Dodaj do ulubionych

Zarabianie na blogach podróżniczych. Nie rozumiem!

29.07.20, 15:47
Przyznam szczerze, że niezrozumiałym fenomenem jest dla mnie grupa osób żyjących całkiem wygodnie z tzw. blogów podróżniczych (piszę tak zwanych, ponieważ obecnie jest to co najmniej kombo, gdzie oprócz bloga jest też grany instagram, a często także własny kanał na you tubie, Tik tok itp.)

Gdyby te osoby przynosiły jakieś szczególne treści, no to ok, sam bym gapił się godzinami w ekran. Ale po przejrzeniu wielu tego typu platform czuję najczęściej zażenowanie - głupotą i płycizną sądów ich autorów (autorek) oraz ogólną miałkością treści. Tymczasem nawet najbardziej badziewne relacje podróżnicze mają na YT, gdzie jest licznik odsłon z automatu, dziesiątki tysięcy widzów.

Wszystko to umożliwia autorom owych relacji wygodne życie. Oto dziś, na głównej Onetu, widzę wywiad z jakąś Panią z Żagania, która świadomie utknęła w marcu w Meksyku i dotąd tam sobie mieszka (w strefie turystycznej Cancun-Tulum-Playa del Carmen) . Pani, jak się okazuje, żyje ze swego bloga i instagrama. Nie wiem co ona tam publikuje, bo już po przeczytaniu samego wywiadu mam absmak. Jakbym czytał przeżycia pani Stefy - fryzjerki z galerii handlowej (nic nie umniejszając fryzjerkom). O szpitalach nic nie wie, ale widziała jak eskortowali jakąś Panią do szpitala... Ludzie mili, bo gospodarze z airbnb mili, ale ponoć są też tacy niemili... Bezpiecznie jest, bo widzi policję i wojsko patrolujące ulice... Jedzenie ogólnie dobre, ale za duże porcje, a ludzie są grubi, bo się nie ruszają...

Qrwa, nie każdy musi być od razu Arkady Fiedler czy Tony Halik z Elżbietą Dzikowską, ale jakiś minimalny poziom wypadałoby trzymać. I jeszcze te pretensjonalne zdjęcia z samą sobą - tfu, co za shit!
Obserwuj wątek