Dodaj do ulubionych

Rozwód - jak się odważyć na ten ostateczny krok

12.08.20, 10:11
Niech będzie, że jestem tchórzem. Nie mam odwagi pisać pod stałym nickiem...
Jak to mówią, kobieta odchodzi z małżeństwa mentalnie na wiele miesięcy przed rozwodem. Nie wiem czy u mnie to nie są lata. Decyzję już w głowie podjęłam, ale nie umiem się odważyć....nie wiem jak ten ostatni bastion przełamać, ten strach, który paraliżuje...
We wrześniu będzie 20 rocznica ślubu. Źle jest od lat 15, od 5 stoję mniej więcej na własnych nogach (finansowo). Od roku układam w głowie plan. Nie wiem na co jeszcze czekam....Tzn wiem, boję się że dzieci (dorosłe prawie już) mnie za to znienawidzą, bo:
1. Przesadzam - wcale nie jest tak źle (każdy przecież pije, a ojciec wcale nie aż tak dużo, przecież nie ma awantur itp...)
2. Rozpieprzam im życie w drobny mak - będę musiała wyprowadzić się z domu, co oznacza opuszczenie rodziny, nie chce dzieci wyrywać z ich środowiska, dom należy do mojego męza..

W sumie nie wiem po co to wszystko piszę..tzn wiem, nie mam nikogo- przyjaciół- ale to moja wina, sama chyba do tego doprowadziłam, nie pielęgnując tych przyjaźni. Rodziców nie chcę obciążać, rodzeństwo ma swoje zmartwienia.
Jestem po rocznej terapii - parę lat temu. Jestem po leczeniu antydepresantami. Pomogło mi to się wyrwać z najczarniejszej głębokiej dupy w której byłam kilka lat temu, stanąć na nogi, przejrzeć na oczy, wziąć się w garść, zacząć zarabiać pieniadze, ale małżeństwa to nie uratowało. Bo do tanga trzeba dwojga.

Jestem DDA.
Obserwuj wątek
      • pogodzona_1234 Re: Rozwód - jak się odważyć na ten ostateczny kr 12.08.20, 10:44
        To lęk podstawowy- zdanie dzieci obchodzi mnie najbardziej. Myślę że po części wysondowane. Z jednym z nich rozmawiałam jakiś czas temu i odczułam, że dla niego to będzie całkowita katastrofa. Dzieci ojca bardzo kochają. Myślę, że przyzwyczaiły się do tego życia które mamy- raczej chłodnego w relacjach, takiego domu bez uczuć między rodzicami ( jak teraz o tym myślę, to wydaje się że zrobiłam im niewyobrażalną krzywdę nie odchodząc od męża dawno dawno temu...- jakie domy oni stworzą mając taki antywzorzec...)
        Dochodzą też oczywiście inne lęki- jak ja sobie u licha poradzę...najpierw miałam rodziców, a potem od razu męża. Nie przeżyłam nawet jednego roku zupełnie sama, samiuteńka, zdana tylko na siebie. Wyszłam za mąż wcześnie, za wcześnie, a potem jakoś leciało, po drodze kwasy mniejsze i większe. Wszystko zamiatałam pod dywan, uciekałam od tej odpowiedzialności, byłam słaba, nie umiałam stanąć i powiedzieć: " To jest małżeństwo? To są jakieś kpiny". POwiedzieć to sobie, jemu i innym.
        • homohominilupus Re: Rozwód - jak się odważyć na ten ostateczny kr 12.08.20, 11:03
          Ja się rozstałam z mężem, z którym byłam od klasy maturalnej, w sumie 20 lat. Więc praktycznie całe dorosłe życie z nim. I też bałam się zostać sama. Po paru miesiącach doszłam do siebie i okazało się, ze to czego tak się obawiałam jest całkiem przyjemne.
          Ale mi bardzo pomogła terapia, no i dzieci nie mieliśmy, a to bardzo sytuację upraszcza.
        • pade Re: Rozwód - jak się odważyć na ten ostateczny kr 12.08.20, 11:27
          Najwyższy czas nauczyć dzieci, że każdy musi zadbać o siebie bo nikt inny tego nie zrobi. Że każdy ma swoje potrzeby i jest za ich zaspokajanie odpowiedzialny. Że ich potrzeby nie są ważniejsze od Twoich.
          Jak odejdziesz od męża pokażesz im, że nie ma obowiązku tkwić w g.. bo się kilkanaście lat temu podjęło taką a nie inną decyzję. Czyli, że można zmienić zdanie. Można się z czegoś, co uwiera i nie jest dobre wycofać. To jest akurat dobra lekcja.
          Przez pewien czas na pewno będzie to dla dzieci katastrofa, ale z czasem się oswoją.
          Rozumiem, że już męża w ogóle nie kochasz i tylko strach Cię przy nim trzyma?
              • pogodzona_1234 Re: Rozwód - jak się odważyć na ten ostateczny kr 12.08.20, 12:20
                Tak, dom jest męża, odziedziczony. Jeżeli będę chciała odejść muszę się wyprowadzić. Dlatego nie chcę/nie umiem tego zrobić póki dzieci są jeszcze niesamodzielne, bo nie chcę żeby odczuły to jako porzucenie rodziny. Mogę oczywiście wyprowadzić się z nimi, ale to jest właśnie to rozpieprzanie im życia na ostatniej prostej. Ojciec aloholik pije okazjonalnie, jeszcze się nie stoczył całkowicie. Nie wiem co będzie za te dwa lata. W którym miejscu będzie on i my. Ja póki co mam strategię na przetrwanie, ściskanie kasy i odkładanie ile się da z tego co zarobię. Ale nie wiem ile jestem w stanie wytrzymać to jeszcze psychicznie. Czuję sie po prostu coraz gorzej. Ostatnie 5 lat przetrwałam na autopilocie całkowicie poświęcając się pracy, żeby nie zwariować...
                  • pogodzona_1234 Re: Rozwód - jak się odważyć na ten ostateczny kr 12.08.20, 12:52
                    Tak, że praktycznie nie ma weekendu w którym nie byłby nagrzany (albo piwo, albo wino, szuka okazji żeby wyjść ze znajomymi i się napić, a jak nie wychodzi to pije do lustra - tzn w jego przypadku do kompa)....Ostatnio zdarza się, że przyszedł pijany w trupa i było to w środku tygodnia. O wielu rzeczach pewnie nie wiem...Jeżeli w weeend jest ok, to zapije w tygodniu. W lodówce stała butelka otwartego wina (użyłam do robienia obiadu). Zapytałam gdzie to wino - nie było mnie wczoraj cały dzień- pracowałam- mówi że wypił. Tak po prostu wziął i wieczorem obalił se 3/4 wina. Dlatego mi się ulało i dlatego ten post. On wie że to idzie w złym kierunku, powiedziałam mu że ma zajebisty problem z piciem i o tym, że coś we mnie pęka i że nei umiem już udawać że jest ok. Usłyszałam: "Nie pomagasz"...
                    CHyba zaczne to zapisywać, bo nie wiem czy to jest okazjonalne picie...
                      • pogodzona_1234 Re: Rozwód - jak się odważyć na ten ostateczny kr 12.08.20, 13:14
                        Właśnie o tym jest ten post. Nie chce zostawic dzieci z pijącym ojcem, ale nie zmuszę ich- zwłaszcza jednego (starszego), które jest już na wylocie - dorosłe, żeby poszedł ze mną. Tzn jezeli podejmę taką decyzję i wyprowadze się, wynajmę mieszkanie dla siebie i dla dzieci, to właśnie rozpierdzielę im życie, bo na ostatniej prostej zmuszę do dokonania wyboru. To dziecko uważa, że na nie spadnie odpowiedzialność za rodzinę ("Bo jak Ty sobie to wyobrażasz, ze ojciec sobie bez Ciebie poradzi")
                        • pade Re: Rozwód - jak się odważyć na ten ostateczny kr 12.08.20, 13:20
                          To dziecko wykazuje objawy współuzależnienia.
                          Wiesz co, czytałam to, co piszesz z lekkim dystansem, bo trollów tu nie brakuje. Ale jeśli jesteś prawdziwa i jest tak, jak piszesz, to musisz się umówić do terapeuty, może od leczenia uzależnień?, z dziećmi. Zwłaszcza z tym od "ojciec sobie nie poradzi". Dlaczego? Bo najlepiej by było, gdyby od kogoś obcego usłyszały jak wygląda sytuacja i co się da zrobić, a czego się nie da.
                          • pogodzona_1234 Re: Rozwód - jak się odważyć na ten ostateczny kr 12.08.20, 13:28
                            Nie jestem trollem. To są moje realne problemy i życie. Tak, myślę ze dzieci podobnie jak i ja są współuzależnione. O terapeucie dla dzieci pomyślę.
                            Tak, mam na sobie też wielki ciężar do dzwigania, bo wiem że to ich współuzależnienie to wynik moich zaniechań przez lata i skazanie ich na zycie w takiej rodzinie....
                            • pade Re: Rozwód - jak się odważyć na ten ostateczny kr 12.08.20, 13:34
                              Ty nie masz myśleć, użalać się nad nimi czy nad sobą, bo przeszłości nie zmienisz, Ty masz działać i choć odrobinę niwelować skutki, JUŻ, TERAZ, a nie kiedyś tam.
                              Nie wolno Ci zostawić dzieci, żeby sobie jakoś poradziły.
                              Jeśli się wyprowadzisz, zostawisz je tam, bez terapii, bez wsparcia, to wtedy naprawdę będziesz mogła mieć wyrzuty sumienia. Całkiem słuszne.
                              • pogodzona_1234 Re: Rozwód - jak się odważyć na ten ostateczny kr 12.08.20, 13:43
                                Tak, wiem, ale to brzmi jak jakiś zaklęty krąg. Zrobiłam swoim dzieciom dokładnie to samo, co moi rodzice mnie. Przez wiele lat obwiniałam matkę o to, ze nie odeszła od ojca, że kazała nam na to patrzeć. Potem zrozumiałam jakie to jest cieżkie, bo sama znalazłam się w jej butach niejako. Tylko racjonalizowałam, że przecież u mnie nie jest tak źle- przecież się nie awanturuje, nie przeklina, nie bije, finansuje nas. Mimo, że miałam 1000 krotnie lepszą sytuację niz moja matka i tak nie odeszłam od męża- nie umiałam.
                                Ja swojego ojca też bardzo kocham....
                                • pade Re: Rozwód - jak się odważyć na ten ostateczny kr 12.08.20, 13:58
                                  Taka racjonalizacja jest normalna. Masz teraz szansę przerwać sztafetę, czyli dokonać czegoś niebywałego. Masz teraz szansę leczyć siebie, dzieci, a może w końcu i mąż na leczenie trafi i dzieci na tym skorzystają?
                                  To nie koniec świata, tylko zabrałaś się do tego od pupy strony. Najpierw leczenie, potem rozstanie. Ewentualnie w trakcie terapii, ale nie na jej początku, jeśli będzie taka konieczność.
                                  Masz to "szczęście", że terapie dla DDA są darmowe i szeroko dostępne. Ale zrób najpierw porządny rekonesans, dowiedz się jak to wygląda w przypadku młodzieży, czy całej rodziny, warto trafić do kogoś, kto będzie dla Was idealny.
                                  Głowa do górysmile
                                  • pogodzona_1234 Re: Rozwód - jak się odważyć na ten ostateczny kr 12.08.20, 14:02
                                    Mąż się na żadną terapię nie zgodzi. To jest zawsze jedna i ta sama zdarta płyta. Przesadzasz, wymyślasz, szukasz problemu, zawsze taka byłaś.
                                    Dlatego jakiś czas poszłam sama z sobą i dzięki niej jako tako stanęłam na nogi bo było już bardzo ze mną źle. Myślałam, że to były głównie moje indywidualne lęki i problemy, ale wiem że ten problem jest głębiej, ale standardowo go zamiotłam, bo tak było łatwiej....
                                    • pade Re: Rozwód - jak się odważyć na ten ostateczny kr 12.08.20, 14:08
                                      pogodzona_1234 napisał(a):

                                      > Mąż się na żadną terapię nie zgodzi. To jest zawsze jedna i ta sama zdarta płyt
                                      > a. Przesadzasz, wymyślasz, szukasz problemu, zawsze taka byłaś.
                                      > Dlatego jakiś czas poszłam sama z sobą i dzięki niej jako tako stanęłam na nogi
                                      > bo było już bardzo ze mną źle. Myślałam, że to były głównie moje indywidualne
                                      > lęki i problemy, ale wiem że ten problem jest głębiej, ale standardowo go zamio
                                      > tłam, bo tak było łatwiej....

                                      Ale ja nie miałam na myśli sytuacji, w której Wy idziecie i mąż zaraz za Wami. Absolutnie nie.
                                      Tylko, że w miarę Waszej terapii Wasze myślenie ulegnie zmianie, a co za tym idzie zachowanie. I to może mieć wpływ na męża, nie gadanie.
                                    • lauren6 Re: Rozwód - jak się odważyć na ten ostateczny kr 12.08.20, 14:33
                                      Masz pracę, jesteś niezależna finansowo. To bardzo dużo.

                                      Twoim zadaniem nie jest namawianie męża na terapię. To jest jego życie i to on musi chcieć je zmienić. Jeśli postanowi zapić się na śmierć to trudno: to będzie jego decyzja i jego odpowiedzialność.

                                      Ty jesteś odpowiedzialna za siebie i za dzieci. Dzieci za siebie, nie za rodziców. To jest właściwa hierarchia. Wy macie ją zaburzoną, bo tkwicie głęboko we współuzależnieniu. Twoje dzieci jeszcze głębiej niż Ty i dlatego nie wolno Ci ich zostawić na pastwę alkoholika. Zniszczy im życie.

                                      Dlatego potrzebujecie terapii, by ktoś Wam poukładał priorytety w głowie. Namów starszą córkę, to jest dla niej w tej chwili najważniejsze.

                                      Męża olej. Zrobi ze sobą co chce. Może po Waszym odejściu zamieni dom w melinę. Może się ogarnie i pójdzie do AA. Na to jaką decyzję on podejmie nie macie żadnego wpływu. Możesz uratować tylko siebie i swoje dzieci.
                          • igge Re: Rozwód - jak się odważyć na ten ostateczny kr 12.08.20, 17:29
                            Też tak myślę jak Ty Pade.
                            A swoją drogą mówienie " nie pomagasz" przez małżonka do żony jest słabe.
                            Ona ma prawo mówić mu i milion razy jak chce, że on ma zajebisty problem z piciem. Bo ma.
                            Czy on wie, bo musi wiedzieć, że rozwalił/ rozwala małżeństwo, dom, rodzinę, krzywdzi dzieci i to on się ma o nie troszczyć, a nie one o niego. I żona.
                            Są telefony zaufania, ośrodki, organizacje itd zajmujące się pijakami i pomocą ich bliskim. Nawet w szpitalu ostatnio przypadkiem mignęły mi jakieś pokoje terapeutów czy coś w tym rodzaju od uzależnień. Od uzależnienia od alkoholu.
                            Pogadałabym ze specjalistą na Twoim miejscu pogodzona jak to zrobić, a potem przekonała męża do podjęcia leczenia.
                            Chyba, że jest niereformowalny.
                            Troszczenie się o niego przez Ciebie i ( to też absurd) dzieci, w sytuacji kiedy on nie haruje ciężko na drodze ku trwałej trzeźwości jest nie fair.
                            Kochają go, trudno nie troszczyć się o kochaną osobę ale zdecydowanie specjaliści muszą przekonać dzieci i Ciebie, że takie troszczenie się nie może pozwalać panu na utrzymywanie chorej sytuacji, która krzywdzi dzieci i Ciebie. I w zasadzie siebie pan też krzywdzi bo kto, serio, chce, tak naprawdę, być pijakiem? Alkoholikiem.
                            Pan ma jakieś absurdalnie wygodne życie z Tobą ( teraz dzieci chcą to kontynuować, bo są współuzależnione, jak słusznie Pade pisze, i nie widzą, nie znają innego życia. I kochają pana).
                            Są choroby nieuleczalne. A i te się leczy mimo, że zostają z człowiekiem na całe życie.
                            Alkoholikiem, niepijącym alkoholikiem chyba też zostaje się już do końca życia ale się nie pije.
                            Twoj mąż musi tylko podjąć decyzję.
                            A rodzina przestać wspierać go w byciu alkoholikiem. Inaczej to już do końca życia będzie jak u moich teściów. Lub wręcz gorzej.

                            Znam jeszcze jedno dziecko, studenta, z takiej rodziny. Tam matka pije. Bardzo zamożni ludzie. Kupują konie, wiele koni.
                            Dziecko jest hmmm trochę jednak chyba zaburzone i ma osobliwy, nacechowany lękiem i niechęcią, delikatnie mówiąc, stosunek do alkoholu. Totalny abstynent, cała grupa znajomych pije coś tam na melanżu, a to dorosłe dziecko nigdy. I ma za złe jak przyjaciółka pije cokolwiek, nawet 1 kieliszek. Widziało matkę rzucającą butelkami. Rozwód chyba tam też jest w tle albo w drodze, jeszcze są małżeństwem z ojcem, ale awantury są.
                            • pogodzona_1234 Re: Rozwód - jak się odważyć na ten ostateczny kr 12.08.20, 17:56
                              No widzisz. Ile domów tyle historii.
                              NO ja na to jego "nie pomagasz" reaguje teraz już wzruszeniem ramion. Ja wiem, że on by chciał, żebym to brała do siebie, ale ten czas jest już za mną. Ja mam obowiązek pomagać sobie i dzieciom. Jemu pomagałam od ostatnich 20 lat. I on to wie. Pomagałam nie raz.
                              I on w ogóle nie interpretuje swojego życia jako rozwalanie komuś rodziny/zycia. Jedyną rozwalającą w jego mniemaniu jestem ja. Bo wiecznie się o coś czepiam i wiecznie mi coś nie pasuje.
                              Ja nie zamierzam już go pytać o zadne terapie dla niego, ani zadną jego zmianę.
                              • igge Re: Rozwód - jak się odważyć na ten ostateczny kr 12.08.20, 19:56
                                No właśnie moja ulubiona teściowa też wiecznie się o coś czepiała bo wszystko dokładmie i zawsze musiało być jak chciała. Ja tam "po mojemu" mam najwyżej połowę rzeczy, no , może 3/4, reszta to różne kompromisy, uzgodnianie, raz po mojemu, raz po mężowemu i tak jakoś, nie udaje mi się rządzićwink
                                Dobrze, że choć w części spraw chcemy po prostu od razu tak samo. Rozumiemy się
                                Ale u teściowej choć wszystko było w kancik po " teściowemu" bo jej mąż był ustępliwy na maksa, jednak awantury były, chyba z reguły jak nie jefynie na jeden i ten sam temat. O to cholerne picie. Ona jest bardzo mocną, silną kobietą, że jej to jego picie nie wykończyło to , naprawdę, podziwiam. Ale, że mega umęczyło i udręczyło to fakt. I przez to były te krzyki. Jej w zasadzie krzyki. Słuszne. Bo bywał pijany i nie powinien był pić.
                                Dzieciom trudno było wytrzymywać te awantury. Mąż, tzn mój przyszły mąż, student wtedy, wracał ode mnie po randce do siebie autobusem. I nagle po godzinie był u mnie, z zaskoczenia, z powrotem! Dziwne. A przez to, że w domu krzyki, kłótnia, tata wypił coś. Uciekał chyba od tego. Choć rodzice przenigdy nie włączali w awanturę jego i rodzeństwa jego. Ale przecież to był wspólny dom. Zresztą wzorowo zorganizowany, wypucowany, pachnący, z obiadem, wczasami co roku nad morzem itd.
                                Czy był dysfunkcyjny?
                                Skoro ojciec popijał to pewnie był.
                                Dla mnie ( ale mój dom był kiepski, przemocowy trudno mi mieć odniesienie prawidłowe) ten jego dom był ciepły, dobry, dobrze funkcjonujący.
                                Ale przez ojca matka musiała krzyczeć. I sama wszystkontrzymać w garści, choć jej charakter temu sprzyjał. Nie wyobrażam sobie teściowej z jakimś macho w rodzaju mojego wujka. Byłyby spięcia tylko innego rodzaju, nie na tle choroby alkoholowej.
                • lauren6 Re: Rozwód - jak się odważyć na ten ostateczny kr 12.08.20, 12:50
                  Podstawowe pytanie: stać Cię na wynajęcie mieszkania czy kawalerki? Dasz sobie radę utrzymać siebie i ich?

                  Ja bym nie zostawiła dzieci na pastwę alkoholika. Dobre warunki mieszkaniowe, dom z ogródkiem nie są warte oglądania tego co będzie się działo w tym domu po Twojej wyprowadzce.
                  • pogodzona_1234 Re: Rozwód - jak się odważyć na ten ostateczny kr 12.08.20, 13:24
                    Tak, stać na wynajem nawet czegoś większego niż kawalerka. Na razie finansowo jestem na fali wznoszącej, ale też nie ma co się podniecać nie wiadomo czym - różnie moze być, ale tego się nie boje, wiem że pod tym kątem dam sobie radę.
                    Problem w tym, że dzieci nie myślą o tym w kategoriach alkoholizmu. Uważają że przesadzam, że wyniosłam z domu lęk przed piciem i że wszędzie widzę alkoholizm. Nawet o dzieci się martwie pod tym kątem czy nie przejmą tego wzorca po ojcu czy dziadku.
                    Czuję ze zabrnęłam w jakiś zaułek z którego nie umiem wyjść. Czego bym nie zrobiła będzie źle, więc trwam i niosę ten krzyż...
                    • pade Re: Rozwód - jak się odważyć na ten ostateczny kr 12.08.20, 13:40
                      Sorry, piszesz, że byłaś na terapii, a tu takie bzdury. Dzieci mają myśleć w takich kategoriach? Przecież to dla nich norma. Taka sama, jaka była dla Ciebie. Będąc dzieckiem nie znałaś innego życia.
                      To nie one decydują (nawet dwudziestolatek nie jest na tyle dojrzały i świadomy by decydować) czy ich ojciec jest alkoholikiem czy nie. Taka jest rzeczywistość, a że mechanizmy obronne już działają, to próbują zaprzeczać.
                      Poczytaj sobie o zasadach panujących w rodzinach alkoholików: nic nie mów, nic nie czuj, nie ufaj.
                      Byłaś w ogóle na terapii dla współuzależnionych?
                        • pade Re: Rozwód - jak się odważyć na ten ostateczny kr 12.08.20, 13:51
                          A to podstawa.
                          Właśnie dlatego problemem dla Ciebie jest rozwód, a nie to, co się dzieje w domu i jaki to ma wpływ na Ciebie i dzieci, jakie tego będą skutki. Niewłaściwie postawiony ciężar sprawy.
                          Żeby się uwolnić od alkoholika, czy cokolwiek naprawiać, trzeba zobaczyć to, w czym się jest (a to jest dużo więcej niż nie kocha, obojętny, pije; dużo, duuużo więcej), nazwać to i krok po kroku z tego wychodzić.
                          Nie masz wyjścia, terapia dla współuzależnionych na cito. Inaczej i Ty i dzieci zawsze będziecie się oglądać na innych, zaprzeczać, zamiatać pod dywan, łamać granice innych, stawiać mury zamiast granic itd., itd.
                          • pogodzona_1234 Re: Rozwód - jak się odważyć na ten ostateczny kr 12.08.20, 13:58
                            Dziękuję. Terapii dla współuależnionych poszukam dla siebie i młodszego. Starsze studiuje, nie mieszka z nami (tzn teraz tak bo pandemia) + okazjonalnie bywa w weekendy i swięta. Musiało by poszukać tej terapii dla siebie tam gdzie mieszka. Własnie starsze uważa że będzie musiało zmienić swoje życie (zrezygnować ze studiów?!) bo nie zostawi ojca i brata na pastwe losu. To oczywiste- starsze dziecko to córka, która już tą role powinności i opiekunki przejęła ode mnie (chyba sobie w łeb strzelę....) Młodszy za parę miesięcy konczy 18 stkę, jest bardzo związany z ojcem. Jak mam mu wytłumaczyć że ma się od niego wyprowadzić...
                            • pade Re: Rozwód - jak się odważyć na ten ostateczny kr 12.08.20, 14:05
                              Halo! Skup się. Tak się zafiksowałaś na tej wyprowadzce, jakbyś sama od siebie chciała uciec. Od tego co "narobiłaś". Tak się nie da.
                              Nie ma Twojej winy w tym, że Twój ojciec był alkoholikiem a matka współuzależniona. Nie ma Twojej winy w tym, że nauczyli Cię takiego a nie innego schematu życiowego. Że wybrałaś sobie męża alkoholika. To nie Twoja wina.
                              To, że nie miałaś siły odejść wcześniej to też nie Twoja wina. To nie jest takie łatwe, jakby się chciało, żeby było.
                              Ale teraz, jak już wiesz (bo ci ematka powiedziałasmile) co jest u Was grane, to się ogarnij, szukaj i dzwoń po ośrodkach. Dzisiaj. Nie jest powiedziane, że od razu trafisz na kogoś Wam odpowiadającego.
                              Na spotkaniu sobie wszystko powyjaśniacie, terapeuta Ci pomoże, nie musisz wszystko siama, pamiętaj o tym.
                            • igge Re: Rozwód - jak się odważyć na ten ostateczny kr 12.08.20, 19:36
                              Dla ojca dobra
                              Dla zdrowia ojca. Skoro jeszcze nie widzi, że ma obowiązek troszczyć się o siebie i nie widzi, że jest w złej sytuacji na codzień. No i niestety musi wiedzieć, że Ty też musisz troszczyć się o siebie ( i o dzieciaki). Zmuszając ojca do leczenia lub dając mu czas z daleka/ na dystans od rodziny na przemyślenie wypieranego problemu dają mu szansę na zdrowie i może na życie.
                              ( o niechciany i poważny wypadek po pijaku nietrudno)
                              Pozostawiając sprawy takimi jakie są - swoją troską przyczyniają się do biegu ku przepaści. Dla całej rodziny, dla siebie, dla Ciebie i wreszcie dla ( chorego na alko i nieświadomego tego) ojca.
                              Rozumiem, tak na marginesie, że wątroba gra i buczy u męża?
                              Miażdżyca?
                              Nie wiadomo, może już jakiegoś tętniaka aorty brzusznej podlewa piciem?
                    • igge Re: Rozwód - jak się odważyć na ten ostateczny kr 12.08.20, 19:23
                      Musisz jakoś doprowadzić do zauważenia przez dzieci, że ojciec jest chory. Jest uzależniony, jest alkoholikiem. Może wysokofunkcjonującym i ( jeszcze?) się nie stoczył na samo dno ale jest chory i wymaga pomocy. Jakiej? Otóż nie takiej jak widzą to Twoje dzieci. Zupełnie nie takiej. Jeśli ty nie dajesz rady im tego uświadomić to uderzaj do specjalistów, może kogoś innego nie Ciebie wysłuchają. Może dostrzegą prawdę. Matki zdanie, szczególnie będąc w wieku Twoich dzieci, można olać, można wytłumaczyć sobie, że matka miała złe doświadczenia w dzieciństwie. Że jest przepełniona nieuzasadnionym lękiem. Ale może jakieś obiektywne źródła, teksty, autorytety są w stanie sprawić, że dzieciaki uświadomią sobie problem i owszem pomogą ojcu ale ponieść konsekwencje jego decyzji i choroby, uzal3żnienia. W tym nawet spaść na dno. Że pomoc, jedyna pomoc dla ojca, dla alkoholika, dla chorego - to pomoc w wyjściu z nałogu, w drodze ku zdrowiu, ku trzeźwości, ku abstynencji. Niektórzy niestety muszą być abstynentami, nie mogą pić, jak to ładnie nazywasz. Okazjonalnie. Dzieci muszą zrozumieć, że dobro ojca też, nie tylko ich własne i matki, leży w tym całkowitym braku picia bo jest osobą, która nie umie pić naprawdę okazjonalnie. Okazjonalnie to pije mój mąż: 1 piwo lub 2-3 kieliszki likieru do kawy, lub 1 kieliszek wina do filmu czy dwa na imieninach i nie te wszystkie wymienione kieliszki razem tylko każdy w odstępie kilku tygodni co najmniej. Wszystko co więcej, to w przypadku takiej osoby jak Twój mąż, ZA DUŻO i oznacza nie Twój nadmiarowy lęk tylko jego nadmiarowe picie i uzależnienie. On te twoje dzieci ugotował jak żabę jeśli nie widzą, że to choroba alkoholowa. A ty widzisz.

                      Moja teściowa niosła ten krzyż niczym Ty, tylko czy miało to sens?
                      Ona przynajmniej była względnie szczęśliwa. Wszczynała tylko te cholerne awantury bo nie mogła znieść kiedy skubaniec pił. Troszczyła się o niego, o jego bezpieczeństwo ( rozciął, pamiętam na klatce głowę po pijaku. Coś tam jeszcze było, nie pamiętam), nie chciała by przepuszczał jakąkolwiek kasę na piwka, on nawet po 2 piwkach bywał już nieźle pod wpływem, widziałam, szybko się upijał kiedy był już starszy ( za młodu musiał wypić dużo więcej by było to widać).
                      Czy Ty pogodzona, kochana, jesteś choć względnie szczęśliwa?????????????
                      A dzieci, bo piszesz, że dla nich jesteś z facetem, z pijakiem.
                      Może gdybyś jednak z dziećmi podjęła radykalne kroki, bylibyście w efekcie dużo szczęśliwsi?
                      Wiem, że to bajka, i naiwne życzeniowe myślenie ale czy ten mąż nie może, nie wiem, przepisać domu na dzieci?
                      W dowód swojej dobrej woli.
                      I np wyprowadzić się do czasu podjęcia decyzji o leczeniu?
                      Dla dzieci.
                      Skoro ojcem jest kochającym niech coś zrobi.

                      Kolega męża rozwodząc się ( opieka naprzemienna uzgodniona samodzielnie przed podjęciem kroków rozwodowych) podarował żonie tzn exżonie mieszkanie w centrum ( tylko jego mieszanie) , co prawda sam został w swoim niewielkim ale domu( w trakcie małżeństwa tam mieszkali z dzieckiem)z ogródkiem. I co prawda mieszkanie miało być przepisane na ich dziecko. Ale końcowo zostało przepisane na żonę, chyba się upierała.

                • igge Re: Rozwód - jak się odważyć na ten ostateczny kr 12.08.20, 16:43
                  Dżizus😩
                  Ojciec alkoholik może nigdy , do śmierci, nie stoczyć się całkowicie. Moja, bardzo silna psychicznie, zaradna na maxa, samodzielna, poukładana, ogarnięta, rozsądna teściowa trwała w małżeństwie z alkoholikiem ( nie nazywając go alkoholikiem, broń Boże, ale awantury o jego picie były i z rzadka żarty/ odgrażanie się, że się w końcu rozwiedzie, nie ważne, że ma już 60-70 np lat ale ma naprawdę dosyć) do śmierci teścia.
                  Nie wiem, chyba nie dzieci ( albo nie tylko dzieci) ją trzymały ponad 50 lat w tym związku ale jakieś ( wcale niekatolickie i nie podyktowane wiarą i tym co ludzie powiedzą) przekonanie i podejście, że małżeństwo, rodzina to na całe życie jest. No i jakieś ciepłe uczucie, miłość do dziadka, troska? Zabrzmi to dziwnie ale byli dobrym, dopasowanym, szczęśliwym w zasadzie małżeństwem. Ona zawsze dominująca i trzymająca wszystko w garści, zarządzająca, podejmująca wszystkie możliwe decyzje niby z mężem ale tak aprawdę tylko i wyłącznie po jej myśli, wg własnego widzimisię. On uległy i podporządkowany, troskliwy, kochający dzieci, wnuki, żonę. Jak pijany był to ciut mu się ulewało, gadatliwy się robił z milczka, za mocno cisnęła widać we wszystkich nawet drobiazgach. Kasą nie dysponował ŻADNĄ więc nie miał za co kupić piwka. Alkoholu z barku żoninego/ domowego bez pozwolenia raczej nie śmiał tknąć. Moja teściowa jest osobą zawsze robiącą w życiu to co chce i chciała, choć z innym mężem pewnie czegoś innego by się dorobili. Z raz czy dwa werbalizowała lekki żal. W każdym razie nie rozwiodła się, mąż alkoholik się hmmm nie stoczył, awantury były i dzieciom miło nie było, dzieci w awantury włączane nie były ale był to przecież ich dom, słyszały. Cierpiały.
                  Dziadek był zabierany na wyjazdy między innymi też dlatego, żeby nie miał okazji wypić z sąsiadem, z listonoszem.
                  Dziadek pracował zawodowo całe życie, do emerytury, chyba nawet w pracy jakieś okazje do alko zdarzały się z rzadka, takie niby środowisko podobno. Teściowa całe życie zarabiała też, nadal zarabia i to nieźle. Auto ona prowadziła, mąż bez prawka. Teściu był, jak moje małe wtedy dzieci z zachwytem mówiły: " cudownie posłuszny", jak można było go nie kochać?
                  Był świetnym, idealnym dziadkiem. Nie żyje dwa lata. Nadal tęsknimy każdego dnia za nim. Czy mój mąż ma jakieś traumy z dzieciństwa, ślady w charakterze? Na pewo tak. Nie wiemy jakie. Niestety mamy większe problemy różne ale stworzył ( ze mną) szczęśliwy, kochający, bliski związek. Strach myśleć, ale może te jego traumy, doświadczenia złe też przyczyniły się do tego, że jest tak wyjątkowo, niespotykanie nastawiony na DAWANIE z siebie kochanej osobie. Mówi, że jest szczęśliwy i muszę w to wierzyć. Ale gdybym dysponowała większą kasą i czasem - chciałabym widzieć go na jakiejś terapii może dda. Bo może dla jego dobra coś taka terapia by mu dała???? Nie wiem. Jest zdrowy, ogarnięty, łagodny, czuły i chyba szczęśliwy, zadowolony ze swojego życia, mimo licznych problemów.
                  • igge Re: Rozwód - jak się odważyć na ten ostateczny kr 12.08.20, 16:52
                    Oczywiście na miejscu teściowej albo bym się rozwiodła albo biegiem zorganizowała terapię dla wszystkich. Dla męża na pewno. Ale teściowa jest z tych osób, co odwożąc wnuczkę na terapię ( depresja), po 45 minutach pierwszej sesji u psychoanalityka - szczerze pyta pod drzwiami terapeuty czy już jest ok i leczenie, terapia odniosła pozytywny skutek😄😀😊big_grin
                    I ona i jej mąż spokojnie i pozytywnie podchodzili zawsze do wszelkich możliwych problemów i tragedii i hmmm RADZILI sobie. I pomagali innym.
                    • pogodzona_1234 Re: Rozwód - jak się odważyć na ten ostateczny kr 12.08.20, 17:23
                      Tego nie wiesz jak było w tamtym domu. Ja niektórych rzeczy, które przeżyłam w dzieciństwie nie mówie nikomu. Nawet mąż o tym nie wie. Nie wiesz co przeszedł Twój mąż- być może macie tak dobre relacje, ze powiedział Ci wszystko. To co widzisz ze strony rodziny Twojego męża, to jest obraz tego jak to wygląda jak weszłaś już do rodziny. Nie wiesz co działo się tam jak dzieci były małe. Moim zdaniem tam gdzie jest alkohol zawsze to zostawia jakiś rys. Ja też jestem całe życie nastawiona na dawanie- z resztą widać to po moich wpisach. Ale to dawanie też się kiedyś kończy. Ale nie każde DDA przechodzi pewnie to tak traumatycznie jak ja. Nie w każdym domu wygląda to tak źle jak było u mnie. Dlatego to mnie zwiodło. Mój mąż pokochał mnie kiedyś taką jaka byłam, taką bezradną i kochającą za dwoje, rozpaczliwie szukającej uwagi u mężczyzn bo mój ojciec dla mnie zadnym wzorem nie był i nie zauważał mnie w życiu. I mój własny dom to nie były awantury, wyzwiska i uciekanie do sąsiadów po nocy jak w dzieciństwie. Po prostu picie od czasu do czasu, bo alko jest dla ludzi. A jednak też jest alkoholowy, a ja współuzależniona...
                      • igge Re: Rozwód - jak się odważyć na ten ostateczny kr 12.08.20, 20:29
                        Masz rację. 100/100.
                        Przytulam.

                        A jak wzór z domu kiepski, delikatnie mówiąc, to można widzieć nadmiernie różowo sytuację obiektywnie dużo lepszą, choć nadal, jak to delikatnie nazwać, nie idealną.
                        ( też mi się tak zrobiło w kwestii oceny tego jaką matką jestem, byłam. No bo niewątpliwie dużo lepszą od mojej rodzicielki. A tutaj po latach niespodzianka, uświadomiłam sobie, że mogłam duuuuużo rzeczy duuuuużo lepiej w tej materii zdziałać. Ale wtedy, jak dzieci były małe, wydawało mi się, że robię WSZYSTKO, co się da. Że dzieciom stwarzam cudowny dom. No, obiektywnie nie był taki cudowny, sorry dzieci, ale czasu nie cofnę)
        • smillla Re: Rozwód - jak się odważyć na ten ostateczny kr 12.08.20, 11:54
          Czyli i Ty, i dzieci, bardzo boicie się zmian. Po prostu takie charaktery.
          Ale może czas nauczyć siebie i dzieci, że zmiana to głównie szansa i dar, a nie ruina. Tkwienie w miejscu za wszelką cenę nie jest najlepszą strategią w życiu.
          Twoje dzieci dorośleją. Za chwilę wszystko im się zmieni. Zmiana będzie ich codziennością. I wcale nie będą, dążąc do własnego szczęśliwego życia, przejmować się tym, że Tobie te zmiany się nie podobają i wpływają na Twoje życie. Że może nie chcesz jeszcze być teściową, albo nie życzysz sobie, aby wyprowadziły się z domu. Zrobią, co zechcą, nie oglądając się na Twoje przyzwolenie. I Ty masz do tego prawo, nie tylko Twoje dzieci. Każdy ma równe prawo do zmiany, która rzutuje na czyjeś życie. Tak to jest.
          • pogodzona_1234 Re: Rozwód - jak się odważyć na ten ostateczny kr 12.08.20, 12:13
            Nie wiem jak dzieci- myślę, że część lęków przeniosłam na nich - to na pewno. Parę lat temu podjęłam jednak bardzo ważną decyzję zawodową- to się wiązało z wyjściem ze strefy komfortu i naprawdę przezwyciężenia wielu nieprzychylności po drodze. Myślę, ze tu im pokazałam w tej sferze, ze trzeba walczyć i się nie poddawać, jak się chce zmian. Natomiast w życiu osobistym (co wpłynęło by też na ich zycie przecież) tej zmiany nie umiem przeprowadzić. Tutaj chodzi o to, ze zawodowo to dotknęło tylko mnie- to było tylko i wyłącznie moje ryzyko, w rozpadzie rodziny to ryzyko ponoszą wszyscy, a nie mają prawa głosu za bardzo....
            • smillla Re: Rozwód - jak się odważyć na ten ostateczny kr 12.08.20, 12:51
              To normalne, że w rodzinie decyzje jednej osoby wpływają na życie innej osoby. Inaczej się nie da. A to nie oznacza, że należy powstrzymywać się od wszelkich zmian, bo innej osobie może być z tym niefajnie. Trzeba robić swoje i nie uprzedzać się z góry, że jak się zrobi swoje, to na pewno będzie źle. Bo na ogół wcale nie wychodzi źle. Strach o to, co będzie, jest często gorszy niż aktywne działanie w kierunku zmiany. Wystarczy popchnąć tę kulę - a potem to już się samo toczy. Najtrudniejszy ten pierwszy gest.
        • igge Re: Rozwód - jak się odważyć na ten ostateczny kr 12.08.20, 14:49
          Czasu nie cofniesz więc o wzorce bliskiego związku u dzieci nie martw się, poradzą sobie. Wzorce to nie wszystko. Niewyobrażalnej krzywdy z Twojej strony nie ma. Dzieci ojca bardzo kochają. I będą nadal kochać z rozwodem i bez rozwodu - tego im nie zabierasz przecież. Przyzwyczaiły się do tego życia, które macie ale mogą też przyzwyczaić się z czasem do jakiejś alternatywy. Nie do końca rozumiem dlaczego dla dzieci ( dziecka?) Twój ewentualny rozwód miałby być w istocie totalną KATASTROFĄ?
          Pytam, bo ( może jestem wyrodną matką i generalnie tworzymy z mężem wyrodnych rodziców????? Choć wydajemy się ok) dla moich prawie dorosłych dzieci rozwód rodziców chyba nie byłby totalną katastrofą. Na pewno tak by tego nie nazwały. Byłby totalnym zaskoczeniem, może szokiem, ale dlaczego miałby być totalną katastrofą?????!!!?????
          Ty może masz takie fałszywe odczucie? Bo czułabyś się winna zabierając im ojca, ale przecież, rozwodząc się i fundując dzieciom zmiany, nie zabierałabyś im ojca, do licha.

          A lęki Twoje, pewnie, że są oczywistą oczywistością. Jakiś poziom lęku w takiej sytuacji każdy by miał. Dlatego decyzja o takich zmianach musi nie być pochopna. I Twoja chyba raczej nie jest.
          Ja bałabym się jeszcze sto razy bardziej niż Ty, serio😊 i odwagi dziewczyno. Ściskam i pozdrawiam.
          Widzę w swoim otoczeniu kobiety w różnym wieku ( i niektóre po przejściach, nieudanych/ udanych związkach, krótkich lub bardzo długich ), które DAJĄ RADĘ, RADZĄ SOBIE. Dlaczego akurat Ty miałabyś sobie nie poradzić?
          Pozdrowienia serdeczne.
          • pogodzona_1234 Re: Rozwód - jak się odważyć na ten ostateczny kr 12.08.20, 14:59
            Bo u nas dochodzi problem alkoholu i cech współuzależnienia u dzieci ( u mnie zresztą też, bo gdyby nie, to juz dawno bym odeszła). Jedno dziecko jest "ratownikiem" - już się boi że ojciec sobie nie poradzi (to od katastrofy), a drugie to ma w ojcu bardziej kumpla niż kogoś kto jest za niego odpowiedzialny, więc tym bardziej dla niego to będzie zamach na dobre życie, które teraz wiedzie (bo innego nie zna). Dlatego dla dzieci to katastrofa, bo burzy porządek chorego świata który im przez 20 lat fundowałam...
            No ale mam się nie obwiniać tylko szukać terapii dla siebie i dzieci najpierw- tak zrobię.
            • igge Re: Rozwód - jak się odważyć na ten ostateczny kr 12.08.20, 15:36
              Dopiero przeczytam wątek, sorry ale alkohol to jednak, pade pewnie dlatego mnie zatrzymała, DUŻY KALIBER.😞😞😞
              Jedno podtrzymuję na pewno: czasu już nie cofniesz i nie ma co się rzeczamu, których nie jesteś w stanie zmienić tzn przeszłością , katować.
              A, jeśli ta, zawsze tutaj na forum doradzana, terapia jest możliwa, to nie tylko Ty ale dzieci niestety i ewentualny (ex) mąż bardzo jej potrzebujecie.
              I tak, wiem, że z dorosłymi, pełnoletnimi, prawie dorosłymi dziećmi trzeba postępować super ostrożnie i superdelikatnie. Młodzi dorośli to specyficzna i nadal ekstremalnie wrażliwa grupa ludzi. Ryzykowna często w swoim myśleniu. A Twoje dzieci są wychowane w, delikatnie mówiąc, nietypowym domu. O ile jest coś takiego jak typowy, normalny dom.
              Wstrzymam się.
              Biegnę czytać.
            • igge Re: Rozwód - jak się odważyć na ten ostateczny kr 12.08.20, 15:43
              Alkohol - nic nie wiem. Bardziej mój mąż z dzieciństwa. I jego mama.
              Dziecko w roli " ratownika" lub/i kumpla lub/i przejmowanie przez dziecko roli opiekuna rodzica, dbającego o jego dobrostan lub zwyczajnie martwiącego się o jego zdrowie/ samopoczucie - temat dla mnie ważny, by nie powiedzieć superważny.
              Zdajesz sobie sprawę, że terapia takiego dziecka trwa latami?
          • igge Re: Rozwód - jak się odważyć na ten ostateczny kr 12.08.20, 15:21
            Aha i jeszcze to, że nigdy nie byłaś zdana tylko na siebie, sama samiusieńka bo najpierw rodzice, potem od razu mąż itd
            Ja też podobnie. Najpierw z mamą ( było kiepsko, kiepściutko, no ale teoretycznie sama nie byłam). Potem 5 lat z fajnym, kochanym chłopakiem. Potem wczesna wyprowadzka z domu z przyszłym mężem i tak do teraz, kilkadziesiąt lat.
            Ale gdybym, NIE W POCHOPNY SPOSÓB, doszła do wniosku, że rozwód, to chyba, żeby skały srały, zaryzykowałabym taki skok na głęboką wodę i zrobiła to.
            Nawet tylko dla siebie.
            Nie bacząc przesadnie o konsekwencje bo wiadomo, milion zmian, kasa, praca, czas, stres, wysiłek, obowiązki, samodzielność, samowystarczalność, seks, mieszkanie, auto, wygoda, komfort, poziom życia, i przede wszystkim odczucia/ myślenie pełnoletnich dzieci.
            Pisząc " przesadnie", mam na myśli sytuację, kiedy przesadne myślenie o wszystkich za i przeciw, wpędza w człowieka w lęk przed ryzykiem i zmianą i w konsekwencji każe mu (latami? Lub po prostu za długo) tkwić w złej, kiepskiej, niekorzystnej, lub wręcz krzywdzącej go ale oswojonej, jakoś tam wygodnej choć niewygodnej sytuacji.
            Mam nadzieję, że nie piszę bzdur😉
            Dla pewności skonsultowałam swoje wypociny z mężem😉
            Zawsze, co 2 głowy, to nie jedna.
            I kobieto, może dałoby się zawalczyć o jakieś przyjaźnie, przyjaźń, w realu???
            Czasami można wręcz świadomie się o to postarać😉 jak już sobie kogoś upatrzysz. I powolutku, stopniowo, sprawiać, że relacja staje się coraz bliższa.
            Moim zdaniem żadne internetowe byty/ koleżanki/ znajomości nie zastąpią przyjaźni w realu choć dają równoczesny ogląd sprawy z różnych punktów widzenia i siedzenia i też troska o Ciebie tu występuje.
            Teraz spróbuję poczytać wątek bo mądrzejsze bo bardziej doświadczone koleżanki na pewno Cię będą wspierać.
            • pogodzona_1234 Re: Rozwód - jak się odważyć na ten ostateczny kr 12.08.20, 15:45
              igge napisał:


              > Ale gdybym, NIE W POCHOPNY SPOSÓB, doszła do wniosku, że rozwód, to chyba, żeby
              > skały srały, zaryzykowałabym taki skok na głęboką wodę i zrobiła to.
              > Nawet tylko dla siebie.
              >
              Tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono...

              A co do przyjaźni w realu- mam jedną przyjaciółkę, ale jest daleko, widujemy się rzadko, a przez telefon ja nie umiem o takich sprawach mówić. Ale ona wie ogólnie jak jest mi ciężko i jaką drogę przeszłam. Ale nie mam nikogo na miejscu, żeby chociaż na kawę się umówić czy pożalić. Skupiłam się na pracy i w tak jadę na autopilocie praca- dom od lat. No nie jest takie proste być dorosłą osobą i szukać przyjaźni czy znajomości. Miałam kogoś w pracy, ale ta dziewczyna zmarła. Nie ukrywam, że mną to potrzepało też- nie była przyjaciółką, ale koleżanką. Długo się nie mogłam z tego otrząsnąć. Każdy ma swoja rodzinę i na niej się skupia albo swoje problemy. Nie chcę nikogo obciążać ani mu dokładać.
              Jak patrze na te ostatnie 20 lat to ja nie wiem czy ja jako ja-osoba byłam szczęsliwa. Te 20 lat jaki mi sie raczej jako pasmo trudów, poprzeplatane chwilami szczęścia, ale takie chyba jest życie tak ogólnie....
              • ferra Re: Rozwód - jak się odważyć na ten ostateczny kr 12.08.20, 16:42
                „Gdy myślimy o porażce doznajemy jej.
                "Gdy wahamy się wszystko pozostaje jak dawniej.
                Musimy pragnąć dokonać wielkich rzeczy i po prostu ich dokonywać.
                Nie myślcie nigdy o niepowodzeniu.
                Bowiem tak jak myślimy, tak też się dzieje.”
                Maharishi Mahesh Yogi


                Przyjaciel nie jest kubłem na emocje innych i osobą do wyżalania się. Zdumiewa mnie wypaczone rozumienie "przyjazni" To jest wykorzystywanie innych ludzi i obciążanie ich swoimi problemami.

                Od pomocy/wysłuchiwania są specjaliści wykształceni i wyposazeni w wiedzę i narzędzia - aby pomoc osobom zgłaszającym się, aby ustawić te osoby do pionu. Oczywiście odpłatnie = to jest ekwiwalent za energię/wiedzę/pracę. To się wówczas wyrównuje i jest skuteczne.

                Samo gadanie nic nie zmieni. Działanie owszem.


                • lauren6 Re: Rozwód - jak się odważyć na ten ostateczny kr 12.08.20, 18:21
                  > Przyjaciel nie jest kubłem na emocje innych i osobą do wyżalania się. Zdumiewa mnie wypaczone rozumienie "przyjazni" To jest wykorzystywanie innych ludzi i obciążanie ich swoimi problemami.

                  100/100

                  Przyjaciel nie jest terapeutą.

                  Z resztą rozmowy z koleżankami, które guano wiedzą o życiu z alkoholikiem, mogą wyrządzić więcej szkody niż pożytku. Jest duże prawdopodobieństwo, że usłyszy głupoty typu, że mężowi trzeba pomóc, nie wolno przekreślać małżeństwa po tylu latach i w ten deseń.
                  • igge Re: Rozwód - jak się odważyć na ten ostateczny kr 12.08.20, 21:03
                    Przyjaciel nie jest kubłem na emocje i wyżalanie się big_grin
                    A kto powiedział, że jest????????
                    I kto powiedział, że zastępuje terapeutę, profesjonalistę ???!( na marginesie, niektórzy terapeuci niestety mają mierne kwalifikacje i nie za pełne wykształcenie, więc jak już wybierać, to nie kierowałabym się np ceną/ terminami tylko długą listą certyfikatów i doświadczeniem długim i w odpowiednich miejscach pracy plus opiniami, poleceniem)

                    Moje relacje z moimi przyjaciółmi pozwalają TEŻ na wyżalanie się i emocje i nikomu krzywda się nie dzieje. Po prostu mają wielką chęć i czas na spotkania/ rozmowy z nami praktycznie zawsze. Chcą tego. Dopominają się! A przyjaciółka jedna z 2, najlepsza, która tego czasu ma obiektywnie najmniej - zawsze jest gotowa rzucić wszystko, albo chwilę choć będąc w środku pracy zorientować się o co chodzi i zorganizować najbliższy swój wolny termin na spotkanie. Druga najlepsza - wręcz zamęcza codziennymi telefonami z zaproszeniem do wizyty u niej. Mieszka tuż obok, po drodze. Dla niej akurat, ma mnóstwo czasu, choć umie sobie wymyślać tysiąc zajęć, wizyty niemal codzienne moje i męża są czystą rozrywką, a nam dobrze robi regularna porcja śmiechu. Każda możliwa kiepska sytuacja i wręcz tragedia jest dzięki obecności takich bliskich osób o niebo łatwiejsza do przetrwania i decyzje lepsze. Człowiek po prostu jest sobą, nic nie musi, wszystko może, jest silniejszy, nigdy sam jeśli tego nie chce, dziewczyny potrafią swoim poczuciem humoru i mądrym, zabawnym podejściem do świata sprawić, że nasze życie, małżeństwo, kłopoty, wakacje, weekendy, wszystko jest łatwiejsze, weselsze, piękniejsze. To jest win-win sytuacja.
                    Wiem, że są i że nasza rodzina jest dla naszych przyjaciół zwyczajnie ważna. Nie wykorzystuję przyjaciół. Nigdy.
                        • igge Re: Rozwód - jak się odważyć na ten ostateczny kr 13.08.20, 00:42
                          Mnie przyjaciółka zamęcza potrzebą codziennego kontaktu, serio, zamęcza. Druga jest mniej upierdliwa telefonicznie ,delikatniejsza tzn rozumie, że człowiek może nie chcieć rozmawiać, z różnych powodów. Może potrzebować przerwy, wytchnienia, ciszy, odizolować się lub woli obejrzeć serial z mężem, nacieszyć się facetem, poczytać, oddać się obowiązkom, popracować, nie odbierać jak prowadzi auto, rozmawia z dzieckiem.
                          Ta zamęczająca przyjaciółka w efekcie ma dużo więcej kontaktów z nami bo po prostu jęczy regularnie by przyjść do niej i każe zdawać sobie sprawozdanie z wszystkiego, słucha uważnie i pamięta skubana wszystkie detale ( o koniach córki wie więcej niż ja. A to ja powinam). Ona wie, że nadmiarowo, moim zdaniem, dzwoni, wie, że często nie odbieram, akceptuje to i ja już w zasadzie zaczynam przyzwyczajać się do jej codziennej potrzeby kontaktu i jak tylko mamy wenę/ chęć wpadamy do niej biegnąc gdzieś po drodze. Czasem na 20 minut. Wytresowała nas i okazało się to całkiem przyjemne i wzbogacające.
                          Czy to jest obciążanie ludzi swoimi problemami i wykorzystywanie?
                          Możliwe.
                          Możliwe, że wcale nie.
                          Ale i dla niej i dla mnie i dla mojego męża, z którym przezabawnie flirtują i przerzucają się rywalizując swoją listą osiągnięć na polu prowadzenia gospodarstwa domowego, jest frajda, jest fun, są słodycze ( my w domu rzadko miewamy). Jej mąż też coraz częściej na chwilę choć dołącza choć ewidentnie trochę przeszkadzamy mu w zdalnej pandemicznej pracy.
                          Obie przyjaciółki dobrze, że są i dobrze, że jakbyśmy mieli czas, możemy zwiększyć w każdej chwili kontakty z kolejnymi trzema dobrymi koleżankami, które są nie tak blisko po prostu bo doba nie jest z gumy i trudno pogodzić obowiązki, życie rodzinne i życie towarzyskie w dodatku intensywne.
                • igge Re: Rozwód - jak się odważyć na ten ostateczny kr 13.08.20, 00:08
                  Niby dobrze się czyta to, co napisałaś ferra.
                  Ale, nawet jeśli jest to zdanie osoby neurotycznejtongue_out , nie do końca mi się zgadza to, co tutaj piszesz o terapii i o przyjaźni.
                  Po pierwsze: samo gadanie dużo zmienia. Choćby pomaga samemu przemyśleć swoje stanowisko od nowa, zakwestionować swoje oceny. Często prowadzi też do działania jednak. Jedno i drugie to zmiany. ( I gadanie i działanie)
                  Po drugie jest ktoś naprawdę bliski, kto słucha i kto też mówi do Ciebie i ma często odmienny punkt widzenia. Widzi inaczej niż ty albo rozumie, co czujesz plus zna Ciebie od dziesiątków lat bywa lub Twoją całą historię. Też ma problemy tylko inne. Nie mniej ważne. Siedzi w tym samym pokoju, ma łzy w oczach, zrobi herbatę, pizzę dla Ciebie ( A przy okazji nakarmi męża. Swojego też)
                  Po trzecie - cenisz jego zdanie bo to ktoś kogo bardzo lubisz i (choć niekoniecznie) często się widujesz.
                  Po czwarte - jest kimś niemal tak bliskim jak członkowie Twojej najbliższej rodziny.
                  Jest ten ktoś/ przyjaciel/te ktosie niezbędny tak samo jak terapeuta.
                  Nawet jak w połowie nie jest tak hmmm skuteczny jak terapeuta w rozpoznawaniu, co stanowi problem/ problemy i ewentualnie wpływa na Twoje funkcjonowanie w rodzinie, w pracy, w relacjach i nawet jak w połowie nie jest profesjonalnie przygotowany do fachowej pomocy mającej na celu Twój dobrostan i Twoje uświadomienie sobie kim jesteś, dlaczego taki jesteś, dokąd zmierzasz, dokąd chcesz zmierzać, jak to zrobić itd Jak do tej pory wyglądały Twoje najgłębsze potrzeby/ emocje.
                  Przyjaciel też ustawia Cię do pionu choć zwykle tego nie musi robić bo w pionie jesteś i zwyczajnie potrzebujesz tylko przyjemnie spędzonego czasu. Ale taki czas można mieć na sto sposobów i niekoniecznie tylko w gronie przyjaciół, także z kolegami, koleżankami, znajomymi, sąsiadami, z rodziną, z kotami itd
                  Przyjaciele to więcej niż beztroska zabawa, miło spędzony czas.
                  Przyjaciele są równie ważni jak terapeuci, ważniejsi czasem.
                  Choć oczywiście dobry terapeuta to też skarb.
                  I bywa wart kasy. Płacę jednemu 120 za 45 minut i cieszę się, że tanio. Spotyka się z kimś z moich bliskich dwa razy w tygodniu i trochę żałuję, że nie częściej. No ale kasa nas ogranicza.
                  Cenię jego pracę, to ktoś obcy, płacę za nieodbyte sesje i nawet składam mu życzenia z okazji każdych świąt, szczere i serdeczne.
                  Ale to ktoś tzn nikt, zupełnie nikt, w porównaniu z przyjaciółmi.
                  I z moimi i z naszymi przyjaciółmi, i z przyjaciółmi dziecka. Jedna dziecka przyjaciółka znaczy więcej i generuje więcej pozytywnych zmian w jej życiu niż setki godzin terapii. I tak jest też osobą do wyżalania się także. Tak samo sama słucham żali i o problemach, różnych, u swoich przyjaciół. Bo wszyscy mają problemy i dla każdego te problemy są najważniejsze i nie zawsze jest natychmiastowa szansa na terapię. Nie każda terapia pomaga. Nie każdy problem wymaga terapii. Są ludzie, którzy nie chcą terapii. Przyjaciele są bezcenni. Terapię za to zawsze można kupić.

                  • ferra Re: Rozwód - jak się odważyć na ten ostateczny kr 13.08.20, 00:44
                    Przeczytałam tylko 3 zdania z Twojego postu długiego - j(utro się odniosę), więc na szybko:
                    - gadanie tak - ale do terapeauty - on wie jak poprowadzic proces "martwychwstania" aby osoba powstała z kolan i spionizowała się, nauczyła być wewnątrzsterowna

                    gadanie do przyjaciółki - nie!- ponieważ nie ma ona(przyaciółka) narzędzi i wiedzy jak działają mechanizmy psychologiczne. To pozorna chwilowa ulga z wygadania się.
                    • igge Re: Rozwód - jak się odważyć na ten ostateczny kr 13.08.20, 19:46
                      Mnie się wydaje, że przyjaźń, przyjaciele i terapia, terapeuta to jakby dwa różne obszary życia, codzienności.
                      I jakby mocno terapia nie była potrzebna i nawet skuteczna, to przyjaźń i przyjaciele przyczyniają się w równym stopniu do zadowolenia z życia, żeby nie użyć nawet słowa, do szczęścia, do szczęśliwego życia, do dobrostanu człowieka. Przecież jakieś bliskie relacje każdemu są niezbędne. Podobno przyjaźń jest nawet bardziej wartościowa niż miłość.
                      Terapia ma też służyć osiągnięciu tego dobrostanu, no nie?
                      Najlepiej jak jest i terapia ( jeśli potrzebna, może wielu osobom, nie tylko autorce czy mi by się przydała?wink zawsze można coś tam poprawić / przestawić w życiu czy i w sobie) i przyjaźń, przyjaciele.
                      Terapeuta nie jest twoim przyjacielem, nawet znajomym nie bardzo, choć można czuć coś w rodzaju wdzięczności czy sympatii do niego.
                      Przyjaciel nie jest twoim terapeutą choć można czuć wdzięczność i dużą sympatię do niego. To bliska nawet bardzo bliska osoba i w dodatku nie członek rodziny tylko ktoś kogo sami wybieramy bo frajdą jest być w jego towarzystwie.
                      Terapeutę też lepiej wybrać sobie dobrze tyle, że kierując się jego kwalifikacjami.
                      Jakbym musiała wybierać: to moim subiektywnym osobistym wyborem zawsze będzie przyjaciel, przyjaciółka. Nie umniejszając znaczenia w życiu i w przypadku problemów terapeuty i terapii.
                      Ale to teoria, przecież praktycznie nigdy nie ma alternatywy przyjaciel czy terapeuta. To dwa różne światy.
                      Przyjaciołom zależy na dobrostanie twoim więc są pierwsi w nakłanianiu na terapię, o ile zachodzi jej potrzeba i możliwość.
                      W polskich warunkach terapia często wiąże się nie z NFZ więc dostęp do niej jest obiektywnie ograniczony.
                      Tak wiem, czytałam na forum, że spoko NFZ wszystko zapewnia.
                      Otóż nie moim zdaniem i na razie zdania nie zmienię.

                      • ferra Re: Rozwód - jak się odważyć na ten ostateczny kr 13.08.20, 21:46
                        Chroń mnie panie przed emocjonalnymi pasożytami z niezaspokojoną dziurą pokoleniową.
                        Zrzucanie na przyjaciela ciężaru historii malżeńskiej i potencjalnej decyzji o rozwodzie jest egoizmem. Wiszenie na ludziach jest pasożytowaniem "Ja nie mam więc macie mi dać: siłę, wsparcie, ." To nie jest przyjazn

                        Poniewaz nie mam czasu na wykładnię (i nie chce mi się) - podaję link do bardzo dobrze i zwięźle wytłumaczonego tematu relacji.

                        Terapeuta/prawnik: podchodzi zawodowo, rzeczowo- trzyma w ryzach. Wyczerpanie energetyczne profesjonalisty wyrównuje się poprzez ekwiwalent pieniężny (są też fundacje/ usługi pro bono). To jest wtedy skuteczne dla osoby z problemem.
    • cegehana Re: Rozwód - jak się odważyć na ten ostateczny kr 12.08.20, 10:55
      Jak sama napisałaś: z małżenstwa odchodzi się przed formalnym rozwodem, związek już się rozpadł, rodzina już się rozpadła i utrzymywanie jej ma sens taki jak wentylowanie zwłok przy użyciu respiratora. To, że dzieci duże jest tylko ułatwieniem sprawy - da się im wytłumaczyć, da się pogodzić ich sprawy (szkoła, przyjaciele, relacje z ojcem i jego roziną) przy minimalnym Twoim udziale tak naprawdę (skoro same mogą pojechać, zadzwonić, umówić się z kim chcą). O tym czy jest "aż tak" źle czy tylko trochę źle nie decyduje nikt oprócz ciebie, bo - jak też wspomniałaś - do tanga trzeba dwojga, a małżeństwo na zasadzie "ja się będę poświęcać" nie ma sensu - ma sens na jakiś krótki, określony czas, np. choroba, wyjazd związany z pracą, problemy z dziećmi czy powiedzmy opieką nad starymi rodzicami - w sensie że poświęcasz się w imię jakiejś sprawy na czas rozwiązania tej sprawy, a nie dlatego, że taką ci wyznaczono rolę w tej rodzinie.
      • azja1942 Re: Rozwód - jak się odważyć na ten ostateczny kr 12.08.20, 11:12
        Poczekaj jeszcze chwilę aż dzieci zaczną z gniazda wyfruwać, może wtedy będzie łatwiej. Ile dzieci mają lat? W tym czasie zabezpiecz się finansowo, może coś odłóż na mieszkanie jeśli to możliwe. Sama znasz swoją sytuację logistyczną najlepiej i ewentualne decyzję dostosuj do możliwości
        • pogodzona_1234 Re: Rozwód - jak się odważyć na ten ostateczny kr 12.08.20, 11:28
          Taki był plan, ale jestem już u kresu wytrzymałości. Im dłużej to trwa, tym bardziej się spalam. Takie życie razem ale w samotności w małżeństwie wyniszcza niesamowicie....Najmłodszy konczy liceum za dwa lata. Ale jak teraz myślę o ewentualnych decyzjach, to na to nigdy nie było dobrego czasu: albo był czas egzaminów, albo czas burzy hormonalnej dzeci, albo czas matur, albo czas studiów. Nigdy to nie był dobry czas. Nie wiem czy za dwa lata będzie...I nie wiem gdzie ja będę za te dwa lata, czy się nie wyniszcze psychicznie całkowicie...
          • azja1942 Re: Rozwód - jak się odważyć na ten ostateczny kr 12.08.20, 11:35
            Szukałaś więc wymówki żeby tylko nie podjąć decyzji. Skoro najmłodszy ma 17 lat to jest to całkiem dobry moment. Mój syn miał dokładnie tyle gdy się rozwiodłam. Ta samotność obok drugiej osoby, brak porozumienia i uczuć wykańcza psychicznie. Jeśli już w głowie podjęłaś decyzję i masz swoje pieniądze to naprawdę nie warto się męczyć.
            Ja po ponad 4 latach od rozwodu jestem już od roku w szczęśliwym związku i czuję że żyję. Życzę odwagi i cierpliwości w oczekiwaniu na lepszy czas.
            • 3-mamuska Re: Rozwód - jak się odważyć na ten ostateczny kr 12.08.20, 12:20
              azja1942 napisał(a):

              > Szukałaś więc wymówki żeby tylko nie podjąć decyzji. Skoro najmłodszy ma 17 lat
              > to jest to całkiem dobry moment. Mój syn miał dokładnie tyle gdy się rozwiodł
              > am. Ta samotność obok drugiej osoby, brak porozumienia i uczuć wykańcza psychic
              > znie. Jeśli już w głowie podjęłaś decyzję i masz swoje pieniądze to naprawdę n
              > ie warto się męczyć.
              > Ja po ponad 4 latach od rozwodu jestem już od roku w szczęśliwym związku i czuj
              > ę że żyję. Życzę odwagi i cierpliwości w oczekiwaniu na lepszy czas.


              Dobry moment żeby zostawić 17-latka z alkoholizmem ojca?

              Nie sadze. Powinnaś odejść lata temu.
              A teraz poczekaj aż dzieci wyjdą z gniazda.
              Co nie oznacza ze nie możesz zadbać o siebie.
              Odetnij się emocjonalnie znajdź rzeczy, które ciebie cieszą zacznij coś robić ze swoim życiem, bez oglądania się na męża.
              Staraj się stworzyć świat, który będziesz mieć po rozstaniu. Bo taka zmiana może być ciężka ,wiec już jakiś kawałek świata będziesz mieć własny.
              • pogodzona_1234 Re: Rozwód - jak się odważyć na ten ostateczny kr 12.08.20, 12:32
                Właśnie taki był plan. Konsekwentnie go staram się realizować. Ale życie to nie jest projekt który można z góry zaplanować i odhaczać checkboxy. Po prostu jest mi coraz ciężej.
                Pandemia też obnażyła wiele spraw- póki wychodziliśmy więcej z domu - normalnie do pracy, zajęcia różne, klienci itd to jeszcze nie było tak bardzo widoczne, ale im więcej jesteśmy razem, tym bardziej widzę, że żyjemy jak lokatorzy- nawet nie jak pies z kotem, ale po prostu się tolerujemy. Widzę, że problem picia się u niego pogłębia i wiem że będzie po prostu coraz gorzej.
    • szafireczek Re: Rozwód - jak się odważyć na ten ostateczny kr 12.08.20, 11:07
      Zacznij żyć dla siebie - na razie żyłaś dla innych...Martwisz się i wczuwasz się w potrzeby rodziców, rodzeństwa, dorosłych dzieci...a kto z nich dba o Ciebie? Nawet nie masz w nich na tyle oparcia, by móc szczerze z nimi porozmawiać o swoich problemach...nie o rozwiązaniach, a zwyczajnie - o Twoich potrzebach...To bardzo wyzyskujący Ciebie układ, bo liczą się tylko inni...Życie przeżyjesz, a i tak wszystkich nie zadowolisz...więc zacznij od siebie i wykorzystaj czas, by wreszcie móc odetchnąć pełną piersią. Postaw tym razem siebie na pierwszym miejscu! Odwagi i powodzenia!
      • pogodzona_1234 Re: Rozwód - jak się odważyć na ten ostateczny kr 12.08.20, 11:19
        No myślę, że tu jest źródło problemu. Moja matka żyje z moim ojcem alkoholikiem od 50 lat. Ale mój ojciec przecież się awanturował, urządzał w domu nam wszystkim piekło, wszyscy wiedzieli że pił. Jak najszybciej chciałam stamtąd uciec i związałam się z kimś takim samym jak sie okazuje. Klasyka... No ale mój to złoty chłop przecież. To wysokofunkcjonujące picie osoby z własną firmą, inteligentnej, nie awanturującej się, nie bijącej...tylko nie kochającej...
        Czuje że robie jakiś zamach na rodzinę, że to jest egoizm niewyobrażalny. Przepracowałam to już na terapii (przynajmniej próbowałam), ale to jest tak silnie zakorzenione we mnie, że nie wiem czego mi jeszcze potrzeba: jakiego przysłowiego pierdolnięcia potrzeba żebym się obudziła z tej umysłowej matni w której jestem
        • szafireczek Re: Rozwód - jak się odważyć na ten ostateczny kr 12.08.20, 11:44
          Masz wybór, albo chłosta i karanie siebie przed popełnieniem czynusmile, czyli przypisywanie "niewyobrażalnego egoizmu" i "zamachu" na rodzinę (jak piszesz - jednak dysfunkcyjną z brakiem nadziei na poprawę), albo przeżycie życia w zgodzie ze sobą i zadbanie o swoje potrzeby. Przemyśl, czy dalsze poświecanie się i pozycja na końcu ogona są opłacalne...Jakie poniesiesz koszty i co zyskasz...zrób bilans i zastanów się, czy wynik Cię satysfakcjonuje? Aha dzieci prawie dorosłe, więc za chwilę pójdą w swoją stronę...
        • eliksir_czarodziejski Re: Rozwód - jak się odważyć na ten ostateczny kr 12.08.20, 15:21
          pogodzona_1234 napisał(a):

          > No myślę, że tu jest źródło problemu. Moja matka żyje z moim ojcem alkoholikiem
          > od 50 lat. Ale mój ojciec przecież się awanturował, urządzał w domu nam wszyst
          > kim piekło, wszyscy wiedzieli że pił. Jak najszybciej chciałam stamtąd uciec i
          > związałam się z kimś takim samym jak sie okazuje. Klasyka... No ale mój to złot
          > y chłop przecież. To wysokofunkcjonujące picie osoby z własną firmą, inteligent
          > nej, nie awanturującej się, nie bijącej...tylko nie kochającej...
          > Czuje że robie jakiś zamach na rodzinę, że to jest egoizm niewyobrażalny. Przep
          > racowałam to już na terapii (przynajmniej próbowałam), ale to jest tak silnie z
          > akorzenione we mnie, że nie wiem czego mi jeszcze potrzeba: jakiego przysłowieg
          > o pierdolnięcia potrzeba żebym się obudziła z tej umysłowej matni w której jest
          > em

          Czyli masz wdrukowane że rodzina to świętość i trzeba nieść swój krzyż. Jeśli weźmiesz rozwód to nie tylko będziesz rozstawać się z mężem, ale wylamiesz się z rodzinnego skryptu, schematu. Może być tak że niespecjalnie będziesz miała w tym sprzymierzeńców i Twoje obawy co do tego że lekko nie będzie są w jakiś sposob słuszne. Taki krok rzeczywiście wymaga siły i odwagi. Wbrew pozorom, desperacja i poczucie że "nie wytrzymam ani chwili dłużej" są pomocne bo dają te potrzebna determinacje. Życzę Ci żebyś to w sobie znalazła.
          • pogodzona_1234 Re: Rozwód - jak się odważyć na ten ostateczny kr 12.08.20, 15:31
            Tak, to będzie zamach na wszystkie świętości. Wiem, ze rodzina bliższa i dalsza, sąsiedzi powieszą na mnie wszystkie psy - "bo to dobry chłopak był i tak mało pił". Natomiast tym się w ogóle nie przejmuje- zwisa mi to i powiewa. I tak mam łatkę tej trudnej, tej która przełamuje mimo wszystko schematy ( w innych obszarach). Obchodzi mnie tylko i wyłącznie to, co myślą na ten temat moje dzieci.
              • pogodzona_1234 Re: Rozwód - jak się odważyć na ten ostateczny kr 12.08.20, 15:57
                Poszłam na terapię i brałam antydepresanty i mówię o tym otwarcie. Tu gdzie się wychowałam i gdzie mieszkam absolutnie niewobrażalne (zwłaszcza dla kobiet) + nie chodzimy do kościoła tongue_out
                Ale fakt, zabrakło mi tych cojones żeby odciąć się dawno temu i pójść z dziećmi w swoją stronę. I wiem, ze niektórzy określą to jako: nie ma ofiar, są ochotnicy....
                • ferra Re: Rozwód - jak się odważyć na ten ostateczny kr 12.08.20, 18:40
                  Kto z nim mieszka: Ty czy sąsiedzi i dalsza rodzina?- cyt. "Wiem, ze rodzina bliższa i dalsza, sąsiedzi powieszą na mnie wszystkie psy - "bo to dobry chłopak był i tak mało pił".

                  Ludzie zawsze powiedzą co tylko zechcą. Zrozum.
                  Nie wiesz jakie tak naprawdę życia prowadzą Ci ludzie. Widzisz tylko zewnętrzne, pozorne często zachowania.

                  Twój mąż - z każdym łykiem alko, wysikuje te (i na nie) wszystkie świętości i inne slogany, na które powołujesz się jako hamulec własnych działań. Zatem to nie Ty - tylko on. A, że to ujawniasz - słusznie. Chcesz ratować siebie i dzieci - słusznie.
                  Pozostając w tym układzie - dla cudzego oka ludzkiego (rodzinnego, sąsiedzkiego) utrwalasz ten schemat.
            • igge Re: Rozwód - jak się odważyć na ten ostateczny kr 12.08.20, 22:28
              Trochę nie rozumiem jak Twoja matka i Twój ojciec , ze swoimi życiowymi doświadczeniami ( a ojciec z uzasadnionym poczuciem winy) mają nie być Twoimi sprzymierzeńcami, ale ok, skoro mówisz, że to będzie zamach na wsxystkie świętości i rodzina będzie wieszać psy....dziwne
              Współczuję. Dobrze, że olewasz ich ewentualną reakcję.
          • igge Re: Rozwód - jak się odważyć na ten ostateczny kr 12.08.20, 22:15
            Nie ma w tobie krztyny egoizmu.
            Nawet zdrowego egoizmu.
            Ty jesteś także ważna, troszcz się także o siebie pliss.
            Masz prawo być kochana. Kochać nie tylko dzieci. Chyba po to ludzie zakładają rodzinę. Jak miałaś i masz kochać kogoś, kto Ciebie i dzieci, w elegancki i wysokofunkcjonujący sposób ale krzywdzi ? No jak? Nie da się i tyle.
    • kluska_ze_slaska Re: Rozwód - jak się odważyć na ten ostateczny kr 12.08.20, 11:35
      Ściskam Cię i napiszę Ci od serca.
      Bliska mi osoba przeżyła rozwód rodziców, gdy była dorosła. Ma żal do dziś - właśnie o oba punkty z Twojej listy.
      Nie piszę tego, żeby Cię dobić. Tylko jeśli martwisz się o reakcję dzieci, to potwierdzam, że może być bardzo źle.
      Jeśli jesteś w miarę niezależna finansowo, to świetnie. Brawa dla Ciebie. Życzę Ci dużo siły do podjęcia dobrej decyzji.
          • bywalczyni.hosteli Re: Rozwód - jak się odważyć na ten ostateczny kr 12.08.20, 12:16
            dobrze napisane : uczucia nie są racjonalne.


            Autorko, dobry moment na odejście juz był, a lepszego nie będzie. Jeśli masz zaplecze finansowe, to połowa sukcesu. Nie ma co się wyniszczac w imię ochrony dorosłych dzieci. Dom męża, ale przy rozwodzie tez dostaniesz oszczędności, moze starczy na mieszkanko lub wkład własny, dzieci i tak za chwilę pójdą na swoje: wynajem, inne miasta itp. powodzenia życzę
                  • 3-mamuska Re: Rozwód - jak się odważyć na ten ostateczny kr 12.08.20, 17:59
                    lauren6 napisała:

                    > Bo z dużym prawdopodobieństwem jak żona odejdzie to chłop urządzi sobie w tym d
                    > omu melinę. Tam nie będzie nic, co warte by było do oglądania przez dorosłe dzi
                    > ecko. Tym bardziej współuzależnione dziecko.


                    Z drugiej strony skoro do dzieci nie dociera problem to jak przyjdzie im się zmierzyć ze skutkami picia, to dotrze do nich.
                    Albo zaczną winić matkę ze to przez nią bo odeszła.
                    Dlatego radzę autorce stworzyć sobie swój własny świat juz teraz . Bo potem nie dość ze przyjdzie jej się zmierzyć ze zmianami to jeszcze z pustką.
                    • pogodzona_1234 Re: Rozwód - jak się odważyć na ten ostateczny kr 12.08.20, 18:26
                      No do dzieci nie dociera, bo NIE jest to etap jak pisze się wyżej- zażygany ojciec, zalany, melina itp. Po prostu pije głównie weekendami przy kompie jak dzieci nie widzą. Nie zawala roboty (jeszcze). Nie ma w domu awantur, zaczepek itd. Nigdy nie zawalił żadnej sprawy z dziećmi- jak obieca to dotrzymuje słowa. Jest pijany- idzie spać. Ja się nie czepiam, bo robiła to moja matka całe życie się gryźli, naparzali, ubliżali. Nie moja bajka. Ale czuje, że we mnie jest już jakaś pustka nie do zapełnienia byciem z nim. Po prostu już nei umiem.
                      Nie wiem co to znaczy stworzyć sobie swój własny świat. Mam pracę, zrobiłam studia podyplomowe w miedzyczasie, cały czas się kształce - głównie żeby zarabiać więcej. To jest mój swiat. Na resztę już nie starcza sił.
                      • zycie_to_nie_bajkaa Re: Rozwód - jak się odważyć na ten ostateczny kr 13.08.20, 11:15
                        Pogodzona, jakbym czytała o swoim życiu. Mój tata wracał codziennie z pracy zalany w trupa (w czasach komuny to było częste). Nie awanturował się, tylko kładł się od razu spać. Stroną awanturującą się była mama. Nie było jakoś bardzo źle. Chociaż raz, jako nastolatka, po kolejnej kłótni powiedziałam rodzicom, żeby wreszcie się rozwiedli (za co dostałam w twarz od mamy). Mój tata przestał pić definitywnie po rozległym zawale. Mama wytrwała, ale przypłaciła to ogromnym zgorzknieniem. Kocham ich obydwoje, ale dzieciństwa nie wspominam jakoś szczególnie miło.
                        Pamiętam, jak sobie kiedyś obiecałam, że nigdy nie będę miała męża pijaka. Los bywa przewrotny. Podobnie jak ty, pamiętając awanturującą się mamę, starannie unikam konfrontacji. Nie chce, żeby moje dziecko miało obraz wrzeszczącej z bezsilności matki. Boję się podjąć ostateczną decyzję. Moje dziecko jest mimo wszystko zżyte z ojcem, ale obydwoje oddychamy z ulgą jak wyjeżdża do pracy. Zresztą mąż ma inne sprawki na sumieniu. Czasem się zastanawiam, czy to jest los złośliwy, czy osoby z domów naznaczonych alkoholem po prostu dłużej tolerują niewygodne, złe sytuacje.

                        Pogodzona, trzymam kciuki, żebyś podjęła dobrą decyzję. Całe szczęście, że jesteś stabilna finansowo. To jest bardzo dużo. Myślę, że dzięki temu, że się nie czepiasz i jest względny spokój w domu, dzieci nie widzą problemu.
    • agata_abbott Re: Rozwód - jak się odważyć na ten ostateczny kr 12.08.20, 11:39
      Z perspektywy dziecka, którego rodzice się rozwiedli - trzeba być bardzo samolubnym dzieckiem, żeby nie zrozumieć potrzeby wyrwania się ze złego związku i ułożenia sobie życia. A jak dziecko jest tak samolubne, to pewnie tym bardziej nie warto dla niego poświęcać swojego życia. Podejrzewam, ze od tych piętnastu lat tkwisz w tym związku dla dzieci - to już i tak bardzo długo. Nie marnuj więcej życia.
    • odnawialna Re: Rozwód - jak się odważyć na ten ostateczny kr 12.08.20, 12:49
      Mamy wiele wspólnego i rozumiem Twoje dylematy. U mnie nie wiem, czy lepiej czy gorzej, dziecko młodsze, dopiero za 3 lata skończy podstawówkę. Teraz nie wyobrażam sobie wyrwania go ze środowiska (też ja musze się wyprowadzić). Obmyślilam, że za te 3 lata i tak nastąpią zmiany w relacjach rówieśniczych, więc czekam. Ale nie wiem czy dam radę wytrzymać 3 lata i czy nie szkoda życia sad
      • pogodzona_1234 Re: Rozwód - jak się odważyć na ten ostateczny kr 12.08.20, 13:05
        Cóż...życzę Ci więcej siły niż ja miałam. Też tak myślałam. Poczekam na zmianę szkoły jednej czy drugiej, bo przecież nie będę robić rewolucji. Potem się okazywało, że zmiana szkoły to i tak stres, to po co jeszcze dokładać (zwazywszy że to okres największej burzy hormonów). Ale może lęk u mnie po prostu był/jest tak duży że racjonalizowałam żeby nie podjąć tej decyzji. Fakt, ze największy wpływ u mnie mają finanse- im bardziej czuje się stabilniejsza pod tym względem, tym ten lęk jest mniejszy. Jak dzieci były młodsze finansowo byłam bardzo zależna od męża.
    • aagnes Re: Rozwód - jak się odważyć na ten ostateczny kr 12.08.20, 12:59
      Napisze tylko jedno. WSZYSTKIE znane mi kobiety, które rozwiodły sie (na różnych etapach życia, z malymi czy duzymi dziećmi) poukładały sobie życie i sa szczesliwe i jedyne co mówią na ten temat, ze żałują ze tak późno zdecydowaly sie na rozwód. Pomysl sobie, ze jak juz teraz sie rozejdziecie to za powiedzmy pół roku bedziesz nową kobietą, zaczniesz oddychac normalnie, zajmiesz sie sobą, rozkwitniesz. dzieciom powiedz, ze decyzja została podjeta, nie tłumacz sie zbytnio, tlumaczenie od razu ustawia czlowieka w pozycji kogos kto zawinił i musi sie wytłumaczyć. odwagi!
    • m_incubo Re: Rozwód - jak się odważyć na ten ostateczny kr 12.08.20, 13:35
      Mogę ci napisać z własnej perspektywy.
      U mnie nie było picia, nie było nawet kłótni, mąż zaangażowany w dzieci, dzieci trójka, młodsze niż twoje, najmłodsze w zerówce, gdy się rozwodziłam.
      Dwanaście lat małżeństwa z wielkiej miłości, która się skończyła. Mieszkałam z obcym facetem, współlokatorem, choć z pozoru super związek. Też nie było nigdy dobrego momentu, a to dzieci za małe, a to nowa szkoła a to nowa praca, zawał męża, do tego myśli, że może to mnie się w dudzie poprzewracało, bo niepotrzebnie oczekuję czegoś więcej, niż bycia dobrze funkcjonującą parą współlokatorów. Czekałam dla dzieci, i tak za długo. Nie żyje się dla dzieci. Ty czekałaś zdecydowanie za długo, dłużej już nie czekaj. Dzieci masz niemal dorosłe, da się z nimi rozmawiać. Argumenty, że ojciec sobie "nie poradzi", to szantaż. Poradzi sobie, jeśli będzie chciał. Natomiast nie zostawiłabym dzieci z pijącym ojcem, takiej opcji w ogóle by nie było w planach. To jakiś kosmos. W ten sposób nie możesz zaczynać nowego życia.
        • m_incubo Re: Rozwód - jak się odważyć na ten ostateczny kr 12.08.20, 14:27
          Próbowałam rozmów - gadanie do ściany, słyszałam, że histeryzuję i wymyślam niestworzone problemy. Postawiłam ultimatum, terapia (a nie jestem fanką latania na terapie) albo rozwód. Skończyło się rozwodem, bo nie było współpracy, nie było reakcji, tylko wieczne aleossochozi?? Było też więcej rzeczy, które między nami nie grały, ale nie opisuję tego na forum.
          Dzieci nie zmieniały szkół, poza najstarszą, ale to i tak wiązało się z wyborem gimnazjum. Mieszkamy w różnych miastach, ale tak skomunikowanych, że funkcjonuje dobrze opieka naprzemienna. Mąż zawsze w opiekę nad dziećmi i okolodzieciowe sprawy był bardzo zaangażowany, zawsze na bieżąco, i to się nie zmieniło, nie mogę i nigdy nie mogłam nic tu zarzucić. Za to my mogliśmy przez cały dzień, albo i dwa, wymienić tylko jedno zdanie typu "zajrzyj do pralki, bo coś stuka".
          Ja się wyprowadziłam, z dziećmi, natomiast z czasem i tak wyszło, że dzieci spędzają chyba więcej czasu u ojca niż u mnie, głównie wakacyjnie i teraz podczas pandemii, bo eks ma nienormowany czas pracy i dużą elastyczność, to wiele ułatwia. Nie było konfliktów, szarpania się o alimenty, (nikt nikomu nie płaci) problemów z kupnem plecaka przez ojca czy butów na wyjazd w góry itp, więc po prostu odpadły właściwie wszystkie typowe problemy okołorozwodowe. Rozdzielność mieliśmy od początku. Dogadaliśmy się dość szczegółowo w sprawie logistyki dzieciowej.
          Ja wiem, że nie zawsze jest tak różowo.
    • agnieszka_kak Re: Rozwód - jak się odważyć na ten ostateczny kr 12.08.20, 14:50
      Serio przejmujesz sie opinia prawie doroslych dzieci??
      Po pierwsze wiele doroslych osob twierdzi, ze rozwod rodzicow to powinien odbyc sie wczesniej, i rozumie sytuacje w domu.
      Po drugie rozwodzisz sie z mezem, nie z nimi.
      Po trzecie skoro to nastolatki to po prostu nie przesadzaj a tym wywroceniem zycia. Oni maja swoje zycie. Ty zyjswoim.
    • smillla Re: Rozwód - jak się odważyć na ten ostateczny kr 12.08.20, 16:12
      Im dłużej czytam, tym bardziej wydaje mi się, że ten rozwód to na razie tylko buntownicza myśl, a nie konkretny zamiar. Jesteś bardzo związana ze swoim mężem - więzią toksyczną, ale jesteś nadal w silnej relacji z nim.
      Gdybyś była zdeterminowana do rozwodu, mąż nie byłby dla Ciebie częścią Twojego stada, którą uwzględniasz w planach i o którą się troszczysz. Miałabyś wywalone na to, co mu pomoże, co zaszkodzi, ocali czy zdołuje. Myślałabyś o nim jako o dorosłym człowieku, który sam za siebie odpowiada, a Tobie nic do niego.
      Ale Tobie jest bardzo do niego. Zamartwiasz się, jak będzie dzieciom w relacji z ojcem bez Twojego udziału, masz poczucie winy, że ew. nie będziesz żyć z obcym dla siebie człowiekiem, co nie spodoba się dzieciom... Ciągle jesteś myślami elementem obrazka, w którym z mężem i z dziećmi stanowicie całość.
      Mam wrażenie, że tak naprawdę wciąż zależy ci na związku z mężem i stąd ciągle coś staje na przeszkodzie, aby go zakończyć. Wydaje mi się, że długo jeszcze będziesz tak dywagować, bo nie znajduję w krajobrazie Twoich myśli sytuacji obojętności na tego człowieka i braku więzi. Jesteś z nim silnie związana. To czuć.
      • trampki-w-kwiatki Re: Rozwód - jak się odważyć na ten ostateczny kr 14.08.20, 12:28
        Wszystko da się zrobić.
        Ja też byłam mocno związana z mężem. Po urodzeniu dziecka nie miałam swojego niezależnego źródła dochodu (mieliśmy wspólną działalność) oraz przejmowałam się tym "jak on sobie poradzi finansowo i mieszkaniowo". Przejmowałam się nawet tym, że on będzie mieć bałagan w mieszkaniu oraz będzie się źle odżywiał.
        Na szczęście mocno koncentrowałam się na głosie w mojej głowie, który mimo wszystko mówił co chwilę "rób swoje! Nie patrz na innych".

        Rozwodziłam się w najgorszej chyba możliwej sytuacji, w której byłam w życiu, czyli nie mając stałej pracy, za to mając malutkie dziecko u boku, które ledwie dostało się do żłobka i za chwilę miało głównie chorować. Ale samodzielność dodała mi skrzydeł. Zdjęła ogromny ciężar i pozwoliła myśleć o sobie jako o kimś, kto "ma tę moc" i da sobie radę.

        Ja myślę, że autorka jest na ten rozwód gotowa. Lepszego momentu może nie być.
    • waleria_s Re: Rozwód - jak się odważyć na ten ostateczny kr 13.08.20, 00:13
      Starsza córka to już studentka, ona ma mieć swoje życie- uczyć się, zdawać egzaminy, zdobywać doświadczenia zawodowe, mieć znajomych/sympatię. To jest bardzo, ale to bardzo źle, jeśli ona twierdzi, że rozwalasz jej plany i będzie musiała opiekować się ojcem, bo ten sobie nie poradzi. Nie przebijesz się według mnie do jej rozsądku, trzeba szybko terapii. Co do syna- z bólem serca pozwoliłabym mu zostać z ojcem, jeśli chce. Myślę, że szybko zacznie mu przeszkadzać ojciec uwalony na kanapie po piciu do lustra w każdy wieczór i zamieszka z Tobą.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka