ankanka3
01.09.20, 10:09
Drogie emamy, doradźcie proszę, bo mam zupełny mętlik w głowie.
Syn, rocznikowo 5-latek, dostał się do przedszkola. Przedszkole ogólnie bardzo fajne, córka chodziła trzy lata i byla zadowolona, my również.
No ale w obecnej sytuacji, po uslyszeniu o wszystkich obostrzeniach, strasznie sie gryzę czy w ogóle syna posyłać.
Grupa spora, 25 dzieciaków. Zero wyjść, spacerow, uroczystości przedszkolnych. Sala prawie pusta - zabawek prawie nie ma. Przynieść swoich nie mozna. W miarę możliwości utrzymywanie dystansu między dziecmi. Sztywne godziny odbierania.
Oczywiście dochodzi jeszcze kwestia potencjalnego covidu. W przedszkolu rano jest grupa mieszana, dzieci z różnych grup schodzą się do jednej sali (myślalam, ze w tym roku to wyeliminują, ale jednak nie).
Syn z tych raczej nieprzebojowych, wrażliwych, dodatkowo -w zeszlym roku zaliczył nieudany start przedszkolny. Niby jest nastawiony pozytywnie do przedszkola, ale dziś od rana płacz, ze nie chce chodzić. Średnio to widzę wszystko. Chcialam go chociaż posłać na krócej - nie da się.
Najistotniejszym argumentem posłania do przedszkola był kontakt z rówiesnikami, bo tego mu brakuje, ale może się zaraz okazac ze tych relacji nie będzie miał szans normalnie zbudować. Mam wizję porozsadzanych dzieci - każde w swoim kąciku zajmuje się sobą.
Alternatywą jest babcia, ktora zajmuje sie synem od 2 lat. Jest chętna dalej się nim opiekować. Dobrze się z synem dogadują, czas spędzają aktywnie, bawią się, rysują, czytają, chodzą na dlugie spacery. Ponieważ pracuję 3 dni w tygodniu to w pozostale 2 dni syn byłby ze mną.
No i co zrobić? Nie mam przymusu wysłania dziecka do przedszkola. Z drugiej strony ma zaraz 5 lat i wydaje sie ze to czas najwyższy na przedszkole, kontakty społeczne bardzo by mu się przydały. Czy w takiej sytuacji posłalybyście dziecko czy zostawiły pod opieką babci?
Serce mi mowi, żeby odpuścić, a rozum - że to moze ja mam największy problem i jestem typową mamusią dziubdziusia, ktora nie chce rzucic syna na głęboką wodę.
Gdyby nie covid, nie miała bym wątpliwości. Teraz obawiam się, ze przedszkole będzie bardziej "przechowalnią", miejscem średnio atrakcyjnym dla dziecka, a adaptacja będzie utrudniona przez obostrzenia.