Dodaj do ulubionych

Sfingować własną śmierć ☠

05.07.20, 14:30
Trochę na bazie historii dr Jana K.

Wróbelki wciąż donoszą, że luksusowy jacht Phoenix II ma dziwnym trafem jakieś długie i tajemnicze naprawy w egzotycznych rejonach globu. Ostatnia partnerka doktora Jana, Pani Dorota Tomxxyk jest natomiast od chwili jego "pogrzebu" nieosiągalna. Nikt nie wie co się z nią dzieje. Przypomnę, że miliarder leczył się w publicznym szpitalu-molochu w Wiedniu, mimo że było go stać na wielokrotnie lepszą opiekę lekarską. Po dziwnym zgonie nastąpiła natychmiast równie dziwna kremacja oraz pogrzeb, na którym panowała nader wesoła atmosfera.

Wątek ma służyć nie tyle snuciu bądź obalaniu teorii spiskowych, co teoretycznym dywagacjom na temat sensu i możliwości fikcyjnego uśmiercenia się. O takie posunięcie podejrzewa się bowiem nie tylko dr Jana, ale również np. wplątanego w śmierć Krzysztofa Olewnika b. komendanta policji z Płocka, posądzanego o gangsterkę i ciemne interesy.

Na ile realne jest Waszym zdaniem sfingowanie własnej śmierci? Czy w dzisiejszych czasach totalnej inwigilacji można to w ogóle ukryć? Nawet jeśli wielu osobom i instytucjom typu policja, fakt "śmierci" danego osobnika byłby mocno na rękę, to jednak pozostają np. wścibscy dziennikarze. Trudno każdego z nich mordować, a ich przekupywanie też nie pozostałoby bez echa (nietrudno zauważyć czyjeś dziwne i szybkie wzbogacenie się, zwłaszcza w środowisku, które w dzisiejszych czasach mocno się spauperyzowało).

Wątek lekki, do niedzielnej rozrywki.

Obserwuj wątek
    • ludzikmichelin4245 Re: Sfingować własną śmierć ☠ 05.07.20, 14:47
      Zastanawiałam się kiedyś nad tym w innym kontekście - czy jest możliwe, że istnieją tajne - nazwijmy to - "kluby zwyrola", w których można robić dowolne okrucieństwa porwanym/zwabionym do tego celu ludziom, niczym w horrorze typu gore.

      Wydaje mi się, że powyżej pewnego pułapu zamożności w s z y s t k o jest możliwe.
    • szalona-matematyczka Re: Sfingować własną śmierć ☠ 05.07.20, 15:20
      Mozliwe, jak najbardziej i to nie trzeba by zbyt duzych nakladow finansowych. Wystarczy, ze np. pan X jedzie z pania Y do Kenii, Kambodzy itp. i tam plywajac wieczorkiem w rzece/morzu/basenie nagle sie "topi". Pani Y, oczywiscie zrozpaczona, jest swiadkiem. Paru tubylcow moze tez poswiadczyc (w kraju , gdzie na prowincji pewnie nie zarabia sie wiecej niz 100€/miesiac). Zwloki pana X nie zostaja znalezione lub i nawet zostaly i by przetransportowac je do Polski trzeba je skremowac. Akt zgonu z Kenii/Kambodzyitp. przybywa z urna. Przeciez nikt tego nie zakwestionuje. Urna, bo taniej, bo kazdy wie ze zwloki topielca i tak nie nadaja sie do pokazania bliskim. Odbywa sie pogrzeb w Polsce. Pani Y byla wielka miloscia pana X, wiec nikt sie nie dziwi ,ze dziedziczy (czy testament czy jako zona). Niestety nie moze kobieta otrzasnac sie z rozpaczy, w kraju wszystko jej przypomina zmarlego. Dlatego sprzedaje majatek zmarlego i wyjezdza za granice, by ukoic skolatane nerwy. W sumie nikt nie wie, gdzie ona teraz jest. Minelo 5 lat od smierci jej ukochanego, a ona nadal przebywa poza krajem, tak cierpi, ze nawet nie kontaktuje sie z dawnymi znajomymi,biedaczka.... Calosc akcji wyceniam na ok.10.000€ (cena ze swiadkami , zaswiadczeniem zgonu od miejscowego lekarza, urna i suta kolacja).😁 P.S. Alternatywnie nie musi byc topielec. Mozna zginac na sahari rozerwanym przez zwierza, moze spasc gdzies tam twoj prywatny samolocik, albo.poszedles na spacer do dzungli i nie wrociles (tu sie sprawa prawnie komplikuje, bo bez ciala to trzeba czekac na orzeczenie o smierci) itp. Choc jesli jest sie oszczednym to lepiej "umrzec" w kraju biednym, skorumpowanym, gddzie nikt nie wscibia nosa w nie swoje sprawy. Aha, "zmarly" powinien w nowym zyciu zmienic nieco zwyczaje, np. zrezygnowac z hobby (glupio by bylo gryby "zmartwychwstal" na zawodach zeglarskich 5 lat po swojej smierci).
    • asfiksja Re: Sfingować własną śmierć ☠ 05.07.20, 15:33
      Gdybym była bogaczką i miała mieć operację to wybrałabym dokładnie tak, jak Kulczyk, tzn. duży szpital publiczny o najlepszej referencyjności, w kraju o doskonałym poziomie usług medycznych i którego język świetnie znam. W szpitaliku prywatnym to można mieć poród (ale tylko jeśli się jest w doskonałym zdrowiu i tylko fizjologiczny!), laserowy zabieg okulistyczny itp. Poważne operacje tylko publicznie.
      Myślę, że naprawdę zmarł, tak to bywa u facetów w tym wieku, szczególnie takich, co mieli stresujące życie i nie mieli przy sobie kochającej żony, która zawsze trzyma rękę na pulsie.
    • grrrrw Re: Sfingować własną śmierć ☠ 05.07.20, 19:44
      W celu zapobiegnieciu takim przekrętom stosuje się karty pokładowe na statkach i w samolotach. Nawet w turystycznych wycieczkach helikopterem.

      Samolot trzask - wykupiony bilet nie jest dowodem, że pan X. był obecny na pokładzie.
        • gama2003 Re: Sfingować własną śmierć ☠ 06.07.20, 17:23
          Też myślałam o tym. W sensie jak psuje świadomość, że nic nie musisz. Nic.
          Ale z drugiej strony taka Dominika Kulczyk, nie widzę w niej osoby szczęśliwej. Owszem znajduje sobie absorbujące i atrakcyjne zajęcią, fundacja itd. Ale jako człowiek ?
          Chyba nawet trudniej ma w zwykłym życiu, związki i przyjaźnie zawsze mają tło jej zamożności. I pewnie mnóstwo razy dostała tym faktem między oczy.
          • sasha_m Re: Sfingować własną śmierć ☠ 06.07.20, 19:44
            Obserwuję na Instagramie konto Gianlucca Vacchi (nie odmieniam, bo nie wiem, jak) gościa stać na wszystko, kręcą się wokół niego bez przerwy ludzie, tańczą jak im każe (dosłownie), śmieją się kiedy on się śmieje, zachwycają się każdym jego ruchem, pozwalają się filmować itp. Nieraz zastanawiam się, na ile jest to z sympatii do niego, czy ktoś z nich byłby jego przyjacielem, gdyby był biedny? I czy on zdaje sobie sprawę z tego, że większość z nich robi to dla pieniędzy?
      • ludzikmichelin4245 Re: Sfingować własną śmierć ☠ 06.07.20, 17:53
        danaide napisała:

        > Zawsze jak się nad tym zastanawiam nie potrafię sobie wyobrazić jak tym ludzion
        > się nie nudzi na tych jachtach i pod tymi palmami.

        A ja właśnie potrafię. Przypomina mi to często deklarowaną frazę "nie wyobrażam sobie, że mogłabym nie pracować". Myślę, że jestem w stanie na poczekaniu wymienić przynajmniej kilkanaście rzeczy, które mogłyby mi zająć czas, ciało i umysł na długo, a które byłyby znacznie bardziej wartościowe niż to, co robię na codzień, by mieć co włożyć do przysłowiowego gara.
    • cauliflowerpl Re: Sfingować własną śmierć ☠ 05.07.20, 21:46
      Jeśli chodzi o sfingowanie pogrzebu, to nie jestem pewna, ale chyba w czasach najbardziej szalejącej korony nie sprowadzano ciał ludzi, którzy zmarli za granicą... Ciał też nikt raczej nie identyfikował...

      Czyli trzeba by w odpowiednim czasie wybrać się samotnie za granicę w interesach (na przykład do Hiszpanii 14 marca, gdy już wiadomo było, że będzie powtórka z Włoch a jeszcze można było podróżować)... Pozostałoby załatwienie aktu zgonu, wysłanie urny do rodziny (na samym początku pewnie i to było trudne, skoro świat nie był pewien, czy można się zarazić przez majtki z Aliexpress) i fałszywe dokumenty na resztę życia.
    • iwoniaw Re: Sfingować własną śmierć ☠ 05.07.20, 22:37
      To jest wykonalne, tylko po co ktoś miałby to robić? Zwłaszcza, że znacznie lepszy efekt można osiągnąć po prostu przekazując zarząd oficjalnym majątkiem spadkobiercom i ogłaszając, że oto wycofujesz się na emeryturę w Szwajcarii (a w rzeczywistości masz już dawno naszykowaną posiadłość w jakimś Urugwaju czy na prywatnej wyspie greckiej czy gdziekolwiek - oczywiście pod przybranym nazwiskiem. I też żyjesz jako ktoś inny, tylko masz kontrolę nad tym, co robisz i nie jesteś tak dramatycznie zależny od nikogo.

      Po co ktokolwiek miałby fingować własną śmierć? Czy jest chociaż jedna opcja, że robiąc to nie narobiłby sobie więcej problemów niż normalnie wycofując się z życia dotychczasowego i oświadczając rodzinie, żeby się nie kontaktowała, bo oto wyjeżdża na pieszą wyprawę przez Afrykę równikową śladami Livingstone'a? Po czym prowadząc to dowolne życie alternatywne, które sobie umyślił?
      • riki_i Re: Sfingować własną śmierć ☠ 06.07.20, 11:44
        Wyjaśniam. Chodzi o
        (1) osoby, którym za swoją działalność grozi więzienie, a jeśli nawet nie więzienie, to wieloletnie męczące procesy sądowe. Jaruzelski, Kiszczak etc. do końca życia regularnie musieli meldować się na salach sądowych. Zapewniono im bezkarność, ale w wymiarze braku wyroków skazujących, a nie braku procedowania. W sprawach gospodarczych upierdliwe procesy również potrafią ciągnąć się przez dziesięciolecia, vide FOZZ.
        (2) osoby, których pozycja jest tak wielka, a rytm życia tak intensywny, że nie ma mowy o tym, aby nagle się z tego wymiksować. Warren Buffett nigdy nie stanie się osobą prywatną, choćby nawet i tego chciał. Poza tym, trudno aby multimiliarder poruszał się bez ochrony, ludzi do innej życiowej obsługi itp., jednym słowem bez świty. Niektórzy mogą mieć tej świty szczerze dosyć, vide ostatnie chwile Woźniaka - Staraka.

        Czyli reasumując - motywem sfingowania własnej śmierci IMO mogą być dwie rzeczy - groźba wieloletniej odsiadki i/lub chęć prawdziwej ucieczki w prywatność.
        • iwoniaw Re: Sfingować własną śmierć ☠ 06.07.20, 15:46

          > Czyli reasumując - motywem sfingowania własnej śmierci IMO mogą być dwie rzeczy
          > - groźba wieloletniej odsiadki i/lub chęć prawdziwej ucieczki w prywatność.

          Nie przekonuje mnie to, ponieważ:
          1. W przypadku groźby odsiadki czy choćby ciągania po sądach wystarczy sobie zorganizować rezydencję w miejscu, z którego ekstradycji nikt nie przeprowadzi i pozamiatane. Można nadal żyć swoim życiem, posiadać swój majątek, nie być zależnym od ludzi, którzy zawsze wcześniej czy później coś powiedzą. Nie tracisz nic poza możliwością przebywania na terenie kraju, w którym tym bardziej nie zamieszkasz po swojej "śmierci", a już na pewno nie w dotychczasowym standardzie.

          2. W przypadku chęci odizolowania się i prawdziwej prywatności po prostu mylisz pogonie i utrzymujesz swe ranczo w Patagonii w tajemnicy - tak, także jeśli jesteś Warrenem Buffetem. Co masz do rozdania, rozdajesz ciepłą rączką zamiast w spadku, chętni do nękania cię propozycjami biznesowymi, towarzyskimi i innymi robią to beneficjentom twej szczodrości, a ty w spokoju łowisz te ryby na prywatnej łódce. Bogacze tego świata nie robią nie dlatego, że nie mogą, tylko że nie chcą, bo kochają adrenalinę i bycie ważnymi ludźmi. Jak któryś ma życzenie zostać anonimowym rentierem spokojnie spacerującym po fiordach, spokojnie czyni to za życia. Nikt nie nęka emerytowanych milionerów, zwłaszcza jeśli oficjalnie niczego nie mają i nie garną się do publicznego życia.


          Właściwie przyszedł mi do głowy przykład, kiedy sfingowanie swej śmierci miałoby choć cień sensu - wyłącznie w sytuacji, gdy jesteś na celowniku Mosadu czy czegoś tego kalibru do natychmiastowego odstrzału - choć i tu mam wątpliwości, czy zmiana tożsamości nie zostawiłaby jednak więcej śladów niż zadekowanie się w afgańskiej wsi dzięki znajomości z lokalsami.
    • kryzys_wieku_sredniego Re: Sfingować własną śmierć ☠ 05.07.20, 22:46
      Tak możesz się ukryć ale tylko jak sobie wyrobisz nową wiarygodną tożsamości.
      Zmienisz całkowicie styl, ktoś w bazie twoje odciski przypisze do nowej tożsamości, twój rozstaw oczu, kolor itp.
      Po co robić operacje skoro skanując całe twoje ciało wyświetli się John Kowalsky, bo ktoś to po prostu zmieni.
      Natomiast umarł/nie umarł ... kto to wie, jak żyje to sobie po prostu zasłużył na resztę swojego życia.

    • pomurnik91 Re: Sfingować własną śmierć ☠ 05.07.20, 23:16
      dawno, dawno temu ogladalismy z kolega na nocnych zmianach w pracy Narcos i prowadzilismy ozywione dyskusje, w jakim konkretnie momencie Escobar powinien byl sfingowac swoja smierc i po kilku operacjach plastycznych cieszyc sie zyciem na jakiejs egzotycznej wyspie. Zgadzalismy sie, ze mieszanie sie w polityke bylo glupota ale nie udalo nam sie dojsc do zadnego bardziej konkretnego konsensusu...
    • sasha_m Re: Sfingować własną śmierć ☠ 06.07.20, 17:49
      Przypomniał mi się film "Sypiając z wrogiem", śmierć niby idealna, gdyby nie głupie niedopatrzenie.

      Synowie płk Kuklińskiego, jeden z nich zginął na oczach innych, ale czy to był na pewno on? Drugi zaginął na morzu, ciała nigdy nie odnaleziono, tutaj już łatwiej. W gazecie ukazał się wywiad ze znajomą ich matki, która opowiadala, że pani pułkownikowa niedługo po ich śmierci (zmarli w odstępie niecałego roku) będąc w Polsce, nie wydawała się zbyt przygnębiona z powodu śmierci swoich dzieci.

      No i w końcu nie tyle budząca wątpliwości śmierć, ile tajemnicze zaginięcie 5-osobowej rodziny Bogdańskich, w tym niepełnosprawnej starszej pani. Mieli długi. Nie ma żadnych dowodów na ucieczkę, ani nie ma dowodów na to, że nie żyją. Nie pozostał po ich żaden ślad, zupełnie, jakby rozpłynęli się w powietrzu.

      Wydaje mi się, że trudność w sfingowaniu własnej lub czyjejś śmierci polega na tym, kto ma w to uwierzyć. Inaczej będzie z rodziną, która nie ma podstaw kwestionować tego faktu, inaczej z mafią lub wywiadem. Podobno Elvis żyje 😉

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka