Dodaj do ulubionych

Elegia dla bidoków - a sprawa polska

26.11.20, 22:04
W związku z omawianym tu już nowym filmem Netflixa "Elegia dla bidoków" ("Hillbilly elegy").
Taki film trochę przeczy american dream.
Tu bieda i patologia jest przekazywana z pokolenia na pokolenie. Młody człowiek próbuje się wyrwać stamtąd, dzięki nauce i udziałowi w wojnie w Iraku ma kasę na podjęcie studiów na Yale. Ale nie starcza mu kasy na ich ukończenie, szuka pracy jako prawnik, ale jego brak znajomości i pochodzenie utrudnia mu jej znalezienie a na prowincji w "Pasie rdzy" czeka matka narkomanka i patologiczna, biedna rodzinka. Żyjąca w jakiś ruderach. Bez ubezpieczenia zdrowotnego.

Miejmy nadzieję, że Polska nie będzie szła w tym kierunku i awans społeczny dzięki pracowitości i chęci do nauki będzie zawsze możliwy. A może już idzie w tym kierunku, w kierunku klasowym?

Albo rodzisz się w zamożnej, wpływowej rodzinie i stajesz się zamożny, wpływowy albo w biednej, bez perspektyw i sam stajesz się biedny, bez perspektyw?

Jak sądzicie Wy?
Obserwuj wątek
    • angazetka Re: Elegia dla bidoków - a sprawa polska 26.11.20, 22:09
      Looooooool.
      Płaczę ze śmiechu.
      Wyobraź sobie, że w Polsce też bez kapitału: finansowego, kulturowego, intelektualnego rodziny trudno jest o sukces. Patrz: tereny popegeerowskie.
      I o ile w USA istnieje mit american dream, to o Polish dream jakoś nie słyszałam.
      • bywalec.hoteli Re: Elegia dla bidoków - a sprawa polska 26.11.20, 22:44
        Coś więcej? Wiesz, miałem kolegów na studiach, którzy wywodzili się z biednych, popegeerowskich rodzin, udało im się jednak dostać na bardzo dobre bezpłatne studia dzienne, ukończyć je, znaleźć dobrą pracę a nieraz i założyć firmę i mocno się wzbogacić. Nie trzeba było zaciągać kredytu na opłaty dla uczelni a jak ktoś zachorował, to szedł do lekarza czy szpitala i stamtąd wychodził.
        To w porównaniu do realiów filmu był jakiś Polish dream.
          • rexona_sport Re: Elegia dla bidoków - a sprawa polska 28.11.20, 18:27
            Detroit zbankrutowało bo płacono normalnie podatki oraz pracownikom, niestety takie zachowanie nie daje szans na przetrwanie przy firmach wyprowadzających kasę, rozliczających się w rajach podatkowych itd.

            Dzisiaj firmy robią większe zyski niż kiedykolwiek a skapuje z nich zwykłym pracownikom coraz mniej, przez co bogaci są coraz bogatsi, dzięki czemu maja więcej narzędzi żeby kasę zgarniać co i robią czyli taka spirala idzie sobie aż do jakiegoś punktu załamania systemu (i od nowa). Smutno się na to patrzy.
      • afro.ninja Re: Elegia dla bidoków - a sprawa polska 27.11.20, 16:58
        Akurat autor tej ksiazki stara sie udowodnić, ze nawet latwiej (i taniej) dostac sie na yale, niz na zwykle aamerykańskie uczelnie, ale trzeba brac poprawkę, ze byl po wojsku (nie byl tylko zwyklym żołnierzem, ale i rzecznikiem) i zaczął tam studiować około 27 roku życia, zaliczajac jakis college. I caly czas podkreślał,.ze nie jest geniuszem i nie trzeba nim byc, zeby miec stypendium na tej uczelni. Na pewno trzeba spelniac wiele kryteriów, ale program stypendialny jest i mozna sie o takie stypendium ubiegać.
    • afro.ninja Re: Elegia dla bidoków - a sprawa polska 27.11.20, 12:02
      Moim zdaniem obecnie w Polsce awans zależy od koneksji i rodziny. Choc zalezy o jakim awansie rozmawiamy. Co do książki, autor opisal jak po yale zdobywa sie etat. Chodzisz z opiekunem roku na wystawne kolacje.i tam spotykasz się z potencjalnymi pracodawcami. Po zwyklym uniwersytecie, ktorych w usa jest pełno, nie ma na to.szans. A kredyt studencki spłacać trzeba. Autor dostał sie dość pozno na yale i tp dzieki.wojsku, a ze byl zahartowany w życiu, wojsko bylo dla niego miłą odskocznią.
        • afro.ninja Re: Elegia dla bidoków - a sprawa polska 27.11.20, 12:16
          Staż przechodzil w etat. Opiekun roku poleca studenta okreslonym kancelariom. Nie widze tu zadnego plaszczenia. Gdzies musisz isc zeby dostac prace. Mozna chodzic na wystawne kolacje i powiekszac swoje znajomosci. A te sa bardzo wazne, zwlaszcza w Ameryce. Autor ksiazki mie ukrywał, ze skonczenie tak prestizowych studiów, nawet jesli.jestes przecietny otwiera przed absolwentem wszystkie drzwi. U nas niekoniecznie, bo nie mamy az tak prestizowych uczelni. Stad właśnie nepotyzm miewa sie doskonale i coraz bardziej rośnie na znaczeniu.
          • bywalec.hoteli Re: Elegia dla bidoków - a sprawa polska 27.11.20, 13:30
            Nie czytałem książki tylko oglądałem film. I on tam musiał nieźle się płaszczyć przed tymi wpływowymi ludźmi siedząc przy stole, a i tak mu pojechali po pochodzeniu - że pochodzi z rodziny typu apallascy hillbililes - że mało się nie rozpłakał.

