Dodaj do ulubionych

Smutny dzień...

01.11.20, 09:23
Luty - diagnoza, wrzesień - pogrzeb.

Od 2 dni jestem u mamy, w rodzinnym domu...
Żal, żal i żal sad
Wszystko mi przypomina Tatę, mimo tego, że prawie wszystkie jego rzeczy już uprzątnięte.
Najbardziej żal mi tego, że mogłam mieć z nim lepszą, cieplejszą relację...
Tak, tego mi bardzo żal.

Druga rzecz, to żal mi, że nie zadbałam o jego zdrowie, badania profilaktyczne. Mógłby żyć...dłużej żyć.

Jedyne co zrobiłam dobrego, to to, że byłam z Tatą przez te miesiące od diagnozy. Pilnowałam wizyt kontrolnych, zawoziłam na badania, na sor, do sklepów, robiłam zastrzyki.

Ale to wszystko ZA MAŁO, ZA PÓŹNO sad

Byłam przy mojej mamie w tym czasie...

P.s
do osób wysyłających mnie do psychiatry: darujcie sobie, proszę nie piszcie w tym wątku.
Obserwuj wątek
      • milka_milka Re: Smutny dzień... 01.11.20, 09:32
        Dlaczego? Bo dwa miesiące po śmierci ojca przeżywa nadal? Bo jej smutno? To normalne, Minie. A terapia co ma na celu? Udowodnić, że nie warto się smucić? Żałoba to cześć życia. Może rok, dwa po śmierci bliskiej osoby, jeśli nie wychodzi się powolutku z żałoby, to warto się nad pomocą zastanowić. Ale miesiąc? Dwa?

        Do autorki - wczoraj minęło 17 lat od śmierci mojego Taty. I uwierz mi, tylko czas Ci pomoże, ale pomoże, choć teraz jeszcze sama w to nie wierzysz. Daj sobie czas, daj sobie przeżyć żal i smutek. A one powoli zaczną blednąć. Nie popędzam i nie przyspieszaj, nie przeskakuj kolejnych etapów, każdy ma swoje tempo i swój czas.
        • szorstkawelna Re: Smutny dzień... 01.11.20, 10:11
          Podpisuję się pod tym. Nie na darmo, tradycyjnie przyjmuje się, że żałoba trwa ok. roku. U mnie trwała znacznie dłużej, ale nie będę wchodzić w szczegóły...
          To, że autorka cierpi, tęskni i żałuje jest absolutnie normalne.
          Nienormalne jest wysyłanie osoby w żałobie, od zaledwie dwóch miesięcy, do psychiatry i na terapię, żeby ją "naprawili".
          Trzymaj się autorko, myśl o tym, że tata pewnie nie chciałby żebyś się zadręczala i obwiniala. Kiedy zachorował stanęłaś na wysokości zadania. Teraz dbaj o relacje z tymi, którzy zostali i dbaj o siebie.
        • b.bujak Re: Smutny dzień... 01.11.20, 13:16
          milka_milka napisała:

          > Dlaczego? Bo dwa miesiące po śmierci ojca przeżywa nadal? Bo jej smutno? To nor
          > malne, Minie. A terapia co ma na celu? Udowodnić, że nie warto się smucić? Żało
          > ba to cześć życia. Może rok, dwa po śmierci bliskiej osoby, jeśli nie wychodzi
          > się powolutku z żałoby, to warto się nad pomocą zastanowić. Ale miesiąc? Dwa?

          tu chodzi o przepracowanie irracjonalnego poczucia winy; to nie tylko zwykła żałoba, dziewczyna woła o pomoc,, wsparcie psychologa jest jak najbardziej wskazane
      • bistian Re: Smutny dzień... 01.11.20, 09:56
        triismegistos napisała:

        > Idź na terapię. Biegusiem.

        Przeprogramują ją tam?
        Tyle samo pozytywnego możemy zrobić tu na forum. Choćby powiedzieć, żeby sobie nie wyrzucała, bo te trzy miesiące intensywnej opieki, to bardzo dużo. Bywa, człowiek nie przewidzi. Gdyby wiedział, że się przewróci, to by wcześniej usiadł.

        Kolega w pracy straszy mnie, że ma objawy covid i żebym uważał. Zdziwiony, że się nie boję, że mówię, że z czasem i tak wszyscy umrzemy, a ja już większość punktów mam zakreślonych, co miałem zrobić, to zrobiłem, wiek też odpowiedni i nie się boję śmierci. Wszystko, co ponad, to już gratis od losu, tak myślę
          • bistian Re: Smutny dzień... 01.11.20, 11:39
            iks.01 napisała:

            > Nie wiem czy istnieje 'wiek odpowiedni'...może po 90 roku życia...? Chyba nie m
            > asz jeszcze 90 lat? smile

            U mężczyzn, wiek liczy się podwójnie. smile Pogadałem z kolegą nawiązując do tej sytuacji. Jest w podobnym wieku, do mojego, kilka lat starszy. Jego syn jest na swoim, córka właśnie weszła w wiek dorosły, on czuje się spełniony i podobnie jak ja, każdy kolejny rok uważa za wyjątkowy prezent, to nie jest obowiązek od losu. wink Wiek 77 lat, to nie jest źle, jak na mężczyznę w Polsce. Wybacz, ale ludzie nie są wieczni wink
          • igge Re: Smutny dzień... 01.11.20, 17:22
            Zawsze jest za wcześnie. Zawsze.
            Nawet po 90 roku życia😉
            Wyrazy współczucia iks.
            Ale po naszej październikowej długiej rundzie po wszelakich cmentarzach z nadzymi bliskimi i łażeniu po grobach - uważam, że zupełnie normalną, przeciętną granicą, po której to już " biorą z naszej półki" i ludzie hurtowo masowo zwyczajnie umierają z hmm starości i starczych chorób jest już ok 75 lat. A i naprawdę rzesze ludzi młodszych trochę i duuuuużo młodszych umiera.
            Więc utopijno - naiwnym życzeniem jest, że dopiero 90 lat to hmm " odpowiedni " wiek. Jak ktoś umiera po 90 to ma dużo szczęścia i jest wyjątkiem. Umiera się zwykle sporo lat wcześniej.
            Jak wszyscy.
        • igge Re: Smutny dzień... 01.11.20, 17:15
          Dokładnie.
          Aczkolwiek psycholog sensowny każdemu po śmierci bliskiej osoby dodatkowo też coś tam może pomóc ale nie przyspieszyć godzenia się ze stratą.
          Podobno teraz ( czytałam w Polityce) zakłady pogrzebowe oferują usługę psychologa jako część usług pogrzebowych typu kwiaty, zdjęcie, lepsza trumna itd
        • mia_mia Re: Smutny dzień... 01.11.20, 09:39
          Mam wrażenie, że jednak przechodzi żałobę w niezdrowy sposób. Lekarz może pomóc farmakologicznie, można też skorzystać z pomocy psychologa. Ona cierpi, forum jej nie pomoże.
          • milka_milka Re: Smutny dzień... 01.11.20, 09:43
            Dlaczego? Jaki jest „zdrowy sposób” dwa miesiące po śmierci bliskiej osoby? Po co ma się faszerować lekami? Ma swoje tempo i swój czas. Być może za rok czy dwa rzeczywiście może potrzebować pomocy, ale teraz całej wachlarz uczuć i emocji jest absolutnie normalny.
            • 35wcieniu Re: Smutny dzień... 01.11.20, 14:10
              Czytałaś jej inne wątki? Zakłada codziennie. Rozkminia akcje typu: a może wpusciliby mnie do szpitala to bym na niego spojrzala przez 3 sekundy, a moze bym go na siłę zmusiła do badań to by żył pare dni dluzej... I tak w kółko, dzień w dzień. Naprawdę to co wypisuje nie jest normalne, chociaż oczywiście jej prawo się udreczac.
      • fitfood1664 Re: Smutny dzień... 01.11.20, 09:51
        daj już spokój i schowaj dobre rady, nikt cię tu o nie nie prosi
        autorka przeżywa to co każdy z nas przeżyć będzie musiał, lub już przeżył, czas robi swoje, żaden specjalista nie jest tu potrzebny
        btw za bardzo wierzysz w magiczną moc przyjaciela za pieniądze
    • zrozpaczona38 Re: Smutny dzień... 01.11.20, 09:34
      zawsze po fakcie czujemy, że mogliśmy coś zrobić inaczej, bardziej się starać, bardziej wysilić, więcej się interesować, więcej pilnować, normalne myśli osoby w żałobie, też straciłam niedawno brata, choroba, pogrzeb i dni kiedy rządzą myśli " a co gdybym"....... współczuję i ściskam mocno
        • bulzemba Re: Smutny dzień... 01.11.20, 11:16
          A jakie inne okoliczności mogą tłumaczyć, że córka obwinia się, że jej ojciec nie zadbał o siebie?
          To był dorosły człowiek. Miała prawo oczekiwać, że ona jako córka nie będzie musiała dbać o jego zdrowie i bezpieczeństwo póki go starość nie dopadnie.
            • agrypina6 Re: Smutny dzień... 01.11.20, 15:25
              Ale nie dbał i nie interesował się bardziej swoim zdrowiem. Jeśli nie był ubezwłasnowolniony to był to jego wybór. A ty też miałaś go gdzieś dopóki nie zachorował. W trakcie choroby robiłaś co trzeba. Wyluzuj albo szukaj fachowej pomocy. Ty masz jakąś własną rodzinę, dzieci? Bo jeśli tak to chociaż ich nie olewaj.
            • igge Re: Smutny dzień... 02.11.20, 00:38
              Nie od konkretnej daty urodzin tylko od wtedy kiedy staruszek robi się konkretnie niesamodzielny!
              Dbałaś mega troskliwie i wystarczająco.
              Niepotrzebnie sobie robisz wyrzuty bo zrobiłaś WSZYSTKO co mogliście zrobić.
              Interesowałaś się, dbałaś.
              Czy koniecznie już od 75 roku życia trzeba bardziej jeszcze dbać, interesować się???
              Wg mnie to zależy.
              Ja np widzę, że babcie ( 75, 76) gorzej chodzą. Proponujemy pomoc ale bez przesady - na razie wg naszej oceny są samodzielne i żyją swoim życiem.
              Jakby, odpukać, padły znienacka jak dziadkowie 2 lata temu, to nie zamierzam się obwiniać, że nie pomagałam lub nie troszczyłam się, nie dbałam wystarczająco dużo.
              Uważam, że radzą sobie i jest ok.
              Na razie.
              Może do samej śmierci będą samodzielne. Jak dziadek jeden.
    • lauren6 Re: Smutny dzień... 01.11.20, 10:34
      Kobieto, forum to nie jest twój pamiętniczek. Zakładasz kolejny wątek na temat, który powinnaś przegadać z kimś bliskim lub terapeutą. Poszukaj specjalisty lub grupy wsparcia osób po stracie. Pisanie na ematce nie przyniesie ci ulgi.
        • merces Re: Smutny dzień... 01.11.20, 11:19
          Jezu dajcie jej popisać, po prostu nie wchodzcie w te wątki, jak tak to was uwiera. Co za ludzie.. Do autorki -to co przeżywasz jest normalne, to jest właśnie żałoba. Boli i rozrywa serce, czas pomoże.
        • bulzemba Re: Smutny dzień... 01.11.20, 11:20
          Tym bardziej że autorka sama się przyznaje, że nie chce pomocy.

          Jak widać niedbanie o własne zdrowie (terapeuta, jak nie ma bliskich odpowiednich do wyżalenia) jest w jej rodzinie po prostu tradycją.
            • 35wcieniu Re: Smutny dzień... 01.11.20, 14:41
              Przecież w ogóle nie o to chodzi. Serio, poczytaj jej inne wątki. I migdały przeciwko orzechom że będzie je produkowac seryjnie przez kolejne miesiace i ze o własne zdrowie nie dba, nie tylko psychiczne. Po prostu ma schiz na punkcie badań których jej ojciec nie zrobil i wkręca to sobie coraz bardziej, w końcu zwariuje. Ale wiadomo, do psychiatry wstyd i radzić tego też nie wolno bo jej prawo tkwić w absurdzie. No to niech tkwi.
      • magdallenac Re: Smutny dzień... 01.11.20, 13:38
        Dajże jej spokój, widać, że jej pomaga wypisanie się tutaj, niech sobie pisze. Ciebie to nic nie kosztuje, a ona dostaje jakieś sensowne rady od forumek, które wiedzą jak radzić sobie ze stratą. Ostatnie czego laska teraz potrzebuje to zjebka od forum, że za dużo pisze.
        • b.bujak Re: Smutny dzień... 01.11.20, 14:02
          magdallenac napisała:

          > Dajże jej spokój, widać, że jej pomaga wypisanie się tutaj,

          w tym rzecz, że właśnie nie pomaga - treści i emocje jej wątków są niezmienne
        • lauren6 Re: Smutny dzień... 01.11.20, 18:34
          Widać jesteś nowa na forum. Autorka pisze to samo od kilku miesięcy pod różnymi nickami. Nie, pisanie na forum jej nie pomaga. A rzeczy, które wypisuje świadczą o tym, że na cito potrzebuje specjalisty, bo jej problemy nie wynikają jedynie ze śmierci ojca.
        • lauren6 Re: Smutny dzień... 01.11.20, 18:37
          > Ostatnie czego laska teraz potrzebuje to zjebka od forum, że za dużo pisze.

          O borze szumiący, skierowanie chorej osoby do lekarza to nie jest zjebka. Co jest z tobą nie tak? Uważasz, że pójście do TAKIEGO lekarza to wstyd na dzielni? 🤦‍♀️
          • magdallenac Re: Smutny dzień... 01.11.20, 22:36
            lauren6 napisała:

            > > Ostatnie czego laska teraz potrzebuje to zjebka od forum, że za dużo pisz
            > e.
            >
            > O borze szumiący, skierowanie chorej osoby do lekarza to nie jest zjebka. Co je
            > st z tobą nie tak? Uważasz, że pójście do TAKIEGO lekarza to wstyd na dzielni?
            > 🤦‍♀️

            Nie, nie uwazam, ze to wstyd, nie manipuluj moja wypowiedzia. Inaczej brzmi, kiedy powiesz- moze powinnas udac sie do terapeuty, aby uzyskac pomoc, a inaczej agresywna wypowiedz- forum to nie jest twoj prywatny pamietnik.
      • konsta-is-me Re: Smutny dzień... 02.11.20, 01:13
        Akurat lauren ma rację...
        To nie jest jej łzawy pamietniczek.
        Trylion postów powtarzających to samo.
        Autorka nie jest osieroconym dzieckiem-i tak-mam prawo to napisać, bo zostałam bez mamy jako nastolatka i to sama, bez nikogo.
        I byłabym dużo spokojniejsza, gdybym mogła wziąć jakieś prochy i poczuć się choć trochę lepiej.
        Nie piszcie-to nie czytaj, bo nie mogę wiedzieć co jest w wątku bez czytania.
        Generalnie drażniąca jest, wszyscy jej powtarzali to samo tyle razy, na różne sposoby-i dalej- "leków nie wezmę", do psychiatry nie pójdę, będę powtarzać "gdybym tylko, och..." w nieskończonośc i tarzać się w swojej lzawosci, bo to już na rozpacz nie wygląda ,tylko na szukanie atencji.
    • milupaa Re: Smutny dzień... 01.11.20, 10:40
      Daj sobie rok, ja po śmierci ojca tyle dochodziłam do siebie. Ale silne emocje były jeszcze przez kilka lat. Teraz już spoko. Też miałam pretensje do siebie , że mogłam coś zrobić inaczej, że zadbać bardziej o ojca, że ocieplić relacje. Ale teraz już tak nie myślę, ojciec był dorosły. To są 2 strony, to on miał problem z relacjami, on powinien częściej się badać, nie byłam za niego odpowiedzialna. Teraz czujesz żal ale to minie. Oklepane powiedzenie czas leczy rany jest bardzo prawdziwe.
      • iks.01 Re: Smutny dzień... 01.11.20, 11:12
        Mój Tato to pokolenie powojenne - nie korzystał z internetu...tym bardziej obwiniam się.
        Zmęczenie, osłabienie - zwalał na starość.

        Zdaję sobie sprawę, że każda relacja jest wynikiem czegoś tam...niekoniecznie złej woli...często najzwyklejszej nieumiejętności ze strony rodzica. Pokolenie żyjące podczas drugiej wojny światowej, czyli moi dziadkowie, a rodzice Taty, miało trudne dzieciństwo. Często były to sieroty pracujące u obcych w zamian za chleb.
        A więc tamto pokolenie - było jakie było...wątpię aby dziecko, które musiało zarobić na chleb, było w pełni empatycznym dorosłym.
        Tacie - wiele wybaczam. Sobie - nie mogę wybaczyć wielu rzeczy.
        • mia_mia Re: Smutny dzień... 01.11.20, 13:27
          W tym wieku o jakim piszesz często lepiej odejść szybko niż męczyć się długo. Może nie dla rodziny, a dla chorego. Mój tata, trochę młodszy, podjął decyzję, że jeśli znów coś się przyplącze nie chce walczyć, oczywiście nie powiedział tego wprost, ale wszyscy o tym wiedzą. Chce żyć spokojnie w domu zamiast w szpitalach.
        • igge Re: Smutny dzień... 02.11.20, 00:51
          Ale próbujsmile
          Próbuj aż w końcu sobie wybaczysz.
          Niczego nie zaniedbałaś, troszczyłaś się, dbałaś wystarczająco.
          Każdy z nas kiedyś umrze, niektórzy szybciej niż Twój tata.
          Każdy ma prawo do relacji z ojcem i wspżłczuę Ci, że tata Twój odszedł.
          Ale to normalne.
          Mój też odszedł.
          Też czegoś tam żałuję, że za rzadko go widywałam.
          Ale wszystko się kończy.
          Ty byłaś przy tacie do końca z mamą. To ważne. Ludzie umierają. Powoli pogodzisz się z tym.
          Jesteś dorosła, masz swoją rodzinę. Zajmij się nią bo potrzebuje Ciebie pewnie.
          Tata Ciebie teraz nie potrzebuje, dałaś mu wszystko co mogłaś kiedy żył, pozwol mu odpoczywać w spokoju terazwink
    • turzyca Re: Smutny dzień... 01.11.20, 11:42
      Do psychiatry to dopiero jak latem nadal będzie Ci tak samo źle. Żałoba trwa rok i trzeba ją przejść z jej wszystkimi fazami, nie ma co przyspieszać czy pomijać.
      Noszenie czerni czasem pomaga, bo daje sygnał otoczeniu, co się dzieje.


      Myśl, która teraz Ci pewnie jeszcze się nie przyda, ale podrzucam, bo może przynieść ulgę: a co jeśli byś bardziej naciskała na tatę, żeby się badał i chodził do lekarza, a tata pogniewałby się, że go traktujesz jak zdemenciałego staruszka i uciął z Tobą kontakty, żeby nie słuchać ględzenia? Wtedy nie mielibyście tych wszystkich wspólnych chwil, które jednak mieliście.
    • ga-ti Re: Smutny dzień... 01.11.20, 12:19
      Jeśli nie chcesz pomocy specjalisty to daj sobie czas na żałobę. Dobrze, że jesteś z mamą. Zróbcie sobie coś miłego.
      Co ja mogę więcej, wirtualnie przytulam.
      Mogę jeszcze sama zmienić moje relacje z bliskimi, póki mamy czas...
      • ga-ti Re: Smutny dzień... 01.11.20, 12:26
        Jak zmarł mój dziadek, miałam 8 lat, moja mama 33, bardzo długo przechodziła żałobę. Pamiętam, że nawet nie wspominałam dziadka, ani nic, co było z nim związane, bo "mamie robiło się smutno". Normalnie w sumie żyła, pracowała, zajmowała się nami, ale wiedziałam, że jest jej źle, bardzo długo było jej źle. Tak to pamiętam jako ośmiolatka. Potrzeba czasu.
        Jeszcze raz, trzymaj się i przytulam.
    • b.bujak Re: Smutny dzień... 01.11.20, 13:23
      iks.01 napisała:

      >
      > P.s
      > do osób wysyłających mnie do psychiatry: darujcie sobie, proszę nie piszcie w
      > tym wątku.

      jakich odpowiedzi oczekujesz? jak Ci można pomóc?
    • przepio Re: Smutny dzień... 01.11.20, 15:31
      Moja mama zmarła, bo przywlokłam do domu koronawirusa. Nie byłam na pogrzebie, bo nie mogłam wyjść z domu. Od dziś mogę wychodzić na zewnątrz, ale też do niej nie pójdę.
      Część osób wysyła Cię do psychiatry. Uwierz, mają rację.
      • przepio Re: Smutny dzień... 01.11.20, 15:33
        przepio napisała:

        > Moja mama zmarła, bo przywlokłam do domu koronawirusa. Nie byłam na pogrzebie,
        > bo nie mogłam wyjść z domu. Od dziś mogę wychodzić na zewnątrz, ale też do niej
        > nie pójdę.
        > Część osób wysyła Cię do psychiatry. Uwierz, mają rację.

        Zawsze będzie się wydawało, że mogliśmy zrobić więcej, lepiej. Ale nakręcanie się tym nie pomoże.
      • igge Re: Smutny dzień... 02.11.20, 00:55
        Wyrazy współczucia ogromnesad

        Autorka wątku nie widzi, nie dostrzega za ile rzeczy może być wdzięczna, z ilu zadowolona, że szklanka do połowy pełna.
    • aqua48 Re: Smutny dzień... 01.11.20, 16:09
      iks.01 napisała:

      > do osób wysyłających mnie do psychiatry: darujcie sobie,

      Ale właściwie dlaczego, skoro widzimy że taka wizyta mogłaby Ci realnie pomóc? Dlaczego nie chcesz skorzystać z pomocy fachowca? Jeśli nie psychiatra, to chociaż psycholog, albo nawet lekarz pierwszego kontaktu. Zachowujesz się identycznie jak Twój ojciec, toczka w toczkę - nie zauważyłaś tego? A do niego o to samo masz pretensję. Cierpisz, ale uparcie nie pozwalasz sobie pomóc, odrzucasz dobre, płynące z doświadczenia rady osób które przeżywały stratę bliskich i żałobę. Zadręczasz niepotrzebnie siebie i swoje otoczenie.
        • aqua48 Re: Smutny dzień... 01.11.20, 16:41
          fitfood1664 napisał(a):

          > bo nie każdy chce korzystać z pomocy płatnego przyjaciela i jego magicznych pig
          > ułek, bywa

          Ale psycholog magicznych pigułek nie daje. A pomaga przetrwać żałobę bez nabawienia się depresji z poczucia winy...
      • igge Re: Smutny dzień... 02.11.20, 01:01
        Kiedyś w żałobie potrzebowałam ok 3 godzin dziennie na intensywne wypłakanie się i nie chciałam robić tego przy małym dziecku.
        Wynajęłam, zapłaciłam kompetentnej sąsiadce za codzienną 3 godzinną opiekę nad maluchem.
        W sumie po każdej śmierci innej bliskiej osoby reagowałam trochę inaczej i żałoba też trwała różnie. Czy to kwestia indywidualna, czy wieku, doświadczenia czy wszyscy tak mają?
    • prezent_urodzinowy Re: Smutny dzień... 01.11.20, 16:42
      Ja cie nie będę wysyłać do psychiatry. Uważam, że 2 miesiące to nic. To jest sam początek żałoby i oswajania się z nową sytuacją.
      Chciałabym Cie jednak poprosić, żebyś usiadła sama że sobą i dokonała rachunku sumienia - czy starasz się iść naprzód? Czy to, co piszesz, o tym, że za mało zrobiłaś, to tylko pokazówka na forum, żeby dostać uwagę i zapewnienie, że wszystko zrobiłaś jak trzeba? Jeśli tak to dobrze, my wytrzymamy. Jeśli natomiast naprawdę wciąż czujesz się tak samo winna, jeśli wciąż ubolewasz nad tym, co zrobiłaś źle - nie idziesz w dobrym kierunku. Poszukaj grupy wsparcia, albo poczytaj siebie o żałobie lub generalnie o śmierci i przemijaniu. Polecam film Chata i Nasz dom.
    • znowu.to.samo Re: Smutny dzień... 01.11.20, 16:54
      Przytulam.
      Chyba każdy w chwili śmierci bliskiego chyba każdy wyrzuca sobie że mógł zrobić to czy tamto, kochać mocniej, bardziej
      Prawda jest taka że nigdy nie ma dobrej pory na śmierć, chyba nigdy nie jesteśmy na nią do końca gotowi, nawet gdy widzimy że już stoi za rogiem, że już nadchodzi 🤔😌
      • iks.01 Re: Smutny dzień... 01.11.20, 21:51
        No trochę to tak jest...

        Ale...ale mając czyste sumienie ( dobrą relację z osobą, która odeszła) jest lżej i łatwiej. A ja nie mam czystego sumienia.
        • aqua48 Re: Smutny dzień... 01.11.20, 22:27
          iks.01 napisała:

          > Ale...ale mając czyste sumienie ( dobrą relację z osobą, która odeszła) jest lż
          > ej i łatwiej.

          Nie, wcale nie jest ani lżej ani łatwiej. Jest niesłychanie trudno.

          A ja nie mam czystego sumienia.

          I z tym fałszywym przekonaniem musisz się uporać, i dlatego że myślisz, iż miałaś większą siłę sprawczą polecamy Ci tu na forum, wizytę u specjalisty, który Ci pomoże poukładać sobie swój stosunek do ojca tak, byś mogła normalnie przeżyć żałobę, bez zadręczania się..
        • evee1 Re: Smutny dzień... 02.11.20, 03:04
          iks.01 napisała:
          > Ale...ale mając czyste sumienie ( dobrą relację z osobą, która odeszła) jest lż
          > ej i łatwiej. A ja nie mam czystego sumienia.
          A moze tylko Ci sie wydaje, ze wtedy jest latwiej? Moze wlasnie wtedy bardziej sie cierpi, ze stracilo sie taka dobra relacje, ze mogla ona jeszcze dlugo trwac. Moj tata zmarl nagle, majac 53 lata. I oprocz mojego wlasnego zalu i zaloby tuz po tym wydarzenia, teraz i nadal zaluje bardzo, ze moje dzieci nie poznaly mojego taty i ze on nie mial szansy byc ich dziadkiem. On sam byl super tata i jestem pewna, ze bylby tez wspanialym dziadkiem.
          Nie pisze tego zeby Cie pograzac, daj sobie czas na bol, zalobe, ale pielegnuj tez dobre mysli i wspomnienia. To pomaga w wychodzeniu, chociaz tak jak inne dziewczyny napisaly, najbardziej pomaga czas.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka