Dodaj do ulubionych

A u nas w szkole...

07.09.20, 13:19
Nauczyciele poszaleli😡
Pierwsza lekcja biologii, ocena 3+ za odpowiedź ustną. W ubiegłym roku biologia to była porażka (inna nauczycielka) w ogole nie uczyła. Nie wiem z czego córka była pytana....
Pierwsza lekcja niemieckiego w życiu, ocena 3 za pracę dodatkową (prezentacja w PP) na bardzo dobrym poziomie merytorycznym i wykonaniu.
Az sie boję co bedzie dalej....
Obserwuj wątek
      • saszanasza Re: A u nas w szkole... 07.09.20, 13:22
        jak_matrioszka napisała:

        > Jak córka nie potrafi przekazać z czego była pytana, to może 3+ jest adekwatna
        > lub nadwyżkowa na zachete?

        A może córka jeszcze ze szkoły nie wróciła a informacje mam wyłacznie z dziennika elektronicznego paniusiu mądra?
          • saszanasza Re: A u nas w szkole... 07.09.20, 13:27
            jak_matrioszka napisała:

            > Ale już zdażyłaś naszczekać na nauczycieli, tak na wyrost, paniusiu głupia.

            Nie na wyrost, tylko w odniesieniu do konkretnej oceny. Jeśli nie wiesz, to oceny wystawia się za realizowanie podstawy programowej w danej klasie. Pani jeszcze nie zdążyla tej wyłożyć. Ocena jest z początku lekcji, no ale ty wiesz lepiej, oczywiście, zresztą co innego mogłabym sie po tobie spodziewać.
              • saszanasza Re: A u nas w szkole... 07.09.20, 13:34
                laura.palmer napisała:

                > Może nie uważała na lekcji i nauczycielka zapytała ją o to, o czym przed chwilą
                > mówiła.

                To byłaby dla mnie wtedy jedyna sensowna podstawa do wystawienia takiej oceny😏
                • saszanasza Re: A u nas w szkole... 07.09.20, 13:35
                  saszanasza napisała:

                  > laura.palmer napisała:
                  >
                  > > Może nie uważała na lekcji i nauczycielka zapytała ją o to, o czym przed
                  > chwilą
                  > > mówiła.
                  >
                  > To byłaby dla mnie wtedy jedyna sensowna podstawa do wystawienia takiej oceny😏
                  >
                  >

                  Chociaż w sumie powinnam się cieszyć, ze ta nauczycielka wróciła...jak na ironię, miałam taką nadzieję, przynajmniej ta potrafi nauczyć....
              • saszanasza Re: A u nas w szkole... 07.09.20, 13:38
                jak_matrioszka napisała:

                > "...zresztą co innego mogłabym sie po tobie spodziewać."
                >
                > Nie mam pojecia jakie Ty masz o mnie wyobrażenia, cudze urojenia to zdecydowani
                > e nie moja działka.
                i dzieki bogu, że chociaz od tego potrafisz sie odciąć😏
            • nangaparbat3 Re: A u nas w szkole... 07.09.20, 18:35
              Jak to jaką? Zabiera się dziecku możliwość:
              - pochawalenia się oceną
              - wspólnego cieszenia się z oceny
              - nieinformowania o słabszej ocenie do momentu poprawienia jej
              - wybrania momentu, kiedy samo zechce powiedzieć o ocenie, dobrej czy złej

              Przy zaglądającym w dowolnymm momencie rodzicu dziecko traci kontrolę nad własnymi sprawami.
                  • potworia116 Re: A u nas w szkole... 07.09.20, 18:59
                    Podoba mi się, to co piszesz, Nanga, jest w tym sporo racji, dotychczas nie patrzyłam na to z tej perspektywy. Mam świeżoupieczoną przedszkolaczkę na stanie i wyraźną tendencję do nadopiekuńczości - a ta, wiadomo, kiedyś może się zamanifestować naruszaniem granic.
                    • hosta_73 Re: A u nas w szkole... 07.09.20, 19:43
                      Podobną opinię usłyszałam od znajomej nauczycielki. Powiedziała, że współczuje teraz dzieciom. Kiedyś dziecko, które łapnęło słabszą ocenę miało szansę poprawić ją do wywiadówki. Wówczas taka jedynka nie wyglądała tak źle w otoczeniu kilku pozytywnych ocen. A teraz? Jeszcze nie zdąży dojść do domu a już odbiera telefony od wściekłej lub rozczarowanej ( nie wiadomo co gorsze) matki/ojca. A bywają też rodzice furiaci, że strach do domu wrócić...
                      • ga-ti Re: A u nas w szkole... 07.09.20, 20:24
                        O to to.Też współczuję współczesnym dzieciakom. Nanga dobrze to opisała.
                        Do swoich przed covidem zaglądałam sporadycznie. I się okazywało, że dziecko miało coś tam (konkurs, wydarzenie, coś przynieść) i nauczyciel informował o tym fakcie rodzica i to w starszych klasach, więc dziecko me było niedoinformowane. A ja uważam,że dziecko ma pamiętać o swoim życiu szkolnym, rodzic powinien być informowany o odstępstwach od normy, resztę powie dziecko.
                      • daniela34 Re: A u nas w szkole... 07.09.20, 20:29
                        hosta_73 napisał(a):

                        > Podobną opinię usłyszałam od znajomej nauczycielki. Powiedziała, że współczuje
                        > teraz dzieciom.

                        Moja przyjaciółka jest nauczycielką- powiedziała mi, że kiedyś wstawiła dziecku słabą ocenę (2 chyba) za odpowiedź na lekcji i jeszcze przed końcem tej samej lekcji dostała od rodzica maila z pretensjami (jeszcze dokładnie nie wiedział za co, ale juz miał pretensje). Biedne te dzieciaki.
                        • nangaparbat3 Re: A u nas w szkole... 07.09.20, 20:39
                          Miałam kiedyś lepszą akcję, co prawda w czasach przedlibrusowych jeszcze. Najsłabszej w klasie uczennicy podszedł temat i napisała piękne wypracowanie. Widać było, że o sprawach, o których pisałą, myślała wiele, napisała mądrze, logicznie, dobrym jezykiem. Postawiłam 5 i napisałam entuzjastyczną recenzję. NA drugi dzień ona przychodzi i mówi: Pokazałam tacie, a on powiedział, ze pani się nie zna.
                          Tato inżynier (z całym szacunkiem dla inżynierów, ale, kurczę, nie wtryniam im się w ich robotę, najwyżej w efekt końcowy).
                        • homohominilupus Re: A u nas w szkole... 08.09.20, 08:14
                          daniela34 napisała:

                          > hosta_73 napisał(a):
                          >
                          > > Podobną opinię usłyszałam od znajomej nauczycielki. Powiedziała, że współ
                          > czuje
                          > > teraz dzieciom.
                          >
                          > Moja przyjaciółka jest nauczycielką- powiedziała mi, że kiedyś wstawiła dzieck
                          > u słabą ocenę (2 chyba) za odpowiedź na lekcji i jeszcze przed końcem tej samej
                          > lekcji dostała od rodzica maila z pretensjami (jeszcze dokładnie nie wiedział
                          > za co, ale juz miał pretensje). Biedne te dzieciaki.

                          A jeszcze bardziej biedni ci nauczyciele.
                              • black.emma Re: A u nas w szkole... 08.09.20, 09:08
                                Nanga, mieszasz. To są dwie różne kwestie. To, że rodzic zna ocenę nie musi oznaczać awanturki. Nie znam nauczyciela, który narzeka, że rodzic zagląda na librus, raczej mają pretensje, że rodzice budzą się kilka dni przed wystawieniem ocen i wtedy zaczynają się pielgrzymki i dżihady.
                                • little_fish Re: A u nas w szkole... 08.09.20, 09:15
                                  Dokładnie. Zaglądanie nie oznacza maili do nauczycieli, telefonów z pretensjami do dziecka. Pisać z pretensjami równie dobrze może rodzic, który o ocenie dowiedział się od dziecka
                                • black.emma Re: A u nas w szkole... 08.09.20, 09:21
                                  PS. Jeszcze dodam. Odpuszczając sobie śledzenie librusa trzeba mieć zaufanie do nauczyciela, że nie ograniczy się do wstawiania słabych ocen i dopilnuje, żeby dziecko faktycznie przyswoiło materiał. Po doświadczeniu z "nauczaniem" zdalnym jakoś nie mam co do tego pewności.
                                • nangaparbat3 Re: A u nas w szkole... 08.09.20, 09:27
                                  Rodzice są różni. Nauczycielowie zaglądanie nie szkodzi, o ile rodzic nie reaguje pochopnie, to jasne.
                                  Natomiast nieustające - co praktykuje wielu rodziców - zaglądanie na librusa, używanie usługi - moim zdaniem powinna być zlikwidowana - powiadamiania smsem o każdej zmianie na koncie dziecka, kontrolowanie zapisów na librusie kiedy tylko rodzic - jak tu ktoś pisał - "ma czas i ochotę" - jest wychowawczo bardzo szkodliwe. Informować o swoich wynikach powinno samo dziecko podczas normalnej rozmowy i wtedy, kiedy albo dziecko uzna za stosowne, albo kiedy umówiło się z rodzicami, kiedy siadają razem i wchodzą na librusa.
                                  Albo kiedy nauczyciel z jakiegoś ważnego powodu skontaktuje się i poprosi.
                                  Nie może być tak, że czuwamy nad każdym krokiem naszych dzieci, bo to je strasznie osłabia.
                                  Rozmawiałam wczoraj ze starą nauczycielką, wkurzyła się, zaczęła krzyczeć: co się z nimi dzieje? dlaczego są tacy niedoporni na stres?
                                  No też, między innymi dlatego, że są wciąż obserwowani, kontrolowani,
                                  • black.emma Re: A u nas w szkole... 08.09.20, 09:34
                                    Ale znów pytanie, jak ten nauczyciel ma się skontaktować jak nie przez Librus? Czy szkoła da mi gwarancję, że po miesiącu nie okaże się, że moje dziecko np. nie opanowało całego działu z matmy a oni poszli dalej? Po ostatnim semestrze doskonale widać, że jednak tacy zaangażowani rodzice mają rację, bo gdyby nie oni, to szkoła nie zrealizowałaby podstawy programowej.
                                    • nangaparbat3 Re: A u nas w szkole... 08.09.20, 09:51
                                      black.emma napisała:

                                      > Ale znów pytanie, jak ten nauczyciel ma się skontaktować jak nie przez Librus?
                                      Ależ nie ma żadnych przeciwskazań, żeby rodzic sprawdzał sobie pocztę librusową albo żeby jego prywatna poczta odbierała info, że na librusową coś do niego przyszło.
                                      Niech tylko nie sprawdza co chwilę ocen.

                                      > Czy szkoła da mi gwarancję, że po miesiącu nie okaże się, że moje dziecko np. n
                                      > ie opanowało całego działu z matmy a oni poszli dalej?

                                      A Ty nie rozmawiasz z dzieckiem? Nie opowiada, co było w szkole? Nie prosi o pomoc, kiedy czegoś nie umie? O to chodzi, żeby to wszystko robiło - żebyś wiedziała, co się dzieje, ale żeby dziecko miało wpływ na to, jakie informacje i kiedy do Ciebie dotrą. Żeby dziecko miało jakiś obszar swobody, decyzji.

                                      Po ostatnim semestrze do
                                      > skonale widać, że jednak tacy zaangażowani rodzice mają rację, bo gdyby nie oni
                                      > , to szkoła nie zrealizowałaby podstawy programowej.

                                      Przecież na to wystarczy rozmawiać z dzieckiem o tym, czego się uczyło. Nawet można potraktować to jako rozmowę o świecie, który jest ciekawy i warto go poznawać, albo o doświadczeniach szkolnych samego rodzica, jest milion sposobów.
                                    • alicia033 Re: A u nas w szkole... 08.09.20, 10:08
                                      black.emma napisała:

                                      > Ale znów pytanie, jak ten nauczyciel ma się skontaktować jak nie przez Librus?

                                      np. telefonicznie.
                                      W każdej szkole rodzice zostawiają nr telefonu do siebie.
                                    • alicia033 Re: A u nas w szkole... 08.09.20, 10:10
                                      black.emma napisała:

                                      > Czy szkoła da mi gwarancję, że po miesiącu nie okaże się, że moje dziecko np. nie opanowało całego działu z matmy a oni poszli dalej?

                                      niby czemu szkoła w ogóle mialaby dawać taką gwarancję?
                            • daniela34 Re: A u nas w szkole... 08.09.20, 10:02
                              little_fish napisała:

                              > A co nauczycielowi szkodzi, że rodzice na bieżąco znają oceny?

                              To, że znają na bieżąco nauczycielowi nie szkodzi (dziecku za to może, jesli czuje się nieustannie nadzorowane i kontrolowane- obserwacja Nangi jest zgodna z tym co mówi wielu nauczycieli). To, że wielu rodziców zanim jeszcze dowie się czegokolwiek od dziecka już domaga się wyjaśnień od nauczyciela to już szkodzi. Autorka wątku też jeszcze nie wiedziała dokładnie z czego ocena a już wystosowała opinię, że nauczyciele "poszaleli", ale ograniczyła się do założenia wątku. Natomiast inni rodzi się nie ograniczają. Wypadałoby przynajmniej poczekac na rozmowę z dzieckiem.
                              • black.emma Re: A u nas w szkole... 08.09.20, 10:08
                                A może to i lepiej w przypadku rodziców, którzy się napinają na oceny. Autorka założyła wątek, zamiast napisać do nauczyciela, inny rodzic zdąży ochłonąć zanim dziecko wróci ze szkoły - mniej awantur i nie trzeba czekać na lanie po wywiadówce wink
                              • little_fish Re: A u nas w szkole... 08.09.20, 10:18
                                Owszem, trzeba pogadać z dzieckiem. Natomiast nie widzę powodu żeby zachowanie jednej forumki rozciągać na zachowanie wszystkich rodziców zaglądających do librusa.
                                "obserwacja Nangi jest zgodna z tym co mówi wielu nauczycieli" - a co ci nauczyciele mówią o praktykowanym całe lata wpisywaniem ocen do dzienniczka i oczekiwaniem podpisu?
                                • daniela34 Re: A u nas w szkole... 08.09.20, 12:41
                                  little_fish napisała:

                                  a co ci nauczy
                                  > ciele mówią o praktykowanym całe lata wpisywaniem ocen do dzienniczka i oczekiw
                                  > aniem podpisu?

                                  Nauczyciele, z którymi rozmawiam to mniej więcej moje pokolenie (koleżanki, kuzynka)- przez 12 lat edukacji w szkołach publicznych nikt nigdy nie wymagał ode mnie podpisu rodzica w dzienniczku pod oceną. Dzienniczek był do wpisywania uwag co do zachowania i te faktycznie trzeba bylo podpisywać. W starszych klasach dzienniczek przestał istnieć. Od informacji o ocenach były wywiadówki. Może tylko w mojej okolicy albo w moich latach szkolnych. Ale nawet jeśli ktoś mial dzienniczek to on dawal dziecku czas - nie każdy przedmiot byl codziennie, a nawet jak byl codziennie to dało się przykombinować kilka dni (zapomniałem, mamy nie było, mamie ręka odpadła 😃)
                                  I jak tego podpisu nie przyniósł to dopiero szkoła wdrażała dalsze kroki. Przy czym to nie chodzi o to, żeby nie sprawdzać librusa w ogóle. To, co krytykują nauczyciele to jest to, że rodzice czesto sprawdzają "na żywo". Takie rodzicielskie FOMO.
                • nangaparbat3 Re: A u nas w szkole... 08.09.20, 09:55
                  Nie pojmuję, co za informacje może wysyłać? Coś dziwnego.

                  Chociaż słyszałam nauczycielkę IV SP opowiadającą, że rodzice domagają się wysyłania mailem, co dziecko ma zadane. I ona ulega. To jakieś kompletne nieporozumienie i straszny błąd.

                  Mnie chodzi o nieoglądanie ocen dziecka częściej niż - na przykład, przy małym dziecku - raz na tydzień, wspólnie z dzieckiem i za jego zgodą.
                  • little_fish Re: A u nas w szkole... 08.09.20, 09:58
                    Czy kiedyś wymagano zgody dzieci na zapoznanie się z ich ocenami? Nie przypominam sobie. Dlaczego zatem dla obecnego pokolenia znajomość ocen przez rodziców ma być przyczyną zaburzeń rozwoju?
                  • black.emma Re: A u nas w szkole... 08.09.20, 10:04
                    nangaparbat3 napisała:

                    > Mnie chodzi o nieoglądanie ocen dziecka częściej niż - na przykład, przy małym
                    > dziecku - raz na tydzień, wspólnie z dzieckiem i za jego zgodą.

                    Przecież te oceny się pokazują na głównym ekranie, między informacją o braku obiadu w środę a wysokością składki na wycieczkę. Moje dziecko wie, że jestem na bieżąco, ale jakoś go to nie frapuje za bardzo. Jest tak mało zainteresowany samymi ocenami, że nieraz mi przekazuje, ze dostał gorszą niż w rzeczywistości. Bo mu się wydawało, ze na taką zasługuje. Ja natomiast dzięki komentarzom przy ocenie wiem, z czym ma problem i mu przy okazji podrzucam jakieś zadania.
                  • saszanasza Re: A u nas w szkole... 08.09.20, 13:03
                    nangaparbat3 napisała:

                    > Nie pojmuję, co za informacje może wysyłać? Coś dziwnego.

                    No mi u syna wysłali informacje o zebraniu rodziców. Nie poszłam, bo nie weszłam na librusa i nie odczytałam wiadomości.

                    >
                    > Mnie chodzi o nieoglądanie ocen dziecka częściej niż - na przykład, przy małym
                    > dziecku - raz na tydzień, wspólnie z dzieckiem i za jego zgodą.

                    A dlaczego dziecko ma wyrażać zgodę na oglądanie ocen? Na oglądanie wyników badań rownież czy na sprawdzanie frekwencji też? Dopóki jest niepełnoletnie to ja sprawuję kontrolę nad jego wynikami, oczywiście z czasem coraz mniejszą. Już raz przestałam kontrolować czy mój 17 latek chodzi na korepetycje (bo przecież jest taki dorosły, że mu sie należy po prostu ta „wolność i niezależność”, że po roku okazało się, że na korepetycjach był raz, a pieniadze które mu dawałam poszły na zakup telefonu. Nie będę dyskutować o zachowaniu, bo o tym juz tu było, ale o fakcie, że brak kontroli rodzi nadużycia.
                    • pade Re: A u nas w szkole... 08.09.20, 13:05
                      Sasza, nadmierna kontrola nie uczy prawidłowego zachowania, tylko uczy jak nie zostać złapanym. Kto chce kombinować, będzie to robić, choćbyś na rzęsach stanęła.
                      Trzeba trzymać rękę na pulsie, ale nie popadać w przesadę, typu codzienne wejścia na Librusa.
                        • pade Re: A u nas w szkole... 08.09.20, 13:15
                          Tak Cię ubodło to, co Nanga napisała?
                          Ona postuluje by nauka dziecka była jego sprawą, a nie sprawą całej rodziny.
                          Doskonale wiesz, że ludzie są różni i bardzo często sprawdzenie ocen w Librusie nie kończy się zdobyciem wiedzy przez rodzica, ale i upominaniem, podpowiadaniem co teraz trzeba zrobić albo innymi "dobrymi radami". A czasem po prostu karą.
                          O ile na początku edukacji podpowiedzieć dziecku wręcz należy, o tyle kontynuowanie tego zwyczaju przez lata, skutkuje brakiem wiary w siebie u dziecka.
                          • little_fish Re: A u nas w szkole... 08.09.20, 13:20
                            Nie ubodło, natomiast Nanga pominęła fakt, że ludzie są różni i na podstawie informacji że sprawdzam oceny dokonała analizy moich układów z dziećmi, wpływu na ich rozwój, poczucie odpowiedzialności itp.
                            • nangaparbat3 Re: A u nas w szkole... 08.09.20, 19:20
                              To prawda, uważam, że niezależnie od tego, że ludzie są różni, sam fakt zaglądania - zwłaszcza częstego - do ocen za plecami dziecka, w dowolnym momencie, tylko dlatego, że rodzic poczuł taką ochotę, jest dla jego rozwoju i relacji z rodzicami szkodliwy. Oczywiście tym bardziej, im ono jest starsze. Albo się zbuntuje (i to najlepsza opcja), albo uzna, że kto ma władzę, ten ma prawo.
                  • thea19 Re: A u nas w szkole... 08.09.20, 13:23
                    ano wysyłają, że nagła zmiana sali, że nie ma jakiegoś nauczyciela i jest zmiana planu, że trzeba przynieść coś tam, że zebranie, wycieczka, składka, pomijam już milion wiadomości nt konkursów.
                  • slonko1335 Re: A u nas w szkole... 10.09.20, 11:26
                    >Nie pojmuję, co za informacje może wysyłać? Coś dziwnego.
                    no to zobacz ten wątek i co na ten temat sądzą nauczyciele jak czesto ten dziennik powinien być sprawdzany
                    forum.gazeta.pl/forum/w,567,168807701,168807701,Szkola_kartkowka.html#p168808210
                  • daniela34 Re: A u nas w szkole... 08.09.20, 12:48
                    little_fish napisała:

                    > Jak ja chodziłam do szkoły wymagany był podpis pod oceną. Zwłaszcza taką, która
                    > wymagała poprawy

                    U mnie nie. Co więcej- u mnie nie było "ocen wymagających poprawy". Oceny można było poprawić. Ale jak ktoś nie poprawił to nie poprawił. Miał 1, która to wliczała się do sredniej ocen.
                          • daniela34 Re: A u nas w szkole... 08.09.20, 19:05
                            little_fish napisała:

                            > No, a mnie czasem musiał się dowiedzieć tego samego dnia

                            Ale nadal to dziecko mówiło rodzicowi, wybierało sposób i porę. Czasem mogło przykombinować . Teraz rodzic dowiaduje się poza dzieckiem i zdaje się, że jest możliwe, że wcześniej od dziecka. Czy jak wejdziesz i sprawdzisz raz na jakiś czas ocenę dziecka to stanie się coś strasznego? Nie. Nie ma podstaw do wysuwania wniosków o tobie, dziecku i waszej relacji. Ale coś jest na rzeczy, jeśli niezależnie od siebie różni nauczyciele z różnych miejsc w Polsce wskazują na problem dzieci poddanej totalnej kontroli.
                            Aaa, żeby nie było- wspołwinna jest tu szkoła, nauczyciele i nawet sama konstrukcja dziennika el.
                            • little_fish Re: A u nas w szkole... 08.09.20, 19:20
                              Teoretycznie mogło. W praktyce byli rodzice, którzy po powrocie z pracy/ szkoły oczekiwali okazania dzienniczka.
                              Ja po prostu nie widzę powodów, dla których moje dzieci miałyby kombinować i ukrywać oceny. Może tutaj leży sedno problemu, który w widzicie
                              • daniela34 Re: A u nas w szkole... 08.09.20, 19:46
                                little_fish

                                > Ja po prostu nie widzę powodów, dla których moje dzieci miałyby kombinować i uk
                                > rywać oceny. Może tutaj leży sedno problemu, który w widzicie

                                No ale właśnie o to chodzi. Twoje dzieci nie mają powodu, żeby kombinować i ukrywać. One po prostu ci powiedzą o tych ocenach. Albo same z siebie, albo-zapytane. I dlatego też nie uważam, że jak wejdziesz i sprawdzisz to stanie się jakaś tragedia. Normalna dynamika rodzinna. I tak to na ogół hula w fajnych, normalnych rodzinach. Tyle, że ten dziennik to jest narzędzie też dla rodziców, którzy może są poza tym calkiem przyzwoitymi ludzmi, ale mają taki czy inny problem z kompetencjami rodzicielskimi i podejściem do nauki dziecka.
                            • nangaparbat3 Re: A u nas w szkole... 08.09.20, 19:29
                              Aaa, żeby nie było- wspołwinna jest tu szkoła, nauczyciele i nawet sama konstrukcja dziennika el.
                              O właśnie. Człowiek wykorzystuje możliwości. Dziennik to biznes, OK, ale nie sądzę, żeby projektując go konsultowano się z poważnymi psychologami. A to jest potężne narzędzie, mające wielki wpływ na system uczenia i na relacje. Po wprowadzeniu dziennika elektronicznego szkoła się zmieniła, siłą rzeczy ma to wpływ na dzieci.
                              Nie wiem czy doczytałaś, można sobie zażyczyć funkcji smsowego informowania o każdej zmianie na koncie dziecka. Czyli dzieciak jescze nie przeszedł od tablicy do ławki, a rodzic już wie. Klient płaci, klient ma.
                              • daniela34 Re: A u nas w szkole... 08.09.20, 19:35

                                > Nie wiem czy doczytałaś, można sobie zażyczyć funkcji smsowego informowania o k
                                > ażdej zmianie na koncie dziecka. Czyli dzieciak jescze nie przeszedł od tablicy
                                > do ławki, a rodzic już wie. Klient płaci, klient ma.


                                No właśnie wiem. Tej opcji nie powinno być w odniesieniu do ocen. Ok, inne powiadomienia tak (czasem są jakieś sprawy pilne, niech będzie). Ale dlatego właśnie nazwałam to rodzicielskim FOMO (fear of missing out). Są rodzice (nie jeden, nie wyjątki), którzy autentycznie, nawet bedąc w pracy natychmiast sprawdzają każde takie powiadomienie i natychmiast reagują, co nawiasem mówiąc, jest też obciążające psychicznie także dla nich.
              • pade Re: A u nas w szkole... 08.09.20, 11:37
                nangaparbat3 napisała:

                > Jak to jaką? Zabiera się dziecku możliwość:
                > - pochawalenia się oceną
                > - wspólnego cieszenia się z oceny
                > - nieinformowania o słabszej ocenie do momentu poprawienia jej
                > - wybrania momentu, kiedy samo zechce powiedzieć o ocenie, dobrej czy złej
                >
                > Przy zaglądającym w dowolnymm momencie rodzicu dziecko traci kontrolę nad własn
                > ymi sprawami.

                Zgadzam się z Tobą i dlatego na Librusa zaglądam 4-5 razy w roku, jak już muszę.
                • pade Re: A u nas w szkole... 08.09.20, 11:45
                  Dodam jeszcze, że ustawiczne śledzenie Librusa powoduje dzielenie odpowiedzialności za naukę między rodzica a dziecko.
                  Ja wiem, że zaraz się pojawią oburzone głosy, że przecież rodzic jest odpowiedzialny. Owszem jest, ale w stopniu adekwatnym do wieku. Inaczej wychodzą jakieś koszmarki jak u Yuki, która nie może pozwolić synowi na ponoszenie odpowiedzialności za spóźnienia, bo sama zostanie pociągnięta do odpowiedzialności.
                  Czego to właściwie ma uczyć? "To nie ja, to mama zapomniała"?
                  • nangaparbat3 Re: A u nas w szkole... 08.09.20, 19:38
                    Słyszałam o rodzicach, którzy każą sobie pisać, "co mamy zadane".
                    Ale to też pochodna nieudolności szkolnictwa. Nie ma metodyków, którzy byliby w stałym kontakcie z nauczycielami, doradzali. Przestano organizować konferencje metodyczne (tak mi przynajmniej dzisiaj powiedziała koleżanka-matematyczka). Braki metodyczne nauczycieli uzupełniają najpierw sami rodzice, potem korepetytorzy, pół biedy, jak dobrzy.
      • saszanasza Re: A u nas w szkole... 07.09.20, 13:25
        kryzys_wieku_sredniego napisał(a):

        > My 3 klasa sp. I już jesteśmy po 3 pracach domowych, dzisiaj na librusie już s
        > ą kolejne 2 zadania domowe ... bajecznie.
        > Prawie jak przy nauczaniu zdalnym ;P
        > Myślę że ten semestr będzie straszny, bo nadrabiają.

        Pytanie, czy to da sie nadrobić, w przypadku biologii to raczej niemożliwe. Dzieci się nie uczyły, jedynie wykonywały „prace dodatkowe” właśnie.
        • kornelia_sowa Re: A u nas w szkole... 07.09.20, 13:40
          Nie, raczej nadrobić sie nie da w szkole. Wiecznie brakuje czasu na bieżacą klasę.

          U nas anglistka olała zdalne, a teraz przez 2 lekcje graja w jakieś durne gry zamiast nadrobić lub chociaż bieżących zaległości nie mieć.
          Już zbieramy się z rodzicami i jutro piszemy do dyrekcji -każdy ze swojego konta, zeby było więcej wyrazów niezadowolenia.
          Tak tu radzi ematka- interweniować i domagac sie żeby dyrekcja przywołała do porządku.


          Jesteście w 7 klasie zapewne- czyli Twoje dziecko na egzaminie 8 klasisty będzie oprócz polaka, matmy i angielskiego zdawać też wybrany przedmiot.

          Jak nie wybierze niemieckiego lub chemii, tylko historię geografię czy biologię, to przyzwyczajaj córkę do mysli, ze raczej musi to sama nadrobić jednak

          • saszanasza Re: A u nas w szkole... 07.09.20, 13:50
            kornelia_sowa napisała:

            > Nie, raczej nadrobić sie nie da w szkole. Wiecznie brakuje czasu na bieżacą kla
            > sę.
            >
            > U nas anglistka olała zdalne, a teraz przez 2 lekcje graja w jakieś durne gry z
            > amiast nadrobić lub chociaż bieżących zaległości nie mieć.
            > Już zbieramy się z rodzicami i jutro piszemy do dyrekcji -każdy ze swojego kont
            > a, zeby było więcej wyrazów niezadowolenia.
            > Tak tu radzi ematka- interweniować i domagac sie żeby dyrekcja przywołała do po
            > rządku.
            >
            >
            > Jesteście w 7 klasie zapewne- czyli Twoje dziecko na egzaminie 8 klasisty będzi
            > e oprócz polaka, matmy i angielskiego zdawać też wybrany przedmiot.
            >
            > Jak nie wybierze niemieckiego lub chemii, tylko historię geografię czy biologię
            > , to przyzwyczajaj córkę do mysli, ze raczej musi to sama nadrobić jednak
            >

            Tak w siódmej, ona zastanawia sie nad biologia (właśnie) i geografią. Nie mam pojecia czy będzie ogarniała chemię, fizyki raczej nie pokocha, historii nie chce zdawać chociaz łatwo jej przychodzi nauka.
            • kornelia_sowa Re: A u nas w szkole... 07.09.20, 14:22
              Moj jest w 6 i też raczej biologia ( z historią u nas identycznie-jest najlepszy w klasie, ale to nie to).
              Mówił o tym już rok temu i uczył sie sam (porządnie) tej biologii. Zaległości raczej nie ma. Nie mieliśmy też ani cienia nadziei że to nadrobią. Bo niby kiedy?

              Z biologii mieli jedną lekcję online, a reszta słynne emaile- przeczytajcie rozdział i się go nauczcie smile
              • saszanasza Re: A u nas w szkole... 07.09.20, 15:36
                kornelia_sowa napisała:

                > Moj jest w 6 i też raczej biologia ( z historią u nas identycznie-jest najleps
                > zy w klasie, ale to nie to).
                > Mówił o tym już rok temu i uczył sie sam (porządnie) tej biologii. Zaległości
                > raczej nie ma. Nie mieliśmy też ani cienia nadziei że to nadrobią. Bo niby kie
                > dy?
                >
                > Z biologii mieli jedną lekcję online, a reszta słynne emaile- przeczytajcie roz
                > dział i się go nauczcie smile

                Ta kobieta od biologii którą aktualnie mają jest zdecydowanie lepsza od poprzedniej (chociaz też mnie wkurza), ale i tak cieszę sie że wróciła. Mnie sie wydaje, że najbardziej istotne sa dwa ostatnie lata podstawówki, czyli klasa 7 i 8
                • kornelia_sowa Re: A u nas w szkole... 07.09.20, 15:41
                  Nie bardzo. Na egzaminie obowiązuje materiał ze wszystkich klas.
                  W 6 klasie na biologi jest świat zwierząt. No, nie wierzę, zeby to nie było istotne. W 5 klasie komórki- mega ważne.
                  No, ale oczywiście moze się fuksnąć.
                  • saszanasza Re: A u nas w szkole... 08.09.20, 12:42
                    kornelia_sowa napisała:

                    > Nie bardzo. Na egzaminie obowiązuje materiał ze wszystkich klas.
                    > W 6 klasie na biologi jest świat zwierząt. No, nie wierzę, zeby to nie było is
                    > totne. W 5 klasie komórki- mega ważne.
                    > No, ale oczywiście moze się fuksnąć.

                    No to trzeba mieć nadzieję, że córka chemie ogarnie, ewentualnie na korki ją zapisać🙈
          • nangaparbat3 Re: A u nas w szkole... 07.09.20, 18:21
            U nas anglistka olała zdalne, a teraz przez 2 lekcje graja w jakieś durne gry zamiast nadrobić lub chociaż bieżących zaległości nie mieć.
            Trzeba było pisać do dyrektora, że olewa zdalne.
            Natomiast granie w gry jak najbardziej mieści się w metodyce nauczania języka obcego, na każdym poziomie, i raczej dobrze świadczy o nauczycielce, że w ten sposób zaczyna pracę w nowym roku szkolnym.
            • kornelia_sowa Re: A u nas w szkole... 07.09.20, 20:40
              Tak? Gry na poziomie słownictwa i trudności z poziomu klasy 2sp w klasie 6? Przy niezrealizowanym programie klasy 5 zajmuje się durnotami?
              Zostały im 2 rozdziały książki z 5 klasy. Nie ma czasu na bębnienie kolorów cała lekcję. Opanowali to dawno.

              Jak.pisalusmy do dyrekcji, to rzekomo Pani luzowala bo.uczniowie mieli problemy z dostępem do.komputerów i stąd brak.lekcji.
              Pech że się zgadalismy. Nikt takich zażaleń nie składał.
              Wyjaśnimy na pewno. I będzie skarga za skargą.
              I albo ona zmieni podejście do pracy albo zmienia ją.

              I bez tekstów, że nikogo nie znajdą. Spokojnie.
              A nawet jak nie, to co za strata. Brak lekcji zamiast nicnierobienia na lekcji?

                • kornelia_sowa Re: A u nas w szkole... 07.09.20, 21:54
                  Syn mi zdał szczegółową relację. Na czym polegała gra.
                  Pani mówiła kolor po polsku. Uczeń miał powiedzieć po angielsku. I podać po angielsku jakiś przedmiot w tym.kolorze.

                  Rozpisuję
                  Pani-czerwony
                  Jasiu-red
                  No, Jasiu przykład czegoś czerwonego
                  Jasiu -Strawberry

                  6 klasa SP

                  Jestem bardziej niż zainteresowana tym co się dzieje na angielskim po tej udawanej pracy pani nauczycielki w trakcie zdalnego nauczania.
                  Przyglądam się i dopytuję, żeby mieć mocne argumenty w czasie rozmowy z dyrekcją.

                  Ale nanga Ty wiesz lepiej prawda?
                  Już założyłaś że uwzięlam się i nie kumam zawiłości dydaktycznego talentu Pani.


                  • nangaparbat3 Re: A u nas w szkole... 07.09.20, 22:31
                    Nie wiem, czy się uwzięłaś, ale zawzięłaś się na pewno.
                    Pisz.
                    Jak solidna szkoła, to jej zrobią hospitację, a może i zaproszą metodyka.
                    A przypomniała mi się taka pani, co to ją spotykałam na zebraniach w gimnazjum mojej córki (niepublicznym). Dzieci miały rewelacyjnego polonistę, a ta pani na każdej wywiadówce wystepowała z zarzutami, zwłaszcza że nie po kolei przerabiają lektury i nie dość szybko.
                    Może to niesłuszna analogia i Wasza anglistka jest naprawdę leniwą i tępą dzidą, tego nie mogę wiedzieć, fakt.
                    • kornelia_sowa Re: A u nas w szkole... 08.09.20, 10:11
                      A ja nanga, mogę opierać swoją opinię jedynie na faktach.
                      A fakty sa takie
                      -od marca- kilkakrotnie odwoływane zajęcia online (które ruszyły tak naprawdę pod koniec maja!!!!!), wcześniej tylko emaile- wypełnijcie stronę nr 44444 w ćw. -na cały tydzień!!!polecenie- jedna strona w ćwiczeniach.
                      - nie przerobili 25% materiałuu wcale -2 ostatnich rozdziałów w ksiązce- rozdziałów było 8
                      - mieli obiecane, ze nadrobią we wrześniu - a tymczasem- jak wyżej
                      -nie dość że nie nadrabiają, to jeszcze nie ruszają z bieżacym programem. Zauważ, ze czasy są jakie są i w kazdym momencie może być tfu tfu przerwa, czyli znowu zaległości


                      Tak, zawzięłam się i wielu rodziców też. DOść tego. Dość olewania swojej pracy, bo w tym momencie to wymusza na nas konieczność korków (egzamin 8 klasisty nas obowiązuje jednak)
                      Na bank uczysz, bo widać, ze wypierasz fakt, ze nauczyciel może nie być dobry i od razu przytaczasz przykład roszczeniowej mamy.
                      Podtekst twojej wypowiedzi jest taki, ze zapewne się nie znam.

                      Ja nie mam innych wymagań niż realizacja programu- ona nawet miła nie musi być.


                      A co do skarg do dyrekcji, nanga. Błagam cie. W szkole znajomych była taka rozdarta matematyczka, ale tak rozdarta na maxa.
                      Po skardze na lekcję przyszła pani dyrektor. I napisała potem do rodziców, ze opisywane przez nich sytuacje nie miały miejsca (pani nie krzyczała na dzieci). Kurtyna w tym teatrzyku. Jakie to dziwne, ze nauczycielka nie darła się na dzieci przy dyrektorce, prawda?
                      Nie badzmy śmieszni.
                      Myslisz, ze podczas hospitacji lekcja będzie wyglądać tak samo jak zazwyczaj?

                      hahahahahaha
                      • arwena_11 Re: A u nas w szkole... 08.09.20, 12:29
                        Kornelia - bo dyrektorka nie powinna być na lekcji, tylko postać pod klasą - jak pani nie wie, że jest obserwowana.
                        Lata temu jak moje dzieci były w przedszkolu przyszła nowa pani. Moja córka po kilku dniach przestała chętnie chodzić. Pierwsze dwa razy wzięłam za tęsknotę za bratem ( był w innej części ). Ale zadzwoniła do mnie mama jednej z dziewczynek i zapytała czy moja córka coś mówiła o nowej pani. Nic nie mówiła, ale jak ją odebrałam z przedszkola to popytałam co i jak. No i pani krzyczy, jest nie miła. Zapytałam czy na nią krzyczała. No nie, ale krzyczała na X i Y - bo biegali a ona miała na biurku gorącą herbatę. No i tu mnie już trafiło. Do tej pory nigdy nie było biurka w sali, panie nie piły gorących napojów.
                        Na drugi dzień zostawiłam córkę i poczekałam za drzwiami. No i nie minęło 10 minut jak usłyszałam jak pani wydziera się na dzieci. Poszłam do dyrektora i poinformowałam go, że jeżeli pani jeszcze raz wydrze się na dzieci - to zrobię taki dżihad, że nie będzie miał co zbierać. On najpierw zaczął, że przesadzam, że na pewno nie - bo ona jest super, wcześniej uczyła w szkole itd. Kazałam mu iść ze sobą pod salę i posłuchać. Wystarczyło 5 minut. Już nie pamiętam czy pani dotrwała do końca tygodnia - ale na pewno w następnym była już nowa pani.

                        Żadna zapowiedziana wizytacja, czy lekcja że nauczyciel wie iż jest obserwowany - nie ma sensu. Bo wtedy się pilnuje.
                    • arwena_11 Re: A u nas w szkole... 08.09.20, 12:17
                      nangaparbat3 napisała:


                      > Jak solidna szkoła, to jej zrobią hospitację, a może i zaproszą metodyka.

                      a wcześniej ją o tym poinformują i dadzą czas na przygotowanie super hiper lekcji, której nigdy normalnie by nie przeprowadziła big_grin, big_grin
                      • kornelia_sowa Re: A u nas w szkole... 08.09.20, 12:44
                        Dokładnie tak.
                        Poza tym, na litość boską. Ja nauczyciele pracują iks lat w tej samej szkole z tą samą dyrekcją, to są to czesto po prostu bdb koleżanki.
                        Zdarza się ze utrzymują kontakty towarzyskie poza pracą- i nagle Krysia Jadzi będzie brużdzić? Litości
      • jak_matrioszka Re: A u nas w szkole... 07.09.20, 13:29
        Możesz mi powiedzieć czego sie właściwie spodziewasz po szkole? Tygodnia wprowadzajacego, bez nauki i prac domowych? A może apeli i spotkań z klasa i nauczycielami na gruncie oficjalnym i towarzyskim do końca września?