Dodaj do ulubionych

Życie z mizofonią

17.08.20, 14:36
Przeczytałam w watku z zeszłego tygodnia, że są tu na forum osoby cierpiące na mizofonię.
Mam pytanie: czy znacie jakieś sensowne forum poświęcone temu tematowi? Może być też po angielsku.

Od czasu do czasu przeszukuję internet pod tym kątem, ale natrafiam tylko na artykuły, które powielają te same informacje, w tym jedną, najważniejszą - że nie ma na tę przypadłość skutecznego leczenia.

Pod artykułami zwykle są jakieś dyskusje, ale ludzie piszą tam głównie o niezrozumieniu przez bliskich (to spoko)- albo wymieniają szczegółowo wszystkie dźwięki, jakie ich drażnią - i tego już nie rozumiem, ani nie chcę czytać, bo ja akurat czuję narastający wk..w, kiedy tylko widzę słowo "chrupać". (teraz też).

Nie udało mi się natomiast znaleźć dyskusji, gdzie by się dzielono różnymi radami, pomysłami, sposobikami jak np przetrwać wspólny posiłek, jak sobie poradzić, żeby nikogo nie urazić itd
Mnie np pomaga szeleszczenie tuż przy uchu papierkiem po cukierku czy innym celofanem, pocieranie palcami plastikowego długopisu czy ołówka (wydaje wtedy takie lekkie skrzypienie, którego otoczenie pewnie nie słyszy, ale tuż przy uchu działa dobrze, zagłusza wkurzające odgłosy)

Takich rad mi trzeba, gdzie je znaleźć?
Obserwuj wątek
    • morgen_stern Re: Życie z mizofonią 17.08.20, 14:40
      A jeśli chodzi o leczenie, to z tego co wiem, terapie są mało skuteczne, można chyba jedynie nauczyć się opanowywać ataki szału wewnętrznego oraz unikać najbardziej hałaśliwych ludzi 😉
    • berdebul Re: Życie z mizofonią 17.08.20, 14:41
      Szukaj na forach dla osób z nadwrażliwością słuchowa/autyzmem/zaburzeniami integracji sensorycznej.
      Btw za szeleszczenia papierkiem, lub szuranie po ołówku mogłabym dokonać mordu. tongue_out
      • aandzia43 Re: Życie z mizofonią 17.08.20, 15:48
        Też mi się wydaje że słuchawki z przyjemnymi ale nie absorbującymi dźwiękami to dobry pomysł. Zmieniają szum tła: zamiast mlaskania i kłapania protezą masz śpiew ptaków i szum wiatru w liściach smile
        • andace Re: Życie z mizofonią 17.08.20, 16:10
          Polecam słuchawki wygłuszające tzn z systemem redukcji hałasu. Używam od półtora roku i życie stało się prostsze np da się wytrzymać w komunikacji miejskiej bo nie słychać współpasażerów. Mam słuchawki Sony model WH-1000XM3. Mam tez na komórce różne składanki muzyki ale czasem zakładam słuchawki, włączam opcje redukcji hałasu Bez muzyki i większości denerwujących dźwięków nie słyszę.
      • la_felicja Re: Życie z mizofonią 19.08.20, 19:27
        Mąż ma takie nagrania ułatwiające zasypianie, szum wody, lasu, burza z piorunami itp. poprosiłam go dziś, żeby się ze mną podzielił. Sam często chodzi w słuchawkach, bo lubi słuchać radia np w czasie sprzątania, więc może zrozumie, kiedy ja też zacznę.
    • aandzia43 Re: Życie z mizofonią 17.08.20, 15:51
      Antydepresanty zażywane długofalowo podwyższają próg wrażliwości na bodźce. Sprawdziłam. Poza tym z wiekiem człowiek cokolwiek "tępieje" i nie jest już tak pobudliwy i wrażliwy na otaczający świat. Ma to swoje dobre i złe strony.
    • puella_174 Re: Życie z mizofonią 17.08.20, 16:39
      Współczuję, serio. Ja już prawie całkiem z tego wyrosłam, ale pamiętam to jako koszmar dzieciństwa. Nie byłam w stanie zjeść posiłku z nikim przy stole, a już druga osoba śpiąca w tym samym pokoju budziła u mnie agresję. (oddech, pochrapywanie, sapanie, o chrapanie nie wspominajac). Chciało mi się płakać ze złości i bezsilności, miałam wręcz ochotę zrobić krzywdę, byle te dźwięki ustały. Wtedy nikt nie traktował tego poważnie.
        • maj18-98 Re: Życie z mizofonią 17.08.20, 18:13
          1.Słuchawki z ulubioną muzyką zeby odciać sie od dźwieków na ulicy w busie itp
          2. Unikanie imprez typu wesela za wszelką cenę
          3. Zagłuszanie dźwieków które powodują u mnie ból (radio u sąsiada, MUZYKA) dźwiekami, które toleruję lub znoszę-muzyka,film
          4 Stopery w uszach kiedy to możliwe (sen)
          5.Klimatyzacja zamiast otwartych okien (brak rannego krzyku drobiu)
          6.Na basenie używanie wodoszczelnego MP3

          Spotkałam jeszcze jedną osobę z problemem podobnym do mojego, obu nam ulgę przynosi muzyka Queen, choć nie wszystkie utwory i piosenki A. German, działają kojąco. Najgorzej boli disco polo i rap.
      • la_felicja Re: Życie z mizofonią 19.08.20, 19:23
        U mnie dopiero po czterdziestce zaczęło się nasilać...

        Tobie też współczuję, bo dzieciństwo z mizofonią to dopiero musi być koszmar...Dorosły prznajmniej może stanowić o sobie, wstać od stołu bez pozwolenia, nie musi "grzecznie rozmawiać z dziadziusiem" w czasie gdy dziadziuś przeżuwa jabłuszko czy ciamka czereśnie...dorosłemu łatwiej znaleźć wymówkę, kiedy chce się oddalić od towarzystwa...dorosły w ostateczności może strzelić sobie setkę na rozluźnienie jak już nic innego nie pomaga...

        W dzieciństwie też mnie odgłosy jedzenia denerwowały, ale to jeszcze nie była mizofonia.

        Całe szczęście, że z tego wyrosłaś, puella.
        • rozwiane_marzenie Re: Życie z mizofonią 19.08.20, 19:57
          Ja jako dziecko nie potrafiłam sobie z tym radzić, wtedy nikt nie słyszał o mizofonii i dla wszystkich byłam dziwolągiem. O koszmarnych sytuacjach i wybuchach mojej agresji można by napisać książkę. U mnie z wiekiem jest nieco lepiej, ale tylko trochę. Ale przynajmniej teraz mogę świadomie unikać pewnych sytuacji, a jako dziecko musiałam robić to, co kazali rodzice.
    • la_felicja Re: Życie z mizofonią 19.08.20, 17:17
      Dzięki wszystkim za rady. U mnie triggerem jest głównie mąż, mieszkamy tylko we dwoje. I jemy razem zwykle tylko jeden posilek. I to jest problem, bo kiedy widzę, że on sobie przynosi coś do jedzenia, to zwykle udaje mi się szybko założyć słuchawki albo wyjść z pokoju pod byle pretekstem.

      Kiedy jednak siadamy razem do obiadu, jest trudniej. Tzn, jest spoko, kiedy gra telewizor. Ale czasami on zaczyna wybierać, co chce obejrzeć i albo zmienia kanaly, albo wybiera coś na Netfliksie, albo wrzuca DVD - i wtedy jest ta minuta-dwie ciszy, które wloką sie niemilosiernie, a ja próbuję zagłuszyć wkurzające odgłosy - włąśnie tym szeleszczeniem papierka, stukaniem widelcem w talerz itd, nuceniem, pogwizdywaniem... Raz w przypływie rozpaczy zatkałam sobie uszy i zaczęłam śpiewać jakieś lalalala - to się szczerze zaniepokoił, co mi się stało, dlaczego tak się zachowuę. Nie mogę tego robić za często.
      Już naturalniej wygląda wybuch radosnego głośnego słowotoku, zwykle do kota. Ale to też w końcu zacznie być podejrzane, jeśli przed każdym obiadem będę wołać znienacka: O mój kiciusiu kochany, ale ty jesteś mądry, a jaki piękny, jaki noseczek masz cudowny, jakie łapki śliczne - no ile można...nawet kot się zorientuje, że coś jest nie halo...
      • daneben Re: Życie z mizofonią 19.08.20, 19:05
        U mnie również mąż: bodźce słuchowe i wzrokowe niestety również. W tym roku mamy 20 rocznicę ślubu. Nie potrafię powiedzieć, od którego momentu mąż ma pełną świadomość mojego problemu, ale chyba prawie od samego początku. W tej chwili wygląda to tak, że wie mąż, wiedzą dzieci (nastolatki) i jeszcze kilka najbliższych osób. Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której mąż mógłby nie wiedzieć. Postawa męża odnośnie mojego problemu jest mniej więcej taka: wie, ale tak jakby za każdym razem zapomina i powtarza zachowania nieprzyjemne dla mnie. Tak jakby chciał powiedzieć: nie będę zmieniał swojego zachowania, sama musisz sobie poradzić. Brzmi to okrutnie, ale paradoksalnie jest to najlepsze dla mizofonika. Próba dostosowania się otoczenia, obchodzenie się z osobą nadwrażliwą "jak z jajkiem" tylko zaostrzy problem, pojawią się kolejne wyzwalacze.
        Na pociechę powiem, że w momentach, gdy wyzwalacze ustępują, jest mi bardzo dobrze w życiu. Ratuje mnie muzyka i stopery. Noszę takie piankowe w kształcie stożka. Mam kilka par a jedną zawsze przy sobie (w biustonoszu smile). Mam też ciekawą pasję, którą dzielę z mężem. Ostatnio wygrałam fajne zawody (ze stoperami w uszach).
        To, co czujesz nie jest Twoją winą i bardzo Ci współczuję. Myślę, że powinnaś z mężem porozmawiać. Choćby po to, aby nie tłumaczyć za każdym razem, dlaczego tak reagujesz. Albo po to, żeby bez skrępowania założyć słuchawki lub stopery.
          • daneben Re: Życie z mizofonią 19.08.20, 19:32
            Nie, nigdy nie zrobiłby mi na złość. To by było przecież strasznie dziecinne. Wygląda to tak, jakby zapominał, że coś mnie drażni, a niektóre dźwięki, czy ruchy jest mu bardzo trudno wyeliminować. Czasem jednak widać, że się stara, powstrzymuje od jakiegoś zachowania, żebym miała większy komfort.
      • rozwiane_marzenie Re: Życie z mizofonią 19.08.20, 19:06
        Czy ja dobrze rozumiem, że nie powiedziałaś mężowi o Twojej mizofonii? Zrób to czym prędzej. Nie wyobrażam sobie, żebym słysząc coś drażniącego nie zwróciła bliskiej osobie uwagi, że mnie to "boli". Moja rodzina rozumie co przeżywam i starają się nie wywoływać mojej agresji, no ale muszą o tym wiedzieć (tak, tak, zdrowi tego nie słyszą) i trzeba im to jasno zakomunikować.
        • la_felicja Re: Życie z mizofonią 19.08.20, 19:13
          Boję się, że on tego nie zrozumie, że go to zrani, bo na innych ludzi ażtak bardzo nie reaguję. Być może dlatego, że tylko z mężem jemy sam na sam. Kiedy inni ludzie przy mnie jedzą, to zazwyczaj jest to w restauracji, więc jest dookoła hałas, który zagłusza odgłosy jedzenia.
          U rodziny też - zawsze są jakieś rozmowy przy jedzeniu i zazwyczaj telewizor w tle.
      • turzyca Re: Życie z mizofonią 19.08.20, 20:22
        Wiesz, miałam całkiem niezłe podstawy do rozwinięcia mizofonii, wychowywana byłam w całkiem niezłym terrorze jeśli chodzi o szuranie, nawet niektórych twardości ołówków mogłam używać tylko za zamkniętymi drzwiami.
        I jak zaczęłam być z facetem, to zauważyłam, że zaczyna mi się robić taka klasyczna mizofonia na odgłosy fizjologiczne przy jedzeniu i spaniu. I zaczęłam zastanawiać się, jaka jest alternatywa - zrezygnować ze wspólnych posiłków i z łóżka?
        I uznałam, że tak nie chcę. A co można zrobić? Wystawiać się na bodźce aż przestaną wywoływać efekt. Tak więc celowo nie zagłuszałam nieprzyjemnych dźwięków, ale wrecz patrzyłam na źródło i myślałam, że cholera, fajnie, że jest ktoś w moim życiu, kto mlaszcze i chrapie. Bo mogłoby go nie być. To jest po prostu cena za obecność drugiego człowieka w życiu.
        I po jakimś czasie odruchowe otrząsanie się zaniknęło, dźwięki przestały wywoływać emocje.

        Fakt, że nie byłam z Chińczykiem, ot normalny, cywilizowany człowiek lubiący zjeść na kolację tosty.


        Nie mówię, że to metoda dla wszystkich ale podrzucam, może komuś się przyda.



        Jeśli wolisz zagłuszać, to przygotuj jakąś pasującą składankę muzyczną i włączaj, zanim jedzenie pojawi się na stole. W wielu rodzinach przy posiłkach puszcza się np muzykę klasyczną, więc nie będzie to wyglądało dziwacznie.
      • piataziuta Re: Życie z mizofonią 19.08.20, 20:40
        >Dzięki wszystkim za rady. U mnie triggerem jest głównie mąż, mieszkamy tylko we dwoje. I jemy razem zwykle >tylko jeden posilek. (...)

        Łot?
        Mąż MUSI wiedzieć, że jego mlaski, siorby i odgłosy łapczywego gryzienia, wywołują w tobie maksimum agresji i odruch wymiotny. I powinien się starać tego nie robić.
        Według mnie, oni są w stanie jeść tak, żeby nas nie wkurwiać - czy mam rację? suspicious
        • daneben Re: Życie z mizofonią 19.08.20, 20:55
          Cóź, osoby z mizofonią denerwują również te dźwięki, które obiektywnie oceniając nie są oznaką braku kultury, np. gryzienie jabłka, chrupanie orzeszków, szeptanie...
          • piataziuta Re: Życie z mizofonią 19.08.20, 21:00
            Wiem.
            Wierz mi.

            Ale można nie szeptać - to idiotyczne zachowanie, które jest niepotrzebne j którego można uniknąć.

            Gryźć jablko czy orzeszki też można na wiele sposobów.
            Mnie rozwalają tylko te nazbyt łapczywe i świńskie odgłosy.
            Nie kazdy takie wydaje.
        • la_felicja Re: Życie z mizofonią 19.08.20, 22:12
          Wiesz, to jest jednak drażliwy temat. Zwłaszcza, że powinien się odchudzać i tego też nie chce przyjąćdo wiadomości. Podobno jego była i jego matka też mu zwracały uwagę, że pochłania żarcie jak wygłodniały wilk, ale to i tak nic nie dało.
    • piataziuta Re: Życie z mizofonią 19.08.20, 20:34
      Ja mam mizofonię!
      Pomaga mi wyjście z pomieszczenia z wku.wiającymi dźwiękami i NIC WIĘCEJ.

      Chętnie poczytam o takich poradach. suspicious

      Pomysł mam tylko na zakup zatyczek do uszu, celem włożenia ich na zajęcia na siłowni, gdzie muzyka jest zdecydowanie za głośno.
      • maj18-98 Re: Życie z mizofonią 19.08.20, 20:48
        Ja do wielu dźwięków w miare się przyzwyczaiłam, wciaż pamiętam jak lata temu rozpłakałam sie przy obiedzie podczas którego wujek męża wydawał straszny dźwięk wysysając resztki spomiedzy zębów, nie zdążyłam wyjść Póżniej mąż mówił, ze to wcale nie był głośny dźwięk. Udałam wtedy, ze ząb mnie rozbolał, naprawdę chciałam faceta zabić, pamietam to uczucie i naprawdę mnie bolało, choć nie ząb.Teraz taki ból sprawia mi muzyka , grana na stadionie,podczas imprez,WESELA-nienawidzę ich, radio puszczane podczas mycia samochodu. Całe szczęście,że moi sąsiedzi są raczej cisi. Lubiłam zakupy w Almie-spokojną muzkę grali, nie bolało.
        • piataziuta Re: Życie z mizofonią 19.08.20, 21:11
          Nie no ja nie płaczę, ja po prostu mam strzał agresji (nad którą panuję, ale tylko jeśli mam motywację - czyli w pracy, z obcymi ludźmi) albo mdłości (nad którymi też umiem zapanować :p).
          Aczkolwiek takie sytuacje wysysają że mnie wszelkie moce psychicznie.
          • daneben Re: Życie z mizofonią 19.08.20, 22:13
            Dlatego tak ważne jest, żeby o siebie dbać: wysypiać się, wypoczywać, unikać nadmiaru bodźców, dostarczać sobie tych pozytywnych. No i dać sobie prawo do złości.
    • mokka39 Re: Życie z mizofonią 19.08.20, 21:36
      ja mam zdiagnozowaną nadwrażliwość słuchową, ale nie wiem czy to to samo co mizofonia (chyba nie). W każdym razie zwłaszcza głośne, niespodziewane dźwięki, osoby, które głośno mówią, warkot maszyn jest dla mnie torturą nie do przejścia i również powoduje emocjonalne reakcje. Dosłownie mam ochotę krzyczeć i płakać, do tego stopnia mnie to rozdrażnia.
    • kermicia Re: Życie z mizofonią 19.08.20, 21:39
      Ja mam, ale nie na tyle silną, by wymagała leczenia. Przez nadwrażliwość na hałaśliwe dźwięki jedzenia nie bywam już w kinach - najgorszy dla mnie jest popcorn, nachosy, cola przez rurkę. Potrafiłam się przesiąść pięć razy w czasie seansu, co okropnie wkur*ało mojego ex męża. W restauracjach jest lepiej, bo jedzenie miękkie (zazwyczaj). Ale na wakacjach ALL przeżywałam ciężkie chwile (jak z wątku o grubym dzieckuwink
      Poza tym od lat śpię w stoperach z powodu dźwięków miejskich - gadania turystów, jakichś drących się o świcie dzieci itd. Było mi ciężko, gdy dzieci były malutkie i musiałam odstawić stopery dla ich bezpieczeństwa.
      Mam też jeden znienawidzony dźwięko-smak, o którym nawet nie mogę do końca pomyślec, bo mnie telepie. Teraz też. To wełna złapana w zęby. Aaaaaindifferent
      Pomaga to, co przy alergii - unikanie alergenu.
      • daneben Re: Życie z mizofonią 19.08.20, 21:51
        Do kina i wszędzie tam gdzie są mikrofony wzmacniające dźwięki zabieram stopery. Potrafię je tak założyć, że tłumią popcorn, szepty, chrupanie, a film słyszę doskonale.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka