Dodaj do ulubionych

która ematka nie miała własnego pokoju?

15.06.20, 13:15
i jak to oceniacie po latach, wpłynęło jakoś na was?

na marginesie dyskusji o uprzywilejowaniu. ja się uważam raczej za uprzywilejowaną ale nie miałam swojego pokoju. dzieciństwo w PRLowskich blokach mimo że rodzina była względnie majętna.
Obserwuj wątek
    • lauren6 Re: która ematka nie miała własnego pokoju? 15.06.20, 13:20
      Miałam własny pokój dopiero jako nastolatka.
      Uważam, że i tak nie miałam źle. W swoim otoczeniu miałam wiele rodzin jak Borejkowie: kilka pokoleń w jednym mieszkaniu, dzieci w pokoju z rodzicami. W dzisiejszych czasach takie warunki są pewnie określane jako skrajna bieda.
      • piesiedwa Re: która ematka nie miała własnego pokoju? 15.06.20, 13:49
        To jak ja. W szkole mi dokuczano za dobre oceny i zbytnia chudosc. Rodzice byli zapracowani, nie przelewalo sie. Rodzina wielodzietna.
        Moj maz podobnie.
        Wybilismy sie na tle rodziny, rodzenstwa. Znacznie odstajemy. Dlatego ucze moje dzieci pokory i pracy, szacunku. I jak to sie ma do tego watku o uprzywilejowanych. Uwazam ze moje zaslugi to ciezka praca, moje swiadomie decyzje, zycie w moich rekach. Nie czekalam az ktos/ cos mi pomoze.
        Gwiazdy ze szkoly czy studiow zyjace za pieniadze rodzicow obecnie juz tak dobrze sie nie maja.
    • mooimeisje Re: która ematka nie miała własnego pokoju? 15.06.20, 13:24
      Ja nie mialam wlasnego pokoju i z pespektywy oceniam to bardzo negatywnie. Kazdy czlowiek powinien miec wlasna przestrzen, ktorej nie musi dzielic z kims innym (no chyba, ze tego nie potrzebuje, znam takich co w piatke sie w jednym pokoju chowali i nie narzekali). U mnie byl problem bo wraz z siostra stanowimy totalne przeciwienstwa, jak ogien i woda. Juz we wczesnym dziecinstwie o ile bawilysmy sie super, to np. porzadek stanowil ogromnyh problem, bo ja choc pedantka nie jestem to lubilam miec w miare uporzadkowana przestrzen a moja siostra po dzien dzisiejszy tylko swoja obecnoscia wnosi spustoszenie. Potem wyszlo, ze mamy innym rytm dobowy, ja lubilam czytac wieczorami a ona nie itp.
      Takie rzeczy rodzily nieustanne konflikty. Dlatego od zawsze wiedzialam, ze nigdy czegos takiego wlasnym dzieciom nie zrobie. Wolalabym dziecku oddac wlasna sypialnie a sama spac w salonie niz pozwolic sie gniesc dwojce czy trojce w jednym pokoju.
    • princy-mincy Re: która ematka nie miała własnego pokoju? 15.06.20, 13:25
      Dlugi czas nie mialam i bardzo sie cieszylam, gdy w koncu dostalam jako pozna nastolatka swoj pokoj.
      Taki urok mieszkania w PRLowskim bloku.
      Czy jakos wplynelo? Trudno powiedziec, bo nei mam porownania jakby to bylo, gdybym od zawsze miala swoj pokoj. Zreszta nie bylo tak zle, bo pokoj dzielilam z niewiele mlodsza siostra a byly rodziny, gdzie w malym pokoju mieszkala trojka dzieci (w tym rodzenstwo mieszane) a w wiekszym rodzice z babcia lub jesli mieszkanie bylo 3-pokojowe to babcia zajmowala najmniejszy pokoj. Mialam kolezanke mieszkajaca w kawalerce i lekcje robila przy lawie (stolu nie bylo) a spala w kuchni (rodzice rozkladali jej lozko polowe) i tak do 12 rz.
      • black_halo Re: która ematka nie miała własnego pokoju? 16.06.20, 10:45
        Mi kolega opowiadal, juz w Belgii, ze po rozwodzie jego matka zwiazala sie z wdowcem, ktory mial takze trojke dzieci. Tak wiec nagle zrobila sie rodzina z szostka dzieci a potem rodzice dorobili sie kolejnej dwojki, juz wspolnej. Mieszkali dosc duzym domu, 4 sypialnie ale jedna byla dla rodzicow i najmlodszej dwojki, jedna dla babci, ktora pomagala zajmowac sie dziecmi jak rodzice byli w pracy a pozostala szostka zostala rozdzielona na dwa nieduze pokoje wg. plci - dwie przyrodnie siostry dostaly mniejszy pokoj, on dzielil pokoj z trojka braci, z ktorych najmldoszy szedl do postawowki jak on byl jakos w polowie liceum. Jak latwo zgadnac tuz studiach wyprowadzil sie i jak wspominal - przez pierwsze dwa lata nie zaprosil do domu nawet jednej osoby.
    • panna_krolik Re: która ematka nie miała własnego pokoju? 15.06.20, 13:30
      Do 8 roku życia mieszkałam z rodzicami i siostrą w jednym pokoju, w mieszkaniu ok 30m2. Rodzice spali na rozkładanej wersalce, ja z siostrą na półkotapczanie, każda z nas mała poduszkę po innej stronie leżanki. Kompletnie nie pamiętam, żeby mi było ciasno. Wręcz przeciwnie, pamiętam jakąś bardzo dużą szafę i schowek za zasłonką, gdzie chowałam się w zabawie w chowanego. Gdy jako studentka wyprowadziłam się do samodzielnego mieszkanka o takim samym metrażu i układzie, nie mogłam uwierzyć, że kiedyś mieściłam się w takim w 4 osoby, bo nawet dla jednej wydawało mi się ciasne i klaustrofobiczne.
      Nie mam więc traumy, bardziej może moi rodzice wink
      Od 8 roku życia natomiast zawsze miałam już swój pokój, królestwo zamykane na klucz i bardzo ceniłam sobie prywatność. Od dorosłości brakuje mi tego, bo choć mieszkanie mam spore, to najpierw każde pomieszczenie dzieliłam z małżonkiem, nie miałam swojego prywatnego, choćby małego pomieszczonka, a teraz wszędzie kręci się syn, nie mowy o pełnej prywatności (układ mieszkania nienajlepszy, bo mój pokój jest teraz niestety przechodni).
    • joaz Re: która ematka nie miała własnego pokoju? 15.06.20, 13:30
      Ja swój pokój miałam od I klasy liceum- po przeprowadzce z 2 pokojowego mieszkania (przejściowe pokoje i kuchnia) do 3 pokojowego- każde pomieszczenie z osobnym wejściem. Wspólny pokój dzieliłam z młodszym o 5,5 roku bratem. Z powodu braku miejsca z mieszkaniu całe życie towarzyskie toczyło się w większości na dworze, nawet zimą. W wolnym czasie wolnym jeździliśmy na sankach (mieliśmy super górkę na osiedlu) lub na łyżwach- sami robiliśmy lodowisko na boisku.
    • rozwiane_marzenie Re: która ematka nie miała własnego pokoju? 15.06.20, 13:38
      Nie miałam własnego pokoju, niestety. I wspominam to źle.
      W tamtych czasach to jednak było typowe, większość moich znajomych dzieliła pokój z rodzeństwem albo z rodzicami i chyba dlatego teraz raczej dbamy o to, żeby każde dziecko miało swój pokój. Przynajmniej tak wynika z moich obserwacji.
      • swiecaca Re: która ematka nie miała własnego pokoju? 15.06.20, 14:02
        rozwiane_marzenie napisała:

        > Nie miałam własnego pokoju, niestety. I wspominam to źle.
        > W tamtych czasach to jednak było typowe, większość moich znajomych dzieliła pok
        > ój z rodzeństwem albo z rodzicami i chyba dlatego teraz raczej dbamy o to, żeby
        > każde dziecko miało swój pokój. Przynajmniej tak wynika z moich obserwacji.

        jak teraz się nad tym zastanawiam, to moi najbliżsi koledzy mieszkający na gigantycznym PRLowskim osiedlu jednak mieli własny pokój. mieszkania miały 2-4 pokoje. sporo było jedynaków (pewnie z powodów mieszkaniowych). często rodzice spali w dużym pokoju a wszystkie sypialnie oddawali dzieciom. w jednej rodzinie gdzie była trójka dzieci rodzice zrobili przebudowę i starczyło na 4 maleńkie sypialnie. u mnie były 3 pokoje ale rodzice mieli swoją sypialnię a ja mieszkałam z bratem. do tego jak małżeństwo moich rodziców się rozpadało to tata spał w dużym pokoju a mama w sypialni a my z bratem dalej razem...
        • bertie Re: która ematka nie miała własnego pokoju? 15.06.20, 15:07
          Ja też to pamiętam, że w mieszkaniach nie było "pokojów dziennych". Był pokój rodziców i pokój dzieci. Zwykle rodzice mieli ten większy, ale miałam też koleżankę, która z bratem dostała duży pokój, a rodzice mały. Ja dzieliłam pokój z dwójką młodszych braci i do 10 roku życia nawet tego źle nie wspominam. Fajnie było z kim pogadać, zanim się zasnęło. Z moich rówieśników większość dzieliła pokój z rodzeństwem, więc wtedy nawet nie miałam wizji, że mogłabym mieć swój pokój.
          • solejrolia Re: która ematka nie miała własnego pokoju? 15.06.20, 19:30
            U nas właśnie był pokój dzienny. Tyle, ze był przechodni i przylegał do kuchni (też przechodniej).
            W pokoju dziennym był telewizor, i tam spali rodzice.
            Najfajniejszy był tzw. stołowy, z osobnym wejściem, obok łazienki, duży, i przestronny. A na końcu mały pokoik, ten całe dzieciństwo zajmowałam ze starszą siostrą . Źle wspominam mieszkanie razem siostrą, inne charaktery i duża różnica wieku).
            Jak byłam nastolatką zajęłam pokój stołowy, i to było super.
    • snajper55 Re: która ematka nie miała własnego pokoju? 15.06.20, 13:39
      Własny pokój? Dopiero gdy miałem 16 lat i przeprowadziliśmy się do 2-pokojowego mieszkania w blokach na Bródnie. Wcześniej mieszkaliśmy w starej kamienicy na Woli bez ciepłej wody, CO, gazu i łazienki, gdzie był praktycznie jeden pokój i kuchnia. Gotowało się na kuchni węglowej i grzało piecem na węgiel przynoszonym w wiadrze na 4 piętro z piwnicy.

      Jak to na mnie wpłynęło? Może bardziej doceniam to co mam teraz?

      S.
      • 21mada Re: która ematka nie miała własnego pokoju? 15.06.20, 13:50
        Snajper, czy nie miałbyś ochoty napisać książki - wspomnień ze swojego dzieciństwa? Jak ja lubię czytać takie wspomnienia, o tym wnoszeniu wiadra na czwarte piętro... Ech!
        Czy chodziliście do WC w podwórzu i myliście się w soboty w miednicy w kuchni za zasłonką?
        Off topic, ale możecie polecić jakieś ciekawe książki o życiu w latach 50-70?
        • jakis_wolny Re: która ematka nie miała własnego pokoju? 15.06.20, 14:17
          21mada napisała:

          > Snajper, czy nie miałbyś ochoty napisać książki - wspomnień ze swojego dziecińs
          > twa? Jak ja lubię czytać takie wspomnienia, o tym wnoszeniu wiadra na czwarte p
          > iętro... Ech!
          > Czy chodziliście do WC w podwórzu i myliście się w soboty w miednicy w kuchni z
          > a zasłonką?
          > Off topic, ale możecie polecić jakieś ciekawe książki o życiu w latach 50-70?

          Ja jestem z lat 80-tych i dokładnie w takich warunkach dorastałam 🙈na szczęście większość moich kolegów tak miała,więc nie czułam się jakoś wyobcowana.
          • bertie Re: która ematka nie miała własnego pokoju? 15.06.20, 14:50
            A ja w latach 90-tych miałam pecha przeprowadzić się do starego domu babci na odludziu. Przez ok. rok wodę się nosiło z naturalnego strumyczka kilkaset metrów od domu (my dzieci w kance kilku-litrowej), wychodek był w dobudówce, ale mocno zimny, stare piece bardziej dymiły niż grzały, prąd regularnie wysiadał. Paskudny czas, jedyny plus, że to było zanim byłam nastolatką. Nikt z moich rówieśników nie miał takich słabych warunków wtedy, bo region raczej zamożny. Tylko moja rodzina nie przemyślała tej przeprowadzki. Zakładam, że chcieli aby dzieci nie musiały zmieniać szkoły w środku semestru, a problemu z remontem nie przewidzieli... Do dziś mam nawyk oszczędzania wody i nigdy w życiu z własnej woli nie zamieszkam w budynku bez C.O. oraz w domu/mieszkaniu do remontu.
        • snajper55 Re: która ematka nie miała własnego pokoju? 15.06.20, 15:19
          21mada napisała:

          > Snajper, czy nie miałbyś ochoty napisać książki - wspomnień ze swojego dziecińs
          > twa? Jak ja lubię czytać takie wspomnienia, o tym wnoszeniu wiadra na czwarte p
          > iętro... Ech!
          > Czy chodziliście do WC w podwórzu i myliście się w soboty w miednicy w kuchni z
          > a zasłonką?
          > Off topic, ale możecie polecić jakieś ciekawe książki o życiu w latach 50-70?

          Nigdy nie myślałem o napisaniu wspomnień. Wydawało mi się, że wszyscy pamiętają te czasy, bo wszyscy w nich żyli. To takie egocentryczne spojrzenie, mierzenie swoją miarką. Ale wspomnienia piszą zwykle ci, w których życiu działo się coś ciekawego. A u mnie? Szkoła, rodzice, druga szkoła, koledzy, dziewczyny, studia... Standard. smile

          Nie. Wucecik był w mieszkaniu, Z oknem na kuchnię. Takim oknem wysoko pod sufitem. Wysoko, bo i mieszkanie nie było jakąś klatką w bloku, tylko miało przyzwoite 4 m wysokości. A jaka choinka w nim się mieściła... smile Ale wysokość miała i swoje wady. Zimą przez nieszczelne okna wiało zimnem i jeden piec nie dawał rady aby tą ilość powietrza przyzwoicie ogrzać.

          A myliśmy się nie w miednicy tylko w balii, w której prało się na tarze, zanim nastała Frania. W epoce Frani balia służyła już tylko do mycia.

          S.
          • ichi51e Re: która ematka nie miała własnego pokoju? 16.06.20, 12:55
            Balia to i tak luks. U mojej babci byl dziwny wynalazek - piec na wegiel ktory grzal wode do wanny. Chyba tylko raz w zyciu widzialam zeby ktos sie w tej wannie wykapal, pamietam ciotke na kolanach jak rozpala pod ta wanna. w swieta trzymali tam karpie. Na wannie byla metalowa rama w niej kolisty otwor w niego wkladalo sie miske. Wode do miski grzalo sie na gazie w kuchni. Potem trzeba bylo gar przeniesc, wlac wode do miski i dolac zimnej. I umyc cie w tym.
    • sabina211 Re: która ematka nie miała własnego pokoju? 15.06.20, 13:39
      Miałam od 16 roku życia (od 2 kl LO), za to duży i z osobnym wejściem (tzn wejścia były dwa, ale jedno prowadziło tylko do mojego pokoju.) Wcześniej mieszkaliśmy w 5 osób w 30-metrowym mieszkanku, więc własne biurko i łóżko (składane) było szczytem możliwości przestrzennych. Bardzo się cieszyłam z przeprowadzki i własnej przestrzeni. Tak od 7-8 klasy nieraz ciasnota mi doskwierała, ale nie sądzę, żeby miało to na mnie jakiś istotny wpływ, zwłaszcza że wiele osób mieszkało w podobnych warunkach
    • daniela34 Re: która ematka nie miała własnego pokoju? 15.06.20, 13:49
      Miałam od trzeciego roku życia, natomiast wcześniej mieszkaliśmy przez jakiś czas w dwóch pokojach w pięć osób (w weekendy w 6), a jeszcze wcześniej (ale to jako niemowlę)- mieszkałam w jednym pokoju z rodzicami. Ale tego nie pamiętam, więc wpływu na mnie nie miało.
      Natomiast mam w otoczeniu dziewczynę, która mieszkała w jednym pokoju z 4 rodzeństwa. Znam ich nieźle wszystkich. Z zewnątrz nie widać negatywnego wpływu, bardzo dobrze wykształceni, mądrzy, sympatyczni, poukładani ludzie. Ale oczywiście z zewnątrz nie widać wszystkiego.
      • swiecaca Re: która ematka nie miała własnego pokoju? 15.06.20, 13:57
        ja też znam taką osobę , która się wybiła z wielodzietnej, biednej rodziny. z zewnątrz super, ale jak poznać bliżej to na nią mocno wpłynęło. ogromny lęk o utratę dochodów a jednocześnie godzi się na pracę poniżej kwalifikacji i możliwości albo za stawkę mocno zaniżoną w stosunku do rynku.
        • daniela34 Re: która ematka nie miała własnego pokoju? 15.06.20, 14:26
          Tu tego lęku czy pracy poniżej kwalifikacji nie widać,być może są inne problemy, głębiej ukryte. Nie wiem. Generalnie, patrząc z zewnątrz, mimo trudnych warunków lokalowych to była super rodzina i fantastyczni rodzice, tyle że akurat dorastanie dzieci przypadło u nich na kiepski czas.
            • daniela34 Re: która ematka nie miała własnego pokoju? 15.06.20, 18:52
              Nie. Moim zdaniem nie ma. I nie sądzę, żeby musiał być. Natomiast mimo wszystko, choć dobrze ich znam, to patrzę z zewnątrz i stąd to moje zastrzeżenie, że może coś być, czego ja nie dostrzegam. Coś o czym tu piszą niektóre forumki- np.lęk przed naruszeniem przestrzeni. Ale to jest takie zastrzeżenie "z ostrożności procesowej" bo dla mnie oni są właśnie przykładem rodziny wielodzietnej, niezamożnej, która miała naprawdę trudne warunki, ale dzieciom dała poczucie bezpieczeństwa, miłość i całkiem spory "kapitał kulturowy" (cudzysłów, bo nie lubię nadużywania tego określenia na forum)
      • swiecaca Re: która ematka nie miała własnego pokoju? 15.06.20, 14:06
        maly_fiolek napisała:

        > Swój własny pokój miałam tylko przez 4 lata liceum. Wpływ pro-społecznie pozyty
        > wny, dogaduję się, lubię towarzystwo smile, mam większą tolerancję na innych w swo
        > im otoczeniu.

        a może to jednak niekoniecznie wpływ braku własnego pokoju, tylko cecha wrodzona. ja bardzo potrzebuję samotności a rzadko mam możliwość pobyć sama i tak sobie myślę że to może dlatego, że nie miałam swojego kąta, ale może być też tak że taka po prostu jestem.
    • maly_fiolek Re: która ematka nie miała własnego pokoju? 15.06.20, 14:09
      Przez większość życia nie miałam swojego pokoju, za wyjątkiem 4 lat liceum. Najpierw mieszkałam z starszą siostrą, potem w akademiku z dwiema koleżankami smile. Potem z chłopakiem/mężem.
      Chyba dzięki temu jestem bardziej tolerancyjna i towarzyska, no i doceniam to co mam.
    • alpepe Re: która ematka nie miała własnego pokoju? 15.06.20, 14:12
      Ja. Wpłynęło to na mnie negatywnie, ale dlatego, że moi rodzice kompletnie nie mieli pojęcia, jak zagospodarować trzypokojowe mieszkanie. Było, minęło, z pewnymi rzeczami zmagam się do dzisiaj, ale nie chcę pisać dokładniej, o co konkretnie chodzi.
      • znowu.to.samo Re: która ematka nie miała własnego pokoju? 15.06.20, 15:21
        Moja matka a w zasadzie oboje rodzice byli syfiarzami. I to przeszkadzało mi bardziej niż brak pokoju. Zawsze panował u nas taki bałagan, że mnie dziecku wstyd było zaprosić kogokolwiek z klasy. Nie zapomne jaką mine miał raz sąsiad, wtedy 10 lat, kiedy przypadkowo po coś przyszedł. Oczy miał jak 5 zł i minę, jakby co najmniej znalazł się na marsie. Sama nie bardzo wiedziałam jak się za jakiekolwiek porządki zabrać.
        A u innych nawet jeśli było ubogo to chociaż czyściutko
    • nowabiala1 młodość w peerelu :) 15.06.20, 14:14
      Do końca V klasy mieszkałam z mamą (m.samotna) w pokoju słuzbowym (wspólne wc i łazienka dla całego "hotelu pielęgniarskiego"

      Od 12 roku zycia w kawalerce 24 m2. Stołowałysmy się w stołówce sanatoryjnej. Koleżanki przyjmowałam w tej właśnie kawalerce.

      Liceum - internat, potem studia 4 osoby na pokój, łazienka wspólna na jedno pietro, stołówka studencka.
      Życie towarzyskie kwitło.

      Od 26 roku zycia wlasne z mężem mieszkanie 36m2 w którym wychowalismy troje dzieci.

      Wpłyneło to na mnie, że cenię to, co mam, nie marudzę, że samochód nie pasuje mi do szpilek.

      1990 koniec PRL - przeprowadzka na mieszkanie 76 m2, trzy sypialnie



      > i jak to oceniacie po latach, wpłynęło jakoś na was?
      >
      > na marginesie dyskusji o uprzywilejowaniu. ja się uważam raczej za uprzywilejow
      > aną ale nie miałam swojego pokoju. dzieciństwo w PRLowskich blokach mimo że rod
      > zina była względnie majętna.
    • bertie Re: która ematka nie miała własnego pokoju? 15.06.20, 14:17
      Własny pokój miałam dopiero po studiach, jak go sobie sama wynajęłam... w domu rodzinnym dzieliłam duży pokój z dwójką młodszych braci. I gdy z tym starszym nie miałam problemu, bo miał asertywność na poziomie 0 i ja nim rządziłam, to z młodszym miałam ciężkie przejścia, bo nigdy nie sprzątał, miał przesunięty tryb spania w porównaniu ze mną, do tego wieczne kłótnie o dostęp do tv. Tego młodszego brata polubiłam bardziej dopiero na studiach, gdy widzieliśmy się tylko w dni wolne, a starszego mi żal, bo nie wiem czy jego słaba asertywność także w dorosłym życiu to w części nie efekt mojego traktowania w dzieciństwie...

      W dorosłym życiu jeden pokój dzieliłam ze swoim partnerem tylko raz - po kilku tygodniach nie byliśmy już parą. W drugim i jak na razie ostatnim związku zawsze mieliśmy minimum 2 pokoje, tak aby każdy mógł iść spać kiedy chce (ja skowronek, on sowa). Teraz mamy nawet dwie sypialnie, bo ja mam sporą nadwrażliwość na dźwięki i jak się obudzę w nocy to potem mam duże problemy z zaśnięciem jak ktoś obok oddycha (nawet nie musi chrapać wink. Więc biorę poduszkę i się eksmituję do sypialni nr 2.
      • bovirag Re: która ematka nie miała własnego pokoju? 15.06.20, 21:27
        A ja z siostra miałyśmy od zawsze osobne pokoje pomimo 18 miesięcznej różnicy wieku. Dla rodziców to była świętość, żeby każde dziecko miało swój pokój. Pomimo naszych sprzeciwów nie zgodzili się na dzielony pokój wiec musiałyśmy być oddzielone. Żałujemy tego do dziś. Umknęły nam nocne rozmowy, pogaduchy, trzymanie sztamy. Myślę, że nasze stosunki choć poprawne, mogłyby być lepsze gdyby nam dano możliwość współpracowania i dotarcia się wzajemnie.
        Z moimi osobistymi dziećmi to jest tak, ze każde z nich miało możliwość mieć oddzielny pokoj. Najstarszy mieszkal zawsze sam( juz z nami nie mieszka), natomiast sredni z córką najmłodsza zawsze mieszkali razem z wyboru. Do dziś pokoj, który corka traktuje jako skład rzeczy różnych, czeka aż ona się tam wprowadzi. Oni oboje za sobą przepadają, sa bardzo blisko, jak bliźniaki normalnie. I jakoś tak nie maja potrzeby przeniesienia jednego łóżka do pustego pokoju. Tego im wręcz zazdroszczę.
        • mooimeisje Re: która ematka nie miała własnego pokoju? 15.06.20, 22:27
          bovirag napisała:

          cyt. musiałyśmy być odd
          > zielone. Żałujemy tego do dziś. Umknęły nam nocne rozmowy, pogaduchy, trzymanie
          > sztamy. Myślę, że nasze stosunki choć poprawne, mogłyby być lepsze gdyby nam d
          > ano możliwość współpracowania i dotarcia się wzajemnie.

          Nocne rozmowy mozna miec i bez wspolnego pokoju. Od czasu do czasu mozna bylo przeciez przespac sie u siostry w razie potrzeby pogaduchowej. Trzymanie sztamy jest albo nie ma i wspolny pokoj nie jest do tego absolutnie konieczny. Masz mocno romantyczne podejscie wynikajace z faktu, ze nie doznalas przykrych okolicznosci dzielenia pokoju z rodzenstwem. Dzieki rodzicom. Madrych rodzicow masz.

          • milupaa Re: która ematka nie miała własnego pokoju? 15.06.20, 23:18
            Tak źle i tak nie dobrze smile
            Ja dzieliłam w czasach PRL pokój z siostra o 5 lat mlodsza. Bylo ciekawie bo pokój podzieliliśmy na pół regalem a ponieważ moja siostra była bałaganiara (jest do dziś ) to pół pokoju zwykle był syf a pół posprzątane big_grin W wieku ok 15 lat wymusilam na rodzicach aby oddali mi swoją sypialnię na pokój w końcu. No i było lepiej smile Myske ze w wieku nastoletnim już nie chce się z nikim dzielić pokoju i lepiej mieć oddzielny. Jakiejś traumy nie mam ale spokojnie mogła bym od początku mieszkać sama w pokoju. Nic na pewno bym nie straciła.
          • 3-mamuska Re: która ematka nie miała własnego pokoju? 16.06.20, 15:37
            mooimeisje napisał(a):

            > bovirag napisała:
            >
            > cyt. musiałyśmy być odd
            > > zielone. Żałujemy tego do dziś. Umknęły nam nocne rozmowy, pogaduchy, trz
            > ymanie
            > > sztamy. Myślę, że nasze stosunki choć poprawne, mogłyby być lepsze gdyby
            > nam d
            > > ano możliwość współpracowania i dotarcia się wzajemnie.
            >
            > Nocne rozmowy mozna miec i bez wspolnego pokoju. Od czasu do czasu mozna bylo p
            > rzeciez przespac sie u siostry w razie potrzeby pogaduchowej. Trzymanie sztamy
            > jest albo nie ma i wspolny pokoj nie jest do tego absolutnie konieczny. Masz mo
            > cno romantyczne podejscie wynikajace z faktu, ze nie doznalas przykrych okolicz
            > nosci dzielenia pokoju z rodzenstwem. Dzieki rodzicom. Madrych rodzicow masz.
            >


            Wiesz jeśli są oddzielne pokoje to dużo mniej czasu spędza się z rodzeństwem.
            Ze wszyskich trzeba iść zapukać.
            Do tego czasem rodzice gonia do łóżek bo już późno i nie ma siedzenia u siostry.
            Każą wyłączyć światło i iść spać. Razem w pokoju zawsze można po cichu rozmawiać.

            Poza tym myśle ze do 8-10 roku życia jeśli nie jest doza różnica wieku ,(a tu była doskonała 18 miesięcy) to fajnie jest mieć pod bokiem siostrę czy brat brata.
            Oczywiście nikt nie mówi o 8 latce i 1-2 latki razem. Bo to wtedy trzeba rozdzielać.

            Moje mieszkały ze sobą po trochę i widzę ze czasem jedno do drugiego idzie i gadają śmieją się jak za starych czasów.
        • volta2 Re: która ematka nie miała własnego pokoju? 16.06.20, 15:17
          bardzo dziwne, moje dzieci dostały swoje pokoje jak miały 6 i 8 lat, więc wybrali że w jednym śpią i tam były 2 urocze łóżka z szafkami nocnymi, a w drugim mieli zabawki i tam spędzali dnie na układaniu lego - nie musieli sprzątać codziennie, tylko klocki czekały na kontynuację zabawy.

          potem na kilka lat wrócili do mieszkania we wspólnym pokoju i dopiero jako gimnazjalista starszy dostał swój pokój na wyłączność(młodszy siłą rzeczy też)
        • 3-mamuska Re: która ematka nie miała własnego pokoju? 16.06.20, 15:32
          bovirag napisała:

          > A ja z siostra miałyśmy od zawsze osobne pokoje pomimo 18 miesięcznej różnicy w
          > ieku. Dla rodziców to była świętość, żeby każde dziecko miało swój pokój. Pomim
          > o naszych sprzeciwów nie zgodzili się na dzielony pokój wiec musiałyśmy być odd
          > zielone. Żałujemy tego do dziś. Umknęły nam nocne rozmowy, pogaduchy, trzymanie
          > sztamy. Myślę, że nasze stosunki choć poprawne, mogłyby być lepsze gdyby nam d
          > ano możliwość współpracowania i dotarcia się wzajemnie.
          > Z moimi osobistymi dziećmi to jest tak, ze każde z nich miało możliwość mieć od
          > dzielny pokoj. Najstarszy mieszkal zawsze sam( juz z nami nie mieszka), natomia
          > st sredni z córką najmłodsza zawsze mieszkali razem z wyboru. Do dziś pokoj, kt
          > óry corka traktuje jako skład rzeczy różnych, czeka aż ona się tam wprowadzi. O
          > ni oboje za sobą przepadają, sa bardzo blisko, jak bliźniaki normalnie. I jakoś
          > tak nie maja potrzeby przeniesienia jednego łóżka do pustego pokoju. Tego im w
          > ręcz zazdroszczę.



          Ja tez tak uważam ze dzieci do pewnego wieku powinny buc razem.
          Uczas się tolerancji odstawiania się czasem do drugiej osoby.

          Myśle ze każde doświadczenie w życiu na coś się przydaje.
          Przychodzi wiek ze człowiek sam chce mieć więcej przestrzeni. Ale przecież małe dzieci nie lubią być same w pokoju.

          Nawet przychodzą do rodziców noc w nic bądź długofalowe z rodzicami.

          Myśle ze każdy wiek na swoje prawa.
          Moje tez najpierw starsze ze średnim były razem, potem a najmłodsze z nami.
          Potem starsze dostało swój a młodsza dwójka była razem. Teraz każde ma swój pokój.

          Myśle tez ze dużo zależy od rodziców.
          Ostatnio obserwowałam bardzo fajna scenę, 2 dziewczynki na około 2-3/4 latka.
          Młodsza chciała zabawkę starszej ,starsza się nie bawiła tylko zabawka byłam mamy w torebce.
          I wiele mam by dało pewnie ,żeby młodsze uciszyć w autobusie żeby mieć spokój ,itp. A mama zapytała starsza czy może, starsza się wąchała ale dała, a mama zaproponowała ze teraz może pobawić się zabawka młodszej.
          Starsza wzięła na chwilę i oddała wolał odpalać świat z wysokości piętrowego autobusu.
          Widać ze młode są przyzwyczajone bo młodsze czekała z wyciągnięta rączka ,ale nie robiła awantury.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka