Dodaj do ulubionych

Najgorszy Janusz, u którego pracowałyście

16.08.20, 20:24
Czyli wspomnienia z lat 90-tych i wczesnych 2000. smile

Zacznę ja. Moja pierwsza praca to był mały butik w galerii handlowej we Wrocławiu. Właściciel biznesu urzędował gdzieś w Poznaniu albo w Warszawie, nie pamiętam. W każdym razie nie było go na miejscu. W sklepie zatrudnione od początku miesiąca 4 młode dziewczyny plus jedna kierowniczka, która pracowała miesiąc dłużej. Stawka to 1500zł plus premia od utargu, której kwoty wypisane były na jakiejś kartce przyklejonej do lady. Umowa oczywiście zlecenie, zostanie podpisana "jak przyjedzie księgowa". Księgowa przyjechała po dwóch tygodniach, w umowie zamiast obiecanych 1500zł nędzne 900zł brutto, ale "to tylko tak tu napisane, bo do ręki dostaniecie więcej". No k.źwa, już wiedziałam jak to się skończy. Ostatniego dnia miesiąca przyjechała ta księgowa podliczyć godziny i wypłacić wynagrodzenia i oczywiście że dostałyśmy te 900zł brutto plus połowa obiecanej premii, bo "ona nie wie kto nam takie kwoty podał". Telefon do szefa skończył się mega awanturą i tekstem, że mamy się cieszyć, że on nam nie potrąca za skradziony towar. Owszem, skradziono któregoś dnia towar o wartości kilkuset złotych, ale w sklepie jednorazowo były tylko dwie dziewczyny, nie było ŻADNYCH zabezpieczeń antykradzieżowych, nawet głupich bramek, a kamera okazała się atrapą i straszakiem na nas (bo nie wolno było siadać). Ochrony oczywiście też nie było.

Jak się skończyła historia? Ponieważ wypłacająca wynagrodzenie księgowa nie przywiozła umów na kolejny miesiąc, po prostu nie przyszłyśmy kolejnego dnia do pracy. Szef wpadł w jakąś furię, wydzwaniał, darł się, straszył sądem, bo okazało się, że za każdy dzień nieotwarcia sklepu galeria nalicza mu sporą karę. Nijak do pajaca nie docierało, że przecież my NIE MAMY już żadnej umowy. big_grin Do dziś się zastanawiam, jakim trzeba być idiotą, żeby myśleć, że tak potraktowany pracownik przyjdzie kolejnego dnia do pracy.
Do sądu w każdym razie nie poszedł. wink
Obserwuj wątek
    • ruscello Re: Najgorszy Janusz, u którego pracowałyście 16.08.20, 20:37
      Na szczęście tylko dorabiałam na studiach, więc mogłam bezproblemowo odejść. Januszem w zasadzie była Grażyna, był to jakiś 2013, więc dość niedawno. Marna stawka godzinowa, opóźnienie z wypłatą, a na koniec pani chciała, żebym sama kupowała towar (kwiaciarnia) i odbierała sobie za niego z dziennego utargu... Poza kasą, sama miałam jeździć co drugi dzień na giełdę i tachać to taksówką. Do tej pory się zastanawiam, jakim cudem chciała znaleźć takiego frajera.
    • simply_z Re: Najgorszy Janusz, u którego pracowałyście 16.08.20, 20:51
      była taka jedna..wielka "księgowa". Zawsze w mini, ze sztucznymi rzęsami w kolorze blondtongue_out. Zawsze wszystko było źle..w moim wykonaniu, pewnego dnia zostałam oskarżona o połamanie klucza, który tkwił od wieków w szafce z papierami i do której nawet się nie zbliżyłam. Zagotowałam się , wstałam, zabrałam torebkę i wyszłam.
      • laura.palmer Re: Najgorszy Janusz, u którego pracowałyście 16.08.20, 21:56
        Przypomniała mi się walnięta kierowniczka w firmie, w której kiedyś pracowałam. Nigdy nie było wiadomo w jakim przyjdzie nastroju, a jak była w złym to wyżywała się na podwładnych. Np. widząc ją w piątek zawaloną robotą pytam, czy nie zrobić sprawozdania X (zazwyczaj ona robiła), bo ja akurat nie mam nic pilnego. Nie, ona sama zrobi, a ja mam się zająć swoją pracą. Upewniam się, że wie że mam czas na to sprawozdanie i mogę zrobić. Wie, sprawozdanie zrobi sama, a ja mam się zająć swoją pracą. No to się zajęłam.

        W poniedziałek pyta, czy zrobiłam JUŻ sprawozdanie X. Zdziwiona odpowiadam, że przecież mówiła, że sama zrobi. W odpowiedzi słyszę wrzask, że "ona ma dosyć pokazywania mi wiecznie palcem co i kiedy należy zrobić, przecież widziałam ile miała roboty i mogłam się DOMYŚLIĆ, że nie wyrobi się ze sprawozdaniem". big_grin No cóż, powiedziałam, że jak chce to niech zgłosi prezesowi, że nie wykonałam zadania, którego osobiście i przy świadkach kazała mi NIE robić. wink Obraziła się, ale przynajmniej przez 2 tygodnie miałam święty spokój, bo jej foch objawiał się całodziennym milczeniem. Z pracy wkrótce i tak zrezygnowałam, bo z tą kobietą nie dało się na dłuższą metę wytrzymać.

        A i nie wiem o co jej chodziło z tym pokazywaniem palcem, bo byłam samodzielnym pracownikiem, szybko opanowałam przydzielone zadania i dobrze organizowałam sobie pracę, o czym ona sama pisała w każdej ankiecie ewaluacji pracownika, którą musiała na mój temat sporządzać. big_grin
        • mikams75 Re: Najgorszy Janusz, u którego pracowałyście 16.08.20, 22:58
          tez kiedys z podobna furiatka pracowalam.. zlecala zadanie, termin oddania - piatek o 12. W piatek od samego switu lata w nerwach i wrzeszczy na wszystkich i pogania, ze termin dzisiaj itd. i co my tak spokojnie siedzimy, ze nas trzeba batem poganiac, zebysmy sie za robote wzieli. O 10 oddalam jej swoja dzialke, inni tez sie wyrobili do 12. Jej komentarz - ja to sie zawsze musze wydzierac i was poganiac, beze mnie to nigdy by tu nic nie bylo zrobione w terminie. Tyko to nie byla praca do wykonania w jedno przedpoludnie, od kilku dni wszyscy siedzieli nad tym.
    • rainbow_dash Re: Najgorszy Janusz, u którego pracowałyście 16.08.20, 20:54
      Nie mam takich spektakularnych, ale moja pierwsza praca w wakacje miała być jako opiekunka do niemowlaka. Pierwszego dnia okazało się, ze opiekunka plus kelnerka (działo się to w Rowach, Grażyna z mężem Turkiem miała tam pizzerię). Jako ze nikt nie przychodził tam jadać, nie miałam komu kelnerowac a dziecko widziałam raz z daleka. W międzyczasie Grażyna kazała mi mopować podłogi i coś tam pomagać na kuchni. Po dziś dzień słyszę jak woła mnie „Danieeeeeelaaaaaaa” - nie mam tak na imię, tez na „D” ale brzmi zupełnie inaczej. Zdziwieni byli jak zrezygnowałam i poprosiłam o pieniądze za 2 dni pracy.
      Druga praca marzeń to telemarketer przy sprzedaży kart kredytowych w citi banku. O przepraszam - handlowiec. Miałam siedzieć z książka telefoniczną, wyszukiwać ofiary i wydzwaniać. Nie wytrzymałam pół dnia.
      Trzecia praca znów u Grażyny z ambicjami, która przez 3 miesiące mojej „pracy” nie powiedziała mi czym dokładnie mam się zajmować, miałam być kreatywna i sama wynajdować sobie robotę. Grażyna szumnie nazywała ja obsługa celna i spedycja.
    • ichi51e Re: Najgorszy Janusz, u którego pracowałyście 16.08.20, 20:54
      Moja szwagierka miala szefowa z piekla rodem. Nie pamietam wszystkich wybrykow ale pamietam ze miedzy innymi kazala pracownikom (umyslowym zeby nie bylo, branza kreatywna) na urodziny swojej corki przebrac sie za pluszaki i odspiewac jej sto lat w swoim prywatnym czasie. Impreza rowniez byla za firmowe i w ramach wolontariatu pracowniczego. Od pracownikow bylo wymagane zeby wszystko zalatwili za darmo (a mowimy tu o pelnym wypasie telebimy, pokazy sztucznych ogni)
      • kokosowy15 Re: Najgorszy Janusz, u którego pracowałyście 16.08.20, 21:11
        Jeżeli wąska grupa ematek ma takie doświadczenia z polskimi pracodawcami to nie dziwię się że okrada nie pracowników i oszukiwanie państwa to standard. Pewnie zebrało by się więcej pieniędzy niż że spektakularnych przekrętów polityków, których jednak jest zdecydowanie mniej. I trudno jakoś uwierzyć, że forumki gdy zaczęły prowadzić własny biznes stały się wzorem uczciwości. Kiedyś przeczytałem na sąsiednim forum że trzeba oszukiwać, bo inaczej nie wytrzyma się konkurencji.
    • szpil1 Re: Najgorszy Janusz, u którego pracowałyście 16.08.20, 21:21
      Państwo właściciele pewnej prywatnej szkoły w W-wie, którzy przestali opłacać ZUS i zaczęli z opóźnieniem wypłacać pensje mnie i innym pracownikom, a na nasze pytania zareagowali pretensjami, bo "przecież właśnie kupiliśmy dom, wykańczamy go, urządzamy ogród, jedna sztachetka to 100zł! Wycieraczka 500zł! Powinnyśmy zrozumieć, że nie mamy pieniędzy!" To było wiele lat temu, nasze pensje to było ok. 1000 zł.
    • nastjaa Re: Najgorszy Janusz, u którego pracowałyście 16.08.20, 21:36
      2002 rok, skończyłam właśnie liceum i chciałam zarobić na prawko. Poszłam pracować za 600zl, co poniedziałek miałam wypisać sobie nową umowę i zniszczyć starą (wtedy był tydzień na rejestrację pracownika), etat wg nich to 9 godzin dziennie, nie mogłam robić przerw, nawet na śniadanie czy herbatę. W piwnicach była produkcji odzieży - umowę miało 30 pracowników, w rzeczywistości było ich tam koło 120. Kiedy szef schodził na dół ludzie schylali glowy i opuszczali wzrok. Po miesiącu powiedziałam, że dziękuję, to nie to. Poprosili, żebym została jeszcze miesiac, nikogo nie mają. Zostałam, ale codziennie robiłam 10- minutową przerwę na posiłek i herbatę. Po tygodniu mi podziękowali, dali 5 na naukę nowej dziewczyny. Zaproponowali, że nie wypłacą mi kasy a za to dostanę papier odbytego stażu 😂 oczywiście zażądałam kasę. Dziewczyna wyleciała zaraz po mnie (spotkaliśmy się przypadkiem), bo nie chciała ze świeżym gipsem na nodze przyjść do pracy, potrzebowała 2 dni na wyschnięcie gipsu i chciała pracować ze złamaniem.
      • laura.palmer Re: Najgorszy Janusz, u którego pracowałyście 16.08.20, 22:04
        Ten mój pożal się Boże szef z butiku też oczekiwał darmowej dodatkowej godziny, bo sklep był czynny bodajże od 10:00 do 21:00 i za tyle było płacone, ale i tak trzeba było przyjść pół godziny wcześniej umyć podłogę, a po zamknięciu policzyć utarg i zrobi raporty. W sumie 12 godzin na nogach, bo był zakaz siadania, zresztą i tak nie było gdzie. Nawet na zapleczu nie było krzesełka, kanapki jadłyśmy na stojąco. Na szczęście nikt nie kontrolował częstotliwości wyjść do toalety (jak wspominałam, kamera okazała się atrapą), więc co jakiś czas szłam i siedziałam na zamkniętym kiblu, byle tylko dać odpocząć nogom.

        Najgorzej było w tygodniu, bo w weekendy przychodziło dużo klientów i czas szybko leciał. Ale od poniedziałku do czwartku bywało, że pojawiał się jeden klient na godzinę, sklep był sprzątnięty na błysk, towar po raz tysięczny chyba wyrównany na półkach i nie było absolutnie nic do roboty, a usiąść i tak nie było wolno. Nogi mi w tyłek właziły już po południu, tyle pamiętam.
        • banicazarbuzem Re: Najgorszy Janusz, u którego pracowałyście 16.08.20, 22:18
          Pracowałam w dosyć dużej kancelarii prawniczej, miałam umowę, wszystko pięknie, po urlopie z dnia na dzień zostałam zwolniona, bo na moje miejsce znaleźli tańszego pracownika 🤣no i okazało się, że nie miałam opłacanych składek przez cały długo okres pracy tam.
          Dobrze, że nie potrzebowałam akurat pomocy lekarskiej.

          I w drugiej pracy, mały sklepik firmowy w centrum Warszawy.
          Kierowca nie przyjechał po utarg, ktoś obserwował zwyczaje sklepu i tego dnia ukradziono kasę.
          Sprawa została zgłoszona na policję, na przeżyłam koszmar napadu, właściciel bardzo się przejął całą sytuacją, stanął na wysokości zadania ale jego teściowa, która była tam księgową zażądała zwrotu skradzionych pieniędzy 🤷‍♀️🤣.
          Z nią ciągle miałyśmy pod górkę ( pracowałyśmy tam we 2), przy pierwszej okazji zmieniłam pracę. Właściciel bardzo ubolewał ale nie dałam rady z księgową...
          • madami Re: Najgorszy Janusz, u którego pracowałyście 18.08.20, 13:10
            Nie, bardzo dużo się zmieniło. Najgorzej tak jak zawsze mają osoby o niskich kwalifikacjach ale ci co już coś konkretnego potrafią mają całkiem dobrą sytuację na rynku pracy, w firmach się też sporo zmieniło. Swoją działalnośc prowadzę już kilkanaście lat, mam stałych klientów, są to średnie firmy, zwykle rodzinne, cały czas pracują tam te same osoby, od klikunastu lat, i same twierdzą, że nigdzie nie będzie im tak dobrze jak tam i dobre zarobki i dobre warunki pracy. Więc nie uogólniajmy.
            Lata 90 to był dziki kapitalizm, teraz mamy po prostu kapitalizm.
    • nimaletko Re: Najgorszy Janusz, u którego pracowałyście 16.08.20, 22:05
      Jeden jedyny raz poszłam pracować w bardzo małej firmie. Biuro, a w nim 4 osoby, w tym ja. Właściciel firmy wpadał od czasu do czasu. Wszystkim zarządzała dziewczyna, która pracowała tam od kilku lat. Pozostałe dwie osoby przyszły do pracy mniej więcej wtedy, kiedy ja.
      Podczas rozmowy zarówno biuro, jak i właściciel, wyglądali ok. Profil pracy mi odpowiadał, codzienny kontakt z językami obcymi (jestem po filologii, więc na tym mi zależało). No a potem się zaczęło.
      Pan okazał się sadystą i furiatem, wyżywał się na tej dziewczynie, która mu całą firmę prowadziła. Laska płakała po kątach. Nam "nowym" dawał sprzeczne komunikaty: z jednej strony oczekiwał samodzielności i nie mówił jak coś ma być zrobione, a z drugiej czepiał się, że plik źle nazwany albo koperty posortowane nie tak, jak trzeba. Jednocześnie doszły mnie słuchy o opóźnieniach w wypłacie pensji, bo panu jakiś kontrahent nawalił.
      Ogólnie atmosfera w firmie mocno zgniła, bo nigdy nie było wiadomo kiedy pan wpadnie i będzie się ciskał. Koniec mojej kariery w tamtym miejscu nastąpił, gdy dostałyśmy w koleżanką naganę za samowolne opuszczenie stanowiska pracy, bo poszłyśmy na lunch 15 minut później niż przewidywał regulamin (a więc też wróciłyśmy 15 minut później), oczywiście informując tę zarządzająca biurem dziewczynę, bo pana nie było. A dopuściłyśmy się tego haniebnego czynu, bo zadzwonił klient z super pilną sprawą, więc oczywiście nie mogłyśmy wyjść o czasie. Moje pytanie (do szefa) czy miałyśmy powiedzieć klientowi, że sorry, ale wybiła godzina lunchu, więc ma zadzwonić później, pozostało bez odpowiedzi. Po tej akcji stwierdziłam, że dla psychopaty pracować nie będę. Mnie kosztowało to trochę nerwów, za to koleżanka, wrażliwa dziewczyna, dla której była to pierwsza praca, wylądowała u psychiatry z nerwicą lękową.
      Wisienką na torcie było ciepłe pożegnanie w wykonaniu pana szefa. Gdy obie złożyłyśmy wypowiedzenie, wściekł się i zaczął nas traktować jak jednostki szkodliwe: zakazał nam wstępu na teren biura tak, że nawet nie mogłyśmy opróżnić biurek.
      Za to po kilku tygodniach otrzymałam listem poleconym oficjalne pismo nakazujące mi natychmiastowe posprzątanie opuszczonego stanowiska pracy, opróżnienie biurka, poukładanie segregatorów, itp tongue_out
    • riki_i Re: Najgorszy Janusz, u którego pracowałyście 16.08.20, 22:10
      Facet szef interesu, notabene b. znany człowiek kultury (żyje do dzisiaj, ale od ładnych paru lat w stanie dogorywającym) wypłacał mi prowizje z kasy, którą sam mu organizowałem. Interes padł nagle (jak wszystkie które prowadził). W momencie upadku, okolice 2000 roku, wisiał mi parę tysięcy zł z załatwionych przeze mnie pieniędzy.

      Kasy tej nigdy nie zapłacił , za to za jakieś pół roku zadzwonił do mnie w tonie euforycznym, ogłaszając, że właśnie buduje nowy świetlany biznes, który przyniesie miliony. I mam niepowtarzalną szansę zostania jego udziałowcem. Jednym słowem, zarobię kokosy! Zapytałem go, a na ile wyobraża sobie ten mój wkład w jego nowy interes. Odparł szybko zdecydowanym tonem DWIEŚCIE PIĘĆDZIESIĄT TYSIĘCY ZŁ. Kurtyna.

      PS. Nowy interes padł po jakimś roku, a niedawno dowiedziałem się, że wcale nie był jego (robił go na cudzych papierach , a dokładniej na cudzej koncesji, o czym nie raczył poinformować jej prawowitego właściciela).
      • u.lk.a Re: Najgorszy Janusz, u którego pracowałyście 16.08.20, 22:54
        Pracowałam jako terapeutka w prywatnym ośrodku rehabilitacyjnym dla dzieci. Pierwsze turnusy, tuz po otwarciu działalności. Terapeutów był deficyt, więc właścicielka poprosiła, żebym pracowała 8 godzin dziennie, po czym pierwszego dnia przedstawiła mi grafik, z którego wynikało, że codziennie mam umówionych 16 pacjentów, po 30 minut każdy, bez choćby 5 minut przerwy na wysikanie się. Wytrzymałam tak dwa dni i grzecznie poprosiłam o uwzględnienie choćby pół godziny przerwy w ciągu dnia. Choćby dlatego, że moja wydajność i użyteczność terapeutyczną mocno spadała w takich warunkach. Właścicielka odmówiła zdecydowanie, ma dużo dzieci, mało terapeutów, roszczeniowych rodziców, mam pracować według jej grafiku, albo wcale. Młoda byłam, potrzebowałam pieniędzy i praktyki, więc wybrałam opcję pierwszą.
        Z okna gabinetu miałam widok na plac do hipoterapii i zastanowiło mnie wreszcie dlaczego terapeuta od konia ma dwie przerwy sniadaniowe po pol godziny każda. Skonfrontowalam to zagadnienie z właścicielka i coz się okazało? Koń musi miec przerwy, bo się męczy. Nie mam nic przeciwko koniom, niech odpoczywa, jak najbardziej, ale poczułam się jednak nierówno traktowana i po skonczeniu okresu probnego podziękowałam za posadę .
        • riki_i Re: Najgorszy Janusz, u którego pracowałyście 17.08.20, 08:31
          Aaaaa, jeszcze wspomnę historię Pana któremu wynajmowałem lokal. Firma zajmowała się akwizycyjnym wciskaniem alkoholi (wtedy to było powiedzmy że pół - legalne). Alkohole te zresztą fałszował, co odkryłem po pewnym czasie. Zatrudniał same dziewczyny, którym kazał łazić po biurach, częstować próbkami alko i podpisywać umowy. Przy podpisywaniu umowy Pan zażyczył sobie dodatkowego osobnego pomieszczenia (w pewnym oddaleniu), gdzie rzekomo miała być degustatornia dla klientów. Faktycznie okazało się, że potrzebna mu była bzykalnia (ciągle znajdowałem tam używane damskie majtki). Miał swoją naczelną nałożnicę, która była szefową zespołu dziewczyn i jeździła mało, głównie siedząc w biurze. Jego nie było, bo przecież miał na głowie wieeeeeelkie biznesy i wpadał głównie pod koniec dnia, żeby ją zabrać na chatę. Pani się nudziła, więc od rana tankowała i jak gość przyjeżdżał, to już była mocno ciepła. Ja ciągle przyjeżdżałem, bo oczywiście zalegali z czynszem, facet telefonicznie był nieuchwytny i usiłowałem go dopaść - właśnie głębokim popołudniem. No więc zjawiałem się i pierwszym widokiem była ubzdryngolona nałożnica, która częstowała mnie alkoholem. Po kwadransie (lub 2-3 kwadransach) zjawiał się szef, któremu pani rozkosznie komunikowała "Pan Riki znów mnie upił" big_grin Taką miałem podstawę negocjacyjną big_grin

          Mój najemca okazał się oszustem grubego kalibru, pieniądze ściągałem przez kancelarie prawnicze, w trakcie procesu windykacji okazało się, że ma kilkadziesiąt kont, na jego nieszczęście akurat trafiłem na to właściwe, więc na przemian a to się przymilał, a to mi groził (konto było bieżące i wpływały na nie należności z faktur z odroczonym terminem płatności, do czasu spłaty całości kwoty miał je zablokowane przez komornika i nie mógł wyciągnąć ani złotówki). W pewnym momencie posunął się do zaproponowania mi usługi erotycznej swojej nałożnicy (btw nie był to wyjątek, inna najemczyni wiele lat później zaproponowała mi "masaż"). Smutne postscriptum było takie, że owa pani parę lat później skontaktowała się zdesperowana ze mną, facet nie płacił zusu i w ogóle zatrudniał na czarno, kazał jej założyć działalność z pełnomocnictwem na siebie na której narobił monstrualnych długów (wałki na f-rach vat), wyemigrowała z Polski bo ścigały ją służby i chciała ode mnie jakichś zeznań. Od innej osoby dowiedziałem się za to, że Pana któregoś dnia po prostu wysadzono z fury gdzieś w interiorze i zostawiono na poboczu (nie płacił rat leasingowych, btw prawem jazdy też się nie przejmował).

          Fajne?
    • mikams75 Re: Najgorszy Janusz, u którego pracowałyście 16.08.20, 23:15
      W pewnej firmie oszczedzano na wszystkim, szef miewal ciagle biznesowych gosci a nigdy nie mial czym tych gosci poczestowac, zawsze sepil na nasza prywatna kawe i herbate. Filizanek tez nie mial. Tzn. bylo pare zdekompletowanych ale jak przyszlo kilka osob to nie wystarczalo dla wszystkich. Szef zazwyczaj sie deklarowal po przeliczeniu filizanek, ze on dyplomatycznie podziekuje i zeby mu nie zaparzac. Wowczas filizanek starczy. A te wyszczerbione trzeba stawiac na stole w odpowiednia strone. Bywalo, ze prosil, zeby skoczyc do sklepu po kawe dla gosci, bo nasza sie "skonczyla"(ot zwykla rozpuszczalna) a wyrwac pozniej kase od niego to bylo wyzwanie. Lepsza strategia bylo powiedziec - nie mam kasy, nie ide do sklepu. A tu goscie wlasnie czekaja na cukier. Wowczas wyciagal kase z kieszeni, zeby wstydu nie bylo przy gosciach. Prywatne trzeba bylo trzymac pozamykane w biurkach ew. pijac jakies "wynalazki". I ci goscie to tam byli notorycznie, po kilka spotkan dziennie.
      Zusu nie oplacal a wtedy zaczely sie kontrole jak sie chcialo isc do lekarza. O braku wplaty dowiadywalam sie w recepcji.
      Ciagle zalegal z pensja. Wyplacal na haslo - jutro nie przychodze do pracy, bo mi sie miesieczny dzisiaj konczy. Nie, na jednorazowy tez nie mam i nie mam od kogo pozyczyc. Czekam na wyplate.
      Za nadgodziny (a bywalo, ze sie pracowalo do pozna w nocy) nie placil, czasem cos wyrwalam ale po pewnym maratonie nadgodzin jak sie upomnialam o kase to dostalam wypowiedzenie. Firma krotko po tym upadla i jak sie dowiedzialam - tym co byli do konca i sie nie upominali nigdy nie zaplacil.
    • solejrolia Re: Najgorszy Janusz, u którego pracowałyście 16.08.20, 23:15
      Mała firma handlowa z branży budowlanej. Szef pozer, niewiele starszy ode mnie.Współpracownik fajny i sympatyczny, to był jedyny plus tej pracy.
      Dostałam do pracy małe , stare , i rozklekotane auto, ciągle mi gasło ( to w trakcie jazdy, to na skrzyżowaniu, bo się zatrzymała na stopie) i musieli to mnie holować, to zawozić do mechanika...a ja miałam tym samochodem jeździć do klientów , masakra... Biuro, to był po prostu drewniany domek. Nieocieplony. Toalety ZERO.
      Wytrzymałam ponad miesiąc. Jak dawałam wypowiedzenie, to szef był zaskoczony, pensję mi wypłacił, ale jakiegos dodatku, już nie, i jeszcze zażądał zwrotu kasy za wyjazdowe szkolenie na które to on mnie wysłał big_grin (bo jego to kosztowało 200zł) big_grin
      Był krach na rynku, i firma długo nie pociągnęła...
    • male_a_cieszy Re: Najgorszy Janusz, u którego pracowałyście 16.08.20, 23:29
      Pracowałam kiedyś w jednej rodzinnej firmie. Na umowie najniższa krajowa, premia pod stołem płacona. Na początku praca była spoko, ale po jakimś czasie szefowie stwierdzili, że lepiej byłoby abyśmy pracowali od 10 do 18 (bo się nie wysypiali) i w sumie to sprzątaczka jest niepotrzebna i mamy sprzątać po pracy całą firmę. Następnego dnia złożyłam wypowiedzenie.
      • riki_i Re: Najgorszy Janusz, u którego pracowałyście 17.08.20, 08:52
        dr.amy.farrah.fowler napisał(a):

        > Firma rżnęła ludzi na ZUS-ie w ten sposób, że firmy były dwie, z je
        > dną podpisywało się umowę o pracę na minimalną, a resztę dostawało się na UoD o
        > d drugiej.

        Ja miałem kiedyś tak, że firmy też były dwie, w jednej minimalna na UoP, a drugiej to ja wystawiałem faktury.
      • nimaletko Re: Najgorszy Janusz, u którego pracowałyście 17.08.20, 16:19
        O, ja też pracowałam w takiej firmie. Firmy były trzy, miałam umowę o pracę z jedną firmą (pensja minimalna), a umowę agencyjną z drugą. Do tego premie.
        Rekordziści mieli jeszcze umowę z trzecią firmą, też agencyjną, o dzieło czy jakąś podobną big_grin
        Firma polska, rodzinna, ale naprawdę duża, pracowników w sumie kulkuset.
    • sumire Re: Najgorszy Janusz, u którego pracowałyście 17.08.20, 09:35
      15 lat temu.
      Firma oczekująca całkowitej dyspozycyjności, dzwoniąca wieczorami, podczas urlopów i L4. W dobrym tonie były nadgodziny, zawsze bezpłatne, bo oczywiście nie było żadnego systemu rejestracji czasu pracy i upominanie się o ich odbiór skutkowało fochem. Nie należało wychodzić z biura przed szefową, bo też był foch (a szefowa lubiła siedzieć do 19). Szefowa była zresztą psychopatką, której przeszkadzał każdy dźwięk, więc wszyscy siedzieli jak myszy pod miotłą. Generalnie pracowało się po 12 godzin, nierzadko 6 dni w tygodniu. Mojego ostatniego dnia siedziałam w biurze do północy.
      Bodaj dwa lata po moim odejściu przyszła do firmy inspekcja z PIP, co mnie bardzo ucieszyło, i podobno coś się poprawiło.
    • sundace46 Re: Najgorszy Janusz, u którego pracowałyście 17.08.20, 09:35
      2 lata temu pracowałam w znanym biurze podróży, w centrali znanej marki. dział obsługi klienta, wejście z ulicy, stara kamienica, nieszczelne okna, ogrzewanie włączane o 10 (pracowałyśmy 9-19) wyłączane o 17, zimą było 12C w pomieszczeniu, zgłaszałyśmy to do inspekcji pracy, kilka razy, inspekcja nie dotarła, właściciel biura, który siedział na piętrze (my na parterze) w cieplutkim pomieszczeniu, miał to w dupie. Radzono nam ubrać się cieplej przy czym jednocześnie wymagano białej bluzki i czarnego żakietu, tak zimą przy 12C.
      Pensja najniższa, dodatkowo 500zł. wypłacane pod stołem. Bardzo potrzebowałam tej pracy, więc zgodziłam się.
      Gdy odchodziłam po 3 miesiącach, tyle wytrzymałam, dostałam tylko pensję tą na konto. Jak się upomnialam o to nieoficjalnie zagrożono mi wezwaniem do zapłaty. Za co? Powód sie zawsze znajdzie.
      Siedziałyśmy tam we 4 + jedna niby kierowniczka, nikt nie wiedział o której godzinie i w jakim humorze przyjdzie. Normalnym było stawianie nas na baczność przy biurku i robienie półgodzinnych tyrad, jakie jesteśmy beznadziejne, jak to ona się stara, my nic nie rozumiemy, mamy się uśmiechać, radośnie obsługiwac klientów. Skłócala pracowników, brała jedną na zaplecze mówila, że inne mówią na nia to i siamto i tak bez końca. Kiedyś powiedziała Pani Sundace proszę sie do mnie szczerze uśmiechnąć. A, że była 17 pękała mi w tym dniu głowa, z nosa mi leciał katar do pasa, była zima, byłam zmarznięta, wściekła, zmęczona, powiedziałam, że nie mam ochoty się uśmiechac na zawołanie. Zaczęła wrzeszczeć, że mnie zwalnia. powiedziałam błąd, to ja tydzień temu złożyłam wymówienie.
      Miałam jeszcze 3 tygodnie pracy na wymówieniu, następnego dnia poszłam na zwolnienie.
      • laura.palmer Re: Najgorszy Janusz, u którego pracowałyście 17.08.20, 12:31
        Znowu mi się coś przypomniało - praktyki studenckie w biurze podróży. big_grin Pierwszego dnia kierowniczka kazała siedzieć i przeglądać katalogi i broszury z ofertą biura - 5 godzin przeglądania. Drugiego okazało się, po co tam naprawdę byłyśmy. Otóż wysłała nas (trzy praktykantki) do zatęchłego pomieszczenia piwnicznego bez okna o szumnej nazwie "archiwum", gdzie walały się stosy dokumentów z całego ubiegłego roku i kazała to wszystko posegregować i powpinać wg dat do segregatorów. Odmóżdżająca, małpia robota, w dodatku śmierdziało tam kurzem. Tyle dobrego, że 4-5 godzin dziennie. Aha i na koniec kazała się wykazać "inwencją twórczą" (jej słowa) w wypełnianiu dziennika praktyk, więc powpisywałyśmy tam różne ambitne zadania typu "pomoc w zredagowaniu oferty turystycznej", "sprawdzenie poprawności tłumaczenia tekstu na język angielski", "obsługa poczty elektronicznej", itp bo inaczej nie zaliczyłybyśmy praktyk.

        Babsko cwane - ona i zatrudnione tam panienki cały rok rzucały papiery gdzie popadnie, bo po co trzymać porządek w dokumentach, jak we wrześniu przyjdą praktykantki i posprzątają za free. A i jeszcze kasa wpadnie, bo uczelnia przecież płaci parę groszy opiekunom praktyk.
    • kitty4 Re: Najgorszy Janusz, u którego pracowałyście 17.08.20, 09:53
      Pracowałam 3 lata temu w prywatnej firmie zajmującej się naprawą sprzętu uzytkowego. Właścicielką była kobieta. BARDZO wścibska - przychodziłam przed czasem (tak mi się układał transport) i ona miała zawsze otwarte drzwi do swojego pokoju. Wołala mnie - i KUWA M..C przepytywała - o sprawy prywatne. Nie chciałam nic jej mówić - wścibska była niemożebnie - ale bardzo potrzebowałam tej pracy - bo mam dwoje dzieci na utrzymaniu a alimenty to grosze - więc zaciskałam zeby i szukałam w tym czasie czegoś nowego. Umówiona byłam z nią na dajmy na to 4 tys netto na działalności. Zrezygnowałam następnego dnia jak podsunęła mi umowę na te 4 i mówiła jaka ona to jest fajna - bo jeszcze dołożyła do tego kwotę ZUSu- zapomniała wspomnieć ze usiłowała oszukać mnie na 18% dochodowego co miesiąc.
      Babsko było takie , ze chciało zebym się ubierała tak jak ona - wiecznie w beżowych butach (bardzo znoszonych z resztą), kolor paznokci tylko beżowe.....z ulgą z tego miejsca się zebrałam.
    • norra.a Re: Najgorszy Janusz, u którego pracowałyście 17.08.20, 11:04
      Mój Janusz był właścicielem kilku kamienic w Krakowie i dwóch działek w Warszawie, sam mieszkał w Izraelu a ja mu prowadziłam biuro na miejscu. Płacił mi 500zl/mies za pół etatu, przez kilka miesięcy bez umowy, potem wywalczyłam umowę na jakiś ułamek etatu. Ale to było do przeżycia, natomiast największym obciachem było wychodzenie z nim gdzieś na miasto, jechaliśmy np gdzieś taksówką, on miał kilkuminutowe załatwienie np w banku, więc kazał mi mówić taksówkarzowi, że może nas odwieźć do biura, ale ma wyłączyć licznik podczas czekania. Nigdy nie zostawił grosza napiwku, wiecznie podejrzewał, że jest oszukiwany. Pamiętam jak poszliśmy kiedyś zjeść coś koło południa, zamówił żurek, zrobił awanturę, że nie dostał bułki, pytałam kelnerki ze wstydem czemu nie ma pieczywa, powiedziała, że to dodatkowe 50 groszy, on odmówił płacenia "bo to powinno być w cenie". Ukradkiem zapłaciłam z własnej kieszeni, bo byłam tak zażenowana.
      Nieraz kupowałam rzeczy za własne pieniądze, bo wolałam tak niż się tłumaczyć i prosić. O np podczas jego wizyt kazał sobie kupować obwarzanki mówiąc, że mam wziąć fakturę i rozliczyć ten koszt z pieniędzy firmowych. Oczywiście trudno było brać fakturę na 4 precle z budki na rynku big_grin więc kupowałam sama.
      Dzień później przynosił rachunek z kolacji z jakiejś Willi Decjusza przekraczajcy moją miesięczną pensję....
    • nikita1907 Re: Najgorszy Janusz, u którego pracowałyście 17.08.20, 11:15
      Złe wspominam swoje pierwsze poszukiwania pracy. Jeśli chodzi o propozycje pracy w butikach w galeriach, to pamietam, ze większość pracodawców proponowała np tydzień pracy za darmo, na tzw „ okres próbny” żeby się wykazać. Nigdy się nie godziłam. To były lata 2000 - 2005i było to normą, zapewne z powodu dużego wówczas bezrobocia...O pracy w budżetówce czy w szkole można było pomarzyć...
    • 71tosia Re: Najgorszy Janusz, u którego pracowałyście 17.08.20, 11:39
      corce ktora postanowila dorobic sobie w wakacje, w jednej z warszawskich luksusowych restauracji zaproponowano prace na okres probny ok tygodnia bez zadnej pensji (tylko czesc napiwkow mogl zatrzymac) oczywiscie po tygodniu jej podziekowali i wzieli nastepna dziewczyne ' na probe'. Jak pozniej sprawdzila w intenecie wlasciciel mial od miesiecy taki wlasnie model biznesowy nieplacenia kelnerkom wink
      Mnie wiele lat temu jako studentce tez nie zaplacono za prawie miesiac pracy w osrodku wczasowym - uwijalysmy sie z koleznka od sniadania do poznej nocy, wlascicelka na koniec od pensji odliczyla nam koszty utrzymania i 'wakacji' w osrodku i stwierdzila ze i tak powinnysmy sie cieszyc ze nie musimy doplacac wink
    • odnawialna Re: Najgorszy Janusz, u którego pracowałyście 17.08.20, 12:47
      Pamiętam moje pierwsze poszukiwania pracy, wtedy pytanie czy jestem w ciąży i podpisywanie zobowiązania, że nie zajdę w ciążę przez np. 3 lata było na porządku dziennym.

      Jakieś 2 lata temu miałam konsultacje dot. zarządzania personelem w jednej z firm, całkiem sporej wielkości, 3 filie, łącznie blisko 500 osób zatrudnionych. Szczęka mi opadła z szoku, gdy zobaczyłam formularze rekrutacyjne, a w nich pytania typu: kiedy ostatatnio przebywał pan w szpitalu? jak długo? z jakiego powodu? czy leczył się pan/pani psychiatrycznie? jakiego rodzaju leki pan przyjmuje na stałe?
      Tłumaczyli, że takie mają od lat, bo właściciel ma w rodzinie chorych psychicznie i ma uraz do takich ludzi...
      • verdana Re: Najgorszy Janusz, u którego pracowałyście 17.08.20, 16:12
        Dobra państwowa uczelnia. Konieczne sprawozdanie dla rektora, które powinnam robić ja, ale że akurat byłam zawalona pilniejszą pracą, pani dziekan oświadczyła, ze ona to zrobi, żaden problem. 31X rektor oczywiście odesłał sprawozdanie, jako żle wykonane. O g. 18 - przypaominam, 31 X pani dziekan dzwoni z poleceniem służbowym, że ma to być zrobione na rano 2 XI.
        Oświadczyłam, że 1 jest święto, mam plany, nie pracuję. A wobec tego, że ona robiła sprawozdanie i ma u siebie dane, niech ona je poprawi. Dzika awantura, nic ją nie obchodzą moje plany, mam odwołać wszystko i zrobić sprawozdanie.
        Powiedziałam, że w tej sytuacji niech sobie poszuka innego prodziekana i trzasnęłam słuchawką.
    • beata985 Re: Najgorszy Janusz, u którego pracowałyście 17.08.20, 16:21
      O rany. ...to ja chyba jestem nienormalna. ...w całym swoim życiu zawodowym nie trafiłam na Janusza biznesu. ..zawsze wszystko było ok. ..
      Oczywiście o tych wszystkich sprawach słyszałam.
      Moja córka za to...miała praktyki ....po 2 tygodnie drama...wezwaly opiekunkę bo dłużej by nie wytrzymały. ..zrazily się i do szkoły i do zawodu. ..
      • te_de_ka Re: Najgorszy Janusz, u którego pracowałyście 18.08.20, 13:44
        ja też długo myślałam, że wszystko było ok, a jednak wcale nie. Koleżanka ze studiów wyjeżdżała z kraju i namówiła mnie, żebym wzięła po niej etat w całkiem sporej firmie z kapitałem zagranicznym, bo szefostwo wolało podobno kogoś z polecenia (dziś myślę, że po prostu nie chciało im się rekrutować z rynku). Na początek przekonali mnie, że urlop należy mi się dopiero po przepracowaniu u nich roku, ja nie protestowałam, dopiero po latach okazało się, że ja miałam już w cv przepracowany na etacie rok, o czym doskonale wiedzieli ze świadectwa pracy od poprzedniego pracodawcy, które załączyłam do swojego portfolio. Nie kłóciłam się w pierwszym roku o ten urlop, bo byłam nakręcona na pokazanie się, z jak najlepszej strony. ALe jak już rok minął, zaczęły się jęki, że jeśli chcę urlop dłuższy niż dzień lub dwa, to muszę znaleźć kogoś na zastępstwo. Znalazłam i w ten sposób dostałam pierwszy dłuższy tzn normalny urlop. Gdy przyszło do drugiego urlopu, okazało się, że mogę go wziąć dopiero w listopadzie, bo wcześniejsze terminy podobno zaklepali ludzie z dziećmi. Wzięłam ten urlop w listopadzie, bo potrzebowałam odpoczynku (nie miałam wtedy jeszcze rodziny, ciągnęłam dwa etaty). Nie mogłam nigdzie wyjechać, bo drugi etat ciągnęłam normalnie, do południa nudziłam się jak mops, więc umówiłam się na kilka rozmów kwalifikacyjnych w innych firmach, co zaowocowało tym, że w kilka tygodni po powrocie z listopadowego urlopu zmieniłam pracodawcę. Nie mogę powiedzieć, że to była najbardziej januszowa firma w moim życiu, ale potrafili wykorzystać młodą, niedoświadczoną osobę nie tylko bez skrupułów ale ostatecznie na swoją szkodę.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka