Dodaj do ulubionych

Taka "zmiana skóry" w życiu

20.08.20, 14:50
Dowiedziałam się właśnie, że znajomi się rozwodzą, a on generalnie funkcjonuje tak, że co parę lat zmienia wszystko. Miejsce zamieszkania, czasem pracę, hobby, zainteresowania, krąg znajomych, partnerkę. Zasadniczo – tworzy sobie stopniowo nowe życie na boku, a stare porzuca.

W sumie spoko, ale teraz elementem starego życia są malutkie dzieci, więc ten pęd do samorozwoju, samorealizacji i samozadowolenia w poszukiwaniu uj wie czego mnie jednak napawa niesmakiem.

E-mamo, podziel się przemyśleniami.
Obserwuj wątek
    • abecadlowa1 Re: Taka "zmiana skóry" w życiu 20.08.20, 15:17
      O kurcze, myślałam, że tylko mój były tak ma. A tu się okazuje, że to powszechniejsze zjawisko. Nie postrzegałam takiego postępowania nigdy jako ścieżki samorozwoju. Raczej ucieczki. Ale to z powodu mojego osobistego żalu. Natomiast niezmiennie jestem pod wrażeniem, że da się wielokrotnie w ciągu całego życia całkowicie je odmienić tj. tak jak jak pisałaś nowa praca, nowa żona, nowe dzieci, nowe hobby, nowi znajomi, zupełnie nowe środowisko. Człowiek jest bardzo przystosowawczym stworzeniem. Nie wątpię, że osoba, której się to udaje zyskuje olbrzymie poczucie sprawstwa i umiejętności dowolnego kształtowania swojego życia. Mój uciekinier był zawsze bardzo pozytywnym, twórczym i aktywnym człowiekiem. Żył z przekonaniem, że wszystko jest możliwe. Zastanawiam się tylko czy ma w głowie zamkniętą na klucz szufladkę ze wspomnieniami o byłych dzieciach. Czy ta szufladka kiedyś się otworzy a może jego zadowolenie z siebie pozostanie niezmącone do końca życia?
      No to właśnie takie są moje bardzo osobiste przemyślenia na zadany temat.
      • m_incubo Re: Taka "zmiana skóry" w życiu 20.08.20, 16:37
        To najprawdopodobniej jest typ, dla którego projekr "rodzina" jest gdzieś daleko na liście priorytetow, o ile w ogóle jest na liście priorytetów. To tylko jedna z opcji, mało istotna, takich ludzi jest bardzo dużo, to nie jest wyjątek, to nie jest nawet rzadkie zjawisko.
      • malgosiagosia Re: Taka "zmiana skóry" w życiu 20.08.20, 18:08
        abecadlowa1 napisała:
        Zastanawiam się tylko czy ma w głowie zamkniętą na klucz szufladkę ze wspomnieniami o byłych dzieciach. Czy ta szuf
        > ladka kiedyś się otworzy a może jego zadowolenie z siebie pozostanie niezmącone
        > do końca życia?

        Znalam kobiety porzucajace swoje malutkie i troche wieksze dzieci, facetow porzucajacych kazda ilosc dzieci w kazdym wieku, ludzi, ktorzy po porzuceniu rodziny zakladali nowe i znow je porzucali. Szufladki do tej pory sie nie otworzyly, choc porzucone dzieci maja juz wlasne dzieci. Jestem pewna, ze porzucajacy zadnych szufladek nie posiadaja i ich zadowolenie z siebie pozostanie niezmacone do konca zycia, a nawet troche dluzej.

        Nie mam pojecia co to za gatunek ludzki i dlaczego tak ich duzo.
        • dr.amy.farrah.fowler Re: Taka "zmiana skóry" w życiu 20.08.20, 16:24
          Tak, to jest pierwszy raz, kiedy są dzieci.

          I dopiero teraz dowiedziałam się, od jego prawie byłej żony, że to wzorzec.

          Poprzednią metamorfozę obserwowałam, kiedy zaczął się związek z jego prawie już byłą żoną - ją znam towarzysko, jego słabo i raczej zawodowo, ona zajęła się pewnym hobby, on się w to wkręcił, wydawało mi się to naturalne, ma nową kobietę, znaleźli sobie wspólne hobby i krąg znajomych z nim związanych, poza tym świeży związek, potem pojawiły się dzieci, no to mnie ani trochę nie dziwiło, że izolują się od dotychczasowego towarzystwa i zajmują sobą. Mieliśmy jakieś tam kontakty zawodowe, więc z grubsza wiedziałam, co się u nich dzieje, ale to tyle.

          Po paru latach wizji idealnej pary nastąpiło "jeb". Z zeznań żony wynika, że kolo wyhodował sobie na boku całkowicie nowe życie, do którego się przeniósł i w ogóle nie jest zainteresowany zajmowaniem się jakimikolwiek aspektami swojego "byłego" życia - taka totalna utrata zainteresowania.

          Coś jakby: bawisz się w decoupage parę lat, ale w końcu przestaje cię to bawić, więc rozdajesz te serwetki i drewniane pudełka, wywalasz zepsute preparaty i pędzle i zajmujesz się - bo ja wiem - szachami.

          No tylko że tu nie ma wywalonych serwetek, są ludzie. W perspektywie zaraz sprawa rozwodowa, która głównie ma na celu zmuszenie pana do zauważenia, że dzieci coś nie chcą zrobić "puff" i się zdematerializować.
          • m_incubo Re: Taka "zmiana skóry" w życiu 20.08.20, 16:42
            Ja tak mam.
            Z decoupage znaczy i z różnymi innymi aktywnościami.
            Z rodziną nie aż do tego stopnia wink
            Ale to akurat zasługa moich facetów, z nimi mieć dzieci to naprawdę fajna sprawa, np i fajne dzieci, nadają się do tego bardziej niż ja, ja nie jestem tzw "rodzinna". Gdyby nie bardzo prodzieciowi mężowie, nigdy nie miałabym żadnych dzieci, mieszkałabym sama w dziczy, bo lubię smile
      • abecadlowa1 Re: Taka "zmiana skóry" w życiu 20.08.20, 15:51
        Michał Wiśniewski zmienia tylko żony. Reszta życia pozostaje taka, jaka była. Tu mowa o bardziej utalentowanych osobnikach zdolnych przedzieżgnąć się niemal w nową osobę. Dalsze partnerki mogą nic nie wiedzieć o swoich poprzedniczkach ani byłych życiach Pana Kameleona.
      • ludzikmichelin4245 Re: Taka "zmiana skóry" w życiu 20.08.20, 16:27
        Tylko jeśli np. mieszkałaś w tym samym mieście, to jest to w miarę stabilny życiorys. Tu raczej chyba chodzi o przypadek typu: dziś pracuję w redakcji w Warszawie, a rok później w agencji eventowej w Trójmieście, żeby jeszcze za rok stwierdzić, że spoko ta oferta z Poznania. (alternatywnie wersja z każdorazowym wyjazdem do innego kraju). Przynajmniej ja tak zrozumiałam post startowy.
        • triss_merigold6 Re: Taka "zmiana skóry" w życiu 20.08.20, 16:39
          Być może. Przyznam, że największy problem miałabym ze zmianą miejsca zamieszkania. Kręgi znajomych zawsze miałam bardzo różne i nie stykające się ze sobą, i zdarzało mi się wychodzić z takiego kręgu bez kontynuowania nawet symbolicznego kontaktu. Po prostu, jakiś etap się kończył, było miło, dziękuję, następny.
    • daniela34 Re: Taka "zmiana skóry" w życiu 20.08.20, 16:19
      Wszystko fajnie i nie miałabym nic przeciwko temu (o ile Pan partnerki uprzedza na początku, że taki ma modus operandi), ale jeśli porzuca dzieci to już mi się to nie podoba. Nie ma przymusu posiadania dzieci. Jeśli Pan chciał tak życ, to trzeba się było na nie nie decydować.
    • alpepe Re: Taka "zmiana skóry" w życiu 20.08.20, 16:22
      Faktycznie wylinka. Cóż, zdarza się. Można się oburzać, ale lepiej usiąść, przemyśleć względy praktyczne i jako matka, po jakimś czasie, szukać faceta, który jest inny.
      Jak pomyślę, to ja trafiłam kiedyś na kogoś takiego, na szczęście on był po wazektomii, chyba właśnie po to, by już żadna partnerka nie miała z nim dziecka.
        • ludzikmichelin4245 Re: Taka "zmiana skóry" w życiu 20.08.20, 22:49
          Czego zazdroszczę? Umiejętności przeorganizowania całego życia, elastyczności, odwagi, niezależności. Jeśli na drugim biegunie jest perspektywa np. kolejnych dziesięciu lat przy takim samym pracowym biurku (nawet jeśli nie dokładnie tym samym), w tym samym domu, w tym samym mieście, to można westchnąć i pomyśleć, że "taki to bierze życie garściami".
          Ogólnie - to chyba jeden z częstszych egzystencjalnych problemów człowieka - że potrzebuje zarówno zmian i bodźców, jak i stabilizacji i poczucia bezpieczeństwa. Przestrzeni osobistej, ale także bliskości. Często nie da się zrealizować obydwu potrzeb jednocześnie, co rodzi wewnętrzny konflikt, więc trzeba szukać jakiegoś złotego środka. Pan znalazł najwyraźniej taki sposób życia, by ten konflikt ogóle nie zachodził.

          Mimo powyższego, jest to oczywiste świństwo wprowadzać kogoś do swojego życia, a potem go porzucać.
          • nenia1 Re: Taka "zmiana skóry" w życiu 21.08.20, 09:21
            ludzikmichelin4245 napisał(a):

            > Czego zazdroszczę? Umiejętności przeorganizowania całego życia, elastyczności,
            > odwagi, niezależności. Jeśli na drugim biegunie jest perspektywa np. kolejnych
            > dziesięciu lat przy takim samym pracowym biurku (nawet jeśli nie dokładnie tym
            > samym), w tym samym domu, w tym samym mieście, to można westchnąć i pomyśleć, ż
            > e "taki to bierze życie garściami".

            Ale problem polega na tym, że to różnego rodzaju dysfunkcje popychają go do działania, np.
            silny lęk przed bliskością. Może być tak silny, że zmusza do "odwagi" czyli do dokonywania zmian,
            ucieczki od rodziny, albo brak pewności siebie, również może zadziałać w podobny sposób, ludzie
            jak mnie lepiej poznają "rozszyfrują jaki naprawdę jestem", "rozczarują się mną" więc zmienia otoczenie. Naprawdę nie zawsze za zmianami stoi odwaga i elastyczność, czasem są to zachowanie przymusowe, wynikające z ucieczki przed czymś, czego człowiek się boi. Na tyle mocno, że popycha to do gwałtownych zmian.
    • bo_ob Re: Taka "zmiana skóry" w życiu 20.08.20, 16:30
      Znam. Człowiek co kilka lat rzuca wszystko i wszystko zaczyna od nowa bez żadnych sentymentów. Moim zdaniem ma bardzo duże deficyty emocjonalne, funkcjonuje według reguły co jemu się opłaca. Nie, niczego nie żałuje, twierdzi, że nie ma problemu. W sumie zimny drań.
      • black_halo Re: Taka "zmiana skóry" w życiu 20.08.20, 16:53
        bo_ob napisała:

        > Znam. Człowiek co kilka lat rzuca wszystko i wszystko zaczyna od nowa bez żadny
        > ch sentymentów. Moim zdaniem ma bardzo duże deficyty emocjonalne, funkcjonuje w
        > edług reguły co jemu się opłaca. Nie, niczego nie żałuje, twierdzi, że nie ma p
        > roblemu. W sumie zimny drań.


        Deficyty emocjonalne mają ludzie, którzy latami trwają w beznadziejnej sytuacji albo dlatego, że jest stabilnie chociaż chu*owo.
    • nenia1 Re: Taka "zmiana skóry" w życiu 20.08.20, 16:45
      Nie wiem dlaczego rozpatrujesz to w kategoriach samorozwoju czy samorealizacji, dla mnie to raczej jakaś dysfunkcja, nieumiejętność tworzenia trwałych więzi, ciężko oceniać nie znając człowieka, być może sam wywodzi się z dysfunkcyjnej rodziny.
    • alexis1121 Re: Taka "zmiana skóry" w życiu 20.08.20, 16:47
      Takiej osoby nie można postrzegać jako zdrowej psychicznie. Tylko jako narcyza/socjopatę/psychopatę. Kiedy żona to sobie uświadomi, będzie jej łatwiej zaakceptować stan rzeczy. Załatwiłabym wszystko na stopie formalnej, czyli zabezpieczenie finansów dzieci oraz kontakty z nimi i dała wolną wolę takiemu mężczyźnie zważając na to, że on inaczej postrzega rzeczywistość (czyli nie wymagałabym za wiele).
    • sumire Re: Taka "zmiana skóry" w życiu 20.08.20, 17:48
      Znam taki przypadek. Mąż i ojciec porzucił dość gwałtownie rolę męża i ojca, i został bardzo intensywnie żyjącym rozwodnikiem w zupełnie innym mieście (300 km od dotychczasowego miejsca zamieszkania), pracę podjął zupełnie w innej branży; ze znajomymi z poprzedniego życia utrzymuje symboliczny lub zerowy kontakt. Generalnie z faceta chodzącego z synkiem na plac zabaw zmienił się w pana typu "One Night In Bangkok".
      Przy czym biorąc pod uwagę to, jakie przejścia miała z nim - wybitnie cierpliwa - była żona, uważam, że facet po prostu uciekł; o żadną przemianę duchową tu nie chodziło, ani o casus "hobby mi się znudziło i zamieniam narty na rower".

      Znam też taki przypadek u kobiety, ale tam w grę wchodziły względy religijne, zupełnie inna historia, ale to też bardzo gwałtowna zmiana skóry była.
    • bergamotka77 Re: Taka "zmiana skóry" w życiu 20.08.20, 18:04
      Facet po prostu lubi zmiany wink A tak serio to zgadzam się: niech bawi się w to, ale bez dzieci i uprzedza potencjalnie zainteresowane kobiety. Z drugiej strony przerażalaby mnie taka rutyna i stabilizacja: mieszkanie w jednym miejscu całe życie, tkwienie w jednej pracy kilkanaście lat, to samo hobby, ci sami ludzie wokół (poza rodzina), te same nawyki, taka sama fryzura, wakacje w tym samym miejscu...tylko w związkach jestem długodystansowa. Ponad 21 lat z jednym panem smile
    • umi Re: Taka "zmiana skóry" w życiu 20.08.20, 18:18
      To nie rozwoj, tylko zaburzenie. W tym nie ma nic z rozwoju, on lazi w kolko jak osiol na lancuchu. Ewentualnie jak Syzyf. Caly czas wydeptuje sciezke od nowa, nigdzie nie dochodzac. Rozwala sobie zycia jak dzieciak w grze i zaczyna od poczatku. Typ na terapie.
      • waleria_s Re: Taka "zmiana skóry" w życiu 20.08.20, 22:12
        umi napisała:

        > To nie rozwoj, tylko zaburzenie. W tym nie ma nic z rozwoju, on lazi w kolko ja
        > k osiol na lancuchu. Ewentualnie jak Syzyf. Caly czas wydeptuje sciezke od nowa
        > , nigdzie nie dochodzac. Rozwala sobie zycia jak dzieciak w grze i zaczyna od p
        > oczatku. Typ na terapie.
        To nie musi być od razu zaburzenie, a taki typ po prostu- potrzebuje nowości, wrażeń, ma małą odporność na nudę. Taki styl życia nie musi kryć w sobie drugiego dna- miota się, wiecznie przed czymś ucieka, facet może być zadowolony.
      • m_incubo Re: Taka "zmiana skóry" w życiu 21.08.20, 09:38
        Twoim zdaniem nigdzie nie dochodzi i kręci się w kółko, sam zapewne by się z tym nie zgodził.
        Ja np. uważam, że bardzo dużo zyskałam zmieniając studia, znajomych, hobby, miasto, pracę, facetów, mieszkania, nawet kraje. W mojej opinii to moja siostra, która od 45 lat mieszka w tym samym domu, w jednym mieście, od liceum z jednym facetem i od 18 lat w jednej pracy stoi w miejscu czy tam kręci się w kółko. Co gorsza, ona też tak uważa i zgadza się ze mną.
    • al_sahra Re: Taka "zmiana skóry" w życiu 20.08.20, 18:29
      dr.amy.farrah.fowler napisał(a):

      > E-mamo, podziel się przemyśleniami.

      Doskonale rozumiem, że co jakiś czas ma się ochotę dużo (a nawet wszystko) w życiu zmienić. Niekoniecznie dlatego, że jest się niezadowolonym z dotychczasowego życia, po prostu niektórym ludziom po jakimś czasie każda rutyna zaczyna ciążyć. My z mężem zmienialiśmy dlatego pracę, miejsce, a nawet kraj zamieszkania, w dużym stopniu styl życia - właściwie wszystko oprócz partnerów smile. Przy czym nawet zmianę partnera jestem w stanie zrozumieć, bo może się zdarzyć, że uczucie się wypaliło, a nie ma sensu tkwić przy kimś wyłącznie z poczucia obowiązku.

      Ale kiedy jest się za kogoś odpowiedzialnym - za dzieci, niedołężnych rodziców, nawet za psa, to jest zupełnie inna sytuacja. Takich zmian nie można przeprowadzać kosztem tych istot.
    • turzyca Re: Taka "zmiana skóry" w życiu 20.08.20, 23:50
      A jak dzieci to pytam się pani czy ma bardzo dobrego prawnika oraz czy potrzebuje długoterminowej pożyczki.


      Oraz proszę, żeby skorzystała z posiadanych jeszcze uprawnień żony, żeby sprawdzić wszystkie możliwe twarde dane pana i rodziny (PESEL itp), żeby komornik wiedział, gdzie szukać.
    • raadhiyah2020 Re: Taka "zmiana skóry" w życiu 21.08.20, 09:27
      Jesli on tak funkcjonuje ze co pare lat wzzystko zmienia to zona nie powinna byc zdziwiona. Chyba sie z taka ewentualnoscia liczyla?
      Ja zmieniam znajomych w taki sposob, nie, nie przyjaciol (tych wielu nie mam, bo o prawdziwych nielatwo) wymieniam co jakis czas na nowy set. Prace tez zmieniam co kilka lat. Hobby nie mam, lubie rower i fitness i to robie regularnie od lat. Ze zwiazkami mam triche inaczsj ale to ze wzgledu na dzieci, gdyby nie one to byloby podobmie. Takze rozumiem faceta, uqazam jednak ze dzieciom sie czegos takiego nie funduje, nie powinien sie decydowac na potomstwo, miejmy nadzieje ze wiecej nie zrobi.
    • guacamole2020 Re: Taka "zmiana skóry" w życiu 21.08.20, 10:10

      Tacy ludzie powinni być oznakowani w jakiejś bazie podobnie jak przestępcy seksualni. O ile wtedy mniej byłoby bólu i cierpienia na świecie.

      Robi tak bo może, bo wiele razy to ćwiczył i spadał na 4 łapy.
      Przypomina to ludzi którzy patologicznie często zminiają pracę. Większość ludzi nie odejdzie z pracy z dnia na dzień, nie mając nic nagranego. Ale jeśli raz tak zrobi, raz się uda spaść na 4 łapy, potem znów, to już wie, że w zasadzie zawsze się uda.
      Szef mojej sisotry +70, ojciec wielu dzieci, mąż wielu żon, kasę miał, skąpy nie był, każdej na otarcie łez mieszkanie kupił, z opieki nad potomstwem się wykupywał... I ma te 70 lat, czas może coś wspomni, że to inaczej mogło się potoczyć wszystko. Ale to chyba w gorszych momentach, ogólnie to zadowlony z siebie jak mało kto, a obecna pani 40+.

      Pan z historii zatrzyma się na moment, jedynie kiedy któraś mama uprze się na 50/50 opieki nad dziecmi, wtedy jakiś dyskomfort odczuje... W przeciwnym wypadku - nie w tym życiu...

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka