glanaber
25.11.20, 09:31
Ja wiem, że ematkowe bombelki po tym, jak się porządnie wyśpią i zjedzą powolne, zdrowe śniadanie na tarasie z całą rodziną, zasiadają do zdalnych lekcji, gdzie uczą się szybciej, więcej i lepiej niż w tradycyjnej szkole, a tymczasem te nie-ematkowe:
www.gazetaprawna.pl/artykuly/1497030,zdalne-nauczanie-uczniowie-nauczyciele-problemy-psychiczne.html
Chociażby, 2 moje koleżanki mają synów, jedna w 2 kl. liceum, druga w 2 kl. technikum i 8-klasistę. Obydwie skarżą się, że chłopaki lekcje odbywają leżąc w wyrach, przysypiają przed laptopami albo w ogóle odmawiają zalogowania się i uczestniczenia, aby tylko 50% frekwencji wyrobić. To też jest wyraz jakiejś młodzieńczej depresji i/lub buntu przeciwko tej nienormalnej sytuacji, w którą młodzież została wrzucona jak za karę.
U córki w klasie chłopcy w czasie lekcji wprawdzie jeszcze nie grają, ale umawiają się w czasie lekcji na czacie na wspólne granie w Fortnite lub inne gry sieciowe - super forma integracji dla 11-latków, czyż nie? Ale cóż, przecież kontakty z rówieśnikami online są super, doskonale zastępują kontakt na żywo, prawda?