Dodaj do ulubionych

Masochizm rodzinno - towarzyski

16.05.20, 12:43
Czemu skoro tak wiele z Was nie lubi wesel, komunii, chrzcin, świąt i innych uroczystości rodzinnych, bierzecie w nich na siłę udział? Chcecie się same udręczać? Ja wiem, że czasami wypada, ale to "wypada" = 15 minut pod kościołem przy składania życzeń i ew. wręczeniu kwiatów, a w przypadku uroczystości pozakościelnych, 20-30 minutowe symboliczne odwiedziny (z góry zaznaczamy, że tego dnia na tyle możemy przyjechać i robimy to wyłącznie z szacunku dla danej osoby). W ostateczności w ogóle można nie iść. Natomiast nie pojmuje chodzenie na imprezy a następnie robienia z siebie męczennika i publiczne rozpływanie się w nienawiści do nich (tych imprez znaczy) smile
Obserwuj wątek
    • beataj1 Re: Masochizm rodzinno - towarzyski 16.05.20, 12:53
      Nie chodzę bo nie lubię. Chodzę tylko do najbliższych - mam w rodzinie max 10 takich osób.
      Po dwudziestu latach takiej polityki nie jestem już po prostu nigdzie zapraszana. Co ciekawe mój brat, który jest rodzinny ogarnia zwykle po 4-5 wesel na sezon.

      A i sama też nie uszczesliwiam innych zaproszeniami na moje imprezy, bo ich w miarę możliwości nie organizuje.
    • daniela34 Re: Masochizm rodzinno - towarzyski 16.05.20, 13:09
      Chodzę tylko tam gdzie muszę. Pierwsze na jakim byłam (podejrzewałam, że nie będzie mi się podobać, ale pewności nie miałam, bo było pierwsze)- było weselem mojej kuzynki, byłam w LO. Utwierdziłam się po nim w przekonaniu, że to nie dla mnie. Potem poszłam na wesele drugiej kuzynki- tu też nie mogłam odmówić. Jesteśmy małą rodziną, byłoby jej przykro, bo praktycznie poza matką nikt z jej rodziny by wtedy nie przyszedł (po rozpadzie małżeństwa rodziców jest skonfliktowana z rodziną ojca). Ale bylam krótko. Poza tym byłam świadkiem na ślubie przyjaciółki. I tu decyzja była prosta- wesel nie lubię, ale bardzo lubię przyjaciółkę i uznałam, że jestem gotowa poświęcić jeden dzień z życia. Robiłam co do mnie należało, z uśmiechem i bez męczeńskiej miny i nie opowiadałam jakie to dla mnie poświęcenie wszem i wobec. Oprócz tego byłam jeszcze na jednym weselu, kolejnej przyjaciółki. Ślub był dość daleko, poszłam na krótko na wesele (gdyby życzenia były przewidziane pod kościołem to pewnie bym nie poszła). Poza tym -nie chodzę. Przychodzę tylko na ślub.
    • agonyaunt Re: Masochizm rodzinno - towarzyski 16.05.20, 13:22
      > 20-30 minutowe symboliczne odwiedziny (z góry zaznaczamy, że tego dnia na tyle możemy przyjechać i robimy to wyłącznie z szacunku dla danej osoby).

      To nie jest szacunek, tylko zwykłe "odwal się". Na 20-30 minut to można wpaść do baru szybkiej obsługi, jak kogoś rzeczywiście szanujesz, to albo wygospodaruj czas, albo ogranicz się do wysłania kwiatów, bo takie wpadam i co chwila zerkam na zegarek żeby sprawdzić czy już swoje odsiedziałem to jest zwykłe buractwo.
      • prostaboszka Re: Masochizm rodzinno - towarzyski 16.05.20, 13:29
        agonyaunt napisała:

        > > 20-30 minutowe symboliczne odwiedziny (z góry zaznaczamy, że tego dnia na
        > tyle możemy przyjechać i robimy to wyłącznie z szacunku dla danej osoby).
        >
        > To nie jest szacunek, tylko zwykłe "odwal się". Na 20-30 minut to można wpaść d
        > o baru szybkiej obsługi, jak kogoś rzeczywiście szanujesz, to albo wygospodaruj
        > czas, albo ogranicz się do wysłania kwiatów, bo takie wpadam i co chwila zerka
        > m na zegarek żeby sprawdzić czy już swoje odsiedziałem to jest zwykłe buractwo.

        Wybacz, ale pojęcia nie masz o zasadach współżycia społecznego oraz kulturze osobistej. 30 minut to jest wielkie poświęcenie, zwłaszcza dla osób z daleka. I pokazuje wyraźnie: nie lubię takich uroczystości, ale ciebie bardzo szanuję, specjalnie na tak krótko przyjeżdżam, składam życzenia, ew. wręczam prezent (w zależności od okazji) i tym samym pokazuje, że mi zależy. Wilk syty i owca cała. Najprościej jest bowiem w ogóle nie iść, ale to nierzadko oznacza przekreślenie (koniec) stosunków towarzyskich czy rodzinnych i jest moim zdaniem zbędnej.
        • agonyaunt Re: Masochizm rodzinno - towarzyski 16.05.20, 13:47
          Ależ wybaczamsmile Ale zdania nie zmienię - żadna wizyta odbębniona w stylu "patrz jak się dla ciebie poświęcam" kulturalną wizytą nie jest. Jeśli to do mnie miałby ktoś tak przyjechać, to ja dziękuję. Kurczę, przecież to widać i czuć, co to za frajda gościć kogoś, kto tylko patrzy w stronę drzwi bo chce uciekać? Jak ci zależy, to znajdź czas, jak nie możesz, to trudno, za to się nikt nie obrazi.

          No i sorry, ale kultura osobista to jest właśnie pójście na imprezę od początku do przyzwoitego końca. Nie na chwilę wtedy kiedy nam pasuje.
          • heca7 Re: Masochizm rodzinno - towarzyski 16.05.20, 17:59
            20 minut to żadna wizyta tylko zawracanie doopy gospodarzom wink Bo wchodzimy, witamy się, przysiadamy na chwilę, odmawiamy poczęstunku, składamy życzenia, ewentualnie wręczamy prezent, kilka słów gadki-szmatki, zerkamy na zegarek i zaczynamy się żegnać ze wszystkimi gospodarzami. W ten sposób domownicy są nami zajęci te 20-30 minut bo wiedzą, że wyjdziemy i poświęcają czas tylko nam. Więcej w tym zamieszania niż faktycznej wizyty.
            • koronka2012 Re: Masochizm rodzinno - towarzyski 16.05.20, 20:16
              Szczytowym buractwem jest takie wpadanie w sytuacji kiedy impreza odbywa się w lokalu. Tam płaci się od osoby, a taki "przelotny" gość tylko zawyża rachunek - stąd przyłączam się do grupy która uważa, że to żadne okazanie szacunku.
                • prostaboszka Re: Masochizm rodzinno - towarzyski 16.05.20, 20:55
                  daniela34 napisała:

                  > Ja też przyłączam się do tego grona. Moje "krotko" na weselu to jest jednak zaw
                  > sze kilka godzin, do jakiegoś przyzwoitego momentu (tory/oczepiny), nie wyobraż
                  > am sobie wpadnięcia na pół godziny na jakąkolwiek imprezę.

                  No dobrze kochane - a piszę to do wszystkich niezgadzających się ze mną w tym punkcie: ja tak zostałam wychowana. "Nie podoba ci się? Nie lubisz? Nie chcesz? Ale jednak wypada... To idziesz na 30 minut maks. tym samym pokazując, że rozumiesz i cenisz konwenanse, ale po tym czasie asertywnie wychodzisz, żeby sobie nie dać wejść na głowę. W ten sposób udowadniasz, że chcesz podtrzymywać stosunki, ale jednocześnie nie cierpisz bez sensu". I tego się trzymałam i trzymam nadal. Co ciekawe, jestem regularnie zapraszana i nikt pretensji (jawnie) mi nie zgłasza. Na jednych uroczystościach jestem długo, na innych symboliczne 20-30 min., w ostateczności nie idę, ale nigdy nie robię czegoś absolutnie wbrew sobie (np. zaciskanie zębów i wysiadywanie 4 godzin). Ale macie rację: asertywności uczono mnie od małego, nie wyobrażam sobie siedzenia więcej niż te 30 minut w miejscu, gdzie nie czuję się komfortowo smile Pozdrawiam wszystkich.
        • amast Re: Masochizm rodzinno - towarzyski 16.05.20, 20:25
          > Wybacz, ale pojęcia nie masz o zasadach współżycia społecznego oraz kulturze osobistej. 30 minut to jest wielkie poświęcenie, zwłaszcza dla osób z daleka.

          Wybacz, ale... Do rodziny, u której "wypada" bywać mam 4h samochodem w jedną stronę. Wygospodarować 8,5h z życia tylko po to, żeby się pokazać na 30 minut to nie jest poświęcenie. To ostentacja, która z kulturą nie ma nic wspólnego oraz zwykły kretynizm.
        • trillian Re: Masochizm rodzinno - towarzyski 16.05.20, 22:40
          prostaboszka napisała:


          > Wybacz, ale pojęcia nie masz o zasadach współżycia społecznego oraz kulturze os
          > obistej. 30 minut to jest wielkie poświęcenie, zwłaszcza dla osób z daleka. I p
          > okazuje wyraźnie: nie lubię takich uroczystości, ale ciebie bardzo szanuję, spe
          > cjalnie na tak krótko przyjeżdżam, składam życzenia, ew. wręczam prezent (w zal
          > eżności od okazji) i tym samym pokazuje, że mi zależy. Wilk syty i owca cała. N
          > ajprościej jest bowiem w ogóle nie iść, ale to nierzadko oznacza przekreślenie
          > (koniec) stosunków towarzyskich czy rodzinnych i jest moim zdaniem zbędnej.

          Ja serdecznie dziękuję za takie "kulturalne" wizyty na 20 minut z komunikatem: patrz jak się dla ciebie poświęcam.
    • cauliflowerpl Re: Masochizm rodzinno - towarzyski 16.05.20, 17:00
      Marceli Szpak dziwi sie swiatu. Otoz niektorzy ludzie tak robia, gdyz poniewaz nie sa asertywni. Tak, ludzie nieasertywni tez istnieja mimo że pewnie żadna ematka takich nie zna. I tylko regularnie pojawiajace sie watki o niesnaskach rodzinnych psuja wizje idealnego swiata, w ktorym nikt nie zmusza sie do robienia czegos na co nie ma ochoty tylko po to, by zadowolic kogos innego.
      • koronka2012 Re: Masochizm rodzinno - towarzyski 16.05.20, 20:21
        cauliflowerpl napisała:

        > Marceli Szpak dziwi sie swiatu. Otoz niektorzy ludzie tak robia, gdyz poniewaz nie sa asertywni.

        Niekoniecznie - tzn. część tak robi faktycznie z braku asertywności, ale część - po prostu poświęca własny komfort na rzecz wyższego dobra - tj. relacji rodzinnych. Poza tym niektórych po prostu się lubi, więc spędzenie z nimi czasu na ich weselu/rocznicy ślubu/okrągłych urodzinach nie jest katorgą wartą zrobienia komuś przykrości.

    • lumeria Re: Masochizm rodzinno - towarzyski 16.05.20, 17:51
      >Czemu skoro tak wiele z Was nie lubi wesel, komunii, chrzcin, świąt i innych uroczystości rodzinnych, bierzecie w nich na siłę udział?

      Dlatego, ze chce mieć jakąś relacje z tymi ludźmi. A w wielu wypadkach sprawa jest (otwarcie lub nie) postawiona czarno-biało: uczestniczysz = utrzymujesz relacje, nie uczestniczysz = obraza i zerwane relacje.

      Nie, nie jest to mile, przyjemne i kochająco-rodzinne. Ale tak to wyglada.

      Dosyć wcześnie miałam okazje zobaczyć jak organizowanie takich imprez wygląda od podszewki. Jakos zepsuło mi to wizje szczęśliwych rodzin świętujących radosny moment w życiu rodziny. sad

      Takze takie spędy traktuje podobnie jak np. zebrania całej kadry w pracy - wymiguje się jeśli mogę, a jeśli nie mogę to odbębniam, bo muszę.
    • chabry.polne Re: Masochizm rodzinno - towarzyski 16.05.20, 21:19
      W ciągu całego życia zaliczyłam 3 śluby, jedną komunię, jeden chrzest - a więc narzekać nie mogę smile
      Zresztą lubię śluby, wesela. Fakt, nie lubię świąt - ale nie zmuszam się do rodzinnych spotkań, jeśli nie mam na takie spotkania ochoty.
      • chabry.polne Re: Masochizm rodzinno - towarzyski 16.05.20, 22:31
        A ludzie uczestniczą w rodzinnych imprezach, wbrew sobie, z wielu powodów: nie chcą urazić najbliższych bo znają ich oczekiwania, nie potrafią w sposób asertywny odmówić, boją się reakcji innych, spełniają oczekiwania współmałżonka (odwiedziny u teściowej wink) obawiają się ''zemsty'', chcą być lubiani/akceptowani, itp.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka