Dodaj do ulubionych

Skad to sie bierze (o nauczycielach)

11.06.20, 16:26
Zapisalam sie na ta grupe strajkowa ale kurcze patrze patrze i oczom nie wierze - moze ktos na forum wyjasni.

Skad sie bierze taka gleboka i osobista nienawisc do nauczycieli?

Serio pytam. Czy ludzie tak tych 2 mcy wolnego zazdroszcza? Czy jakies swoje traumy szkolne przezywaja?
Ludzie ktorzy postu nie sa w stanie sklecic wklejaja jakies kartkowki i wysmiewaja jacy to nauczyciele glupi, za moje za moje!!! Lenie! Nieroby!
20 lat temu rodzic jednak rodzic szanowal nauczyciela - wspominam raczej rodzicow lizusow co to kawke czy rajstopki, bukiety probowali wepchnac... Teraz - nienawisc pelna para!
Skad to sie bierze?
Obserwuj wątek
    • iwoniaw Re: Skad to sie bierze (o nauczycielach) 11.06.20, 16:37
      To nie czytałaś wątków na ematce w czasie ubiegłorocznego strajku? Szczucie na kolejną grupę zawodową przez rząd, własne kiepskie doświadczenia ze szkołą, do tego realne utrudnienia z niedziałającą/działającą nietypowo szkołą dziecka - i masz efekt. Mnie się zdarzyło przeczytać w dyskusjach okołoszkolnych, że skoro się nie zgadzam z interlokutorem, to na bank jestem nauczycielką - i to miała być obelga, co podkreślone zostało domniemaniami na temat mej nieprzydatności do tego szlachetnego zawodu oraz życzeniami, żeby mnie cudze dziubdziusie wykończyły - o czym więc mowa?

      Ale to nie jest też tak, że tylko nauczycieli ludzie są skłonni hejtować. Innych też. Było tu o lekarzach, pielęgniarkach, górnikach, to tak na świeżo, zapewne można ten tłum poszczuć i na kogoś kolejnego.
        • tiszantul Re: Skad to sie bierze (o nauczycielach) 11.06.20, 23:50
          "Dokładnie tak. Poszczuć można na każdą grupę zawodową i, co dziwne, nie jest to wcale trudne. Skłóconym społeczeństwem rządzi się łatwiej"

          Na szczęście są środowiska antypisowskie, gdzie nikt się nie kłóci i nikt nie jest hejtowany, na przykład forum emama. PiS mógłby, jak mówicie w Waszym slangu Europejczyków, "szczuć" swoich zwolenników, a przecież tak wielu ich nie ma, opozycja już obliczała - to tylko 43,5% głosujących, co przy frekwencji 61,7% daje 26,8% uprawnionych. Cała reszta to podobno antypis. Strasznie hejtują te pisiory. A może Kaczyński kazał hejtować nauczycieli również zwolennikom opozycji?
      • bistian Re: Skad to sie bierze (o nauczycielach) 11.06.20, 17:04
        anika772 napisała:

        > Nie odczuwam tego w realnym życiu; albo ludzie są dla mnie prawdziwie życzliwi,
        > albo udają bo nie mają odwagi hejtować twarzą w twarz.

        Udają, tak samo udają przed burmistrzem czy panią urzędniczką, która wydaje ważne decyzje, z osobą decyzyjną nie warto zadzierać.
        Nauczyciele przez dziesięciolecia pracowali na złą opinię, znam wiele sytuacji przemocy ze strony nauczyciela w kierunku ucznia, puszczały nerwy i nauczyciel zachowywał się jak kryminalista, to było całkiem niedawno, jeszcze 20-30 lat temu. Rodzice to świetnie pamiętają i opowieści nauczycieli filtrują przez swoje doświadczenia.
        Polska szkoła jest opresyjna, jest przymus, brakuje zachęty i współpracy, ale społeczeństwo również współpracuje przy nadzwyczajnych sytuacjach, a zazwyczaj walczy o swoje i ma w nosie pozostałych, zazdrości, ośmiesza, kopie dołki. Dlatego, w szkole też nie może być inaczej, uczeń kombinuje, jak otrzymać dobrą ocenę, a nie cieszy się z nauki, więc naturalne, że będzie zachowywał się jak więzień, a nauczyciela traktował jak strażnika, który się go czepia, przeciąża, marudzi, uczy głupot i nieprzydatnych rzeczy, a przecież chodzi tylko o to, żeby przetrwać do 14:30 i pójść do domu.
        Do tego dochodzi zazdrość środowiska o łatwe pieniądze, dużo wolnego, a przecież ten nauczyciel nie jest jakoś znacząco mądrzejszy od reszty.

        Może przerysowane, bo są i dobre układy nawet z trudną młodzieżą, ale to nie są rzadkie sytuacje. 60% uczniów w wieku powyżej 10 lat nie lubi chodzić do szkoły, więc jak rodzice mają dobrze traktować nauczycieli? Nawet teraz wychodzą różne patologie przy nauce zdalnej, kilka lekcji o tym samym czasie u jednego ucznia, czy niepokazywanie się w sieci tygodniami, tylko zlecenie zadań i rozliczenie, więc fikcja i trudno uwierzyć, że normalnie w szkole nie ma takiego naciągania.
        • kornelia_sowa Re: Skad to sie bierze (o nauczycielach) 11.06.20, 20:08
          Nauczyciele są bardzo przewrażliwieni na swoim punkcie.
          Każda krytyka, zwrócenie uwagi na bład niesie za sobą ryzyko, ze ten wyżyje się na dziecku.
          Tak było, jest i pewnie będzie


          Dawno temu- zwłaszcza na wsi- nauczyciele byli prawie bogami- często najb wykształconymi osobami w miejscowości.
          Wydaje mi się ze niektórzy- mentalnie są własnie tam- wydaje im się że sa najlepiej wykształceni, najbardziej światli.
          Pytanie vzy prośba o wyjaśnienie traktują jak atak , rodzic jest wtedy roszczeniowy i zakochany w dziubdziusiu.

          Odczuwam fizyczny ból oczu, gdy widze błędy ortograficzne nauczycielki mojej córki z przedszkola, ale w zyciu bym się nie odezwała by zwrocić uwagę. Nie będe ryzykować, ze się wyżyje na córce

          I tak sobie tkwi pani w przekonaniu że jest taka mądra
          • lwica_24 Re: Skad to sie bierze (o nauczycielach) 11.06.20, 20:27
            Zależy jak się zwróci uwagę- jeżeli przyjdzie sie i z sarkastycznym usmiechem zapyta co to jest "agrawka" to wiadomo, że autor owej "agrawki" poczuje sie niekomfortowo ze wszystkimi tego konsekwencjami. Jezeli powiesz, że mówi się "agraweczka" i to jest błąd, który nie powinien, ale sie jednak zdarzyć, bo mylic sie może każdy to reakcja najprawdopodobniej będize inna.
            P.S
            Kiedys opisywałam pacjenta i stwierdziłam powiększona wątrobę pod lewym łukiem żebrowym. Oczywisty bład. I także poczułam sie byle jak, gdy pani w sposób mało sympatyczny wytknęła mi nieuctwo itd. Innym razem opisując ekg zamiast słowa 'Przedsionek" uzyłam słowa "komora". Nie wiem, ktoś wszedł , cos mówił, byłam zmęczona. Skorygowałam swój błąd przekreslając słowo. Przyleciała pani z awantura , ze sie nie znam....
          • kub-ma Re: Skad to sie bierze (o nauczycielach) 13.06.20, 10:43
            kornelia_sowa napisała:



            >
            > Odczuwam fizyczny ból oczu, gdy widze błędy ortograficzne nauczycielki mojej có
            > rki z przedszkola, ale w zyciu bym się nie odezwała by zwrocić uwagę. Nie będe
            > ryzykować, ze się wyżyje na córce
            >
            > I tak sobie tkwi pani w przekonaniu że jest taka mądra

            Jestem nauczycielką i popełniam błędy, pomyłki. Rzadko bo rzadko, ale popełniam. Niektóre wyłapują już dzieci podczas lekcji "Proszę pani, tam chyba powinno być 14!" No tak, bo robiąc obliczenia myślałam równocześnie o kolejnym zadaniu i jednym okiem patrzyłam na Frania, który właśnie bawi się samochodzikiem smile
            Niektóre błędy docierają do mnie po lekcji: "Czy ja dzieciom powiedziałam że to jest prostopadłościan? Przecież to jest graniastosłup o podstawie równoległoboku" Itp.
            No zdarza się, jestem tylko człowiekiem. Dzieci przepraszam za pomyłkę.

            Natomiast bardzo smutnym dniem w moim zawodowym życiu byłby dzień, w którym dowiedziałabym się, że ktoś nie zwrócił mi uwagi, że coś błędnie robię, tylko dlatego że bał się, że się na dziecku wyżyję. Okropne słowo i okropne podejrzenia.
            • wapaha Re: Skad to sie bierze (o nauczycielach) 13.06.20, 10:46
              Natomiast bardzo smutnym dniem w moim zawodowym życiu byłby dzień, w którym dowiedziałabym się, że ktoś nie zwrócił mi uwagi, że coś błędnie robię, tylko dlatego że bał się, że się na dziecku wyżyję. Okropne słowo i okropne podejrzenia.

              A wiesz że to słynne " bo nauczyciel będzie się wyżywał" -bardzo mocno tkwi w rodzicach ? uncertain
        • asia_i_p Re: Skad to sie bierze (o nauczycielach) 13.06.20, 12:06
          > Może przerysowane, bo są i dobre układy nawet z trudną młodzieżą, ale to nie są rzadkie sytuacje. 60% uczniów w wieku powyżej 10 lat nie lubi chodzić do szkoły, więc jak rodzice mają dobrze traktować nauczycieli?

          Na 100% jesteś przekonana, że to wynikanie zawsze jest w tę stronę? Bo mnie się wydaje, że czasem może tak być, że rodzic jest na początku nastawiony pozytywnie, a potem się nastawia negatywnie przez złe doświadczenie, ale czasem może też tak być, że rodzic od poczatku jest nastawiony negatywnie i to złe nastawienie sprzedaje dziecku. Miałam już kilka takich sytuacji, kiedy dziecko ewidentnie źle znosiło szkołę, ale rodzic przez cały czas aktywnie podkopywał dobre stosunki między dzieckiem a nauczycielami/ dzieckiem a kolegami, budził w dziecku nieufność wobec nauczycieli/kolegów, wpychał dziecko w rolę ofiary, ruszając od razu do ataku, imputując chęć zrobienia dziecku krzywdy, itd. Tu nie było takiej aktywnej niechęci do nauczycieli jak w internecie, tylko raczej skłonność do doszukiwania się w każdym zachowaniu złych intencji (Marek się śmiał, więc na pewno z mojego dziecka, postawiła dziecku dwójkę, więc na pewno go nie lubi) czasem w połączeniu z jawnym podważaniem możliwości dziecka (on się tego nigdy nie nauczy, itp.). Po takiej tresurze dziecko szło jak między wilki i siedziało nastroszone w kącie, nie rozmawiając z nikim z klasy (bo niekulturalni, hałaśliwi, a ono takie subtelne), nie biorąc udziału w lekcji (bo to i tak nie do nauczenia, z zresztą nauczyciel się uwziął).

          Więc owszem, u części rodziców niechęć do szkolnictwa wynika ze złych doświadczen, ale u części te złe doświadczenia to samospełniająca się przepowiednia.
          • tylkotakieo Re: Skad to sie bierze (o nauczycielach) 13.06.20, 13:58
            asia_i_p napisała:

            Bo mnie się
            > wydaje, że czasem może tak być, że rodzic jest na początku nastawiony pozytywn
            > ie, a potem się nastawia negatywnie przez złe doświadczenie, ale czasem może te
            > ż tak być, że rodzic od poczatku jest nastawiony negatywnie i to złe nastawieni
            > e sprzedaje dziecku. Miałam już kilka takich sytuacji, kiedy dziecko ewidentnie
            > źle znosiło szkołę, ale rodzic przez cały czas aktywnie podkopywał dobre stosu
            > nki między dzieckiem a nauczycielami/ dzieckiem a kolegami, budził w dziecku ni
            > eufność wobec nauczycieli/kolegów, wpychał dziecko w rolę ofiary, ruszając od r
            > azu do ataku, imputując chęć zrobienia dziecku krzywdy, itd. Tu nie było takiej
            > aktywnej niechęci do nauczycieli jak w internecie, tylko raczej skłonność do d
            > oszukiwania się w każdym zachowaniu złych intencji
            I właśnie z tego m.in powodu, a także ze względu na zachowanie niektórych dzieci jestem za kamerami w salach. Przynajmniej niektórzy rodzice mogliby zobaczyć wtedy, co robi ich dziecko, gdy akurat powinno spokojnie słuchać tego, co tłumaczy nauczyciel. Dobrze, że rodzice przekonali się co to znaczy uczyć i że to nie jest tak, że wleje się ich genialnemu dziecku do głowy każda wiedzę. Szkoda tylko, że duża część nauczycieli nie ma komputera ani środków na jego zakup zwłaszcza, gdy komuś płacą miesiąc po czasie w państwowej placówce. Szkoda, że wielu nauczycieli wykorzystało tę sytuację, żeby pracować na ćwierć gwizdka.
            Rozumiem też częściowo niechęć do nauczycieli, ale razi mnie wkładanie wszystkich do jednego worka i ocenianie nie znając tematu. Pomijam konieczność kupowania za swoje pieniądze narzędzi pracy (zwłaszcza, gdy notorycznie pracujesz na zastępstwa), pomijam nieterminowe wypłaty (bo w sumie i tak większość ludzi dostaje wypłatę z dołu, więc człowiek w 8ym miesiącu takiego płacenia po czasie i kłamania mu przez dyrektorkę człowiek szuka innego miejsca pracy i się znieczula). Notabene rodzice informację o płaceniu po czasie przyjmują z niedowierzaniem, jak ciekawostkę. A to jednak prawda. No i pomijam fakt, że jest masa nauczycieli, którzy musieli pokończyć 3-4kierunki i nie są po "tej pedagogice, co tak łatwo skończyć".
            Ludzie nie zdają sobie sprawy co to za miód pracować z niektórymi dziećmi, choć dużo dzieci naprawdę jest wychowywanych i nie nastawianych z góry negatywnie do nauczyciela, któremu kaszlą potem w twarz (bo mamusia ma wrażliwego synka i go tak wzmacnia, żeby sobie radził w życiu od przedszkola)> smile
        • anika772 Re: Skad to sie bierze (o nauczycielach) 13.06.20, 19:54
          Jestem ludzką nauczycielkąsmile Dogaduję się z rodzicami, nawet jak ostro zaczynają. W końcu oboje mamy jeden cel- dobro dziecka. Fakt, czasami, musimy sobie dłużej pogadać, czym ono konkretnie jest, to dobro.
          Ale z całą pewnością nie pracuję po nocach, co to, to nie. Higiena pracy, life-work balance i te sprawy.
    • asia_i_p Re: Skad to sie bierze (o nauczycielach) 11.06.20, 16:44
      Ja mam inne pytanie - skąd się to bierze w internecie i dlaczego tylko tam? Owszem, zdarzają nam się trudni rodzice, ale trudność polega na a) niewierzeniu w problemy dziecka; b) nierealnych wymaganiach dotyczących naszego dostosowywania się do dziecka (w sensie, żeby nic od niego nie wymagać, a oni nie będą wymagać zdanej matury); c) próbach molestowania o wyższe oceny. Raz też mieliśmy bezpośredni atak ze strony jednej matki, oskarżyła koleżankę o niewłaściwą opiekę podczas wymiany, bo jej dziecko poszło do baru z dziećmi rodziny z wymiany, legalnie nabyło piwo (Niemcy) i tak się upiło, że trafiło do szpitala, a do niej rachunek. No ale tu motywacja była jasna, 100 euro piechotą nie chodzi i usiłowała się tego rachunku pozbyć smile - to nie było dla sportu. Kuratorium skontrolowało, nie stwierdziło nieprawidłowości, ale nakazało wpisanie do regulaminu wymiany informacji dla rodziców, że podczas wymiany, mieszkając u rodzin, ich dzieci nie znajdują się pod bezpośrednią opieką nauczyciela. No ale to była jedna taka sytuacja na 20 lat. Pozostali rodzice są tak mili, że nawet nie zapytają, co z nami nie tak, że mamy tak kretyńskie informacje w regulaminie wymiany smile
        • asia_i_p Re: Skad to sie bierze (o nauczycielach) 11.06.20, 21:09
          To nie chodzi o to, że się nie odzywa. Odzywa się, jak najbardziej - w tym roku przynajmniej dwa razy rodzice z mojej klasy mieli jakieś postulaty względem różnych nauczycieli. Ale mówili normalnie, o co im chodzi, bez dramy. Mam wrażenie, że ci, którzy urządzają internetowe nagonki, to w realu właśnie są milczący.
          • kropkaa Re: Skad to sie bierze (o nauczycielach) 11.06.20, 22:43
            Może i tak.
            Na zebraniach zawsze się odzywam, jeśli coś mi się nie podoba, bo wychodzę z założenia, że po to są. Czy to się tyczy nauczycieli czy innych uczniów, czy przesadnych reakcji rodziców. A są osoby, które nigdy w życiu zdania nie wypowiedziały głośno, ale poza szkołą narzekają na wszysko.
            U nas zresztą wiele osób wyraża jasno, co jest nie tak, wychowawczyni zawsze mówi innym nauczycielom - ja mam rodziców super, ale wymagających. A ja opowiadam - nie mam żadnych innych wymagań ponad to, żeby nauczyciel uczył.
                • kornelia_sowa Re: Skad to sie bierze (o nauczycielach) 12.06.20, 11:54
                  Wiesz co, w klasie syna jedna matka raz się odezwała.
                  To pani tak potem się wyżywała na dziecku, ze dziecko przeniosło sie do innej szkoły

                  Nie robiła awantur,tylko zwróciła nauczycielce uwagę, ze nie wyłozyła tematu a wymagała

                  Warto ryzykować?
                  Zeby jakaś frustratka potem sobie używała?
                  Moim zdaniem nie
                  • kropkaa Re: Skad to sie bierze (o nauczycielach) 12.06.20, 14:17
                    U nas wiele osób się odzywa.
                    Moim zdaniem - warto. Bo jeśli coś jest nie tak, to należy to naprawić. A jak ma się naprawić, skoro szkoła o tym nie wie?
                    Należy szukać sojuszy. Nie bać się dyrektorki.
                    To są zwykli ludzie i ich pracą, za którą dostają pensję, jest nauczanie dzieci.
                    Sorry, ale chyba prędzej frustratka by zmieniła miejsce pracy niż niewinne dziecko szkołę.
                    • iwoniaw Re: Skad to sie bierze (o nauczycielach) 12.06.20, 18:06
                      kropkaa napisała:

                      > U nas wiele osób się odzywa.
                      > Moim zdaniem - warto. Bo jeśli coś jest nie tak, to należy to naprawić. A jak m
                      > a się naprawić, skoro szkoła o tym nie wie?

                      Zgadzam się z tym. I w przypadku zwracania uwagi nauczycielowi nie należy też zostawić najmniejszych wątpliwości, że jeśli dziecko w jakikolwiek sposób odczuje to, że między nami - dorosłymi - były/są jakieś kontrowersje, to problemy tego nauczyciela dopiero się zaczną. Zazwyczaj wystarczy być uprzejmym, trzymać nerwy na wodzy i znać przepisy - to wystarcza, żeby wyhamować zapędy co bardziej stukniętych jednostek. A oczekiwanie, że dyrekcja/kuratorium sama się domyśli, że jest jakiś problem, którego im rodzic nie zgłasza, prowadzi jedynie do frustracji, bo na pewno nie do zmiany na lepsze.
                      Owszem, czasem sobie człowiek potrzebuje ulać, na forum wręcz może wówczas dostać jakieś dobre rady - i to jest cenne, natomiast mam osobiście opad rąk, gdy w tzw. realu jest konkretny problem x, ludzie między sobą przerobili go już na nice, no więc mówię ok, napiszę pismo do dyrekcji, podpiszecie się wszyscy - a nie nie, podpisać to oni się już nie podpiszą, bo wredna jędza będzie prześladować jeszcze bardziej Weroniczkę czy Patryczka zamiast zmienić zachowanie, które u nich obecnie powoduje nerwicę szkolną - no to sorry, nie to nie, moja Kasia i Zdzisio mają u wrednej jędzy szóstkę i zero nerwicy, skoro wam nie zależy, to mnie tym bardziej, nieprawdaż.
    • feliz_madre Re: Skad to sie bierze (o nauczycielach) 11.06.20, 16:46
      Może ze zmian w podejściu do wychowania. Teraz jest dzieciocentryzm i postawa: moje dziecko jest najważniejsze, najlepsze, może wszystko, ma ambicje, zasługuje na więcej i więcej! Rodzice źle znoszą rady innych i wtrącanie, krytyki pod adresem dziecka w ogóle nie znoszą, gotowi są zerwać kontakty z przyjaciółmi i rodziną, jak ktoś źle powie o ich dziecku.
      A nayczyciel to osoba, w której zawód jest wpisane ocenianie i w dużym stopniu ma wpływ na wychowanie. Dla wielu rodziców z założenia więc to wróg - nie będzie mi tu byle jakiś obcy człowiek wychowywał i dziubdziusia! Za czwórkę zamiast szóstki rodzic gotów oczy wydrapać!
      No i w szkole ci wszyscy nadopiekuńczy rodzice się spotykają ze sobą i następuje zderzenie. Jak moje dziecko inne - to wpychają je w ramy, szkoła tłamsi jego indywidualizm. Jak cudze dziecko w jakikolwiek sposób odstaje - to już nie indywidualizm tylko niedostosowane społecznie. Najlepiej zabrać, przenieść, odseparować! Jak moje powie nauczycielowi co myśli - to mądre, świadome i zna swoją wartość. Jak cudze - aroganckie i bezczelne. Przykłady można mnożyć. Szkoła więc jest wylęgarnią problemów, a nauczyciel główny winny, bo przecież kto inny?
      • tiszantul Re: Skad to sie bierze (o nauczycielach) 12.06.20, 00:42
        "Trzeba było jakoś poklepac po plecach tzw. przegranych transformacji i to są skutki"

        Przegranych, bo nie udało im się zostać nauczycielami? Dobre samopoczucie dopisuje jak widzę

        "A to nie efekt propagandy? Naród en masse nie grzeszy skłonnością do krytycznego myślenia"

        Co innego nauczyciele. Grupa zawodowa od dawna słynąca głębią przemyśleń i rozbudowanym światopoglądem. Niestety bardzo trudno trafić do tej intelektualnej elity, stąd zazdrość w społeczeństwie. Każdy chciałby uczyć dzieci i młodzież, a już szczególnie uczyć dzisiejsze dzieci i młodzież, ale niestety praca nauczyciela jest zarezerwowana dla najlepszych mózgów
    • lily_evans11 Re: Skad to sie bierze (o nauczycielach) 11.06.20, 17:02
      Spora część rodziców wymaga coraz więcej od szkoły - i zresztą słusznie.
      Ale jednocześnie wymaga bardzo mało od swoich dziubdziusiów, w szkole mają siedzieć nawet w wigilię, sylwestra, wszystkiego być naumiane, no i nauczyciel powinien umieć zaradzić wszystkim zgrzytom wynikającym z braku wychowania w domu/nieleczonych zaburzeń/wstaw, co chcesz.
      Od siebie w tym trójkącie też nic nie wymagają - po prostu delegują swoje obowiązki wobec własnych dzieci (takie, jak zbudowanie pewnego kapitału kulturowego, wpojenie podstaw kultury osobistej, wykonywania istotnych poleceń na czas, czy choćby posługiwania się kredkami i nożyczkami.
      I trend ostatnich lat - cokolwiek dane dziecko zrobi, czy zostanie pochwalone, to już jest mega hiper super zajebiste, a rodzic dumny co najmniej, jakby dostało indeks na matematykę w wieku 12 lat. Potem szkoła tę zajebistość konfrontuje ze swoimi wymaganiami i już jest ból, bo jak to!
      • kornelia_sowa Re: Skad to sie bierze (o nauczycielach) 11.06.20, 19:54
        " trend ostatnich lat - cokolwiek dane dziecko zrobi, czy zostanie pochwalone, to już jest mega hiper super zajebiste, a rodzic dumny co najmniej, jakby dostało indeks na matematykę w wieku 12 lat. Potem szkoła tę zajebistość konfrontuje ze swoimi wymaganiami i już jest ból, bo jak to!"

        --Aha

        No, ja mam inne spostrzeżenia.
        W roku ubiegłym moje osobiste dziecko zgłosiło się do konkursu językowego- etap szkolny, potem gminny.
        Pani nauczycielka wręczyła mojemu dziubdziusiowi kartkę A4 z zagadnieniami i ....na tym jej zaangażowanie się skończyło

        Syn uczył się sam i ze mną- był w 4 klasie, materiał obowiązywał zagadnienia z klas 4-6, czyli nie przerabiał tego w szkole

        Dziecko przeszło etap szkolny z najlepszym wynikiem, w gminnym zajęło wysokie miejsce. Nawet bardzo wysokie.

        Na zakończeniu roku odtrąbiono jego sukces, a następnie pogratulowano pani nauczycielce - UWAGA- sukcesu pedagogicznego polegającego na przygotowaniu mojego dziecka do konkursu

        Pani nauczycielka dygała niczym pensjonarka i kiwała łebkiem uśmiechając się od ucha do ucha. I, mam wrażenie, ona naprawde wierzyła że to jej sukces.
        Krew mnie zalała

        Nie poświęciła nawet 1 h żeby go przygotowac . Dała mu tylko kserówke

        W info o nauczycielach widnieje od tego momentu- że pani ma sukcesy w przygotowaniu uczniów do konkursów


        I od razu odpowiem- czemu nie zareagowałam
        Bo syn będzie miał z nią lekcje do 8 klasy a ona poprzez stosunek zalezności ma narzędzia żeby mu uprzykrzyć zycie

        I dlatego czesto rodzice nie reagują, tylko dlatego.
      • lwica_24 Re: Skad to sie bierze (o nauczycielach) 11.06.20, 20:14
        i.... nie pójdą do psychologa, bo dziubdzius jest normalny chociaż zachowuje sie kontrowersyjnie.
        Nie przyjmuja do wiadomości, ze dziecko też obowiązuja jakieś normy zachowania, np. chodzenie po klasie w czasie lekcji i notoryczne przeszkadzanie nie jest normą.
        Nie współpracuja ze szkoła, gdy są problemy.
        Nie reaguja na agresywne zachowania dzieciątka.
        Przykładów jest co najmniej tysiąc.
        • kub-ma Re: Skad to sie bierze (o nauczycielach) 13.06.20, 10:23
          kropkaa napisała:

          > Wigilia i Sylwester to są normalne dni pracy, uprzejmie przypominam. Szkoły maj
          > ą wolne, ja jeśli chcę, to biorę jeden z 26 dni urlopu.

          Tak, to są normalne dni pracy. Mogę w tym dniu normalnie uczyć matematyki, zrealizować projekt ze swoją klasą, odbyć szkolenie, napisać sprawozdanie, sprawdzić diagnozy itp. Nie mam z tym żadnego problemu
          Natomiast buntuję się przeciwko wkładaniu mnie w rolę opiekunki dzieci 7-letnich, których nie znam, które widzę pierwszy raz na oczy.
          Nigdy nie chciałam pracować z dziećmi młodszymi, świetnie natomiast dogaduje się z dziećmi starszymi i czuję się jak ryba w wodzie.
          Może rozdzielmy te dwie funkcje szkoły.
    • zwyczajnamatka Re: Skad to sie bierze (o nauczycielach) 11.06.20, 17:09
      Nie wiem skąd się brało wcześniej, ale teraz dzięki pandemii zobaczyłam jak bardzo beznadziejnych nauczycieli ma moja córka. Wcześniej tego nie wiedziałam, bo skąd, na lekcjach przecież nie siedzę. Dziecko po wakacjach będzie w ósmej klasie, więc nie ma mowy o zmianie szkoły. Prawda jest taka, że nauczyciele w czasie nauczania on line nie robili NIC, przesyłali na stronie A4 temat lekcji, punkty do zapisania w zeszycie, numer strony w książce do przeczytania oraz pracę domową, której w większości nie trzeba było odsyłać. Tak na prawdę z 14 nauczycieli córki na wysokości zadania stanęło dwóch, jeden to najstarszy nauczyciel w szkole! Od razu zaczęli prowadzić lekcje przez kamerkę, lekcje były zgodnie z planem, było sporo prac do odesłania, ale z materiału, który był wytłumaczony!
      Teraz moje zdanie jest takie - nauczyciele z tej szkoły to nieroby! Z 14 nauczycieli 12 jest moim zdaniem do zwolnienia! Niestety podczas pandemii przekonałam się o tym na własnej skórze. Gdybym wiedziała o tym wcześniej moja córka na pewno nie chodziłaby do tej szkoły.
      • kornelia_sowa Re: Skad to sie bierze (o nauczycielach) 11.06.20, 19:56
        U nas to samo.
        Tylko 2-3 nauczycieli robiło cokolwiek

        Reszta wysyłała numery stron do nauczania i numery ćwiczeń do zrobienia

        I nic nie odsyłajcie

        Na ematce oczywiście nauczycielki są zawalone milionami prac do sparwdzenia.
        W ogóle na ematce to nauczyciele jak z bajki.

        Tylko w realu takich jak na lekarstwo
        • mia_mia Re: Skad to sie bierze (o nauczycielach) 11.06.20, 20:57
          Ale to nie dotyczy tylko nauczycieli, nikt tu też nie pisze, że jest miernym urzędnikiem, lekarzem, który źle leczy i ma fatalne opinie w sieci czy nie awansuje w korpo, bo nikt go nie chce w zespole, a przecież wszyscy znamy takich ludzi.
          • slonko1335 Re: Skad to sie bierze (o nauczycielach) 13.06.20, 10:51
            Coz spróbuj zwolnić nauczyciela zatrudnionego na podstawie mianowania...moja dyrekcja probowala bo mamy taką beznadzieję...prawnik rozłożył ręce, poza naganą która nie wpływa kompletnie na nic i wyciąga się ja z akt po roku, nic nie można..
              • slonko1335 Re: Skad to sie bierze (o nauczycielach) 13.06.20, 12:28
                Obie wiemy ze nie tak łatwo wystawić ocenę negatywna zwłaszcza przy funkcjonującym regulaminie i kryteriach oceniania...wystarczy pilnować się w kilku punktach żeby na koniec nue wyszła . Nie byloby tylu beznadziejnych nauczycieli gdyby to bylo takie proste..
                  • slonko1335 Re: Skad to sie bierze (o nauczycielach) 13.06.20, 13:33
                    A to też prawda i niestety ciągle funkcjonuje na swojego się nie skarzy/donosi. Mamy mnóstwo skarg na ta osobę z różnych szkół ale nieoficjalnych. Oficjalnie nikt nic nie podpisze ani nie powie przy związku, tylko po cichu w 4 oczy i nie może wyjść z tego gabinetu ale nie przysylajcie jej więcej, nie tylko nie ona, jak ma być ona to już nie chcemy, nie zapisuj do niej dziecka, nie chce z nią współpracować...itd...i sobie dalej taki człowiek siedzi i pracuje z dziećmi i męczą się wszyscy naokolo...
                    • little_fish Re: Skad to sie bierze (o nauczycielach) 13.06.20, 13:48
                      Dokładnie. Małe grzeszki, potem coraz większy kaliber i tak się kręci. Osobiście uważam, że gdyby dyrektorzy działali w granicach dostępnego prawa, to problem wielu kiepskich nauczycieli by nie istniał. Niestety, przymykanie oczu, kolesiostwo oraz brak nauczycieli powoduje, że mamy to, co mamy
                      • paniusiapobuleczki Re: Skad to sie bierze (o nauczycielach) 13.06.20, 15:29
                        No mamy to co mamy. Do tego mamy traumę dorosłych z ich czasów szkolnych, chęć uchronienia dziecka przed podobną traumą przy jednoczesnym braku zauważenia, że przez 40-30-20 lat sytuacja się zmieniła. Moi nauczyciele, a nauczyciele moich dzieci to dwa światy, przede wszystko w podejściu do ucznia. Dobrzy i słabi byli i są, mili, niemili też. Tyle, że ci niemili nie mogą pozwolić sobie na to co kiedyś, na wrzaski czy wyzwiska. Obecnie przepisy są bardziej szczegółowe co nauczycielowi wolno, czego nie. Istnieje też mityczne (bo nigdzie nie sprecyzowane) dobro dziecka, którego nie wolno naruszyć (pozwolić dziecku pisać klasówkę po dzwonku na przerwę, naruszając jego prawo do odpoczynku czy też zabrać kartkę nie pozwalając dokończyć i narazić na stres? Obydwie sytuacje naruszają dobro ucznia). Zdanie Wapahy , że sorry ale on a po prostu nie lubi nauczycieli mówi wszystko. Rodzic po prostu nie lubi nauczycieli i podaje uzasadnienie: bo kończą pedagogikę czyli studia dla głupich. Kiedy odpowiadam, że to nieprawda, zaraz z rękawa rodzic wyciąga następnego asa- kiedyś to nawet niektórzy nie mieli studiów wyższych (no kiedyś nie mieli ale teraz muszą), michałki pokończyli i kurs pedagogiczny zrobili- tak, taka ścieżka kształcenia dla niektórych jest możliwa , kurs pedagogiczny konieczny aby uczyć w szkole. Żadne nasze odpowiedzi merytoryczne nie mają znaczenia, bo rodzic nie lubi nauczycieli i tyle. A że każdy ze szkołą miał do czynienia to na edukacji się zna, nie każdy jest chorowity, nie kady potrzebuje pomocy prawnika. Kiedyś w szkole moich dzieci, niepublicznej ogłoszono konkurs na dyrektora. Zgłosił się pan, wykształcenie wyższe, wiadomo, który zapytany o doświadczenie i kwalifikacje pozwalające pracować na stanowisku dyrektora szkoły powiedział, że miał dzieci w szkole więc na oświacie się zna.
          • anika772 Re: Skad to sie bierze (o nauczycielach) 13.06.20, 19:47
            Kojarzę tylko Fogito i jej matkę, która bez przerwy pracuje, po nocach i dniach, gardząc w dodatku leniwymi uczniami bez ambicji.
            Jeszcze nie upadłam na głowę, żeby z powodu jakiejkolwiek pracy zarywać noce! Jak jest potrzeba chwili, ok, mogę, ale przecież nie regularnie.
        • agonyaunt Re: Skad to sie bierze (o nauczycielach) 11.06.20, 20:34
          A jak myślicie, ile szkół zapewniło nauczycielom sprzęt do prowadzenia lekcji online?
          Gdybym pracowała w szkole to pewnie uznałybyście mnie za pierwszą do odstrzału, bo z całą pewnością nie nagrywałabym filmów na youtube, nie zainstalowałabym żadnego programu, z którego normalnie nie korzystam, nie zwiększyłabym pakietu internetowego ponad to, co już mam. Więc pewnie też zostałaby mi kartka A4.

          Zauważcie też, że spora część nauczycieli po prostu w tym czasie opiekowała się własnymi dziećmi, więc oczekiwanie, że będą dostępni na żądanie, jest nieco z kosmosu.

          Ale fajnie się wpisujecie w temat jechania po nauczycielach smile
            • agonyaunt Re: Skad to sie bierze (o nauczycielach) 11.06.20, 22:30
              Nie tylko, ale jakoś dziwnym trafem tylko od nauczycieli wymaga się, żeby pomimo wszelkich przeszkód tańczyli i śpiewali pod dyktando rodziców. Zauważ, że rodzice tylko się złoszczą, że lekcji online nie ma, ale jakoś nie słyszę, żeby np. pisali do szkoły czy gminy żeby dać nauczycielom dodatkowe środki na szybki zakup niezbędnego sprzętu czy oprogramowania.
              Poza tym mówię o pójściu na opiekę, nauczyciele też mogli z tego korzystać, więc trudno, żeby w tym czasie prowadzili jakiekolwiek zajęcia (i chyba nawet w ogóle niezgodne z prawem).
              • alin9 Re: Skad to sie bierze (o nauczycielach) 11.06.20, 22:52
                Dlaczego rodzice mają o coś pisać w imieniu obcych ludzi?To może ja sąsiadkę poproszę by pogadałem z moim pracodawca? Co do sprzętu to często słyszało się o zdziwieniu nauczycieli, że ktoś może nie mieć komputera. Coś Ci się pomieszalo chyba.
                • iwoniaw Re: Skad to sie bierze (o nauczycielach) 11.06.20, 23:01
                  Ja nie słyszałam, żeby jakiś nauczyciel się dziwił, że ktoś nie ma komputera. Natomiast całkiem serio zastanawiam się, ile emam pracujących zdalnie robi to na swoim sprzęcie. Oraz ile mających dzieci do 8 roku życia nie skorzystało z covidowej opieki, żeby klienci ich pracodawcy nie mieli problemu. Bo wielu znanych mi nauczycieli robiło przez oststni kwartał obie te rzeczy, tzn. i pracowało na swoim prywatnym sprzęcie ku chwale ojczyzny i nie skorzystali z wolnego, które bez najmniejszego problemu mogli wykorzystać. Obiektywnie biorąc, straszni frajerzy, no nie?
                • agonyaunt Re: Skad to sie bierze (o nauczycielach) 11.06.20, 23:21
                  >Dlaczego rodzice mają o coś pisać w imieniu obcych ludzi?

                  Bo to rodzicom przeszkadza brak porządnych lekcji online. I nie w imieniu obcych ludzi, tylko w imieniu własnych dzieci.

                  I wiesz co, w dobie 500+ to ja też się dziwię, że są dzieci, które nie mają własnego komputera. Albo chociaż kasy na kupienie komputera w podbramkowej sytuacji.
                    • agonyaunt Re: Skad to sie bierze (o nauczycielach) 12.06.20, 01:03
                      Spokojnie, wyobraźni mi nie brakuje, tolerancji też, do tego potrafię spojrzeć na problem globalnie, nie tylko na maleńki wycinek. I doskonale rozumiem złość rodziców, szkoda, że Ty nie chcesz zrozumieć, że to, jak sytuacja wygląda, nie jest winą nauczycieli. Powiedz mi jak nauczyciel ma wykonywać swoją pracę, kiedy nie ma do niej narzędzi? Nagrasz filmik na YT jeśli nie masz kamery? Dasz radę prowadzić regularne zajęcia online jeśli masz wolny internet? Zdajesz sobie sprawę z tego, że nauczyciele nie mają służbowego sprzętu, więc nawet to, co robią teraz, robią na prywatnym za prywatne pieniądze? Uważasz, że to w porządku, kiedy tacy jak Ty oczekują od nauczycieli, że wyskoczą z prywatnej kasy dla cudzych dzieci? To tak jakby od kierowcy autobusu oczekiwać, że w momencie awarii przesiądzie się we własny samochód żeby porozwozić pasażerów do celu. Niedorzeczne.
                      • kropkaa Re: Skad to sie bierze (o nauczycielach) 12.06.20, 01:35
                        Moi znajomi pracują w domu na prywatnym laptopie. Pisałam kiedyś - J. P. Morgan. Nikt im laptopów nie kupił. Do Internetu dopłat nie ma nikt. Pomijam takie kwestie, że w domu nie mamy biura, za biurko służy stół w salonie, nie mówiąc o fotelach, które w biurze są wygodne, w przeciwieństwie do krzesła. W domu nie mamy monitora ani podstawki do laptopa.
                        Nikt nie wymaga kręcenia filmików, wystarczy lekcja jak w szkole, tylko on-line.
                        O ile mi wiadomo, można było przyjechać do szkoły i z sali pracować, jeśli ktoś nie miał warunków w domu. U nas nikt nie skorzystał.
                      • kornelia_sowa Re: Skad to sie bierze (o nauczycielach) 12.06.20, 12:09
                        To niech napisze na kartce długopisem opracowanie tematu i poprosi pania sekretarkę, zeby zeskanowała i wysłała emailem do rodziców

                        Skoro ma na czym napisac numery ćwiczeń, któe dziecko ma wykonac po tym jak samo opracuje sobie temat, to moze tę kartkę i długopis tez znajdzie.

                        A nauczycieli obchodzi czy moje dziecko ma komputer jak ma na zadanie zrobić prezentację w PP?
                        Weź oddech i zastanów się
                      • gruba_bambaryla Re: Skad to sie bierze (o nauczycielach) 12.06.20, 14:32
                        Dasz radę prowadzić regularne zajęcia online jeśli masz wolny internet?

                        teraz nawet na wsiach sa swiatlowody , jestesmy w roku 2020 nie 1990





                        Zdajesz sobie sprawę z tego, że nauczyciele nie mają służbowego sprzętu, więc nawet to, co robią teraz, robią na prywatnym za prywatne pieniądze?

                        a ty zdajesz sobie sprawe ze po pierwsze jak nauczyciel nie ma komputera co juz samo w sobie jest kuriozum bo jakby mial sie wiecznie wielogodzinnie doksztalcac , to moze go kupic za 200 zeta albo isc do dyrektora i poprosic o mozliwosc skozystania z sali komuterowej ktore tez z szybkim internetem sa nawet na najbardziej zapadlej wsi



                        To tak jakby od kierowcy autobusu oczekiwać, że w momencie awarii przesiądzie się we własny samochód żeby porozwozić pasażerów do celu. Niedorzeczne.


                        nie to tak jakbym chcial od pracodawcy zeby mi kupil samochod zebym do roboty mogl dojezdzac i zgadzam sie niedorzeczne
              • kornelia_sowa Re: Skad to sie bierze (o nauczycielach) 12.06.20, 12:05
                Acha,
                1. Oczekiwania że lekcje to będzie coś więcej niż numery stron do samodzielnego przerobienia to wymaganie, zeby tańczyli jak im zagram

                Hmmmmm.....
                Nie, nie wymagam. Wystarczy że przestana kłamac jak strasznie tyraja od świtu do nocy

                A czy nauczyciele zwróca się do mojego inwestora, zeby zapewnił mi środki do wykonania zadania, bo sobie wymyślił dostac projekt w segregatorze koloru złotego a nie mogę dostac?
          • wapaha Re: Skad to sie bierze (o nauczycielach) 12.06.20, 11:01
            Zauważcie też, że spora część nauczycieli po prostu w tym czasie opiekowała się własnymi dziećmi, więc oczekiwanie, że będą dostępni na żądanie, jest nieco z kosmosu.


            NIe kupuję tego argumentu. Mieli dokładnie tę samą sytuację co inni pracujący i zajmujący się dziecmi rodzice. Nie musieli pracować w sztywnych godzinach przez 8 godzin dziennie, nie musieli byc on-line i przez kilka godzin wyjaśniac zagadnienia uczniom ( i tego nie robili)
      • danaide Re: Skad to sie bierze (o nauczycielach) 12.06.20, 07:47
        Mam dziecko w publicznej, warszawskiej podstawówce. Widziałam beznadziejność niektórych nauczycieli już wcześniej, część problemów sygnalizowałam dyrektorowi szkoły - bezskutecznie. I tak jak u Ciebie - podejście nauczycieli do szkoły zdalnej było bardzo różne.

        Co mnie zirytowało to fakt, że w sieci od dawna istnieją ciekawe materiały, ale szkoła z nich nie korzystała. Jakby nie istniała żadna sieć wspomagania nauczycieli, wskazywania im, gdzie są dostępne, ciekawe materiały. Ponawiam pytanie - od czego jest ZNP, kuratorium albo odpowiednie ministerstwo??? Już wcześniej w szkole dziecka nagminną praktyką było, że w trakcie zastępstw czy niedomagania nauczyciela puszczano dzieciom byle co, bajkę z YT czy kawałek filmu. Nic merytorycznego. Dlaczego? I kiedy nagle okazało się, że nauczyciele muszą zrobić szkołę zdalnie mało który wiedział gdzie znaleźć ciekawe materiały pomocnicze. Ale tak to jak się robotę robi od-do.

        Bo przecież nie musisz kręcić filmików jeśli nie umiesz/nie masz sprzętu. Ale sprawdź czy takiego filmiku nie nakręcił ktoś inny. Na YT jest tego od zarąbania, warto wiedzieć czy nie ma tam czegoś godnego uwagi z odpowiedniej działki. Są blogi historyczne, podróżnicze, naukowe. Są projekty finansowane ze środków unijnych (jak e-podreczniki.pl - lekcja jest interaktywna, z zadaniami i filmikami). Są zadania w sieci - ok, można się oburzać na uzależnienie dzieci od ekranu, ale powiedzcie mi, w korpo duże dziecko będzie siedziało nad zeszytem i liczydłem czy jednak nad excelem? No i tu przynajmniej od razu jest wynik, więc najwyżej liczysz jeszcze raz.

        Co do "rozmowy" z nauczycielami - to już bywa bardzo różnie. Powiedziałabym, że tu ważne jest ego, nawyki, wiek. Reguły nie ma, a może jest, ale nie będę się dekonspirować na ematce bardziej niż to robięwink
      • joxanna1 Re: Skad to sie bierze (o nauczycielach) 12.06.20, 11:32
        Ja też.... wspierałam w czasie strajku.
        Szanuję nauczycieli, ale do tej pory chyba miałam kontakt głównie z tymi fajnymi.
        Ale teraz przyszła taka okazja, że wypłynęło, to co wypłynęło.

        Np to, że niektórzy nauczyciele są po prostu zbędni. Wypisywanie w librusie zadań typu: przeczytać rozdział i zrobić 3 ćwiczenia, zeskanować, a ja sprawdzę 5 wylosowanych. Sami zredukowali swoją rolę i widzę, że spokojnie można ich zastąpić aplikacją komputerową (jeśli tak ma wyglądać edukacja).

        Do tego brak empatii. W szkole mojego dziecka był straszny bałagan. Zadania pojawiały się od rana do wieczora, znienacka i bez żadnej logiki. W dodatku każdy nauczyciel inaczej: jeden chce, żeby odsyłać na maile szkole inny prywatny, jedna nauczycielka założyła swoją stronę, inna korzysta z eduelo, matematyczka z jeszcze czegoś innego. Naprawdę, trudno było ogarnąć. I jak jedno z dzieci raz czegoś zapomniało i napisałam, że przepraszam, staramy się, rozumiemy, ale jest duży chaos i prosimy o wyrozumiałość, odczytałam wielką tyradę jak to nauczyciele mają gorzej i pracują po 12 godzin dziennie.

        Nauczyciele czują się oceniani i oskarżani? No, tak właśnie wygląda polska edukacja. Dzieci mają to na co dzień. Nowa sytuacja, nowy temat, nie bardzo rozumiem, boję się? Nie ma wybaczania. Nauczyć się stąd-dotąd i ocena. Nadrobić, za mało się uczysz, nie uważasz, niech rodzice pomogą. Dzieci nie mają prawa do gorszego okresu. Choroba? Nadrobić materiał własnoręcznie przed powrotem. No więc teraz nauczyciele zostali postawieni w takiej sytuacji. W której uczniowie są przez cały rok szkolny.

        Bardzo się na nich zawiodłam.
        • kornelia_sowa Re: Skad to sie bierze (o nauczycielach) 12.06.20, 12:10

          Np to, że niektórzy nauczyciele są po prostu zbędni. Wypisywanie w librusie zadań typu: przeczytać rozdział i zrobić 3 ćwiczenia, zeskanować, a ja sprawdzę 5 wylosowanych. Sami zredukowali swoją rolę i widzę, że spokojnie można ich zastąpić aplikacją komputerową (jeśli tak ma wyglądać edukacja).


          Ja uważam, ze tak powinno być. Powinni wylecieć z roboty
          Jesli tak "nauczali" i uważali ze robią to dobrze, tzn że dalsza edukacja tego przedmiotu może sie odbyć bez nich
          • kubek0802 Re: Skad to sie bierze (o nauczycielach) 11.06.20, 17:54
            Moje doświadczenia i obserwacja drogi edukacyjnej mego dziecka skłania mnie niestety ku takim refleksjom:
            1.nauczyciele są grupą zawodową o bardzo wąskich horyzontach, wiedza wyłącznie z zakresu swego przedmiotu
            2.są przekonani o swojej wyjątkowości i w związku z tym oczekują specjalnej atencji
            3.w sytuacji handlowo/finansowo/ biznesowej nauczyciela można wyłapać po kilku zdaniach i nie jest to komplement
            4. są leniwi ale przekonani o swoim zapracowaniu- niektórzy w to wierzą, ale znam uczciwych którzy potwierdzają
            5. są zawistni nawet w stosunku do kolegów po fachu

            To na szybko, oczywiście znam też wyjątki, ale niestety jak to w przysłowiu potwierdzają regułę. Dla przytoczonych argumentów przykładów byłoby wiele ale miejsca brak.
            W dobie nauczania zdalnego jednemu nauczycielowi dziecka dałabym wynagrodzenie z dużą premią, jednemu zapłaciła wynagrodzenie, reszcie postojowe wyliczone z płacy minimalnej.
            • triss_merigold6 Re: Skad to sie bierze (o nauczycielach) 11.06.20, 18:00
              W dobie nauczania zdalnego jednemu nauczycielowi dziecka dałabym wynagrodzenie z dużą premią, jednemu zapłaciła wynagrodzenie, reszcie postojowe wyliczone z płacy minimalnej.

              na szczęście kwestia wynagrodzeń nauczycieli nie jest regulowana przez widzimisię rodziców
            • feliz_madre Re: Skad to sie bierze (o nauczycielach) 11.06.20, 18:13
              Ad1 - czyli wąscy specjaliści 😉
              Ad2 - jak większość, przynajmniej na ematce
              Ad3 - pewnie tak samo jak kasjerkę, sprzątaczkę, górnika, sprzątaczkę, fryzjerkę - czyli dość spore grono społeczeństwa -
              Ad4 - leniwi zdarzają się w każdym zawodzie. Również wśród pielęgniarek, lekarzy czy adwokatów.
              Ad5 - a to już cecha większości naszego społeczeństwa, bez względu na zawód i wykształcenie
            • lwica_24 Re: Skad to sie bierze (o nauczycielach) 11.06.20, 18:14
              Ad 1. Czyżbys tylko takich spotkała na swojej drodze? Mam inne doświadczenia. Sa i tacy i tacy jak w kazdym zawodzie
              Ad 2. Na kilkudziesięciu z którymi miałam do czynienia spotkałam 3 ( trzech) takich. , więc chyba nie do końca.
              Ad3 Po kilku zdaniach mozna poznac prawnika, lekarza, murarza, sportowca...i korpoludzika
              Ad 4. Osoby leniwe mozna spotkac w każdym zawodzie. Nauczyciele nie są ani bardziej ani mniej.
              Ad 5. j.w
              Nie jest to praca ani łatwa ani wdzięczna. Rodzice są roszczeniowi i potrafia mieć do nauczycieli pretensje o ich winy ( słusznie), winy systemu, winy dyrekcji, winy innych dzieci. Domagać się rzeczy niemożliwych ( jak uczyc w 30 osobowej klasie zdolnych i zdolnych inaczej, tych z ADHD i niewychowanych, zastraszonych i nieprzystosowanych oraz...całkiem normalnych.
              Nauczyciele odpowiadają nie tylko za wtłoczenie do głowy wiedzy ( także tym opornym), ale za bezpieczeństwo. Bywa, że pracują 24 na dobę ( wycieczki) bez dodatkowego wynagrodzenia.
              Są oszukiwani, okłamywani przez uczniów i rodziów. Grupa zakompleksionych rodziców usiłuje nastawiać dzieci przeciwko nauczycielom i wykazywać im niewiedze, osmieszać publicznie, pisać skargi.
              • triss_merigold6 Re: Skad to sie bierze (o nauczycielach) 11.06.20, 18:18
                Grupa zakompleksionych rodziców usiłuje nastawiać dzieci przeciwko nauczycielom i wykazywać im niewiedze, osmieszać publicznie, pisać skargi.

                jesteś pewna, że wynika to z kompleksów?
                szereg skarg jest zasadnych, identycznie jak w wypadku skarg na niekompetentnych, leniwych, lekceważących pacjentów lekarzy, nieprawdaż?
                • lwica_24 Re: Skad to sie bierze (o nauczycielach) 11.06.20, 18:28
                  Szereg skarg jest zasadnych, ale co najmniej drugie tyle nie. I wyraźnie to zaznaczyłam , ale... nie mozna winić nauczyciela , że takie a nie inne treści są w podstawie programowej, że wypadły np. 3 godziny angielskiego ( święto, wyjazd na zaplanowaną wycieczkę) itd.
                  Dokładnie to samo dotyczy lekarzy - jedna dama napisała na mnie skargę ze wypisałam jej receptę na... drogi lek a jej na to nie stać. Cięzko o równie dobry zamiennik, ale cos dałoby sie znaleźć, gdyby dama była uprzejma o to poprosic. Niestety, trudno odgadnąć kto ma jaka sytuacje finansową.
                • lwica_24 Re: Skad to sie bierze (o nauczycielach) 11.06.20, 19:47
                  Rozumiem, że to do mnie. Nigdzie nie napisałam, że wszyscy nauczyciele czy rodzice to chodzące ideały, ale zarówno rodzice/uczniowie/pacjenci/ich rodziny też mają nieźle za uszami.
                  Zdarzają się modele po obu stronach. I szkoda, że stronach barykady, bo przy dobrej woli obu stron mogłoby byc inaczej z korzyścią dla uczniów./rodziców/nauczycieli/medyków/pacjentów.
                  • alin9 Re: Skad to sie bierze (o nauczycielach) 11.06.20, 20:09
                    Dokładnie obu stron.Ty widzisz, tylko te drugą.Ciekawe,że z większością wszyscy dochodzą do kompromisu.Pewna grupka nie zna tego słowa.Po obu stronach niestety.Tacy są powodem krytyki całego środowiska nauczycielskiego.Dlatego chrońmy dalej panią Bogusie bo ma tyle lat do emerytury,Kasie bo nie uczy ale jest jedynym nauczycielem w szkole bez konkurencji.
            • a23a23 Re: Skad to sie bierze (o nauczycielach) 11.06.20, 18:23
              kubek0802 napisała:

              > Moje doświadczenia i obserwacja drogi edukacyjnej mego dziecka skłania mnie nie
              > stety ku takim refleksjom:
              > 1.nauczyciele są grupą zawodową o bardzo wąskich horyzontach, wiedza wyłącznie
              > z zakresu swego przedmiotu

              I to niestety często tylko na poziomie, na którym uczą i z zakresu którego uczą - tyle ile podręcznik i ani słowa więcej. Albo tyle ile w notatkach, przygotowanych sto lat temu (przykłady własne, z mojego całkiem niezłego liceum - tasiemiec tylko uzbrojony, zadanie z chemii z olimpiady to już nie).

              > 3.w sytuacji handlowo/finansowo/ biznesowej nauczyciela można wyłapać po kilku
              > zdaniach i nie jest to komplement

              Wsród lekarzy krąży brzydkie powiedzenie, że nauczyciel to nie zawód, to rozpoznanie.
              Rozpoznanie stawiane bez pudła po trzecim zdaniu.

              I oczywiście, że to generalizacja. I oczywiście, że są też tacy, których po latach wspomina się z sentymentem (gdyby nie pewna trójka, byłabym dzisiaj z pewnością nie tutaj gdzie jestem).