Dodaj do ulubionych

No i co zrobić?

15.09.20, 13:01
Jest sobue rodzina. Rodzice kochają łażenie po górach, w szczególności lubią Bieszczady i tak sobie rok rocznie jeździli z dzieciakami w Bieszczady, łazili całymi dniami po szlakach i byli szczęśliwi. Aż któregoś roku ich 12 letnia córka poryczała się na szlaku, ze ona nienawidzi gór, nie chce chodzić, ma już dość i juz nigdy więcej nie chce usc na żadnąpiesza wycieczkę.
Rodzice myśleli ze to zmęczenie i nuda. Zabawili młodą, sprawa przyschła.
Pół roku później, znowu planowali Bieszczady, córka kategorycznie odmówiła wyjazdu, i powtórzyła ze nienawidzi gór.

Co byście zrobili na miejscu rodziców, odpuścili? Czy naciskali na wycieczki mimo ze dziecko nie chce, nie lubi i płacze ?
Obserwuj wątek
    • mia_mia Re: No i co zrobić? 15.09.20, 13:06
      Też nie lubię chodzić po górach, jakby mi ktoś ciągle kazał tam jeździć i jeszcze łazić też bym się załamała.
      Niech dziecko wybierze gdzie pojadą tym razem.
      • bergamotka77 Re: No i co zrobić? 15.09.20, 13:26
        Dokładnie - ja też nie lubię. Nachodzilam się na obozie wędrowny gdy bylam w jej wieku i szczerze nie znoszę tego zmęczenia aż do mdłości po większych podejsciach. W górach chodzę po dolinkach oraz jeżdżę na nartach. Ja bym odpuściła dziecku. Za chwilę podrośnie i będziecie mogli sami sobie chodzić po górach.
        • ggrruu Re: No i co zrobić? 15.09.20, 13:58
          Ja uwielbiam. Zawsze uwielbiałam, a rodziców mam raczej stacjonarnych, więc może na zasadzie przeciwieństwa. Obozy wędrowne - tak! Teraz czekam z solidniejszymi wycieczkami, aż dzieci podrosną. Ale zabieramy w góry maluchy. Mam nadzieję, że się wkręcą smile Starsi bardzo lubią
          • hanusinamama Re: No i co zrobić? 15.09.20, 16:30
            Ale sama to polbiłas, sama wybrałaś jak juz byłaś starsza...a nie byłas ciągania po górach w kazdy urlop. Pamietam jak na studiach chcielismy w góry pojechać...i wygkręciło sie parę osob, okazało sie ze w dziecinstwie rodzice ich tak "miłością do gór zarażali"...ze sie zrazili na zawsze.
      • jolie Re: No i co zrobić? 15.09.20, 15:07
        Dołączam. Nienawidzę chodzić po górach, a mieszkam w Krakowie. Mąż lubi - wiem, że nie jest zadowolony, że ja nie lubię. Jeśli już gdzieś pojadę, to tylko po to, żeby stracić kalorie, ale nie mam w tym przyjemności (coś jak bieganie). Wyjazd pod namiot również jawi mi się jako koszmar, mąż jeździ tylko z synami, wołami mnie tam nie zaciągną. On za to nie umie i nie lubi tańczyć, ja kocham, zatem jesteśmy kwita😀.
    • kyrelime Re: No i co zrobić? 15.09.20, 13:08
      Pogadałabym ze wszystkimi członkami rodziny o ich wakacyjnych oczekiwaniach i spróbowała jakis kompromis wypracować. Zmuszanie spowoduje jeszcze większą nienawiść do gór, a chyba nie to chcieli rodzice zaszczepić?
    • aagnes Re: No i co zrobić? 15.09.20, 13:16
      naprawde co wątek to dowód na glupote i egoizm ludzi. jak mozna kazac dzieciakowi lazić w kółko po tych samych górach? 90% dzieciakow uznaje to za smiertelnie nudne i tak i albo pozniej samemu lapie bakcyla albo ma obrzydzona kwestie na zawsze, co za idioci. jakby mnie ktos ciagał na sile po dajmy na to kosciolach i muzeach to zatlukłabym pierwszym lepszym eksponatem.
      • waleria_s Re: No i co zrobić? 15.09.20, 13:27
        100/100
        Jak nastolatka płacze, odmawia wyjazdu, to jest jasny sygnał, że odpuszczamy, jak można w ogóle brać pod uwagę zmuszanie. Druga sprawa jest taka, że to wiek dojrzewania i zwyczajnie 24h na dobę w wakacje non stop z rodzicami (i to jeszcze na szlaku) jest średnio atrakcyjne. Nie można córce poszukać obozu?
      • odnawialna Re: No i co zrobić? 15.09.20, 13:52
        Ja się dziwię, że rodzice nie wpadli na to, że same góry w tym wieku nie są atrakcją. W tym wieku towarzystwo rówieśników, aquaparki, animacje, stragany. Taka prawda. Moja jeździ w góry na zasadzie przed południem łażenie aby dojść w fajne miejsce, po południu termy. I jeździ z mężem, bo ja nie lubię gór, to znaczy lubię, ale nie chodzić 😜 Mąż mógłby łazic dniami i nocami, ale dostosowuje się do córki.
        • droch Re: No i co zrobić? 15.09.20, 14:29
          > W tym wieku towarzystwo rówieśników, aquaparki, animacje, stragany.

