Dodaj do ulubionych

Akceptacja ciała w łóżku - aktualizacja: buldog ;)

13.06.20, 09:01
Może pamiętacie poprzedni wątek (tu i dostałam w nim mnóstwo fajnych, przyjaznych odpowiedzi, chcę więc dopisać ciąg dalszy.
Do prób akceptacji ciała mojego, jego czy jakiegokolwiek innego nie doszło. A Wam daję do przedyskutowania powód. Jeśli któraś ma ochotę oczywiście wink

Oboje mamy po jednym psie. Mój pies (kundelek) jest ze mną dość długo, jest prawidłowo wychowany, spokojny, cichy w domu, nienarzucający się gościom. Pracowałam z nim od samego początku, w uciążliwości dla mnie czy moich gości to 0/10.
Jego pies to ostro zmutowany buldożek f. po przejściach pseudohodowlanych, odebrany interwencyjnie, w domu u niego ledwie od kilku tygodni. Oczywiście na razie (albo i na stałe) bez jakichkolwiek granic, manier, reakcji na komendy. Głośny. Plujący się, charczący, kaszlący, wchodzący na ludzi, wsadzający ryj właścicielowi i gościom wszędzie gdzie mu się uda, szczekający, rozwalający żarcie po pokoju itd.

Byłam u niego wczoraj z moim psem, miałam zostać na noc, seksy pierwsze miały być. Ja wybalsamowana, natarta peelingami, jak kazałyście big_grin z cholerną poświatą odwracającą uwagę od cellulitu. Pachnąca, gładka i w ogóle tip top moich możliwości. Ale kazałam się odwieźć do domu po 22. No i czyja wina?

Mój pies - na ziemi, spokojny, choć był tam drugi raz w życiu, patrzył na mnie z podłogi, z daleka i to mu wystarczało. Jego pies: wszędzie, głównie na mojej twarzy, sukience, pod sukienką. Właził na kanapę i potem łóżko, złaził z niej z wielkim rumorem, potem nie mógł wrócić, bo dupa za ciężka, więc pan się po niego schylał i mu pomagał. Zaśliniona morda torpedowała mnie z zaskoczenia, odpychałam ją, a pan tego mutanta przenosił na drugą część kanapy z komentarzem: choć biedulku, ta pani cię nie lubi.

No żesz kur%%a.

Pytam uprzejmie, czy pies nie mógłby udać się do innego zamkniętego pokoju, na co słyszę: a może zamkniemy twojego psa? Jak byś się wtedy czuła?

Ekhm, mój pies jest w gościach, a spokojnie leży i nikt nie musi oddychać jego charkami. Gdyby robił takie rzeczy gościowi u mnie w domu, oczywiście, że by poleciał z sypialni, nie wyobrażam sobie innej opcji.
Komentarz pana: nie oddam psa, adoptowałem go, uratowałem, jakoś się przecież dogadacie.

No wtf? Powiedzcie, że nie zwariowałam, że nie chciałam uprawiać pierwszych seksów w nowym związku z płaską, wyłupiastą, rzężącą mordą psa przy twarzy.
Odwiózł mnie, dziś chciałby powtórki tego, co wczoraj nie wyszło. Znów u niego. Jest sens zmieniać lokację na mój dom z moim spokojnym psem? Bo ja jestem bliższa całkowitego odwołania spotkania albo umówienia się w knajpce i postawienia panu jasnych granic. Czyli:

-masz psa rasy, którą lubisz, akceptujesz jego zachowanie w swoim domu, ale ja nie muszę
-spotykamy się bez twojego psa, a jeśli u ciebie, pies nie wchodzi mi 15-kilowym zbitym cielskiem na gołe cycki
-umiesz psa odwołać albo zamknąć (pokój? klatka kennelowa?), jego komfort nie jest ważniejszy niż mój
-nie komentujesz jak debil mojego podejścia do tematu, nie mówisz psu rzeczy, których boisz się powiedzieć mnie: pani cię nie lubi, pani uważa ze jesteś brzydki, pani nie cierpi takich biednych piesków jak ty.

No szlag mnie trafi, nie śpię przez tego psa od 6, bo mi ciśnienie skacze na samo wspomnienie.
Obserwuj wątek