Dodaj do ulubionych

Kociary - wizyta u weta

06.10.20, 20:50
Moja kotka miala dzis trzecią wizyte u weterynarza. Druga wczorajsza to zabieg sterylizacji. Wszystkie wizyty ogarnal mąż. Dzis musialam isc ja. Wyjecie wenflonu, zastrzyk z antybiotykiem itd. Czyli jak dla zwierza-dramat.
Moje pytanie brzmi, czy to norma, że przy takich czynnosciach, ktore sa dla zwierza stresujace i bolesne asystuje tylko wlasciciel?? Pani doktor kazala mi trzymac wyrywajaca sie, wrzeszczaca, drapiaca kocine (oaza spokoju w domu i zero agresji w stosunku do wszystkich, bardzo przytulasny kot). Szczerze wiedzialam, że bedzie ciezko, ale nie, ze az tak. Zestresowalam sie, rece mi sie normalnie trzesly tak mi jej bylo żal. Kot w końcu wyladowal w kaftanie.
Nie powinna tych czynnosci pomocniczych wykonac jakas asystentka? To norma ze wlasciciel ma ogarnac zwierzaka na stole? Az sie boje co bedzie na zdj szwów...
Zeby nie bylo, gabinet renomowany, polecany i baaardzo drogi.
Obserwuj wątek
    • alicia033 Re: Kociary - wizyta u weta 06.10.20, 21:14
      zonazolnierza napisała:

      > Wyjecie wenflonu, zastrzyk z antybiotykiem itd. Czyli jak dla zwierza-dramat.

      Żaden dramat, minuta i załatwione.

      > Moje pytanie brzmi, czy to norma, że przy takich czynnosciach, ktore sa dla zwierza stresujace i bolesne asystuje tylko wlasciciel??

      Tak, asysta rozsądnego właściciela jest wystarczająca. Zwierzę w towarzystwie swojego opiekuna zwykle jest spokojniejsze. I bez przesady, ani wyjęcie wenflonu ani podanie antybiotyku nie są bolesne.

      Pani doktor kazala mi trzymac wyrywajaca sie, wrzeszczaca, drapiaca kocine (oaza spokoju w domu i zero a
      > gresji w stosunku do wszystkich, bardzo przytulasny kot). Szczerze wiedzialam, że bedzie ciezko, ale nie, ze az tak.

      po to kot ma luźny fałd skórny na grzbiecie, żeby go łatwo spacyfikować. Kwestia wprawy, przyjmijmy, że weterynarz nie umiał ci wytłumaczyć, jak to należy zrobić.

      >To norma ze wlasciciel ma ogarnac zwierzaka na stole?

      przy takich prostych czynnościach tak.

      > Az sie boje co bedzie na zdj szwów...

      yyyyy ten gabinet to raczej mało nowoczesny, od lat standardem przy sterylizacjach są rozpuszczalne szwy, o ile się nic nie dzieje, to sterylizację od a do z ogarnia się na jednej, jedynej wizycie.
      • zonazolnierza Re: Kociary - wizyta u weta 06.10.20, 21:26
        Wizyta trwala 15-20 min. Nie jest to czynnosc 1 min. Byc moze osobie ktora sprawnie obsluguje wrzeszczace rzucajace sie zwierze poszloby szybciej. Do nas zlecialy sie wszystkie pielegniarki i inni lekarze. Zamiast pomoc obserwowali.
        Dziwne, moja kocica bedzie miala lacznie 4 wizyty w zw. ze sterylizacja. Skoro da sie to zalatwic na 1 to chyba mnie nieco naciagneli.
      • mysiulek08 Re: Kociary - wizyta u weta 06.10.20, 21:27
        po to kot ma luźny fałd skórny na grzbiecie, żeby go łatwo spacyfikować powiedz to Chesterowi, najwyrazniej tego nie wie i nawet wetowi nie udaje sie go pacyfikowac a ja po ostatniej akcji mam niezla blizne i troche uszkodzony staw pod kciukiem a jako bonus w akcji pt 'wsadzanie kota po operacji brzucha do transportera' zastrzyk z convenia dostalam ja a nie Chester tongue_out
        • sylwik7 Re: Kociary - wizyta u weta 07.10.20, 21:53
          mysiulek08 napisała:

          > po to kot ma luźny fałd skórny na grzbiecie, żeby go łatwo spacyfikować
          > powiedz to Chesterowi, najwyrazniej tego nie wie i nawet wetowi nie udaje sie g
          > o pacyfikowac a ja po ostatniej akcji mam niezla blizne i troche uszkodzony sta
          > w pod kciukiem a jako bonus w akcji pt 'wsadzanie kota po operacji brzucha do t
          > ransportera' zastrzyk z convenia dostalam ja a nie Chester tongue_out
          >


          Przynajmniej rana Ci się nie jadziłasmile
      • arwena_11 Re: Kociary - wizyta u weta 06.10.20, 22:18
        Wyjęcie wenflonu czy pobieranie krwii sprawia, że mój kot zamienia się w dzikie zwierze. Rosną mu dodatkowe łapy, zęby ma wszędzie. Ostatnim razem - trzymałam go ja, dwie asystentki, a i tak udało mu się ugryźć wetkę. Podobnie przy obcinaniu pazurów - ale tu ja już opanowałam i jego syczenie nie robi na mnie wrażenia. Zawijam go w ręcznik i wyciągam tylko konkretną łapę. No i łachudra wie, że mnie nie wolno gryźć.

        A wcześniej skubany daje sobie zrobić wszystko, zajrzeć w uszy, paszczę, zbadać się, zmierzyć temperaturę. I tym usypia czujność.
        • aerra Re: Kociary - wizyta u weta 06.10.20, 22:50
          A ja przy obcinaniu pazurów biorę kota na kolana, nawet nie trzymam specjalnie, obcinam i z głowy wink
          Aktualne koty są pod tym względem bezproblemowe całkowicie, ale w sumie z wcześniejszymi tez nie miałam jazd, ani przy czesaniu, ani przy żadnych zabiegach pielęgnacyjnych.
          Za to u weta parę razy asystentkę, czy samego weta, nasz pierwszy rąbnięty totalnie kot nieźle pocharatał. Był znany z tego, więc potem tylko jedna (genialna swoją drogą) wetka była w stanie jakos go ogarnąć i się go nie bała, reszta jak tylko nas zobaczyła to wydawała z siebie jęk: "tylko nie ten diabeł znowu!!!" i "pani Ania jest w trójce, niech państwo poczekają do niej!"
        • mava Re: Kociary - wizyta u weta 06.10.20, 22:52
          >Zawijam go w ręcznik i wyciągam tylko konkretną łapę. No i łachudra wie, że mnie nie wolno gryźć.

          a po czym wie?
          bo do takich czynnosci mój małżonek zupełnie się nie nadaje ("nie stresuj kota") więc musze robic to sama. Ostatnie obcinanie pazurów skończyło sie podrapanymi udami (moimi) oraz podartą piżamą (też moja). Kot był, teoretycznie, zawiniety w nieduzy kocyk, przez który, też teoretycznie, pazur z innej łapy sie nie przebije, ręcznik za cienki.
          Chętnie przekonam mojego kota, że mnie sie nie gryzie.
          • arwena_11 Re: Kociary - wizyta u weta 06.10.20, 23:06
            A nie wiem, ale mnie nie gryzie. Warczy, syczy - ale nie gryzie. Może dlatego że się go nie boję? Gdyby się postarał to mógłby chapnąć. Ale on tylko straszy i macha łapami. Na początku córka mi go jeszcze pomagała trzymać, jak obcinałam pazury u tylnych łap. Pierwszy raz miał obcinane u weta - jeszcze nic mu nie zrobiono - a ten już ugryzł asystentkę. Uśpił czujność, bo sobie grzecznie leżał i mruczał.
            A potem diabeł w niego wstąpił. Do zdjęcia wenflonu - musiał dostać głupiego jasia - bo nie było odważnego kto zaryzykuje podejście, jak ugryzł lekarza. A zastrzyki znosi ze stoickim spokojem
            • rb_111222333 Re: Kociary - wizyta u weta 07.10.20, 05:21
              Mi weterynarz zaproponowała obcinanie, żeby koty nie drapnęły mojej córeczki. Zdziwiłam się, bo myślałam, że nie można tego robić, ale obcina się tak do połowy. Jak mają krótsze pazury to mniej też drapią meble.
            • mava Re: Kociary - wizyta u weta 07.10.20, 10:18
              >A po co obcinacie kotom pazury?

              bo to kot domowy, niewychodzący i pazury raczej mu przeszkadzają. Pominawszy "ostrzenie" pazurów o meble to kot często zahacza się nimi np. o tapicerkę, kocyk, cokolwiek miekkiego i cięzko mu sie z tego wydostać oraz slizga sie po podłodze i generalnie, widać, że kotu źle sie chodzi. Zapobiega też bolesnemu wrastaniu paznokci/pazurów jesli kot sam niewystarczająco o nie dba.
              Kotu nie obcina sie pazurów "do połowy" tylko ponizej ukrwionego rdzenia. Czasem trudno go dostrzec jesli pazur ciemny. Są specjalne cążki, przystosowane do grubszych (od ludzkich) kocich pazurów i nie powinno sie tego robić innymi.
              https://www.zoo-mar.pl/wp-content/uploads/2018/10/jak-uci%C4%85c-pazur.jpg
            • alicia033 Re: Kociary - wizyta u weta 07.10.20, 19:18
              mamtrzykotyidwa napisała:

              > A po co obcinacie kotom pazury?

              np. dlatego, że w pewnym wieku kotom, tak, jak ludziom, stawy odmawiają sprawności i kot nie jest w stanie sam ich sobie ścierać. Tkanka rogowa, z której zbudowany jest pazur rośnie, ale otaczające pazury stawy nie działają więc kot nie może ich wyciągnąć i zetrzeć np. o drapak. Taki nieścierany pazur wrasta kotu w opuszek (a nawet głębiej w łapę).
            • mysiulek08 Re: Kociary - wizyta u weta 07.10.20, 00:51
              kupilam kiedys specjalny klips na kark, ktory mial dzialac jak kotka matka, uscisk byl dosc mocny, sprobowalam na najwiekszym oporniku, zreszta kocurze slusznych rozmiarow, owszem zapielam na karku, ale kot zamiast znieruchomiec (jak pisalo w instrukcji), zaczal przerazliwie miauczec i biegac chaotycznie... udalo sie go szybko z tego narzedzia tortur uwolnic, powedrowalo do szuflady, ku przestrodze

              bylam wtedy jeszcze poczatkujaca kociara w trudnych przypadkach, naszpikowana wiedza teoretyczna, ksiazkowoforumowa (miau), nie fejsbukowa 😋 i dawalam sie jeszcze nabierac na pewne teorie, zycie codzienne z ferajna sporo teorii zweryfikowalo 😀
          • arwena_11 Re: Kociary - wizyta u weta 07.10.20, 09:44
            Wiesz, mój przy pobieraniu krwi był trzymany tak przez asystentkę. I ją ugryzł - bo diabeł w niego wstępuje, ma 20 łap i 10 paszczy. Zawołano lekarza z gabinetu obok do pomocy. Trzymały go trzy osoby a i tak się prawie wywinął.
          • mava Re: Kociary - wizyta u weta 07.10.20, 10:22
            >to zwisa jak mały kociak niesiony przez kocią matkę.

            pewnie zwisa. Jednak mówimy o sytuacji kiedy kota nie trzeba przenieść (nie moze zwisać) a trzeba wykonać przy nim jakies operacje wiec kot siedzi/leży na stole zabiegowym. I wtedy ma do dyspozycji jak najbardziej sprawne łapy, z pazurami.
            • alicia033 Re: Kociary - wizyta u weta 07.10.20, 19:22
              mava napisała:

              >jednak mówimy o sytuacji kiedy kota nie trzeba przenieść (nie moze zwisać) a trzeba wykonać przy nim jakies >operacje

              zgadza się, przy pewnych czynnościach niestety obezwładniający chwyt za kark nie ma racji bytu natomiast w poście startowym chodziło o usunięcie wenflona i podanie zastrzyku, a do tego ma akurat obezwładniające zastosowanie.
              • mava Re: Kociary - wizyta u weta 07.10.20, 19:52
                > natomiast w poście startowym chodziło o usunięcie wenflona i podanie zastrzyku, a do tego ma akurat obezwładniające zastosowanie.

                no nie wiem...jakos nie wyobrażam sobie podania zastrzyku "w powietrzu" zwisającemu kotu.
                Przynajmniej moj kot musiał być wsadzony w kaftan bo nie dał sobie niczego zrobic w gabinecie weta. Krew miał pobieraną w kaftanie, zastrzyk podany podobnie.
                • alicia033 Re: Kociary - wizyta u weta 07.10.20, 20:12
                  mava napisała:

                  > no nie wiem...jakos nie wyobrażam sobie podania zastrzyku "w powietrzu" zwisającemu kotu.

                  i słusznie, bo kot w żadnym wypadku nie zwisa. Jest trzymany, ewentualnie lekko podnoszony za kark w pozycji siedzącej ale tak, że co najwyżej przednie łapy mogą oderwać się od podłoża, ale nie cały (a nawet jego większa część) kot.
                  • mava Re: Kociary - wizyta u weta 07.10.20, 21:48
                    jak widze (na filamch) kocie matki przenoszące kociaki to jednak "zwisa" caly. A chyba o taki atawizm ci chodzilo? bo inne czynnosci to jednak bardziej ludzkie sa?
                    Jakby nie patrzeć to moj kot u weta nie poddaje się takiej procedurze i musi być wpychany w kaftan...zadne tam "fałdy" czy innne kiciu kiciu wypowiadane przez wlaściciela...
    • clk Re: Kociary - wizyta u weta 06.10.20, 21:59
      Moj weterynarz (dobry i dobroduszny) ma narysowana linie gdzie w gabinecie maja stać właściciele zwierzaka. On ogrania sam zwierzaka plus asystentka, ja jestem tam tylko do ewentualnej pomocy żeby go uspokoić jeśli coś byłoby nie takz
    • tairo Re: Kociary - wizyta u weta 06.10.20, 22:06
      Renomowany, polecany i bardzo drogi gabinet wydał kotkę po sterylizacji z wenflonem w łapce i bez podania antybiotyku o przedłużonym działaniu jeszcze w trakcie działania narkozy?
      Huh.
      • tairo Re: Kociary - wizyta u weta 06.10.20, 22:18
        Co do pytania: owszem, jeżeli zwierzę współpracuje, to zazwyczaj przy drobnych zabiegach wykonywanych w trakcie wizyty ogarnia je właściciel, bo to uspokaja. Ale jeśli zwierzak współpracować nie chce, to jak najbardziej powinien się nim zająć odpowiednio wyposażony asystent.
      • prezent_urodzinowy Re: Kociary - wizyta u weta 06.10.20, 22:37
        Ja tak dostałam kotkę po sterylce... gabinet miał umowę z gminą. Miałam pojechać następnego dnia na wyjęcie wenflonu, ale zepsuł mi sie samochód, a do weta mam kilkanaście kilometrów. Wenflonu wyjęłam sama. Kotka drapała, wyrywała sie i bardzo przeklinała, ale zajęło nam to 10 minut. Najgorzej było odkleić plaster smile a nie jestem żadnym medykiem ani nic...
    • cisco1800 Re: Kociary - wizyta u weta 06.10.20, 22:11
      Ostatnio moja kocice trzymał mąż i ja, doktor robił zastrzyki. Kocica ugryzła po równo mnie i weta, a mnie dodatkowo wbiła pazur w dłoń. U mojego weta nie ma asystentki, ale sam doktor jest pełnym pasji fachowcem i nie zamieniłabym go na najdroższy, najbardziej renomowany i najbardziej naj gabinet nawet z asystentką. Poza tym zwierzak chyba pewniej się czuje kiedy uczestniczy w tym jego czlowiek
    • tomato.soup Re: Kociary - wizyta u weta 06.10.20, 22:19
      Poszukałabym innego veta chyba. Dopiero co robiłam sterylkę kociakom i zupełnie inaczej to wyglądało. Wystarczyła jedna wizyta, koty odebrałam wybudzone kompletnie, bez wenflonów itp. Szwy miały wewnętrzne i rozpuszczalne więc kolejna wizyta nie była konieczna. Dostały tylko na wynos leki przeciwbólowe.
      Trzymanie zwierzaka przez ciebie nie wydaje mi się złą praktyką. Właściciel, jego głos, zapach powinien uspokajać więc powinno być mu łatwiej utrzymać kota niż obcej asystentce pachnącej mieszanką różnych zwierząt.
      • mamtrzykotyidwa Re: Kociary - wizyta u weta 06.10.20, 22:49
        U mnie też zawsze wygląda to inaczej, ale ja nie zostawiam kotów i nie odbieram wybudzonych, tylko cały czas jestem, żeby kot się nie stresował, tym że został sam w obcym miejscu.
        Kot dostaje zastrzyk usypiający na moich rękach, na rękach usypia i dopiero, jak śpi, to wet go zabiera na operację.
        Czekam w poczekalni, i jak jest już po operacji, to wet przynosi mi śpiącego kota do wolnego gabinetu, układa na podgrzewanej macie, podłącza kroplówkę, dodaje do niej leki i ja jestem z kotem, aż się całkiem wybudzi, a wet zagląda do nas co jakiś czas, aby sprawdzić, czy wszystko jest w porządku. Dopiero, jak kot się całkiem obudzi, to jedziemy do domu.
    • smaczna_zupa Re: Kociary - wizyta u weta 06.10.20, 22:41
      Jestem bardzo zdziwiona drugą wizytą po sterylizacji. Wydali kotkę z wenflonem?! Antybiotyk podaje się od razu, gdy kot jest jeszcze zwiotczały! Szwy są rozpuszczalne! Owszem, byłam z kotkami ponownie po sterylizacji u weta, ale to była zwykła kontrola, pomiar temperatury, itd. Tak, właściciel trzyma kotkę, chyba że nie jest chętny to ktoś inny z personelu.
    • madzioreck Re: Kociary - wizyta u weta 06.10.20, 23:32
      Czy naprawdę tak mało lecznic stosuje klej do tkanek/szwy rozpuszczalne zamiast szwów zewnętrznych?
      I tak, w sumie to Ty jesteś odpowiedzialna za swoje zwierzę, jak ma kogoś pogryźć, to Ciebie, a nie lekarza wink Moze jestem naiwna, ale wydaje mi się, że to rola opiekuna, żeby można było zbadać zwierzę czy wykonać niezbędne zabiegi, wet ani asystent nie mają ku temu jakichś supermocy.
      Może mi ktoś w ogóle wyjaśnić, czemu u kotów nie stosuje się na chwilę znieczulenia wziewnego, tylko walczy z kłami, pazurami i wściekłym zwierzakiem z pociętym brzuchem? U kotów nie można izofluranu czy o co chodzi?
      Od lat jak chodzę ze szczurami, to do trudniejszych ogonów/bardzo się stresujących, stosuje się wziewkę. Bez premedykacji takiej jak przy zabiegu, po prostu na chwilę maska na paszczę, robi się rtg/pobranie krwi czy co tam, i potem podaje trochę tlenu przy wybudzaniu. Moje ręce całe, lekarza ręce całe, zwierzak nie popada w przerażenie. Jak miałam dzikie szczury, kochane w domu, a totalnie nieobsługiwalne u weta (syczące, wrzeszczące, zjeżone kule futra), to transporterek wsadzało się do worka, do tego rurka z wziewką i dopiero wtedy można było otworzyć pudło i wszystko na spokojnie zbadać, obejrzeć zęby itd.
      • mysiulek08 Re: Kociary - wizyta u weta 07.10.20, 00:55
        bo to droga zabawka? bo wiekszosc wetow z gatunku 'ja nie dam rady?' albo wierza tylko w zastrzyk z usypiaczem?
        w jednej lecznicy juz wiedza, ze jak wchodzimy z transporterem to lepiej juz maszyne odpalac 🤣
        • madzioreck Re: Kociary - wizyta u weta 07.10.20, 01:05
          No droga, owszem, aczkolwiek chyba bez przesady znowu... ale kurde no, skoro ja ze szczurami się znalazłam i korzystam, to serio nikt z kotami nie stosuje? Ja wiem, że za szczura jednostkowo taniej, ale też ze szczurami się lata do weta bez-przerwy, a zwykle ma się sztuk kilka i chorują jak porąbane. I nawet nie zawsze chodzi o jakąś walkę czy gryzienie - bo jedna dzika szczura wprawdzie nie gryzła, ale tak strasznie się bała, wrzeszczała tak, że w całej lecznicy było słychać, tylko dlatego, że otworzyli pudło. No na cholerę tak stresować zwierzaka...? A co do wiary w zastrzyk... kurna, no, myślałam, że lekarze to tak bardziej wiedza, niż wiara uncertain W mojej lecznicy, zanim kupili maszynę, używali nasączonego wacika. Wystarczył, żeby cyknąć foto czy pobrać krew opornemu pacjentowi.
          • mysiulek08 Re: Kociary - wizyta u weta 07.10.20, 02:58
            bywa gorzej, maja ale nie uzywaja, znam dwie takie lecznice, a zwiedzilismy duzo, duzo wiecej, w zasadzie od tego czy maja mozliwosc wziewnej narkozy zaczynamy rozmowe, bo wiemy kogo mamy w transporterze smile

            tego delikwenta, w trakcie pobytu do kazdej procedury lekko przysypiali (po pokazowce Chestera przy pierwszej wizycie) , tylko jak wracal do domu, to mimo prosb tego nie zrobili bo wet nie chcial oddawac kota na haju i bylo co bylo
      • alicia033 Re: Kociary - wizyta u weta 07.10.20, 19:57
        madzioreck napisała:

        > Czy naprawdę tak mało lecznic stosuje klej do tkanek/szwy rozpuszczalne zamiast szwów zewnętrznych?

        imo właśnie nikły procent weterynarzy aktualnie stosuje szwy zewnętrzne. Jestem związana z fundacją przez którą przechodzą tysiące kocich sterylek w gabinetach wterynaryjnych rozsianych po całej Polsce i nikt wyciągania szwów nie stosuje. A te sterylizacje oczywiście idą po najbardziej ekonomicznej linii.

        > I tak, w sumie to Ty jesteś odpowiedzialna za swoje zwierzę, jak ma kogoś pogryć, to Ciebie, a nie lekarza wink Moze jestem naiwna, ale wydaje mi się, że to rola opiekuna, żeby można było zbadać zwierzę czy wykonać niezbędne zabiegi, wetani asystent nie mają ku temu jakichś supermocy.

        Bez przesady, weterynarz&asystent nie mają supermocy, natomiast powinni mieć fachową wiedzę, jak obezwładnić zestresowane, znajdujące się w obcym otoczeniu zwierzę. Właściciel w takiej sytuacji absolutnie nie jest odpowiedzialny. Jakby zresztą miał zwierzę i siebie do tego przygotować??? No może jeszcze psa, z pozorantem, można i na taką okoliczność by przeszkolić ale kotów i ich właścicieli nikt nie szkoli i szkolił nie będzie.

        > Może mi ktoś w ogóle wyjaśnić, czemu u kotów nie stosuje się na chwilę znieczulenia wziewnego, tylko walczy z kłami, pazurami i wściekłym zwierzakiem z pociętym brzuchem?

        oczywiście, że się stosuje, natomiast takie zabiegi jak zrobienie zastrzyku czy pobranie krwi u kotów najczęściej wymagają po prostu chwytu za kark w odpowiednim miejscu. Ewentualnie unieruchomienia zwierzęcia w inny sposób a domowy kot to nie ważący ćwierć tony tygrys i przeciętny człowiek nie ma najczęściej problemu, żeby go na potrzebny do zabiegu moment spacyfikować,. W drugą stronę, w odróżnieniu od szczurków, kot jest na tyle masywny, że nie ma obawy uszkodzenia go użyciem pewnej siły.

    • kanna Re: Kociary - wizyta u weta 06.10.20, 23:39
      Tak na prawdę nie chodzi tu o zwierzaka a o właściciela.

      Jeśli właściciel potrafi ogarnąć siebie w stresującej sytuacji - czyli jest spokojny i pewny siebie - jak najbardziej może asystować. Pomoże w ogarnięciu zwierzęcia.

      Jak nie - potrzebny jest asystent, lub inna osoba, która ogarnie.
    • mysiulek08 Re: Kociary - wizyta u weta 07.10.20, 01:00
      a tak w ogole to wszystko zalezy od kota, sa grzeczne kanapowce, ktore sa spokojne zawsze coby sie nie dzialo, sa takie, ktore w sytuacji zagrozenia beda walczyc wszelkimi sposobami o zycie , sa szolmeni, gwiazdorzacy u weta i kradnacy serca

      nie mowiac o dzikusach, bo to w ogole inna historia
      • mava Re: Kociary - wizyta u weta 07.10.20, 18:35
        > a tak w ogole to wszystko zalezy od kota,

        to mi przypomina, że ostatnio chciałam zawieźć kota do weta i zanim zeszłam z nim 2 pietra nizej do garażu to ten zdażył się, za przeproszeniem, zes..ć w transporterku i na tym skończyła sie moja (nasza) wizyta....Musiałam wrócic do mieszkania, wymyć kota i transporterek, wyprac podusie w nim...a w dodatku wtedy wrócił z pracy mój mąż, który mnie opieprzył za stresowanie "jego" kota.
    • b-b1 Re: Kociary - wizyta u weta 07.10.20, 07:06
      Mam dwóch wetów-jednego na miejscu do szybkiego ogarniania-drugi-to klinika do specjalistycznych zabiegów.
      Dwa różne podejścia-u stacjonarnego-pomagam wetowi-trzymam kota/psa do zastrzyków, pobrania krwi, siedzimy z kroplówką itp.
      Klinika ma wymóg(oczywiście napisany w regulaminie)-oddajemy zwierzę w ręce wetów/asystentów do pobierania krwi, fotek rtg itd- gdzie właściciel wg kliniki bardziej "przeszkadza" niż pomaga.
      Akceptujesz regulamin-oddajesz psa/kota i czekasz, dostajesz go za chwilkę z powrotem. Nie akceptujesz-zmieniasz weta .
      Wyjątek-mój olbrzym(ok 80kg) jakoś go nikt nie chciał przejąć do pobrania krwi big_grin
      • jak_matrioszka Re: Kociary - wizyta u weta 08.10.20, 01:59
        Przy psach chyba łatwiej właścicielowi zapanować nad zwierzeciem. Ja chodziłam do weterynarza z wieloma obcymi psami, bo dla mnie była to namiastka posiadania psa, a dla właściciela czesto duża pomoc. Wszystkie psy lekkie w obsłudze, nawet te, których właściciele twierdzili coś innego. Żadnego nie trzeba było trzymać siła, wystarczy jedna reka na pysku i druga gdzieś na zadku, a weterynarz ma cała reszte dostepna.
        Jak poszłam pierwszy raz z kotem, to wiedziałam, że na rozkaz nie znieruchomieje. Obiecałam, że pomoge trzymać, ale zanim igła pojawi sie w polu widzenia, to trzeba mnie uprzedzić, bo musze zamknać oczy. Okazało sie, że wet praktycznie sam sobie z kotem radzi, bez asysty (szczepienie, nic innego jeszcze kotu nie robili). Biorac pod uwage opowieści z tego watku, to kota mam bardzo łatwego w obsłudze, bo pysk ma jeden i używa go tylko do mamrotania przekleństw, a na cztery kocie łapy starcza jedna reka do przytrzymania smile
        • mysiulek08 Re: Kociary - wizyta u weta 08.10.20, 04:37
          ale ja tez mam latwe osobniki w ferajnie 😀 a Prosiaczek przebijal wszystkich u weta, nawet w najgorszym stanie robil szol i gwiazdorzyl, Kicia.Yoda bije umiarkowanie, Umpa Lumpa jest grzeczny jak aniolek, tylko Chester i Aramis bronia swojej wolnosci z zaciekloscia godna tygrysa
    • anahera Re: Kociary - wizyta u weta 07.10.20, 08:48
      Polecam poszukac gabinetu z akredytacja Fear Free. To co opisujesz nie jest obecnie norma w gabinetach weterynaryjnych, a napewno nie jest standardem do jakiego szanujacy sie gabinet powinien aspirowac.

    • nikki30 Re: Kociary - wizyta u weta 07.10.20, 10:21
      U nas jest asystentka jeszcze ale nasze koty są mało agresywne podczas badania, nie wyrywają się. Są mega zestresowane.W trakcie badania kotka potrafi wstrzymać oddech ze strachu a kocur zrobił raz nawet kupę pod siebie. Dlatego jak nie muszę nie zabieram do weta, zastrzyki podaję sama, tabletki na odrobaczenie teżsmile
    • edka12 Re: Kociary - wizyta u weta 07.10.20, 18:47
      Powinien być asystent/ technik weterynarii, który umie kota przytrzymać umiejętnie i bezboleśnie. Niestety ze względów oszczędnosciowych lekarze wet rzadko zatrudniają personel pomocniczy. Efekt taki jak opisała autorka wątku.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka