Dodaj do ulubionych

Nie mam za co żyć...

20.05.20, 18:36
...twierdzi niemłoda (czytaj: pracująca wiele lat) aktorka. Jako ilustracja foto pani w samochodzie z kremową skórzaną tapicerką. Na ile można wierzyć Plotkowi rzecz jasna.
Fakt, że kultura zamrożona, ale na bogów to trwa 2 miesiące, a nie 2 lata. Łatwość wyciągania ręki po wsparcie i publiczne żalenie się na problemy finansowe osób relatywnie zamożnych mi zgrzyta.
To tak jeszcze co do wątku o dochodach. Że jednak jeśli chodzi o socjal, to uważam, że powinno się brać pod uwagę stan majątkowy, a nie tylko aktualny dochód.
Obserwuj wątek
    • iwoniaw Re: Nie mam za co żyć... 20.05.20, 18:44
      No, wtedy to już niektórzy to naprawdę nie mieliby za co żyć, nie sądzisz? 😉

      Natomiast zgadzam się, że narzekanie na brak środków do życia w wykonaniu koników polnych nawykłych do standardów rzadko dostępnych mrówkom pracującym trąci żenadą.

      --
      'I don't think you can fight a whole universe, sir!'
      'It's a prerogative of every life form, Mr Stibbons!'
        • anika772 Re: Nie mam za co żyć... 20.05.20, 19:51
          Trafne o mrówce i koniku.

          KONIK POLNY I MRÓWKA.

          Niepomny jutra, płochy i swawolny,
          Przez cało lato śpiewał Konik polny.
          Lecz przyszła zima, śniegi, zawieruchy,
          Gorzko zapłakał biedaczek.
          «Gdybyż choć jaki robaczek,
          Gdyby choć skrzydełko muchy
          Wpadło mi w łapki... miałbym bal nielada!»

          To myśląc, głodny, zbiera sił ostatki,
          Idzie do Mrówki sąsiadki
          I tak powiada:
          «Pożycz mi, proszę, kilka ziarn żyta;
          Da Bóg doczekać przyszłego zbioru,
          Oddam z procentem: słowo honoru!»
          Lecz Mrówka skąpa i nieużyta
          (Jest to najmniejsza jej wada)
          Pyta sąsiada:
          «Cóżeś porabiał przez lato,
          Gdy żebrzesz w zimowej porze?
          — Śpiewałem sobie. — Więc za to,
          Tańcujże teraz, nieboże!»

          Jean de La Fontaine
      • asia_i_p Re: Nie mam za co żyć... 20.05.20, 18:55
        Też się trochę dziwnie poczułam, czytając to - być może chciała po prostu zwrócić uwagę na sytuację środowiska, która jest bolesna, no ale myśląc o tym bólu, ja myślę o aktorach Teatru Lalek we Wrocławiu, na przykład, nie o aktorach popularnych seriali.

        --
        The conceptual penis [...], is exclusionary to disenfranchised communities based upon gender or reproductive identity [...] and is the conceptual driver behind much of climate change.
        • kropkaa Re: Nie mam za co żyć... 20.05.20, 23:51
          Ze 2 czy 3 lata temu stałam z panią aktorką przy barze. Pani kupiła drinka za 12 zł i jako że miała 20% zniżki dla aktorów (knajpa w PKiN) miała zapłacić 9.60 zł. Rzuciła kelnerowi dychą i szepnęła na pół lokalu: bez reszty!
          Widzę, że żenadę ma we krwi.
          • sasanka4321 Re: Nie mam za co żyć... 21.05.20, 00:40
            A co powinna wedlug Ciebie zrobic? Ja w takiej sytuacji robie dokladnie to samo - zaokraglam w gore, place i pije mojego drinka. I chyba kazdy z moich znajomych tak robi. Kupila przy barze, nikt jej tego do stolika nie podawal, platnosc mikroskopijna... no najsensowniejsze jest zrobic to wlasnie tak, jak zrobila. I szept tu tez nie jest do niczego potrzebny - wystarczy normalnie powiedziec, do jakiej kwoty sie ten rachunek zaokragla.
              • sasanka4321 Re: Nie mam za co żyć... 21.05.20, 01:02
                >Moim skromnym zdaniem "napiwek" w wysokości 40 gr. jest po prostu żenujący. Lepiej odebrać resztę.

                To jest zwykle zaokraglenie rachunku. Na calym swiecie to tak funkcjonuje. Tu nie ma za bardzo miejsca na napiwek, bo niby za co. Jak dla mnie zabawne byloby czekanie na 40 groszy zwrotu, ale pewnie sa i tacy, co tak robia.
                A Ty co robisz w takiej sytuacji?
                • kropkaa Re: Nie mam za co żyć... 21.05.20, 01:13
                  Dokladam tyle, żeby była ca. 10% napiwku (zależy od kwoty, ilości osób, stopnia w jakim byliśmy upierdliwi, jaki był serwis). W tym przypadku zapłaciłabym 12 zł i te 2 zeta potraktowałabym jako napiwek.
                  • sasanka4321 Re: Nie mam za co żyć... 21.05.20, 01:31
                    Zamawiasz drinka, kawe, cokolwiek (co kosztuje 9,60 zl) przy barze, sama sobie to niesiesz do stolika ale dorzucasz do tego 25% jako napiwek? Nie mowie, ze Ci nie wolno, ale zeby uwazac to akurat za jedyne "godne" postepowanie? big_grin
                    Swoja droga, chyba zatrudnie sie u kogos za lada i zaczne sprzedawac napoje smile
                    • kropkaa Re: Nie mam za co żyć... 21.05.20, 01:36
                      Jeśli zamawiam, odbieram, płacę i biorę do stolika nie daję nic. Wyciągam pieniądze, biorę resztę. W żadnym wypadku nie robię z siebie dobrej pani, bo rzuciłam napiwkiem w wysokości 40 gr.
                      • sasanka4321 Re: Nie mam za co żyć... 21.05.20, 01:59
                        >Jeśli zamawiam, odbieram, płacę i biorę do stolika nie daję nic. Wyciągam pieniądze, biorę resztę. W żadnym wypadku nie robię z siebie dobrej pani, bo rzuciłam napiwkiem w wysokości 40 gr.

                        No to z Ciebie zaden pozytek dla takiego barmana. Jakos te 40 groszy by mu sie byc moze moglo przydac. No powiedzmy, ze wyda 100 drinkow dziennie, to daje w ciagu dnia pracy 40 zl. A ciagu miesiaca 800 zl. Byc moze jemu niepotrzebne, ale zawsze moze dac na chore dzieci...

                        I mam silne przeczucie, ze to "robienie z siebie dobrej pani" to w Twojej glowie jest tylko.
                      • ira_08 Re: Nie mam za co żyć... 21.05.20, 12:16
                        >Jeśli zamawiam, odbieram, płacę i biorę do stolika nie daję nic.

                        To czemu powyżej piszesz, że: "W tym przypadku zapłaciłabym 12 zł i te 2 zeta potraktowałabym jako napiwek."

                        >W żadnym wypadku nie robię z siebie dobrej pani, bo rzuciłam napiwkiem w wysokości 40 gr.

                        Nie rzuciła napiwkiem, zaokrągliła. Sprzedawca ma obowiązek wydać resztę, nawet 1 grosz, więc po prostu poinformowała go, żeby nie wydawał. Resztę o "dobrej pani" sobie dopowiadasz.
                • tt-tka Re: Nie mam za co żyć... 21.05.20, 01:38
                  sasanka4321 napisała:


                  > A Ty co robisz w takiej sytuacji?


                  Daje dyche i mowie "dziekuje". NIE oznajmiajac scenicznym szeptem na pol sali, ze reszty nie trzeba.

                  --
                  Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
                  • sasanka4321 Re: Nie mam za co żyć... 21.05.20, 02:02
                    >Daje dyche i mowie "dziekuje". NIE oznajmiajac scenicznym szeptem na pol sali, ze reszty nie trzeba.

                    Owszem, dobitne "dziekuje" w takiej sytuacji w jezyku polskim sie bardziej przyjelo niz "reszty nie trzeba". Ale problemem kropki wydaje sie byc glownie to, ze to wstyd zaokraglic rachunek do pelnych zlotych. I to jest dla mnie przedziwne.
        • iwoniaw Re: Nie mam za co żyć... 20.05.20, 19:01
          heca7 napisała:

          > O, czyżbyś oglądała wykład tego samego profesora? wink
          >


          Jakiego profesora?

          --
          "Lubię muzykę poważną, ale nie jestem aż takim zwolennikiem klasyki, żeby puszczać ją sobie w domu." (Zbigniew Boniek)
            • iwoniaw Re: Nie mam za co żyć... 20.05.20, 19:21
              heca7 napisała:

              > www.youtube.com/watch?v=zEoWQN8PObU

              A nie, tego akurat nie widziałam, ale dowcip opowiadany przez prof. z nawiązaniem do bajki La Fontaine'a znałam. I do tej sytuacji tak jakoś pasuje...


              --
              'I don't think you can fight a whole universe, sir!'
              'It's a prerogative of every life form, Mr Stibbons!'
      • asia-loi Re: Nie mam za co żyć... 20.05.20, 19:18
        iberka napisała:

        Obserwuję grupę "widzialna ręka" i jestem w szoku jak ludzie chętnie wpłacają kasę obcym. Dawanie ryby zamiast wędki jest porażające.

        Ale co jest złego w tym, że ludzie dzielą się swoją kasą z innymi. Przecież robią to z własnej woli.


        --
        Gdy jedna osoba cierpi na urojenia, nazywamy to szaleństwem.
        Gdy wielu ludzi cierpi na urojenia, nazywamy to religią.
          • asia-loi Re: Nie mam za co żyć... 21.05.20, 23:06
            iberka napisała:

            > Ciekawe ilu z tych "pomagających" normalnie biadoli na patologię, 500+ itp.


            Akurat niewidzialnej ręki nie obserwuję, nawet nie wiedziałam że takie coś jest.
            Natomiast zdarza mi się od czasu do czasu jakieś "grosiki" przelać na konto zupełnie obcej mi osoby.
            I jestem przeciwnikiem 500+ w takiej formie jaka była i jest. Uważam, że 500+ powinno być od dochodu, a nie dla każdego (bogatych), a wcześniej nie łapała się matka samotnie wychowująca dziecko, bo zarabiała całe 1700 zł.


            --
            Gdy jedna osoba cierpi na urojenia, nazywamy to szaleństwem.
            Gdy wielu ludzi cierpi na urojenia, nazywamy to religią.
        • ichi51e Re: Nie mam za co żyć... 21.05.20, 06:05
          Tez obserwuje te grupe i uczucia mam mieszane. Czasem nie wiem czy bardziej mnie zaskakuje bezposredniosc proszacych czy to ze znajduja chetnych co im pomoga.
          „Jestesmy wesola rodzina z psem i trzema kurami maz zajmuje sie gra na harmonijce ja wyplatam koszyki szukamy slonecznego domu na poludniu polski gdzie moglibysmy sie przyczaic. W zamian oferujemy swoje towarzystwo” pomocni z domkami pchali sie drzwiami i oknami...

          --
          wszystkie swinie byly rowne ale niektore byly rowniejsze. a to dlatego ze znaly numer tel do kogo trzeba
    • aguar Re: Nie mam za co żyć... 20.05.20, 18:59
      Ja już mam po kokardy tego żebrania! Właśnie mnie na fb uraczono czymś takim pomagam.pl/poldus?fbclid=IwAR2HHdKvogyquOf7mUA9GLtktU0pGesPvxi2unNpwJLZomvd35_7v3ErcsQ Czy ja dobrze czytam: dziecko jest chore od tygodnia, a oni już zbierają kasę, bo: UWAGA może będzie potrzebna, jeśli chemia nie zadziała. Nie wytrzymałam i zapytałam, czy jak jednak zadziała, to oddadzą! Pewno zbiorę hejt smile
      • szmytka1 Re: Nie mam za co żyć... 20.05.20, 19:14
        Opisywałam już tu historię dziecka z rodziny. Jak chemia zadziała, to te pieniądze również będą potrzebne. Zapewne tam pozbawieni będą jednej pensji, może tylko jedno pracowało? Dziecko z rodziny przeszło i chemioterapię, która zadziałała i przeszczep, ktory się przyjął, ale za to wywiązała się reakcja przeszczep przeciwko gospodarzowi. Wyniszczony układ pokarmowy, leczenie eksperymentalne. Specjalne odżywki bo ukłąd pokarmowy wyniszczony, emolienty do pielęgnacji skóry porażonej przez graft. Specjalna pościel, konieczna wreszcie przebudowa domu, bo wymóg ostrego reżimu to osobna łazienka, inaczej kolejny czas, może kolejne lata w izolatce. Wreszcie koszty hotelu przyszpitalnego dla rodzica, takie leczenie trwa latami. Transport sanitarny, rehabilitacja i sprzęt do niej już po wszystkim, bo długotrwałe unieruchomienia i wyniszczenie organizmu poskutkowało zanikiem mięśni do tego stopnia, że dzieciak nie dawał rady ustać na nogach. To dzieckowyglądało dosłownie tak ludzie po przetrwaniu obozu koncentracyjnego. To są niektóre z kosztów, dla niezamożnej rodziny nie do rpzeskoczenia bez pomocy innych. Nasze państwo nei wspiera chorych dostatecznie. A tu jest 3 dzieci. Mam nadzieję, że pomoże chemia temu dziecku i nadwyżkę zebranej kasy przekażą innym potrzebującym, ale naprawdę ktoś kto nie zmagał się z ciężką chorobą czasem nie ma wyobrażenia jakie obciązenia finansowe i koszty za tym idą. No bo niby państwo da chemię, pobyt w szpitalu za darmo, to na co kasa. A no właśnie, ja już cześciowo wiem na co.
        • kropkaa Re: Nie mam za co żyć... 21.05.20, 01:19
          Sorry, ale że niby ludzie powinni się składać na przebudowę domu, bo dziecko chore??? Czy na hotel przyszpitalny? Z tego co wiem, w CZD rodzice mogą spać na oddziale - mega niewygodna opcja, na rozkładanym leżaku zwykle, ale wiele osób korzysta. Bardzo współczuję, ale wymagać od ludzi, żeby finansowali pościel choremu dziecku jest co najmniej nie na miejscu.
          • szmytka1 Re: Nie mam za co żyć... 21.05.20, 10:07
            Może w CDZ mogą, ale w ośrodkach onkologicznych, których jest w Polsce kilka, już niekoniecznie. Są przyszpitalne hotele, możesz ubiegać się o preferencyjną stawkę ale nadal nie zmienia to faktu, że opłata jest, a kończy się L4 na dziecko i idziesz na zasiłek. WIesz ile taki zasiłek wynosił kilka lat temu. Zapewniam, że nie wystarczał. Albo prosisz wtedy o pomoc, albo zostawiasz to dziecko samo czasem kilkaset km od domu i pracujesz. Wyobrażasz sobie taką sytuację, ze zostwiasz swojego onkologicznego kilkulatka i odiwedzasz w weekendy? Nie wiem jak jest we wszystkich tych ośdokach. Wiem jak jest w 2 z tych kilku. Przebudowę domu czesciowo finansje CPR ze srodkow Pfron, ale wkład włąsny musisz mieć samodzielnie no i nie wszystkie sprawy remontowe oni mogą pokryć, jest jakaś lista, której teraz już dokładnie nie pamiętam, nie znam. Pościel medyczna jest owszem droga, bo to rzeczy które mają w teorii przetrwać gotowanie np, normalnie mozesz w sklepie medycznym nabyć i tak, są rodziny których nie stać na kilka takich kompletów, nie wiesz pewnie co to reżim sanitarny po przeszczepie, więc nawet możesz sobie nie wyobrażać niektórych rzeczy. Nie wiesz jak mozg pracuje wokół słowa kasa kasa kasa i jak ją zdobyć, zeby temu dziecku wszystkie potrzebne rzeczy zapewnić. Rodzic, który prosi o pomoc, no właśnie to prosi, a nie wymaga. Przemógł się, bo innego sposobu nie miał. Nie miał od kogo pozyczyć, nie miał czego sprzedać. Jeśli chcesz, dorzucasz mu do tych rzeczy, jeśli nie chcesz, to nie i nikt nie ma do ciebie pretensji.
            • szmytka1 Re: Nie mam za co żyć... 21.05.20, 10:23
              Dodam, że w osrodkach onkologicznych prędzej czy później dziecko trafia do izolatki. Tam nie może być rodzica z jego kozetką. Rodzic wchodzi posprzatać, obsłużyć dziecko z grubsza, ale spać z nim nie moze. W ogóle to nie wiem czy ten rodzic przez cały pobyt w izolatce wejdzie. Wchodzi tam w ogóle tylko ograniczona, niezbędna liczba osób. Po to potrzebne hotele przyszpitalne, bo jest taniej niż w zwykłym hotelu i blisko. A jak wychodzisz do domu, dostajesz serię leków, które już wykupujesz samodzielnie, cotygodniowe badania krwi robisz, na które musisz dojechać, nie nie transportem zbiorowym, z takim dzieckiem to medycznym, płacisz... Kiedyś jeden kurs to było około 200 zł. Dla ematki 2 stówy to na waciki, wiadomix. Teraz nie wiem, może jest jakas pula darmowych przejazdów? Oby teraz było lepiej i taniej, ale pewnie jest masa kosztów, o których nie mam pojęcia, każdy przypadek jest indywidualny. Ja nie czuję się winna oszustwa, czy wyłudzenia, więc to nie jest tak, że się tłumaczę, tylko opisuję na co np. idą pieniądze przy chorym dziecku. Ta "moja" zbiórka była przez fundację, zwrot za faktury, przed czasami platform do zbiórek online.
              • szmytka1 Re: Nie mam za co żyć... 21.05.20, 10:25
                aha, nie dojechać do najbliższego pkt pobrania krwi, tylko do ośrodka onkologicznego a leczyli cie np 300 km od domu... Potem badania krwi niby już tylko laboratoryjne, ale nie każde badanie robi i nie kazde pobierze próbkę, by wysłac dalej. Jak jesteś z duzego miasta i wszystko masz na miejscu to nawet nie wiesz, ze moze byc problem z pobraniem krwi bo jak nie na ulicy X to pojedziesz na ulice Y. Wzruszyłam się i rozpisałam, bo mi się tamte przeżycia przypomniały.
        • aguar Re: Nie mam za co żyć... 20.05.20, 20:07
          Też już mam dość tej (nie znalazłam lepszego określenia) poprawności politycznej/społecznej, że wokół rodziców chorych dzieci zbierających kasę trzeba delikatnie, na paluszkach, żeby nie urazić. Tego, ze próba rozlicznia ich z czegokolwiek wywołuje święte oburzenie. Oni potrafią bardzo szybko z takich czułych, kochających, cierpiących stać się całkiem bezczelnymi, jak ktoś się ośmieli jednak nie wierzyć ślepo w ich uczciwośc.
        • simply_z Re: Nie mam za co żyć... 20.05.20, 20:32
          nie hejtuje ale ile można? ciągle tylko widzę i słyszę daj Pani daj daj i daj. bo jestem chory, bo nie mam rączek, bo jestem biedna, a mam siodemke dzieci, bo coś, czy mnie ktoś coś daje?
          • karme-lowa Re: Nie mam za co żyć... 20.05.20, 20:37
            simply_z napisała:

            > nie hejtuje ale ile można? ciągle tylko widzę i słyszę daj Pani daj daj i daj.
            > bo jestem chory, bo nie mam rączek, bo jestem biedna, a mam siodemke dzieci, bo
            > coś, czy mnie ktoś coś daje?
            Ale czy ktoś ci przystawia broń do skroni i każe wpłacać?
            Też możesz dla siebie zbiórkę założyć.
          • szmytka1 Re: Nie mam za co żyć... 20.05.20, 20:41
            Wiesz, o ile nad ilością dzieci, przynajmniej w teorii wink, można zapanować, to choroby są w większości sytuacją losową. Nie mówię wieloletnim palaczu chorym na raka płuc. No ale nowotwory u dzieci... To tylko obrazuje jak ciężkie jest jeszcze życie w tym kraju. Kurcze ja wiem jak cięzko jest prosić o pomoc finansową, upublicznić swój wizerunek, jak trzeba pewnego rodzaju wstyd przezwyciężyć. To nie było moje dziecko, ale też prosiłam. Dlatego teraz nie osądzam, choć też rozumiem zalew apeli zwłaszczaw internecie jest ogromny, im więcej tych próśb tym człowiek jakiś bardziej obojętny trochę. No ale przeciętnemu rodzicowi ciężko taka prośba przez gardło przechodzi, zapewniam Cię.
            • aguar Re: Nie mam za co żyć... 20.05.20, 20:50
              Z tym się zgadzam. I właśnie zastanawiam się, ile jest takich rodziców dzieci, które już właśnie teraz naprawdę potrzebują tego leczenia II rzutu...a dopiero się biją z myślami, czy poprosić.
              • szmytka1 Re: Nie mam za co żyć... 20.05.20, 21:24
                no ale nikt im nie broni prosić, jedno wolą się bić z myślami i czekać do ostatniej chwili, inni wiedzą z góry, ze całą otoczka finansowa jest ponad ich miary i proszą zawczasu. Nie zobowiązuje to jednak nikogo do wpłat.
          • aguar Re: Nie mam za co żyć... 20.05.20, 20:46
            Zawsze są te argumenty: nikt nie każe płacić, możesz sobie sama żebrać. Ale nie widzicie, ile tego jest. Ja dostaję co najmniej kilkanaście dziennie i szczerze - większości nie czytam. To przeczytałam, bo dał to admin grupy, do której należę, no i właśnie się zdziwiłam, że można już zbierać na leczenie, które być może nawet nie będzie potrzebne, jak leki I rzutu nie pomogą...Żadna szanująca się fundacja nie zrobiłaby zbiórki na tym etapie, ale na stronie typu pomagam.pl się da...Wg mnie taka popularność tych zbiórek, niestety, uniewrażliwia i utrudnia przebicie się tym, którzy najbardziej potrzebują, a mają skrupuły, mniej tupetu....
            • 35wcieniu Re: Nie mam za co żyć... 20.05.20, 20:55
              "Żadna szanująca się fundacja nie zrobiłaby zbiórki na tym etapie"
              A na jakim, jak leczenie paliatywne będzie konieczne? Zrób baranka. Sama nie potrafisz zdania napisać bez dodania w nim "jestem niepelnosprawna" chociaz kazdy na forum czytał to juz 500 razy, ale innym będziesz etapy chorób wytykać bo "tyle tego jest"? Tak, ludzie chorują i proszą o pomoc, no dziwy, panie.

              --
              "Komunikacja jest bardzo dobra. Od domu przstanek to 2minuty pieszo, 5-10 minut autobusem, potem przesiadka I jakies 40 -50 minut i 15-20 minut pieszo do szkoly. Plus czas oczekiwania, sprawdza online o ktorej ma autobus ale czasem sie spozni albo nie przyjedzie wiec czeka na nastepny."(najma/ritual)
      • aguar Re: Nie mam za co żyć... 20.05.20, 21:15
        "Nie wytrzymałam i zapytałam, czy jak jednak zadziała, to oddadzą! Pewno zbiorę hejt"
        Już mi ze 3 osoby ładnie wytłumaczyły, że to wszystko jest rozliczane i na pewno fundacja przekaże na inne dzieci itd. Czyli naiwni płacą bez świadomości, że to nie jest żadna fundacja i pieniądze idą prosto na konto (minus opłata dla strony).
        • 35wcieniu Re: Nie mam za co żyć... 20.05.20, 21:25
          Jako naiwna spieszę donieść że płacę z pełną świadomością że jak osoba, której płacę nie doczeka szansy na skorzystanie z moich kroci, to skorzysta ktoś inny, oraz że fundacja pobiera prowizję.

          --
          "Komunikacja jest bardzo dobra. Od domu przstanek to 2minuty pieszo, 5-10 minut autobusem, potem przesiadka I jakies 40 -50 minut i 15-20 minut pieszo do szkoly. Plus czas oczekiwania, sprawdza online o ktorej ma autobus ale czasem sie spozni albo nie przyjedzie wiec czeka na nastepny."(najma/ritual)
            • arwena_11 Re: Nie mam za co żyć... 20.05.20, 21:58
              No ale z czym masz problem? Wpłaciłaś im choć złotówkę? Przecież ci co wpłacają, robią to ponieważ chcą. Nikt im pistoletu do głowy nie przykłada. A może masz problem, bo nie tobie wpłacają?
                • arwena_11 Re: Nie mam za co żyć... 20.05.20, 22:47
                  No mnie nie interesuje na co wydają ludzie SWOJE pieniądze. Czy dają na chore dziecko, na Owsiaka, Caritas czy schronisko. Sama decyduję na co wydaję moje pieniądze i nikomu nic do tego. Mogę nawet nimi palić w kominku i nikogo nie powinno to nic obchodzić.
              • aguar Re: Nie mam za co żyć... 20.05.20, 22:46
                Mam problem, że wpłacając myślą, że wpłacają na fundację, która kontroluje sytuację, a tymczasem "Pomagam.pl nie jest organizatorem zbiórek. Serwis jest wyłącznie narzędziem umożliwiającym organizatorom zbiórek publikowanie ich w Serwisie, a innym Użytkownikom– dokonywanie wpłat na zbiórki. Nie jesteśmy instytucją kredytową, doradczą, marketingową ani organizacją społeczną czy charytatywną."
                  • memphis90 Re: Nie mam za co żyć... 20.05.20, 23:09
                    >Czyli uważasz ludzi za idiotów, >którzy nie wiedzą co robią?
                    Dokładnie tak uważam. W końcu ileś tam ludzi bez mrugnięcia okiem wpłaciło kasę zlodziejowi, który posługiwal się danymi martwego dziecka. Uważam, że takie zbiórki powinny być kontrolowane.

                    --
                    "Nie pogardzaj drugim człowiekiem, dopóki nie poznasz jego historii. A gdy tylko poznasz, to bądź sobą i spluń"
                • 35wcieniu Re: Nie mam za co żyć... 20.05.20, 22:55
                  No dziwne żeby serwis internetowy był organizacją charytatywną. Serwis to serwis, fundacje to fundacje. Czego Ty nie rozumiesz że się pieklisz bogowie wiedzą o co? Przecież to są banały i rzeczy znane od lat.

                  --
                  "Komunikacja jest bardzo dobra. Od domu przstanek to 2minuty pieszo, 5-10 minut autobusem, potem przesiadka I jakies 40 -50 minut i 15-20 minut pieszo do szkoly. Plus czas oczekiwania, sprawdza online o ktorej ma autobus ale czasem sie spozni albo nie przyjedzie wiec czeka na nastepny."(najma/ritual)
      • mamamisi2005 Re: Nie mam za co żyć... 20.05.20, 21:56
        W przypadku dziecka z choroba nowotworową rozumiem lęk rodziców, ze coś może pójść nie tak i chęć działań wyprzedzających.
        Natomiast zasadzie z reguły brakuje mi transparentności i rzeczowego uzasadnienia tego typu zbiórek.
        Niedawno była zbiórka na dziecko z mojego miasta. Do prośby była dołączona informacja od lekarzy prowadzących, że taka terapia jest wskazana, ale niedostępna w Polsce i nierefundowana oraz informacja od rodziców, co zrobią z ew. niewykorzystanymi środkami (przekażą innym potrzebującym). Z chęcią pomogłam nie tylko ze względu na dziecko, ale i rzetelność zbierających.
    • chococaffe Re: Nie mam za co żyć... 20.05.20, 19:03
      Nie wiem o kim konkretnie piszesz, ale sytuacja finansowa wielu ludzi kultury, w tym aktorów, to nie jest do ciekawa delikatnie mówiąc.

      p.s.kremową skórzaną tapicerkę można mieć w tanim samochodzie.
        • memphis90 Re: Nie mam za co żyć... 20.05.20, 23:18
          Rączki też ma, zupełnie jak pracujący. Ci, którym kończyny uje....o, mają słusznie należący się zasiłek na rzecz nadal funkcjonującego zolądka.

          --
          "Nie pogardzaj drugim człowiekiem, dopóki nie poznasz jego historii. A gdy tylko poznasz, to bądź sobą i spluń"
          • ira_08 Re: Nie mam za co żyć... 21.05.20, 12:30
            Ale pracujący też może zostać kiedyś bez pracy. To naprawdę niesamowite, jak do wielu ludzi ta prosta prawda nie dociera. Ja tam chciałabym żyć ze świadomością, że z chwilą utraty pracy będę mogła spokojnie przeżyć na zasiłku czas do znalezienia następnej. Jak we wszystkich krajach, które ematka nazywa cywilizowanymi i dbającymi o obywateli.
            • tt-tka Re: Nie mam za co żyć... 21.05.20, 15:08
              ira_08 napisała:

              > Ale pracujący też może zostać kiedyś bez pracy. To naprawdę niesamowite, jak do
              > wielu ludzi ta prosta prawda nie dociera. Ja tam chciałabym żyć ze świadomości
              > ą, że z chwilą utraty pracy będę mogła spokojnie przeżyć na zasiłku czas do zna
              > lezienia następnej. Jak we wszystkich krajach, które ematka nazywa cywilizowany
              > mi i dbającymi o obywateli.

              Ja zyje z taka swiadomoscia. Ale - uwaga - to, co jest potracane z moich zarobkow, idzie m. in. na finansowanie tego zasilku. Regularnie, od lat.
              Gdybym chciala wiecej dostawac na reke na biezaco, mam taka mozliwosc, pracujac na zleceniu, na umowie o dzielo. Tylko wtedy wlasnie prawa do zasilku nie mam.
              Czy omawiana aktorka i inni artysci mysla w pore o swoim bezpieczenstwie socjalnym ? pamietajac niegdysiejsze wynurzenia, przykladowo, K. Skrzyneckiej czemus watpie...




              --
              Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
    • livia.kalina Re: Nie mam za co żyć... 20.05.20, 19:15
      Minister Emilewicz też nie ma za co żyć i jest jej ciężko. A wcześniej, nawet bez koronawirusa, ledwo dawał radę biedny Gowin.

      --
      super_hetero_dyna:
      "Stalin, choć ludobójca, był jednak człowiekiem dużego formatu."
        • iwoniaw Re: Nie mam za co żyć... 20.05.20, 19:26
          mamamisi2005 napisała:

          > Gowina pamiętam, zdaje się chodziło o pensję 10k/mc. A Emilewicz też? no proszę

          No tak, nagrody biednym ministrom wstrzymano, skarżyła się właśnie. 😉


          --
          "Lubię muzykę poważną, ale nie jestem aż takim zwolennikiem klasyki, żeby puszczać ją sobie w domu." (Zbigniew Boniek)
      • beneficia Re: Nie mam za co żyć... 20.05.20, 19:57
        Dom weselny od dwóch miesięcy chyba zamknięty...?
        Ale i tak niech nie narzeka, tak jak inni artyści, którzy owszem, dostają emeryturę 1500 zł, ale o tantiemach nawet się nie zająkną.
      • mamamisi2005 Re: Nie mam za co żyć... 20.05.20, 19:57
        No z wesel to akurat teraz dochodu brak. Co nie zmienia faktu, że jeżeli osoba 50+ do tej pory niebiedująca (taki eufemizm), z konkretnym majątkiem ( jak widać), sprawna intelektualnie i fizycznie, po 2 miesiącach braku wpływów żali się, że nie ma za co żyć, to słabe to jest. Nikt nie lubi biednieć, ale pogorszenie statusu materialnego i brak środków do życia, to jednak na szczęście zazwyczaj nie są tożsame pojęcia.
      • alpepe Re: Nie mam za co żyć... 20.05.20, 19:59
        Hellou, jeśli jest, jak piszesz, to raczej jej dom weselny zysków nie generuje obecnie, a raczej straty.

        --
        "seksualna władza kobiet to jedyna władza kobiet, która się mieści w patriarchalnym etosie" skradzione od bene gesserit
        • samawsnach Re: Nie mam za co żyć... 20.05.20, 20:14
          "Hellou, jeśli jest, jak piszesz, to raczej jej dom weselny zysków nie generuje obecnie, a raczej straty."
          No ale litości - generował przecież. Bez zaglądania komuś do portfela, czy samochodu (choć moje kilkuletnie nigdy nie miewały takiej tapicerki, choć starannie wybieranewink też uważam, że to skarżenie się na brak kasy na chleb jest jakoś urągające wobec tych, co np. z 3500 np. spadli na 1500 zł i mają do utrzymania 2 czy 3 osoby.
          ps, A co do zasiłku dla bezrobotnych, to te 2500 zł to kwota razem chyba z tym dodatkiem, jeśli utrata pracy nastąpiła w wyniku COVID.
      • 35wcieniu Re: Nie mam za co żyć... 20.05.20, 20:43
        Co raczej w obecnej sytuacji dziala na jej niekorzyść, bo rachunki płacic musi, pensje tez jezeli nie zwolniła pracowników, a dochodów nie ma.

        --
        "Komunikacja jest bardzo dobra. Od domu przstanek to 2minuty pieszo, 5-10 minut autobusem, potem przesiadka I jakies 40 -50 minut i 15-20 minut pieszo do szkoly. Plus czas oczekiwania, sprawdza online o ktorej ma autobus ale czasem sie spozni albo nie przyjedzie wiec czeka na nastepny."(najma/ritual)
      • vodyanoi Re: Nie mam za co żyć... 20.05.20, 21:04
        Co to znaczy "ma"?
        Bo mieć to może kredyty na ten dom weselny. Domy weselne wiadomo, jak wyglądają i ile pewnie kosztuje ich postawienie. Na pewno zatrudnia tam obsługę, której płaci. Płaci więc kredyty oraz pensję, a dochodu ma zero. Domy weselne to zresztą nie tylko wesela, a wszelkie imprezy okolicznościowe (w tym np. te świąteczne, a tych w tym roku nie było), czasem stypy, jakieś chrzciny, komunie, urodziny, imprezy firmowe. Na tym się to kręci, a tego nie ma. Za to są faktury do zapłacenia, zaliczki do zwrócenia i ciągłe telefony o płatność.

        I jak ktoś pisze "no przecież ma dom weselny", to od razu wiem, że na bank nigdy żadnego własnego interesu nie prowadził, jest co najwyżej etatowcem z dziada pradziada. To nic złego, wręcz przeciwnie, tylko wypadałoby wiedzieć, skąd pieniądze na pensję etatowca się biorą.
        I o ile etatowiec po prostu wszystkie dodatkowe środki odkłada na konto i może mu się zebrać niezła sumka, to przedsiębiorca z reguły inwestuje. I jak zacznie sprzedawać to, w co zainwestował, to oczywiście - on będzie miał za co żyć, ale już ludzie, których zatrudnia, niekoniecznie. Bo ich zwolni.


        • solejrolia Re: Nie mam za co żyć... 21.05.20, 08:15
          Dobrze napisane, ale nie sadzę by coś dotarło do etatowców...
          A ten samochód , jeśli nie jest jakiś stary, to zapewne w leasingu. Więc po sprzedaży zostanie jej wielkie nie, jedynie kosztu raty leasingowej się pozbędzie.

          --
          W 1672 wściekły tłum Holendrów rozerwał na strzępy i zjadł premiera swego rządu. Nie namawiam. Po prostu pokazuję możliwości.
          • tt-tka Re: Nie mam za co żyć... 21.05.20, 10:12
            solejrolia napisała:

            > Dobrze napisane, ale nie sadzę by coś dotarło do etatowców...

            Dotarlo, dotarlo. Rozumiem, tylko sie z tym nie zgadzam.
            przy jej zarobkach powinna miec poduszke finansowa na rok do poltora bez pracy, to nie przekracza mozliwosci.







            --
            Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
            • iwoniaw Re: Nie mam za co żyć... 21.05.20, 10:24

              > Dotarlo, dotarlo. Rozumiem, tylko sie z tym nie zgadzam.
              > przy jej zarobkach powinna miec poduszke finansowa na rok do poltora bez pracy
              > , to nie przekracza mozliwosci.


              Tu się pojawia pytanie, co tak naprawdę znaczy "nie mam na życie" - bo problem polega najprawdopodobniej nie na tym, że pani nie ma literalnie na chleb, tylko że nie ma na życie, na jakie 90% ludzi też nie ma, nawet jak im wpływa pensja wraz z nagrodą roczną, a do głowy by im nie przyszło płakać na ten temat w mediach (a gdyby przyszło, też by nie zostali dobrze przyjęci przez publikę, jak sądzę).

              --
              "My jesteśmy Rada Puchaczy - każdy w lesie wie, co to znaczy"
              • mamamisi2005 Re: Nie mam za co żyć... 21.05.20, 11:08
                iwoniaw napisała:
                > Tu się pojawia pytanie, co tak naprawdę znaczy "nie mam na życie" - bo problem
                > polega najprawdopodobniej nie na tym, że pani nie ma literalnie na chleb, tylko
                > że nie ma na życie, na jakie 90% ludzi też nie ma, nawet jak im wpływa pensja
                > wraz z nagrodą roczną
                Dziękuję za ubranie w słowa, bo własnie to mi chodzi. Nazywanie brakiem środków do życia zaledwie pogorszenia jego standardu (który jak mniemam nie ma nic wspólnego z biedą) jest żenujące.
                A nie np. staranie się o wsparcie jako przedsiębiorca. Nota bene w wypowiedziach pani nie ma ani słowa o ew. zatrudnianych pracownikach, mówi tylko o sobie.
          • ira_08 Re: Nie mam za co żyć... 21.05.20, 12:41
            Etatowiec to ostatnio strasznie modne słowo, jak jeszcze niedawno "roszczeniowy". Wiadomo - pracuje na etacie to głupi i myśli, że piniondze to z nieba lecom, nie rozumie jak funkcjonuje gospodarka, nic nie rozumie, bo wiadomo, od etatowca to krok do Ferdka Kiepskiego. Zresztą, co ja gadam, jakie pracuje. Oddycha tylko leniwie, zabierając tlen pracodawcy!

            A teraz zobacz, jakie to śmieszne - na myśl o podniesieniu zasiłku dla bezrobotnych ludzie dostają wręcz palpitacji serca, bo przecież każdy powinien mieć odłożoną poduszkę finansową, nawet jak pracuje na kasie albo prowadzi tramwaj (a w ogóle mógł się więcej uczyć i wstawać wcześniej, to by nie miał kłopotów finansowych). A jednocześnie znana aktorka z czołowego tvnowskiego serialu i przedsiębiorczyni na pewno jest teraz w trudnej sytuacji, ma kredyty, auto w leasingu, ma pracowników na utrzymaniu, olaboga! Bo przecież musiała wszystko inwestować i na pewno żadnej nadwyżki nie odłożyła!
    • ichi51e Re: Nie mam za co żyć... 20.05.20, 20:21
      Tak osoba w samochodzi ze skorzana tapicerka rowniez moze nie miec za co zyc... a na 10 letnie audi po znanej piesniarce ludzie sie nie pchaja. Jak jej tam bylo? Fiolka?

      --
      wszystkie swinie byly rowne ale niektore byly rowniejsze. a to dlatego ze znaly numer tel do kogo trzeba
      • szmytka1 Re: Nie mam za co żyć... 20.05.20, 20:24
        Ale wiesz, że fiolka, jak nie dała rady żyć z pieśniarstwa, to zaczęła z kelnerowania? I mieszka na społe z obcymi ludźmi? Kelnerowanie to hcyba nie na obecne czasy, ale kto wie, ponoć się otwierają lokale
        • antonina.n Re: Nie mam za co żyć... 20.05.20, 21:22
          Ale w zasadzie nie w tym rzecz, ile jest wart samochód. Tylko w tym, że narzekają ludzie, którzy na codzień zarabiają naprawdę duże pieniądze, a teraz przestali je zarabiać. Ja, też że tak powiem, „robię w kulturze”, ale niepomiernie mnie wnerwia, jak teraz jojczą moi znajomi, którzy mają po 2-3 mieszkania kupione za serialowe/reklamowe pieniądze, a obecnie po prostu zostali z gołym etatem w teatrze. Co innego aktorzy małych teatrów, czy pracownicy instytucji typu opera czy filharmonia, których pensje są żenująco niskie i teraz bez dodatków po prostu ciężko im przeżyć. Ale reszta narzekaczy to strasznie żenujące zjawisko.
          • ichi51e Re: Nie mam za co żyć... 21.05.20, 06:11
            Ludzie ktorzy na codzien zarabiaja duze pieniadze tez maja rachunki do zaplacenia. Przewaznie wieksze niz ci co maja na styk, i co gorsza jesli oni zbankrutuja to pociagna za soba swoich pracownikow. Wiec nie ma co sie cieszyc ze burzujka ma jeszcze dom weselny i samochod ktory przeciez moze sprzedac...

            --
            wszystkie swinie byly rowne ale niektore byly rowniejsze. a to dlatego ze znaly numer tel do kogo trzeba
            • ira_08 Re: Nie mam za co żyć... 21.05.20, 13:02
              >Ludzie ktorzy na codzien zarabiaja duze pieniadze tez maja rachunki do zaplacenia.

              Owszem, ale mają możliwość odłożyć więcej na czarną godzinę. Jeśli nie mają za co żyć przez 2 miesiące, to znaczy, że żyli ponad stan. Większe zobowiązania finansowe powinny wiązać się z odpowiednimi dochodami, nieważne czy bierzesz kredyt na laptopa czy na ziemię pod biurowiec.

              >Wiec nie ma co sie cieszyc ze burzujka ma jeszcze dom weselny i samochod ktory przeciez moze sprzedac...

              Ale kto się cieszy? To pokazuje tylko, że pani nie jest biedną nieznaną nikomu aktorką alternatywnego teatru.
    • kermicia Re: Nie mam za co żyć... 20.05.20, 21:11
      Już się ktoś na początku pandemii wypowiedział o obciachowym smęceniu artystów na biedę. Pani Korcz wstydziłaby się w ogóle odzywać publicznie w tonie "nie mam za co żyć" mając dom, biznes weselny, kosmetyczny, samochody i kto wie co jeszcze. Wiadomo, że sprzedać niefajnie, bo teraz poszłoby poniżej wartości sprzed pandemii, ale nazywanie tego biedą jest chamstwem wobec ludzi pozbawionych teraz jakichkolwiek możliwości zarobkowania. Pani Korcz powinna mieć oszczędności z tych biznesów, a jeśli nie ma, to cóż. Trzeba coś sprzedać.
      • szmytka1 Re: Nie mam za co żyć... 20.05.20, 21:29
        Krzysztof Skiba: „Minęły zaledwie cztery dni kwarantanny, a już polskie gwiazdy cierpią i skarżą się, że nie będą miały za co płacić rachunków. Gdyby to byli jeszcze jacyś młodzi wykonawcy na dorobku, debiutanci, artyści niszowi. Nie! Do chóru narzekających zapisali się wykonawcy, którzy za jeden koncert biorą po 60 tys. zł i więcej. Kobieta z dyskontu pracuje na takie honorarium przez rok albo i dłużej. Co robiliście przez całe życie? Czemu nie odłożyliście pieniędzy jak wszystkie kurki z monetą były odkręcone? Po cholerę kupowaliście drogie auta i braliście kredyty jak idioci?”
    • myfaith Re: Nie mam za co żyć... 20.05.20, 22:47
      Jeśli na Plotku czy innym Pudlu takie "rewelacje" podaja to na 100% jest to podkręcone żeby uzyskać efekt szczucia jednych na drugich ("bogaci kontra biedni") mechanizm stary ja świat a jak dobrze się sprzedaje !

      Z tego co pamietam ( z jakiegoś programu chyba z Omeną Menshah) to pani zainwestowała w salę weselną więc nie zdziwiłabym sie gdyby o tym mówiła w kontekście "wsparcia " przedsiębiorców ( "wsparcia" bo wielu z tych przedsiębiorców nie otrzymało pomocy choc wnioski zlozylo juz w końcu marca - no ale marketing ze pastwo pomaga jest a co!) no ale lepiej dac zdjęcie z samochodu z bezowa tapicerka ( ie wiadomo czy nie sprzed iluś tam lat i nie wiadomo czy jej auto) i skontrastować dla efektu z hasłem - "nie ma za co żyć`' wink
    • ga-ti Re: Nie mam za co żyć... 20.05.20, 23:22
      Nie wiem, jakie było zamierzenie portalu, jak wyżej ktoś sugeruje.
      Nie wiem, czy samochód jest pani i ile jest wart.
      Pani ma salę bankietową i dość dużą posiadłość wokół, właśnie sezon się zaczyna.
      Zdaje się, że w jakiś reklamach się pokazuje?
      Nawet, gdyby przez te 2 miesiące nie miała dochodu to niesmaczne jest, gdy celebryci w takim czasie narzekają na brak kasy. Bo jak ktoś za jeden 'występ' dostaje kasę, na którą ktoś inny pracuje cały rok i teraz skarży się na brak kasy to albo jest głupi, albo innych ma za głupców.
    • conena Re: Nie mam za co żyć... 20.05.20, 23:31
      Wg mnie ta sytuacja wyjdzie wszystkim na dobre, szczególnie nam - odbiorcom kultury. Jak bowiem śpiewa mój ulubiony i niezwykle modny ostatnio artysta:

      Bo artysta syty nie ma nic do powiedzenia
      Chce picia i jedzenia, nie chce nic zmieniać
      Artysta głodny jest o wiele bardziej płodny.

      Czekam zatem na wysyp wiekopomnych dzieł!

      --
      A taki znacie? Idą Nilfgaardczyk, elf i krasnolud. Patrzą: leci mysza...
    • kropkacom Re: Nie mam za co żyć... 21.05.20, 05:39
      No cóż, nie skarzmy się jednak, że aby dostać jakąkolwiek pomoc w tej części świata trzeba w domu nie mieć dywanu i sprzedać wszystko.

      --
      Usiądź, podaj mi swoją dłoń Przepowiem ci przyszłość
      Widzę Cię żyjącego z kimś, Kto naprawdę do Ciebie pasuje
      Kimś takim jak ja ...
    • maliniak665 Re: Nie mam za co żyć... 21.05.20, 12:33
      tez mnie to bawi... To ja, nie typowa ematka, żadna wąska specjalistka, więc kokosów nie mam (a może mam) i mam odłożoną kasę na "czarną godzinę" , z których jeszcze nie musiałam skrzystać, ale za chwilę to nadejdzie... Tak czy siak, dałam radę te 2,5 mca.
      A tu mi aktorka czy inna celebrytka pisze, że jej cięzko, a zarabiała kilkanaście tysięcy na miesiąc....
    • czarna_kita Re: Nie mam za co żyć... 21.05.20, 15:13
      Właśnie ostatnio z mężem rozmawiałam na ten temat. Gdzie są pieniądze które zarobiła do tej pory ? Oczywiście nie tylko ona, tylko Ci wszyscy artyści co zarabiali kupe kasy przez lata i teraz płaczą że nie ma.
      Jakim cudem ? Nie mają żadnych oszczędności na czarną godzinę? Śmiech na sali.