          Jakby patrzeć jedynie pod kątem atrakcyjności, to także fastfood, gry komputerowe oraz jaskrawy makijaż...
          • odnawialna Re: No i co zrobić? 15.09.20, 17:46
            Ależ oczywiście, że tak, dlatego na wakacjach jadamy fastfoody i pozwalamy grać w gry bez specjalnego limitu. Makijaz jeszcze się nie pojawił, ale kolorowe włosy już tak i też pozwalam na wakacjach, w końcu wakacje od tego są. Ma być fajnie i na luzie.
        • aerra Re: No i co zrobić? 15.09.20, 14:32
          > W tym wieku towarzystwo rówieśników, aquaparki, animacje, stragany. Taka prawda.
          Taka prawda, to mocno względna.
          Mój by kategorycznie odmówił współpracy przy takich atrakcjach (no, moze same aquaparki to tak, ale bez tej reszty tongue_out)
          • odnawialna Re: No i co zrobić? 15.09.20, 17:52
            Moja też odmawia współpracy przy animacjach przez pierwsze 2-3 dni, potem ją zazdrość zżera, że inni tak fajnie się bawią i dołącza. Ja mam dziewczynę, stragany z pierdołami to atrakcja jakich mało. Mogalby wszystko wykupić. Ja z kolei nie cierpię tłumów, więc wybieram opcję, żeby wilk był syty i owca cała. 2 wypady na stragany w czasie wyjazdu muszą być.
            • aerra Re: No i co zrobić? 15.09.20, 21:03
              Mój oddycha z ulgą, że nikt go do tego nie zmusza wink
              Stragany również - nawet jak jedzie na wycieczki klasowe, to jeszcze się nie zdarzyło, żeby przywiózł jakieś pierdoły, co najwyżej kupi sobie coś do picia, czy (bardzo sporadycznie) jedzenia. Zazwyczaj całą kasę przywozi do domu.
      • hanusinamama Re: No i co zrobić? 15.09.20, 16:32
        Dokładnie. Mam kolege wielbiciela gór. Dzieci zabrła 2 razy (raz miały mniej niz 10 lat) drugi były juz nastolatkami...tylko zeby pokazać. Sam mówi ze pokochał góry na studiach, sam je sobie wybrał i ze ostatnią rzeczą jaką chce to zniechęcić dzieci do gór corocznym wyjazdem w góry.
    • joxanna1 Re: No i co zrobić? 15.09.20, 13:18
      To trochę jak u nas.
      Nie ciągaliśmy dzieci w góry bo wyglądało na to, że lubią to mniej, niż my. Wakacje były gdzieś nad jeziorem morzem, ale od kilku lat zawsze we wrześniu na kilka dni jedziemy we dwójkę, bez dzieci w góry.

      Dość szybko okazało się, że dzieci lubią morze i jeziora, ale góry też i mają frajdę z chodzenia - i już byliśmy razem znów w Sudetach, Bieszczadachsmile. Ale nasz wyjazd wrześniowy, bezdzietny pozostał i jest wspaniały.
    • mona-taran Re: No i co zrobić? 15.09.20, 13:22
      Oczywiście że nie zmuszałabym dziecka do łażenia po górach skoro tego nie lubi.
      Może sobie wybrać obóz zgodny z jej zainteresowaniami a rodzice w tym czasie niech sobie łażą na zdrowie jak muszą.
    • piekna_remedios4 Re: No i co zrobić? 15.09.20, 13:23
      o, mam podobny kłopot - jeżdziłabym 3-4 razy w roku w ciepełko, tzn latała, bo to uwielbiam. Tymczasem moja córka odmawia świątecznego wyjazdu zagranicę, bo twierdzi, że boi się latać i wgl męczy ją taka długa podróż. Jak już jesteśmy na miejscu to jest zadowolona i cieszy się, bardzo jej się podoba (mówi o tym), ale jechać nie chce na etapie planowania. No to nie jedziemy na te święta, choć jestem bardzo niepocieszona.
      Z jednej str szanuję jej wybory, a z drugiej - kurczę, jesteśmy rodziną, 75% tejże rodziny chce jechać, ja płacę bo zarabiam i mam prawo do spędzania urlopu tam, gdzie chcę bo cały czas ciężko na to pracuję. Bez córki nie ma opcji, żebyśmy pojechali, to się kłóci z moją ideą rodziny. Że ona na obozie w lato, który kocha a my zagranicą też mi nie pasuje z róznych względów np gdyby coś się stało to jesteśmy daleko, plus ona w badziewiu nad jeziorem a my w wypasie i ciepełku, to jest moje dziecko i nie chcę sobie wybierać, że dwójkę zabieram a jedno zostaje itp itd.
    • kochamruskieileniwe Re: No i co zrobić? 15.09.20, 13:25
      Odpuścić dziecku. Zanim cór4ka, oprócz gór nie znienawidzi jeszcze rodziców.
      Pojechac z nim . chociaż raz, nad jezioro/morze, czy inne zakątki, byle nie w góry.
      Jeżeli rodzice nie lubią takich klimatów, to niech zrozumieją co czuje córka w górach. Przekonają się na własnej skórze.

      Jakby mnie ktoś co roku ciągał w góry na wakacje - chybabym udusiła suspicious
      Chociaż co roku jestem w górach, spędzam tam sporo czasu. Ale tam pracuję.
      Jestem, zdecydowanie wodnym stworzeniem.
    • eliszka25 Re: No i co zrobić? 15.09.20, 13:34
      Kochamy góry i w górach mieszkamy. Mamy to szczęście, że nasze dzieci też to lubią. Najwyraźniej udało nam się zaszczepić w nich tę miłość, a może po prostu działa to na zasadzie równowagi, bo wyjazdy wakacyjne organizujemy tak, żeby były atrakcyjne dla wszystkich i zwyczajnie nie zawsze muszą być to góry. Jeśli chcą jechać wszyscy razem, to niech tym razem pozwolą córce zdecydować, gdzie chciałaby jechać. Można wypracować kompromis i np. raz jechać w góry, a raz gdzieś indziej. Można też wybrać takie miejsce, gdzie góry nie są jedyną atrakcją i można robić różne rzeczy. Choćby hotel z fajnym kompleksem basenów.

      Nigdy nie zmuszaliśmy naszych dzieci do tego, żeby lubiły to, co my. Gdyby któryś z moich synów tak się zbuntował, to potraktowałabym to poważnie i przynajmniej na rok sobie te góry odpuściła. Poza tym zawsze istnieje też opcja „dzieci na obóz, a my w góry sami”. Zmuszanie nastolatka do wyjazdu, na który on jechać nie chce, może bardzo łatwo obrócić się przeciwko rodzicom. Wyjazd z naburmuszoną i wiecznie obrażoną 12-latką nie będzie przyjemny dla nikogo. Dlatego na miejscu tych rodziców porozmawiałabym szczerze z dzieckiem i wybrała inny cel wakacyjny, przynajmniej na najbliższy wyjazd.
      • tiszantul Re: No i co zrobić? 15.09.20, 15:48
        "Kochamy góry i w górach mieszkamy. Mamy to szczęście, że nasze dzieci też to lubią. Najwyraźniej udało nam się zaszczepić w nich tę miłość"

        To samo twierdzili rodzice dwunastolatki do momentu jej załamania nerwowego
        • eliszka25 Re: No i co zrobić? 16.09.20, 09:35
          Przeczytaj resztę mojej wypowiedzi, bo dopierniczanie się do pierwszego zdania, wyrwanego z kontekstu jest słabe. Nigdy nie zmuszaliśmy naszych dzieci do formy wypoczynku, która im się nie podoba, a dzieci mają 11 i 14 lat. Gdyby chciały się zbuntować, to raczej już by to zrobiły, bo buntowanie się w różnych kwestiach ćwiczą już obaj 😄. Póki co sami dopytują, kiedy pójdziemy na taką czy inną wyprawę, więc myślę, że mimo wszystko choć trochę te góry lubią.
    • bi_scotti Re: No i co zrobić? 15.09.20, 13:36
      Szczerze mowiac nie rozumiem dylematu. 12latka to juz na tyle duza osoba, ze spokojnie jest w stanie verbalize preferencje wakacyjne i wszelkie inne. Gor nie lubi, hiking w Bieszczadach to nie jest dla niej fun. Coz tu jeszcze mozna wymyslic? A jesli jedziemy razem rodzinnie, szczegolnie gdy juz wszyscy czlonkowie rodziny sa w stanie wyrazic credible opinion, no to w imie czego dreczyc te jedna 12letnia czlonkinie rodziny? Nie lubi gor, nie chce z Wami lazic - no problem. Mozna przedyskutowac inne opcje dla niej samej - oboz, pobyt u babci/cioci/kuzynow, trade: ona sie poswieca na tydzien z Wami w gorach, potem Wy sie poswiecacie w miejscu, w ktore ona chce jechac etc. Ale tak po prostu "naciskac" to kompletnie nie ma powodu. Jest tyle innych opcji spedzania wolnego czasu - w imie czego upierac sie, ze to musza byc te Bieszczady? Tyle swiata do zobaczenia smile Cheers.
    • aerra Re: No i co zrobić? 15.09.20, 13:37
      Lubię góry i lubię łazić - ale jeśli córka płacze i nie chce, to jaki sens zmuszać? Ani ona nie będzie miała fajnych wakacji, ani wy. Odpuśćcie, pojedźcie chociaż raz gdzie indziej. A jeśli wszyscy pozostali tak strasznie kochają Bieszczady, że muszą - to zaplanujcie tak wyjazd, żeby córka była w tym czasie na jakimś obozie (czy tez na innym wyjeździe).
    • mikams75 Re: No i co zrobić? 15.09.20, 13:39
      szukac kompromisow, ustalic kto co lubi i postarac sie, zeby kazdy sie troche nagial i kazdy mial przyjemnosc.
      Kazde ferie, dlugie weekendy w Bieszczadach moga uprzykrzyc zycie.
      Moje dziecku lubilo chodzic po gorach ale ostatnio tez mniej chetnie. Ale da sie jeszcze namowic na jakas atrakcje zwiazana z wedrowka. Ostatnio tez nie chciala isc ale w planach byly bardzo fajne termy po wedrowce. A pozniej wedrowke opozniala, bo zachwycona robila setki zdjec i mowila, ze nie wiedziala, ze bedzie tak ladnie big_grin
      • mikams75 Re: No i co zrobić? 15.09.20, 15:45
        a i od jakiegos czasu moje dziecko wedrowalo po gorach ze sluchawkami. Dla mnie nienormalne, bo kloci sie z tzw. obcowaniem z natura, ale trudno, dziecko szlo podspiewujac lekko odizolowane od otoczenia, na gorze zawsze musialo byc ulubione jedzenie wg aktualnego widzimisie, takie drrobne przyjemnosci dzialajace jak marchewka wink
        Czasem pozwalalam z okazji wedrowki np. na cole, ktorej nie pijamy na co dzien a dziecko nagle polubilo.
        Jak dziecko nie znienawidzilo calkowicie, to jeszcze pojdzie na przekupstwa wink
    • morgen_stern Re: No i co zrobić? 15.09.20, 13:57
      Straszne jest takie zafiksowanie rodziców na jedyny ich zdaniem słuszny sposób na spędzanie urlopów. Coś jak ciąganie starszych dzieci na działkę, nie znam nikogo, kto tak ciągany za młodu by tego serdecznie nie nienawidził. Mąż tak się zraził, że do dziś nie chce nawet słyszeć o domu z ogrodem 😀
      Mój eks mąż na przykład nie chciał słyszeć o tradycyjnym wypoczynku nad morzem. Nie było istotne to, że to mój ulubiony sposób na spędzanie urlopu, nie pomogły żadne pertraktacje "jedźmy i tu, i tam, gdzie lubisz", nie był w stanie się nagiąć i już. Ani razu!

      A co do tych rodziców najbardziej zasmucające jest to, że ona musiała zrobić niemal histerię, żeby zauważyli, że coś jest nie tak. Niezrozumiałe, że przez tyle lat nikt nie wyłapał, że ta biedaczka tego nienawidzi. Prawdopodobnie nikt z dziećmi planów urlopowych w ogóle nie omawiał, z góry było wiadomo, że znów pojadą w te cholerne Bieszczady... Biedne dziecko i egoistyczni rodzice.
      • aandzia43 Re: No i co zrobić? 15.09.20, 14:41
        Wiesz, może nie było tak że nienawidziła tych wyjazdów od początku i zawsze. Dzieciaki się zmieniają, coś co je kręciło jak miały 9 lat nie jest już fajne gdy mają 13. A jak je coś kręci to są w stanie znieść niedogodności i dyskomforty, których już nie strawią gdy wyjazd nie jest interesujący. Ta dziewczynka mogła się nieźle bawić chodzeniem po Bieszczadach jeszcze parę lat temu, teraz to wyłącznie nuda i dyskomfort.
      • triss_merigold6 Re: No i co zrobić? 15.09.20, 16:29
        Ja. Ja byłam ciągana w dzieciństwie na działkę. Na hasło "działka" robi mi się słabo, to bezbrzeżna, ogłupiająca nuda, przeplatana jakimś kompulsywnym podlewaniem czy durnym pieleniem.
        • la_felicja Re: No i co zrobić? 15.09.20, 17:00
          Nie mogłaś zabierać jakichś książek do czytania? Albo bloku rysunkowego i kredek, jak byłaś młodsza? No, ale jeżeli na to nie było warunków, to rzeczywiście Ci współczuję.
          • morgen_stern Re: No i co zrobić? 15.09.20, 19:37
            la_felicja napisała:

            > Nie mogłaś zabierać jakichś książek do czytania? Albo bloku rysunkowego i krede
            > k, jak byłaś młodsza? No, ale jeżeli na to nie było warunków, to rzeczywiście
            > Ci współczuję.


            Nie wiem, jak triss, ale znane mi przypadki to dzieci, które tam po prostu często pracowały... Na pewno świetna rozrywka dla nastolatka...
            • daniela34 Re: No i co zrobić? 15.09.20, 20:01
              A nawet jeżeli nie musiała pracować i były warunki do czytania/rysowania to ileż można??? Skoro w tym czasie można było fajniej spędzić czas gdzie indziej. Ja jeździłam z rodzicami do ogrodu babci i o ile kochałam tam spędzać czas w wakacje i nawet lubiłam zajmować się ogrodemdo czego nikt mnie nie zmuszał (pracowałam jak chciałam, mogłam czytac), o tyle w pewnym momencie powiedzialam NIE zbyt częstym wyjazdom. Bo co z tego, że mogłam tam czytać skoro w domu mogłam czytać wygodniej.
          • triss_merigold6 Re: No i co zrobić? 15.09.20, 20:35
            Nie, nie mogłam. Na owej działce rekreacyjnej nie było nic, poza sporadycznie sadzonymi krzaczkami i samosiejkami, żadnej wiaty, domku, nul. Rodzice kupili, bo wszyscy wtedy kupowali, ale nie mieli energii i samozaparcia, żeby rzeczywiście jakoś ją sensownie zagospodarować więc przyjeżdżaliśmy w ramach zrywów.
      • wapaha Re: No i co zrobić? 15.09.20, 17:44
        Do pewnego momentu życia dziecka nie bardzo jest inne wyjście-zwłaszcza w sytuacji gdy wakacje trwają ponad 60 dni a rodzic rodzice mają łącznie 52 dni urlopu do rozplanowania na cały rok
        Problem jest w tym, że w pewnym momencie nie zaczęli przecinać pępowiny i słuchać dzieci. Zakładam że do tego 12 rż dziewczynce podobały się góry- bo żaden zdrowy na umyśle rodzic nie krzywdziłby siebie obecnością sfochowanego obrażonego niegrzecznego dziecka w trakcie swojego cięzko wypracowanego wypoczynku wink
        Ja jeździłam z rodzicami w Bieszczady. Do pewnego momentu życia ( 13-14rż). Potem jako dorosła i już matka-zaczęłam wracać. Młody Bieszczady kocha tak jak ja. Może mu zostanie ? wink
      • elinborg Re: No i co zrobić? 16.09.20, 08:50
        Mnie ciągali na narty. Nienawidzę, nie widzę w tym żadnego sensu, bałam się jak diabli, bo usiłowali mnie zmuszać do postępów, czyli coraz wyższe stoki, a ja nie łapałam tego w oczekiwanym tempie.. utknęłam kiedyś na takim, sprowadzała mnie obca babka, bo pojechali najpierw. Wszystkie obawy wyśmiewane, a główny argument, że jestem leniwa i nie chcę się ruszać, a to takie zdrowe. Ja nie lubiłam po prostu nart, nie wychodziło mi to i się bałam. Góry lubię, ale nie zimą.
      • pade Re: No i co zrobić? 16.09.20, 10:19
        morgen_stern napisała:

        > Straszne jest takie zafiksowanie rodziców na jedyny ich zdaniem słuszny sposób
        > na spędzanie urlopów. Coś jak ciąganie starszych dzieci na działkę, nie znam ni
        > kogo, kto tak ciągany za młodu by tego serdecznie nie nienawidził. Mąż tak się
        > zraził, że do dziś nie chce nawet słyszeć o domu z ogrodem 😀

        U mnie było to samo, ale to dlatego, że to nie była działka typowo rekreacyjna, tylko pod uprawy a ja musiałam tam zasuwać.
        Ze dwadzieścia lat na hasło "działka" dostawałam dreszczy i odpowiadałam "nigdy więcej". A potem mi przeszło i sama zaczęłam szukać ROD, dla trawnika i paru krzaczków borówek. Stanęło na tym, że mam duży ogród i mogę sobie w nim poszaleć. Uwielbiam tobig_grin


        > Mój eks mąż na przykład nie chciał słyszeć o tradycyjnym wypoczynku nad morzem.
        > Nie było istotne to, że to mój ulubiony sposób na spędzanie urlopu, nie pomogł
        > y żadne pertraktacje "jedźmy i tu, i tam, gdzie lubisz", nie był w stanie się n
        > agiąć i już. Ani razu!

        Pewnie dlatego jest exsmile
      • la_felicja Re: No i co zrobić? 15.09.20, 17:04
        To wtedy by protestowała na samym początku, a nie w połowie szlaku. Mnie to wygląda na to, że mała ma dosyć zmęczenia, spartańskich warunków, niemożności normalnego, wygodnego odpoczynku...Żeby pokochać góry, trzeba mieć wrodzone predyspozycje, moze ona akurat nie ma. Biedny dzieciak, jeszcze sześć lat walki z rodzicami ją czeka.
          • la_felicja Re: No i co zrobić? 15.09.20, 18:28
            Nie jestem pewna, jakie są przepisy prawne, ile dziecko musi mieć lat, żeby mogło zostać same w domu na tydzień?
            Ja miałam 14, kiedy już zostawałam sama na niektóre weekendy, ale to było dawno temu...
          • elinborg Re: No i co zrobić? 16.09.20, 09:24
            Mnie zmuszali. Tzn. nie fizycznie. Napisałam wyżej- mówili, że jestem leniwa, nie chcę się ruszać- miałam parę kilo nadwagi, więc bolało i szłam na te narty. A wolałam na dłuższy spacer. Albo basen.
            Ale fakt, miałam chyba tak do 13- 14. Potem już mnie głowa bolała albo miałam okres smile. I oczywiście poczucie winy, że coś jest ze mną nie tak ochoczo wzmacniane przez cudownych rodziców. To w ogóle wycinek większej całości.
    • pelissa81 Re: No i co zrobić? 15.09.20, 15:01
      Widzę, że to dość częste - mój mąż do dziś nienawidzi zwiedzania, bo rodzice za młodu ciągali go i młodszą siostrę samochodem na południe Europy, oczywiście dużo jeżdzenia, zwiedzanie zabytków w upale itd. Ani on ani siostra w dorosłości nie jeżdzą a ja - ponieważ go wziełam z tymi cechmi - musiałam długo wypracować system zwiedzania i wyjazdów, który jest akceptowalny i kompromisowy - ze mną polubił na nowo, ale było z tym trochę pracysmile
      • tiszantul Re: No i co zrobić? 15.09.20, 15:42
        "Ani on ani siostra w dorosłości nie jeżdzą a ja - ponieważ go wziełam z tymi cechmi - musiałam długo wypracować system zwiedzania i wyjazdów, który jest akceptowalny i kompromisowy - ze mną polubił na nowo, ale było z tym trochę pracy"

        Całe życie jeździsz na wycieczki, których nie lubisz, dopiero rodzice i żona muszą ci tłumaczyć, ze wręcz przeciwnie - lubisz. Opowiadają twoim znajomym i wypisują na forumach, jak bardzo lubisz wycieczki. Któregoś dnia po 50 urodzinach nie wytrzymasz i poryczysz się na turystycznym szlaku jak dwunastolatka, ze nienawidzisz wycieczek i tym razem naprawdę już nigdy więcej...
    • triss_merigold6 Re: No i co zrobić? 15.09.20, 15:06
      Jak bardzo bezmyślnym trzeba być, żeby ciągnąć dorastające dziecko x razy w to samo miejsce, z tym samym modelem aktywności.

      Uwielbiam Bieszczady, ok? Mogłabym kilka razy w roku, ale gdybym miała tylko odwalać piesze wycieczki, to znudziłyby mi się po dwóch wyjazdach.
      Jest tyle świetnych miejsc do zwiedzania, aquaparkow, plaż, obozów tematycznych, jest niedaleko Słowacki Raj, są baseny termalne, jaskinie, Węgry o rzut beretem, a rodzice pannę rok w rok ciągną w Bieszczady jak zapyziali inteligenci z lat 80-tych.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka