Dodaj do ulubionych

Włoska robota czyli afera ze żłobkiem

24.06.20, 11:27
W związku z tym, że pandemia we Włoszech zaczyna już ustępować włoski rząd zezwolił na powrót dzieci do żłobków i przedszkoli pod postacią tzw. letnich centrów lub ośrodków (centri estivi, nie wiem jak to ładnie ująć). Tak więc jakiś czas temu spółdzielnia zarządzająca żłobkiem przesłała do rodziców tę informację z prośbą o podanie nazwisk dzieci, które miałyby uczestniczyć. Zero informacji o kosztach, więc wszyscy byliśmy przekonani, że ceny będą takie jak do tej pory z możliwością otrzymania pieniężnego wsparcia z włoskiego ZUS niezależnie od sytuacji pracowej rodziców (tak funkcjonowało do tej pory). Zgodzili się prawie wszyscy (w tym ja), tak więc spółdzielnia zrekrutowała nowe przedszkolanki i przesłała nam ostateczną informację o zapisach z podanymi cenami. Okazało się, że ceny są cztery razy wyższe, a pomoc z ZUS przysługuje jedynie rodzicom pracującym (muszą pracować oboje, nie wystarczy jeden) i to po jakimś czasie, czyli trzeba wyantycypować koszty. Wobec tego praktycznie wszyscy (wraz ze mną) wycofali się. No i powstała afera, bo okazało się, że te nowo zrekrutowane przedszkolanki zawarły już umowy ze spółdzielnią, a tu okazało się, że jednak nie będą miały pracy wobec braku chętnych. I teraz one "walczą" ze spółdzielnią, bo słusznie chcą pracy na obiecanych im warunkach, a spółdzielnia nie ma jak im tego zapewnić (nie ma dzieci, nie ma pieniążków), a spółdzielnia próbuje jeszcze coś ugrać z rodzicami, jakkolwiek nie może zejść za bardzo z ceny, bo obejmuje ona koszt nowych przedszkolanek plus środki anti Covid (tak nam ogólnie przedstawiono). A rodzice stwierdzili, że jeśli mają tyle płacić, to lepiej użyć starej sprawdzonej i darmowej metody: dziadków (zza ich zgodą i często chęcią, bo wiele przez pare miesięcy nie miało kontaktu z wnukami), do tego z niektórymi rodzicami zaczęliśmy planować spotkania na gruncie prywatnym, by dzieci miały ze sobą kontakt. Jakkolwiek pozostaje pewien niesmak, bo to była ostatnia szansa na to by grupa mogła się spotkać razem (od września dzieci idą do przedszkola) plus do tej pory współpraca ze spółdzielnią układała się dobrze, a covid popsuł wszystko (rozumiem konieczność ponoszenia dodatkowych kosztów, ale to nie wina rodziców, że z powodu epidemii sporo osób straciło pracę, jest na zasiłku albo pracuje w mniejszym wymiarze i nie stać ich na taką cenę). Co sądzi o tym emama? Co zrobiłaby w tej sytuacji?
Obserwuj wątek

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka