Dodaj do ulubionych

O "ochotniczkach" i poradach "ja bym nigdy"

15.06.20, 07:45
Bardzo fajny tekst, można odnieść do wielu sytuacji, kiedy ematka z ciepłego fotela przed kominkiem daje komuś rady z perspektywy własnego doświadczenia.

karolinabednarz.pl/czy-powinnam-pojsc-na-japonistyke/?fbclid=IwAR15KT7ieLREjyz6KBW7_avoylMFglNq-56Eyb8S2CLnmN1DhoO1e15v3NM
Obserwuj wątek
    • kochamruskieileniwe Re: O "ochotniczkach" i poradach "ja bym nigdy" 15.06.20, 08:29
      Tak, bardzo trafny tekst.
      Nie ma ofiar, są ochotnicy - to coś, co źle na mnie działa.(Podobnie co nie zabije, to wzmocni.)

      Zwykle te słowa wypowiadają osoby, które z pozycji dość wąskich horyzontów, nie biorą pod uwagę mnóstwa czynników i uwarunkowań decydujących o danym wyborze (np. dlaczego tyle żon alkoholików trwa przy mężu - pierwszy przykład z brzegu)
    • agnieszka_kak Re: O "ochotniczkach" i poradach "ja bym nigdy" 15.06.20, 08:30
      Dobry tekst, i mialam podobne przemyslenia odnoszace sie do wartosci wsparcia rodzinnego. Gdy wyjechalam za granice poznalam wielu mlodych, fajnych ludzi, ktorzy- w przeciwienstwie do mnie- nie bali sie zupelnie brac bardzo duzych kredytow na mieszkanie, rzucic prace by isc na kolejne studia na drugim kontynencie, zrobic sobie 3 lata przerwy by sprobowac wlasnego biznesu. W przeciwienstwie do mnie, gdzie juz 3 niezaplacone raty kredytu stanowilyby problem oni wiedzieli, ze rodzice zawsze im pomoga. Jesli nie finansowo to organizacyjnie, psychicznie. Alternatywnie- ze pomoze im kraj, w ktorym mieszkaja.
      Nikt nie byl "na zasilku" ale sama swiadomosc, ze duze wsparcie dla bezrobotnych istnieje i jest wyplacane dosc dlugo sprawila, ze moj poprzedni szef po zwolnieniu z korporacji powoli zajal sie fotografia artystyczna.

      Polecam tez ted talk:
      www.ted.com/talks/rutger_bregman_poverty_isn_t_a_lack_of_character_it_s_a_lack_of_cash?language=en
      • lily_evans11 Re: O "ochotniczkach" i poradach "ja 15.06.20, 09:34
        Dokładnie. A w moim domu to ja jeszcze dokladałam mamusi, zanim nie zbuntowałam się i nie uciekłam, zresztą bardzo niefortunnie, bo w relację z facetem równie wykorzystującym mnie i nie wspierającym. Tyle, że na innym polu.
        Jak sobie dzisiaj pomyślę o tym, że moja matka miała czelność oczekiwać ode mnie, młodej dziewczyny, że będę się zwijać, dwoić i troić, aby zarabiać na dom, nic sobie nie odkładając, nie mogąc sobie pożyć jak to młodzi, a ona będzie rozkładać bezradnie swoje delikatne rączki, bo w szkole znowu jej dali 12 godzin, to powiem szczerze, że czuję niezły wk...rw.
        • kosmos_pierzasty Re: O "ochotniczkach" i poradach "ja 15.06.20, 12:59
          Im jestem starsza, im moja córka jest starsza, tym bardziej szokują mnie decyzje i zaniechania mojej matki. Serio, nie mam pojęcia jak można tak traktować własne dziecko, choć wtedy wydawało mi się to normalne, może inne niż u innych, ale mieszczące się w normalności.
          Miałam dwie takie chwile zaskoczenia, raz jak jedna koleżanka powiedziała mi "jak to się dzieje, że one [matki] zawsze finalnie mają rację" No moja nie miała. I drugi, jak usłyszałam,"gdy urodzisz dziecko zrozumiesz matkę", g...no - dopiero wtedy poważnie się wkurzyłam, dopiero wtedy dotarło do mnie, jak cholernie słabe było jej postępowanie.
        • rosapulchra-0 Re: O "ochotniczkach" i poradach "ja 15.06.20, 20:44
          Ja również musiałam płacić mojej matce za mieszkanie i życie. I to m.in. spowodowało, że szybko się wyprowadziłam na swoje.

          Zasadę płacenia za mieszkanie i życie zastosowałam u moich córek, m.in. po to, by wiedziały, że mieszkanie gdziekolwiek się wyprowadzą - kosztuje i to dużo. Nie sprawdzałam za to, o której wracają, żeby po tym czasie zamykać drzwi na łańcuch, nieważne czy spóźniłam się godzinę, czy 2 minuty. Nie zabraniałam jedzenia , nie ubliżałam, nie biłam, nie rzucałam w nie przedmiotami itd. NO i najważniejsze - nie mieszkałam w UK, tylko w komunistycznej Polsce, która za chwilę miała przestać komunistyczna.

          Dziewczyny dawały nam miesięcznie jakieś 10-12% ich dochodów, a gdy miały przerwę w pracy, to nie płaciły nic. Średnia wyprowadziła się po dwóch latach mieszkania u nas na swoje. Teraz, też po dwóch latach najmłodsza znalazła sobie mieszkanie.
          • lily_evans11 Re: O "ochotniczkach" i poradach "ja 15.06.20, 23:23
            Kochana, ja płaciłam jakieś 3/4 utrzymania mieszkania i nas. To nie bylo fair, żeby tak wycyckac córkę, która dopiero skonczyla studia i zaczęła pracować regularnie. Jeszcze było niezadowolenie, że mam słaba prace i na smieciowce. Nie wiem naprawdę, jak można tak zniewolic własne dziecko i tak nie wstydzić się grać bezradna.
            • yuka12 Re: O "ochotniczkach" i poradach "ja 15.06.20, 23:55
              Nie tylko twoja matka miała takie poglądy Lily. Mój brat musiał płacić, jak tylko dostał w zawodówce pierwsze pieniądze (mama żądała całości, brat dawał jej mniej, bo chciał mieć kieszonkowe), a ide mnie wyciągała niemal wszystkie pieniądze, jakie udało mi się zarobić podczas wakacji w czasach licealnych lub cokolwiek od kogokolwiek dostałam (kasę). Dlatego m.in.szybko się z bratem usamodzielniliśmy, jak tylko nadarzyła się okazja (brat zamieszkał u dziewczyny, ja wyjechałam na studia).
    • sumire Re: O "ochotniczkach" i poradach "ja bym nigdy" 15.06.20, 08:53
      "Wkurzam się, kiedy widzę tę poradnikozę na polskich blogach – jak pracować mniej, jak być bardziej mindful, jak być zerowaste. Bo z taką łatwością mówić o tym mogą tylko osoby o ogromnym przywileju.
      Nie, większość ludzi nie wstaje rano i nie zaczyna dnia od spokojnej jogi i kubka gorącej wody z cytryną, żeby pójść potem na długi spacer z psem i zasiąść przy kawie do lektury porannej prasy, po czym przygotować sobie leniwe śniadanie".

      No i właśnie, właśnie. Nie cały ten tekst mi się podoba, ale powyższe zdania - bardzo.
        • wapaha Re: O "ochotniczkach" i poradach "ja 15.06.20, 09:57
          Ja tylko w tym momencie pragnę dodać ( też jako pokłosie wątku o pasji) - że niektórzy chcą bardziej a inni chcą mniej- kwestia intensywności tego chcenia i jego potrzeby. Ty nie jesteś mną-a ja nie jestem tobą- to powinno przyświecać zawsze przy wygłaszaniu wszelkich opinii- ale to działa też w ten sposób że "nie mów że nie można" skoro ja mogę- powiedz " ja nie mogę". Czyli : z jednej strony sprowadzanie tylko do "ja" z drugiej strony "uogólnianie" Ergo - BALANS we wszystkim ( Ameryki nie odkrywam hehe wink )
      • szeptucha.z.malucha Re: O "ochotniczkach" i poradach "ja 15.06.20, 09:16
        Chyba po prostu nie opierać się na radach „celebrytów”, choćby forumowychwink
        Generalnie adresatem tekstu mogą być ci „uprzywilejowani”, by dali sobie na wstrzymanie i nie oceniali bliźnich podług siebie, że nie będę palcem pokazywać. Mogą też być ci, co mają pod górkę, by nie chlastali się właśnie, jeżeli focie z ich życia nie są takie sweet i by się nie porównywali oraz używali rozumu.
      • iwoniaw Re: O "ochotniczkach" i poradach "ja 15.06.20, 09:48
        araceli napisała:

        > Tekst mądry ale z drugiej strony co mają zrobić osoby bez kapitału - pieniężneg
        > o i rodzinnego. Iść się pochlastać? To, że dla kogoś coś jest trudniejsze nie z
        > naczy, że nie ma tego robić. Nie wpadajmy ze skrajności w skrajność.
        >

        Nie chodzi o "pochlastanie się", tylko o docenienie siebie, jeśli - mimo mniej sprzyjających warunków - coś się osiągnęło i nie dokopywanie sobie samej, jeśli nie osiągnęło się aż tyle, ile by się chciało.
      • ludzikmichelin4245 Re: O "ochotniczkach" i poradach "ja 15.06.20, 14:19
        araceli napisała:

        > Tekst mądry ale z drugiej strony co mają zrobić osoby bez kapitału - pieniężneg
        > o i rodzinnego. Iść się pochlastać?

        Albo iść się zbuntować smile

        Być może nieumiejętne mówienie głośno o nierównościach może mieć skutek, o którym piszesz - wzmacnianie braku poczucia sprawczości i pogłębianie beznadziei.
        Tylko imo w narracji prorównościowej w mniejszym stopniu powinno chodzić o indywidualny empowerment, a raczej o budowanie kolektywnej świadomości, np. klasowej; o rozbudzanie chęci bycia realnie reprezentowanym i przez to wpływu nie tylko na swój indywidualny los, ale na korygowanie wadliwego systemu.
          • ludzikmichelin4245 Re: O 15.06.20, 16:06
            1matka-polka napisała:

            > "a raczej o budowanie kolektywnej świadomości, np. klasowej“
            >
            > 😱😱😱
            >
            Widzę, że się zapowietrzyłaś, a zatem:

            Jest sobie ludzik.michelin i - dajmy na to - Dominika Kulczyk. Jako gołodupiec na dorobku nie mam tych samych interesów, co majętna Dominika Kulczyk. Chciałabym zatem, żeby stanowiono prawo, które jest korzystne dla mnie, a nie dla Dominiki Kulczyk. (Oczywiście, mam też opcję działania wbrew swojemu obecnemu interesowi, bo uważam, że kiedyś na pewno zostanę drugą Dominiką Kulczyk). Jeżeli uznam, że uchwalane prawo jest dobre dla Dominiki Kulczyk, a złe dla mnie, to będę się domagać jego zmiany z użyciem arsenału środków, jakie daje mi demokracja, wraz z innymi ludzikami.michelin.

            To jest właśnie świadomość klasowa.
    • kobietazpolnocy Re: O "ochotniczkach" i poradach "ja bym nigdy" 15.06.20, 09:25
      Z większością tego, co autorka pisze się zgadzam: uprzywilejowanie to ogromny dar od losu. I tylko przypadek decyduje o tym, w jakiej rodzinie się rodzimy i w którym miejscu na świecie. To jest tak bardzo niesprawiedliwe, a jednocześnie tak łatwo niektórym o tym zapomnieć. To nie jest tylko przywara niektórych emam.. Ja to widzę na co dzień w moim duńskim państwie dobrobytu, gdzie mnóstwo ludzi dziwi się problemom drugiego i trzeciego świata, nie zdając sobie sprawy, jakie mają cholerne szczęście żyć tu a nie gdzie indziej.

      Ale czy to akurat odpowiednia analogia do "ochotniczek" i "ja bym nigdy"? Mam wrażenie, że te komentarze na emamie często dotyczą bardziej spraw związkowych niż edukacyjno-zawodowych (choć tych też) i tu już mam wrażenie, że uprzywilejowanie ma ciut mniejsze znaczenie, bo w dziwaczne układy wchodzą kobiety o różnym kapitale społecznym. Choć zgadzam się, że tym uprzywilejowanym powinno być łatwiej się z nich wykręcić - i jeśli tego nie robią, to może istotnie część z nich jest ochotniczkami ?

      Chodzi mi o to, że jak zawsze trzeba oddzielić ziarno od plew. Nie, nie zawsze można o tak wystawić mężowi walizki za drzwi bądź rzucić wszystko i wybyć na medytację w Bieszczady na dwa miesiące, ale czasem dobrze jest by ktoś nami potrząsnął - w życzliwy i przemyślany sposób - bo wkręcić się w niezdrowe sytuacje jest łatwiej niż to samemu zauważyć.
      • triss_merigold6 Re: O "ochotniczkach" i poradach "ja 15.06.20, 09:31
        Najpierw off top. Oglądałaś może serial "Lilyhammer"? Wprawdzie Norwegia, ale różnice kulturowe z perspektywy obrzydliwie wręcz spokojnego kraju wobec przybyszy z innych części świata, są ładnie pokazane.
        www.filmweb.pl/serial/Lilyhammer-2012-643820

        Brak uprzywilejowania lub mniejsze uprzywilejowanie nie powinno prowadzić do całkowitego odrzucenia poczucia odpowiedzialności za swoje decyzje.
        • kobietazpolnocy Re: O "ochotniczkach" i poradach "ja 15.06.20, 12:57
          Nie oglądałam, serial kojarzę (ostatnio o serialach głównie czytam zamiast je oglądać - jakoś brak czasu i ochoty. Fajny?)

          Żeby nie było, ja Danię i moje życie tutaj bardzo lubię, ale przez długi czas szokowało mnie, jak bardzo niektórzy z rdzennych mieszkańców nie zdają sobie sprawy z tego, jak im jest niesamowicie łatwiej niż większości ludzi na świecie. I to nie tylko w porównaniu do wiosek w Bangladeszu, lecz do ludzi z innych zachodnich społeczeństw. Niby jakoś tam racjonalnie wiedzą, ale jednak nie do końca.

      • matacznik Re: O "ochotniczkach" i poradach "ja 15.06.20, 09:42
        kobietazpolnocy napisał(a):

        > tylko przypadek decyduje o tym, w jakiej rodzinie się rodzimy i w
        > którym miejscu na świecie.
        >
        Oczywiście można wierzyć w studnię dusz, czy dowolną inną teorię, wedle której jesteśmy odrębną świadomością, którą przy narodzinach wrzuca się w losowe ciało, ale można też wierzyć w genetykę i że jesteśmy nieprzypadkową wypadkową swoich rodziców, zaś miejsce, w którym się rodzimy też dziwnie koreluje z miejscem przebywania rodziców, a zwłaszcza matki.
              • matacznik Re: O "ochotniczkach" i poradach "ja 15.06.20, 18:49
                ira_08 napisała:

                > Pokazała ci, że nie masz racji, więc odwracasz kota ogonem.
                >
                Nic nie wykazała, powtórzyła wielokrotnie już tu skomentowaną bzdurę, że albo sam wybrałem, albo to los czy przypadek był. No nie. Poza decyzjami własnymi i ślepym losem jest jeszcze masa decyzji innych ludzi. Nie wierzę, że w ogóle muszę to pisać. A tym mniej, że tyle razy w tym samym wątku.

                > No co, wybrałaś sobie matkę przed urodzeniem? Wybrałaś sobie Polskę zamiast Bangladeszu?
                >
                Następna...
                • tak-ale Re: O "ochotniczkach" i poradach "ja 15.06.20, 20:37
                  Słuchaj koleś. Koryto rzeki było drążone i kształtowane przez różne, nakładające się na siebie i wynikające jedne z drugich czynniki przez tysiące lat, to są te twoje masy decyzji innych ludzi. Ale już to, czy jako konkretna kropla deszczu wpadniesz do tej rzeki czy do innej, czy wpadniesz u jej źródeł czy jej ujścia, czy w ogóle z tą rzeką popłyniesz i zobaczysz kawał świata czy w ogóle trafisz na rozgrzany beton i od razu wyparujesz to jest czysty przypadek. I w kontekście dyskusji o przywileju jest mowa o pozycji tych różnych kropelek i tego, jak daleko każda z nich jest w stanie popłynąć i jak bardzo to jest zależne od tego, w którym miejscu i w jakim czasie wylądowała na ziemi. A to co wypisujesz nie ma z tym tematem nic ale to nic wspólnego.
      • kosmos_pierzasty Re: O "ochotniczkach" i poradach "ja 15.06.20, 13:05
        kobietazpolnocy napisał(a):


        >
        > Ale czy to akurat odpowiednia analogia do "ochotniczek" i "ja bym nigdy"? Mam w
        > rażenie, że te komentarze na emamie często dotyczą bardziej spraw związkowych n
        > iż edukacyjno-zawodowych (choć tych też) i tu już mam wrażenie, że uprzywilejow
        > anie ma ciut mniejsze znaczenie, bo w dziwaczne układy wchodzą kobiety o różny
        > m kapitale społecznym. Choć zgadzam się, że tym uprzywilejowanym powinno być ła
        > twiej się z nich wykręcić - i jeśli tego nie robią, to może istotnie część z ni
        > ch jest ochotniczkami ?

        Po pierwsze, tu to uprzywilejowanie można rozumieć jako zdrowy emocjonalnie dom, który nie każdemu jest dany.
        Po drugie, finanse też nie są bez znaczenia. Kobiety z domów uprzywilejowanych często są zabezpieczone przez rodziców na wypadek rozstanie z partnerem. A nawet jeśli nie, to zdecydowanie łatwej się wyprowadzić np. do dawnego swojego pokoju w domu rodzinnym, zwykle z łazienką, garderobą, często z oddzielną częścią sypialną i dzienną/minisalonikiem, niż do domu samotnej matki.
    • swiecaca Re: O "ochotniczkach" i poradach "ja bym nigdy" 15.06.20, 09:43
      dobry tekst.
      niedawno przeczytałam coś podobnego w książce o... Tinderze, wydanej przez Krytykę Polityczną wink autorka J. Jędrusik randkowała m.in. z facetem pochodzącym z małego miasta, który zdobył licencjat, choć nie miał zwyczaju czytać książek, bo w jego domu się tego nie robiło, nigdy nie był w Paryżu itp. i choć lewaczka, to dopiero w zetknięciu z taką osobą wyszła ze swojej szczelnej bańki towarzyskiej, gdzie każdy ma mieszkanie w centrum Warszawy po dziadkach...
      • ritual2019 Re: O "ochotniczkach" i poradach "ja 15.06.20, 10:22
        Tyle ze to co mowia na forum nie znaczy jeszcze ze sami maja luz i wszystko moga.
        Autorka zalinkowanego tekstu uwaza sie za osobe uprzywilejowana a tak naprawde poprostu ma szczescie miec rodzicow ktorzy jej w zyciu wszystko maksymalnie ulatwili. Czy ona odniosla sukces, trudno powiedziec bo ona tak naprawde nadal ma wsparcie i wie ze w kazdej chwili moze z niego skorzystac. Ona ma poprostu przemyslenia. Moze to I dobrze.
        Tak do konca to trudno zrozumiec o czym ona pisze, co tak naprawde chce przekazac. Podkresla jakies uprzywilejowanie, cos o dobrej restauracji, ciezkiej pracy ale jednak wszystko miala podane na tacy itd. Ktos tam pyta ja o porade jakie studia wybrac a ona uwaza ze nie moze doradzac a inni nie powinni sluchac cudzych porad. No i ok.
        Jednak ludzie czesto potrzebuja nie tyle porad ile spojrzenie innych i ich opinii, zwlaszcza w powaznych kwestiach. Ja bym nigdy czy nie ma ochotnikow to sa takie slogany z ematki, tak jak idz na terapie biegiem itp. To nie ma wiele wspolnego z tym tekstem.
    • chococaffe Re: O "ochotniczkach" i poradach "ja bym nigdy" 15.06.20, 10:07
      Wiele trafnych spostrzeń. Blogów nie czytam, insta itd nie oglądam, ale tu na forum często spotykałam się z "ja sama, ja o własnych siłach!" - ignorowanie wielu przywilejów, które dał nam los - poczynając od miejsca urodzenia (szeroko rozumianego) na zwykłym przypadku kończąc. I skoro ja mogłam to kazdy może , chyba, że jest leń i głupi.
      • ritual2019 Re: O "ochotniczkach" i poradach "ja 15.06.20, 10:29
        Nie chodzi o kopiowanie innych ale o swiadomosc ze nasz los zalezy od nas. Mozna oczywiscie uznac ze skoro sie nie jest uprzywilejowanym czyli nie ma sie rodzicow spelniajacych nasze plany to nie mozna niczego osiagnac. Mozna, nawet jesli nie bedzie sie studiowac na oxford .
          • wapaha Re: O "ochotniczkach" i poradach "ja 15.06.20, 11:04
            chococaffe napisała:

            > To jest druga skrajność - nic nie zależy ode mnie, płynę (a raczej unoszę się n
            > a wodzie)
            >


            O, to jest moja filozofia życiowa. Płyń z prądem wink Przy czym absolutnie nie oznacza braku decyzyjności czy wpływania na swoje życie- bardziej na stosunek do problemów , na które nie mam żadnego wpływu oraz priorytetów ( jestem ważna ja i moje najbliższe otoczenie ) - po prostu omijam skały, przeszkody i drapieżników. Nie mam wpływu na to czy i kiedy się pojawią ale mam wpływ na to, czy je opłynę i wrócę na swój tor czy będe się taplać w guanie
                    • chococaffe Re: O "ochotniczkach" i poradach "ja 15.06.20, 19:51
                      Z opóźnieniemsmile Myślę, że to bierne płynięcie jest zależne od definicji. Wiadomo, że wszyscy podejmujemy jakieś decyzje, nawet największe "bierniki", decyzje te skutkują x lub y, z itd. Ja miałam na myśli takie osoby, które nie tyle akceptują swój ograniczony wpływ na swoje życie , co takie, które nie zrobią żadnego ruchu, który poprawiłby jakość ich życia ( i to jakość ich własnej wizji a nie osoby trzeciej) bo i tak nic od nich nie zależy tylko tajemniczych "onych" - w konsekwencji narzekają na swój los, bo chcieliby, żeby "coś lepiej" ale niedasię.
                      • wapaha Re: O "ochotniczkach" i poradach "ja 15.06.20, 21:30
                        Ja miałam na myśli takie osoby, które nie tyle akceptują swój ograniczony wpływ na swoje życie

                        Skoro miałaś na myśli inne osoby dlaczego napisałaś nie tylko pod moim postem ale wprost do mnie i o mnie ?

                        Myślę, że to bierne płynięcie jest zależne od definicji.

                        Płynięcie samo w sobie nie jest bierne. Jest wykonywanie pewnych ruchów i wcelowanie w takie miejsce, w którym będzie się płynąć najłatwiej i najprzyjemniej, z jak największą korzyścią. Bierne nie jest płynięcie- bierne jest unoszenie się i dryfowanie

                        Wyraźnie napisałam Przy czym absolutnie nie oznacza braku decyzyjności czy wpływania na swoje życie- bardziej na stosunek do problemów , na które nie mam żadnego wpływu oraz priorytetów ( jestem ważna ja i moje najbliższe otoczenie ) - po prostu omijam skały, przeszkody i drapieżników więc dlaczego myśląc o innych napisałaś o mnie i o mnie, biernym nazwałaś płynięcie z ominięciem przeszkód gdy podkreśliłam że nie oznacza to braku decyzjności i wpływania na moje życie - ty napisałaś o nierobieniu żadnego ruchu w dodatku o narzekaniu ?





                    • chococaffe Re: O "ochotniczkach" i poradach "ja 15.06.20, 19:52
                      Z opóźnieniemsmile Myślę, że to bierne płynięcie jest zależne od definicji. Wiadomo, że wszyscy podejmujemy jakieś decyzje, nawet największe "bierniki", decyzje te skutkują x lub y, z itd. Ja miałam na myśli takie osoby, które nie tyle akceptują swój ograniczony wpływ na swoje życie , co takie, które nie zrobią żadnego ruchu, który poprawiłby jakość ich życia ( i to jakość ich własnej wizji a nie osoby trzeciej) bo i tak nic od nich nie zależy tylko tajemniczych "onych" - w konsekwencji narzekają na swój los, bo chcieliby, żeby "coś lepiej" ale niedasię.
            • piesiedwa Re: O "ochotniczkach" i poradach "ja 15.06.20, 14:29
              Tak, zgadzam sie. Stad nie podoba mi sie ten tekst. No dobra, nie bylam nawet w stanie doczytac do polowy.
              Uwazam, ze uprzywilejowaniem czy jak zwal, bedzie poziom intelektualny osobnika i cechy charakteru. Jak ktos ma ambicje uciec z biedy czy nieszczescia to to zrobi.
              • 1matka-polka Re: O "ochotniczkach" i poradach "ja 15.06.20, 14:40
                "Uwazam, ze uprzywilejowaniem czy jak zwal, bedzie poziom intelektualny osobnika i cechy charakteru“

                Na takich osobnikow tez sie znajdzie bat. Czytalas Harisona Bergerona? Kazdemu zbyt inteligentnemu nadajnik zaklocajacy myslenie na glowe i glupi partner z przydzialu, zeby dzieci byly bardziej przecietne. A kazdemu hop do przodu worek z piaskiem na plecy🤣
              • sumire Re: O "ochotniczkach" i poradach "ja 15.06.20, 14:50
                piesiedwa napisał(a):

                > Jak ktos ma ambicje uciec z biedy czy nieszczescia to to zrobi.

                No widzisz, a są tacy, którzy nie muszą uciekać od niczego. A jeśli nawet zdarzy im się, że będą musieli (stracą pracę, małżeństwo się rozpadnie), to wylądują miękko i bez szczególnych strat. Świadomość tego komfortu bardzo dużo zmienia. Ambicja to osobna sprawa.
                • piesiedwa Re: O "ochotniczkach" i poradach "ja 15.06.20, 16:19
                  Tam bylo o rodzicach ze sa tym komfortem? Takie to srednie ze dorosly czlowiek sam sie nieogarnia tylko potrzebuje pomocy rodzicow. To moze swiadczyc nie o uprzywilejowaniu a o niedojrzalosci. Osoby niedojrzale nie dochodza nigdzie same. I to juz nie jest sukces np zawodowy, na plecach kogos. W mojej glowie, sukces to jezeli samemu sie do swojego celu doszlo i jest sie przy tym dobrym czlowiekiem. Temat bardzo szeroki i pewnie kazdy mysli o czyms innym a mozemy sie w pelni zgadzacsmile.
                  Znam osoby co zaczely z wyzszego pulapu. I super. Bylo im latwiej lub szybciej. Ja sie ciesze ze jestem gdzie jestem, bez pomocy bezposredniej. Sama pomagam rodzicom czy rodzinie od dawna i to tez daje satysfakcje.
                  Czy fajnie jakbym nie musiala walczyc ?
                  Pewnie tak. Ale po co rozkminiac skoro jestem soba.
                  • iwoniaw Re: O "ochotniczkach" i poradach "ja 15.06.20, 16:26
                    piesiedwa napisał(a):

                    > Tam bylo o rodzicach ze sa tym komfortem? Takie to srednie ze dorosly czlowiek
                    > sam sie nieogarnia tylko potrzebuje pomocy rodzicow.

                    Tam nie było słowa o tym, że nie ogarnia, tylko że ogarnia z poczuciem, że GDYBY coś poszło nie tak, to nie wyląduje pod mostem bez kromki chleba, tylko ma gdzie zapukać, by dostać nocleg i kolację. Posiadanie siatki zabezpieczającej nie znaczy, że do wywijania konkretnych cyrkowych sztuczek potrzebujesz mniej talentu, nie musisz trenować itp.
                    • piesiedwa Re: O "ochotniczkach" i poradach "ja 15.06.20, 16:35
                      Ktos kto zaczynajac cos ma plan B to nie jest czlowiek zdeterminowany . Zakladam ze jego skutecznosc jest duzo nizsza niz osoby ktora jasno ma okreslony cel i go realizuje. Ludzie sukcesu nie maja planu B. Idzie sie na calosc. Wysoka stawka wysoka wygrana.
                      • iwoniaw Re: O "ochotniczkach" i poradach "ja 15.06.20, 16:47
                        piesiedwa napisał(a):

                        > Ktos kto zaczynajac cos ma plan B to nie jest czlowiek zdeterminowany . Zaklada
                        > m ze jego skutecznosc jest duzo nizsza niz osoby ktora jasno ma okreslony cel i
                        > go realizuje. Ludzie sukcesu nie maja planu B. Idzie sie na calosc. Wysoka st
                        > awka wysoka wygrana.


                        No więc właśnie, mając zaplecze nie musisz mieć planu B, Karolina właśnie o tym m.in. pisze w linkowanym tekście. Ludzi mogących liczyć tylko na siebie zwyczajnie nie stać na to, by grać naprawdę wysokimi stawkami. No i zacznijmy od początku - coś dostajesz "w posagu" zawsze, część tych rzeczy jest taka oczywista, że w ogóle o tym nawet nie myślisz. Dopiero patrząc z nieco szerszej perspektywy widzisz, że to co oczywiste i elementarne "u ciebie" innym już niekoniecznie jest w ogóle dostępne.
                      • sumire Re: O "ochotniczkach" i poradach "ja 15.06.20, 16:54
                        Dżizas, to nie jest kwestia planu B (który, nawiasem mówiąc, miec powinien każdy), tylko tego, co masz na starcie i czym ryzykujesz. Jest dość prosta różnica między byciem uprzywilejowanym i nie. W tym pierwszym przypadku możesz bezproblemowo realizować swoje marzenia, a jeśli ci nie wyjdzie, to dzięki spadochronowi w postaci zabezpieczenia finansowo-rodzinno-towarzyskiego nic wielkiego się nie stanie. W tym drugim możesz nadal realizować swoje marzenia, ALE jeśli ci nie wyjdzie, to masz problem.

                        Poza tym możesz mieć bardzo jasno określony cel, ale pytanie, czy do niego zasuwasz pieszo po kamolach, czy cię ktoś podwozi.
                      • tiszantul Re: O "ochotniczkach" i poradach "ja 15.06.20, 20:38
                        "Ktos kto zaczynajac cos ma plan B to nie jest czlowiek zdeterminowany . Zakladam ze jego skutecznosc jest duzo nizsza niz osoby ktora jasno ma okreslony cel i go realizuje. Ludzie sukcesu nie maja planu B. Idzie sie na calosc. Wysoka stawka wysoka wygrana"

                        I po pierwszym niepowodzeniu koniec marzeń (brak planu B, brak zabezpieczenia). Wystarczy popatrzeć, jakiej gimnastyki wymaga obrona takiego stanowiska - to źle mieć plan awaryjny? Serio?
                        Ludzie to naprawdę kombinują. Mieć wsparcie - źle, mieć przemyślane różne plany działania - źle. Najlepiej bez wsparcia porywać się na jeden jedyny cel według jednego planu
                        • piesiedwa Re: O "ochotniczkach" i poradach "ja 15.06.20, 21:13
                          Zrob test, szczerze przed soba. Nie pisz tu nt temat. Pomysl czego pragniesz, cos real ego, mierzalnego itd( wg zasad tworzenia realnych celow) . Zamknij oczy i wyobraz sobie ze to osiagnelas, nie moglo byc inaczej!!! Zrobilas WSZYSTKO co trzeba aby tu byc!!!
                          A teraz druga opcja - mass ten cel i od razu plan B, no jezeli nie wyjdzie to zawsze jest....
                          Czujesz roznice?
                          Ja czuje piszac to, Ty tez
                • ritual2019 Re: O "ochotniczkach" i poradach "ja 15.06.20, 17:40
                  tak-ale napisał(a):

                  > > Jak ktos ma ambicje uciec z biedy czy nieszczescia to to zrobi.
                  >
                  > owszem, tylko zajmie mu to, powiedzmy, 10 lat, które przeznaczy na dobijanie do
                  > poziomu, z którego inni startują i przez te 10 lat oni już będą dalej.

                  A jakie to ma znaczenie?
                  • tak-ale Re: O "ochotniczkach" i poradach "ja 15.06.20, 17:44
                    > A jakie to ma znaczenie?

                    Zasadnicze, jeśli potem taka osoba która miała do przebycia połowę tego dystansu co ty mówi, że skoro ona mogła to ty też i skoro tobie się nie udało dojść do tego co ona to widocznie jesteś za leniwa albo niezbyt ambitna.
                    • ritual2019 Re: O "ochotniczkach" i poradach "ja 15.06.20, 17:57
                      tak-ale napisał(a):

                      > > A jakie to ma znaczenie?
                      >
                      > Zasadnicze, jeśli potem taka osoba która miała do przebycia połowę tego dystans
                      > u co ty mówi, że skoro ona mogła to ty też i skoro tobie się nie udało dojść d
                      > o tego co ona to widocznie jesteś za leniwa albo niezbyt ambitna.

                      Widzisz nastepna rownie istotne rzecz po nie kopiowaniu to nie sluchanie cudzych opinii o swoich osiagnieciach, celach i w ogole zyciu. Wielu ludzi zbytnio porownuje sie do innych oraz frustruje ze nie osiagnela tego co one w takim samym czasie a to jest bardzo niezdrowe.
        • tak-ale Re: O "ochotniczkach" i poradach "ja 15.06.20, 17:15
          > Nie chodzi o kopiowanie innych ale o swiadomosc ze nasz los zalezy od nas.

          Tylko do pewnego stopnia. Nie będę modelką na wybiegach bo jestem za niska, nie będę śpiewaczką operową ani koszykarzem w NBA bo nie mam na to warunków, nie będę też papieżem ani prezydentem obcego mocarstwa, bo co prawda warunki mam (jestem niezmiernie inteligentna), ale jakoś inni uznali, że muszę być facetem i/lub być urodzoną w danym kraju, te czynniki determinują mój los w tym sensie, że obcinają mi pewne ścieżki i nie mam na to żadnego wpływu.
          • ritual2019 Re: O "ochotniczkach" i poradach "ja 15.06.20, 17:39
            Ale masz wplyw ma inne czynniki dlatego napisalam ze nie o kopiowanie innych chodzi a znalezienie wlasnej sciezki, wyznaczenie wlasnych celow do wlasnego sukcesu.
            Najgorsze co mozna zrobic to pozwolic sie przekonac ze bez zaplecza sie nie da.
            • tiszantul Re: O "ochotniczkach" i poradach "ja 15.06.20, 21:02
              "Najgorsze co mozna zrobic to pozwolic sie przekonac ze bez zaplecza sie nie da"

              Oczywiście, ze masz prawo pracować na dwóch czy trzech etatach, a jeśli robisz to z entuzjazmem, to tym lepiej dla Ciebie.
              Trzeba tylko pamiętać, ze jeśli już człowiek zgromadzi własną pracą kapitał kulturowy oraz materialny, to broń Boże nie przekazywać dzieciom, bo im to zaszkodzi. Najlepiej jak sobie same dojdą do wszystkiego. Kapitał można przekazać obcym dzieciom, żeby im zaszkodził, a najlepiej wydać na własne potrzeby. Jak się ma za mało potrzeb, to można wypracować sobie nowe
              • piesiedwa Re: O "ochotniczkach" i poradach "ja 15.06.20, 21:17
                Madry czlowiek wie ze wylacznie ciezka praca nie wystarczy.
                Trzeba miec ambicje, doszkalac sie, miec plan!!! I go zrealizowac.
                Mam pieniadze , moje dzieci nie maja. Zamierzam dac im start. Nie zamierzam wyhodowac ludzi co wszystko dostali na tacy. Znam takich , sa nieszczesliwi. Chce aby moje dzieci byly happy bo co innego w zyciu sie liczy?
      • matacznik Re: O "ochotniczkach" i poradach "ja 15.06.20, 10:30
        chococaffe napisała:

        > przywilejów, które dał nam los - poczynając od miejsca urodzenia (szeroko rozumianego)
        >
        Miejsca urodzenia nie dał nam los. Wynikało z miejsca pobytu rodziców. Geny wynikały z rodziców. Wychowanie i wykształcenie też zaczynają się od rodziców, choć tu wpływ zewnętrzny z każdym rokiem słabnie na rzecz własnych starań. To nie los. Los się pojawia, jeśli rodzice np. zginą w wypadku.