Dodaj do ulubionych

Jak z tego wybrnąć w sądzie...

16.09.20, 14:30
Mój eks założył mi kolejną sprawę niby związaną z dzieckiem, kto kojarzy moją historię z eksem, to domyśla się, że ma to tylko związek z jego fiołem.

Większość tematów to bzdury, cała jego argumentacja jest tak cienka, że szkoda gadać, ale jest jedna rzecz, która mnie niepokoi i jakoś nie do końca uspokaja mnie prawniczka.

Mam w pozwie kilkakrotnie zarzut, że nie wspieram relacji ojca z synem. Mam taki obowiązek jako główny opiekun, a tego nie robię.

Syn u ojca spędza ponad 100 dni w roku, tym pół wakacji, ferii, świąt... Pakuję dzieciakowi najlepsze ubrania i gadżety, daję całusa na drogę i mówię, żeby bawił się dobrze.

Eks tak mi zaszedł za skórę, że nie wiem, czy z pistoletem przyłożonym do skroni potrafiłabym go w czymkolwiek „wspierać” - kłamstwa, oczernianie, pobicie mnie, fałszywe oskarżenia o napaści na niego, kradzieże, oskarżanie mojego ojca o pedofilię - mogłabym wymieniać to godzinami.

A według orzecznictwa muszę być nie tylko czysta jak łza najwyraźniej, ale i iść dalej...

Co robić, droga ematko? Jak ematka by zeznawała, odpowiadała na pisma? Jakie by ematka zadała pytania w sądzie eksowi i jego świadkom (którzy kupują jego kreację na chodzący ideal dręczony przez pazerną eks?
Obserwuj wątek
    • berdebul Re: Jak z tego wybrnąć w sądzie... 16.09.20, 14:33
      Wspierasz tj. umożliwiasz realizacje kontaktów, pakujesz odpowiednie ubrania, nie nastawiasz dzieciaka przeciwko ojcu (mam nadzieję), nie przeciągasz godzin odbioru żeby ex miał mniej czasu, nie planujesz wyjazdów w czasie, kiedy powinien być z ojcem. Niech spiedrała. :p
          • mary_lu Re: Jak z tego wybrnąć w sądzie... 16.09.20, 14:40
            Przed sprawą rozwodową wielokrotnie, od 2016 roku nigdy. Podjeżdża pod mój dom co do minuty w wyznaczonym czasie i co do minuty odwozi dziecko. Jak go nie ma w mieście to to ukrywa, oddaje dziecko rodzicom i zabrania synowi mówienia komukolwiek gdzie był.
            • ggrruu Re: Jak z tego wybrnąć w sądzie... 16.09.20, 14:49
              To piszesz, że byłoby Ci łatwiej wspierać kontakty, gdyby je realizował nie wysługując się dziadkami, szczególnie w sytuacji, kiedy zakazuje synowi mówienia prawdy o tym, jak spędza czas, co prowadzi do konfliktu lojalnościowego zaburzające go prawidłowe i bezpieczne więzi
            • swinka-morska Re: Jak z tego wybrnąć w sądzie... 16.09.20, 15:26
              mary_lu napisała:

              > Jak go nie ma w mieście to to ukrywa, oddaje dziecko rodzicom i zabrania synowi mówienia komu
              > kolwiek gdzie był.

              No to piszesz, że w ramach "wspierania budowy więzi" wykazujesz zainteresowanie jak dziecko spędzało czas z ojcem, po powrocie dziecka ze spotkania zachęcasz je do rozmowy o tym jak (świeeeeetnie) spędziło czas z ojcem, a to zonk, bo dziecko mówi "odwiózł mnie do dziadków i zabronił o tym mówić komukolwiek".
        • berdebul Re: Jak z tego wybrnąć w sądzie... 16.09.20, 15:51
          Wywlokłabym sytuację z pogrzebem, zwłaszcza jeżeli napisał że złośliwie zaplanowałaś pogrzeb. Plus pokazanie jak dzielnie starasz się uporać z traumą po przemocowym związku i nie przenosisz uczuć na syna i nie tylko pozwalasz na kontakty z ex (bo ja bym xooya wymazała, nawet z daleka nie zobaczyłby dziecka...), ale jeszcze pakujesz odpowiednie do warunków atmosferycznych ubrania itd. tongue_out
    • ggrruu Re: Jak z tego wybrnąć w sądzie... 16.09.20, 14:36
      Masz obowiązek nie przeszkadzać. Piszesz prawdę w odpowiedzi, to co tutaj: że oczywiście wspierasz, że pakujesz na wyjazdy. Byłaś u jakiegoś terapeuty? Jak tak to piszesz że pracujesz z terapeuta nad tym, żeby mimop dużych trudności nie obciążać syna przemocą stosowana przez ojca wobec ciebie. Podkreślasz, jak mimo ogromnego lęku, że pobije też syna heroicznie realizujesz postanowienia sądu.
    • ichi51e Re: Jak z tego wybrnąć w sądzie... 16.09.20, 14:53
      “Jest mi ciezko robie co moge rozumiem ze wiez jest wazna, Syn u ojca spędza ponad 100 dni w roku, tym pół wakacji, ferii, świąt... Pakuję dzieciakowi najlepsze ubrania i gadżety, daję całusa na drogę i mówię, żeby bawił się dobrze.“

      Wyglada na formalnosc w sadzie przeciez widza ze to psychol najlepiej dawac mu jak najwiecej okazji zeby sie sam popisal
    • swinka-morska Re: Jak z tego wybrnąć w sądzie... 16.09.20, 15:23
      Jak ematka by zeznawała, odpowiadała na pisma?
      "Syn u ojca spędza ponad 100 dni w roku, tym pół wakacji, ferii, świąt... Pakuję dzieciakowi najlepsze ubrania i gadżety, daję całusa na drogę i mówię, żeby bawił się dobrze."
      Wydajesz dziecko na spotkania punktualnie i nie wymuszasz wcześniejszego zakończenia.
      Jeśli była jedna sytuacja z pogrzebem babci - napisz o tym z komentarzem, że ojciec dziecka narusza jego prawo do przeżycia żałoby po śmierci babci i tutaj jest zagrożenie budowania więzi z rodziną pochodzenia matki.

      Może trzeba dopisać jak dbasz o to, żeby trauma związana z przemocą (zakładam, że było to potwierdzone wcześniej w jakimś postępowaniu, dowody, wcześniejsza historia sprawy rozwodowej itd.) nie została przeniesiona na dziecko.
      BTW - czy dziecko jeździ na te spotkania chętnie czy niechętnie? (nie znam Twojej historii)

      Jakie by ematka zadała pytania w sądzie eksowi i jego świadkom (którzy kupują jego kreację na chodzący ideal dręczony przez pazerną eks?
      Do ojca: Ile dni w roku spędza z dzieckiem?
      Czy może swobodnie decydować co robi wtedy z dzieckiem?
      Jak buduje wtedy więź z dzieckiem?

      Do świadków: Z kim dokładnie dziecko spędza czas zasądzony dla ojca?
      Jak ojciec buduje wtedy więź z dzieckiem?
      Czy widzieli sytuacje w których ojciec wspierał dziecko w trudnej sytuacji (kłopoty z nauką, adaptacja w nowej szkole, choroba, szpital, wypadek, konflikt z rówieśnikami)? W jaki sposób budował wtedy więź z dzieckiem?
      Czy świadkowie wiedzą jaki jest styl wychowawczy ojca dziecka? W jakich sytuacjach to obserwowali?
      • mary_lu Re: Jak z tego wybrnąć w sądzie... 16.09.20, 16:33
        To tak na poziomie fizycznym nie jest przemocowiec. To klasyczny narcyz i wielbiciel przemocy psychicznej, finansowej itp., ale do bitki wyrwał się raz, po kilku latach przeżywania że już go nie chciałam i z sukcesem uciekłam. Rozwalił mną szafę w przedpokoju a potem powiedział dziecku ze „mamusia rozwaliła tatusiowi szafę” a dziecko było w pokoju obok. Potem spotkałam go na policji, też składał zeznania, ze go pobiłam. Ja miałam obite całe ciało, on miał wybity palec (do tej pory czuję jak go sobie wybijał na moim mostku). To taki pokręcony pan.
    • brynhildr Re: Jak z tego wybrnąć w sądzie... 16.09.20, 16:34
      Pytanie nr 1 - w jakiej sprawie toczy się postępowanie sądowe? Sądzę, że nie jest to pozew, raczej wniosek - więc wniosek o co?
      Generalnie pierwszym krokiem do sukcesu na sali sądowej jest trzymanie się przedmiotu pozwu/wniosku.
      • mary_lu Re: Jak z tego wybrnąć w sądzie... 16.09.20, 16:53
        Jest to wniosek o zagrożeniem nakazem zapłaty. Mam płacić mu 1000 złotych za każde naruszenie wyroku w sprawie kontaktów. Przez 2 lata nazbierał takie 4 przypadki - a był to pogrzeb babci, udokumentowane choroba dziecka (miałam na nie zwolnienie). Oprócz tego dodał to pozwu nasze konflikty, czyli smsy, niektóre np. będące kłótnia (dużo powiedziane, odpowiadam więcej niż oszczędnie) o to, ze złe interpretuje wyrok, a dwa przypadki nawet takie, ze nie dawał sobie przetłumaczyć, ze ma według mnie więcej należnego czasu z dzieckiem. Na każdej stronie 10 razy powtarza:konflikt, zagrożenie więzi, konflikt lojalnościowy, nastawianie przeciwko ojcu. Oprócz tego żalu się, ze nie kontaktuje się z nim i nie ustalam z nim ważnych spraw dotyczących dziecka (a ma ograniczenie praw do wyboru szkoły, zawodu i leczenia szpitalnego, nic z tych rzeczy nie miało miejsca)
        • swinka-morska Re: Jak z tego wybrnąć w sądzie... 16.09.20, 17:15
          mary_lu napisała:

          > Przez 2 lata nazbierał takie 4 przypadki - a był to pogrzeb babci, udokumentowane choroba dziecka (miałam na nie zw
          > olnienie).

          No cóż, zakładam, że sąd widział już najdziwniejsze rzeczy i usadzi pieniacza odpowiednio.


          Oprócz tego dodał to pozwu nasze konflikty, czyli smsy, niektóre np.
          > będące kłótnia (dużo powiedziane, odpowiadam więcej niż oszczędnie) o to, ze z
          > łe interpretuje wyrok, a dwa przypadki nawet takie, ze nie dawał sobie przetłum
          > aczyć, ze ma według mnie więcej należnego czasu z dzieckiem.

          Może trzeba docisnąć gnoja pytaniami czego konkretnie się w związku z smsami dobija?

          Na każdej stronie
          > 10 razy powtarza:konflikt, zagrożenie więzi, konflikt lojalnościowy, nastawiani
          > e przeciwko ojcu

          Ale rozumiem, że nie wnosi o nic konkretnego w związku z tym bo i o co mógłby??


          A czy Ty przypadkiem nie powinnaś teraz wnieść sprawy np. o podwyższenie alimentów albo zmianę planu wychowawczego (ze wskazaniem, że czas zasądzony musi spędzać osobiście z dzieckiem i nie może go zostawiać z innymi osobami oraz że musi się wykazać tym jak to on buduje więź z dzieckiem)?
          Wiesz, nie to żeby Ci specjalnie zależało na regularnym wizytowaniu sądów, ale może Ty też możesz być upierdliwa i zagrażająca.
        • brynhildr Re: Jak z tego wybrnąć w sądzie... 16.09.20, 17:35
          Rozsądny sędzia skupi się na przedmiocie wniosku (życzę rozsądnego). Przedmiotem wniosku jest ustalenie, czy masz mu płacić za naruszenie wyroku, a nie więzi i nastawianie.
          Padną pytania – jaki jest wyrok/postanowienie odnośnie kontaktów, jak wygląda realna realizacja. Przygotuj daty chorób i pogrzebu, żebyś mogła konkretnie odpowiedzieć. Jeżeli podjęłaś wówczas środki zaradcze, np. zaproponowałaś inny termin spotkania, które „przepadło” możesz zapytać: czy pan dostał taką propozycję, jak na nią zareagował. Jeżeli pomimo „przepadniętego” spotkania pan nie był stratny (nie wiem czy dobrze interpretuję – rozumiem, że syn spędza z ojcem czas w wymiarze większym niż podaje wyrok) – zapytaj, czy uważa, że był stratny (owszem, nie spotkali się w dzień pogrzebu babci, jednakże w danym miesiącu spotkali się dodatkowo dwa razy w dwa czwartki, czy pan uważa, że więź z synem została narażona na szwank przez ten pogrzeb).
          Jeżeli pan się pluje – zauważ, że zdarzają się również przypadki losowe, np. choroba. Jako osoba, która absolutnie nie chce zagrażać żadnym więziom zapytaj, czego oczekiwałby w przypadku wypadku. Zaproponuj: powiadomisz smsem, żeby biedak nie jechał na próżno, podasz termin „odrobienia” spotkania najpóźniej do 3? dni po „przepadniętym”. Jeżeli źle interpretuje wyrok – podaj swoją interpretację, zapytaj, czy się z nią zgadza, jeśli nie – dlaczego. Jeżeli spędza więcej czasu z dzieckiem, niż podaje wyrok – zapytaj, czy spędza z dzieckiem mniej/więcej/ tyle samo czasu niż powinien, jeśli mniej – na czym opiera kalkulację. Świadkom wspominającym, jaką złą kobietą byłaś dwa lata temu zadaj pytanie, czy aktualnie, podczas obowiązywania wyroku widzieli Twojego byłego nadaremno dzwoniącego do twych drzwi lub słyszeli rozmowę na głośnomówiącym, w której odmawiałaś wydania dziecka na kontakty. Nie nawiązuj do waszych konfliktów, nie przytaczaj żadnych sytuacji z szafą i palcem. To nie jest przedmiotem sprawy (po ludzku zrozumiałe – ale nie jest przedmiotem sprawy). Jeżeli sędzia dopuści rozważania o smutkach i radościach związanych z więziami: zaznacz np., że dziecko ma swobodę rozmów telefonicznych/internetowych z ojcem, jeśli ma. Nie było sytuacji, że kontakt nie odbył się z uwagi na niechęć dziecka (on nie chce z tobą rozmawiać, on nie chce do ciebie jechać). Powiedz, że dziecko jest świadome negatywnych emocji między rodzicami, jednakże nie przejmuje odpowiedzialności za Twoje samopoczucie (np. odmawiając spotkań z ojcem, nie przyjmując prezentów, nie jeżdżąc na ufundowane przez niego wakacje żebyś czuła się lepiej) – co świadczy o braku uwikłania w konflikt lojalnościowy. Ojciec może mieć zarzuty, że dziecko jest oszczędne w słowach kiedy opowiada o „środowisku macierzystym” - co u Ciebie, jak wam się wiedzie, jakiego gacha mamusia przyprowadziła, na co znowu prze... alimenty i na pewno jest przez Ciebie zastraszone i nastawione negatywnie. Możesz powiedzieć, że takie pytania rodzą w dziecku naturalny dyskomfort i czy pan ma inne pomysły na budowanie relacji z synem, niż tworzenie w/w dyskomfortu. Zaproponuj koncentrację na samym dziecku i na jego życiu.
    • bo_ob Re: Jak z tego wybrnąć w sądzie... 16.09.20, 16:47
      twoje stosunek do ojca twojego dziecka nie powinien mieć wpływu na relacje ojca z synem, bo to są dwie odrębne obszary

      jak sama piszesz, ojciec dziecka ma rację pisząc, że nie wspierasz relacji ojca z synem / Eks tak mi zaszedł za skórę, że nie wiem, czy z pistoletem przyłożonym do skroni potrafiłabym go w czymkolwiek „wspierać” / - a dla dobra dziecka jego relacje z ojcem powinny być jak najlepsze a ty te relacje powinnaś wspierać, jeśli dbasz o dobro syna
        • bo_ob Re: Jak z tego wybrnąć w sądzie... 16.09.20, 17:01
          cosmetic.wipes napisała:

          > Wspiera.
          > Już samo to, że wywiązuje się z ustalonych kontaktów uważam za niemal anielskie
          > wspieranie, bo ja takiemu xujowi dziecka bym nawet przez okno nie pokazała.
          >

          nie znam historii mary lu, ale ona tu pyta jak byśmy postąpiły - więc odpowiadam jak bym postąpiła ja
      • mary_lu Re: Jak z tego wybrnąć w sądzie... 16.09.20, 17:05
        No ale głos bo_ob tu jest dla mnie w sumie najcenniejszy suspicious

        Bo właśnie na tym polega moja trudność z tymi wszystkimi sprawami z eksem. Tu pobicia, ukrywanie przede mną chorób dziecka i rodziny, wiezienie dziecka z problemem chirurgicznym do pulmonologa, bo wszystkich przyjmujących chirurgów dziecięcych znam osobiście, oskarżanie o pedofilię, o pokazywanie dziecku pornografii, pozbawienie mnie podstępem majątku itp.... a na koniec pytanie eksa albo jakiejś pani, zawsze zadawane z wielką troską „dlaczego nie wspieram ojca dziecka”. No odbiera mi mowę. Nie wiem dlaczego nie wspieram, serio.
        • bo_ob Re: Jak z tego wybrnąć w sądzie... 16.09.20, 17:11
          mary_lu napisała:

          > No ale głos bo_ob tu jest dla mnie w sumie najcenniejszy suspicious
          >
          > Bo właśnie na tym polega moja trudność z tymi wszystkimi sprawami z eksem. Tu p
          > obicia, ukrywanie przede mną chorób dziecka i rodziny, wiezienie dziecka z prob
          > lemem chirurgicznym do pulmonologa, bo wszystkich przyjmujących chirurgów dziec
          > ięcych znam osobiście, oskarżanie o pedofilię, o pokazywanie dziecku pornografi
          > i, pozbawienie mnie podstępem majątku itp.... a na koniec pytanie eksa albo jak
          > iejś pani, zawsze zadawane z wielką troską „dlaczego nie wspieram ojca dziecka”
          > . No odbiera mi mowę. Nie wiem dlaczego nie wspieram, serio.

          to, że go nie wspierasz jest bardzo ludzkie - masz do niego żal, nie wybaczyłaś mu i najchętniej byś mu robiła koło pióra - i to jest ok

          tyle, że tu nie idzie o ciebie a o wasze dziecko, które ma dwoje rodziców i obojga potrzebuje [rozumiem, że jego tata nie ma ograniczonych praw rodzicielskich] - dla dobra dziecka powinnaś więc umieć oddzielić własne, złe emocje od relacji ojca z synem, o które to relacje powinnaś dbać, bo to ci sie po prostu w dłuższej perspektywie opłaci

          nie mówiąc już nawet, że opłaci sie waszemu synowi
          • mary_lu Re: Jak z tego wybrnąć w sądzie... 16.09.20, 17:18
            Eks ma ograniczone prawa, odwalał takie akcje przy rozwodzie, że nawet najgorsza podobno sędzia, okropna dla kobiet, goniła dziada jak tylko się odezwał.

            Nie odzywam się słowem na temat eksa, nie będę dziecku dokładać, dziecko i tak ma z nim problem. Przychodziło weekendach u taty z pytaniami, dlaczego ja tak nienawidzę ludzi a tatuś kocha wszystkich na świecie, dlaczego nienawidzę swojego życia, czy to prawda, że walczyłam o niego w sądzie, bo to wstyd dla kobiety nie mieć dziecka itp. Od rozmów o tacie jest terapeutka, ja wymiękam.
              • koronka2012 Re: Jak z tego wybrnąć w sądzie... 16.09.20, 18:14
                jowita771 napisał:

                > Nie mówiłabym chyba wprost, że tata kłamie,

                A dlaczego? skoro to prawda? można to ubrać w jakąś bibułkę ale nie zmienia to postaci rzeczy że dziecko powinno otrzymywać jasny komunikat że ma do czynienia z osobą zaburzoną.
                • jowita771 Re: Jak z tego wybrnąć w sądzie... 16.09.20, 18:18
                  Ale jak powiesz, że tata kłamie, a dziecko to ojcu powtórzy, to zaburzony dziad poleci do sądu, że nastawiasz dziecko przeciwko niemu. Dlatego nie mówiłabym, że tata kłamie, tylko, że jakaś konkretna rzecz, którą tata powiedział, to kłamstwo. Jedna, druga, trzecia taka rzecz i dziecko samo wyciągnie wnioski, że jak tata coś mówi, to niekoniecznie trzeba wierzyć, bo tata jest kłamcą.
                  • mary_lu Re: Jak z tego wybrnąć w sądzie... 16.09.20, 18:25
                    Boszsz, jakby dziecko powtórzyło z tym kłamcą... przy rozwodzie było wałkowane godzinami to, że RAZ w życiu go zwyzywałam. Nazwałam go oszustem i złodziejem (zgodnie z prawdą i wieloma dowodami na to). I od tego zaczęło się piekło. Bo według jego i jego rodziny takie sprawy powinny pozostać między nami. Bo przecież jakbym się nie rozwiodła, to nawet bym nie zauważyła, ze pieniądze są na jego koncie a nie moim wink
                      • mary_lu Re: Jak z tego wybrnąć w sądzie... 16.09.20, 18:37
                        Dla mnie osobiście to jest koszmar. Nawet nie chce sobie wyobrażać, co będzie czuło dziecko, jak kiedyś sobie poskłada tę całą układankę i dotrze do niego, do czego jest zdolny ten ojciec kochający wszystkich ludzi na świecie. Nie robię i nie mówię nic w sprawie jego ojca, bo nie widzę tutaj żadnego wyjścia. Na razie żyjemy w takim zawieszeniu.
            • bo_ob Re: Jak z tego wybrnąć w sądzie... 16.09.20, 17:23
              jeśli ojciec ma ograniczone prawa to zmienia postać rzeczy, bo musiały byc konkretne powody takiej decyzji - to twój atut w sądzie

              jeśli jesteś w stanie udowodnić, że wizyty u ojca mają zły wpływ na syna, możesz wystąpić o ograniczenie wizyt

              a mnie chodzi tylko o jedno - o to, żeby nie przenosić konfliktu między dorosłymi na dziecko, co zwykle ma, niestety, miejsce

              powodzenia
        • brynhildr Re: Jak z tego wybrnąć w sądzie... 16.09.20, 17:49
          Jeżeli eks czuje się niewsparty, niech poszuka terapeuty. Możesz wspierać: dziecko w odnalezieniu się w sytuacji porozwodowej (np. poprzez niewikłanie go wasz konflikt, przychylność w realizacji kontaktów) i poszczególne działania eksa zmierzające do zapewnienia dziecku dobrostanu. Dlaczego pani nie wspiera? - bo nie jest to moim zadaniem. Nie ponoszę odpowiedzialności za samopoczucie dorosłego człowieka. Moim zadaniem jest realizowanie w optymalny sposób władzy rodzicielskiej wobec syna - w tym także stwarzanie odpowiednich warunków do kontaktów z ojcem i niedeprecjonowanie jego osoby, co skrupulatnie czynię.
    • ophelia78 Re: Jak z tego wybrnąć w sądzie... 16.09.20, 16:59
      Wspierasz czyli:
      - nie utrudniasz, nie zabranaisz, nie odwołujesz spotkań
      - nie nastawiasz dziecka przeciwko ojcu
      - wydajesz dziecko w stanie ogólnym dobrze spakowanym smile czyli jak jedzie do ojca latem to ma sandały i zima kurtkę czyli ojciec nie musi tych tematów ogarniać
      - opłacasz dziecku komórkę żeby m.in ojciec mog mieć z nim kontakt
      - przypominasz o dniu ojca, urodzinach ojca itp

      A tak konkretnie to CZEGO on się domaga w tym pozwie/wniosku?
    • asia_i_p Re: Jak z tego wybrnąć w sądzie... 16.09.20, 17:04
      Moim zdaniem, jeżeli pakujesz i wysyłasz, to wspierasz.
      W sądzie robisz wielkie oczy i mówisz: "Nie rozumiem tego zarzutu, przecież spędza u ojca ponad 100 dni w roku, sama go pakuję na drogę, daję całusa i mówię, żeby się dobrze bawił". I w ogóle nie wychodzisz poza to, broń Boże nie wnikasz, czy wart jest wsparcia - wspierasz i już, i masz konkretne zachowania, które tego dowodzą.
    • nisar Re: Jak z tego wybrnąć w sądzie... 16.09.20, 17:31
      Wspieram. Zawsze z entuzjazmem omawiam z dzieckiem plan wyjazdu do tatusia, pakuje go stosownie do tych planów, po powrocie rozmawiamy o tym to robił, zachwycam się ile sił w płucach, cieszę się że syn ma kontakt z dziadkami CHOCIAŻ WOLAŁBY BYWAC U NICH Z TATĄ, wspieram wspieram wspieram...
    • mazekeene Re: Jak z tego wybrnąć w sądzie... 16.09.20, 17:45
      I polski sad naprawde bedzie debatowal nad tym i przesluchiwal swiadkow czy ukarac matke 1000 zlotych grzywny, bo dziecko pominelo kontakt z ojcem z powodu pogrzebu albo choroby?? W glowie mi sie to nie miesci. Tu gdzie mieszkam taki pozew nie zostalby nawet przyjety w sadzie.
    • koronka2012 Re: Jak z tego wybrnąć w sądzie... 16.09.20, 18:21
      Chyba niepotrzebnie się nakręcasz. Tzn. wiesz z kim masz do czynienia, ale masz prawnika, który tę sprawę poprowadzi. Nie ma tu możliwości zawalenia sprawy, bo fakty mówią same za siebie. Więc cokolwiek nie powiesz, będzie jak ma być. Prawnik będzie wiedział o co pytać, zresztą - nie ma co snuć projekcji i przygotowywać się, bo świadkowie i tak będą kłamać na potęgę, nie przewidzisz w którą stronę to pójdzie.

      Ja bym poszła po linii najmniejszego oporu. Nie da się udowodnić że nie jest się wielbłądem, wystarczy zabić gościa spokojem, pieniacz sam się w sądzie załatwi. Powtarzaj jak mantrę, że przecież wspierasz i tego się trzymaj.

      Mam nadzieję, że wszystko to co piszesz o eksie jest jakoś zgłoszone/znalazło się w zeznaniach... ?

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka