Dodaj do ulubionych

Gotowanie wielopokoleniowe

29.08.20, 13:07
Jak gotowali Wasi rodzice i dziadkowie? Nauczyłyście się gotować w domu, przejęłyście dania, techniki? Jeśli tak to jakie?
Naszło mnie na ten wątek po rozmowie z siostrą - w tej chwili obie nieźle gotujemy i to lubimy, ale nasza matka gotowała fatalnie i raczej z rozbawieniem wspominałyśmy jej "popisowe" dania (typu parówki z pieczarkami w koncentracie pomidorowym smile )
Z kolei babcia gotowała bardzo smacznie, do dziś pamiętam jej knedle z jagodami, które serwowała z młodą kapustą. Jakie to było dobre!
Macie rodzinne przepisy? Skąd wzięła się Wasza umiejętność gotowania?
Obserwuj wątek
    • qwirkle Re: Gotowanie wielopokoleniowe 29.08.20, 13:23
      Knedle jagodowe z młodą kapustą? Brzmi intrygująco, bo knedle kojarzą mi się że słodkim, a kapusta - z wytrawnym daniem....
      A co do pytania - wybiórczo stosuje dania/smaki z kuchni mamy albo babci...
      • damartyn Re: Gotowanie wielopokoleniowe 29.08.20, 14:49
        qwirkle napisał(a):

        > Knedle jagodowe z młodą kapustą? Brzmi intrygująco, bo knedle kojarzą mi się że
        > słodkim, a kapusta - z wytrawnym daniem....
        > A co do pytania - wybiórczo stosuje dania/smaki z kuchni mamy albo babci...

        a te parówki z pieczarkami w koncentracie pomidorowym jeszcze bardziej!
    • daniela34 Re: Gotowanie wielopokoleniowe 29.08.20, 13:34
      Moja mama gotuje bardzo dobrze, doskonale przyrządza mięsa i zupy,genialnie- pierogi. Gorzej (nadal dobrze, ale gorzej) piecze, ale ma idealną rękę do ciasta drożdżowego (ja generalnie piekę lepiej, ale drożdżowe wychodzi mi słabiej, choc tegoroczne baby wielkanocne wyszły na tyle dobre, że po tygodniu rodzina zażyczyła sobie powtórki). Gotuje przez polepszaczy, gotowców itp. Bardzo dobrze przyprawia- zna i kocha zioła.
      Gotowania nauczyłam się od niej i pokochałam dzięki niej. To była najlepsza zabawa z dzieciństwa- udawałyśmy, że prowadzimy program kulinarny. Na starość też lubi testować nowinki kulinarne i łatwo ją do nich przekonać. Nie uznaje tylko owoców morza.
      Ojciec przez lata gotował glównie niedzielny rosół, w tygodniu długo pracował. Zawsze pomagał też przed świętami. Na emeryturze zajął się gotowaniem, przetworami i nawet jakieś próby pieczenia ciast podejmuje. Interesuje się tym, wyszukuje przepisy. Jego siostra ujawniła, że w dzieciństwie to on, a nie oba,towarzyszył swojej mamie i babci w kuchni. Wrócił więc do zainteresowań z dawnych lat.
      Mamy rodzinne przepisy: karkówka w całości, ciasto drożdżowe, ciasto pierogowe i parę innych. Jesteśmy wszyscy mocno kulinarni. W tej chwili właśnie ja sprzątam, a ojciec robi mi przygotówkę pod dzisiejsze dżemy figowe i śliwkowo-brzoskwiniowe.
      • daniela34 Re: Gotowanie wielopokoleniowe 29.08.20, 13:39
        Aaa, dziadków nie pamiętam. Od strony ojca mam korzenie czeskie i niemieckie,babcia i prababcia podobno gotowały rewelacyjnie i bardzo dużo, w tym-wszelkie knedle i knedliki.
        Druga babcia gotowała ponoć prosto i szybko, ale mama dzięki niej ma rękę do mies i drożdżowego.
          • daniela34 Re: Gotowanie wielopokoleniowe 29.08.20, 17:46
            2 szklanki mąki
            Szczypta soli
            3/4 szklanki porządnie cieplej wody
            1 jajko (wiem, wiem, jest szkoła "przenigdy jajka nie dawaj do ciasta pierogowego", ale co zrobić jak takie jest lepsze 😀)
            Można dać odrobinę oleju
            Mama zarabia casto ręcznie
            Po zarobieniu przykrywa ciepłą (na przyklad podgrzaną w piekarniku) miską i odczekuje, żeby miska wystygła. Potem wałkuje i lepi
                • hellen Re: Gotowanie wielopokoleniowe 30.08.20, 13:24
                  Ja się wtrącę do przepisu na pierogi, jeśli można wink
                  Racja z tym glutenem, pracuje lepiej w ciepłe. Moim zdaniem najlepsze pierogi wychodzą z ciasta parzonego, czyli mąkę zalewa się wrzątkiem, z rozpuszczonym w nim masłem. Proporcje: 1 kg mąki, 650 ml wody, 100 g masła.
                  • hellen Re: Gotowanie wielopokoleniowe 30.08.20, 13:27
                    Aaaaa i jeszcze technika, bo też ważna: mąkę zalać wrzątkiem z masłem, wymieszać byle jak widelcem, żeby się porobiły farfocle, przykryć ściereczką i odstawić na jakieś pół godziny minimum. Potem wystarczy zagnieść, ciasto jest bardzo elastyczne i świetnie się wałkuje i lepi.
                    Chyba zrobię jutro ruskie smile
    • abecadlowa1 Re: Gotowanie wielopokoleniowe 29.08.20, 13:47
      Mój ojciec gotował lepiej niż matka, bo nauczył się od swojej matki. Babcia ojczysta miała olbrzymi ogród warzywny, sad i kurniczek, mleko i wszystkie mleczne przetwory pochodziły od sąsiadów ze wsi, a mąka bezpośrednio z młyna. W sklepie spożywczym kupowała tylko cukier, przyprawy i czekoladę. Smaki z wakacji u babci są dla mnie nie do odtworzenia. Babcia angażowała nas często w prace kuchenne, ale nie umiem gotować tak jak ona.
      Moja mama gotuje i piecze pyszności, ale nauczyła się dopiero po czterdziestce.
    • laura.palmer Re: Gotowanie wielopokoleniowe 29.08.20, 13:50
      Moja mama gotowała niestety podobnie, jak Twoja. Pamiętam dania obiadowe typu spaghetti z sosem mięsnym z mielonką tyrolską zamiast mięsa, tłuste parówy z ziemniakami, zupy obowiązkowo z połową paczki kostek rosołowych, itp. Poza tym nie tolerowała odmiennych gustów kulinarnych i np. jak nie chciałam jeść kiełbasy, to zamiast usmażyć dodatkowe jajko, podawała mi same ziemniaki z surówką. Albo obowiązkowo dostawaliśmy do śniadania i kolacji słodzoną herbatę, dopiero w wieku nastoletnim odkryłam, że wcale nie trzeba jej słodzić, ale mama i tak uparcie wsypywała mi cukier. A i popisowe danie mojej mamy to kotlety panierowane w zupie cebulowej z torebki i upieczone w piekarniku. surprised

      Co ciekawe, teraz o niebo lepiej gotuje. smile A i obie babcie gotowały rewelacyjnie, mój ojciec też, tylko że on nigdy nie miał czasu.
      • jak_matrioszka Re: Gotowanie wielopokoleniowe 29.08.20, 15:33
        Ja znam jedna taka osobe jak Twoja mama, a właściwie to bardziej jej córke, która podobnie kucharzy. I dla mnie to jest taka egzotyka, że nawet bawole jadra przy tym wysiadaja big_grin Zawsze mnie czymś zaskakuja: panierka z zupy???
        • hellen Re: Gotowanie wielopokoleniowe 29.08.20, 17:55
          No ja się nie dziwię takim pomysłom, przy których bawole jądra wysiadają. Z tzw. "popisowych" dan rodzicielki pamiętam jeszcze ciasta z kremami na margarynie (fujjjjj!!!), no i nieodłączną przyprawą do wszystkiego była nieśmiertelna Vegeta. Masakra.
          • jak_matrioszka Re: Gotowanie wielopokoleniowe 29.08.20, 18:05
            Ja lubie wegete w niektórych potrawach (tak 2-3 może, ale naprawde tam lubie), moje dziecko nie znosi. To samo dziecko lubi parówki z purre ziemniaczanym i parówki z sosem pomidorowym (i makaronem spaghetti, czyli taki bolognese), czyli dania które u mnie wywołuja osłupienie "zjeść to, mimo iż w domu sa rzeczy jadalnego?!?" tongue_out
          • igge Re: Gotowanie wielopokoleniowe 29.08.20, 23:37
            No tak. Masło w ciastach to "rozrzutność", przecież, czy do bułki tartej do fasolki można margarynę i do każdego ciasta też. Tylko potem nie trzeba się dziwić, że ten sernik czy mazurek babciowy smakują inaczej i po prostu lepiej.
        • igge Re: Gotowanie wielopokoleniowe 29.08.20, 23:33
          Ja też znam jedną osobę kucharzącą podobnie do mamy laury. palmer😀
          Staram się nie dziwić ( ta osoba jest z kolei zdziwiona, jak to nazywa, moją "fantazją" kulinarną i rzekomą " rozrzutnością" w kuchni choć obydwoje prawie nigdy nic nie wyrzucamy) kiedy kolejny raz zaskakuje mnie tym co i jak podaje rodzinie jako posiłek np obiad.
          Jedynie ciasto ze śliwkami czy mielony z ziemniakami i marchewką z groszkiem są smaczne. I do zaakceptowania dla mnie. A dla owej, przesympatycznej zresztą, osoby smak podobno jest na pierwszym miejscu.
          Sypie masę soli i pieprzu.
          Na pewno gotuje ona po maksymalnej taniości. I nie ma, że ktoś chce to może sobie wziąć dwie dokładki. Jak kotlety - to przysługuje jeden na osobę dziennie. Jak gołąbki - to po chyba max dwa i koniecznie z zapychaczem, z ziemniakami. Jak obiad zrobiony na 3 dni do przodu, to mowy nie ma, żeby zjeść dzisiaj to, co zaplanowane na jutro, a jutro np szybko ugotować/ wykombinować nowy obiad z tego, co się ma w lodówce, spiżarce. Kawałki ciasta też są ścisłego zarachowania i blacha starczy na mnóstwo osób i kilka dni spokojnie, pojedzie też do starszych rodziców, co chwalebne zresztą. Owoce nie są zjadane od razu tylko wędrują do piwnicy, starczą na długo. Zupa gotowana jest długo i ma być obiadem minimum 3 dni, nieważne, że znudzeni wszyscy.
          Jogurt podobno nie zna swojej daty urodzin więc nie psuje się nawet po dacie przydatności grubo.
          Warzywa to zapychanie wc.
          Słodycze można sobie dawkować po malutkim 1 kawałeczku/ kosteczce (to akurat szczerze podziwiam i staram się naśladować😊) . Tych słodyczy może leżeć cały stos. ( My nie kupujemy wcale bo gdybyśmy kupowali to znikałyby od razu).
          Zestaw obiadowy pt parówka lub kiełbasy kawałek plus ziemniaki i coś tam np kiszony ogórek, jeden. Albo placki ziemniaczane. U nas takie obiady nie występują, placki rzadko i tylko na ewentualny podwieczorek /kolację. Ale ok. Parówka czy kiełbasa też rzadko i na śniadanie/ kolację. Wolę vege obiad niż udawanie, że parówka to mięso.
          Ta miła osoba lubi gotować. Choć gotuje bardzo powoli. I uważa, że umie gotować.
      • lily_evans11 Re: Gotowanie wielopokoleniowe 29.08.20, 18:10
        He he, moja mama gotowała podobnie, ale fakt, że jeszcze robi zajebisty filet panierowany, pulpeciki i schabowe, tego to chyba od własnej matki się nauczyła.
        Ja nigdy nie zhańbiłam się zupą na kostce, odkąd zaczęłam sama cokolwiek gotować wink.
        • igge Re: Gotowanie wielopokoleniowe 29.08.20, 23:53
          Ja też się nie zhańbiłam😄
          Żadnych kostek.
          Córka kostkom też mówi nie.
          Natomiast byłam zaskoczona dowiedziawszy się przypadkiem, że moja, dobrze i bardzo smacznie, choć tradycyjnie, gotująca teściowa, używa do niedzielnego rosołu ( i może do innych zup?????nie wiem) kostki rosołowej. Moim zdaniem to bsrdzo dziwne. Wręcz nielogiczne bo ona w tym rosole i bez kostki ma wszyściutko, co potrzeba w nadmiarze wręcz. Kilka rodzajów mięs, warzywa i np starą kurę😉koniecznie też. Nawet jeśli nie lubi wrzucać wielu przypraw ziół, żadnego lubczyku czy goździków x 2 szt tylko sól i pieprz, to jej rosół bez kostki byłby jeszcze lepsxy niż gorszy. Ale ona robi zawsze bez wyjątku, co chce i zawsze wszystko najlepiej więc pytanie "dlaczego" - mija się z celem.
    • bi_scotti Re: Gotowanie wielopokoleniowe 29.08.20, 13:54
      Babcia (maternal) nauczyla sie gotowac od swojej macochy, ktora przed wyjsciem za maz byla taka classic wykwalifikowana kucharka w wielkim domu jakichs austriackich aristocrats. Babcia gotowala wiec swietnie ale sama gotowala dopiero po WWII, bo przed wojna miala kucharke i inne takie tam ... luxuries wink Gdy wiec juz sama gotowala to czasem nie bylo z czego uncertain Niemniej to, co do dzis uwazam za najwazniejsze w jej dzialnosci kuchennej to to, ze w jej kuchni nigdy nic sie nie marnowalo. Planowala, umiala wykorzystywac wszystko, co kupila, zero waste smile Moja wlasna matka od dziecka uwielbiala jedzenie "out" - stolowki, restauracje, bary, mniej lub bardziej podlawe/podejrzane knajpy - to byl miejsca, w ktorych jej smakowalo. Nigdy wiec nie miala ambicji gotowania. Po babci pozostal gruby zeszt przepisow, z ktorego ona nigdy nie korzystala a ja korzystam wylacznie raz na kilka lat gdy mnie najdzie melodia na pieczenie tortu orzechowego bez maki. Bo ja mam tak samo jak moja matka, o czym pisalam juz wiele razy na forum. W zadnym domu, z zadnego ethnic background jedzenie (domowe suspicious) mi tak nie smakuje jak w najobrzydliwszej, najbardziej parchatej jadlodajni gdzies na swiecie wink Kochalam szkolne i studenckie stolowki, nie mialam problemow z jedzeniem wieziennym czy szpitalnym, uwielbialam wrecz old-fashion bary mleczne pachnace przypalonym mlekiem i brudna sciera, jestem milosniczka wszelkiego street food gdziekolwiek na swiecie. Zbior przepisow mojej babci lezy i czeka ... Moj Najmlodszy lubi i umie gotowac (nauczyl sie od mojego meza i na I roku studiow od swojego roommate w akademiku) ale on jest daleko w BC wiec rzadko swoje kreacje z nami dzieli, Najstarsza gotuje niezle ale nie jest to jej hobby, jej maz lubi gotowac ale nie czyta po polsku wiec narazie o kuchennym przekazie pokoleniowym trudno mowic wink Cheers.
      • igge Re: Gotowanie wielopokoleniowe 30.08.20, 00:28
        My też umiemy wykorzystać wszystko, co kupujemy, bez wyrzucania i psucia się. I bez większego planowania i myślenia na zapas. Zero wastebig_grin
        Zupełnie jak Twoja Babcia, Bismile
        I, tu ja już tylko, pod względem frajdy z jedzenia, rozumiem Twoją Mamę i Ciebie. Bo nie tylko wypaśne restauracje ( nie bardzo mnie staćsad na te droższe i najdroższe ) ale jakiekolwiek formy jedzenia "out", na tzw mieście, na wyjazdach bardzo lubię. Wszelakie bary i stołówki, puby, kawiarniane dania też.
        Byle otoczenie czyste i estetyczne.
        Z jedną różnicą - domowe jedzenie, szczególnie dania tradycyjne lub i pracochłonne lu i takie, których nie umiem/ nie znam/ nigdy nie gotowałam - jednak zawsze uważam ( i ja i cała nasza rodzina) za lepsze. Są z reguły smaczniejsze
        Wręcz o niebo smaczniejsze.
        Pewnie gdybym chadzała regularnie do drogich i tylko wysokojakościowych jadłodajni - moja ocena mogłaby być inna i domowe jedzonko ( niekoniecznie przeze mnie zrobionewink )nie byłoby najlepsze na planecie.
        Aczkolwiek jedna rzecz nie zmieniłaby się nawet wtedy z pewnością - jedzenie gotowane własnoręczmie ( nawet domowe lody czy bezy) dla bliskiej osoby jest podarunkiem dla niej, prezentem. Czymś bezcennym i niepowtarzalnym. Jak rysunek dziecinny i figurka z plasteliny, własnoręcznie zrobiona przez dziecko bombka na choinkę, ręcznie zdobiona pocztówka świąteczna z życzeniami, sweter wydziergany na drutach. I dlatego smakuje zupełnie inaczej. Lepiej.
        Ma wartość dodaną. Dużą.
        Jest nieporównywalnie cenniejsze od czegokolwiek kupnego, czegokolwiek z najdroższej nawet restauracji.
        W mojej rodzinie miłość ludzie ( nie tylko kobiety bo śp wujka pamiętam nonstop w kuchni. Przy wekach np. Lepiącego kartacze. Ruskie pierogi.
        Zaglądającego przez uchylone drzwi do mnie z okrzykiem " dzieciaku, czy masz co jeść???!!!??) zawsze okazywali właśnie też przez jedzenie/ gotowanie.
        Niektórzy TYLKO tak umieli miłość okazywać.
        Nawet najbogatszy na świecie ( ok najbogatszy z naszej rodzinywink tongue_out ) wujek pod choinkę w prezencie marzył o słoiku domowych śledzików.

        • bi_scotti Re: Gotowanie wielopokoleniowe 30.08.20, 01:12
          igge napisał:

          > jedzenie go
          > towane własnoręczmie ( nawet domowe lody czy bezy) dla bliskiej osoby jest poda
          > runkiem dla niej, prezentem. Czymś bezcennym i niepowtarzalnym. Jak rysunek dzi
          > ecinny i figurka z plasteliny, własnoręcznie zrobiona przez dziecko bombka na c
          > hoinkę, ręcznie zdobiona pocztówka świąteczna z życzeniami, sweter wydziergany
          > na drutach. I dlatego smakuje zupełnie inaczej. Lepiej.
          > Ma wartość dodaną. Dużą.
          > Jest nieporównywalnie cenniejsze od czegokolwiek kupnego, czegokolwiek z najdro
          > ższej nawet restauracji.

          Eeeee no temu to trudno zaprzeczyc smile
          Wszystkie Mother's Day sniadania podawane mi przez kolejne lata do lozka sa unforgettable smile Przy czym nie znosze jesc w lozku i nie wszystkie French toasts i/lub Belgian waffles byly tak naprawde zjadalne ale przeciez byly najlepsze na swiecie! Podobnie obiad ugotowany samodzielnie przez mojego Sredniego na moje 50 urodziny. Moj syn ma spore ograniczenia motoryczne i na codzien wiekszosc dzialan kuchennych wykonuje jego girlfriend ale na tamte urodziny ona zostala wyproszona z ich domu (wink) i Sredni podzialal. Nie wszystko bylo ... hmmm ... tip-top ale who cares? Najlepszy obiad mojego zycia, bez zadnej konkurencji! Mam jeszcze pare takich wspomnien gdy ktos cos w kuchni wlasnie dla mnie, bo byla special occasion. I takie wspomnienia to sa bardzo, bardzo intymne treasures, ktorych szczerze mowiac, nie lacza nawet z gotowaniem czy ze smakiem potraw - to sa doswiadczenia/wspomnienia wybitnie "out-of-kitchen" wink Ale dzieki za zwrocenie uwagi na ten aspect "domowego jedzenia"! Cheers.
      • mysiulek08 Re: Gotowanie wielopokoleniowe 30.08.20, 07:24
        Bi, dawaj ten przepis!

        Uwielbiam takie zapiski z przepisami, niekoniecznie gotowac
        W rodzinie byl "Kucharz Warszawski" z 1894 czy jakos tak, po prababci chyba, jak ja lubilam czytac te przepisy 😊 ksiazka poszla w swiat razem z rosenthalami...
    • leni6 Re: Gotowanie wielopokoleniowe 29.08.20, 14:57
      Na początku uczyłam się w domu od mamy. Jak się wyprowadzilam to czasem gotowałam ja, czasem przyszły mąż, często jedliśmy na mieście, smaki się zmieniały, przestałam uważać że moja matka dobrze gotuje, teraz to wręcz nie lubię u niej jeść. Gotuje czasami takie dania, które są typowe w rodzinie ze strony matki a nietypowe w rejonie w którym mieszkam, chyba można to nazwać rodzinnymi przepisami.
    • volta2 Re: Gotowanie wielopokoleniowe 29.08.20, 15:10
      u mnie rodzice rywalizują ze sobą w kuchni od zawsze, ojciec był najmłodszym synem, więc najlbiżej do matki i babki mu było, bliźniak bardziej w pole ganiał.
      a on podpatrywał co robi się w kuchni

      do dziś każde z rodziców ma swoją pólke z ogórkami kiszonymi, z grzybkami marynowanymi i mam podziwiać ojcowskie oczywiście

      mama gotowała słabo, nie lubiła tego robić a już nowości i coś więcej niż pieprz sól i papryka to nie dla niej. czasem jakaś koleżnaka poleciła jej czomber...

      ojciec gotował sporo smaczniej, potrafi zapeklować i uwędzić szynki boczki i balerony, lubi i dobrze czuje się w kuchni. a ja przez to wyrosłam na lewusa kuchennego, bo skoro było komu robić?


      uczyłam się więc sama, najwięcej oglądalam makłowicza, potem pomogły przepisy w necie aż w końcu nadszedł youtube i jakoś poszło
    • chatgris01 Re: Gotowanie wielopokoleniowe 29.08.20, 15:18
      Moja Mam gotowała i gotuje (oraz piecze) jak Gastronomiczna Bogini (a półmiski i torty dekoruje jak profesjonalista), uwielbia to robić, i chociaż nigdy, dopóki nie wyprowadziłam się od rodziców (w wieku 23 lat) nie ugotowałam samodzielnie obiadu (no, jeden jedyny raz, pod jej ścisłe dyktando, nazajutrz jak wyszła ze szpitala po operacji), a śniadania dostawałam pod nos do łóżka (oraz opakowane drugie śniadania na wynos), to i ja, i mój brat gotować umiemy dobrze, pewnie dlatego, że od małego zawsze asystowaliśmy jej w kuchni i widzieliśmy, co i jak robi (a także powierzała nam prace pomocnicze, jak ubijanie, mieszanie, siekanie czy obieranie składników).
    • berdebul Re: Gotowanie wielopokoleniowe 29.08.20, 15:30
      Strasznie. Mama lepiej, ale ma pomysły typu gulasz z zupa cebulowa z torebki, albo sałatka z chińskich zupek.
      U mnie w domu je się wege, lub wręcz vegan, slow Food, chleby na zakwasie, bez garmażerki, kostek rosołowych i innych dziwnych wynalazków.
    • jolie Re: Gotowanie wielopokoleniowe 29.08.20, 15:37
      Mam wspólną cechę z matką - nie lubię gotować, ale umiem to robić. Od dziecka siedziałam w kuchni - od poniedziałku do piątku z moją opiekunką spod Lwowa (gospodynią pełną gębą), w weekendy z matką, a w czasie wakacji z babcią (niezrównaną kucharką i gospodynią, do jedzenia własnoręcznie robiła wszystko - od wędlin i chleba, przez nabiał do potraw wigilijnych; dziadkowie mieli własne zwierzęta, drób, ogród, pole, wędzarnię i piec chlebowy). Byłam od dziecka bardzo odpowiedzialna i babcia czy opiekunka angażowały mnie w pracę w kuchni. Babcia gotowała smacznie, ale tradycyjnie, na pewno za tłusto. Ale wszystko było smaczne, bo produkty były pierwszej jakości. Moja matka gotuje już lżej (ale też za tłusto dla mnie), bardzo dobrze piecze (ja tego nie robię prawie w ogóle). Ja na pewno wprowadzam więcej nowości (ale bez przesady, gotuję z rozsądku, nie miłości).
    • lellapolella Re: Gotowanie wielopokoleniowe 29.08.20, 15:42
      Jestem dzieckiem peerelowskich stołówek, w tym kilku haniebnych. W domu gotowało się w niedzielę, był to raczej dopust boży niż frajda dla kogokolwiek. Nikt mnie niczego nie uczył, raczej byłam przeganiana z kuchni, bo było wystarczająco stresująco i beze mniewink W każdym razie, wychodząc z domu, umiałam tylko zagotować wodę na herbatę. Pierwszą ogórkową ugotowałam na świeżych ogórkach wrzuconych do garnka z całą resztą. Nigdy nie czułam się upośledzona z powodu braku podstaw, uważam, że wyszło mi to nawet na dobre, bo nie mam obciążeń i przyzwyczajeń. Kocham gotowanie, jestem w tym naprawdę dobra i twórcza- rzadko mi się zdarza dwa razy zrobić to samo. Nauczyłam się sama.
      • lellapolella Re: Gotowanie wielopokoleniowe 29.08.20, 15:52
        Co do przepisów pokoleniowych, mam stareńką książkę kucharską po babci, jeszcze z jej notatkami. Te przepisy są bardzo passe, nie korzystam z nich, ale wciąż lubię rysunki dotyczące odpowiedniego zachowania przy stole, które stanowią osobny rozdział. Oglądałam je jako dziecko w babcinej kuchni pełnej cudnych zapachów zaśmiewając się do rozpuku i d czasu do czasu podskubując surowe ciasto. Byłam za mała, by czegokolwiek się nauczyć, ale ten klimat i zapachy uważam za swoją rodową spuściznę- po prostu pokolenie moich rodziców stanowi w niej wyrwę;-P
      • cosmetic.wipes Re: Gotowanie wielopokoleniowe 12.09.20, 09:55
        lellapolella napisała:

        > Jestem dzieckiem peerelowskich stołówek, w tym kilku haniebnych. W domu gotował
        > o się w niedzielę, był to raczej dopust boży niż frajda dla kogokolwiek. Nikt m
        > nie niczego nie uczył, raczej byłam przeganiana z kuchni, bo było wystarczająco
        > stresująco i beze mniewink W każdym razie, wychodząc z domu, umiałam tylko zago
        > tować wodę na herbatę

        Do tego momentu myślałam, że piszesz o mnie 😁

        Nie przepadam za gotowaniem, robię to średnio dobrze - tzn technicznie nieźle ale serca w to nie wkładam. Podstaw i sztuczek uczyli mnie mąż i tesciowa.
        Maz gotuję świetnie, ale korzysta z przepisów jak aptekarz, syn ma naturalny talent, bo umie odtwarzać dania, które jadł. Córki do kuchni za bardzo nie ciągnie, chociaż ciasta, ciastka i desery wychodzą jej wyśmienite.
    • eveeveeve Re: Gotowanie wielopokoleniowe 29.08.20, 15:45
      Nauczyłam się sama. jak wyprowadziłam się z domu. Gotowałam dla siebie,potem dla męża i teściowej, z którą początkowo mieszkaliśmy. Przepisy mam z różnych źródeł,modyfikowane po swojemu.
      U mnie w domu gotowała początkowo głównie babcia (pierogi, knedle, własny makaron, krokiety...), potem stery przejął tata. Mama skupia się na ciastach, robi obłędne serniki.
    • marszawka Re: Gotowanie wielopokoleniowe 29.08.20, 15:50
      U mnie babcia gotowała tak sobie, ale nie można jej bylo odmówić umiejętności. Mama ( nie wiem gdzie się nauczyła) gotuje WSPANIALE. Wychodzi jej absolutnie wszystko: gotowanie, pieczenie, smażenie, torty, ciasta, przetwory. Rodzina zamawia u niej ciasta i torty na imprezy. Jest nie do pobicia. Wszystko mi u niej smakuje choć gotuje tradycyjnie po polsku: śmietana, zasmażka. Ale do tego dużo surówek, warzyw więc całość nie jest ciężka. Ja gotować lubię, mama mnie jakoś nigdy specjalnie nie uczyła. Pytam ją po prostu jak czegoś nie wiem i w ten sposób się uczę. Najbardziej lubię gotować jak mam czas, nikt nade mną nie stoi... narazie nierealne. 2 dzieci+ mąż nieogarnięty kuchennie😀
    • kryzys_wieku_sredniego Re: Gotowanie wielopokoleniowe 29.08.20, 16:39
      Obie babcie gotowały bardzo smacznie. Mam ciocie które też dobrze gotują, moja mam robi rewelacyjne zupy ale już drugie dania nie są dobre jeśli chodzi o mięsa. Ja robię z przepisów internetowych, jak widzę, że coś ładnie wygląda i fajne składniki to zawsze wychodzi mi rewelacyjnie. Rzeczy z których nic nie zrobię to groszek konserwowy i kukurydza - ile razy widzę zapiekanki z czymś takim czy zupy to zawsze blllleeeeee.
      Ciasta też robię smaczne bo z przepisu z internetu - wolę kuchnię nowoczesną, nie dla mnie pierogi, placki ziemniaczane, prawdziwe serniki, makowce, mazurki - blleeeeee.
    • mava Re: Gotowanie wielopokoleniowe 29.08.20, 17:05
      ja z domu, gdzie jadło sie w stołówkach szkolnych. Matka pracowała wiec na gotowanie specjalnie czasu nie miała. Choc gotowała, chocby dla siebie czy na niedziele. Mama była sierota (po wojnie) wiec gotowac nauczyla sie sama.
      To były ciezkie czasy PRLu więc skrzydeł nie dało sie rozwinac specjalnie...Kiedy mama cos ugotowała to jadło się do wykończenia, bywało i 3-4 dni. Nie przeszkadzało mi to. Mnie tez nie nauczyla gotować bo nie bardzo było kiedy i jak, a mnie to wisiało - u mnie w domu jadło sie po to, żeby zaspokoić głód a nie odwrotnie, kto by tam zawracał sobie głowę jedzeniem kiedy czasu na to nie było? a to człowiek (dzieciak) siedział w szkole, a to na jakichs zajęciach pozaszkolnych, a w końcu latał po podwórku z dzieciakami (potem mlodzieżą gdzies po miescie...).
      Po "zamażpojsciu" nauczyłam gotowac sie sama, z ksiażek. Nie lubie gotować, nie bawi mnie to, nie sprawia ŻADNEJ przyjemnosci choć staram się, żeby posiłki były urazmaicone (= dostarczały potrzebnych skladnikow).
      Czasem rodzina mnie za cos tam pochwali (smaczne!) ale mnie to nie sprawia zadnej przyjemnosci bo nie lubie gotowac i uważam to za strate czasu.
      Swoje dzieci też od poczatku karmilam z książek (kuchnia dla dzieci 0-6 lat). One z kolei nie chciały jeśc na stołówkach szkolnych wiec gotowałam obiady na każdy dzień i to dwudaniowe.
      Oczywiście, nie wiem jak gotowała moja babcia z powodów jak wcześniej - nie znałam jej.
      ps. knedle z jagodami z mloda kapusta???!!! zastanawiące połęczenie....
      • igge Re: Gotowanie wielopokoleniowe 29.08.20, 18:04
        Jak ktoś ma podobne do Ciebie podejście do gotowania to podziwiam, że zmusza się do traktowania tego jak obowiązek. Przykry lub po prostu obojętny, neutralny.
        Jedna z moich przyjaciółek tak ma - a robi zawsze obiady np też, i nie pracuje zarobkowo teraz. Oni stosunkowo sporo wychodzą do restauracji. Ona bardzo często kupuje gotowce lub części dania gotowe w pobliskich delikatesach. Ale te delikatesy są naprawdę bardzo drogie choć jakość niezła, podejrzewam, że zatrudniają do garmażerki jakieś babcie/ panie z Ukrainy. Mówili mi w tym sklepie, że starsze panie. Jakość warta ceny. Mnie nie stać.
        Kupuję tam tylko od wielkiego święta. Z rzadka łososia za 100 za kg.
        Kiedyś jej matka, tej przyjacióły matka, przyniosła jej jakiś przepis. Leżał na stole kuchennym i ona zrobiła to danie dzieciom. Potem jak kolejny raz babcię zobaczyła powiedziała, że źle przynosić przepisy bo przez nią ( przez babcię i przepis) "narobiła się jak idiotka"!
        Generalnie ona jest obowiązkowa i to całe nielubiane gotowanie jest na jej głowie. Dorosłe dzieci nie pomagają, syn nawet nie wie gdzie herbata leży u niego w domu. Córka ma talent cukierniczy i tym tylko w wolnym czasie się często zajmuje, częstuje rodziców.

        • igge Re: Gotowanie wielopokoleniowe 29.08.20, 18:12
          Druga przyjaciółka też ma tradycyjny podział zadań w domu i gotuje też. Hmmm, dużo można by o tym opowiadać ale skrótowo to ona uważa, że ten kto gotuje, gotuje pod siebie. Tzn że kucharz gotuje tylko to, co lubi i na co ma akurat ochotę. Za nią rzeczywiście chodzą jakieś smaki i wtedy w końcu, to robi, ostatnio np flaki. Bo ma smak na to. Nieistotne czy rodzina też. Mąż jedzenie ma podstawiane pod nos. Zmywa też sama. Ale mąż może chcieć cokolwiek, nie lubić wcale czegoś i nie jest to nigdy uwzględniane w menu.
          Jej dzieci, szczegolnie córa gotują. Często, żeby nie powiedzieć zawsze, zupełnie, krańcowo inaczej i co innego i z innych produktów, robią sami zakupy wcześniej ( lub dają swoją listę) i często razem ze swoimi chłopakami dziewczynami wspólnie i dla swoich znajomych też.
          • mava Re: Gotowanie wielopokoleniowe 30.08.20, 00:08
            znaczy wiesz...ja az tak ortodyksyjna nie jestem...
            Owsze, jestem bardzo obowiazkowa (cos "polegaj jak na zawiszy") i skoro sprowadzilam dzieci na ten swiat to wyszłam z założenia, ze moim psim obowizkiem jest ich zdrowe karmienie. I karmilam. Z tym, że z czasem obowiazki sie rozluźniały. Kiedy dzieciaki juz potrafiły ruszać łapkami (gdzieś gim/LO) to ich sprawą były śniadania i kolacje. Ja tylko obiady gotowalam bo rozumialam, że to wyższa szkoła jazdy.
            Także mężowi nigdy nie robilam "kanapek do pracy". Zmywarke potrafi nastawic.
            Gotuje to, co uważam bo kiedy pytam "co" to i tak nigdy odpowiedzi nie uzyskuje.
            Gotuje bo mam duze wątpliwosci co do jakości stołówkowego jedzenia, szczególnie teraz, kiedy każdy każdego próbuje orżnac. Jak sama gotuje to wiem, co jest na talerzu wiec jakos mam/miałam świadomosc wpływu na zdrowie członkow rodziny.
            I pracuje zawodowo.
            Jednak synowie już sie wyprowadzili (i sami gotuja, jakoś potrafią okazuje sie) a mąz tez ma stosunek ambiwalentny do jedzenia.Jest luzik obecnie chociaż dopiero od 2 mies wiec jeszcze nie ogarniam np. zakupow.
            • lot_w_kosmos Re: Gotowanie wielopokoleniowe 30.08.20, 07:08
              Ja też nie znoszę gotowania, ale gotuję niemal codziennie, bo mam rodzinę do nakarmienia, a mąż nie umie ugotować niczego, nie garnie się i nie znosi tego bardziej ode mnie.
              Ktoś po prostu musi to robić i to jestem ja, bo mimo wszystko pociągnę to dobrze i zdrowo dla wszystkich.

              Gotowania nie da się uprawiać tylko wtedy, gdy się je kocha.
              Gotowanie to jedna z czynności życiowych typu pranie, odkurzanie czy płacenie rachunków, które muszą być wykonywane. I pasje nie są tu jedynym warunkiem wykonywania ich.
              Zresztą mnie nie dziwi niechęć do gotowania. Większość moich znajomych nie znosi tego, to jest czynność rozciągnięta w czasie, zabierająca go, powstaje przy niej bałagan, więc potem trzeba sprzątać. Trzeba wymyślać ciągle co ugotować, trafiać palcem w tyłek ( tfu - w gębę) wszystkim domownikom.

              Naprawdę - pasjonatów gotowania znam baaaardzo niewielu.
              Ale oczywiście tylko na ematce niechęć do gotowania połączona z jednoczesnym wykonywaniem go może budzić szczere zdziwienie....
              • igge Re: Gotowanie wielopokoleniowe 30.08.20, 10:26
                Sorrysad
                Jestem raczej mało obowiązkowa, pewnie dlatego. I migam się od obowiązków nielubianych jak tylko mogęsad
                Sprzątam jednak choć nie cierpię tego bo często muszę po prostu. Nie ma czasem/ często w domu ochotnika.
                Gotowanie, zakupy, sprzątanie - ktoś/ każdy musi.
                Martwiłam się, że jedno z dzieci nigdy nie chadza na zakupy spożywcze, nigdy nie gotuje nic. Jak to będzie z jego samodzielnym życiem. Ale no problem okazało się, ogarnia i robi to z głową i w dodatku ma z tych prozaicznych czynności frajdę, już na swoim. Obsługuje wręcz partnera. Nie wiem tylko jak z szorowaniem regularnym piekarnika?wink
                Szwagierka nie znosi gotować, mówi, że to strata czasu, nigdy nic przez 53 lata nie ugotowała. Ale jedt singielką. Wstawać rano też nie lubi i nie wstaje nigdy, wyjątek jedyny to na samolot ranny pobudka.
                Zawsze ciekawiło mnie czy gdyby miała dzieci, dałaby radę nie gotować i nie wstawać przed 11.
                Nie sądzę ale kto wie
                Nawet pracę zawodową ustawiła pod to wstawanie. Zrezygnowała z wymarzonego dla wielu pracodawcy.
            • igge Re: Gotowanie wielopokoleniowe 30.08.20, 09:22
              smile luzik to podstawasmile
              Luzik, chyba u tej drugiej przyjacióły tylko, to na pewno też jest.
              Nie pracuje zawodowo. To jednak ma znaczenie. I wstaje o 5-6 rano by dorosłemu mężowi to śniadanie podstawić pod nos i zapakować drugie na wynos do pracy. Generalnie regularnie z rodziną pytamy ją od lat czy mężowi ( to fajny chłopak) rączki coś oderwało czy co? Nad dorosłym dzieckiem też jest pełna kontrola i taka nonstop troska o wszystko, o najmniejszy duperelek. Czasem czuję się bardzo złą matką i bardzo złą żoną sama, bo u nas genderowa rodzinka i wszystko odwrotniewink Ale tak sobie myślę, ż ta moja przyjacióła kochana musi po prostu mieć poczucie, że zawsze obowiązek najpierw, potem przyjemności i że ma tych obowiązków zwyczajnie za mało trochę, że ona ma w istocie niewiele obiektywnie pilnej pracy więc potrzebuje mieć ( sztucznie tworzone) poczucie, że pracy jest dużo, zajęta jest niemal zawsze i że prawidłowo troszczy się o dom i o bliskich i że po prostu nadal jest bardzo potrzebna, że jej praca ( w domu) ma sens mimo, że dzieci dorosły. ( dzieci zresztą pomagają np (sprzątają spory dom na pół)
              Ona autentycznie troszczy się i zarządza wszystkim i o wszystkim ( np dzieciach/ mężu/ rodzicach/ teściach/ rodzeństwie swoim) wszystko wie. Oni wszyscy CODZIENNIE odbywają DŁUGIE rozmowy telefoniczne. Nie przeszkadza im taka intensywna częstotliwość.
              U niej w życiu nikt nie śmie wyjąć coś z lodówki z zamrażarki bez jej zgody/ pozwolenia/ planu.
              A mąż jedynak podobno był rozpieszczany/ obsługiwany przez mamę i razem z mamą i tatą mieszkającą babcię i prac domowych nie tykał.
              Znam tego męża, bywam tam codziennie niemal, moim zdaniem, no problem zreformować go bo to przede wszystkim od początku małżeństwa przyjacióła, jeszcze pracując zawodowo, uznała, że jej mąż ma mieć zawsze posprzątane, ugotowane , podane pod nos. I zmyte. ( zmywary nie ma z braku miejsca w kuchni).
              Mąż co prawda siłą jej garnków czy szczoty z rąk nie zabierał.
              Wygodnie im obojgu z takim podziałem obowiązków więc ok.
              Ale ona czasem narzeka i wtedy mam ochotę potrząsnąć nią mocno bo narzeka i jednocześnie sama zorganizowała i kieruje życiem rodzinyn i domem w ten sposób by był ekstremalnie sztywny podział ról i prac na męskie i damskie.
              Nawet wychodząc z domu na kawę dziewczyna zostawia szczegółową instrukcję co zjeść rodzina ma na kolację ( jak mają niepodany pod nos obiad to zapomnij, nie ma żadnej kawy), dodatkowo wvtrakcie wieczoru "out" musi zadzwonić co najmniej raz kontrolnie do domu z instrukcjami.
              Zakupy ogarniają wspólnie ale jak mąż jedzie do marketu sam po spożywkę to dostaje dokładną bardzo listę tego co, jakie i w jakiej cenie ma kupić. I jeszcze przed i w trakcie zakupów konsultacje telefoniczne z żonąwink Dla mnie kosmos.
              Ale są happy, wszystko gra i buczy, po prostu i gotowanie i resztę każdy tak ustawia jak lubi i tyle.
      • ola_fatyga Re: Gotowanie wielopokoleniowe 29.08.20, 21:24
        aerra napisał(a):

        > Jak to knedle z jagodami serwowane z kapustą? Przecież knedle z owocami to dani
        > e na slodko, gdzie tu do tego kapusta?
        >

        Mnie to też zastanowiło...Kapusta z pierogami z jagodami....bleeee
    • igge Re: Gotowanie wielopokoleniowe 29.08.20, 17:36
      Z kosmosubig_grin
      Geny karmienia rodziny odziedziczyłam.
      Matka taka jest, babcia też, choć w mniejszym dužo stopniu była. Wchodziłam w drzwi, a ona biegiem do kuchni.
      Sama też lubię ugościć znajomych czym chata bogata. Mćj mąż mniej. Dzieci karmię z wielką frajdą i męża. Matula do teraz dowozi słoiki z pysznościami przez pół miasta, komunikacją miejską, nieproszona, a nawet często zniechęcana.
      Mama gotuje mistrzowsko. Przesmacznie. Tradycyjnie i nowości, dania z różnych stron świata. Zawsze coś nowego wymyśli, wypróbuje. Myślę, że dużo za dużo wydaje na żarcie. W tym dla nas. Wozi dzieciom ryby na różne sposoby robione, orzechy przeróżne, owoce świeże i dużo sezonowe itd. Niestety czekolady itp też choć często gorzkie z orzechami.
      Nie chciałam nigdy uczyć się od niej. Miałam fazę na ciasta, serniki, szarlotki itp. W ciastach mama też świetna i zapiekankach, tartach warzywnych.
      Lubię bardzo gotować, nigdy nie używam żadnych przepisów choć poczytać, pooglądać zdarza się z przyjemnością.
      Na spontanie😉 dodaję składniki, przyprawy.
      Z przepisu i wtedy raczej dokładnie wg przepisu rzadko i w ramach uszczęśliwienia męża, w ramach prezentu rodzinowego itp gotuję jakieś jego ukochane danie wg tradycyjnej receptury babci/ teściowej/ z netu/ z książki ( mam książki kucharskie, z rzadka przeglądam dla relaksu, inspiracji).
      Fajnie jest jak, od jakiegoś czasu, razem z mężem gotujemy, lub z dziećmi dla ojca. Z mamą nie lubię i nie robię tego bo miałaby tysiąc uwag, poprawek. Mąż co prawda też miewa swoje pomysły, inne od moich. Dlatego jak on gotuje - nie wtrącam się, nie jest zawsze po mojemu, jest inaczej. Z teściową nie próbowałam gotować ona ma zestaw dań li i wyłącznie takich samych od lat. Bardzo tradycyjnie gotuje i nie uwmżywa niemal warzyw, przypraw. Ale to, co ugotuje jest bardzo smaczne. Szkoda, że przestała już przywozić nam ale bywamy u niej.
      Najśmieszniejsze to jest to, że dzieci, które zawsze miały podane gotowe jedzenie - gotują teraz. Jak są pełnoletnie. Córka ma krótki zestaw ulubionych dań i nieważne czy coś jest świeżo ugotowane czy nie - realizuje swoje fanaberie😉. Z koleżanką często. ( Trudno więc u nas cokolwiek planować i zużywać zawartość lodówki zgodnie z terminami przydatności bo każdy robi/ zjada co chce w nieprzewidywalny sposób).
      A syn, o dziwo, choć on nie jest w przeciwieństwie do córki, fanem samodzielności i lubi/ lubił stołową obsługę, zrobił się kucharzem pełną gębą i nawet zwykła herbatka u niego to autorski mix smaków i kolorów. Dużo warzyw, dużo fantazji, pięknie podane, ciekawe i nawet smaczne, zdrowe dania. Z głowy czyli z niczego. Akademia Pana Kleksa😉.
      Ta działalność synowska jest zabawna i jestem zdumiona jak karmi nas i swoją kobietę i zmywa bo on przenigdy nie spojrzał nawet w stronę kuchni czy gotowania. A teraz wyraźnie sprawia mu to frajdę i kombinuje😄.
      • igge Re: Gotowanie wielopokoleniowe 29.08.20, 17:46
        Aha, moja ulubiona teściowa gotuje tradycyjnie i smacznie, z głowy. Tzn chyba z domu wyniosła umiejętności. Nie pytałam. Teściowej mąż nigdy nie gotował. Umiał wstawić ziemniaki i wodę na kawę. Kiedyś podał ok 3 letniemu wnukowi gdy sam z nim został budyń samodzielnie zrobiony bo wnuk prosił. Budyń dziecku nie smakował. Sprawdziłam po powrocie dlaczego - był zimny, woda z proszkiem rozrobiona z torebki, nie zagotował nie wiem czemu, przecież przepis na torebce był. Mąż mój zdarza się gotuje, teraz częściej. Raczej tradycyjnie. Jego siostra bardzo mocno dorosła, jeszcze nie stara - nigdy nie ugotowała, przez całe życie nic i nie zamierza, mówi, że szkoda czasu na gotowanie, po co. Je na mieście, czasem matka coś wciśnie jej minimalnie. Moja mama nie wiem skąd ma talent kulinarny, chyba znikąd ale zapytam aż, czy w domu pomagała prowadzącej dom babci.
    • klaramara33 Re: Gotowanie wielopokoleniowe 29.08.20, 17:42
      Moja mama lepiej teraz gotuje niż kiedyś w pośpiechu po pracy. Nie uczyła mnie gotować, sama się nauczyłam. Moja babcia dobrze gotowała-pyszny rosół z kluskami lanymii, barszcz i dużo potraw ziemniaczanych mniam.
    • katriel Re: Gotowanie wielopokoleniowe 29.08.20, 17:47
      W pokoleniu mojej babci nastapiło zerwanie tradycji. Babcia straciła matkę, zanim zdążyła nauczyć się gotować. Ojciec (mój pradziadek) ożenił się powtórnie, ale macocha z pasierbicą się nie dogadywały i babcia ostatecznie w piętnastym roku życia wyprowadziła się z domu. Poszła piechotą do sąsiedniego miasteczka, gdzie pomieszkiwała kątem u krewnych i pracowała jako pomoc kuchenna w barze szybkiej obsługi. Tak więc, wszystkie tradycyjne rodzinne przepisy, jakich mogłabym ewentualnie nauczyć się od babci i mamy (jej córki), to w rzeczywistości po prostu przepisy z kuchni barowej.
      Po linii męskiej też nic, bo ojciec niegotujący. W sytuacji chwilowego braku kobiety u boku wolałby przez tydzień żywić się chlebem i mlekiem, niż przyrządzić coś samemu.
      • igge Re: Gotowanie wielopokoleniowe 29.08.20, 18:24
        No widzisz, a ja chyba powinnam spisać TRADYCYJNE przepisy i smaki babć, i mamy i teściowej bo babcia moja niestety nie żyje i straciłam szansę.😞
        W przeciwnym przypadku zostaje internet tylko.
        A są ulubione dania babć moich dzieci, których chyba może mi brakować i które będę na pewno wspominać jak odejdą i długo ich na naszym stole nie będzie.
        Chyba, że tak musi być i po prostu wtedy pewien etap naszego życia rodzinnego będzie za nami już i koniec.
        Trudno bez nich będzie. Tzn bez babć. Nie bez dań domowych tradycyjnych i niby oklepanych, zawsze takich samych ( w przypadku teściowej) i zawsze takich samych i zaskakujących też, nowych ale niezmiennie bez wyjątku przepysznych. Mnie zdarzają się wpadki w związku z ciągłym eksperymentowaniem. Zdarza się - efekt nie poraża smakiem. Cóż, jakieś straty muszą być. Wtedy, jak mi nie smakuje, rodzina moja zjada, ja nie. Jem z lodówki coś innego. Mąż nawet te nieudane dania chwali często. I tak, nad czym ubolewa dziecko po czymś, co jej bardzo zasmakuje, nigdy nie robię dwa razy tego samego. Więc kolejnej, takiej samej wpadki na pewno nie będzie😉


    • just_shelly Re: Gotowanie wielopokoleniowe 29.08.20, 18:06
      Umiem ugotować wszystko. Tylko po co?
      Z domu rodzinnego najpiękniejsze smaki:
      Bułka z masłem i żółtym serem plus kakao robione mi przez tatę rano.
      Chleb ze smalcem albo z masłem i miodem, krojony w małe kawałki - robiony mi przez dziadka,
      Einthop? Z duża ilością kminku - babcia
      Smażona kaszanka, duszone ziemniaki i smażona kapusta - babcia
      Chleb z masłem i pomidorem - babcia kolegi
      Rolady i brązowy sos, pyzy, modra kapusta i kompot z wiśni. - babcia.

      Moje dania popisowe:
      Carbonara (bez śmietany)
      Zrazy
      Bigos
      Zupa cebulowa
      Sos kurkowy
      Bolognese
      Pierogi
      Sernik amerykański
      Devolaye
      Naleśniki

      Umiem ramen, umiem z kurczaka zrobić sos pieczeniowy o intensywnym, brązowym kolorze...

      Nie umiem bezy (kwestia piekarnika).
        • mava Re: Gotowanie wielopokoleniowe 30.08.20, 00:27
          no wiesz...moze akurat babci została mloda kapusta więc nie chciała wyrzucać...
          Gdzieś taka anegdota po sieci krazy, że w jakims domu tradycyjnie obcinało sie odnoża indyka (lub innego drobiu) do pieczenia na świąteczny obiad. Robilo tak kilka pokoleń kobiet w rodzinie, uwazajac ze to "tradycja". Koniec końców okazało się, ze protoplastyczyni zwyczaju miala za małą brytfanne po prostu..
          A do mlodej kapustki to jednak wole jakies choćby mlode kartofelki z duzą iloscia kopru - moi faceci + kotlecik
          • lellapolella Re: Gotowanie wielopokoleniowe 30.08.20, 17:57
            Ja zdecydowanie lepiej przyswajam ziemniaki w formie knedli itp wynalazków niż w naturalnej postaci, więc to dodatkowy plus. Babci może i kapustka została, ale wnuczka jednak ma ją w ulubionych- potrzeba jest matką wynalazkubig_grin

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka