Dodaj do ulubionych

Być prowadzoną czy prowadzić?

01.08.20, 12:45
Pamiętam, że jakiś czas temu jedna z forumek napisała w jakimś wątku, że od dawna poddaje się temu, co jej życie przynosi i że dobrze na tym wychodzi.
Dało mi to do myślenia smile
Upraszczając, można chyba powiedzieć, że to podejście wschodnie, zachodnie mówi raczej 'bierz życie w swoje ręce, sam decydujesz".
Jaka postawa jest Wam bliższa? I jak na tym wychodzicie?

Sama do pewnego czasu zdecydowanie wierzyłam, że mam los w swoich rękach i nawet to procentowało - uparta byłam... Aż mi się odechciało smile I od kilku lat daję się nieść, mniej lub bardziej. Oczywiście można powiedzieć, że teraz korzystam z tego, co zbudowałam wcześniej. Jednak... Może nie tylko o to chodzi?
Obserwuj wątek
      • kosmos_pierzasty Re: Być prowadzoną czy prowadzić? 01.08.20, 12:53
        W to akurat nie wątpiłabym... przenigdy wink I dotąd ani razu nie zderzyłaś się ze ścianą?
        Pytanie nie jest bynajmniej tendencyjne, bo ja się nie zderzyłam, ale poznawszy historie innych ludzi, nie odważyłabym się zarzekać, że nigdy mnie nie spotka nic, na co nie miałabym wpływu, tak naprawdę bym nie miała, a co decydowałoby w jakimkolwiek stopniu o moim życiu...
      • jak_matrioszka Re: Być prowadzoną czy prowadzić? 01.08.20, 15:27
        Ja jestem przeciwieństwem Triss, i "nie działam". Biore co chce, jak nie chce, to nie biore. Na przykład ślubu nie wziełam, i jak sobie pomyśle że w bonusie mam zero nerwów rozwodowych i użerania sie o różne sprawy, to jeszcze bardziej skłaniam sie ku katolickiemu kodowi posłuszeństwa i grzechu - lepiej w grzechu niż w trudzie wink Poza tym wychodze z założenia, że robić trzeba madrze. A dla mnie madrze, to z wykorzystaniem sprzyjajacych okoliczności, czyli tak jak życie poprowadzi. Robienie dla samego robienia, żeby pokazać "ja tu rzadze", mnie nie kreci. Można podlać ogródek, a można sprawdzić prognoze pogody i poczekać na deszcz.
        • gliminstory Re: Być prowadzoną czy prowadzić? 02.08.20, 09:33
          Tak właśnie smile . Interpretacja hasła "Boże ty się tym zajmij" jest wypaczona przez Kościół katolicki strasznie. KK trzyma ludzi w poczuciu winy i grzechu, co w dużej skali przynosi bierność, bezmyślne posłuszenstwo kacykom, odbieranie sobie prawa głosu, wyboru, wolnej woli, itd. Tymczasem idea jest taka, żeby nie kopać się z koniem bo nie trzeba. Będąc przekonanym że trzeba samemu walczyć ze światem który chce mi coś zabrać, jest się w stresie, w pogotowiu do wojny, zużywa się energię na bycie w pogotowiu. A tymczasem zawsze ale to zawsze w życiu się pojawiają jakieś drogi wyjścia z problemu, dziś nie widać ale jutro się pojawi, więc po co się zamartwiać dziś. Takie "pomyślę o tym jutro" w typie Scarlet. wierząc w "siłę wyższą" organizm jest spokojniejszy, nie spina się do walki, bo wie że rozwiązanie się zawsze pojawi i wtedy się je wybierze. KK wypaczył pojęcie "wolnej woli", a ona jest, i jest w tym najważniejsza .
          • jagoda2 Re: Być prowadzoną czy prowadzić? 02.08.20, 11:36
            gliminstory napisała:

            > Tak właśnie smile . Interpretacja hasła "Boże ty się tym zajmij" jest wypaczona pr
            > zez Kościół katolicki strasznie. KK trzyma ludzi w poczuciu winy i grzechu, co
            > w dużej skali przynosi bierność, bezmyślne posłuszenstwo kacykom, odbieranie s
            > obie prawa głosu, wyboru, wolnej woli, itd.

            Dlatego właśnie - zauważ - wszystkie państwa z dominującą religią katolicką są biedne, zacofane gospodarczo i społecznie (głównie państwa Ameryki Łacińskiej). U nas idealnym przykładem są wyborcy PIS-u (może nie 100%, ale 90% pewnie tak). Na przeciwległym biegunie są państwa z religią protestancką lub generalnie bez dominującej religii w życiu społecznym.
      • jadwiga1350 Re: Być prowadzoną czy prowadzić? 02.08.20, 12:47
        triss_merigold6 napisała:

        > Jestem z kultury Zachodu, bez katolickiego kodu posłuszeństwa i grzechu, to jas
        > ne, że wybieram działanie.


        Zabawna jesteś, bo katolicyzm to i Zachód i działanie...Gdzie masz na Wschodzie ten katolicyzm? Kolejna młoda, wykształcona z Wielkiego Miasta(na Zachodzie),he,he.
    • pomurnik91 Re: Być prowadzoną czy prowadzić? 01.08.20, 13:02
      Płynąć z prądem to obecnie mieszkałabym w rodzinnym mieście, pracowała w laboratorium w sanepidzie lub przy kopalni na pieprz... poranne zmiany za okolice polskiej najniższej krajowej mimo studiów, miała męża górnika miedziowego i niewiele do powiedzenia w domu bo górnik robiłby z 3 do 5 razy tyle co ja. Niewykluczone, że byłby alkoholikiem.
      Zdecydowanie wolę swoje życie
    • daniela34 Re: Być prowadzoną czy prowadzić? 01.08.20, 13:08
      Polecę bardzo znanym tekstem:

      "Boże, użycz mi pogody ducha, abym godził się z tym, czego nie mogę zmienić, odwagi, abym zmieniał to, co mogę zmienić, i mądrości, abym odróżniał jedno od drugiego."

      Tam, gdzie się da- "zmieniam", czyli kieruję swoim życiem, tam, gdzie sie nie da - płynę z prądem. Największe wyzwanie to odróżnić, żeby nie walić łbem w ścianę
      • anika772 Re: Być prowadzoną czy prowadzić? 01.08.20, 13:22
        Mam identycznie!
        big_grin

        Przy czym muszę dodać, że źle znoszę, jak się okazuje że nic nie mogę zrobić, a bardzo bym chciała.
        Frustracja mnie wtedy rozsadza, na szczęście wiem jak sobie z tym poradzić i jak tę wściekłą część aniki uspokoić i ukoićwink
      • jagoda2 Re: Być prowadzoną czy prowadzić? 02.08.20, 11:38
        daniela34 napisała:

        > Polecę bardzo znanym tekstem:
        >
        > "Boże, użycz mi pogody ducha, abym godził się z tym, czego nie mogę zmienić, od
        > wagi, abym zmieniał to, co mogę zmienić, i mądrości, abym odróżniał jedno od dr
        > ugiego."
        >
        > Tam, gdzie się da- "zmieniam", czyli kieruję swoim życiem, tam, gdzie sie nie d
        > a - płynę z prądem. Największe wyzwanie to odróżnić, żeby nie walić łbem w ści
        > anę

        Tak, to jest dobre podejście, tylko wyklucz tego Boga z cytatu i już będzie git wink
    • snakelilith Re: Być prowadzoną czy prowadzić? 01.08.20, 13:10
      Ja serfuję na fali losu. Jak przychodzi większa to wchodzę na nią odważnie i daję się nosić, jak mniejsza, to spokojnie odczekuję odpoczywając i zbierając siły. Nie uderzam głową w ścianę, nie walczę nerwowo o rzeczy, które są niemożliwe, albo gdzie bilans się nie zgadza, czyli musiałabym mocno pedałować by wejść na falę, czyli włożyć więcej niż z tego wychodzi, nie interesuje mnie tylko satysfakcja z osiągnięcia czegoś, to coś musi się pragamatycznie opłacać, gdzieś zanieść i nie wciągnąć pod wodę. I jakoś sobie płynę, mam wrażenie, że do przodu, więc nie mam powodów do skarg. To chyba jest, że daję się prowadzić? big_grin
    • nangaparbat3 Re: Być prowadzoną czy prowadzić? 01.08.20, 13:17
      Nie bardzo umiem sobie wyobrazić tę wschodnią postawę w naszych realiach.
      Coś z niej jednak mam w sobie, na przykład w pracy, czasem działam błyskawicznie i niesłychanie intensywnie, a czasem czekam, obserwuję, daję czasowi czas, i okazuje się, że część spraw rozwiązuje się sama, miękko.
      Nienawidzę działania dla działania samego w sobie, jak na przykład zamykania granic w kontekście covidu. Nieustanne krzątaniny, zapobiegliwości jako głównego motywu życia, planowania szczegółowego i takich oczekiwań. Jestem raczej otwarta na to, co się zdarza, i reaguję.
      Mam poczucie, że moje życie jest kolejnymi odpowiedziami na to, co się pojawia - ale na to pojawianie się mam wpływ niewielki lub żaden.
      Żeby cokolwiek ważnego zrozumieć naprawdę, muszę przepuścić przez podświadomość - "przespać się z tym".
      To czasem okropnie przeszkadza, ale w sumie się opłaca. Tak sądzę. W każdym razie zwalnia rytm. Z drugiej strony potrafię błyskawicznie przyspieszyć, kiedy trzeba, głównie chodzi o zagrożenie zdrowia (chociaż niekoniecznie mojego).
      Wydaje mi się, że płynąć z życiem o wiele bardziej otwieramy się na rzeczywistość. Pozwalamy być temu, co jest.


      • snakelilith Re: Być prowadzoną czy prowadzić? 01.08.20, 13:23
        nangaparbat3 napisała:

        >
        > Mam poczucie, że moje życie jest kolejnymi odpowiedziami na to, co się pojawia
        > - ale na to pojawianie się mam wpływ niewielki lub żaden.

        Dokładnie tak. Nie mam wpływu na to kiedy i jak wielka będzie fala, na którą wskoczę i często zaskakuje mnie jej kierunek, ale sama może w ogóle bym nie pomyślała, że można tam płynąć. Gdybym zrobiła sobie bardzo konkretny wąski, plan życiowy, to na pewno nie byłabym tam gdzie jestem.
      • kosmos_pierzasty Re: Być prowadzoną czy prowadzić? 01.08.20, 13:26
        nangaparbat3 napisała:


        > Wydaje mi się, że płynąć z życiem o wiele bardziej otwieramy się na rzeczywisto
        > ść. Pozwalamy być temu, co jest.
        >
        >
        Też mam takie wrażenie, teraz, ale jest ono sprzeczne z tym, czym kierowałam, się w pierwszej 30-latce smile mojego życia.
        • snakelilith Re: Być prowadzoną czy prowadzić? 01.08.20, 13:39
          Wydaje mi się, że w życiu ważniejsza jest wiedza na temat tego, czego się nie chce, a nie czego się chce. Życie podaje bowiem stale pierdylion nowych możliwości i trzeba tylko umieć odrzucać to, co nie wchodzi w grę. Jeżeli koncentrujesz się jednak tylko na liście tego, co chcesz, to sama się ograniczasz, szeczgólnie jako młody człowiek, bo niestety, ale w młodości nie wie się jeszcze, jak ogromna jest liczba możliwości i zwykle człowiek orientuje się na znanych do tej pory wzorcach. A te nie zawsze do nas pasują.
              • kosmos_pierzasty Re: Być prowadzoną czy prowadzić? 01.08.20, 14:01
                Pamiętam, jak mnie próbowała złowić headhunterka z międzynarodowego korpo - i właśnie miałam takie głębokie przekonanie, że tego nie chcę. Natychmiast jej odmówiłam, choć na moją reakcję zaraz podwyższała stawkę. Powiedziałam, by się nie trudziła, bo niezależnie od kasy, zwyczajnie nie jestem zainteresowana. Oczywiście post factum naszły mnie wątpliwości. Jednak z perspektywy czasu nigdy nie pożałowałam tej odmowy - wbrew temu, co wróżyły mi osoby, którym wtedy powiedziałam o tej sytuacji.
                To by potwierdzało Wasze opinie.
              • boogiecat Re: Być prowadzoną czy prowadzić? 01.08.20, 14:58
                kosmos_pierzasty napisała:

                > To bardzo ciekawe. Serio, jakkolwiek dziwnie brzmi.

                Jak to dziwnie? Zwykla metoda przez eliminacje😉
                Dobrze tez wiedziec co nie jest (dla nas) dobre. Dla mnie jest to zwiazane z wyznawanymi wartosciami.
                Jak juz sie takie sprawy ogolnie ogarnelo to raczej wiadomo kiedy mozna dac sie poprowadzic, a kiedy lepiej w swoje rece.
                • triss_merigold6 Re: Być prowadzoną czy prowadzić? 01.08.20, 15:14
                  Zgadzam się, to świetna strategia i sprawdza się też w młodym wieku. Jako 20-latka wiedziałam czego na pewno nie chcę i czego raczej też nie, o co starać się nie będę i nie podejmowałam aktywności w takich kierunkach. Później też zresztą podejście "takie życie mi nie pasuje i nie chcę go dłużej" ułatwiło podjęcie decyzji oraz przyjęcie konsekwencji tych decyzji.
                  • boogiecat Re: Być prowadzoną czy prowadzić? 01.08.20, 15:30
                    O, podejmujesz wazna kwestie odpowiedzialnosci za powziete decyzje.
                    To wszystko jest oczywiscie powiazane- im wieksza swiadomosc rzeczy zupelnie nieakceptowalnych, tym zyciowe wybory trafniejsze i branie za nie odpowiedzialnosci zracjonalizowane. To jest prawdziwa wolnosc.
                    • triss_merigold6 Re: Być prowadzoną czy prowadzić? 01.08.20, 15:48
                      Wolność to uświadomiona konieczność. big_grin
                      Tak, uważam, że należy być odpowiedzialnym za własne wybory, modyfikacje tych wyborów, zmiany decyzji. Kiedyś wycofałam się ze ścieżki zawodowej, na którą poświęciłam kilka lat, bo miałam wrażenie, że zaraz się uduszę, że już nie chcę pracować w ten sposób następnych ileś lat. Było fajnie, ciekawie, ale sorry, już mnie nudzi i za mało kasy.
                      • boogiecat Re: Być prowadzoną czy prowadzić? 02.08.20, 14:06
                        triss_merigold6 napisała:

                        > Wolność to uświadomiona konieczność. big_grin
                        >

                        Lubie te definicje, bardzo pasuje do tematu watka. Ciag przyczynowo- skutkowy, jakby tam sie czlowiek nie nastawial wobec tzw. losu, jest zawsze aktualny i dobrze to miec na uwadze.


                    • gliminstory Re: Być prowadzoną czy prowadzić? 02.08.20, 09:45
                      Czy ja wiem? Świadomość czego się nie chce jest bardzo ważna. To podstawowowa umiejętnośc której się powinno uczyć każde dziecko - umiejętność odmawiania i mówienie "nie". Model rodziny przez długie lata był oparty na posłuszeństwie, rodzicom(bo wydziedziczą!), starszym, przełożonym, władzy.. Wiele osób wychodziło w dorosłe życie bez podstawowej umiejętności odmawiania, umieli tylko robić to czego inni od nich oczekują i nawet się nie zastanawiali czy czegoś chcą czy nie chcą, bo nie żyli w świecie "chcę" ale w świecie "muszę".
                      Więc wiedza czego "ja nie chcę" to podstawa. Eliminuje całą masę rzeczy które osłabiają. Mając tę podstawę można na niej budować "ja chcę", wtedy można osiągać sukcesy w zawodzie, w nauce, robić karierę w zgodzie z sobą, spełniać się w rodzinie i być realnym przewodnikiem i inspiratorem dla innych.
                      • malgosiagosia Re: Być prowadzoną czy prowadzić? 02.08.20, 12:43
                        gliminstory napisała:

                        > Czy ja wiem? Świadomość czego się nie chce jest bardzo ważna. To podstawowow
                        > a umiejętnośc której się powinno uczyć każde dziecko

                        Moim zdaniem - e tam, strata energii. Wiedziec czego sie chce jest duzo latwiej.
                      • nangaparbat3 Re: Być prowadzoną czy prowadzić? 02.08.20, 13:41
                        To się zgadzamy. Dodam tylko, że umiejętność mówienia "nie" dziecko posiada niejako samo z siebie, sęk w tym, by go tego nie oduczać. Począwszy od noworodka, który na przykład odmowę czy zakończenie kontaktu sygnalizuje odwróceniem wzroku, poprzez szanowanie odmawiania jedzenia, ograniczanie ignorowania dziecięcego "nie" do spraw absolutnie niepodważalnych, dotyczących bezpieczeństwa (w tym zdrowia, ale tu też trzeba radykalnie ograniczać narzucanie własnego zdania), krzywdzenia innych - chyba to wszystko?
                        Banalne, rzadko praktykowane.
                        • malgosiagosia Re: Być prowadzoną czy prowadzić? 02.08.20, 13:54
                          nangaparbat3 napisała:

                          ograniczanie ignorowania dziecięcego
                          > "nie" do spraw absolutnie niepodważalnych, dotyczących bezpieczeństwa (w tym z
                          > drowia, ale tu też trzeba radykalnie ograniczać narzucanie własnego zdania), kr
                          > zywdzenia innych

                          Mozna praktykowac przy jednym dziecku. Juz przy dwojgu sie po prostu nie nie da.
                            • malgosiagosia Re: Być prowadzoną czy prowadzić? 02.08.20, 15:14
                              boogiecat napisała:

                              > a dlaczego przy dwojgu dzieci sie nie da? dzieciece "nie" jest dla dziecka praw
                              > da i podstawowym wyrazem wolnosci osobistej, a ignorowanie go to prosta droga d
                              > o uczenia klamstwa

                              Jedno dziecko mowi nie, bo nie chce isc na spacer, a drugie wrzeszcy nie, bo nie chce siedzec w domu.
                                • malgosiagosia Re: Być prowadzoną czy prowadzić? 02.08.20, 19:42
                                  boogiecat napisała:

                                  > A to wiadomo, ze tego typu sytuacji jest pelno, ale na pewno da sie w nich wypr
                                  > acowac kompromis bez narzucania wlasnego zdania i ignorowania "nie".

                                  Zwlaszcza gdy sie ma jeszcze wrzeszczace niemowle, ktore nie wiadomo, czy wrzeszczy na tak, czy na nie. big_grin
                                  A co z czwartym potomkiem, albo nie daj Boze z piatym? smile
                                    • malgosiagosia Re: Być prowadzoną czy prowadzić? 02.08.20, 20:04
                                      boogiecat napisała:

                                      > dlatego wlasnie chinska polityka jednego dziecka jest taka super
                                      Wiedzialam, ze dojdziesz do takiego wniosku. Poszlas na latwizne. smile
                                      Tak, masz racje, pelno adoptowanych chinskich dziewczynek na swiecie.
                                      Dobrze, a co ze szkola, przedszkolem? Czy tam dzieci moga mowic nie?
                                              • boogiecat Re: Być prowadzoną czy prowadzić? 02.08.20, 22:05
                                                Edukacja jest obowiazkowa wiec jest to nienegocjowalne. Tak jak higiena i inne sprawy dla dobra dziecia, jakbys miala jeszcze jakies szczegolowe pytania to odpowiedz na nie sobie sama poniewaz kazdy wychowuje dzieci jak sam uwaza.
                                                Poza tym sama pisalas wyzej ze "mozna praktykowac przy jednym dziecku" wiec moze najpierw ustal o co ci chodzi i sprobuj zrozumiec w jakim celu sprowadzasz do absurdu zasade szacunku dla odmowy.
                                                • malgosiagosia Re: Być prowadzoną czy prowadzić? 02.08.20, 22:30
                                                  boogiecat napisała:

                                                  w jakim celu sprowadzasz do
                                                  > absurdu zasade szacunku dla odmowy.

                                                  No co Ty. Chce wiedziec do jakiego stopnia mozna miec szacunek do odmowy u takiego na przyklad 6-latka.
                                                  I co ma zrobic matka wielodzietna, ale tu mi wyjasnilas, ze nalezy miec jedno dziecko, a jak sie ma dwoje, albo nie daj Bog troje, to chyba najlepiej oddac do adopcji, zwlaszcza dziewczynke, jak to robia Chinczycy. Wiesz co to znaczy miec 12 lat i wiedziec, ze rodzice oddali cie do adopcji, bo bylas dziewczynka? A ja taka dziewczynke znam. Moi przyjaciele adoptowali, zaplacili 5 tys, czekali 3 lata i voila, maja dziecko niechciane, made in China, z Chin, ktora polityke jednego dziecka tak zachwalasz, tylko dlatego, ze nie znajdujesz sensownej odpowiedzi na moje pytanie, mam nadzieje.
                                                  • malgosiagosia Re: Być prowadzoną czy prowadzić? 02.08.20, 23:46
                                                    boogiecat napisała:

                                                    > Ale poplynelas
                                                    > Ja tylko odpowiedzialam absurdem na absurd, reszta jest w twojej glowie
                                                    > Masz naprawde jakis dziwaczno- bezcelowy sposob dyskutowania, ja sie poddaje

                                                    Malo sprytny unik i obarczenie mnie odpowiedzialnoscia, ze Twoja wlasna niemoznosc wyjasnienia mi problemow zwiazanych z " szacunkiem do odmowy". Po prostu nic nie jest takie proste i oczywiste jak to chcialas tu przdstawic.
    • mary_lu Re: Być prowadzoną czy prowadzić? 01.08.20, 13:26
      Uczę się odpuszczać chociaż w drobiazgach i nie wyrywać się zawsze na przodek. Np. mam pracownicę, która mnie denerwuje, chciałam z nią prowadzić rozmowy dyscyplinujące, zagrozić zwolnieniem. Ale pomyślałam sobie - odczekać chwilę, będę prezentować jak to mawia ta dziewoja, że „mam na nią wyje.ane”, niech ona teraz działa. Działa, najwyraźniej nie pasuje jej to olewanie, boi się, zaczyna przebąkiwać , że musi chyba zmienić pracę. Potulna jest teraz bardzo, a jakbym aktywnie działała, to miałabym zapaskudzone przez nią media społecznościowe.
    • malgosiagosia Re: Być prowadzoną czy prowadzić? 01.08.20, 13:34
      Kieruje sie slowami Marka Aureliusza:

      Panie, daj mi cierpliwość, abym umiał znieść to, czego zmienić nie mogę; daj mi odwagę, abym umiał konsekwentnie i wytrwale dążyć do zmiany tego, co zmienić mogę; i daj mi mądrość, abym umiał odróżnić jedno od drugiego.
    • smillla Re: Być prowadzoną czy prowadzić? 01.08.20, 13:55
      Wyleczylam się z marzeń, że jakiś dobry opiekun z miłością i troską pokieruje moimi sprawami, bo marnie wychodziłam na takiej wierze. Zauważyłam, że jak kieruje sobą sama i działam zgodnie z własnymi przekonaniami, dobrze na tym wychodzę, a jak ktoś mną kieruje - on dobrze na tym wychodzi, a ja nie. Na tym etapie świadomości nie zamierzam wypuszczać sterów własnego życia z własnych rąk.
    • agonyaunt Re: Być prowadzoną czy prowadzić? 01.08.20, 14:12
      Daję się nieść jak jest mi dobrze, jak robi się źle, to działam. Myślę że w życiu nie chodzi o to, żeby cały czas płynąć pod prąd albo z prądem, tylko o to, żeby ten prąd maksymalnie wykorzystać dla własnego dobra. Pewnych rzeczy się nie przeskoczy, o inne warto zawalczyć.
    • piesiedwa Re: Być prowadzoną czy prowadzić? 01.08.20, 14:18
      Od malego mialam cel ogolny i go realizowalam. Z czasem zrozumialam jaka to mialo moc. Pozniej konkretniej formuowalam dokad ide. Obecnie odpoczywam aczkolwiek wiem dokad plyne i wiem, ze przyjdzie czas znow zablyszczec mocniej.
      Swiadomosc , ze sama odpowiadam za swoje zycie/ emocje/ wyboru daje moc sprawcza. W pewnym sensie "jestem bogiem " ma tu racje bytu.
    • mava Re: Być prowadzoną czy prowadzić? 01.08.20, 15:49
      >Pamiętam, że jakiś czas temu jedna z forumek napisała w jakimś wątku, że od dawna poddaje się temu, co jej >życie przynosi i że dobrze na tym wychodzi

      kiedyś to sie mówiło "jakim mnie panie boze stworzyłeś, takim mnie masz" = całkowita bezwolnosc.
      nadmienie, że powiedzenie miało raczej negatywną wymowe.
      • snakelilith Re: Być prowadzoną czy prowadzić? 01.08.20, 16:50
        mava napisała:


        > kiedyś to sie mówiło "jakim mnie panie boze stworzyłeś, takim mnie masz" = całk
        > owita bezwolnosc.
        > nadmienie, że powiedzenie miało raczej negatywną wymowe.

        To jest błędna interpretacja. "Jakim mnie panie Boże stworzyłeś, takim mnie masz", dotyczy braku elastyczności i przywiązania do raz przyjętych, sztywnych schematów. Nie ma nic wspólnego z bezwolnością, raczej z oślim uporem i niechęcią do pracy nad sobą oraz nad własnymi poglądami.
    • mid.week Re: Być prowadzoną czy prowadzić? 01.08.20, 16:05
      Pomiędzy. Nie interesuje mnie ani bicie się ze światem i wyszarpywanie z niego to co chcę, ani bierne patrzenie jak czas mija. Jak coś jest w zasięgu ręki to po to sięgam, nie czekam aż mi spadnie pod nogi. Jednocześnie nie buntuje się i z godnością biorę na klatę sytuacje nieprzewidziane i niekoniecznie przyjemne. A z takim buntem i wewnętrzną niezgodą kojarzy mi się postawa "mój los w moich rekach". Najbliższe mi jest: tak robić aby się nie narobić smile Optymalizować, robić co konieczne, skracać to co nieprzyjemne, wydłużać to co fajne i wierzyć, że tego fajnego będzie coraz więcej i więcej a tego koniecznego do robienia coraz mniej i mniej.
      • zuzi.1 Re: Być prowadzoną czy prowadzić? 01.08.20, 16:19
        Teraz to już odpoczywam i odcinam kupony od lat, w których dzialalam za 3. Opłacało się. Podoba mi się teraźniejszość. Jestem typem nieleniwym i działającym od zawsze - taki mam charakter. Nie lubię być prowadzona lub bezradnie czekać na to co życie przyniesie. Uwielbiam aktywne działanie 😁 i lubię widzieć efekty tego przemyslanego działania. Takie życie jest dla mnie satysfakcjonujące. Nicnierobienie mnie nudzi😊
    • anorektycznazdzira Re: Być prowadzoną czy prowadzić? 01.08.20, 18:54
      Jestem bardzo aktywnym typem, na tyłku usiedzieć nie mogę, zajęcie znajduję sobie sama. Z tego powodu nie da się mnie prowadzać, bo sama mam lepsze pomysły na własny czas i energię. Nie przeszkadza mi to dać się poprowadzić, jeśli czegoś nie wiem i potrzebuję pomocy.
      Z drugiej strony, prowadzenie innych tylko na ich wyraźną prośbę. Od dziecka tak miałam, że mogłam czymś się zajmowac sama lub z kimś, nie robiło mi to różnicy. Jeśli ktoś chciał się przyłączyć na moich zasadach, to zapraszam, jak nie, to mi to bez różnicy.
    • wapaha Re: Być prowadzoną czy prowadzić? 01.08.20, 19:57
      Być może chodzi o mnie ? wink
      Bo moją filozofią życiową jest : " Bądź jak ryba, płyń z prądem a nie pod prąd"
      Biorę wszystko co życie mi daje - asia-p w innym wątku fajnie napisałam : każdy gra takimi kartami jakie ma
      Ja nie przejmuję się wypadkami losu, nie tkwię w traumach, nie rozdzielam włosa na czworo, nie rozstrząsam, nie przeżywam i nie płaczę. Padłeś-powstań-otrzep i idź ( płyń dalej)
      Postawa Ryby w Wodzie nie jest jednakże jednoznacza z biernością i brakiem podejmowania życiowych decyzji i walczenia o swoje ( swój dobrobyt)
    • lily_evans11 Re: Być prowadzoną czy prowadzić? 01.08.20, 19:59
      Zależnie od okoliczności.
      Nauczyłam się nie rozdzierać szat, jak coś nie wychodzi, tylko szukać trochę innej drogi.
      Ale generalnie warto mieć pomysły na siebie, na przyszłość bliższą i dalszą, i je realizować - zawsze coś dobrego z tego wyjdzie.
    • chococaffe Re: Być prowadzoną czy prowadzić? 02.08.20, 08:32
      Jest stosunkowo mało rzeczy, na których mi zależy, które są dla mnie ważne - i wtedy robię wszystko, płyne pod prąd, robię salto mortale nawet walczę z wiatrakami. Pozostałe - będzie jak będzie, czasami próbuję coś zrobic , czasami nie, nie mam siły, nie chce mi się, przyjmuję, że się nie udało. Nie tyle więc ogólne podejście co cel, powód.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka