Dodaj do ulubionych

Kot, fundacja - czy to ma sens?

14.08.20, 13:22
W skrócie: fundacja odlawia dojrzałą wiekiem ciężarną kotkę, znajduje domy dla kociat, sterylizuje matkę. I szuka domu dla matki- niewychodzacego, z bardzo dobrymi zabezpieczeniami, bo jak tylko kotka wyczuje okazję, to zwieje. Jednocześnie idzie za tym kolejny przekaz, że kocica wymaga cierpliwych właścicieli, bo nadal jest bardzo dzika, nieufna i nie daje do siebie podejsc. Czy po sterylizacji kot nie powinien zostac wypuszczony w środowisko, które zna? Jaki jest sens siłowego przetrzymywania kota, który od miesięcy nie nawiązał relacji z opiekunami?
Obserwuj wątek
    • kanna Re: Kot, fundacja - czy to ma sens? 14.08.20, 14:00
      Trudno powiedzieć... moja córka oswoiła dzikiego kota.
      Z przerażonej kupki zastraszonego nieszczęścia, w dwa lata stała się ufnym pieszczochem.

      Nie, nie było jej lepiej na dworze, gdzie inne koty regularnie ją prały.
      Teraz ma swój ogródek, a że mamy psa, to inne koty do nas nie wchodzą.
      • samawsnach Re: Kot, fundacja - czy to ma sens? 14.08.20, 15:08
        No własnie też mi się tak wydaje, stąd wyrażone wątpliwości. Sama miałam jedną z kotek, która trafiła do mnie w stanie katastrofalnym (fizycznym i psychicznym), nigdy nie stała się puchatą, mruczącą kulką na kolanach. Nie lubiła bliskości, ale nie było też tak, że się bała/nie chciała podejść, czy uciec, mimo że pozostałe koty wychodziły. Ze smutkiem czytałam dziś ten opis.
    • alexis1121 Re: Kot, fundacja - czy to ma sens? 14.08.20, 14:11
      Uważam, że tam gdzie jest szansa, to kot powinien trafić do domu. Widocznie fundacja w ten sposób oceniła kota. Bardziej martwiłaby mnie kwestia niewykastrowania kotki, no i tego że nie uśpiono ślepego miotu, przyczyniając się w dalszym ciągu do bezdomności.
    • asfiksja Re: Kot, fundacja - czy to ma sens? 14.08.20, 17:00
      Zdziczały kot domowy (bo dzikie koty to w Polsce tylko ryś i żbik) jest w środowisku gatunkiem inwazyjnym i co do zasady powinno się ograniczać liczebność populacji, sterylizować, nie dokarmiać itd. Ale moim zdaniem w tym konkretnym przypadku - tzn. starszego zwierzęcia, które ma swoje przyzwyczajenia - to nie jest akurat humanitarne.
      • barattolina Re: Kot, fundacja - czy to ma sens? 14.08.20, 17:46
        Nie jest zdziczały tylko wolożyjący. Niektóre koty z uwagi na warunki w których żyją do adopcji się nie nadają bo są niessocjalizowane z człowiekiem. Trzeba je wtedy sterylizować, a potem wypuszczać i DOKARMIAĆ. One się same nie wyżwią. Szczególnie w miastach, gdzie jest ich duża liczebność. Potrzebują wiec pomocy.
        Koty wolonożyjące są w Polsce pod ochroną.
        • asfiksja Re: Kot, fundacja - czy to ma sens? 14.08.20, 18:30
          "Wolno żyjące" to pojęcie obejmujące zwierzęta dzikie i zdziczałe. Kot domowy wolno żyjący jest zwierzęciem zdziczałym.
          Można sobie tu poczytać: vetpol.org.pl/dmdocuments/ZW-02-2016-04.pdf
          Dzikie koty w Polsce (czyli rysie i żbiki, zarówno wolno żyjące, jak i w ogrodach zoologicznych) są objęte ścisłą ochroną gatunkową, odławianie, niszczenie siedlisk itd. jest zagrożone karą. Kot domowy jest objęty ustawą o ochronie zwierząt, trzeba go dobrze traktować, nie można maltretować, ale nie jest objęty ochroną gatunkową. W środowisku jest gatunkiem inwazyjnym.
          • barattolina Re: Kot, fundacja - czy to ma sens? 14.08.20, 19:12
            Ale to się nie wyklucza. Art. 21 Ustawy mówi że „zwierzęta wolno żyjące stanowią dobro ogólnonarodowe i powinny mieć zapewnione warunki rozwoju i swobodnego bytu”.
            Nie można ich nie dokarmiać albo uniemożliwiać im dostęp do schronienia, bo to już podchodzi pod znęcanie się.

            Co masz na myśli pisząc o gatunku inwazyjnym w kontekście gatunku kota domowego żyjącego wolno?
            • asfiksja Re: Kot, fundacja - czy to ma sens? 14.08.20, 20:09
              >Art. 21 Ustawy mówi że „zwierzęta wolno żyjące stanowią dobro ogólnonarodowe i powinny mieć >zapewnione warunki rozwoju i swobodnego bytu”.
              >Nie można ich nie dokarmiać albo uniemożliwiać im dostęp do schronienia, bo to już podchodzi >pod znęcanie się.
              Nie tylko nie ma obowiązku dokarmiania zwierząt wolno żyjących, ale jest to szkodliwe, głupie i często niebezpieczne, zarówno dla ludzi, jak i dla samych zwierząt. Masz chyba myśliwych w otoczeniu, co? Bo takie bzdury szerzą najczęściej myśliwi, którzy ochoczo dokarmiają zwierzęta wolno żyjące na nęciskach, a potem napierdzielają do nich z ambon.

              >Co masz na myśli pisząc o gatunku inwazyjnym w kontekście gatunku kota domowego żyjącego wolno?
              Mam na myśli to, że wolno żyjące koty domowe są gatunkiem inwazyjnym, zagrażającym bioróżnorodności.
              • chatgris01 Re: Kot, fundacja - czy to ma sens? 14.08.20, 20:15
                Jacy myśliwi? surprised Zwierzęta wolnożyjące to kompletnie coś innego niż dzikie zwierzęta.
                Koty wolnożyjące w miastach trzeba dokarmiać, bo nie mają możliwości wyżywić się same. Oczywiście należy je też sterylizować, żeby ograniczać ich populację.
                To człowiek udomowił kota, człowiek zabrał mu naturalne środowisko, to teraz człowiek powinien pomagać wolnożyjącym (które są bardzo pożyteczne w walce z plagą gryzoni).
                Owszem, kot jest szkodnikiem w lesie. Ale w mieście nie.
                • asfiksja Re: Kot, fundacja - czy to ma sens? 16.08.20, 09:05
                  Tak, wolno żyjące to coś innego niż dzikie. Zwierzęta dzikie mogą być wolno żyjące albo mogą być utrzymywane w niewoli (zoo, azyle, legalne i nielegalne hodowle, cyrki itd.). Zwierzęta domowe również mogą być wolno żyjące (jak zdziczałe koty domowe) i mogą być trzymane w domu/gospodarstwie.
                  Jeszcze warto zwrócić uwagę, że "udomowienie" to coś innego niż "oswojenie". Udomowienie dotyczy gatunku i na ten proces nie mamy już wpływu, on się zakończył wiele tysięcy lat temu. Na oswojenie mamy wpływ i dotyczy ono osobnika.
                  To nie jest do końca tak, że człowiek udomowił kota=zabrał mu naturalne środowisko. Przodkowie kotów domowych wykazywały predyspozycje do udomowienia i oba gatunki (człowiek i przodek kota domowego) czerpały korzyści z udomowienia. Zresztą sukces kota domowego jako gatunku jest szalony, tak wielki, że ten gatunek ten należy ograniczać, bo zagraża bioróżnorodności.
        • igge Re: Kot, fundacja - czy to ma sens? 14.08.20, 20:34
          Pod ochroną? Pierwsze słyszę.
          A o masowym dokarmianiu to zgadzam się. Są karmiciele, nie wiem czy gmina pomaga czy z własnej emerytury karmią. I oni często zgłaszają kociej fundacji koty wymagające pomocy, leczenia czy po prostu kastracji.
          Fundacja kocia też często szuka wolontariuszy, którzy będą dokarmiać, fundacja zapewnia karmę.
          Są lecznicevteż, które mają podpisane umowy z miastem na chyba leczenie, kastrację. Wiem bo mi odradzano taką, że wszelkie możliwe choroby z miasta zniera i pozarażam swoje prywatne koty.
          Jskoś się nie pozarażały
          Wyleczyłam je tam.
      • sasanka4321 Re: Kot, fundacja - czy to ma sens? 14.08.20, 23:17
        asfiksja napisał:

        > Zdziczały kot domowy (bo dzikie koty to w Polsce tylko ryś i żbik) jest w środo
        > wisku gatunkiem inwazyjnym i co do zasady powinno się ograniczać liczebność pop
        > ulacji, sterylizować, nie dokarmiać itd.

        Czy jeszcze kogos to bawi, ze taka opinie szerzy przestawiciel najbardziej inwazyjnego i pasozytniczego gatunku, jaki istnieje na tej planecie?
    • sasha_m Re: Kot, fundacja - czy to ma sens? 14.08.20, 18:31
      Jeśli kot nie rokuje, powinien zostać wypuszczony w swoim dotychczasowym miejscu pobytu, a jeśli sobie tam nie radził, to w innym, bezpiecznym i blisko czlowieka, który w razie czego pomoże.
      Przetrzymywanie w zamknięciu i oswajanie na siłę jest okrutne. Ale bywają i koty, które po spróbowaniu domowego życia wydają się być szczęśliwe i niespecjalnie wykazują chęci do powrotu na wolność.
      Znam przypadek, gdy kot odłowiony z powodu choroby, po leczeniu, uciekał od otwartych drzwi na zewnątrz i nie zbliżał się nawet do balkonu.
    • igge Re: Kot, fundacja - czy to ma sens? 14.08.20, 20:25
      Ta historia brzmi dziwnie.
      Fundacje, z tego co wiem, nie tylko łapią dzikie koty i kastrują hurtowo, wypuszczają. Ale zdecydowanie robią aborcyjne sterylizacje zawsze. Skąd więc pomysł w fundacji, żeby ciężarnej kotce pozwolić urodzić normalnie kocięta?
      Fundacje na swoich stronach cierpliwie tłumaczą przeciwnikom takich praktyk dlaczego te ciężarne kotki dostają aborcję oprócz sterylizacji w gratisie.
        • igge Re: Kot, fundacja - czy to ma sens? 14.08.20, 20:54
          PS
          Nie na temat:
          Są koty, oswojone i dobrze zsocjalizowane od małego. Przez matkę lub inne koty w tymczasowym domu. Ale po prostu nie lubią bliskości i tyle. Są ekstremalnie niezależne, żadne miziaki. Takie bardziej do wgapiania się z daleka, podglądania, zachwycania się ale nie do głaskania i nie na kolanka. Zresztą żaden kot to nie labrador i raczej ściskanie, tulenie go bo się go lubi i masz ochotę ty - odpada. To kot musi zawsze mieć ochotę pierwszy.
          A niektóre charaktery kocie nie mają tej ochoty i tyle. Trzeba uszanować i na dystans. Bez kolanek i bez głaskania.
          Mam pierwszy raz w życiu taką kotkę. Śmiejemy się, że jak z tego skeczu Gajosa o kulturze i galeriach, muzeach. Jak chcemy sobie podotykać ją, to łapy precz i możemy do tramwaju, w tramwaju sobie podotykać. Poręcze.
          Trudno się opanować czasem.
          ( aczkolwiek po 2 latach nawet ona jakoś, mimo swojego niedotykalskiego, bez bliskości charakteru - zbudowała jakoś w sobievskojarzenie mojejnosoby z szufladą z przysmakami chyba - i ma od niedawna eksplozje radości i szczęścia jak mnie widzi. Waruje pod moją sypialnią i grucha, żebym wreszcie wstała do niej)
    • mava Re: Kot, fundacja - czy to ma sens? 15.08.20, 01:48
      dzikie koty zyja średnio 3 lata. Znaczy te na wolnosci.
      I to by sie potwierdzało bo kilka kotow było u nas wokół budynku, na początku, kiedy sie wprowadziłam. Nie widywałam ich dłużej niz te 3 lata.
      Ile żyja koty oswojone, w domach to każda (niemal) z was wie.
      ja mam w domu takiego dzikuska. Zabranego od kociej mamy zyjacej dziko, w wieku kilku tygodni.
      Widac po nim, że dzikusek (nadal potrafi nieźle ugryźć). Ale i strasznie potrzebujący ciepla i czułości. Mój mąż go ogarnia - potrafi i pół godziny go głaskac, miętolić, bo inaczej kot nie zaśnie, czuje sie niedopieszczony.
      Uważasz, że gdzies ktoś na jakims podwórku, głaskałby tego kociaka? przez pół godziny?
      Dla wspomnianej kotki szukałabym domu z ogródkiem. Każdy kot (nie znam innego) przyjdzie do pełnej michy. I ciepła, jesli na zewnątrz mróz. A poza tym niech sobie spokojnie mieszka "na wolnosci".

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka