Dodaj do ulubionych

Nasi dziadkowie, nasi rodzice

29.10.20, 13:28
"Apogeum aborcji to początek lat 60. ubiegłego wieku. W latach 70. ich liczbę ocenia się na 300-500 tys. rocznie. Lekarze tacy jak prof. Bogdan Chazan czy były minister zdrowia Bolesław Piecha w PRL nie byli związani z ruchami pro-life tak jak dzisiaj, ale - co zresztą przyznają sami - przeprowadzali aborcje."

Jak tam dzietność w waszych rodzinach? Mam pisowską, gardłującą babcię. I uznałam, że w sumie czas zadać jej to pytanie. Zapytałam, jak to się stało, że miała tylko dwoje dzieci. Babcia powiedziała tylko "Ha..." (mówi tak, gdy ktoś ją zagnie w dyskusji i nie wie, co dalej powiedzieć, co rzadko, bardzo rzadko się zdarza). Dodała, że ucho ją boli od rozmowy przez telefon i się rozłączyła.

Jak tak popatrzę po swojej rodzinie, to jestem wyjątkowo zdziwiona - po kim odziedziczyłam tę niesamowitą płodność? Gdyż dwa razy zaszłam w ciążę od pierwszego strzału. Gdyby nie wcześniejsze skrupulatne pilnowanie antykoncepcji (i ze trzy razy pigułka po), to byłabym matką wielo, wielodzietną. W rodzinie, w której co najwyżej od lat powojennych była jedynie dwójka dzieci...

Bo może w końcu warto zapytać? Jeśli oni od lat dobierają się do mojej macicy, to ja również mam prawo wiedzieć (w szczególności, jeśli chodzi o polityków starszej daty, w których młodości antykoncepcja była żadna lub bardzo zawodna)
Obserwuj wątek
    • lot_w_kosmos Re: Nasi dziadkowie, nasi rodzice 29.10.20, 13:40
      Idąc tym tropem który wskazujesz należałoby sądzić iż każda kobieta usunęła co najmniej 20 ciąż, bo co stosunek w środku cyklu to dzidziuś.

      Nas byla trójka.
      Moi rodzice mają odpowiednio dwoje i czworo rodzeństwa.

      Mam mnóstwo znajomych i oni mają różne ilości dzieci.
      I są i takie co tylko się dotkną z mężem a już jest dzieciak.
      I takie co mają jedno zaraz po ślubie urodzone , antykoncepcji żadnej i zero dzieci więcej.

      Świat nie jest zerojedynkowy.
    • ggrruu Re: Nasi dziadkowie, nasi rodzice 29.10.20, 13:46
      U nas? Ja jestem jedynaczką, z tego co wiem to po prostu dbali o to żeby drugiej wpadki nie było wink Babcia usunęła jedną ciążę bo z drugim mężem już nie chciała mieć dzieci. Miała wtedy już dwoje sporych dzieci. Jej pierwsze zmarło jako niemowlę.
    • tt-tka Re: Nasi dziadkowie, nasi rodzice 29.10.20, 13:49
      Moja babcia ze strony matki miala jedno dziecko. Chciane.
      Moja mama - dwoje. Chciane.
      Babcia ze strony ojca - dziewiecioro. Wyzylo siedmioro. Nie miala dostepu ani do antykoncepcji, ani do aborcji, nawet nielegalnej. Z tych siedmiorga odpowiednio - czworka, trojka, dwojka, dwojka, jedno, jedno, zadnego.

      Kiedy we wczesnych latach 90-tych zbieralysmy podpisy pod protestami wobec projektow ograniczenia (wtedy mowa byla tylko o ograniczeniach, nie o zakazie) prawa do aborcji, podpisywalo bardzo duzo starszych wiekiem kobiet. Przewaznie z tekstem "zebyscie nie musialy przezywac tego, co my kiedys".
    • wrotek0 Re: Nasi dziadkowie, nasi rodzice 29.10.20, 14:01
      Moja Mama na pewno miała jedną (lata 60- te), Teściowa więcej. Obydwoje z mężem jesteśmy jedynakami.
      W tym czasie lekarz stwierdzając ciążę potrafił zapytać: To na kiedy umawiamy się na zabieg?
      Dobrze, że to się zmieniło, dostępność antykoncepcji to jedno a zmiana świadomości to drugie.
    • gama2003 Re: Nasi dziadkowie, nasi rodzice 29.10.20, 14:14
      Rozmawiałam o tym dawno temu z jedną taką otwartą babeczką, tak 1,5 pokolenia starszą.
      I przyznała, że ma kilka takich zabiegów na koncie. I że absolutnie nie była unikatem.
      No i jej koleżanki z tamtych lat, skonfrontowane z tematem właśnie w latach 90- tych potrafiły palnąć, że wtedy to były zwykłe skrobanki a nie żadna aborcja. Nazwa im czyni różnicę i to nie to samo.
      Kompletny odlot.
      To osoby obecnie sporo 70-80+.
      Czyli pokolenie rydzykowych fanek w większości.
    • hanusinamama Re: Nasi dziadkowie, nasi rodzice 29.10.20, 14:15
      Tez mnie to fascynuje. Jestem wychowana w ultra katolickiej rodzinie, moja mama sie szczyci tym, ze nie używala sztucznej antykoncepcji. Mam brata. Mama była tez w 3 ciązy - pozamacicznej. Wtedy ją odratowali nie patrząc na nic...dzisiaj nie wiem, czy by sie lekarz nie bał oskarżenia o aborcje (SIC).
      Mowiłam mojej mamie, ze ona rodzicła dzieci mając wybór (duzo wiekszy niz ja do tej pory, bo mozna było usunąc nawet zdrowy płód). Ona mi chrzni o miłości Chrystusa...nie da sie gadać. W dodatku jestem patologiczna matką, bo pytającej 8 latce powiedziałam o co są te protesty i co to jest aborcja. Ona była kochającą matką, będąc w podobym wieku jak teraz moja córka miałam puszczony przez rodziców "Niemy krzyk". I tak własnie mówiąc mi o aborcji, o tym ze sex to grzech i tylko po ślubie, ciągając na msze, roraty i różąńce...wychowali sobie niewirzącą, antykoscileną lewaczkę smile
    • australijka Re: Nasi dziadkowie, nasi rodzice 29.10.20, 14:35
      Ja urodzona w latach 50-tych. Płodność przypadała na koniec 70-tych i całe 80-te. Wtedy to liczb aborcji sięgała pół miliona rocznie. Dni aborcyjne były w szpitalu w czwartki. Od rana do nocy kłębił się pod Izbą Przyjęć tłum. Potem na ginekologii. Każdy lekarz, który nie chciał przeprowadzać aborcji po prostu nie brał w czwartki dyżuru. Nikt z krzyżem na czole nie chodził. Choc nikt nie pytał kobiety same opowiadały swoje historie, Naprawdę mogę? O kobiecie, której pijany mąż wkładał w pochwę połamaną czekoladę z orzechami i wylizywała te orzechy a potem podczas stosunku patrzyła na tę znienawidzoną, usmarowana gębę?
      O innej, która wciąż do prania dostawała majtki męża usmarowane ejakulatem a i krwią iesięczną kochanki? O tej, która miała już dwoje niepełnosprawnych dzieci, o tamtej mieszkającej z teściem, teściową, dwójką dzieci, siostrą męża i jej kochankiem w dwupokojowym mieszkaniu i każdy seks kończył się wrzaskiem teściowej "i znów w ciążę zajdziesz!!!!!
      Nie wierzę tym , co w tamtych czasach nigdy. Nie mówią? No nie mówią, bo teraz moda na te wszystkie celebryckie omdlenia, radości, baloniki, przyjęcia. Bo to uniesienia, że dziecko z Downem to cud.
      Nawet 18- letnie masturbujące się przy kolacji. A i mąż czasami nie wiedział, no bo jak to taka suką być. To by się dowiedział. Jeśli nie zachodziły przez lata w ciążę to albo były uszkodzone po aborcji albo nie współżyły . A i z piedestału na stare lata nie trzeb spadać. Ja też mam tajemnice , o których nie wie i nie dowie się nikt. Bo to juz było i nic nikomu do tego. Lekarz stwierdzając ciążę nie leciał z gratulacjami , jakby to on sam się przyczynił. Pytał czy rodzimy czy zastanawiamy się czy usuwamy.
      • aandzia43 Re: Nasi dziadkowie, nasi rodzice 29.10.20, 14:45
        Amen. Dodam jeszcze, że niejednokrotnie nie zachodziły choć współżyły, bo jakąś tam antykoncepcję jednak stosowały oraz miewały zaburzenia cyklu, hormonalne i takie tam. Albo zrosty po zapaleniach przydatków, niekoniecznie po aborcji. Znałam taką jedną po dwudziestce trochę co wtedy, osiemdziesiąte lata były, miała za sobą dwie aborcje i dwoje dzieci - płodna była jak diabli, ale jakby sobie konsekwentnie spiralkę zamontowała i jeszcze coś tam dołożyła to nie zachodziłaby tak często. Wkładki domaciczne były dostępne, choć nie bardzo tanie, no i nie trzeba było ze świecą szukać lekarza bez sumienai co ją założy.
      • hosta_73 Re: Nasi dziadkowie, nasi rodzice 29.10.20, 15:41
        Zgadzam się. Rozmawiałam kiedyś z mamą, powiedziała, że kiedyś usunięcie ciąży to nie było nic niezwykłego. Przypuszczam, że sama też miała aborcję, choć nie zapytalam. Antykoncepcję rodzice też stosowali, prezerwatywy w domu były. Małżeństwem byli od lat 60".
        Osobiście znam 3 dziewczyny, które przerwały ciążę (lata 90 i pierwsza dekada 2000) i moja ciocia (kilka razy w latach 80).
        • lwica_24 Re: Nasi dziadkowie, nasi rodzice 29.10.20, 17:20
          Ja usunęłam ciążę. Miałam jedno dziecko i wystarczyło mi. Zawiodła antykoncepcja. Miałam to szczęście, że był przy mnie mąż, aborcja odbyła się w cywilizowanych warunkach i...niestety po za granicami Polski, bo było to po ustawie zakazującej aborcji na życzenie. Mnie było na to stać. I...nie żałuję. I nikomu nic do tego. I nikt nie ma prawa mnie oceniać.
          • milupaa Re: Nasi dziadkowie, nasi rodzice 29.10.20, 20:22
            Oczywiście, ale jak się uprawia seks to trzeba się liczyć z tym, że z seksu bywają dzieci. Antykoncepcja nie zawodzi ot tak. Prawidłowo stosowana bardzo rzadko zawodzi. Aborcja nie powinna być stosowana zamiennie do antykoncepcji, takie jest moje zdanie.
            • turzyca Re: Nasi dziadkowie, nasi rodzice 29.10.20, 20:42
              >Antykoncepcja nie zawodzi ot tak.

              Owszem, zawodzi ot tak, bo nie ma żadnej 100% metody.


              >Prawidłowo stosowana bardzo rzadko zawodzi.

              Prawo dużych liczb. Niech będzie, że jest tak super pewna, że tylko 0,1% kobiet rocznie zachodzi. Ile to będzie niechcianych ciąż przy 10 milionach Polek?
              A większość sposobów ma niższą skuteczność...
            • lwica_24 Re: Nasi dziadkowie, nasi rodzice 30.10.20, 10:29
              Antykoncepcja jednak czasem zawodzi.
              Może pęknąć prezerwatywa albo być źle załozona ( nikt tego nie uczy, załozona w pośpiechu, źle zdjęta, kiepskiej jakości).
              Tabletki antykoncepcyjne mogą okazać się nieskuteczne ( biegunka, wymioty).
              Spirala wewnątrzmaciczna może okazać się zawodna, bo "przemknie" sie plemnik.
              Dojdzie do seksu bez zabezpieczenia, spontanicznego, nieoczekiwanego .....itd
              To tylko nieliczne przyklady kiedy antykoncepcja jednak zawiedzie.
              Aborcja nie jest antykoncepcją, jest kołem ratunkowym i dajmy z niego skorzystać.
    • ichi51e Re: Nasi dziadkowie, nasi rodzice 29.10.20, 14:43
      jedna moja babacia miala 3 dzieci, druga 6ro. rodzice moi 2, brat ojca 3, siostra 1 (ale jej meza moj brat zarazil swinka wiec raczej zamknal im droge) jedna siostra mojej mamy jedno (panienskie wiec nie sadze zeby reszte wykonczyla) reszta wlasnych 0, brat 2. w pokoleniu naszych rodzicow to chyba kalendarzyk byl ogolnie znany... ja mam jedno, od pierwszego strzalu drugie rowniez bylo od pierwszego tylko poronilam. ale od 8 lat nic... szkoda bo moze bym nawet i wiecej chciala...
    • mona-taran Re: Nasi dziadkowie, nasi rodzice 29.10.20, 14:54
      U mnie jedna babcia miała tylko jedno dziecko, bo po komplikacjach okołoporodowych więcej mieć nie mogła, druga miała czworo.
      Moja ex teściowa jedno dziecko i nie wiadomo ile aborcji, ale raz jej się wymsknęło w stronę exa, że szkoda że go nie wyskrobała jak tych innych... Więc wnioskuję, że więcej niż jedną.
    • ninanos Re: Nasi dziadkowie, nasi rodzice 29.10.20, 15:01
      Moja babcia miała 11 dzieci, przeżyło 10, druga babcia urodziła 6 przeżyło 4. Mama i teściowa to już z frakcji kiedy antykoncepcja była dostępna i wszystkie dzieci planowane były, mama raz poroniła, co bardzo przeżyła.
      Ja mam dwójkę planowaną, oboje w pierwszym cyklu, raz tylko przez miesiąc stosowałam środki antykoncepcyjne, ale źle się czułam, zabezpieczamy się prezerwatywą i wstrzymujemy w moje dni płodne. Nigdy poza tymi dwoma szczęśliwie zakończonymi ciążami w ciąży nie byłam, zero poronień, zero aborcji.
    • jolie Re: Nasi dziadkowie, nasi rodzice 29.10.20, 15:01
      Kobiety od strony matki (moja babka, matka i jej siostry, moje kuzynki) są raczej mocno płodne, ja podobnie. Moja babcia urodziła 6 dzieci, do tego ostatnia ciąża była pozamaciczna, zatem miała zabieg - mówiono o tym normalnie (gdy byłam już dorosła), chyba nawet nie traktowano jak aborcję. Moja matka w ciąży była 5 razy, jedno dziecko straciła przy porodzie, 2 poroniła w 5. miesiącu. Twierdzi, że nie mogła mieć z mojm ojcem synów. Ma dwie córki, siostry nie planowali, bo po swoich przejściach i urodzeniu mnie matka bała się i miała już dość. Jej siostry mają po 2 dzieci, moje kuzynki albo 2 albo 3, dużo jest dzieci w tej części mojej rodziny (przeważają dziewczyny, ja tylko zburzyłam statystyki z moimi chłopakami, zresztą oni jako mniejsi chłopcy narzekali, ze nie mają kuzynów tylko same dziewczynki). Ja spokojnie mogłabym być wielodzietna, ale zrealizowałam plan minimum z definicji wielodzietności czyli 3 dzieci. W rodzinie ojca płodność zdecydowanie gorsza, jego siostra nie mogła mieć dzieci, choć chciała, ale moja prababka od strony dziadka urodziła ponoć12 dzieci (!), z czego przeżyło siedmioro. Babcia miała problemy z zajściem w ciąże, mojego ojca urodziła w wieku 39 lat, a ciotkę po 40-tce, co w latach 50-tych określano jako późno.
    • asia_i_p Re: Nasi dziadkowie, nasi rodzice 29.10.20, 15:05
      Moja nieżyjąca już babcia, bardzo religijna, miała siódemkę. "Tylko", bo wojna przedłużyła jej narzeczeństwo do trzydziestego roku życia.
      Moja mama miała dwójkę, ale to i tak było o dwoje więcej, niż przewidywała jej ginekolog, która uważała, że mama jest bezpłodna.
    • tereso Re: Nasi dziadkowie, nasi rodzice 29.10.20, 15:19
      Moja mama była w trzech ciążach, pierwszą poroniła i był to dla niej wówczas dramat, tak opowiadała i w pełni wierzę, po co by mi inaczej opowiadała. Jesteśmy my z bratem. Rodzice są biologami, więcej ciąż nie było. Mamy siostra ma trójkę dzieci z trzecią wpadli, pamiętam te rodzinne rozmowy, aborcja nie była rozważana tylko konieczność ułożenia spraw i pogodzenia się z tym. Nie przesadzajmy z tymi aborcjami, to był wybór i nie znaczy że taki powszechny.
    • eliszka25 Re: Nasi dziadkowie, nasi rodzice 29.10.20, 15:26
      Co do mojej mamy jestem pewna - nie miała ani jednej aborcji. Mama urodziła ośmioro dzieci. Jeden z moich braci zmarł jako niemowlę. Moi rodzice zawsze byli bardzo wierzący, nas jako dzieci gonili do kościoła, a teraz sami chodzą sporadycznie. Nie podoba im się bardzo to, co się dzieje i że na mszy ksiądz zamiast się modlić, bawi się w politykę. Co do aborcji, to mój ojciec, odkąd tylko pamietam, zdanie ma niezmienne, które brzmi tak „najpierw niech się sk.......syny zajmą tymi wszystkimi, co już się urodziły”. Zawsze właśnie to pada z jego ust, kiedy wypływa temat zakazu aborcji.

      Żadnej z babć nie zapytam, bo obydwie nie żyją. Jednak sądząc po tym, że jedna urodziła pięcioro, a druga sześcioro dzieci, raczej nie usuwały ciąż hurtowo.
    • mrs.solis Re: Nasi dziadkowie, nasi rodzice 29.10.20, 15:47
      Prawde powiedziawszy zawsze sie zastanawialam jak to sie stalo, ze moja jedna babcia miala tylko troje dzieci, ale jakos nigdy nie zapytalam. Choc z drugiej strony cale zycie powtarzala, ze mojego ojca mialo nie byc, ale jednak go urodzila. Druga babcia miala osmioro dzieci z czego dwojka zmarla. W jej przypadku nie sadze, zeby miala jakakolwiek mozliwosc usuniecia ciazy. Wiem za to, ze jak za bardzo "dymila" to dziadek "karal" ja ciaza. Moja matka miala nas czworo. Troje z wpadki jedno planowane. Jak poszla do lekarza bedac ze mna w ciazy (byla panna) to lekarz od razu zapytal , czy chce usunac ciaze. Ja cale zycie bardzo sie pilnuje. Zaszlam w planowana ciaze od "pierwszego strzalu". Gdybym zaliczyla wpadke jeszcze przed 40 ka to bym urodzila. Na dzien dzisiejszy moja potencjalna wpadkowa ciaza poszlaby do kasacji, ale mam nadzieje, ze nie bede musiala podejmowac takiej decyzji.
    • la_mujer75 Re: Nasi dziadkowie, nasi rodzice 29.10.20, 16:16
      Moja babcia- od strony mamy, rocznik urodzenia 1913 rok. Gdy urodziła drugiego ( a był to jej trzeci poród) martwego chłopca, postanowiła, że nigdy nie będzie miała więcej dzieci. Ponoć przeszła straszne załamanie . Ona kochała dzieci i bardzo chciała je mieć. Ona z dziadkiem mieli konflikt serologiczny. Nikt wtedy nie wiedział.
      Kilka ciąż usunęła. Teściowa jej pomagała.
      Babcia mojej matki nie usunęła, bo się nie zorientowała, że jest w ciąży. Uważała, że jest już stara (39 lat!) i zaczyna tracić okres. Ponoć traumy poaborcyjnej nie miała. Za to do końca życia cierpiała z powodu dwóch martwych synków.
      Jej rodzona siostra (rocznik 1915)- miała trójkę dzieci i ponoć tylko jedną aborcję, ale jak babcia mówiła : "Janeczka to miała szczęście w życiu, że nie była taka płodna jak ja".
      Dwie siostry przyrodnie - nie miały dzieci. Jedna związała się z facetem, który nie mógł mieć dzieci ( co było przyczyną rozpadu jego pierwszego małżeństwa), a druga siostra sama nie mogła mieć. Chodziły po rodzinie ploty, że to przez pierwszego męża, który namówił ją do aborcji, gdy zaraz po ślubie zaszła w ciążę, mając niespełna 17 lat . Druga wersja głosiła, że nie mogła - bo w czasie wojny była w obozie i robiono na niej eksperymenty.
      Nie wiem, jak babcia ze strony ojca. Urodziła trzech synów w odstępach co 1,5 roku. Wiem, że będąc w III ciąży marzyła o córce. Gdy urodził się wujek, lekarz patrząc w kartę babci, powiedział: jeszcze z trzech takich urodzisz, to może i dziewczynki się doczekasz. Babcia odrzekła, że w takim razie nie ma zamiaru sprawdzać umiejętności lekarza i więcej dzieci nie będzie miała. I żadnego więcej dziecka już nie było.

      Mama - 52" rocznik- żadnej ciąży nie usuwała. A z ojcem poznali się jako nastolatkowie, ale używali prezerwatyw i globulek dopochwowych, plus metody naturalne . A i tak zaliczyli dwie wpadki (po ślubie). Mnie i mojego brata smile
      Gdy rodzice kończyli studia, mieli już dwoje dzieci.
      Norma było, że ciąża była przyczyną ślubu. W mamy otoczeniu- tylko ona nie była w ciąży, gdy brała ślub i jej przyjaciółka. Potem okazało się, że tamta para ma problem z płodnością. Coś w tym jest- bo moje koleżanki wszystkie prawie były "wcześniakami", jak sobie rozmawiałyśmy.
      Większość miała za sobą zabiegi. I oburzenia to nie wywoływało.
      Skandal w rodzinie wywołała dalsza kuzynka mamy, bo zaszła w ciążę, nie powiedziała nikomu, owijała się bandażami i w konsekwencji urodziła martwe dziecko. Lekarz chciał nawet to zgłosić na milicję.
      Ciotki mojej mamy (siostry babci ) były oburzone, że jak nie chciała mieć dziecka, to przecież mogła je usunąć! Tym bardziej, że była wykształcona !
      Mama mówiła, że jak na wizycie lekarze przeprowadzali z nią wywiad, to się zawsze dziwili, że dwie ciąże i dwa porody.
    • szalona-matematyczka Re: Nasi dziadkowie, nasi rodzice 29.10.20, 16:28
      Przeciez plodnosci sie nie dziedziczy, co ty piszesz huang he.😁😁 Moja praprababcia, ktora wyszla za maz w wieku 18 lat miala 2 synow. Chciala wiecej, nie wyszlo. Jej jeden syn mial 6 dzieci, zas drugi syn 2 synow (jeden z tych synow nich to moj dziadek, ktory mial 4 dzieci, zas drugi z nich nie mial dzieci i to mimo wczesnego malzenstwa - i on z zona do dzis placza, ze nie maja dzieci, wnukow. Doslownie placza). Nie wiesz dlaczego twoja pisowska babcia miala tylko 2 dzieci. Moze przezyla jakas tragedie? Moze tracila ciaze za ciaza, moze cierpiala na nieplodnosc wtorna, moze maz jej nie chcial, bo przestala mu sie podobac itd.itp.. To naprawde nie musiala byc aborcja. To mogla byc jakas tragedia, ktora boli ja do dzis i dlatego nie chce o tym rozmawiac. Wiec przestan szczuc.😈 Zachowujac sie tak nie roznisz sie od dewotow i innych Godek-muminkow.
    • niennte Re: Nasi dziadkowie, nasi rodzice 29.10.20, 16:39
      Jestem urodzona na początku lat pięćdziesiątych. Moja teściowa miała jedną aborcję, moja mama (prawdopodobnie) też jedną. Ja nie miałam żadnej, ale fakt, że szybko się rozwiodłam i współżyłam skąpo. Urodziłam dwoje dzieci, chcianych i zaplanowanych. Miałam hopla na punkcie antykoncepcji, ale ona w czasach mojej aktywności seksualnej była bardzo słaba. Oczywiście podstawą były kalendarzyk i prezerwatywy. Za czasów studenckich śpiewaliśmy: "Chcesz mieć dzieci jak brylanty, stosuj polskie środki anty" - co mówi o ich skuteczności, zwłaszcza słynnej globulki Z uncertain
      Po porodach próbowałam antykoncepcji hormonalnej, ale źle się po niej czułam i odstawiłam. O spirali mówiło się wówczas jak o wynalazku, o którym coś gdzieś słyszano, ale nie widziano. W mojej sytuacji miałam ten luksus, że nie stawałam przed dylematem usuwania ciąży.
      Natomiast mój mąż, który szybko zaczął mnie zdradzać, robił swoim kochankom kolejne dzieci (bo oczywiście "nie lubił" w prezerwatywie, więc jak kobieta nie pilnowała, to on na to, jak na lato) - jedna usunęła dwie ciąże, druga jedną podobno zaawansowaną, kolejne kochanki - nie wiem. Po latach okazało się, że ma dziecko z wpadki z jakąś kolejną z rzędu, która nie pozwoliła się zmusić do aborcji, więc 'za karę' nie płacił jej alimentów sad
      Tak więc pisząc o moralnych aspektach aborcji, bierzcie pod uwagę, że skutecznych środków anty dla kobiet (oprócz przysłowiowej szklanki wody) nie było, a używanie najskuteczniejszej - prezerwatywy zależało od łaski pana męża.
      I jeszcze jedno. Miałam encyklopedię zdrowia, w której cały cykl życia płodowego przedstawiony był w ten sposób, że przez 9 miesięcy zarodek przechodzi całą ewolucję strunowców: najpierw jest organizmem wielokomórkowym, potem rybą, płazem, gadem, ptakiem, aż w końcu ssakiem i człowiekiem. A zatem aborcja była usunięciem rybki czy żabki, a nie dziecka. Myślę, że większość kobiet tak do tego podchodziła. Naprawdę, inne czasy, inna świadomość.
      Ja tam niezmiennie popieram aborcję, również na żądanie, uznając prawo kobiety do dokonania wyboru. Powiedzmy, mniejszego zła.
    • 12gram Re: Nasi dziadkowie, nasi rodzice 29.10.20, 16:46
      Moje babcie bardzo kościółkowe i wychowywane tak by nawet antykoncepcję uważać za niemoralną a aborcja absolutnie nie wchodziła w grę. Więc dzieci było dużo plus poronienia samoistne z wykończenia organizmu.

      Stosowały "antykoncepcję naturalną" - czyli wieloletnie kłótnie i fochy z mężami żeby się odp..... i nie robił kolejnego dziecka.
      Mimo cięzkiego życia jakie miały są nadal absolutnie zablokowane na tematy antykoncepcji. Żadna zgoda na tematy aborcja , in vitro nie jest możliwa, nie ma co z nimi rozmawiać nawet bo czują się tym wręcz osobiście obrażone.
      zbyt są zakodowane ideologią zaprzeczającą rozsądkowi i wychowane na "niosące krzyż" a nie szanowanie siebie samej.
      Nawet po tym, jak opowiadały, jak na porodówkach były traktowane kobiety wielodzietne - z buta i z pogardą.
      Bo fakt że ksiądz w kościele chwalił i każdego dziecko gratulował a po siódmym to oczy z zachwytu do nieba wznosił.

      I też się zawsze dziwiłam, dlaczego ta wielodzietność była tylko w kilku rodzinach w okolicy.
      A cała reszta to po dwóch-trzech dzieciach się bezpłodna robiła? mąż impotent? nie uprawiali seksu? no o co chodzi..!
      Usiłowałam kiedyś wypytać o to, że niemożliwe że nikt nie robił aborcji, ale nie dało się zasiać ziarna zwątpienia, że inni kościółkowi sąsiedzi to też ani anykoncepcji ani aborcji nie mieli i tylko dwójke dzieci przez 25 lat pożycia zrobili..
      • ggrruu Re: Nasi dziadkowie, nasi rodzice 29.10.20, 16:55
        A popatrz na naszych prawicowców. Duda jedno dziecko, Lech Kaczyński jedno. Jakoś nie widać tych rodzin wielodzietnych... Ok może npr stosują ale jak robią to po to żeby nie mieć dzieci to i tak jest to tzw mentalność antykoncepcyjna
        • 12gram Re: Nasi dziadkowie, nasi rodzice 29.10.20, 17:08
          Normalka. Moj znajomy bardzo wierzący - świadomie i dobrowolnie - ma 6 dzieci a żona jeszcze z 10 lat może być płodna. No za cholerą się nie da naturalnie nie zachodzić - a jakoś trudno uwierzyć że większość pisowców ma problemy z płodnością. Choć pewny rodzaj wstrętu do uprawiania seksu z poniektórymi rozumiem..
        • jolie Re: Nasi dziadkowie, nasi rodzice 29.10.20, 17:53
          Przecież i Kaczyńska, i Dudowa mogły mieć problem z zajściem w kolejną ciążę. Kaczyńska zresztą coś takiego między wierszami mówiła w którymś wywiadzie- że jest tylko Marta, ale chciała więcej dzieci i żałuje, że nie ma. A siostra Dudy ma przynajmniej czwórkę dzieci, może już piątkę. Nie rozumiem takich zjadliwych uwag.
          • ggrruu Re: Nasi dziadkowie, nasi rodzice 29.10.20, 19:10
            Prawica chetneivrozlicza innych z ich życia rodzinnego i seksualnego, dając tym samym prawo do pokonwersowania o tym, co u nich. Zresztą nie o personalia chodzi tylko o to że zadziwia mnie niewielka liczba dzieci u zagorzałych katolików. Rodzic to podejrzenia że nie są tak otwarci na życie jak deklarują
            • jolie Re: Nasi dziadkowie, nasi rodzice 29.10.20, 19:30
              Dziwna argumentacja. Zatem kobietom, których mężowie są prawicowi można swobodnie zaglądać w macice? Problemy z płodnością są uniwersalne. Zresztą łato znaleźć prawicowych wielodzietnych - np. Poncyliusz, Giertych, Terlikowscy. Znani mi ultrakatolicy stosujący tylko metody naturalne również mają więcej niż 3 dzieci.
                • jolie Re: Nasi dziadkowie, nasi rodzice 29.10.20, 21:01
                  Czy ja wiem? Przy niektórych prawicowych politykach byłam w szoku, że mają jakiekolwiek dzieci - np. M.Błaszczak znalazł chętną kobietę na to, aby mieć z nim troje dzieci, niepojęte dla mnie, gość jest straszny.
                  • hosta_73 Re: Nasi dziadkowie, nasi rodzice 29.10.20, 23:16
                    jolie napisała:

                    > Czy ja wiem? Przy niektórych prawicowych politykach byłam w szoku, że mają jaki
                    > ekolwiek dzieci - np. M.Błaszczak znalazł chętną kobietę na to, aby mieć z nim
                    > troje dzieci, niepojęte dla mnie, gość jest straszny.

                    Straszny, taki wiecznie "jojczący". Nawet jak mówi wzburzony to jojczy.
            • filga Re: Nasi dziadkowie, nasi rodzice 30.10.20, 10:47
              Gru, a ilu ty znasz tych zagorzałych katolików? Bo ja, owszem, sporo. I w tych rodzinach dzieci jest pięcioro, sześcioro. W każdej. A znam dwie takie, jedni mają dzirwiecioro, drudzy dziesięcioro. Nie mylmy katolików z pisowskimi politykami
              • jolie Re: Nasi dziadkowie, nasi rodzice 30.10.20, 14:11
                Ja mam bardzo podobne obserwacje dotyczące rodzin wielodzietnych w moim otoczeniu - z reguły są to rodziny ultrakatolickie, związane z jakimiś ruchami typu Odnowa w Duchu Świętym itp. Czwórka dzieci tam to standard.
          • szalona-matematyczka Re: Nasi dziadkowie, nasi rodzice 29.10.20, 19:18
            P. Kaczynska rodzila pierwsze i ostatnie dziecko w wieku plusminus 37 lat i to w warunkach medycznych zupelnie innych niz teraz (kwestia pomocy przy nieplodnosci, nie donoszeniu ciazy czy zwykla cesarka to te prawie 40 lat temu w PRL byla jakas fantazja). Ona chciala wiecej dzieci, ale ze urozumialych dla mnie wzgledow nie ma. Zreszta nawet teraz, w Niemczech gdzie jest dobra opieka okoloporodowa, ciaza w wieku powyzej 35 lat to ciaza zagrozona.
          • morekac Re: Nasi dziadkowie, nasi rodzice 29.10.20, 20:00
            Maria Kaczyńska pierwsze i jedyne dziecko urodziła w czasach, gdy kobieta rodząca pierwsze dziecko w wieku ok 30 tki, to była stara pierwiastka. A miała 37 lat wtedy. Nawet na dzisiejsze czasy pierwsze dziecko rodziła dość późno.
    • olena.s Re: Nasi dziadkowie, nasi rodzice 29.10.20, 16:54
      Ciąże przerywano zawsze. Zawsze. Ostatecznie w środowiskach miejskich lepiej uposażonych i przed wojną nie było jedenaściorga dzieci.
      Nie było też antykoncepcji hormonalnej. A prezerwatywy - i obecnie wcale niekochane - były z o wiele grubszego materiału. Ludzie pobierali się wcześniej.
      Z tej matematyki nie wynika nic więcej, niż powszechność aborcji.
      • niennte Re: Nasi dziadkowie, nasi rodzice 29.10.20, 17:08
        Wiem, ze aborcje w czasach mojej młodości były o wiele bardziej niebezpieczne i często prowadziły do bezpłodności. Radzono, aby urodzić przynajmniej jedno dziecko, bo usunięcie pierwszej ciąży mogło skończyć się bezdzietnością. Poza tym seks nie był wtedy aż tak kultywowany. Wiele kobiet było "oziębłych" (przypomnijcie działania Wisłockiej) i niezbyt zależało im na częstych zbliżeniach, strach przed niechcianą ciążą był duży, co hamowało również rozsądniejszych, mniej egoistycznie myślących mężczyzn.
        Mając perspektywę kolejnej niechcianej ciąży sporo ludzi obdarzonych mniejszym temperamentem rezygnowało z częstego współżycia. W ostateczności panowie chodzili "na dziwki", jak to się nieładnie mówiło. A tam prezerwatywa to podstawa, bo można było coś załapać.
        • olena.s Re: Nasi dziadkowie, nasi rodzice 29.10.20, 19:37
          Ja nie mówię tylko o ostatnim półwieczu, ale o ostatnich 120 latach. Spójrz na Afrykę dekadę temu, na oberkatolicką Rwandę sprzed rzezi - tam było średnio (!!!) po coś po 7 dzieci na kobietę, zresztą i dziś w parunastu krajach współczynnik dzietności wynosi od 5 do 6_
          W Polsce w ostatnich 120 latach NIE było takiego współczynnika. Nie wierzę, żeby był to efekt powściągliwości i braku porno. Zresztą w 1950 roku, kiedy z jednej strony była antyaborcyjna stalinowska ustawa, a z drugiej ludzie nadrabiali wojenne czasy, ten współczynnik niewiele przekraczał 3.
          • la_mujer75 Re: Nasi dziadkowie, nasi rodzice 29.10.20, 20:42
            Pisałam wyżej- teściowa mojej babci (moja prababcia) była akuszerką . I pomagała usuwać takie niechciane ciąże. Własnej synowej też!
            Ponoć miała "dobra rękę"...i zatrzęsienie klientek.
            Gdy owdowiała, wyszła drugi raz za mąż i wyprowadziła się z Warszawy, to nie chciała się tym zajmować, bo bała się, ze w tym małym miasteczku ktoś na nią doniesie i będzie miała kłopoty.
          • berdebul Re: Nasi dziadkowie, nasi rodzice 30.10.20, 10:55
            Moja babcia pracowała na ginekologii. Liczba kobiet po źle przeprowadzonych aborcjach często przewyższała ciezarne/rodzące/inne pacjentki oddziału w ogóle. Nasłuchałam się takich opowieści, że jedyne co jest imho słuszne to wolny dostęp do pigułki „po” i do aborcji na życzenie + później jeżeli płód ma wady. Tylko to zwiększy bezpieczeństwo kobiet.
    • lwica_24 Re: Nasi dziadkowie, nasi rodzice 29.10.20, 17:13
      W PRL były chyba 2 rodzaje tabletek antykoncepcyjnych ( Femigen i Angravid)- dość duże działanie uboczne ( nudności, tycie, osłabione libido). Były tez słynne globulki "Zet" i krcy wierszyk "If you want to go to bed, don't forget globulka "zet"". Były fatalnej jakości spirale wewnątrzmaciczne ( liczne nadżerki i mało skuteczne). I znów wierszyk "chcesz mieć dzieci jak brylanty stosuj polskie środki anty".
      O "aborcyjnych czwartkach" nie słyszałam ( może były wcześniej), ale do specjalizacji każdy ginekolog połoznik musiał dokonac aborcji.
      Aborcja była powszechna. Stosowana jako środek antykoncepcyjny.
      Praktycznie każda kobieta współżyjąca w owym okresie co najmniej raz usunęła ciążę.
      W szpitalach nikt nie robił sensacji, ot taki sam zabieg jak wyłyżeczkowanie obumarłej ciąży czy koagulacje nadżerki.
      Niezaleznie od tego wielu ginekologów przerywało ciąże w gabinetach. Początkowo w sposób mało humanitarny, potem z anestezjologiem.
      Całkiem spora grupa dorobiła się na tym fortuny. Dzisiejsi prolajfowcy mieli ksywki "zlote łyżki".

      Jestem zwolenniczką aborcji na życzenie. Tak, bo nie ma 100 % pewnej antykoncepcji.
      Bo ciąże zdarzają się nie wtedy kiedy trzeba, nie z tym z kim by się chciało, za wcześnie, za póxno itd.
      Dajmy ludziom decydowac o sobie, o swojej rodzinie, o swoim życiu.
      I nie łudźmy się- zakazy niczego dobrego nie zrobią. Zdesperowane zamożniejsze kobiety wyjadą i 20 km od polskiej granicy za relatywnie nieduże pieniądze usuną ciążę.
      Inne pójdą do gabinetu, bo podzienie aborcyjne było, jest i będzie. To kwestia ceny.
      Mniej zamożne beda stosowały metody , najzwijmy to ludowe' ryzykując zdrowiem i życiem.
      Będzie też, niestety, grupa dzieciobójczyń ( śmietnik, beczki itd).
      • tt-tka Re: Nasi dziadkowie, nasi rodzice 29.10.20, 21:21
        lwica_24 napisała:

        > W PRL były chyba 2 rodzaje tabletek antykoncepcyjnych ( Femigen i Angravid)

        Bylo wiecej, sama bralam Gravistat. Tabletka pojawila sie w Polsce w 1966 roku i to chyba wlasnie byl Femigen, potem wybor sie zwiekszyl. Za lata 70-te nie recze, ale w 80-tych lekarz dobieral mi juz chyba z szesciu czy siedmiu rodzajow.

        do
        > ść duże działanie uboczne ( nudności, tycie, osłabione libido). Były tez słynne
        > globulki "Zet" i krcy wierszyk "If you want to go to bed, don't forget globulk
        > a "zet"". Były fatalnej jakości spirale wewnątrzmaciczne ( liczne nadżerki i ma
        > ło skuteczne). I znów wierszyk "chcesz mieć dzieci jak brylanty stosuj polskie
        > środki anty".

        Byly tez dobrej jakosci diafragmy, teraz jakos o nich wcale nie slysze.
    • volta2 Re: Nasi dziadkowie, nasi rodzice 29.10.20, 17:21
      to nie musiały być aborcje
      standardem przy 3 porodzie było proponowanie podwiązania/przecięcia? jajowodów
      wiele kobiet się decydowało, jeszcze więcej przy okazji 4 porodu

      tam, gdzie środowiska były małe i znane, jak lekarz wiedział że pacjentka ma męża pijusa, to ciachał bez pytania
      i to jest to właśnie "coś się popsuło"
      • lumeria Re: Nasi dziadkowie, nasi rodzice 29.10.20, 18:07
        >standardem przy 3 porodzie było proponowanie podwiązania/przecięcia jajowodów

        To ciekawe - babci siostra opowiadała, ze mimo zagrożonych ciąż (3 cesarki rok po roku w latach 50) - lekarze nie zgodzili sie podwiązać jajowodów mimo zagrożenia życia i jej próśb, co poskutkowało drugim i trzecim dzieckiem. Czwartego już nie było, wiec chyba wreszcie zrobili ta sterylizacje, ale nic o tym nie mówiła.
    • madzioreck Re: Nasi dziadkowie, nasi rodzice 29.10.20, 17:43
      Naprawdę jestem zadziwiona, ile forumek ma szklaną kulę i dałaby sobie uciąć rękę, ze ich mamy, babcie to "nigdy, wiem na pewno". Dotąd wydawało mi się, ze ręczyć można tylko za siebie, szczególnie w tak delikatnych kwestiach...
          • madzioreck Re: Nasi dziadkowie, nasi rodzice 29.10.20, 21:39
            volta2 napisała:

            > czyżby nie było to takim samym medycznym faktem jak wyrwanie zęba? też się racz
            > ej nikt nie chwali, ale żeby tajemnice robić? oh wait

            Po co zadajesz głupie pytania, gdy kawałek dalej sama piszesz, że "raczej ogólnie seksy i co tam z nimi związane to były tabu"?
            A poza tym, sorry, nawet od zagorzałych zwolenniczek aborcji na życzenie nie słyszałam, żeby porównywały to do wyrwania zęba. A nawet jeżeli ktoś tak to odbiera, to jednak nadal aborcja jest tabu. Nie ta ze strajków i ogólnych dyskusji o poglądach, tylko ta wykonywana przez konkretne osoby.
            • leanne_paul_piper Re: Nasi dziadkowie, nasi rodzice 29.10.20, 23:03
              madzioreck napisała:



              > A poza tym, sorry, nawet od zagorzałych zwolenniczek aborcji na życzenie nie sł
              > yszałam, żeby porównywały to do wyrwania zęba. A nawet jeżeli ktoś tak to odbie
              > ra, to jednak nadal aborcja jest tabu. Nie ta ze strajków i ogólnych dyskusji o
              > poglądach, tylko ta wykonywana przez konkretne osoby.

              No to ja powiem, że moja ekstrakcja zęba była dużo gorsza. Miałam 14 lat i dobra godzinę wyłam jak potępieniec z bólu. Po paru tygodniach, kiedy rany się wreszcie zagoiły, okazało się, że dentystka usunęła tylko połowę korzenia.
              Przy tym aborcja była błogosławieństwem. Było miło, byłam traktowana z delikatnościa, uśpiona na ok. 0,5 h i stopniowo wybudzona. A kiedy kilka dni później cofnęły się wszystkie objawy ciaży, był to jeden z najszczęśliwszych dni w moim życiu.
              Oczywiście nie opowiadam o tym na prawo i lewo, ale nie opowiadam też o stanie mojego konta, chorobach przewlekłych czy też problemach w małżeństwie, bo to sa prywatne sprawy po prostu.
      • asia_i_p Re: Nasi dziadkowie, nasi rodzice 29.10.20, 20:00
        To nie jest kwestia ucinania kończyn, tylko prawdopodobieństwa. Skoro babcia miała siedmioro dzieci, pierwsze w rok po ślubie w wieku trzydziestu jeden lat i potem średnio co dwa lata aż do czterdziestego drugiego/ trzeciego roku życia, to po prostu nie bardzo kiedy miała jeszcze wcisnąć tę aborcję.

        Z kolei moja mama miała problemy z zajściem w ciążę, praktycznie od zawsze, przed ślubem usłyszała od swojej ginekolog, że jest bezpłodna, więc ja byłam sporym zaskoczeniem, a moja siostra, dziesięć lat później, traktowana była w kategoriach cudu.
        • madzioreck Re: Nasi dziadkowie, nasi rodzice 29.10.20, 21:42
          asia_i_p napisała:

          > To nie jest kwestia ucinania kończyn, tylko prawdopodobieństwa. Skoro babcia mi
          > ała siedmioro dzieci, pierwsze w rok po ślubie w wieku trzydziestu jeden lat i
          > potem średnio co dwa lata aż do czterdziestego drugiego/ trzeciego roku życia,
          > to po prostu nie bardzo kiedy miała jeszcze wcisnąć tę aborcję.

          Po pierwsze, nie piszę o nikim konkretnym. Po drugie - skoro już podałaś przykład - miała gdzie wcisnąć, przed 31 i po 43 roku życia też można zajść w ciążę.
      • la_mujer75 Re: Nasi dziadkowie, nasi rodzice 29.10.20, 20:57
        Ja z moją zawsze miałam dobry kontakt. I w moim domu o wszystkim się mówiło. U nas sprawy związane z seksem, prokreacją nigdy nie były tabu.
        Ja nawet wiem, kiedy moja matka straciła cnotę z moim ojcem smile
        Mama mojej mamy tez była otwarta na "te" sprawy. Np. opowiadała mi osobiście, jak dostała pierwszy raz okres i jak była przerażona, bo nic nie wiedziała o tych sprawach. I jej macocha, gdy ta jej z płaczem wyznała, że umiera, to najpierw strzeliła ją w twarz, a potem oględnie wyjaśniła, że teraz stała się kobietą i musi uważać.
        Może dlatego moja babcia tak przygotowała moją matkę na to wydarzenie, że ta wszystkim dookoła się chwaliła i z dumą opowiadała, że dostała pierwszą miesiączkę?

        Może dlatego, że jakoś to nigdy nie były mocno religijne osoby?
        Babcia to wierząca była, ale bez przesady. Kościoła nie lubiła.
        Moja mama i wszystkie jej kuzynki też były mało religijne. Owszem- każda miała ślub kościelny, bo wtedy ( połowa lat 70' XX) chodzenie do kk uważano , jako formę protestu. Teraz- żadna z nich nie deklaruje się jako wierząca.
        Mój ojciec to ateista od V klasy smile Odkąd ksiądz go wywalił z lekcji religii za zadawanie niewygodnych pytań.
        Jedyną, mocno wierząca osobą w mojej najbliższej rodzinie jest mój wujek, brat mamy. I jego córka.
        I - żeby nie było- nikt do partii nie przynależał.
        • madzioreck Re: Nasi dziadkowie, nasi rodzice 29.10.20, 21:48
          la_mujer75 napisała:

          > Ja z moją zawsze miałam dobry kontakt. I w moim domu o wszystkim się mówiło. U
          > nas sprawy związane z seksem, prokreacją nigdy nie były tabu.

          OK, wiem, ematki wywodzą się z rodzin, w których o seksie gadało się swobodnie już 7 pokoleń wstecz. Ale póki co, to jakoś ma to słabe przełożenie na real w kraju, w którym nie można się doprosić obiektywnej edukacji seksualnej, nierzadko przy udziale rodziców protestujących przeciwko "seksualizacji dzieci".
          I nie piję konkretnie do Ciebie, bo oczywiście, że i takie rodziny był, ale no heloł, nie żyjemy w kulturze, w której o dokonaniu aborcji rozmawia się jak o zakupie nowej kiecki, dlatego śmieszą mnie liczne deklaracje, jak to niektóre ematki są pewne, że w ich rodzinie kobiety nie usuwały ciąż. Jedne usuwały, inne nie usuwały, ale nie sądzę, aby te pierwsze zawsze ogłaszały to rodzinie. Nawet dziś to jest tabu.
          • la_mujer75 Re: Nasi dziadkowie, nasi rodzice 29.10.20, 22:00
            Ja myślę, że w wielu rodzinach w ogóle niewiele się mówi.
            Ja z czasem się przekonałam, że pochodzę z dosyć specyficznej rodziny smile
            Od strony mamy było dużo kobiet, które mocno były ze sobą związane. Taka silna więź. Wszystkie były fajne. Niestety już tylko garstka ich została.
            Wszystkie były potwornymi gadułami (wyjątek jedna z sióstr babci), szczera (czasami aż do bólu), pleciugi przeokropne, śmiałe, otwarte. Te rodzinne imprezy wyglądały tak, że siedziało stado bab i jedna przez drugą gadały. Ale się słuchały smile
            I u nas - naprawdę norma było gadanie o ciążach, porodach, połogach, kochankach , itd.
            Ja jako dziecko uwielbiałam się im przysłuchiwać.
            • ola_dom Re: Nasi dziadkowie, nasi rodzice 29.10.20, 22:06
              la_mujer75 napisała:

              > Od strony mamy było dużo kobiet, które mocno były ze sobą związane. Taka silna
              > więź. Wszystkie były fajne.
              > I u nas - naprawdę norma było gadanie o ciążach, porodach, połogach, kochankach, itd.
              > Ja jako dziecko uwielbiałam się im przysłuchiwać.

              A nick wybrałaś celowo i świadomie? Czy "sam do Ciebie przyszedł"?

              No i przede wszystkim cholernie zazdroszczę...
              • la_mujer75 Re: Nasi dziadkowie, nasi rodzice 29.10.20, 22:27
                Sam przyszedł smile
                Ja jestem mega babska, kocham baby!
                Gdybym była choć trochę biseksualna, na bank byłabym w związku z babą smile
                I jak byłam młoda, to byłam na bank przekonana, ze będę miała córki. A tu ZONK- dwóch synów...wink
                Mówię- baby w mojej rodzinie (od strony mamy, bo od strony taty- babcia była w zasadzie półsierotą, bez matki, więc tam było zupełnie inaczej) były rewelacyjne.

                Najdłużej żyła rodzona siostra mojej babci. Dożyła prawie 97 lat. Jeszcze miesiąc przed śmiercią "robiła" imprezę z okazji imienin mojej dawno zmarłej babci. Pół szklanki whisky wypiła, pół opakowania ptasiego mleczka wrąbała. Włos utrefiony, korale na szyi, usta pociągnięte szminką. Bardzo ją lubiłam. Cudowna kobieta.
                One wszystkie miały wielki dar.
                Każda ich opowieść - o tym jak przykładowo- wzięła się za mycie okien, mogła być dramatem, komedią bądź tragikomedią- w zależności od nastroju opowiadającej w danej chwili.
                • ola_dom Re: Nasi dziadkowie, nasi rodzice 29.10.20, 22:39
                  la_mujer75 napisała:

                  > Mówię- baby w mojej rodzinie (od strony mamy, bo od strony taty- babcia była
                  > w zasadzie półsierotą, bez matki, więc tam było zupełnie inaczej) były rewelacyjne.

                  Nie mogę tego spokojnie czytać...sad
                  Ale cieszę się, że gdzieś są takie fantastyczne więzi między bliskimi kobietami.
                  Ja obserwowałam tylko zazdrość, rywalizację, złośliwości i kłótnie.

                  Ale uwielbiam kobiety i nieraz żałuję, że jestem hetero wink
            • tt-tka Re: Nasi dziadkowie, nasi rodzice 29.10.20, 22:47
              Nawet w tych rodzinach, w ktorych mowi sie duzo, nie mowi sie o wszystkim. Przykladowo, moge rozmawiac z dzieckiem o seksie, ale o moim seksie z dziecka ojcem nie bede z dzieckiem rozmawiac.. Bo to nasza, a nie dziecka, sprawa, sorry.
              mamy prawo do sekretow, do naszych intymnych przezyc nie dzielonych z nikim lub dzieonych tylko z wybrana osoba.
              • la_mujer75 Re: Nasi dziadkowie, nasi rodzice 29.10.20, 23:14
                Wiesz, mnie matka też nie opowiadała o seksie z moim ojcem! Chyba bym umarła z zażenowania.
                Opowiadała np., kiedy straciła dziewictwo, a nie w jaki sposób smile
                I te gadki wyszły jak ja zaczęłam się spotykać ze swoim pierwszym facetem. Miałam 18 lat . Bo ja taka porządna byłam smile
                O skrobankach znajomych, ciotek i babci też nie opowiadała mi jak miałam 8 lat, tylko odpowiednio później.
                A jak te moje baby gadały między sobą, to nawet nie zauważały obecności dzieci, a ja byłam oczytanym i w miarę ogarniętym dzieckiem, więc wyłapywałam co "głodniejsze" kawałki i zapamiętywałam.
                Moja mama się dziwi- skąd ja coś wiem, albo, że pamiętam ostatniego gacha jej kuzynki...
                Bo ona jak przez mgłę kojarzy tego Wojtka... a przecież ja wtedy miałam niecałe 9 lat.


                Mnie chodziło o brak rozmów na niekoniecznie tematy związane z seksem.
                Przykład- jak poznałam mojego męża, mieliśmy po 24 lata. Byliśmy na końcówce studiów.
                Raz nie mógł przyjść na spotkanie, bo ; "pomagam budować dom starym." Pytam się : jaki dom?
                A on nie wie. Bo starzy na placu postanowili wybudować trzeci budynek. Ale po co? To on nie wie. Pytał się, ale go zbyli. Facet 24 lata, mający dziewczynę, kończący studia. W zasadzie dorosły. Co za tajemnica?
                I tak u nich było na każdym kroku. Tam się nie rozmawiało z dziećmi, nastolatkami, młodymi ludźmi. Mąż o wielu rzeczach nie miał pojęcia. I to nie były żadne intymne tajemnice.
                Ja - np. wiedziałam dobrze, jaka jest sytuacja finansowa moich rodziców. Zwłaszcza jak już nie byłam dzieckiem. Mąż nie miał w ogóle pojęcia. W ogóle.
                • tt-tka Re: Nasi dziadkowie, nasi rodzice 29.10.20, 23:24
                  La mujer smile, wybralam przyklad krancowy, ale szlo mi o to, ze nie o wszystkim mowi sie z dziecmi. Przykladowo, szczegoly rehabilitacji kolana mamy znalam, ale operacji pluca - nie. Swoje przezycia pod nozem uznala za zbyt osobiste, by dzielic sie nimi z bardzo doroslym dzieckiem. A moze w ogole z nikim, bo czy ojcu o tym opowiadala, nie wiem.
                  I nie dziwi mnie, ze matki nie opowiadaja dzieciom o swoim aborcjach. Czesto nawet nie mowia, ze je mialy.
                  • la_mujer75 Re: Nasi dziadkowie, nasi rodzice 29.10.20, 23:45
                    Ja np. wiem, że niektóre moje ciotki (te z pokolenia mojej mamy) miały aborcję, ale moje kuzynki nie mają o tym pojęcia. I nie mam zamiaru ich uświadamiać.
                    A rodzinne tajemnice też są.
                    I może ja nie o wszystkim wiem...wink
                    • tt-tka Re: Nasi dziadkowie, nasi rodzice 29.10.20, 23:52
                      Pewnie nie o wszystkim smile
                      Rodzine, w ktorej wszyscy wszystko o wszystkich wiedza uznalabym za dosc koszmarna, szczerze mowiac.

                      A nie mowi sie o sprawach roznych i z roznych powodow. Dopiero porzadkujac papiery po smierci babci dowiedzialam sie, ze ona 12 lat mieszkala z dziadkiem bez slubu, pobrali sie, gdy on mial na dluzej jechac sluzbowo za granice i mogl tylko z formalna zona albo sam. Ciekawostka, ale przeciez nie szok, mama wiedziala,, tez nigdy nie wspomniala o tym, widac obie uznaly to za zbedne smile
                      • aandzia43 Re: Nasi dziadkowie, nasi rodzice 30.10.20, 11:38
                        A propos wieści rodzinnych i tego, co pozostaje dla potomnych. Ja dopiero ze strony genealogicznej z wyciągami z ksiąg kościelnych dowiedziałam się, że moja prababka urodziła co najmniej ośmioro dzieci i pochowała w pierwszych latach życia co najmniej czworo (mogłoby być więcej, ale brakuje aktów z kilku lat). Zdziwienie wielkie, bo nikt z obecnie żyjących nie wiedział o tym, wiadomo było tylko o czwórce co dożyła dorosłości. Jeszcze niedawno, 100 lat, bywało że dzieci bardzo małe chowało się w grobach ich dorosłych krewnych bez tabliczki.
                          • aandzia43 Re: Nasi dziadkowie, nasi rodzice 30.10.20, 12:28
                            olena.s napisała:

                            > Czytałaś "Historię miłości macierzyńskiej"

                            Oczywiście.
                            Jak przeglądałam wyciągi z ksiąg, dotyczące nie tylko mojej rodziny, to uderzyła mnie liczba aktów zgonu dzieci, nic nowego niby ale jakoś tak daje po oczach. Wsie, chłopi, robotnicy rolni, rzemieślnicy, pańszczyzna i czasy zaraz po. Prababka o tych swoich umarłych dzieciach rozmawiała na pewno ze swoją córką, ale już z synową czyli moją babcią pewnie nie. Babci być może zwierzył się mój dziadek, że miał kilkoro młodszego rodzeństwa, co pomarło na jego oczach, ale nawet jeśli to babcia tak smutnej wieści nie przekazała dalej. Doskonale rozumiem brak potrzeby opowiadania ludziom o sprawach intymnych i bolesnych. I tak gorzka prawda ginie w pomroce dziejów i zostaje wyidealizowany obrazek "porządnej, szczęśliwej polskiej wielodzietnej rodizny".
                            Inna gałąź rodziny: moja ciotka, dość obeznana w historii swojej rodziny, nie wie, że miała kilku wujków co dzieciństwa nie przeżyli. Matka jej o tym nie mówiła choć to jej rodzeństwo, ani babka. Dopiero ja dogrzebałam się w necie.