Dodaj do ulubionych

Wychowani przez dziadków (długie)

22.07.20, 09:29
Generalnie jak rozmawiam z ludźmi wychowanymi przez babcie, to wszyscy wspaniale wspominają swoje dzieciństwo. Po prostu bajka pachnąca drożdżowym ciastem. A u mnie było zupełnie inaczej. Zastanawiam się czy ktoś ma jeszcze takie wspomnienia z dzieciństwa.

Moi rodzice od zawsze mieszkali z rodzicami mamy. Najpierw w jednym domu, jak rodzina się powiększyła, to dobudowali swoją część i zrobili osobne wejścia. Babcia nie pracowała zawodowo, po przedszkolu, czy potem po szkole zawsze siedziała ze mną i moim rodzeństwem. Siedziała to dobre określenie. Po prostu wspólnie czekaliśmy jak mama wróci. Nienawidziłam domu dziadków. Te same stare sprzęty od wielu lat, dosłownie kilka zabawek nieprzystosowanych do wieku dzieci, te same trzy-cztery dania obiadowe. Kompletny brak zrozumienia, np. że jeśli się coś obiecało, to trzeba dotrzymać słowa. Prosiłam ich, powiedzmy, żeby nie odkładali mojej czapki na półkę w przedpokoju, bo do niej nie dosięgam. Nigdy tego nie uszanowali.

Pamiętam jak raz spóźniłam się z podwórka na obiad, bo stanął mi zegarek. Pokazuję babci ten zegarek, a ona jak katarynka powtarza, że miałam być wcześniej. Tłumaczę, że zegarek, ale nic nie dociera i dalej gada swoje. Jak jakiś beton.

Najgorsze wspomnienia to chyba mam jak już byłam trochę starsza. Wszystkie moje koleżanki były czasem same w domu i mogły wykazać się samodzielnością. Ale nie u mnie. Zawsze babcia przychodziła mimo że już nie musiała. Mama tłumaczyła, że nie może zabronić babci przychodzić, bo jakby to wyglądało. Nigdy też nie prosiła babci o żadną pomoc, np. w kupieniu czegoś, bo twierdziła, że to za ciężka praca.

Babcia codziennie przychodziła, żeby porozmawiać z mamą. Codziennie, gdy tylko mama wracała z pracy, nasłuchiwała kiedy trzasną drzwi wejściowe. Gorzej jak mama była zajęta w tym czasie, np. rozmawiała przez telefon, to wtedy czekała do skutku. Teraz są inne czasy. Na każdym kroku rodzicom się przypomina, że czas zaraz po przedszkolu, powinien być spędzony jeden-na-jeden, tylko i wyłącznie z dzieckiem. Dziś chyba nikomu by nie przyszło do głowy, żeby zaraz po pracy zabawiać swoją znudzoną, niepracującą mamę sad
Dziadkowie nieszczególnie potrafili zajmować się dziećmi. Nie umieli w żaden sposób rozwiązywać dziecięcych konfliktów. Pamiętam oglądanie telewizji non-stop i jedzenie przed telewizorem. Mam do tego taki wstręt, że moje dzieci nawet nie wiedzą, że jest możliwość zjedzenia czegoś poza kuchnią smile
Za to dziadkowie z drugiej strony byli po prostu zazdrośni. Starczało im energii tylko na pyskówki, a żeby zabrać wnuki na wycieczkę, to już nie bardzo.

Ci dziadkowie na karku non-stop, rodzice, którzy nie mogli samodzielnie podjąć żadnej decyzji, szpiegowanie nas cały czas. Wspominam to jako jakąś okrutną groteskę.

Razem z mężem, uzgodniliśmy, że nasze dzieci nie będą wychowywane przez dziadków. My dajemy z siebie tyle, ile możemy, a gdy nie możemy, to zatrudniamy nianię. Kontakt z dziadkami owszem jest: święta, imprezy, czasem obiad albo spacer, ale wszystko pod moją kontrolą.

Czy ktoś jeszcze miał podobne przeżycia?
Obserwuj wątek
      • trillian Re: Wychowani przez dziadków (długie) 22.07.20, 09:59
        conena napisała:

        > zemściłaś się za grzechy swojej babci na swoich rodzicach i dzieciach. #fucklog
        > ic
        >
        >

        Nie tylko swoich rodzicach, męża też.
        Wyobrażacie to sobie, że wasze dziecko rozmnaża się z kimś kto miał kiepską babcię, wiec wy swoje wnuki widujecie od święta i pod kontrolą?

        Mocne przegięcie, imo.
        Ja miałam tylko jedną babcię i to też taką jak autorka, mieszkaliśmy razem ale nigdy się z nią nie bawiłam. Moje dzieci mają dwie babcie, które mają swoje odchyły, ale kontakt z dziećmi mają częsty i bliski. Mają swoje sprawy i widzę ile dzieci (babcie oczywiście też) na tym korzystają. Każda dodatkowa osoba która kocha nasze dziecko to skarb. Nawet jak czasem nakarmi obiadem na słodko a do picia da sok a nie wodę.. oczywiście są ludzie toksyczni, nieodpowiedzialni którym dzieci się nie powierza, ale tutaj toksyczna była prababcia dzieci a cierpią wszyscy, nawet Bogu ducha winni dziadkowie z drugiej strony.
          • lily_evans11 Re: Wychowani przez dziadków (długie) 22.07.20, 10:36
            Nie wiem, czy umeczeni, jak komuś coś nie pasuje, to stawia granice, tym bardziej ze nie jest tak, że ma z tego jakieś korzyści i wypadałoby milczeć.
            Co do drugich dziadków, zgadzam się, autorka nie daje im szansy.
            Myślę, że chodzi jej o to, że w jej domu rodzinnym dzieci i ich potrzeby były na ostatnim planie, a ona sama chce angażować się w swoje.
            Mialam bardzo nieprzyjemna, skoncentrowana na sobie i na pracach domowych babcie ze strony ojca, zero serdeczności, umiejętności rozmawiania z dziećmi i fatalne jedzenie. Raz u niej spędziłam dzień i więcej nigdy, w dodatku na wieczór, już w domu, zwróciłam ten cudny obiadek, który przymusowo trzeba było zjeść wink. Trochę wiec rozumiem autorkę.
            • trillian Re: Wychowani przez dziadków (długie) 22.07.20, 10:46
              lily_evans11 napisała:

              > Nie wiem, czy umeczeni, jak komuś coś nie pasuje, to stawia granice, tym bar
              > dziej ze nie jest tak, że ma z tego jakieś korzyści i wypadałoby milczeć.

              W jakiej galaktyce? Mało kto umie postawić granice. Teraz, na ematce wszyscy tacy mądrzy i wygadani. A już widzę jak te 30 lat temu kobieta wychowana na grzeczną dziewczynkę powie "matka, weź idź do siebie bo dopiero wróciłam z pracy i nie chce mi się z tobą gadać".
              Dzisiaj dorosłe baby maja problem z granicami (vide wątki okoloseiateczne) a ty twierdzisz że tamta matka lubiła zabawiać swoją trującą matkę zamiast zająć się własnymi dziećmi.
              Zresztą była jaka była, nie tłumaczę jej. Po prostu wydaje mi się że to jej nie skreśla jako babci.

              Moja matka bardzo się stara być inną babcią i matką niz jej matka. A narzędzi nie ma za bardzo,bo ją wychowała zimna kobieta z problemami psychicznymi. Musiałabym upaść na głowę żeby ją karać za błędy mojej babci. Ile pokoleń ta zemsta ma trwać?
            • trillian Re: Wychowani przez dziadków (długie) 22.07.20, 11:09
              bulzemba napisała:

              > Nie wszystko jest zaprogramowane, nie wszystko się powiela? To czemu od pokoleń
              > są kawały o wrednych teściowych? Czemu kobieta której teściowa była wulgarną w
              > iedźmą sama staje się nieznośna?

              A co, wszystko się powiela twoim zdaniem?
              Autorka mieszka z mamą i zabawia ją codziennie olewając dzieci?
        • conena Re: Wychowani przez dziadków (długie) 22.07.20, 10:44
          lily_evans11 napisała:

          > Niekoniecznie. Zauważ, że jej rodzice, obecnie dziadkowie dzieci, chętnie ten
          > model powielali, jest też spore prawdopodobieństwo, że będą go odtwarzać.
          >

          musiałam przegapić o rodzicach, właściwie tylko o mamie wyłowiłam, że po pracy gotowała obiad i nasłuchiwała, kiedy trzasną drzwi i zamelduje się babcia.
          o ojcu autorki nic. może byłby świetnym dziadkiem, takim co majsterkuje albo pasjonuje się starymi znaczkami i opowie coś ciekawego albo weźmie na spacer i opowie o tym, że za jego czasów to tej ulicy nie było, a on z kumplami tu grał w nogę. wg mnie nie trzeba wielkich rzeczy robić, żeby być fajnym dziadkiem albo fajną babcią. to wcale nie muszą być klimaty placka drożdżowego z Zielonego Wzgórza. tylko autorka się nie dowie, jak nie zaryzykuje i nie dopuści rodziców swoich i męża do dzieciaków.
      • kosmos_pierzasty_x Re: Wychowani przez dziadków (długie) 22.07.20, 10:19
        O nie. W ogóle nienawidzę grającego non stop TV. U mnie w domu grał i też mam uraz.

        Dziadków miałam fajnych, to jak babcia odbierała mnie ze szkoły w podstawówce, a potem grała w gry, zabierała na lody, czytała, bawiła się... jak razem dziadkiem gotowaliśmy obiady, albo jak - wbrew rodzicom! - kupił mi psa, jak mnie uczył języków... To są najlepsze wspomnienia z dzieciństwa.

        Za to moje dziecko dziadków nie ma, jedną babcię ma słabo ogarniętą, drugą kościółkową i przez tę kościółkowość, jak dziecko było małe, nie mogłam zostawiać jej samej z babcią, zaraz był kościół, msze, księża, nawet podchody do chrztu za moimi plecami! Teraz dziecko ma już do pewnego stopnia własne zdanie, jakieś poglądy to już inaczej, więc czasem się widują same i ok.
      • lily_evans11 Re: Wychowani przez dziadków (długie) 22.07.20, 10:28
        Tak, jak masz na to ochotę.
        Domyslam się, że dzieci nie mogły za bardzo nawet pogadać z dziadkami przy obiedzie, bo ci byli zajęci śledzeniem jakiegoś "fascynującego " programu.
        Z kolei kiedyś musiałam spędzić 3 dni u siostry mojej babci, był remont. Dzieckiem byłam, ale pamiętam, że nie mogłam wytrzymać ryczacego non stop telewizora. U mnie w domu i u mojej babci wlaczalo się tv na programy, które chciało się obejrzeć.
                • raadhiyah2020 Re: Wychowani przez dziadków (długie) 22.07.20, 12:04
                  ichi51e napisała:

                  > Gdzie chcemy dzieki bogu! Wiecej jemy to na co kazdy ma ochote a nie to co kuch
                  > nia wydala...
                  >

                  Akurat wspolny posilek chociaz jeden dziennie to wlasnie okazja do rozmowy wszystkich domownikow a to jednak zbliza ludzi do siebie. U mas posilki sa tak robione zeby wszystkim smakowaly. Czasem odstapujemy od wspolnego jedzenia ale sporadycznie.
                  • skarolina Re: Wychowani przez dziadków (długie) 22.07.20, 12:09
                    I naprawdę musi to być posiłek? Kiedy człowiek żuje, to nie bardzo ma jak gadać, siedzi przy stole, więc niezbyt wygodnie, rusza, przesuwa, podaje, nalewa - zawsze mnie zadziwia, skąd ten fetysz wspólnych posiłków jako okazji do rodzinnej rozmowy?
                    Codzienne przygotowanie posiłków tak, żeby wszystkim smakowały kończy się tym, że często trzeba rezygnować z ulubionych przez niektórych członków rodziny potraw i podawać tylko te, co do których jest zgoda. U nas w takiej sytuacji w zasadzie nigdy nie jadłbym pieczarek, które uwielbiam, a połowa rodziny nie.
                    • raadhiyah2020 Re: Wychowani przez dziadków (długie) 22.07.20, 12:39
                      skarolina napisała:

                      > I naprawdę musi to być posiłek?

                      Nie musi ale jest to swietna okazja do rozmow.
                      Skad sie bierze u ludzi taka niechcec do wspolnych posilkow? Czy to poklosie polskich ciasnym mieszkan gdzie nie bylo miejsca na stol i krzesla a pokoj dzienny byl zarowno sypialnia jak i jadalnia tyle ze stol zaminiono na lawe?

                      Kiedy człowiek żuje, to nie bardzo ma jak gadać


                      Oczywiscie ze rozmawia, wiele roznego rodzaju spotkan biznesowych odbywa sie podczas jedzenia, jedzenie podaje sie na uroczystosciach itd podczas ktorych ludzie jedza i rozmawiaja.

                      > , siedzi przy stole, więc niezbyt wygodnie,

                      Siedzenie przy stole nie jest wygodne?

                      > Codzienne przygotowanie posiłków tak, żeby wszystkim smakowały kończy się tym,
                      > że często trzeba rezygnować z ulubionych przez niektórych członków rodziny pot
                      > raw i podawać tylko te, co do których jest zgoda.

                      Wcale nie czesto trzeba rezygnowac.

                      U nas w takiej sytuacji w zas
                      > adzie nigdy nie jadłbym pieczarek, które uwielbiam, a połowa rodziny nie.

                      Skoro to kwestia jednego skladnika to w czym problem? Moja corka nie lubi pieczarek, wiec ona ich nie je, nie lubi ryb wiec ma co innego, nie ma takich rzeczy wiele.

                      Dziwi mnie jak wiele osob jest przyzwyczajonych do jadania oddzielnie a potem sie okazuje ze ludzie nie maja ze soba o czym rozmawiac, nic o sobie nie wiedza itd. Male dzieci sie napycha jedzeniem podczas ogladania TV, starsze dzieci jedza w swoich pokojach zajete ogladaniem fimow, graniem albo aktywnym zyciem w mediach spolecznosciowych, patnerzy podobnie kazdy osobno gapiac sie w swoj telefon. Przeciez ludzie spedzaja mnostwo czasu w pracy, szkole itp, dlaczego wspolne zjedzenie posilku jest az takim problemem?
                      • kluska_ze_slaska Re: Wychowani przez dziadków (długie) 22.07.20, 12:57
                        Popieram.

                        Moje dzieci na wszystkich uroczystościach siedzą przy stole, jedzą mniej lub więcej, a potem idą się bawić.

                        Dla porównania część dzieci z rodziny nawet nie umie usiedzieć przy stole. Mamy ganiają za nimi z kanapkami. Albo wyciskają mus z tubki prosto do buźki podczas oglądania bajki. To dla mnie koszmar.

                        Dziecko musi wiedzieć, że teraz jest posiłek. Staram się przygotować różnorodne jedzenie. Każdy nakłada to, co chce, próbuje, bierze dokładki. Dzieci tez obserwują kulturalne zachowanie mamy i taty, który nie jedzą rękami i nie wkładają kotletów do kubka smile
                          • cosmetic.wipes Re: Wychowani przez dziadków (długie) 22.07.20, 19:27
                            ichi51e napisała:

                            > Najwazniejsze zeby pokazac ze sie dziecko dobrze wychowalo przy tym posilku inn
                            > ymi slowy big_grin
                            >

                            Dość ważne jest takie wychowanie dziecka, żeby nie zachowywało się jak dzicz w różnych sytuacjach. Np przy stole, w teatrze, u lekarza, w samolocie. W dorosłym życiu to przydatne umiejętności.

                            Aczkolwiek wiem, że akurat ty jesteś zwolenniczką odmiennego modelu chowu. Napisałam chowu, bo tu wychowanie byłoby nadużyciem.
                          • lily_evans11 Re: Wychowani przez dziadków (długie) 23.07.20, 09:39
                            Wiesz co, ale to też jest ważne, dzieci szkolne są potem zapraszane do kolegów na cały dzień, na nocowanie, jest jedzenie, tak samo na wycieczce szkolnej, zielonej szkole itp. Bardzo przykre jest siedzenie z kimś, kto nie umie po prostu kulturalnie i schludnie usiąść przy stole, je rozwalony na krześle, bawi się jedzeniem, nie umie porozmawiać w trakcie posiłku (ja nie siadam z zapraszanymi dzieciakami do obiadu i nie zagaduję, bo mnie samą to męczy i jest to dla mnie totalnie nieciekawe - ale wiem, że inni rodzice to robią często) albo po prostu nie potrafi zjeść na czas, bo całe życie jadł obiad/kolację tak długo, jak trwał film.
                            I owszem, również kultura osobista i adekwatne zachowanie do różnych sytuacji jest częścią wychowania, człowiek niekulturalny, nie stosujący się do norm jest po prostu męczący i przykry, kiedy znajdzie się w zbiorowości, zwłaszcza w konkretnych sytuacjach. I wtedy po dziecku jaskrawo widać, że np. odstaje od rówieśników.
                        • memphis90 Re: Wychowani przez dziadków (długie) 22.07.20, 13:52
                          >Dziecko musi wiedzieć, że teraz jest >posiłek.
                          Ale mówimy o roczniaku, tak? Bo nastolatki to juz chyba ogarniają pory posiłków....

                          >Staram się przygotować różnorodne >jedzenie
                          A ja nie. Pracuje, utrzymuję dom, odrabiam lekcje, gotuję obiady i NIE CHCE MI SIĘ szykować różnorodnego jedzenia, żeby każdy mógł sobie powybierać.

                          >Dzieci tez obserwują kulturalne >zachowanie mamy i taty, który nie >jedzą rękami i nie wkładają kotletów >do kubka smile
                          Znów - masz roczniaka, tak? Bo chyba nastolatek nie śledzi z zapartym tchem kulturalnego obcowania rodziców...? Swoją drogą my nie celebrowalismy calorodzinnych kolacyjek, a żadnemu z moich dzieci nie przyszło do głowy, żeby pchać kotlet do kubka.
                      • mid.week Re: Wychowani przez dziadków (długie) 22.07.20, 13:25
                        Mnie sie nie chce gadac przy jedzeniu, nie jest to dla mnie atrakcyjna sytuacja, nie pasuje do mnie. Jestem bardziej skandynawska niz srodziemnomorska. Tez mnie wychowano zgodnie z etykieta, posilki byly wspolne, kiedy to bylo mozliwe, nie biegalam z kanapkami kiedy rodzina jadla obiad. Nie bylo przegiecia w zadna strone, wiec nie jest to kwestia wychowania ani traum, a mojego charakteru.
                      • memphis90 Re: Wychowani przez dziadków (długie) 22.07.20, 13:47

                        >Dziwi mnie jak wiele osob jest >przyzwyczajonych do jadania >oddzielnie a potem sie okazuje ze >ludzie nie maja ze soba o czym >rozmawiac, nic o sobie nie wiedza
                        U mnie w domu jadało się wspólnie kolacje lub obiady i kolacje. Zareczam Ci, że moja rodzina więcej o mnie nie wie, niż wie, bo samo usadzenie za stołem i wepchniecie do gardła kotleta nijak się nie przekłada na bliskość.
                    • raadhiyah2020 Re: Wychowani przez dziadków (długie) 22.07.20, 12:42
                      aaa-aaa-pl napisał:

                      > Nienawidzę gadania przy jedzeniu.
                      > Lubię pogadać, ale bez kotleta w jamie ustnej.

                      To efekt tego odiotycznego powiedzenia jak pies je to nie szczeka.
                      Takie prostackie podejscie ludzie kiedys mieli, byle napchac brzuch, na uroczystosciach nawet talerzy nie wymieniano bo sie przeciez w brzuchu i tak wszystko wymiesza. Jak widac nic sie nie zmienilo.
                      • iwles Re: Wychowani przez dziadków (długie) 22.07.20, 12:54

                        chyba masz nie po kolei w głowie.
                        U was w rodzinie nie da rady inaczej prowadzić rozmów, niż przy wspólnym spożywaniu posiłków?
                        Omawiacie wtedy plany życiowe? Wybór szkoły? zawodu? przyszłości ?
                        Rozumiem jeszcze luźne, nic nieznaczące rozmowy, takie o wszystkim i o niczym. No ale raczej nie spełniają one funkcji "rodzinnych rozmów, mających zacieśniać relacje", więc nie o takie ci chyba chodzi.

                        Mój nastolatek nienawidzi poważnych rozmów przy wspólnym posiłku, szczególnie, gdy dotyczą jego. Zabiera talerz i odchodzi od stołu. I ja to rozumiem. I szanuję.
                        Owszem, jemy wspólne posiłki, w weekendy, ale raczej jest to wynik lenistwa, niż jakieś ideologii pro rodzinnej.

                        Rozmowy prowadzimy w momencie, gdy jest taka potrzeba, nie czekając aż na stół wjedzie kotlet.
                        • raadhiyah2020 Re: Wychowani przez dziadków (długie) 22.07.20, 13:15
                          iwles napisała:

                          >
                          > chyba masz nie po kolei w głowie.

                          Bo napisalam prawde a ciebie ubodla?

                          > U was w rodzinie nie da rady inaczej prowadzić rozmów, niż przy wspólnym spożyw
                          > aniu posiłków?

                          Oczywiscie ze tak, rozmawiamy w roznych okolicznosciach ale wspolny posilek jest jedna z najlepszych okazji.

                          > Omawiacie wtedy plany życiowe? Wybór szkoły? zawodu? przyszłości ?

                          A dlaczego nie? Tak, rozmawiamy o wszystkim, o powazniejszhch i mniej powaznych sprawach, o tym jak nam minal dzien, co nas zaciemawilo w prasie itd. Rozmawiamy o szkole, o planach corki na studia, o nowej pracy o ktora zaaplikowala, o moim nowym kursie ktory rozpoczne we wrzesniu itd.
                          Nie wiem jak wy rozmawiacie ze was to doprowadza do zabrania talerza i wyjscia. Moze warto sie nad tym zastanowic.
                          • mid.week Re: Wychowani przez dziadków (długie) 22.07.20, 13:49
                            To nie jest zadna prawda tylko gownoprawda i wrzucanie calego swiata do jednego wora. I nie ma co dorabiac szczegolnych ideologii ani teorii o nici porozumienia ciagnacej sie niczym makaron spaghetti miedzy czlonkami rodziny jedzacymi zawsze wspolnie. Jedni sa rozmowni, inni mniej, ci pierwsi zawsze maja cos do powiedzenia a ci drudzy niekoniecznie. Ja moge przesiedziec trzydaniowy obiad z dokladkami w milczeniu. Nie wiem czego domownicy sie w tym czasie o mnie dowiedza odkrywczego, bo to ze nie naleze do najbardziej wygadanych osob na swiecie to juz zauwazyli...
                        • raadhiyah2020 Re: Wychowani przez dziadków (długie) 22.07.20, 14:51
                          memphis90 napisała:

                          > Tak Ci mówiono...?

                          Nie, to slyszalam w roznych domach. My akurat jedlismy wspolnie i rozmawialismy, wspominam bardzo dobrze.
                          Jednak rozumiem ze nie wszedzie tak bylo, ze w wielu domach rozmowa to bylo jak za kare, domownicy schodzili sobie z drogi jak tylko mogli itd. Stad ta niechec.
                          • iwles Re: Wychowani przez dziadków (długie) 22.07.20, 15:02
                            " My akurat jedlismy wspolnie i rozmawialismy, wspominam bardzo dobrze.
                            Jednak rozumiem ze nie wszedzie tak bylo, ze w wielu domach rozmowa to bylo jak za kare, domownicy schodzili sobie z drogi jak tylko mogli itd. Stad ta niechec."


                            no widzisz, a w innych domach rozmawiało się (i rozmawia) częściej, niż tylko przy posiłkach. Uważasz, że jeśli nie przedyskutuje się tematu podczas obiadu, to znaczy, że wcale ?
                            Serio nie rozmawiacie ze sobą między posiłkami ?
          • mid.week Re: Wychowani przez dziadków (długie) 22.07.20, 10:40
            Aktualnie moja mama mnie usiluje zabawiac dysputami przy jedzeniu. Najchetniej wlaczylabym jej jakas bajke zeby sie zajela. Tak samo tesknie zerkalam na tv podczas wiekszosci imprez typu "imieniny tesciowej", "urodziny cioci zosi". Jestem intro, gledzenie o nieciekawiacych mnie rzeczach i kazdy rodzaj kurtuazyjnego utzymywania kontaktow jest dla mnie w cholere meczacy, nuzacy. Wchodze z takich spotkan umordowana, z bolem glowy, poczuciem przebodzcowania.
            Dlatego w temacie "tv do obiadu" jak i w wiekszosci innych mam podejscie "kazdemu wedle potrzeb". Nie ma jednej odpowiedzi - to jest zle/dobre.
            • lily_evans11 Re: Wychowani przez dziadków (długie) 22.07.20, 10:50
              Tylko jak widać, tu były zapokajane potrzeby tylko 1 strony.
              A my z córką np zawsze czytamy książki przy jedzeniu, ale to jakoś tak samo się wykształciło. Jakby dziecko wtedy chciało gadać, to bym z nim gadała i tyle.
              No i rozmowa dziadków z wnukami to nie powinien być nudny small talk o du... maryni.
              • trillian Re: Wychowani przez dziadków (długie) 22.07.20, 10:56
                lily_evans11 napisała:

                > No i rozmowa dziadków z wnukami to nie powinien być nudny small talk o du... ma
                > ryni.
                >

                Ale tak właśnie będzie jak dzieci i dziadkowie nie będą miały więzi stworzonej w swobodnych warunkach. Jak się z kimś spotkasz od święta to o czym będziesz gadać? "Co tam w szkole?"
                • lily_evans11 Re: Wychowani przez dziadków (długie) 23.07.20, 10:06
                  Autorka pisze o sytuacji, kiedy codziennie widywała się z babcią, która nie raczyła nawet do niej ust otworzyć i wolała oglądać TV przy obiedzie - do tego się odnoszę.
                  Już pomijam, że telewizor cały dzień grający w chałupie i umilający każdy posiłek, to zgroza. Bo akurat nie wierzę, żeby program był wybierany pod dzieci.
                  • trillian Re: Wychowani przez dziadków (długie) 23.07.20, 16:54
                    lily_evans11 napisała:

                    > Autorka pisze o sytuacji, kiedy codziennie widywała się z babcią, która nie rac
                    > zyła nawet do niej ust otworzyć i wolała oglądać TV przy obiedzie - do tego się
                    > odnoszę.
                    > Już pomijam, że telewizor cały dzień grający w chałupie i umilający każdy posił
                    > ek, to zgroza. Bo akurat nie wierzę, żeby program był wybierany pod dzieci.
                    >

                    A ja piszę o babciach i dziadkach dzieci a nie o tym co się wydarzyło te 20 lat temu. Było minęło.
                    • lily_evans11 Re: Wychowani przez dziadków (długie) 24.07.20, 12:45
                      Czyli wspominając nie można odczuwać niezadowolenia, bo "minęło"?
                      Albo uświadomić sobie, że to i tamto było grubo nie halo?
                      Zauważ, że dzieci autorki spotykają się dziadkami, tylko po prostu nie są im podrzucane na cały dzień czy więcej. Może też i dlatego nie ma w tych kontaktach zniecierpliwienia, zaniedbywania emocjonalnego czy włączania TV w czasie obiadu, żeby się psychicznie od tych dzieci odizolować.
                      Dla wielu dziadków zajmowanie się wnukami na cały etat to dużo za dużo.
              • mid.week Re: Wychowani przez dziadków (długie) 22.07.20, 11:04
                Tylko jak widać, tu były zapokajane potrzeby tylko 1 strony.

                I nadal tak jest - zarzadzila zakaz bo odreagowuje swoje poczucie krzywdy.
                A ogladanie z dzieciakami Madagaskaru do pomidorowej jest calkiem fajne.

                No i rozmowa dziadków z wnukami to nie powinien być nudny small talk o du... maryni.

                Nie kazdy potrafi odnalezc sie w roznicach miedzy dwoma pokoleniami i dotyczy to zarowno dziadkow jak i wnukow. Dzieciaki zreszta czesto przechodza w rozwoju okres w ktorym chocby starzy stawali na rzesach to sa po prostu nudni i stanowia wylacznie element krajobrazu, ktory trzeba jakos zaakceptowac. Ich zycie kreci sie wtedy wokol rowiesnikow, szacun dla dziadkow ktorzy potrafia utrzymac zainteresowanie rozmowa takich okazow chocby przez kilka minut wink
    • pyza-wedrowniczka Re: Wychowani przez dziadków (długie) 22.07.20, 10:19
      Bo to zależy od ludzi. Mnie nie wychowywały babcie, ale widywałam je b. często (tak pewnie wyszłoby średnio z 20 razy w roku). I zawsze to lubiłam, chociaż mama mojej mamy to bywała foszasta i kłótliwa trochę.
      Zaś mojego taty brat mieszkał na takiej zasadzie jak twoi rodzice i moje rodzeństwo bardzo dobrze dziadków wspomina. Ale babcia nie przechodziła do drugiego domu nieproszona (dziadek zmarł jak byli w przedszkolu), raczej to dzieciaki wpadały do babci po szkole, bo tam się można było załapać na ciasto i kakao, a potem szły do siebie. Więc to są indywidualne przypadki.

      Moje dziecko przez 1,5 roku było wychowywane przez babcie (pomiędzy końcem macieżyńskiego a przedszkolem) - obie na emeryturze i obie by nam nie darowały, jakbyśmy wynajęli opiekunkę. Teraz mlody też widuje dziadków często, bo mieszkamy 5 minut od siebie. I raczej nie narzeka, a ja nie patrzę nikomu na ręce. Ufam dziadkom, ale też nie mam jakiejś schizy, że zrobią coś źle.
    • raadhiyah2020 Re: Wychowani przez dziadków (długie) 22.07.20, 10:27
      Na każdym kroku rodzicom się przypomina, że czas zaraz po przedszkolu, powinien być spędzony jeden-na-jeden, tylko i wyłącznie z dzieckiem.

      Sie przypomina? Kto cos takiego rodzicom przypomina? Dlaczego 1:1? To ma jakies znaczenie dla przedszkolaka? A jesli jest wiecej dzieci?
    • alpepe Re: Wychowani przez dziadków (długie) 22.07.20, 10:35
      Wiesz, ogólnie są różni ludzie. Moja matka była całe życie córką swojej matki, a nie moją matką, moja babcia miała w sumie dwie córki, ją i mnie. I nie mogę mieć pretensji, było, jak było. Wiem, że cię uwiera. Cóż, mój ojciec, a nie miałam zegarka, po prostu lał, jak długo nie przychodziłam do domu, myślę więc, że ten beton nie był najgorszy. Ale rozumiem, o czym piszesz. Ty popełnisz inne błędy wychowawcze, o które dzieci będą miały do ciebie pretensje. Ja nie znosiłam być wypytywana, jak w szkole, w związku z tym nie pytałam córki, o co ona nagle kilka lat temu miała pretensje, bo to dla niej była oznaka, że się nią nie interesuje, a ja i zresztą jej ojciec również, zawsze byliśmy zakłopotani pytaniami naszych matek i nawet źli o takie: jak w szkole, co robiliście itd. Wiesz, dojrzewanie, takie faktyczne, to strącanie bogów dzieciństwa, rozprawianie się z mitem, że są oni najmądrzejsi i najlepsi. I właśnie to robisz. Twoja babcia była, jaka była. Na pewno się starała być dobrą babcią, ale cóż, nie wyszło tak, jak ty byś chciała.
    • trillian Re: Wychowani przez dziadków (długie) 22.07.20, 10:36
      Historia zatacza koło a każde pokolenie ma swoje traumy. Ty miałaś nieustanną obecność babci więc redukujesz dziadków swoich dzieci do roli dalszych krewnych, a twoje dzieci może będą miały traumę związaną z brakiem bliskiej relacji z dziadkami i kontrolującą mamuśką. Jest więc szansa że do swoich wnuków zostaniesz dopuszczoa trochę bliżej niz ty teraz dopuszczasz.
      • kluska_ze_slaska Re: Wychowani przez dziadków (długie) 22.07.20, 11:06
        Nie redukuję obecności dziadków. Po prostu nie wyobrażam sobie, żeby codziennie, dzień w dzień, moje dzieci siedziały z dziadkami po kilka godzin. Nie podoba mi się taki model rodziny.

        Uważam, że utrzymujemy poprawne stosunki z dziadkami z obu stron. Nie będę się już licytować, ile razy się widzimy. We wszystkie święta, urodziny jest kontakt z dziadkami. Również na co dzień, bez okazji.
        Tak, dzieci czasem zostają same z dziadkami. Nie patrzę im na ręce.

        Chodzi mi o to, że wyznaczam konkretny czas i cel spotkania, np. obiad z dziadkami, a potem wyjście na nowy plac zabaw. Konkretny czas, konkretne godziny, ustalone wcześniej.
        Obserwuję inne rodziny, również z bliskiego otoczenia i widzę, że spędzenie całego weekendu u dziadków to nieraz norma. Tydzień w tydzień. Nie krytykuję takiego stylu życia. Ja po prostu się w czymś takim nie odnajduję.

        Moi teściowie byli przez długi czas dziadkami na cały etat dla pozostałych swoich wnuków. Wydaje mi się, że właśnie z moimi dziećmi mają najlepszy kontakt. Po prostu nie są sobą zmęczeni. Każde spotkanie jest radosne, dla obu stron. Nie ma takiego znużenia, jak w przypadku codziennych wizyt.
      • zona_glusia Re: Wychowani przez dziadków (długie) 22.07.20, 11:17
        Można naprawdę mieć traumę związaną z brakiem bliskiej relacji z dziadkami?
        Dziadkowie jak są fajni to super, a jak ich nie ma to dziecko tego jakoś specjalnie nie odczuwa. Piszę ze swojego doświadczenia - widywałam swoich dziadków raz w roku w czasie wakacji. Babcie już wtedy nie żyły. Jeden dziadek był zupełnie w tle kuzynów, wujków, ciotek i atrakcji wiejskiego życia. Z drugim i jego żoną byłam bardziej związana, ale też nie jakoś specjalnie blisko.
        • trillian Re: Wychowani przez dziadków (długie) 22.07.20, 11:21
          zona_glusia napisał(a):

          > Można naprawdę mieć traumę związaną z brakiem bliskiej relacji z dziadkami?
          > Dziadkowie jak są fajni to super, a jak ich nie ma to dziecko tego jakoś specja
          > lnie nie odczuwa. Piszę ze swojego doświadczenia - widywałam swoich dziadków ra
          > z w roku w czasie wakacji. Babcie już wtedy nie żyły. Jeden dziadek był zupełni
          > e w tle kuzynów, wujków, ciotek i atrakcji wiejskiego życia. Z drugim i jego żo
          > ną byłam bardziej związana, ale też nie jakoś specjalnie blisko.

          Można, ale nie trzeba. Tak jak można mieć traumę bo babcia przychodziła codziennie.

    • trampki-w-kwiatki Re: Wychowani przez dziadków (długie) 22.07.20, 10:58
      Ja tam sobie chwalę bycie córką pracującej matki bez babci przy boku . Jak byłam mała mama była na wychowawczym, więc miałam ja 24 godziny na dobę. Potem poszłam do przedszkola, a potem mama wróciła na cały etat i miałam mnóstwo czasu dla siebie. Mogłam siedzieć sama w ciszy i robić swoje tajemne sprawy.

      Gdy odwiedzałam koleżanki ich babcie ciągle się wtrącały. Wsuwały głowę przez drzwi, pytały co robimy, naciskały zeby coś zjeść, nie pozwalały się głośno śmiać. Albo biegać. Albo twierdziły, że jesteśmy źle ubrane, bo tak naprawdę jest za zimno na krótkie spodnie, choć było 26 stopni w cieniu.

      Masz rację, życie z babcią bywa frustrujące.
    • andaba Re: Wychowani przez dziadków (długie) 22.07.20, 11:01
      Dwa razy przeczytałam, bo myslałam, że coś przeoczyłam. Oczekiwałam koszmaru, bicia, wyzywania, a tu takie nieszczęście - babcia zagadywała mamusię i dzidzia nie miała z kim się bawić, no tragedia. Ciekawa jestem, która matka 40 lat temu zabawiała dziecko wracające z przedszkola - ganiała raczej jak pies za ogonem, żeby ugotować, posprzatać, uprać, obrobić działkę, dzieci miały pomóc, albo przynajmniej nie przeszkadzać.

      Mniej filmów, więcej życia...
      • raadhiyah2020 Re: Wychowani przez dziadków (długie) 22.07.20, 11:14
        Andaba, mam takie same spostezezenia. Obecnie zreszta jest tak samo. Autorka bredzi o jakims przypominaniu na kazdym kroku o spedzaniu czasu po pracy z dzieckiem 1:1 🤣🤣🤣 po pracy to sie chce odpoczac a trzeba przygotowac posilek, ogarnac mieszkanie, jesli ma sie wiecej niz jedno dziecko to pracy wiecej. Ilu rodzicow ma czas, sily na skupianiu sie na dziecku 1:1, i co w przypadku gdy dzieci jest wiecej? Autorka pisze jakies farmozony a tak naprawde to dziadkowie jej nie wychowali a pomogli jej rodzicom w opiece. Pomogli jak umieli w dobrej wierze. Autorka ma traumatyczne wspomnienia bo dziadkowie nie mieli nowych mebli, sprzetow, nie podawali roznorodnych posilkow i czapka lezala za wysoko. Nie wiadomo nawet czy sie smiac czy plakac. Albo to troll albo idiotka.
          • kluska_ze_slaska Re: Wychowani przez dziadków (długie) 22.07.20, 13:52
            Skąd wiesz, że chcieli dobrze, że się starali? Wnuki po prostu były obok i jakoś tak pałętały im się pod nogami. Wiesz, co było najgorsze? To, że nie umieli się zająć większą liczbą dzieci. Dzieci krzyczały, biły się, niszczyły swoje rzeczy, a oni nie umieli albo nie chcieli na to nic poradzić. Zgadnij, kto był tym najmłodszym i najczęściej obrywał od rodzeństwa. Na prawdę chciałabyś spędzić dzieciństwo w miejscu, gdzie każdy konflikt rozwiązuje się tylko siłą lub wrzaskiem?
            • raadhiyah2020 Re: Wychowani przez dziadków (długie) 22.07.20, 14:54
              kluska_ze_slaska napisał(a):

              > Skąd wiesz, że chcieli dobrze, że się starali? Wnuki po prostu były obok i jako
              > ś tak pałętały im się pod nogami. Wiesz, co było najgorsze? To, że nie umieli s
              > ię zająć większą liczbą dzieci. Dzieci krzyczały, biły się, niszczyły swoje rze
              > czy, a oni nie umieli albo nie chcieli na to nic poradzić. Zgadnij, kto był tym
              > najmłodszym i najczęściej obrywał od rodzeństwa. Na prawdę chciałabyś spędzić
              > dzieciństwo w miejscu, gdzie każdy konflikt rozwiązuje się tylko siłą lub wrzas
              > kiem?

              Napisalam nizej, problemem byla wielodzietnosc, brak uwagi rodzicow a nie dziadkowie.
              Twoi rodzice mieli duzo dzieci ale nie mieli czasu/mozliwosci/czegos innego zeby je wychowac, wiec przechowywaliscie sie u dziadkow. Dziadkow nie powinnas obwiniac ze sie wami nie zajmowali tak jak bys chciala, to nie bylo ich obowiazkiem.
            • karen_ann Re: Wychowani przez dziadków (długie) 22.07.20, 16:29
              Może powinnaś swój żal zaadresować do rodziców a nie do dziadków. Głównym opiekunem są rodzice, czemu oni nie zajmowali się Wami? Dziadkowie to okazyjnie się zajmują, jeśłi ciężar wychowania spada na starsze osoby to one wychowują dzieci wg norm swojego pokolenia, robili co mogli..rodzicom to nie przeszkadzało. Czemu nie spędzali z Wami czasu? Nie dbali o urozmaicone jedzenie i nowe sprzęty? Jakby mieli w dup..ie ale chronisz ich i nie oskarżasz.

              Pytanie dlaczego łatwiej ci oskarżyć dziadków a nie nie rodziców że nie wywiązali się ze swoich obowiązków i nie pytali was czy Wam dobrze u babci? Czemu chcesz zatrudnić opiekunki do wychowania dzieci? Nie lepiej samemu wychowywać? Opiekunki są do pomocy a nie od wychowania.
              • kluska_ze_slaska Re: Wychowani przez dziadków (długie) 22.07.20, 21:33
                Nie chronię rodziców. Dobija mnie ich postępowanie. Im jestem starsza, tym bardziej dziwię się, że pozwalali na to.

                Odnośnie opiekunek, przecież napisałam: "My dajemy z siebie tyle, ile możemy, a gdy nie możemy, to zatrudniamy nianię." Niania pomaga nam bardzo sporadycznie.
                • pade Re: Wychowani przez dziadków (długie) 23.07.20, 10:49
                  Z tego co piszesz w tym wątku wynika, że chronisz. Całą złość przelałaś na babcię, jakby tylko ona była odpowiedzialna za to, że miałaś dużo rodzeństwa, że od niego obrywałaś, że rodzice nie poświęcali Ci czasu 1:1, że matka nie stawiała granic babci. Itd., itd.
                  Jesteś już dorosła, masz małe dzieci, warto odpowiedzialność umieścić tam, gdzie ona faktycznie była.
                  Do tego wszystkiego te zasady w kontrze. "Zrobię dokładnie odwrotnie niż moi rodzice" to jest wręcz standard wśród ludzi, tyle, że skrajności mało komu wychodzą na zdrowie. To jest dobre, gdy np. ojciec pił i bił a Ty obiecujesz sobie, że nigdy tego nie zrobisz. Ale np. kontrola spotkań Twoich dzieci z dziadkami czy też innych działań, bo nie było kontroli nad Tobą i Twoim rodzeństwem to jest jednak obarczanie obecnego pokolenia (dzieci) skutkami tego, co zadziało się w przeszłości i dotyczyło Ciebie.
                  Warto reagować na rzeczywistość, na to, co się obecnie dzieje, a nie na przeszłość. Czyli stawiać granice adekwatne do tego co się wydarza, a nie w reakcji na bolesne wspomnienia.
                  Zasady w domu są ważne, o ile nikomu nie szkodzą. Fajnie je mieć, byleby nie bać się, że jeśli zasada zostanie złamana, stanie się to, co działo się w przeszłości. A ja u Ciebie trochę takiego lęku widzę.
                  Za tym stoi nie tylko lęk, ale często przekonanie, że mojemu dziecku służy to, co mnie służyło, a nie służy to, co nie służyło mnie. Ja tego nie lubiłam, więc nie będę tego robić mojemu dziecku, a to lubiłam, albo tego potrzebowałam, więc będę to robić.
                  To jest traktowanie własnego dziecka jak przedłużenie siebie. To jest ślepota na nie i na jego potrzeby. Własne ja przesłania ja dziecka.
                  • trillian Re: Wychowani przez dziadków (długie) 24.07.20, 13:31
                    Dobrze ujęte, pade.
                    Nie można wychowywać dziecka tak żeby odtworzyć w 100% dzieciństwo jakiego sami nie mieliśmy a jakie chcieliśmy mieć. To inny człowiek, inne czasy i okoliczności. Trzeba dostosować swoje postępowanie do tego konkretnego dziecka a nie starać się naprawić swoje dzieciństwo za pomocą własnych dzieci.
                    To taka sama ślepota na dziecko jak np. matka wmuszająca jedzenie bo jak ona była mała to jedzenia brakowało.
            • morekac Re: Wychowani przez dziadków (długie) 23.07.20, 08:11
              >Wiesz, co było najgorsze? To, że nie umieli się zająć większą liczbą dzieci. Dzieci krzyczały, biły się, niszczyły swoje rzeczy, a oni nie umieli albo nie chcieli na to nic poradzić. Zgadnij, kto był tym najmłodszym i najczęściej obrywał od rodzeństwa.

              Zgadnij, kto im na to pozwolił. Twoi rodzice. Prawdopodobnie im też było z tym wygodniej.
        • kluska_ze_slaska Re: Wychowani przez dziadków (długie) 22.07.20, 11:32
          Serio, nie słyszałaś o spędzaniu czasu 1:1?
          Ja po pracy każdemu dziecku poświęcam krótszy lub dłuższy czas. Może być nawet 15 minut. Mam więcej dzieci, ale mam też męża, który ma to samo zadanie. (Przy większej liczbie dzieci chyba nie ma dobrego rozwiązania, jeśli wszystkie wracają do domu w tym samym momencie.)
          Po pracy mam czas tylko dla dzieci. Nie sprzątam, nie przygotowuję obiadu, nie czytam maila, nie gadam przez telefon. Jest zabawa, rozmowa, przytulanie. Dla mnie to jest ważne, bo ja tego nie zaznałam.
          Potem jest gotowanie, obiad, pranie i cały ten majdan. Potem. A najpierw dzieci.