Dodaj do ulubionych

Utknęłam w martwym punkcie,potrzebuje oceny

20.11.20, 04:59
Mam 34 lata, jestem sama, nie mam dzieci. Od 15 lat wynajmuje mieszkanie w warszawie(najpierw pokoj, od 8 lat kawalerke). Zarabiam aktualnie 6000 zl brutto na umowie o prace i nie mam żadnych oszczednosci. mam na koncie w tej chwili ok 6000. Wyksztalcenie wyzsze humanistyczne, dosawiadczenie w korpo prawie 10 lat, branza mediowa, angielski standardowo.
Nie mam więc nawet pieniedzy na wklad wlasny do kredytu. Nie wiem jak to ogarnac. Powoli czuje, ze przegralam moje zycie. Wynajmuje 20metrowa kawalerkę, mieszkanie w ktorym wszystko sie psuje, w którym nie ma sie jak obrócić, zeby czegoś nie przesunac, gdzie syf robi sie sam, a ja nie mam nawet porzadnego łóżka ani stolu zeby zjesc obiad jak czlowiek. Za mieszkanie place 1400zl, do tego rachunki ok 300 zl. Samochodu nie mam.
Co moge zrobic, żeby poprawic swoją sytuacje? Zarabiac wiecej - wiem, ale to nie takie proste. Wyprowadzic się pod miasto? Dojazdy i utrzymanie samochodu tez kosztują. Czuje, ze utknelam w martwym punkcie. Nie moge zniesc mojego zycia. Nie dam juz rady sie tak meczyc. Jestem sama, od pol roku na zdalnym, w pracy która anibmnie ziebi ani grzeje, w mikro mieszkaniu na ktore nie moge juz patrzec. Żyje jak dziad.Od wielu lat biore leki przeciwdepresyjne - raz jest lepiej raz gorzej. Moj główny problem jeat taki, ze nie stac mnie na ktedyt. Co robię źle? Co byscie zrobiły na moim miejscu. Chce sie wyprowadzić, ale nie chce juz wynajmowac. Wezme pod uwage wszystkie rady. Piszcie prostu z mostu jak to widzicie. Dzieki.
Obserwuj wątek
    • morgen_stern Re: Utknęłam w martwym punkcie,potrzebuje oceny 20.11.20, 05:48
      Ja w podobnej sytuacji jednak wzięłam kredyt na mieszkanie pod Warszawą. Też było mnie stać tylko na wynajem kawalerki. Niestety, to jest albo-albo. Albo dobry dojazd i wynajmowana klitka w stolicy, albo większe lokum tuż pod i dłuższe dojazdy. Teraz z kredytem jest dużo trudniej, ja brałam 12 lat temu. Jeśli lepiej płatna praca nie wchodzi w grę pozostaje tylko poznanie kogoś, wspólny kredyt na mieszkanie w Warszawie i wynajem tego pod. Innej opcji nie widzę, poza wyjazdem za granicę, co na Twoim miejscu, bez zobowiązań, dzieci i w tym wieku jest też jakąś opcją, zwłaszcza w obecnej sytuacji politycznej. Tylko czy będziesz miała tam obecny poziom zawodowy, to wątpię, raczej trzeba się przygotować na zaczynanie od zera.
      • olkkaa_99 Re: Utknęłam w martwym punkcie,potrzebuje oceny 20.11.20, 06:29
        zarabiam 4200 na reke. mam 1700 miesiecznie stałych kosztow. realnie oszczedzam ok 500zl miesięcznie. Oszczednosci ktore mialam w viagu ostatnich lat poszly na studia podyplomowe, aparat ortodontyczny i zabieg chirurgiczny, który owszem - byl fanaberią, ale poprawil moje samopoczucie o 200%. Nie wydaje na ciuchy, kosmetyki, torebki, zarcie na miescie... Nigdy nie mialam kredytu, nawet pozyczki. Zyje naprawdę skromnie.
          • bominka Re: Utknęłam w martwym punkcie,potrzebuje oceny 20.11.20, 07:03
            Uważam,że odłożyć miesięcznie mozesz znacznie więcej. Tj 1000 zl. Obralabym tak cel na najbliższy czas. Ta perspektywa może Ci wiazac sznur na szyi. Ale sprobuj sobie wyobrazić,że wprowadzasz się do własnego M i ta perspektywę urzadzania. To naprawdę moze cieszyć.
              • zwyczajnamatka Re: Utknęłam w martwym punkcie,potrzebuje oceny 20.11.20, 07:39
                Posłuchaj, moje rady nie są z kosmosu. Zarabiam znacznie mniej od wątkodajki i co miesiąc odkładam przynajmniej 1000 zł tylko ze swojej pensji. Przynajmniej, bo jeśli wpadnie premia czy jakiekolwiek dodatkowe pieniądze, to je też odkładam. W ubiegłym roku tylko ze swojej pensji odłożyłam ponad 20 tysięcy. Wszystko z myślą o mieszkaniu, które niedawno kupiliśmy. Częściowo wzięliśmy kredyt hipoteczny i był wymagany wkład w wysokości 20 %. My mieliśmy więcej, ponad 50%. Był tylko jeden bank chyba millenium, w którym wymagany wkład wynosił 10%, ale miał gorsze dla nas warunki. Dlatego nie piszę z kosmosu, bo jestem świeżo po kredycie i zakupie.
                • laura.palmer Re: Utknęłam w martwym punkcie,potrzebuje oceny 20.11.20, 07:58
                  zwyczajnamatka napisał(a):

                  > Wszystko
                  > z myślą o mieszkaniu, które niedawno kupiliśmy.

                  Czujesz różnicę między "my" a "ja"? Bo ja też przez lata nic nie odłożyłam, mimo przyzwoitych zarobków, bo zjadały mnie koszty życia i opłaty stałe. A jak poznałam męża i zamieszkaliśmy razem w 2 lata uskładałam na nowy samochód z salonu. Utrzymanie się samemu to nie to samo, co w dwie osoby.
                    • zwyczajnamatka Re: Utknęłam w martwym punkcie,potrzebuje oceny 20.11.20, 08:44
                      Tylko ze swojej pensji odkładam przynajmniej tysiąc, z pensji faceta o wiele, wiele więcej. Z pensji 4700 można spokojnie utrzymac trzyosobową rodzinę, a nie jedną osobę. Ale już się nie raz przekonałam, że ematka oderwana od rzeczywistości. Jak czytam te wszystkie posty o życiu w Warszawie to jakbym o innym świecie czytała. Ceny w biedronkach czy Lidlach są wszędzie takie same.
                      • kochamruskieileniwe Re: Utknęłam w martwym punkcie,potrzebuje oceny 20.11.20, 08:56
                        Jesteś widać biegła w oszczędzaniu. To może konkretne rady, jak przeżyć mając 500 zł miesięcznie na wszystko? Tak, by odłożyć te proponowane przez Ciebie 2000 zł (niżej wyjaśniły się kwoty). Aha - Pamietaj, że najtańsza opcja transporty - to miesiączny za 100 zł. Bo autorka samochodu nie ma. 100 zł miesięcznie na nielimitowaną liczbę przejazdów, jest równowartością niecałych 23 przejazdów miesięcznie z bilecie jednorazowym. A mimo pracy zdalenej, czasami też trzeba się ruszyć z domu nieco dalej.
                      • laura.palmer Re: Utknęłam w martwym punkcie,potrzebuje oceny 20.11.20, 09:07
                        Po pierwsze 6000zł brutto to 4300zł. Jak odejmiesz koszty wynajmu i opłaty stałe zostaje na życie ok. 2000zł. Jak byłam singielką na jedzenie, chemię i kosmetyki wydawałam jakieś 800-1000zł miesięcznie. Mogłoby być mniej, ale mam wrażliwą skórę i na wiele kosmetyków reaguję alergią.

                        Na co szła reszta?

                        1. Leczenie. Ja jestem raczej zdrowa, ale mam pewne schorzenie endokrynologiczne, które wymagało copółrocznych wizyt u lekarza. Endokrynolog musi być prywatnie, bo na nfz czeka się latami, więc koszt wizyty plus badań laboratoryjnych to min. 600zł. Do tego leki (w moim przypadku zwykłe tabletki antykoncepcyjne, witamina D i szampon dermatologiczny na nawracający łupież) 100zł miesięcznie. U dentysty bywało, że zostawiałam tysiaka.

                        2. Transport - nie miałam samochodu, więc bilet miesięczny (stówka). No i niestety każdy zakup czegoś cięższego lub niewymiarowego wiązał się albo z wzięciem taksówki albo opłaceniem dostawy do domu. Taksówkę musiałam też brać wracając z miasta po 23.

                        3. Naprawy i awarie. Ja mam własne mieszkanie, wtedy spłacałam jeszcze kredyt. No i niestety, coś się zepsuło, to nie było zmiłuj - trzeba było wezwać fachowca. A psuło się często, bo mieszkanie z braku kasy urządzone po kosztach.

                        4. Życie towarzyskie. O ile nie jest się skrajnym introwertykiem siedzenie samemu w czterech ścianach szkodzi zdrowiu psychicznemu. A spotkania kosztują. Kawa z koleżanką, wycieczka ze znajomymi (i jedzenie w restauracji), jakieś kino, teatr, wypad na piwo. Trzy razy w miesiącu i masz kilkaset złotych w plecy.
                        Odkąd mam męża nie odczuwam potrzeby spotykania się z ludźmi aż tak często, no i mąż reguluje rachunki, jak już się z kimś spotykamy. Spora oszczędność.

                        5. Prezenty. Na gwiazdkę, na urodziny, na chrzciny, itp. Mam rodzeństwo z dziećmi, więc się nie wykręcę. Nie muszą być drogie, ale zakup zabawek dla czwórki dzieci to min. 200zł. Jak jestem zapraszana na wesele czy przyjęcie urodzinowe do kogoś, to przecież też nie przyjadę z pustymi rękami. Zwłaszcza wesela to spory wydatek, nie zawsze można się wykręcić.

                        Nie ma siły, żeby wydawać mniej niż 2000zł miesięcznie. Ja w tym miesiącu musiałam zapłacić 300zł za ubezpieczenie mieszkania, 200zł za wymianę opon i wycieraczek a aucie (no ale mam auto, więc płacę), 150zł na nową uszczelkę do lodówki,100zł wysłałam siostrzeńcowi na urodziny, 100zł zostawiłam w aptece, a miesiąc się jeszcze nie skończył. W następnym czeka mnie wizyta u dentysty i prezenty dla całej rodziny, więc pójdzie kolejny tysiączek. I tak w kółko.
                • m_incubo Re: Utknęłam w martwym punkcie,potrzebuje oceny 20.11.20, 08:44
                  zwyczajnamatka napisał(a):

                  > Posłuchaj, moje rady nie są z kosmosu.
                  > m. W ubiegłym roku tylko ze swojej pensji odłożyłam ponad 20 tysięcy. Wszystko
                  > z myślą o mieszkaniu, które niedawno kupiliśmy. Częściowo wzięliśmy kredyt hipo
                  > teczny i był wymagany wkład w wysokości 20 %. My mieliśmy więcej, ponad 50%.

                  Twoje rady nie są z kosmosu, tylko z samej doopy...
                • ge-ox Re: Utknęłam w martwym punkcie,potrzebuje oceny 20.11.20, 09:59
                  zwyczajnamatka napisał(a):

                  > Posłuchaj, moje rady nie są z kosmosu. Zarabiam znacznie mniej od wątkodajki i
                  > co miesiąc odkładam przynajmniej 1000 zł tylko ze swojej pensji. Przynajmniej,
                  > bo jeśli wpadnie premia czy jakiekolwiek dodatkowe pieniądze, to je też odkłada
                  > m. W ubiegłym roku tylko ze swojej pensji odłożyłam ponad 20 tysięcy. Wszystko
                  > z myślą o mieszkaniu, które niedawno kupiliśmy. Częściowo wzięliśmy kredyt hipo
                  > teczny i był wymagany wkład w wysokości 20 %. My mieliśmy więcej, ponad 50%. By
                  > ł tylko jeden bank chyba millenium, w którym wymagany wkład wynosił 10%, ale mi
                  > ał gorsze dla nas warunki. Dlatego nie piszę z kosmosu, bo jestem świeżo po kre
                  > dycie i zakupie.

                  o kurcze, naprawdę masz niedobór szarych komórek, co za głupoty wypisujesz kobieto? idź weź nie denerwuj ludzi i wyłącz się z tymi swoimi wywodami z koziej doopy
            • m_incubo Re: Utknęłam w martwym punkcie,potrzebuje oceny 20.11.20, 08:40
              Odlatujecie w tym wątku, nie wierzę 😄
              Jasne, jest w stanie odłożyć wręcz całą pensję, ale będzie to działać maksymslnie dwa miesiace, chyba jeszcze nikt dłużej nie wytrzymał bez jedzenia.
              Przy takich radach, czy wy w ogóle miałyście kiedykolwiek do dyspozycji jakieś swoje pieniądze i utrzymywalyscie się za nie? Bo takie rzeczy może pisać tylko ktoś, kto prosto od mamy przeszedł pod opiekę męża i nigdy w życiu nie zetknął się z samodzielnym życiem.
              Ten wątek to chyba podpucha...
      • ginger.ale Re: Utknęłam w martwym punkcie,potrzebuje oceny 20.11.20, 08:45
        zwyczajnamatka napisał(a):

        > Dlaczego nie masz żadnych oszczędności? Żeby mieć kredyt, musisz mieć przynajmn
        > iej 10 procent wkładu własnego. Przy takiej pensji i opłatach spokojnie 2 tys m
        > iesięcznie odłożysz. Po dwóch latach będziesz miała na wkład i weźmiesz kredyt.
        >

        Serio? Jest sama i ma koło 4700 w Warszawie. Wg Ciebie SPOKOJNIE odkłada 2k miesięcznie?

        Napisała, że mieszkanie to koszt rzędu 2k (1700+300 na opłaty) czyli wg Twoich wyliczeń ma całe 700zl na resztę - jedzenie, ubranie, komunikację, nagłe wydatki (dentysta) i wakacje, wyjścia, prezenty. Yhm.

        Nie mówię, że nie trzeba odkładać, powinna założyć jakieś minimum typu 500zl m-c, ale nie ma szans na 2k, ile lat mogłaby tak wegetować.
      • olkkaa_99 Re: Utknęłam w martwym punkcie,potrzebuje oceny 20.11.20, 07:04
        Wiele osób mi radzi emigracje.... Sama nie wiem. Nie nadaje sie docpracy fizycznej, nie podolalabym temu. Moje doswiadczenie zawodowe w mediach/tv jest takie, że nie wiem, czy mialabym szanse na sensowną prace za granicą. Ogarniam rynek europy środkowej, doksztalcam sie, na tym. rynku są duze pieniadze, ale na samej górze i na pierwszej linii frontu. Ja bylam zawsze po stronie zaplecza, tu juzbtaknrozowo nie jest. Skonczylam szkole muzyczna, przez wiele lat dawalam prywatne lekcje, teraz w czasie korony nie mam ani jednego ucznia od marca. Moge uczyc za granicą, prowadzilam już lekcje po angielsku, nie mam z tym problemów , ale czy na tym sie da za granicą zarobic? nie wiem.
        • m_incubo Re: Utknęłam w martwym punkcie,potrzebuje oceny 20.11.20, 08:49
          W twojej sytuacji wyjechałabym za granicę bez zastanowienia, nawet do pracy fizycznej, nie musi to być zbieranie szparagów, praca jest różna.
          Tutaj i w tych warunkach rozsypiesz się całkowicie, ty już wegetujesz, dziewczyno, i przypuszczam, że psychicznie jest kiepsko, wieloletnia depresja to nie jest drobiazg.
        • szaraiwka Re: Utknęłam w martwym punkcie,potrzebuje oceny 20.11.20, 15:39
          A probowalas uczyc online? Ja tak sie uczylam grac na pianinie. Oczywiscie dalekie to od idealu i fajniej pracowac z nauczycielem ktory reke poprawi i pokaze na oczy co i jak. Ale wydaje mi sie ze wiele osob chce sie uczyc i nauka online tez jakos dziala. Sa nawet takie portale ktore lacza tutora z uczniem (tak znlazlam moja pania od pianina ale potem przeszlysmy na lekcje bez posrednikow)

          Jak znajdziesz uczniow online to nawet z polski mozesz uczyc tych za granica (ja dokladnie tak mam - mieszkam za granica a naucyziceli mam/mialam w Polsce zarowno jezyka jak i pianina)
        • kurt.wallander Re: Utknęłam w martwym punkcie,potrzebuje oceny 20.11.20, 16:45
          olkkaa_99 napisał(a):

          Skonczylam szkole muzyczna, przez wiele lat dawalam pryw
          > atne lekcje, teraz w czasie korony nie mam ani jednego ucznia od marca.

          A to mnie dziwi, przyznam. Moja corka od marca miała lekcje zdalne, a od września ma stacjonarnie, nauczycielka przyjeżdża do nas do domu. Czasem zmieniamy stacjonarną lekcję na online (np. gdy córka miała katar)..
          • karola2122 Re: Utknęłam w martwym punkcie,potrzebuje oceny 21.11.20, 21:57
            kurt.wallander napisała:

            > olkkaa_99 napisał(a):
            >

            >
            . Moja corka od marca miała lekcje zdalne, a od wrześn
            > ia ma stacjonarnie, nauczycielka przyjeżdża do nas do domu. Czasem zmieniamy st
            > acjonarną lekcję na online (np. gdy córka miała katar)..

            A to już zależy od rodziców i ich dochodów. Jeżeli np. mają firmy, które ucierpiały w czasie pandemii, to z pewnością ograniczą zbędne wydatki, w tym lekcje gry na instrumencie
            • kurt.wallander Re: Utknęłam w martwym punkcie,potrzebuje oceny 22.11.20, 14:30
              karola2122 napisał(a):


              >
              > A to już zależy od rodziców i ich dochodów. Jeżeli np. mają firmy, które ucierp
              > iały w czasie pandemii, to z pewnością ograniczą zbędne wydatki, w tym lekcje g
              > ry na instrumencie

              Z pewnością. Z drugiej strony, pani ma na tyle dużo uczniów, że opłaca jej się przyjeżdżać i robić jednego dnia objazd po okolicy. Wygląda na to, że przynajmniej w mojej okolicy, są zainteresowani.
    • evee1 Re: Utknęłam w martwym punkcie,potrzebuje oceny 20.11.20, 07:02
      Ja wiem, że samemu mieszkać jest zdecydowanie lepiej, ale może dałabyś sobie na przykład dwa lata ba mieszkanie z kimś i dzieleniu opłat i w ten sposób spróbowała oszczędzić na wkład własny. A może wyjazd za granicę? Znasz angielski, jesteś młoda, bez zobowiązań typu dzieci i kredyt, więc nic Cię w kraju nie trzyma.
        • olkkaa_99 Re: Utknęłam w martwym punkcie,potrzebuje oceny 20.11.20, 08:07
          Dziewczyny, ja to, ze mieszkam sama traktuje jako jedyny luksus w moim po*ebanym zyciu. Przez 8.lat - jeszcze po studiach visnelam siene mieszkaniach z obcymi w sumie ludźmi. nie bylo az tak zle, ale po tych doswiadczeniach postanowilam, ze wynajmuje najtansze mieszkanie, moge nie jeść, ale nie chce juz dzielic tej i tak mikro przestrzeni z kims obcym. Jestem spokojna i introwertyczna osobą, meczy mnie stale przebyeanie z ludzmi, a w przestrzeni ktkra wynajmuje i tak za polowe pensji chcialabym czuc się swobodnie. Szybciej wyniose sie na wieś niz zamieszkam z kims z ogloszenia.
            • karola2122 Re: Utknęłam w martwym punkcie,potrzebuje oceny 21.11.20, 22:05
              bialeem napisał:

              > Tu absolutnie cie rozumiem. Nie wiem co by się musiało zdarzyć żebym zamieszkał
              > a z kimś na dłużej niż kilka miesięcy.

              O tak, ja kiedyś próbowałam. Po zamieszkaniu z pewną osobą, która ciągle próbowała korzystać z moich rzeczy, ale jak się okazało, nie płaciła też za wynajem, więc musiała się wyprowadzić, zamieszkałam w tym samym mieszkaniu z inną, która zostawiała przez kilka dni brudne naczynia w zlewie (rosła pleśń!) i nie myła po sobie kibelka, "bo była zmęczona", więc kibel ciągle był zapaćkany, a potem przyprowadzała faceta, który (chyba) płacił za jej mieszkanie, bo przyjmowała go w piżamie, a który się mył w naszej wannie, uciekłam do kawalerki, i stwierdziłam, że nigdy więcej. Tak - być może!- da się mieszkać w wieku studenckim, ale potem już nie.

              Zaznaczę, że w tamtym mieszkaniu dwupokojowym mieszkały tylko młode pracujące osoby. Ale jak to w Warszawie spoza Warszawy, wiadomo... bez zdolności kredytowej uncertain

              Ale nigdy więcej!
          • jolie Re: Utknęłam w martwym punkcie,potrzebuje oceny 20.11.20, 09:59
            Bardzo to rozumiem, a piszę z doświadczenia. I miałam wtedy 23 czy 24 lata. Ale na ematce wyczytałam, że to takie wspaniałe mieszkać na kupie z obcymi i im gotować🤣. Takie brednie mogą pisać tylko osoby, które nie były skazane na dzielenie mieszkania z innymi (co z tego, że młodymi) ludźmi, tylko była to ich fanaberia, bo gdzieś i tak czekał własny kąt po babci/od rodziców/chłop z własnym lokum. Ja miałam dosyć po 2 miesiącach - hałas, nieumyta wanna z cudzym brudem, znikające jedzenie z szafki w kuchni. Przy czymś takim to nawet chłopa trudniej znaleźć, mając nawet osobny pokój.
            • olkkaa_99 Re: Utknęłam w martwym punkcie,potrzebuje oceny 20.11.20, 10:10
              Tak, to nie są normalme warunki. Masz 1 lodowke, 1 lazienke, 4 palniki w kuchni i kilka obcych osob o roznych potrzebach i przyzwyczajeniach. Za nic w swiecie nie chcialabym tak skończyć, tym bardziej ze juz swoje we współdzielonych mieszkaniach przezylam. Spotykalam sie niedawno z kims, kto po rozwodzie wyladowal w takim mieszkaniu, byl to dla mnie jeden z powodow do zakończenia tej relacji.... Nie wyobrazam sobie tego. Rezygnuje w zyciu w wielu przyjemnosci, ale spokoj i komfort po calym dniu pracy to nie jest fanaberia, tylko minimum egzystencjalne dla mnie.
              • jolie Re: Utknęłam w martwym punkcie,potrzebuje oceny 20.11.20, 10:34
                Zgadzam się. Ktoś, które nie mieszkał w takiej komunie z innymi, nie rozumie. I chyba przedawkował "Przyjaciół". Dla mnie ta beznadzieja, choć skutecznie mnie zatruwała, była jednocześnie motywacja do zmiany, byłam jednak wtedy młodsza. Ale sprzyjał mi po prostu los - poznałam kogoś, kto, jak później się okazało, miał lokum po babci. Małe, standard nawet nie z Gierka, ale Gomułki, ale do dzisiaj pamiętam moją radość, gdy się tam wprowadziliśmy jako młode małżeństwo, a wcześniej je remontowaliśmy.
                • turzyca Re: Utknęłam w martwym punkcie,potrzebuje oceny 20.11.20, 11:30
                  >Zgadzam się. Ktoś, które nie mieszkał w takiej komunie z innymi, nie rozumie. I chyba przedawkował "Przyjaciół". Dla mnie ta beznadzieja,

                  Ludzie są różni, ja z moich mieszkań współdzielonych wyniosłam miłe wspomnienia. Muszę przyznać, nigdy nie miałam współlokatorów z piekła, brudna kuchnia czy łazienka się nie zdarzały, zawsze był plan sprzątania i porządek.
                  Możliwe, że to wynika z niemieckiej kultury WG, bo współlokatorstwo tutaj jest super rozwnięte, istnieje kilka modeli życia współlokatorskiego i można sobie dobrać bardzo do potrzeb, od systemu "tylko dzielimy się kosztami, poza tym jesteśmy sobie obcy" po "łej, hej, razem jemy, razem wychodzimy, razem się bawimy". I w sumie na różnych etapach życia szukałam różnych mieszkań.
                  • monique_alt Re: Utknęłam w martwym punkcie,potrzebuje oceny 20.11.20, 13:37
                    Ja tak samo. bardzo miło wspominam czasy studenckie i mieszkanie na kupię, dodam że zwykle mieszkałam w pokoju dwuosobowym dopiero jak zaczęłam pracę to zaszalałam i wynajęłam samodzielny pokój.
                    Dodam też że problem brudnej łazienki czy róznych upodobań mam też w tej chwili - dwójka nastolatków w domu jest tak samo upierdliwa jak współlokatorzy. a czasem nawet bardziej.
                    Ja wynajęłabym mieszkanie z jakimś współlokatorem zacisnęłabym zęby i pasa, odłożyła na bok wszelkie przyjemności na 2 lata (teraz dobry moment bo i tak mało co się odbywa) i zaoszczędziła na wkład własny.
                    Na emigracji pracując na zmywaku czy jako kelnerka autorki też nie będzie stać na własne mieszkanie.
            • maly_fiolek Re: Utknęłam w martwym punkcie,potrzebuje oceny 20.11.20, 10:44
              Ja to lubię i zawsze lubiałam jeśli w domu jest więcej ludzi. Ostatnio dłużej wynajmowałam z obcymi ludźmi gdy miałam 27 lat, byliśmy na emigracji z mężem i dwójką dzieci. Mieszkaliśmy przez 2 miesiące w 90 m2 mieszkaniu z trzema parami - łącznie 10 osób.
              Nie powiem, towarzystwo było zacne smile, do tej pory wspominam ten czas jako jeden z fajniejszych epizodów. Potem przenieśliśmy się do mieszkania i było inaczej, bardziej pusto, ale pewnie tamci odetchneli- dzieci są jednak wymagające.
              Zresztą, ja od najmłodszych lat byłam przyzwyczajona do mieszkania z kimś, pokój dzieliłam z siostrą, potem 3osobowy pokój w akademiku, z przychodzącym i czasem śpiącym chłopakiem koleżanki. smile
            • hellen Re: Utknęłam w martwym punkcie,potrzebuje oceny 20.11.20, 12:42
              m_incubo napisała:

              > Nie, absolutnie nie pakuj się w żadnych współlokatorów, to ja już też wolałabym
              > szczaw wpierdzielać...
              >
              Zależy od warunków moim zdaniem. Mieszkałam na studiach w kawalerce w 2 osoby i to był koszmar, ale już wynajęcie domu w 2-3 osoby ma sens i może się sprawdzic, a wychodzi taniej niż wynajęcie 2-3 mieszkań. Wiem co mówię.
    • leanne_paul_piper Re: Utknęłam w martwym punkcie,potrzebuje oceny 20.11.20, 07:10
      Te 6 tys. oszczędności nie wystarczy Ci nawet na opłaty notarialne, więc rady o kupowaniu 2-3 pokojowego mieszkania w Warszawie pomińmy litościwym milczeniem. Zwłaszcza, że teraz banki wymagaja od 10 do 30% wkładu własnego, a to jest dobre 100 tys.
      Imho trochę szkoda, że nie zakręciłaś się wokół własnego mieszkania te parę lat wcześniej, bo było łatwiej. Niektórzy lecieli do banku zaraz jak dostali pierwsza umowę na stałe po 3 miesięcznym okresie próbnym, cieszyli się, że bank skalkulował im koszty stałe na 500 zł i dzięki temu stać ich było na ratę 1700 przy 2700 netto. Stare dzieje, sama nie wiem, jak to przeżyłamwink.
      Ale nie ma teraz co rozpamiętywać przeszłości, trzeba spojrzeć, co można zrobić realnie. Ja bym pomyślała o wyjeździe zagranicę, bo tam masz szansę na większe zarobki i nie oszukujmy się, lepsze życie. Połowa mojej rodziny tak zrobiła, wyjechali na stałe, albo jeżdża okresowo. Dorobili się.
        • snakelilith Re: Utknęłam w martwym punkcie,potrzebuje oceny 20.11.20, 13:19
          W mediach możesz pracować także zagranicą. To nieprawda, że na emigracji pracuje się tylko na zmywaku. Nikt ze znajmością języka i wyższym wykształceniem nie musi pracować fizycznie. Może być, że by się zahaczyć zaczniesz pracę jako kelnerka, ale ja finansowałam sobie w ten sposób studia zagranicą i to była lukratywna praca - studiowałam na studiach dziennych, wynajmowałam zgrabne 26m2 i jeszcze zostało mi na wakacje w ciepłych krajach. A po zapoznaniu się z terenem szuka się praca zgodnej z twoim wykształceniem albo kompetencjami i zaczyna żyć na odpowiednim standardzie. Nie słuchaj prawicowych trolli, że ktoś będzie cię dyskryminował, tobą pomiatał i proponował tylko podrzędne, słabo płatne stanowiska w brudnych magazynach, to wyssane z palca bzdury. Tylko korona musi się skończyć.
            • snakelilith Re: Utknęłam w martwym punkcie,potrzebuje oceny 20.11.20, 14:06
              zlota.ptaszyna napisała:

              > To prawda, Niemcy to byl kiedys kraj mlekiem i miodem plynacy, jeden wyjazd na
              > wakacje ze statusem studenta i mozna bylo porzadzic za te kase.
              > No ale to zanim Merkel otworzyla granice, bo teraz buz darmozjadow do podzialu
              > dochodu przybylo

              No jak postanowiłoś do końca życia korzystać z socjalu, to nie dziwię się, że boisz się tak panicznie konkurencji. Kiedyś może tych pieniędzy do podziału dla darmozjadów, do których się zaliczasz, nie starczyć. Ja pracuję. Pieniądze dostaję więc z innego źródła. Moimi konkurentami o pracę są Niemcy oraz obcokrajowcy z wyższym wykształceniem, a nie biedacy z krajów trzeciego świata, którzy mieli mniej szczęścia w życiu.
                • szalona-matematyczka Re: Utknęłam w martwym punkcie,potrzebuje oceny 20.11.20, 16:41
                  Ja tez znam mnostwo Polakow (pierwsze pokolenie emigrantow, zeby nie bylo), ktorzy wykonuja niefizyczne zawody: lekarz, stomatolog, polozna, adwokat, inzynier, opiekunka w przedszkolu, tlumacze,, dziennikarze, nawet 2 nauczycieli (jedna osoba wyemigrowala z rodzicami w wieku 5 lat, ale drugi nauczyciel,matematyk, wyemigrowal w wieku 24 lat, dokonczyl tu studia i pracuje jako nauczyciel matematyki ze statusem urzednika). W branzy artystycznej to w ogole pelno nie-Niemcow (osobiscie znam polskiego kamerzyste i polskich muzykow w operze). To sa mokre sny prawicowych trolli, ze w Niemczech czeka na ciebie tylko zmywak.😠
                  • nie-mama Re: Utknęłam w martwym punkcie,potrzebuje oceny 20.11.20, 16:47
                    Ja podobnie we Francji. Znam Polki ktore sprzataja, ale mysle, ze w Polsce tez wykonywalyby raczej fizyczne pracy. Tak im sie po prostu zycie ulozylo.

                    Znam tez sporo Polakow, ktorzy wykonuja prace biurowe, np. w banku, na uczelni w dziale wspolpracy z zagranica (zarzadzanie przyznawania stypendiow), kilka zawodow medycznych, kilku w instytucjach miedzynarodowych (asystentki, analitycy, nawet jeden dyrektor duzego departamentu).
    • bialeem Re: Utknęłam w martwym punkcie,potrzebuje oceny 20.11.20, 07:20
      Jak pracujesz zdalnie i zapowiada się, że popracujesz tak dłużej (a wszystkie znane mi mediowe są obecnie w tym trybie), to wynajmij coś małego poza miastem. Za tyle będziesz mieć 30 metrów w których się nic nie sypie.
      Jestem w podobnej sytuacji co ty, ale zarabiam ciut więcej i jednak zdecydowałam się zakredytować na coś malutkiego, ale na twoim miejscu bym się wyniosła pod miasto.