Dodaj do ulubionych

Nastawienie na zmiany, ale jakie?

05.07.20, 13:45
Forum podczytuję od prawie dwóch lat, ale do tej pory wcale się nie udzielałam. Wiem, że poza jatkami, samochwalstwem i zdjęciami stóp oraz butów, można tu znaleźć naprawdę sensowne odpowiedzi na trudne i złożone życiowe pytania smile I właśnie z takim przychodzę. Ostrzegam, że będzie długo.

Jestem ze swoim TŻ od 4 lat, mamy po 34 lata. Układa nam się bardzo dobrze. Dogadujemy się we wszystkich najważniejszych i potencjalnie najbardziej konfliktogennych kwestiach. Chociażby finansowych. Dla przykładu mieszkamy w moim mieszkaniu, bo on swojego nie ma, ale za to on w całości opłaca czynsz, wszystkie media (w tym internet i telewizję) oraz chemię domową. Zakupy dzielimy po połowie. Planowaliśmy wstępnie na ten rok ślub, dle zamieszanie z tzw. epidemią pokrzyżowało nam plany, zdecydowaliśmy się przełożyć na za rok.

W międzyczasie, konkretnie to w zeszłym roku pojawiła się zawodowa szansa dla niego. Z wykształcenia jest biotechnologiem, specjalizuje się w sprawach związanych z obróbką ryb. W Polsce, wbrew pozorom i wyobrażeniom, to bardzo słabo płatne zajęcie (dla porównania, jak w urzędzie wojewódzkim zarabiam ze wszystkimi dodatkami o prawie jedną czwartą więcej niż on w zakładzie przetwórczym). No i w zeszłym roku miał okazję wyjechać w ramach swojego obecnego miejsca zatrudnienia na Islandię - jest tam ważny partner firmy, w której pracuje. Tak się złożyło, że szybko rozeznał jakie tam są możliwości i po powrocie podtrzymał kontakt z ludźmi poznanymi na miejscu.

W efekcie pod koniec lutego zwolnił się z pracy i na 4 miesiące wyjechał tam do pracy. Zbiegło się to z lockdownem. Pierwszego lipca wrócił. Jest zachwycony. Po pierwsze, w 4 miesiące zarobił więcej niż przez rok tutaj. Po drugie, dostał propozycję rocznego kontraktu z możliwością dowolnego przedłużenia, poczynając od końca października. Po trzecie, po prostu mu się tam podobało.

Mimo, że wrócił niedawno, odbyliśmy już 2 poważne rozmowy na ten temat i wynika z nich, że czekają mnie zmiany, tylko nie wiem jakie. On namawia mnie, na wyjazd razem z nim. Wynająć tu mieszkanie, pojechać tam z myślą, że jedziemy na stałe. Obiecuje pomoc w załatwieniu pracy. I tu pierwszy problem. Oboje jesteśmy realistami, więc wiemy, że będzie to praca fizyczna, prosta. Cudów nie ma. Na pewno lepiej płatna niż tutaj, ale na pewno ciężka, no i właśnie... nierozwijająca. Po drugie, lubię Skandynawię i w ogóle północne rejony, ale na maksymalnie miesiąc. Całego życia czy nawet roku tam nie widzę. Po trzecie, mam tu przyjaciół, bliską rodzinę (siostrę), z którymi mam częsty kontakt.

Oczywiście wszystko to powiedziałam. On doskonale rozumie. Stanęliśmy na stanowisku, że jednak zostajemy w Polsce, on postara się znaleźć tutaj pracę itp. Jego argumenty są naturalnie jasne. Obiektywnie nie ma szans na dobrą pracę tutaj, w ogóle na jakąkolwiek w zawodzie przynajmniej w tej chwili, czy de facto wegetacja, brak rozwoju, brak perspektyw. Mam wrażenie, że po tej rozmowie on zrobił dobrą minę do złej gry, zgodził się ze mną, zapewnił, że zostaje i będzie szukał pracy, ale całkowicie bez przekonania, ze sztucznym entuzjazmem. Co więcej, dzisiaj rano zapisał się na intensywny kurs islandzkiego 1 na 1 (3 razy w tygodniu). Poza tym non-stop utrzymuje kontakt na FB z pracodawcą islandzkim i kolegą z tego kraju, którego poznał na miejscu.

Wszystko wygląda trochę dla mnie tak, jakbym wymusiła na nim decyzję, on pozornie się zgodził, ale tak naprawdę przygotowuje się do wyjazdu i chce mieć teraz spokój, żeby ogarnąć wszystkie sprawy przed przeprowadzką. Z drugiej strony, zawsze był szczery i rozmawialiśmy o wszystkim, bez tajemnic, więc pisząc to, co powyżej mam poczucie, że może to moje urojenia, a on po prostu chce się rozwijać i np. planuje tylko wyjazd znowu na 3-4 miesiące (taką możliwość też obgadywaliśmy). Krótko, boję się bardzo, że go stracę i czuję od wczoraj koszmarną niepewność, pierwszy raz w życiu.

Jak to wygląda z perspektywy? To ja jestem przewrażliwiona i zbyt podejrzliwa, bez należnego zaufania, czy coś jest na rzeczy?
Obserwuj wątek
      • homohominilupus Re: Nastawienie na zmiany, ale jakie? 05.07.20, 14:06
        Dokładnie. Podpisuję się.
        Masz 100 % pewności, że to będzie tylko prosta praca fizyczna bez późniejszej możliwości awansu? Nie chce mi się wierzyć.
        Fajnie, że masz w Pl siostrę i przyjaciół. Tylko że w pewnym.momencie okazuje się, że każdy ma swoje życie i nie musicie być przyspawani do siebie a kontakt można też utrzymać na odległość.
        Ja bym jechała ale mnie w ogóle kręcą takie północne, zimne miejsca a Islandia jest moim podróżniczym marzeniem.
      • alatosia Re: Nastawienie na zmiany, ale jakie? 05.07.20, 17:24
        zazou1980 napisała:

        > Ja bym jechala i potraktowala to jako ciekawy eksperyment i okazje do podszlifo
        > wania angielskiego. Przez rok-dwa w PL nic cie nie ominie...

        Jest jeden problem. Moje odejście z pracy na rok = brak możliwości automatycznego powrotu i potencjalną konieczność szukania pracy od zera w Polsce. Tzn. pewnie bym coś znalazła, ale nie tak dobrze, jak mam teraz... A pisząc dobrze mam na myśli relację zarobków do prestiżu oraz atrakcyjności samej pracy.
        • jagoda2 Re: Nastawienie na zmiany, ale jakie? 05.07.20, 18:16
          Poproś o urlop bezpłatny. Nie palisz za sobą mostów i pracodawca raczej Ci nie odmówi, a w razie czego masz do czego wracać.
          Ja bym pojechała bez wahania - nawet, jeśli nie z ciekawości, chęci zmiany, przygody - to "za chłopakiem", z miłości - jak górnolotnie by to nie zabrzmiało wink
          Jesteś młoda, zdrowa (jak mniemam) - kiedy masz wywracać życie do góry nogami, jak nie teraz? Nawet nie wiesz, jak żałuję, że kiedyś zrezygnowałam z wyjazdu do GB, a było to ponad 25 lat temu. Moje życie mogło potoczyć się zupełnie inaczej i byłabym w zupełnie innym miejscu niż jestem obecnie.
          Jedź, zawsze możesz wrócić.
    • aerra Re: Nastawienie na zmiany, ale jakie? 05.07.20, 14:07
      A rozważałaś opcję, żeby chociaż spróbować tam? Bo faktycznie, jeśli on nie ma tu perspektyw (a może praca tam przez rok, czy dwa wpłynęłaby pozytywnie na jego perspektywy tutaj?) to może warto rozważyć? Bo twierdzisz, że ty tam mogłabyś znaleźć tylko pracę bez perspektyw i nie chcesz - on ma to samo tutaj...
      Może umówicie się, że wyjedziecie na rok, razem. I jak po tym roku nie bedzie ok, to wrócicie (aczkolwiek może ze ślubem bym poczekała do powrotu tongue_out).

      Ale zaznaczę, że obiektywna nie jestem, dziecko moje o Islandii marzy, ja też bym chętnie wyjechała, nawet na dłużej, a do tego mam znajomą, która pojechała na miesiac, a mieszka tam już 8 rok wink
    • mikams75 Re: Nastawienie na zmiany, ale jakie? 05.07.20, 14:13
      ja bym pojechala z pozytywnym nastawieniem, potraktowala jako przygode. Trzeba sie samemu przekonac jak sie gdzies zyje, decyzje co dalej mozna podjac pozniej. Ale nie jedz z nastawieniem, ze lubisz na miesiac a po miesiacu zaczynasz nienawidziec.
    • agonyaunt Re: Nastawienie na zmiany, ale jakie? 05.07.20, 14:18
      Z perspektywy wygląda to tak, że chcesz udupić faceta bo nie możesz się rozstać ze stołkiem, siostrą i przyjaciółmi. Nie wróżę dobrze takiemu układowi. A Ty też nie chcesz mieć w domu wiecznie sfrustrowanego męża.

      Ja bym wyjechała na ten kontrakt, jeśli nie wypali na dłużej, to przecież można wrócić albo szukać jeszcze innych opcji. Nie wiem dlaczego od razu zakładasz konieczność pracy fizycznej, w urzędzie teraz raczej nie sprzątasz, a na Islandii mają internet, więc wybadaj sobie możliwości pracy zdalnej dla jakiegoś korpo, na przykład.

      BTW gdzieś już czytałam podobny wątek, ten motyw z nauką języka pod wyjazd mi się kojarzy. Pisałaś gdzieś o tym?
    • ludzikmichelin4245 Re: Nastawienie na zmiany, ale jakie? 05.07.20, 14:18
      Moim zdaniem - im jesteśmy starsi, tym trudniej przeprowadza się poważniejsze zmiany życiowe (a zwłaszcza takie, które są ciekawym, ale jednak wyzwaniem). Ty masz dodatkowo ten komfort, że nie musiałabyś jechać sama oraz nie jechalibyście "w ciemno". Imo korzystaj, póki jesteście młodzi i bezdzietni. Zawsze można wrócić do Polski, gdy uznacie, że to nie dla Was.
      • leanne_paul_piper Re: Nastawienie na zmiany, ale jakie? 05.07.20, 14:28
        Dla mnie to też nie byłaby żadna gratka. A fizycznie nie mogę pracować, bo mi kręgosłup strzeli.
        Wszystko zależy od tego, czy autorka ma tam jakieś realne perspektywy rozwoju. Czy w ogóle będzie miała z kim podszkalać ten język, czy sa środki na kurs językowy, szanse na jakaś normalna pracę? Czy będzie tylko wegetować w domu.
        • mikams75 Re: Nastawienie na zmiany, ale jakie? 05.07.20, 16:02
          no widzisz, dla Ciebie bez pracy to wegetacja w domu a to wcale tak nie musi byc. Jesli facet jedzie na konkretny kontrakt, to zakladam, ze stac ich bedzie na kurs jezykowy.
          Ludzie roznie zaczynaja na emigracji i roznie sie ich losy ukladaja, nie trzeba sie bac "gorszej" pracy na poczatek. Znam jedna, ktora zaczela od podcierania dzieciom tylkow w zlobku i sprzatania tamze a po pewnym czasie juz byla szefowa nowej filii tego zlobka.
      • evolventa Re: Nastawienie na zmiany, ale jakie? 05.07.20, 14:41
        Miałam takie same wrażenia przy ostatnim podróży tam.... to znaczy jest to prześliczne miejsce, ludzie bardzo przyjaźni, spośród wszystkich obcokrajowców, Polonia jest najliczniejsza, ale nie chciałabym tam mieszkać. Organizatorka naszego wyjazdu mówiła, że dużym problemem dla Islandczyków jest brak słońca, zamożniejsze osoby przynajmniej 2 razy w roku wyjeżdżają, zwykle do Hiszpanii, żeby naładować akumulatory. Pochodną braku słońca jest, wedle jej słów, duży odsetek osób cierpiących na depresję i alkoholizm....
    • prezent_urodzinowy Re: Nastawienie na zmiany, ale jakie? 05.07.20, 14:25
      Hm. Hm. Hm.
      Jak dla mnie to co opisałas nie brzmi przyszłościowo. Jesteście ze sobą 4 lata i wciąż liczycie, co kto płaci, to raz. Jedzenie po połowie - dla mnie to bardzo jasno pokazuje, że wciąż nie dzielicie życia tak naprawdę... Dwa - nie chcesz zmieniać życia dla niego. I ok, w małżeństwie też bywa, że podejmuje się jednak decyzje, że nie jedziemy, zostajemy. Ale nie dlatego, że jedna ze stron ma tu przyjaciół i siostrę, tylko dlatego, że jakaś opcja jest DLA WAS jako całości lepsza. U Ciebie tego nie widzę. Przekładanie ślubu, czekanie jeszcze kolejnego roku po 4 latach "chodzenia", bo wirus... Dla mnie wszystko to brzmi bardzo jednoznacznie. Ale oczywiście jest to tylko interpretacja tych kilku akapitów, które napisałaś.

      Ja na twoim miejscu bym pojechala z nim na te Islandię i postarala się tam znaleźć fajną pracę.
      Myślę, że on i tak pojedzie, z Tobą czy bez Ciebie.
    • bistian Re: Nastawienie na zmiany, ale jakie? 05.07.20, 14:32
      alatosia napisała:

      > Jestem ze swoim TŻ od 4 lat, mamy po 34 lata. Układa nam się bardzo dobrze. Dog
      > adujemy się we wszystkich najważniejszych i potencjalnie najbardziej konfliktog
      > ennych kwestiach. Chociażby finansowych. Dla przykładu mieszkamy w moim mieszka
      > niu, bo on swojego nie ma, ale za to on w całości opłaca czynsz, wszystkie medi
      > a (w tym internet i telewizję) oraz chemię domową. Zakupy dzielimy po połowie.

      big_grin big_grin big_grin
      Tobie to pasuje, dla niego to fatalny układ. Mieszka w Twoim, dokłada do tego, powiększa Twój majątek i nie ma możliwości wybrania pracy, która jemu pasuje, za to musi pracować za słabe pieniądze tutaj w kiepskiej pracy.
      Mam nadzieję, że się chłop spakuje i wyjedzie.
      Praca fizyczna jest bardzo różna. Ja też pracuję fizycznie, pomimo ukończonych różnych kierunków. W zasadzie powinienem napisać "fizycznie", ponieważ do tego też trzeba mieć coś w głowie. Kondycyjnie mi to bardzo pasuje, zdrowotnie również, za nic nie zamieniłbym się na pracę biurową, chociaż mógłbym to zrobić.
      Islandia jest super, ale nie dla ludzi, którzy lubią słońce i bez słońca nie wyobrażają sobie życia, a jeszcze nienawidzą kosmicznych przestrzeni, ciągłego wiatru i deszczu padającego poziomo smile
    • trampki-w-kwiatki Re: Nastawienie na zmiany, ale jakie? 05.07.20, 14:41
      Dla mnie to byłaby tragedia, bo jestem osobą depresyjną i do tego, żeby trzymać się bez leków muszę mieć słońce, zieleń oraz mało deszczu. Poza tym moi rodzice wymagają już trochę pomocy i nie mogłabym ich zostawić, bo ich kocham, lubię się z nimi spotkać, a emigracja by mi to zabrała. Ale gdyby nie te powyższe sprawy, to bym się pisała na przygodę życia.
    • kosmos_pierzasty Re: Nastawienie na zmiany, ale jakie? 05.07.20, 14:44
      Pojechałabym i spróbowała, najwyżej bym wróciła. Mi się czasem marzy prosta fizyczna praca smile Ale szybko się otrząsam, jak widzę, jakie są zarobki w Polsce w takiej pracy i ile godzin ludzie pracują. Jednak w zamożniejszym kraju? Czemu by nie spróbować.
    • bertie Re: Nastawienie na zmiany, ale jakie? 05.07.20, 14:45
      Ja też bym rozważyła opcję wyjechania na próbę na rok. Najlepiej jakby się dało wziąć urlop bezpłatny w pracy, aby w razie czego było gdzie wracać. Mieszkanie można wynająć, więc odłoży się nawet jakaś poduszka finansowa. Zakładam, że w Islandii narzeczony będzie ponosił główne koszty (mieszkanie, opłaty), bo to w końcu jego kariera zyskuje. Sama bym poszła do pracy jaka się znajdzie, ale najlepiej na pół etatu - tyle, aby mieć na swoje wydatki, a resztę czasu poświęcić na naukę języka czy jakąś inną edukację. Pytanie też, jak wygląda wasz plan na rozwój rodziny - jeśli ma się w tym planie dzieci, to sytuacja się komplikuje - albo może upraszcza - Polki na emigracji mają podobno więcej dzieci niż w Polsce.
    • te_de_ka Re: Nastawienie na zmiany, ale jakie? 05.07.20, 15:28
      Ja bym zrobiła tak: postarałabym się o urlop w pracy, taki dłuższy, co najmniej kilka tygodni o ile to możliwie i bym się tam z nim wybrała ale nie z nastawieniem turystycznym tylko jak to się mówi, żeby pożyć. No i wtedy dopiero mogłabym zobaczyć, na czym ta zmiana by polegała, czy dam radę funkcjonować w tamtejszym klimacie i okolicznościach przyrody, czy stanę się częścią jakiejś community tzn. nawiążę jakieś kontakty czy nie, no i najważniejsze, czy i jaką naprawdę pracę znajdę albo nie znajdę w ciągu tego czasu oraz jakie mam realne perspektywy długoterminowe. Przy czym dla mnie taki rozsądny czas, żeby sprawdzić to, co wyżej napisałam, to by było kilka miesięcy, bo żeby planować swoje życie zawodowe na kolejnych dziesiąt lat, to trzeba znać język kraju, w którym się mieszka, a kilka miesięcy nauki to jednak minimum. Podoba mi się, że facet podszedł do wyjazdu bardzo aktywnie i uczy się języka. W niektórych krajach kursy językowe dla obcokrajowców nie są drogie (nie wiem, jak jest na Islandii) i na nauce języka bym się skupiła w pierwszej kolejności, gdy partner będzie w pracy. Może znajomi partnera, z którymi utrzymuje kontakty mogliby odpowiedzieć na pytanie, jakie masz szanse na kurs językowy na miejscu, który Cię nie zrujnuje finansowo?

      W sytuacji opisanej w starterze widzę jeszcze jeden ważny aspekt całego wydarzenia: czy ta para chce mieć dzieci? Ja z perspektywy dzieciatej osoby mogę powiedzieć tak: to jest niezwykle ważne, żeby umówić się, gdzie sie chce wychowywać swoje dzieci, bo jak już będą na świecie trudniej będzie migrować z nimi pomiędzy różnymi systemami szkolnymi z różnymi językami. Ale dopóki para nie ma dzieci, migracje wydają mi się o niebo łatwiejsze, bo albo kraj/miejsce zaspokaja moje potrzeby i daje radość albo korzyści są o wiele mniejsze niż rozczarowania i wtedy wiem na pewno, że to nie dla mnie albo po prostu nie da rady i wyjeżdżam. Wcale nie jest powiedziane, że wracam do Polski, kto raz się odważył, może odważyć się jeszcze raz a ludzie wytrwali i odważni mają większe szanse znaleźć swoje małe szczęście niż zachowawczy i bojaźliwi.
      • azjazameryki Re: Nastawienie na zmiany, ale jakie? 05.07.20, 16:00
        Moze moja historia Ci pomoże.... Prawie 10 lat temu miałam fajna pracę w Polsce, córkę lat 9 i męża. Niczego nam nie brakowało pod względem finansowym ( własne spore mieszkanie, auto, młoda w prywatnej szkole) przyjaciele i rodzina stosunkowo niedaleko chętna do pomocy. Bylo dobrze aż pojawiła się propozycja wyjazdu do Singapuru z pracy męża. Najpierw nie chciałam , bo to ja ryzykowałam najwięcej. W tamtym czasie mowiłam po angielsku 3 słowa i było wiadomo, że do pracy nie pójdę. Córka też nie chciała wyjechać. Mąż długo nas namawiał mówił, że młoda nauczy się angielskiego, że ja też pójdę na kurs, że podwiedzamy Azję. Pieniądze były kuszące z polskiej perspektywy. W końcu się zdecydowaliśmy z założeniem ,że wrócimy za dwa lata. Nie paliliśmy za sobą mostów. Ja wzięłam w pracy urlop bezpłatny na rok, młoda miała wrócić do swojej szkoły jakby coś nie wyszło lub do 4 klasy. Mieszkanie opuściliśmy jakbyśmy na urlop jechali. W Sin ja poszłam na intensywny angielski młoda do publicznej szkoły zupełnie innej niż polskie placówki. Nie wszystko było idealne. Zaliczyliśmy wzloty i upadki. Zmieniłam się ja, zmienił się mąż córka podrosła.. Znaleźliśmy w sobie cechy o które się nigdy nie podejrzewaliśmy. Zawarliśmy nowe przyjaźnie, pojezdzilismy po świecie. Do pracy poszłam dopiero po 5 latach od wyjazdu w zupełnie innym kraju. Zaczynałam karierę zawodową od zera będąc tuż przed 40. Nadal pracuje poniżej polskich kwalifikacji, ale za to po angielsku i nie na przysłowiowym zmywaku. Kocham swoją pracę i swoje obecne zycie. Nie wiem czy wrócę do Polski. Mieszkanie nadal na nas czeka, ale polskiego życia już nie ma. Przyjaźnie się posypały. Z rodziną mamy słabszy kontakt. Coś straciliśmy coś zyskaliśmy.
          • azjazameryki Re: Nastawienie na zmiany, ale jakie? 05.07.20, 19:50
            panna.nasturcja napisał(a):

            > Azja, piszesz wciąż? Bo blog amerykański umarł zanim się rozwinął, a szkoda.
            Nie nie pisze już. Stany to nie Singapur i życie po tej stronie oceanu nie zawsze było usłane różami. Kto chciałby czytać o rozczarowaniach, porażkach ? Zaczynałam tu od zupełnego zera w dodatku w mało przyjaznej atmosferze. Gdybym była sama zwiałabym stąd po pół roku, ale nie bylam. Mąż rozkręcał karierę, młoda odnalazła się w tym systemie rewelacyjnie, miała przyjaciół, ale zabroniła pisać o jej zyciu. Był moment ,że brak mi było chęci, pomysłu , motywacji. Skupiłam się na pracy. Mieszkamy w Stanach ciut ponad 5 lat ( 9 poza Pl) jesienią młoda idzie na studia ja dostałam zgodę na pisanie również o niej , więc kto co się jeszcze wydarzy?
            • panna.nasturcja Re: Nastawienie na zmiany, ale jakie? 05.07.20, 20:01
              Dzięki, że odpowiadasz.
              Rozumiem, że skoro nie było łatwo to trudniej pisać na luzie. No i córka też miała prawo nie chcieć. Dobrze, że już chce, może jednak coś będzie? W razie czego daj jakoś znać, dobrze?
              Trzymam kciuki i powodzenia życzę!
              Swoją drogą: na studia? To ile lat temu ja Cię zaczynałam czytać?!
              • azjazameryki Re: Nastawienie na zmiany, ale jakie? 05.07.20, 21:43
                panna.nasturcja napisał(a):

                > Dzięki, że odpowiadasz.
                > Rozumiem, że skoro nie było łatwo to trudniej pisać na luzie. No i córka też mi
                > ała prawo nie chcieć. Dobrze, że już chce, może jednak coś będzie? W razie czeg
                > o daj jakoś znać, dobrze?
                > Trzymam kciuki i powodzenia życzę!
                > Swoją drogą: na studia? To ile lat temu ja Cię zaczynałam czytać?! Z moich wyliczeń wynika ,że pewnie z 8 lat temu! Młoda ma 18 lat. Nadal kocha matmę, komputery, scrabble i debatę. W się niewiele się zmieniła no urosła ciutkę wink
              • azjazameryki Re: Nastawienie na zmiany, ale jakie? 05.07.20, 21:43
                panna.nasturcja napisał(a):

                > Dzięki, że odpowiadasz.
                > Rozumiem, że skoro nie było łatwo to trudniej pisać na luzie. No i córka też mi
                > ała prawo nie chcieć. Dobrze, że już chce, może jednak coś będzie? W razie czeg
                > o daj jakoś znać, dobrze?
                > Trzymam kciuki i powodzenia życzę!
                > Swoją drogą: na studia? To ile lat temu ja Cię zaczynałam czytać?!
        • alatosia Re: Nastawienie na zmiany, ale jakie? 05.07.20, 17:43
          Dzięki. Twoja wypowiedź najbardziej mi się podoba ze wszystkich, bez urazy dla pozostałych mądrych wpisów. Tak, masz rację: coś zyskujemy, coś tracimy. Ale ja mam za dużo do stracenia. Tak, chcę mieć dzieci. Tak, jestem teraz bardzo zadowolona z życia (faceta, pracy, otoczenia). Tak, sprawdzałam dokładnie co mnie czeka na miejscu: praca w kwiaciarni lub na lekkiej produkcji to najlepsze perspektywy. Nie, nie potrafię zniżyć się z poziomu głównej specjalistki, do (z całym szacunkiem) kwiaciareczki, czy baby z taśmy produkcyjnej, o zmywaku, sprzątaczce czy równie ponętnych perspektywach nawet nie wspominając. No sorry, ale nie. Nie mam też opcji wzięcia sobie urlopu na rok i sprawdzenia co i jak, co mi jasno zakomunikowali w pracy (jeszcze w zeszłym miesiącu badałam grunt... rozmowy i kontekst znałam już w czerwcu). Nigdy nie pracowałam fizycznie i nie potrafię tego robić, wiem, że bym się nie odnalazła. Tak naprawdę wściekła jestem, co wydawać się może paradoksalne, na Polskę! Na p**przony polski rynek pracy, że taki fajny facet,jak mój nie może znaleźć tu godnego zatrudnienia, tylko musi szukać lepszych perspektyw po g*wno kraikach. Przepraszam, ale ulewa mi się.
          • simply_z Re: Nastawienie na zmiany, ale jakie? 05.07.20, 18:05
            hmm ale Polska to nie jest jakieś zagłębie przemysłu rybnego..a specjalizacja dość unikatowa. Wiadomo, ze w Islandii będzie większe zapotrzebowanie na tego typu usługi. Zakładając oczywiście, że twój wątek jest prawdziwy, w co wątpię.
          • bertie Re: Nastawienie na zmiany, ale jakie? 05.07.20, 18:22
            Z tego postu wynika, że ty już decyzję podjęłaś - zostajesz w Polsce. Facet uczy się języka więc on decyzję też już podjął. Teraz co najwyżej można przygotować się do rozstania albo do związku na odległość...
            • alatosia Re: Nastawienie na zmiany, ale jakie? 05.07.20, 18:55
              bertie napisała:

              > Z tego postu wynika, że ty już decyzję podjęłaś - zostajesz w Polsce. Facet ucz
              > y się języka więc on decyzję też już podjął. Teraz co najwyżej można przygotowa
              > ć się do rozstania albo do związku na odległość...

              Tak, ja podjęłam. Ale dlaczego uważasz, że to, o czym napisałam wcześniej jest niemożliwe? Dlaczego uważasz, że on też decyzję podjął. Mi wyraźnie powiedział, że zostaje a jak dotąd nigdy mnie nie okłamał. Nawet w drobnych sprawach, a ta jest wielkiego kalibru. Może się uczy tego języka dla siebie, może udałoby mu się znaleźć tam pracę, ale zdalną, z Polski wykonywaną, chociaż o takiej możliwości mowy nie było? A może pojedzie tam na 3-4 miesiące i wróci. Np. co roku wyjazd na 3-4 miesiące, chociaż to trudne, bo z tego co wiem, kontrakt jest na minimum rok.
              • azjazameryki Re: Nastawienie na zmiany, ale jakie? 05.07.20, 21:50
                alatosia napisała:

                > bertie napisała:
                >
                > > Z tego postu wynika, że ty już decyzję podjęłaś - zostajesz w Polsce. Fac
                > et ucz
                > > y się języka więc on decyzję też już podjął. Teraz co najwyżej można przy
                > gotowa
                > > ć się do rozstania albo do związku na odległość...
                >
                > Tak, ja podjęłam. Ale dlaczego uważasz, że to, o czym napisałam wcześniej jest
                > niemożliwe? Dlaczego uważasz, że on też decyzję podjął. Mi wyraźnie powiedział,
                > że zostaje a jak dotąd nigdy mnie nie okłamał. Nawet w drobnych sprawach, a ta
                > jest wielkiego kalibru. Może się uczy tego języka dla siebie, może udałoby mu
                > się znaleźć tam pracę, ale zdalną, z Polski wykonywaną, chociaż o takiej możliw
                > ości mowy nie było? A może pojedzie tam na 3-4 miesiące i wróci. Np. co roku wy
                > jazd na 3-4 miesiące, chociaż to trudne, bo z tego co wiem, kontrakt jest na mi
                > nimum rok.
                To ty sama musisz odpowiedzieć sobie na pytanie czy ten facet jest wart zmiany życia o 180 stopni. Nikt ci nie da gwarancji, że utrzymacie związek na odległość , ale na to,że on on zostanie też nie. Skandynawia to nie jest koniec świata jak Ci się nie spodoba to wrócisz. Sama lub z nim. Robotę w Pl też jakąś znajdziesz. Nie wiem czemu tak deprecjonujesz pracę w kwiaciarni. Nie musisz być "kwiaciareczką" możesz być florystyką i nauczyć się czegoś nowego. To kwestia Twojego nastawienia. Tego nikt poza Tobą nie zmieni.
    • asfiksja Re: Nastawienie na zmiany, ale jakie? 05.07.20, 15:45
      Nie rozumiem, dlaczego miałabyś wykonywać ciężką pracę fizyczną? Czy nie masz żadnych umiejętności/kwalifikacji nadających się do sprzedania poza Polską? Jeśli tak to w wieku 34 lat i bez dzieci masz doskonałą okazję to nadrobić (jeszcze umysł chłonny i morze wolnego czasu).
      Skandynawowie zwykle super mówią po angielsku, więc o ile znasz choć trochę ten język to totalnej bariery językowej nie będzie. Ale warto dołączyć do kursu islandzkiego, 2:1 będzie taniej.
    • jak_matrioszka Re: Nastawienie na zmiany, ale jakie? 05.07.20, 15:47
      [i"Układa nam się bardzo dobrze. Dogadujemy się we wszystkich najważniejszych i potencjalnie najbardziej konfliktogennych kwestiach."[/i]

      Przypadkiem macie podobne zdanie w wielu kwestiach, wiec do tej pory nie musieliscie sie w niczym dogadywac i po prostu tego nie macie przecwiczonego. "Kwestia" pojawila sie po raz pierwszy, bo po raz pierwszy macie rozne wizje zycia, na tyle rozne, ze trzeba sie stanowczo opowiedziec za jedna opcja przyszlosci. On swoja przyszlosc widzi jako rozwoj kariery, do czego potrzebny mu wyjazd na Islandie. Ty swoja przyszlosc widzisz jako utrzymanie status quo, zakladajac ze wszyscy sie dostosuja (przyjaciele i bliska rodzina tez). On sie moze poddac i zostac, ale swiadomosc zmarnowania szansy na zawsze w nim pozostanie (a tobie moze sie udzielic). Mozesz sie poddac Ty, a potem zrzucic na niego, ze przez niego jestes nieszczesliwa (i on moze zyc w poczuciu winy). Mozecie tez dojsc do porozumienia usredniajacego wasze oczekiwania, co jest najtrudniejsze, bo zaklada ze kazde z was bierze na siebie calkowita odpowiedzialnosc za to na co sie zgadza i nie obwinia drugiej strony.
      Istnieje tez wersja przyszlosci, w ktorej z perspektywy czasu powiecie, ze byliscie ze soba tak dlugo, jak dlugo wam bylo po drodze, a potem sie rozstaliscie.
    • piesiedwa Re: Nastawienie na zmiany, ale jakie? 05.07.20, 16:51
      Juz bym stala spakowana!!!! Czemu zakladasz prace fizyczna? Zapisuj sie na kurs z facetem i jazda!! Ja w obcym kraju jestem na wysokim stanowisku, fizycznie pracowalam miesiac...
      W Pl jest jak jest, zawsze mozesz wrocic. Nie zawsze mozesz wyjechac z ukochanym. Nie lubie tych co podcinaja innym skrzydla. Co to za gadanie o rodzinie w pl...a z nim nie zamierzasz zakladac rodziny?
    • mamtrzykotyidwa Re: Nastawienie na zmiany, ale jakie? 05.07.20, 17:47
      Nie bądź głupia - jedź!
      Nie trać możliwości na przygodę.
      Pojechać na ten roczny kontrakt, ale nie z myślą, że na stałe, tylko że jedziecie spróbować.
      Tobie może się spodobać, a jego obecny zachwyt może się szybko skończyć - obie wersje są tak samo prawdopodobne.
      Spróbujcie, żal zmarnować okazję.
      Skąd wiesz, że twoja siostra nie zechce też tam zamieszkać, jak ty się tam urządzisz i będzie lepiej niż tu?
    • skonfederowana Re: Nastawienie na zmiany, ale jakie? 05.07.20, 17:53
      Zrób ogromną przysługę facetowi i go zostaw. Czytałam Twoje inne wypowiedzi w tym temacie i po prostu jest mi go żal. Za swoje osiągnięcie życiowe uważasz bycie urzędniczyną, jedna z najbardziej nielubianych i pogardzanych prac w kraju, tanie ciepełko jakie wyhodowałaś sobie w kraju. A to facet powinien realizować się zawodowo, być zdobywcą, być wojownikiem a nie popychadłem w januszexie, korpo czy w urzędzie. Piszę to bez uszczypliwości, ale celuj raczej w ciepłe kluchy z Twojego otoczenia zawodowego czy januszexu, bo na wyższe korpo to szans nie widzę, natomiast niezależnym specjalistom czy przedsiębiorcom daj spokój. Dla nich taka kobieta, to porażka. A więc spokojnie rozstań się z nim, niech on realizuje swój pomysł na siebie, wyświadczysz mu prawdziwą przysługę. Nie ma za co.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka