Dodaj do ulubionych

Życiowe rozkminy...

23.07.20, 20:22
Wczoraj "byłam" na pogrzebie dobrego znajomego.
Kilka miesięcy temu zachorował na nowotwór, choroba szybko postępowała i zmarł.
Miał bardzo dużo znajomych, sporo przyjaciół ale nie wiele osób wiedziało, że choruje.
Zależało mu, żeby ludzie go zapamiętali jako pogodnego, wesołego człowieka. Był wyjątkowy, takich ludzi on jest mało...
I naszły mnie różne refleksje.
Ogólnie ciężko mi się pogodzić z tym, że był i już go nie ma.
Tak po prostu zachorował i odszedł. Podobne odczucia miałam tylko po śmierci mojej siostry...
Uświadomiłam sobie jakiego miałam farta, wygrywając walkę z nowotworem ( proszę nie czepiać się słowa WYGRAŁAM ).
Życie jest takie kruche i nieprzewidywalne.
Naszły mnie też myśli, co czuje człowiek umierając. Czy wie, że ten moment nadchodzi?
O czym wtedy myśli?

Miewacie takie rozkminy?
Smutno mi bardzo i źle i tak po prostu miałam potrzebę wygadania się.
Do tego bliska mi osoba czeka na operację w szpitalu, po wypadku i boję się, żeby u niej wszystko dobrze się skończyło...

Obserwuj wątek
    • bywalczyni.hosteli Re: Życiowe rozkminy... 23.07.20, 20:50
      Miewamy. Niestety nie umiem napisać nic sensownego, poza tym, że przykro mi z powodu Twojego znajomego. myślę, że ti normalne, że jesteś teraz w nastroju zadumy, pozwól sobie na przeżycie tych uczuć. Przede wszystkim, to bardzo gratuluję Twojej wygranej i życzę zdrowia Tobie i bliskiej osobie.
    • pani_tau Re: Życiowe rozkminy... 23.07.20, 21:35
      Staram się unikać tego typu rozkmin. Samej śmierci się nie boję za to wizja umierania w cierpieniu przeraża mnie nomen omen śmiertelnie.
      Raz w życiu zemdlałam, było to trzydzieści lat temu, do dziś pamiętam wszechogarniające uczucie przecudownej ulgi zanim wpadłam w absolutną czerń. Gdyby tak wyglądała śmierć to da się przeżyć wink.
      • trampki-w-kwiatki Re: Życiowe rozkminy... 23.07.20, 22:09
        To samo wrażenie miałam omdlenia.
        Kiedyś też doświadczyłam uczucia błogości i ciepła podczas utraty przytomności z wychłodzenia i to też było cudowne uczucie. Mózg wypuszcza fajerwerki z narkotyków, gdy już wszystko się kończy.

        Miałam też w życiu pięć razy narkozę i było to równie piękne.
            • bi_scotti Re: Życiowe rozkminy... 24.07.20, 14:52
              stephanie.plum napisała:

              > sama śmierć okej, ale przedtem chyba jest strasznie zimno i nieprzyjemnie?
              >

              Eeee … nie, idziesz w gleboki, zasniezony las, daleko, daleko od swiata, bierzesz butelke takiego alcohol jaki lubisz, moze jakas muzyke jesli potrzebujesz, siadasz pod drzewem w sniegu, pijesz powoli, zasypiasz, the end. Ale to jest opcja gdy sie jest sprawnym i mozna to samemu zorganizowac - ja sie obawiam, ze gdy swoja decyzje podejme, bede musiala polegac na pomocy innych. Dlatego tak wazne sa odpowiednie zapisy prawne umozliwiajace taka pomoc legalnie.

              Autorko watku, wyrazy glebokiego wspolczucia - zegnanie friends, zegnanie bliskich z naszej wlasnej generation to wybitnie bolesne doswiadczenie. Jak napisala wyzej Bywalczyni, daj sobie czas. Czas nie leczy niczego ale daje mozliwosc nauczenia sie zycia z dziura po czyjejs obecnosci.
              Rozkminy? Coz, wszysycy miewamy once in a while … W najtrudniejszych momentach, mnie najczesciej pomaga Beethoven. Dobrze jest miec/znac swoje ultimate remedy zeby choc czesciowo wypelniac czarne dziury. Life.
        • stephanie.plum Re: Życiowe rozkminy... 23.07.20, 22:34
          jejku, masz bujne doświadczenia w tej dziedzinie!

          ja zemdlałam raz, i raz miałam narkozę, pamiętam tylko, że było mi głupio, kiedy się budziłam, i stali nade mną jacyś ludzie.
          samego "zapadania w miękką ciemność" nie zarejestrowałam w ogóle.

          "utrata przytomności z wychłodzenia"? co Ci się stało?
        • kasiap0585 Re: Życiowe rozkminy... 24.07.20, 11:21
          "Kiedyś też doświadczyłam uczucia błogości..." Przypomniał mi się mój drugi poród. Siedzę w wannie, dziecko już czubkiem głowy na świecie i nagle to uczucie: ciepło, błogość, mam zamknięte oczy, słyszę położną, ale jak spod wody (jakbym nurkowała, a ktoś stojący na brzegu basenu do mnie mówił, taki dziwny pogłos), mam wrażenie, że coś jest nie tak bo przecież rodzę, a jest mi tak dobrze! Tak błogo! Czy ja umarłam? Czy coś poszło nie tak? Takie pytania rodzą się w mojej głowie, ale mam to gdzieś bo jest mi tak dobrze... i nagle czuję skurcz, wiem, że to już ostatni, rozluźniam ciało maksymalnie, dziecko pluuuup wypływa do wody. Otwieram oczy i jakbym się obudziła z letargu, jakbym wróciła z zaświatów. Czuję już normalnie, słyszę normalnie. Najdziwniejsze, a jednocześnie najpiękniejsze przeżycie w moim życiu. Określam je mianem "mistyczne" smile I tak czasem myślę czy podobnie wygląda śmierć?
        • jolie Re: Życiowe rozkminy... 24.07.20, 11:36
          Narkozę miałam kilka razy w życiu i absolutnie nic nie pamiętam. Żadnego zapadania się czy błogości. Jedynie stan pewnej jakby euforii po wybudzeniu (ale to tylko po cc, bo po normalnych operacjach miałam torsje, poniewierało mną okropnie).
        • mid.week Re: Życiowe rozkminy... 24.07.20, 15:25
          Mam podobne wspomniania, zarowno z narkozy jak i utraty przytomnosci (ale bez wychlodzenia) - cudownie uczucie, lepsze nawet niz ten moment kiedy wychodzisz z pracy a przed toba 2tygodnie urlopu
    • pingus Re: Życiowe rozkminy... 23.07.20, 23:02
      Śmierć jest różna. Przy nowotworze ostatnie godziny raczej wiesz, że odchodzisz (chyba że silnie to od siebie odrzucasz), ale zwykle toczysz wówczas walkę z bólem (nawet mimo silnych leków przeciwbólowych).
    • bei Re: Życiowe rozkminy... 24.07.20, 09:25
      Przytulam...
      Twój znajomy zostawił dobrą pamięć, czyli to, co można zostawić po sobie najlepszego.
      Nie wiem, co czuje umierający, jeśli cierpiał to zapewne ulgę, a może bezsilność? Przy narkozie widziałam mglistą biel, przy omdleniu nagłą czerń, działo się to wszystko bardzo szybko. Myślę, ze smierć w chorobie przychodzi innym tempem.
      Dbaj o siebie, życzę Ci zdrowia.
    • aguha Re: Życiowe rozkminy... 24.07.20, 11:33
      Miewam, miewam. Chyba każdy ma takie myśli.
      Dotknęła mnie mocno, ponad trzy lata temu, śmierć osoby z rodziny. To była osoba pełna energii. Pamiętam, że szokiem była już sama diagnoza. Porażające było dla mnie jak szybko choroba może postępować. Pamiętam, że w wigilię rozmawiałyśmy jeszcze normalnie, a po paru dniach osoba już nie kontaktowała. Okropny czas.

      Przytulam mocno.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka