asfiksja
17.10.20, 16:19
W kontekście covida, ale nie tylko.
No bo tak. Dawniej była to w miarę "prosta" praca. Podawanie leków rozpisanych przez lekarza (wymagana jest uwaga i skrupulatność, tajniki farmakoterapii niekoniecznie), podłączanie aparatury i określone przez lekarza reagowanie na jej wskazania, zmiana opatrunków, obsługa bytowa pacjenta itd. itp. Wykonywały ją raczej proste kobiety, nie trzeba było do tego studiów, ale mnóstwo wprawy, hartu ducha, cierpliwości, odporność psychiczna itd.
W tej chwili w szpitalu pielęgniarki nadal wykonują raczej proste prace - jedyny wyjątek: zakładanie wenflonu małym dzieciom. To jest trudne i przeciętnie udaje się za 3. razem (liczyłam). Są pielęgniarki, które nie umieją ustawić alarmu na nieco bardziej nowoczesnym monitorze wieloparametrowym (serio). A jednocześnie wymagane jest od nich, żeby miały wyższe wykształcenie - a potem nie wymaga się od nich niczego adekwatnego do tego wyższego wykształcenia i nie płaci im się adekwatnie. Skutkiem tego osoby o dużych możliwościach umysłowych nie idą na te studia i są braki kadrowe, które nas teraz walą po oczach.
Gdzie tu sens?
Nie lepiej, żeby to były wykwalifikowane osoby ze średnim wykształceniem, ale za to w wystarczającej liczbie?