Dodaj do ulubionych

Niekochane dzieci.

06.07.20, 17:34
Nie wiem co mam ze sobą robić. Przeszłam terapię (10 spotkań), terapeutka była miła, pomocna, dała mi dużo pozytywnych emocji. Ale o mojej sytuacji rodzinnej i traumie z dzieciństwa nie chciała rozmawiać, bo podobno superwizor jej zabronił. Mogło to ich zdaniem wpłynąć na mnie neurotycznie i psychotycznie, bo przyjmuję leki psychotropowe. Ok, uszanowałam. Może zrobiłam błąd?

Od małego czułam się niekochaną osobą. Wychowałam się bez matki, która była chora i miała i pięcioro dzieci. Mieszkałam u dziadków, od których nigdy nie usłyszałam zwykłego "kocham Cię". Mój ojciec nigdy nie kupił mi nawet głupiego kwiatka na dzień kobiet. Kiedy utrzymywałam się wyłącznie z najniższej renty rodzinnej, nie dał mi na urodziny nawet spinki za 5 zł ani żadnych pieniędzy, tylko powiedział "niedługo twoje urodziny, kup sobie coś". Kiedy ojciec się żenił, babcia ubrała mnie na ślub w zmechacony różowy golf (miałam 10 lat). Musiałam uciec z tego ślubu, bo tak się wstydziłam. Na pytanie, czemu uciekłam, odpowiedziałam - "nie miałam sukienki i było mi wstyd", wszak babcia obiecywała mi, że będę druhenką taty. Nie byłam. Babcia odburknęła tylko, że nie byłam panną na wydaniu, dlatego sukienka była (jej zdaniem) zbędna.

Od ślubu taty zaczęła się jazda bez trzymanki. Moja macocha urodziła Jeremiaszka (imię oczywiście zmienione). Macocha zarabiała ogromną kasę jak na tamte czasy i spełniała każde jego życzenie. Ojciec jej dzielnie wtórował i w każdej jego rozmowie było słychać tylko: "Jeremiaszek to, Jeremiaszek tamto", a nigdy nic na mój temat. Tak jest po dziś dzień. Kiedy zeszłego roku mówiłam ojcu, że wpadnę do niego na święta (z własnym jedzeniem) powiedział, że "on wcale tak dużo nie je", a może zaprosi go ciotka, a może zaprosi macocha. Jednym słowem, zbył mnie, a to jedyna rodzina, jaką mam (rodzeństwo rozbiegło się po świecie jak mrówki i nie utrzymujemy kontaktu).

Tu gdzie mieszkam, prawie nikogo nie znam. Mam jedną bardzo miłą przyjaciółkę (dużo starszą od siebie), spotykamy się na herbatce, czasami u niej nocuję, ale jak chcę ją przytulić, zasłania się koronawirusem. Ja ledwo wiążę koniec z końcem i ciągle brakuje mi kasy, zmiana pracy nie wchodzi w grę, bo i tak ciężko było ją znaleźć. Terapeutka jedyne, co powiedziała o mojej sytuacji rodzinnej to to, że "to już nigdy nie wróci". I to, że na pewno było mi przykro z tą sukienką.

Znacie jakieś, a może sami byliście niekochanymi dziećmi? Miło byłoby wiedzieć, że nie jestem sama.
Obserwuj wątek
    • kosmos_pierzasty_x Re: Niekochane dzieci. 06.07.20, 18:51
      Oczywiście, że podobnych historii jest mnóstwo. Czy ta terapeutka tobą NFZ? Bo jakiś trudno mi uwierzyć, by za ciężką kasę pozwalała sobie na takie teksty. Zresztą kto to wie... Są dobre i nie, może niezależnie od wynagrodzenia... Ciężko z taki bagażem, ale cóż... Trzeba sobie radzić. Relacja z ojcem imo mało rokująca.
    • emmi-nika Re: Niekochane dzieci. 06.07.20, 19:01
      10 spotkan to tyle co nic, to nawet koło terapii nie stało, gdyby nawet terapeutka zdecydowała sie mowic o twoim dziecinstwie czy przeszlosci, to nawet nie byloby czasu na wypracowanie jakiejkolwiek więzi terapeutycznej czy analizowania przeniesien czy emocji.
      Jesli Ci zalezy na gruntownej terapii to na pewno musialoby to trwac dłuzej.
    • kkalipso Re: Niekochane dzieci. 06.07.20, 19:05
      Uwierz, że nawet kochane dzieci mają różne żale i pretensje do rodziców. Od przeszłości naprawdę warto się odciąć, musisz się postarać dla własnego dobra. Szkoda, że nie masz kontaktu z rodzeństwem, zawsze jest raźniej.
    • berdebul Re: Niekochane dzieci. 06.07.20, 19:07
      Nic z tym nie zrobisz, że ojciec Cię olewa. Przestań zabiegać o jego miłość/uwagę/czas. Spędzaj czas/święta z ludźmi których lubisz, z którymi chcesz być i sprawia Ci to przyjemność.
      Nie miałaś wpływu na ubranie na ślubie, było to lata temu. Przeżyj żałobę po miłości rodziców i zacznij układać sobie życie. Podobnie z rodzeństwem - jeżeli nie macie więzi, to jej magicznie nagle nie wytworzysz bez chęci z obydwu stron.
      • danaide Re: Niekochane dzieci. 06.07.20, 20:03
        Przecież napisała Ci, że jest sama jak palec. Jedna starsza życzliwa osoba to zawsze ktoś, ale nie zrównoważy braków. A jak żyłaś bez miłości, przyjaźni, akceptacji to w gronie ludzi masz takie nawyki, że prędzej uciekną niż się zaprzyjaźnią.

    • wisniowy_sad Re: Niekochane dzieci. 06.07.20, 19:30
      Owszem, terapeutka była na NFZ, ale i tak (pomimo takich tekstów) była najlepsza ze wszystkich, u jakich byłam. Kiedyś gdy byłam trochę bogatsza, płaciłam ciężką kasę zwabiona tytułami przed nazwiskiem na drzwiach gabinetów, a i tak było jeszcze gorzej i nikt nie chciał ze mną odbyć nawet trzech spotkań. Tu było 10 - wiem, że dużo za mało, ale zawsze to coś.
      • lena.113 Re: Niekochane dzieci. 06.07.20, 19:49
        Zyj dniem dzisiejszym, ciesz się drobiazgami, dobra książka, kawa, spacerem...
        Staraj się swoją wartość budować bez oglądania się za siebie, nie miałaś wpływu na rodzinę,
        Pomyśl, że inni mieli gorzej,wychowywali się w domach dziecka, byli ofiarami przemocy,gwałtu...
        Bardzo bliską osoba jest mąż, być może kiedyś zbuduj rodzinę i dbaj o nią
        • emmi-nika Re: Niekochane dzieci. 07.07.20, 12:54
          lena.113 napisał(a):

          >
          > Pomyśl, że inni mieli gorzej,wychowywali się w domach dziecka, byli ofiarami pr
          > zemocy,gwałtu...
          >

          Budowanie swojego dobrostanu na porownywaniu sie z innymi, ktorzy mogą miec gorzej, nie daje trwałych rezultatow. Lepiej przyjrzec sie wlasnej sytuacji zyciowej i na nia wplywac.
    • danaide Re: Niekochane dzieci. 06.07.20, 20:13
      Dziwna terapia. NFZ, w poradni zdrowia psychicznego i tylko 10 spotkań? Jakieś pokoronawirusowe obostrzenia, żeby dla każdego starczyło? A leki na co przyjmujesz?

      Nie dostałaś miłości od rodziny to już nie dostaniesz. Pytanie raczej, czy potrafisz przyjąć miłość od innych oraz czy sama potrafisz ją dać? Jak czujesz się wśród ludzi? Co z pieskiem/kotkiem?
      Czy potrafisz kochać samą siebie, a przynajmniej choć troszeczkę lubić?

      Bo małymi krokami trzeba wyjść z tego pata, położyć lachę na rodzinie i zacząć od zera. “Szaleństwem jest robić wciąż to samo i oczekiwać innych rezultatów.” Może Einstein, może nie.
    • bo_jestem_jedna Re: Niekochane dzieci. 07.07.20, 13:25
      Niekochanych dzieci jest od groma; ... w jakims sensie ta mysl pomaga, ale w innym wywoluje bunt. Dzieci powinny byc bowiem kochane. Kropka.
      Pozaluj siebie czasami i porozpieszczaj. Nie zmienisz tego co bylo, i nie zapomnisz. Zaakceptuj jako czesc swojej historii i nie wstydz sie o tym mowic. Przytulam ciebie i wszystkie inne dzieci.
    • bulzemba Re: Niekochane dzieci. 07.07.20, 15:19
      Może jakiś zwierz futrzasty by ci się przydał? Po tym jak kupiłam "dziecku" zwierzaka i przejęłam większość obowiązków (oraz przyjemności w postaci głaskania i zabaw socjalizujących) rodzina stwierdziła, że jestem mniej nerwowa.
    • gliminstory Re: Niekochane dzieci. 07.07.20, 15:48
      Znajdź coś co LUBISZ robić wśrod ludzi i to rób. Rodzinę olej bo nie dostaniesz u nich tego czego ci nie dali przez całe życie , gdyby mieli i umieli to by dali uczucie i zainteresowanie wczesniej. Więc nie proś się o kontakty bo tylko powielisz schemat odrzucenia. Póki się trzymasz "niech ktoś przyjdzie i mnie przytuli" póty będziesz czuła dyskomfort, bo to nie ktoś z zewnątrz ma cię docenić tylko ty sama siebie. Doceniając siebie zauważysz, jak absurdalne jest uzaleznianie swojego samopoczucia od tego co inni o tobie myślą. Ty musisz o sobie dobrze myśleć. Umniejszająca cię rodzina to ostatnie co jest ci teraz potrzebne. Rozdrapywanie w kółko tych samych ran też nic nie da a tylko zatrzymuje twoje emocje w przeszłości. Nie pozwala dowiedzieć się i przyznać przed sobą kim ty właściwie jesteś, co chcesz robić, jak żyć, co cię cieszy, w czym widzisz sens i cel- i jaką chcesz obrać drogę, jak chcesz do niego dążyć.
      Więc co możesz zrobić. -
      Załatwić dłuższą terapię
      i zacząć faktycznie pracowac nad sobą, żeby umieć zatrzymać swoje ruminacje, rozpamiętywania, taplanie się w żalach. Żeby nauczyć się zauważać życie ktore jest tu i teraz , a nie tylko żyć w przeszłości lub w przyszłości. Co masz tu i teraz do zrobienia? Jakie tu i teraz masz możliwości by uzyskać zadowolenie z siebie, jakmi metodami po to sięgasz, czy coś robisz żeby swoje realia zmienić?
      Mimo epidemii świat już się odmroził, są organizowane spływy kajakowe, ludzie na fejsie się zwołują na wspólne bieganie, ćwiczenia, tańce, imprezy, warsztaty rękodzieła. Bez trudu można tam spotkać kogos do pogadania a czasem z takich spotkań narodzi się przyjaźń albo przynajmniej fajna znajomość na wspólne wyjścia.
      Rób coś.
      Tylko nie traktuj ludzi jak kubła na swoje problemy. Każdy jakies ma. Nie każdy ma siłę na dzień dobry dźwigać jeszcze cudze.
      Weź tą znajomą, idź na dyskotekę, nie na podryw ale dla czystej rozrywki jak na aerobik, napij się piwa i poszalej i pośmiej się. Jak nie lubisz tańczyć to znajdź to coś co lubisz i zawsze chciałaś robić - i zacznij to praktykować. Znajdziesz towarzystwo wokoło swojej pasji - jesli ją odkryjesz.
      A przeszłość? - jej nie zmienisz. Pamiętaj o niej ale nie ma potrzeby ciągle w niej emocjonalnie tkwić i nie pozwalać sobie żyć inaczej.


    • milupaa Re: Niekochane dzieci. 07.07.20, 16:39
      Nie czytałam.wszystkich postów ale idź na terapię grupową. Nie ma porównania z indywidualna. Możesz trafić na konowała a nie psychologa, pelno ich. Najlepiej idź na taka 3 miesięczna spotkania codziennie, w grupie. Staniesz na nogi po tych 3 miesiącach. Nie wiem skąd jesteś, w Warszawie sa takie grupy na Dolnej.
      Współczuję całej sytuacji, nie wiem ile masz lat ale moim zdaniem powinnaś zacząć budować własne życie i odciąć się od toksycznej rodziny.
    • bywalczyni.hosteli Re: Niekochane dzieci. 07.07.20, 22:44
      Masz mozliwosc zmiany terapeutki? to oczywiste, że masz w sobie dużo trudnych, smutnych wspomnien, potrzebujesz je przepracowac. Warto robić to z terapeuta, który traktuje Cię z należna uwagą i poczuciem bycia wysłuchaną. Może oddział dzienny, taka intensywna terapia, wchodzi w grę?

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka