogly poudawac ze zamozne. Miejmy tylko nadzieje ze sady w Polsce jeszcze maja troche przyzwoitosci bo jak widac niektore matki nie maja. Zyja w kuwecie i we lbie maja kuwete.
                • danaide Re: Czy walczyłybyście o to? 13.05.20, 18:05
                  Rozumiem ritual, że Twój głos to taki głos z oddali, w końcu z bliska widać najlepiej.

                  Cóż, oświecę Cię. Tak, jeśli ojciec dziecka ma majątek, z którego może uzyskać dochód (np. wynająć dodatkowe mieszkanie, zamiast trzymać go puste) to jest to przesłanka do podniesienia alimentów, bo możliwości zarobkowe takiego rodzica są większe niż chciałby przyznać. System alimentacyjny w Polsce nie musi Ci się podobać, ale system alimentacyjny w Polsce, w odróżnieniu od systemu zabezpieczeń społecznych (zwanego przez Ciebie patologicznym), w pewnym sensie zmusza Cię do wysiłku. To, że nie uwzględnia się czasem innych sytuacji (sprawy losowe, stan zdrowia, fluktuacja i zmieniająca się pozycja na rynku pracy) rodząc innego rzędu patologię to inna sprawa. Ale takie są zasady. Warto je znać zanim zabierze się głos w dyskusji.

                  Lily nie udaje, że jest zamożna, ale też nie ukrywa, że zależy jej na dobrym wykształceniu dziecka w komfortowych warunkach. Nie ma za co przepraszać kogoś, kto siedzi za granicą i wkurza się na te, którym, prawdopodobnie w odróżnieniu od niego, coś się w tej Polsce, nawet kosztem wyrzeczeń, udało.
                    • danaide Re: Czy walczyłybyście o to? 13.05.20, 18:16
                      Nie zdarłam maximum. Zawsze dostaję jakieś 10% jego zarobków... Zarobki rosną, potrzeby rosną, alimenty też. Czekaj, Ty postulowaś 15%!

                      A koszty wychowania mojego dziecka zostały uznane przez Sąd za usprawiedliwione i nienaciągane. Z tym że trafiłam na sędzię, która nie twierdzi, że stawka żywieniowa na dziecko = stawce przedszkolnej czy na coroczny wypoczynek wystarczy 500 zł.
                        • danaide Re: Czy walczyłybyście o to? 13.05.20, 23:18
                          Ale powiedz mi, hrabino, Ty taka mądra jesteś, a koleżanki jakie mądre masz - jak były zarabia 10 000 i 1 złotówkę to mogę się chwalić i wszyscy mi będą wreszcie zazdrościć? Och, jakie cudowne będę miała życie!
                          • hrabina_niczyja Re: Czy walczyłybyście o to? 13.05.20, 23:42
                            Kobieto, ja jedynie ci pisze, że skoro były płaci alimenty w kwocie 1000 czy 2000 to nie jest wielki pieniądz, a chwalisz się tym w wątku, że hoho. W moim środowisku takie alimenty są standardem i zwykle nikt nie musiał ich wyrywać pazurami, a była to kwestia ustaleń między sobą i gotowa propozycja szła do sądu. Wiem, że są mniejsze, są i takie 500 zł, ale jednak są i większe.
                            • danaide Re: Czy walczyłybyście o to? 14.05.20, 00:02
                              Kobieto hrabino, gdybyś była na bieżąco z rozmową moją i ritual w innym wątku widziałabyś sprawy we właściwym świetle. Bo - nie wiem czy zauważyłaś - odpowiadałam ritual. A że w Twoim środowisku ludzie głównie zajmują się chwaleniem to potem obraz rzeczy masz jaki masz...
                  • lauren6 Re: Czy walczyłybyście o to? 13.05.20, 19:24
                    Tu nie było mowy o wynajmowaniu mieszkania tylko sprzedaży zasobów.

                    Czyli np facet ma skrawek ziemi pod miastem, który z roku na rok będzie zyskiwał na wartości i miałby go sprzedać by sfinansować życie ponad stan. Głupota.
              • m_incubo Re: Czy walczyłybyście o to? 13.05.20, 19:46
                OJP.
                Znam twoje możliwości w alimentacyjnych wątkach, ale przechodzisz sama siebie. Facet ma najlepiej zlicytować swoje nieruchomości, żeby nadambitna matka mogła przenosić dzieciaka z jednej prywatnej szkoły do drugiej, jak to było do tej pory 😄
                Proponuję, żeby matka najpierw zastawiła serwis po babci i biżuterię.
                • danaide Re: Czy walczyłybyście o to? 13.05.20, 23:16
                  Cóż, fakty, jak mówią Francuzi, są uparte. Znam dwa przypadki, gdzie ludzie posiadający majątek lub powiększający go kosztem kolejnych kredytów raczej nie znaleźli zrozumienia w sądach. Facet licytować nic nie musi, ale wtedy na początek niech przestanie jojczeć i zacznie płacić adekwatnie. Dziękuję, już zrozumiałam - edukacja dziecka to nie jest uzasadniona potrzeba przy szkołach, których próbkę bez żenady pokazała nam TVP. A majątek służy często zabezpieczeniu na ciężkie czasy. Ale co tam, jakaś tam wywrotka ekonomiczna przy byłe epidemijce.
    • asia_i_p Re: Czy walczyłybyście o to? 13.05.20, 15:57
      Macie jeszcze trochę czasu na podejmowanie decyzji - jest obowiązek szkolny, do rejonowej nawet jeśli wkroczycie we wrześniu, wcisnąć ją muszą.
      Będziesz mogła zauważać tendencję, czy wracają ci klienci czy nie. Obgadać to z młodą - czy woli nową szkołę i więcej luzu fiansowego, czy starą, ale wtedy ostra dyscyplina finansowa. Nie da rady jakichś korepetycji znaleźć? A twoja matka - tu masz chyba więcej niż czystą kartę, z tego, co kojarzę, bardzo ci nie pomagała - więc może mogłaby teraz wesprzeć wnuczkę.
      To jest jeszcze 13 czesnych, czy odpuszczają wam w wakacje?
      • lily_evans11 Re: Czy walczyłybyście o to? 13.05.20, 17:14
        Matka ma bardzo słabą emeryturę po XX latach pracy w oświacie, z czego sporo wydaje na przepisywane leki i nie brałabym od niej nawet, co innego jakiś prezent dla dziecka, co innego regularne zapomaganie.
        Czesne płaci się też i w wakacje.
        Myślę, że faktycznie poczekam do końca sierpnia i będę myśleć, co dalej. A jak się zrobi kiepsko, to życie samo za mnie rozwiąże sprawę. Tylko, że to mi da czas, żeby przemyśleć różne opcje i znaleźć jakieś względnie fajne miejsce.
          • lily_evans11 Re: Czy walczyłybyście o to? 13.05.20, 17:24
            Nie, to akurat uważam za bardzo słaby pomysł. Generalnie, po traumie związanej z kredytem frankowym, problemami ze spłatą i wciśnięciem w końcu komuś mieszkania za grosze, ostatnie, co bym zrobiła, to bym żyła / kupowała jakieś dobra i usługi za pożyczone. Żyję co miesiąc dokładnie za tyle, ile mnie stać i to mnie motywuje do nieodpuszczania, szukania klientów itp. itd.
                • lily_evans11 Re: Czy walczyłybyście o to? 13.05.20, 18:20
                  Tylko tłumaczeniami.
                  Zaczynam w tej chwili kurs zawodowy, zupełnie inna działka, za darmo, w ramach programu prowadzonego przez pewną fajną firmę. Grafika komputerowa. Może mało przyszłościowe, ale dobrze mi to idzie. Kiedyś zaliczyłam krótką przygodę z programowaniem i to zupełnie nie dla mnie.
                  • szalona-matematyczka Re: Czy walczyłybyście o to? 13.05.20, 19:25
                    Lily, nie obraz sie. Ja zycze ci dobrze, wiec musze to napisac: z wlasnej woli stawiasz sie w roli biedaka z "prestizowa" praca. Wybierasz zawody niby presrizowe: tlumacz, grafik komputerowy, ale takie z ktorycb w 90% nie da sie zyc. Ja znam mnostwo osob tlumaczacych czy robiacych te grafike, ALE by z tego zyc, to trzeba miec jeszcze prawdziwy zawod (lub byc studentem i wtedy kase dorzucaja rodzice). Znam nauczycielke bedaca tez tlumaczka przysiegla,.znam inzyniera w PKP dorabiajacego sobie grafika itp. Znajdz sobie stabilna prace, nawet nie chodzi o corke, chodzi o ciebie. Juz ta kasjerka jest lepsza. Co sie tyczy szkoly: w zyciu nie zmienilabym dziecku szkoly w ostatnim roku nauki i to z wielu wzgledow, o ktorych pisza emamy.
                    • grrruu Re: Czy walczyłybyście o to? 13.05.20, 21:38
                      Oczywiście, że da się z tego żyć. Sytuacja, z jaką mamy do czynienia teraz jest absolutnie bezprecedensowa. Lilly przez tyle lat się utrzymywała. Teraz po prostu wszystko padło. Kosmetyczki też się utrzymywały, a teraz mają problem.
                      • redwineiswhatilike Re: Czy walczyłybyście o to? 13.05.20, 21:51
                        Racja ale ona może przez najbliższych 6 miesięcy zarabiać po kilkaset złotych. Bo to wszystko ma związek z koronawirusem. Więc musi szukać pracy albo zleceń i oczywiście to co jej radzicie, te pieniądze dla ludzi, którzy mają działalność i nie zarabiają.
                      • chococaffe Re: Czy walczyłybyście o to? 13.05.20, 21:54
                        Podkreślę - został tylko jeden rok, po którego zakonczeniu lily bedzie miała prawdopodobnie lepszą sytuację niż przez ostatnie 7 lat, bo odpadnie jej czesne - będzie miała w budżecie dodatkowe 1000 pln
                  • shumari Re: Czy walczyłybyście o to? 14.05.20, 03:24
                    Wiesz co?
                    W Chinach w związku z edukacja domowa bardzo dużo rodziców zatrudniło korepetytorów. Jest dosyć duże prawdopodobieństwo, ze przynajmniej połowa rodziców nie ogarnia np prac domowych z zakresu języka obcego.
                    Może popytaj wśród znajomych, czy nie znają kogoś takiego? Korepetycje online mogłyby podratować Twój budżet.
            • 3-mamuska Re: Czy walczyłybyście o to? 14.05.20, 04:38
              lily_evans11 napisała:

              > Nie, to akurat uważam za bardzo słaby pomysł. Generalnie, po traumie związanej
              > z kredytem frankowym, problemami ze spłatą i wciśnięciem w końcu komuś mieszkan
              > ia za grosze, ostatnie, co bym zrobiła, to bym żyła / kupowała jakieś dobra i u
              > sługi za pożyczone. Żyję co miesiąc dokładnie za tyle, ile mnie stać i to mnie
              > motywuje do nieodpuszczania, szukania klientów itp. itd.
              >


              Dla mnie to chore co piszesz.
              Bo kredyt we frankach to co innego ,niż wziąć kredyt na naukę dziecka w złotówkach.
              Trzeba było dziecka nie posyłać do drogiej placówki ,skoro nie masz stałej pracy z dobrymi dochodami ani nie weźmiesz kredytu, bo się czegoś boisz.
              Wolałbym wziąć kredyt na cały rok zapłacić z góry wtedy ten problem byłby z głowy, a z miesięcznej wypłaty zostało by na jakieś ekstra rzeczy dla dziecka , a co miesiąc spłacać rozłożone na raty na 2-3 lata. Niż rezygnować albo martwić się co miesiąc czy za 30 dni córka ,nie pójdzie więcej do tej szkoły i będzie musiała zmienić szkole w listopadzie styczniu marcu czy w kwietniu, bo daje nie dasz rady płacić.
              • lily_evans11 Re: Czy walczyłybyście o to? 14.05.20, 05:21
                Branie kredytu na czesne w podstawówce mimo wszystko nie mieści się w mojej hierarchii priorytetów, wybacz, to dopiero jest śmieszne.
                Odliczam każdy miesiąc do momentu, kiedy nie będę musiała ponosić tych opłat, nie mam ochoty, żeby zostały ze mną jeszcze przez np. 2-3 lata.
                Szkoła jest ważna, ale nie aż tak.
                W ogóle nie biorę kredytów konsumpcyjnych, nie mam kart kredytowych itp., żyję z tego, co zarobię i od lat nie mam żadnych zadłużeń ani zobowiązań.
                • redwineiswhatilike Re: Czy walczyłybyście o to? 14.05.20, 09:32
                  lily_evans11 napisała:

                  > Branie kredytu na czesne w podstawówce mimo wszystko nie mieści się w mojej hie
                  > rarchii priorytetów, wybacz, to dopiero jest śmieszne.
                  > Odliczam każdy miesiąc do momentu, kiedy nie będę musiała ponosić tych opłat, n
                  > ie mam ochoty, żeby zostały ze mną jeszcze przez np. 2-3 lata.
                  > Szkoła jest ważna, ale nie aż tak.
                  > W ogóle nie biorę kredytów konsumpcyjnych, nie mam kart kredytowych itp., żyję
                  > z tego, co zarobię i od lat nie mam żadnych zadłużeń ani zobowiązań.
                  >


                  Bardzo rozsądnie. Życzę Ci dużo zleceń, na pewno wszystko się ułoży i córka skończy 8 klasę w swojej szkole. Ale potem tylko szkoła państwowa i warto odkładać cokolwiek, aby w razie braku zleceń czy po prostu choroby mieć odłożone choć 6 tysięcy. Bo szczerze mówiąc jestem w szoku, że ludzie nie mają nawet tyle.
                  Ale i tak dobrze, że nie masz kredytu. Powoli wszystko się ułoży.
                  • lily_evans11 Re: Czy walczyłybyście o to? 14.05.20, 09:37
                    Nie, w ogóle nigdy nie zakładałam LO prywatnego, nawet, gdyby młoda dostała się do słabego liceum.
                    One u nas są też słabe, a jeszcze drogie i przytulają młodzież, która gdzieś się nie dostała, bo nie dała rady, a rodziców było stać.
                • hanusinamama Re: Czy walczyłybyście o to? 14.05.20, 14:25
                  Ale to trzeba było myślec o tym zanim zapisałaś dziecko do płatnej szkoły...teraz masz do wyboru: albo ty tracisz albo dziecko. Przy czym uwazam, ze obarczanie kosztami dziecka za moje złe wybory jest złą drogą.
              • sol_13 Re: Czy walczyłybyście o to? 13.05.20, 23:14
                Nigdy nie zrozumiem, jak ludzie mogą żyć w taki sposób. Bez jakiegokolwiek zabezpieczenia na tzw. czarną godzinę.
                Wracając do szkoly córki - jeżeli to bylby początek szkoly, wtedy opcja zmiany na państwowa mialaby sens. Na ostatni rok to bardzo słaby pomysl, stres dla corki zwiazany z adaptacja w nowym dobrze się juz znajacym towarzystwie, poznaniem nowych nauczycieli. Raczej przez ostatni rok się z nikim nie zakoleguje za bardzo a z poprzedniego towarzystwa klasowego pewnie wypadnie. Jak sobie przypomnę swoja VII i VIII klasę to byly to najlepsze lata ze szkoly-autorko nie psuj córce tego, weź na klatę zobowiązanie którego podjelas sie Ty (nie ona). Rozważ jednak opcję pożyczki w najgorszym razie.
    • mae224 Re: Czy walczyłybyście o to? 13.05.20, 15:57
      Chyba poszukałabym normalnie nowych zlecen, pracy, dodatkowego zajecia, lekcje mozesz dawac? niż ryzykować zmianę szkoły na rok przed egzaminem w trudnym wieku. Chyba mozesz do wrzesnia się tym zająć, spróbować, a ostatecznie zmienić w najtrudniejszym moemncie?