            Trochę nie rozumiem też tej podróży - wieczorem wyszedł z kolacji (pijąc tam wino) - całą noc jechał 10 godzin do Ohio, potem spędził dzień z matką i rodziną, rozwiązując poważne problemy, przeprowadzając matkę najpierw do ośrodka rehab, potem do faceta, potem do motelu, a potem wrócił przez całą noc do NewHaven, poszedł na rozmowę po 2 nocach bez snu i 20 godzinach jazdy i dostał pracę?
            • afro.ninja Re: Elegia dla bidoków - a sprawa polska 27.11.20, 14:39
              W książce raczej czuł wstyd, ze jest daleko w tyle jesli chodzi o kulturę (zachowanie przy stole), ogladę, język, akcent. Ale etos armii w usa jest bardzo duzy, wiec traktowano go tam z duza wyrozumiałością. Mial tez problemy z wybuchami agresji, zachowywal sie jak bidok.
            • minniemouse Re: Elegia dla bidoków - a sprawa polska 28.11.20, 10:07
              bywalec.hoteli napisał:
              I on tam musiał nieźle się płaszczyć przed tymi wpływowymi ludźmi siedząc przy stole, a i tak mu pojechali po pochodzeniu - że pochodzi z rodziny typu apallascy hillbililes - że mało się nie rozpłakał.

              po pierwsze nie hillbillies tylko rednecks, po drugie nie zauważyłam żeby sie "malo nie rozpłakał". byl owszem wzburzony i wkurzony bo tuz przed ta rozmowa dowiedzial sie ze jego matka przedawkowala i jest w szpitalu - to zareagowal nieco nazbyt gwaltownie i troche niepotrzebnie na po prostu probe zartu. ze zart byl nie na miejscu to inna sprawa, niemniej gosc naprawde nie mial zlych zamiarow. wrecz przeciwnie, chcial mu pokazac ze rozumie jego sytuacje - skonczyl prestizowe studia, pojechal na stare smieci = wiocha na kompletnym zadupiu, i nie poznaje sie w nich "co ja robie w tym Koczborowie?"?. - w ten deseń. zart w stylu "jak sie masz kochana ślepoto", do osoby niewidomej.

              > Trochę nie rozumiem też tej podróży - wieczorem wyszedł z kolacji (pijąc tam wi no) - całą noc jechał 10 godzin do Ohio, potem spędził dzień z matką i rodziną, rozwiązując poważne problemy, przeprowadzając matkę najpierw do ośrodka rehab, potem do faceta, potem do motelu, a potem wrócił przez całą noc do NewHaven, p oszedł na rozmowę po 2 nocach bez snu i 20 godzinach jazdy i dostał pracę?

              a ja nie rozumiem czego ty nie rozumiesz. co tu jest nie do zrozumienia? ze pojechał pomoc matce bo nie było komu, po drodze były z matka male tarapaty, wrócił, razem jechał 20 godzin, i na koniec dostał prace? serio tego nie rozumiesz?


              Minnie
    • kryzys_wieku_sredniego Re: Elegia dla bidoków - a sprawa polska 27.11.20, 17:03
      Myślę, że ich bieda a nasza bieda to dwa różne bieguny.
      U nas mając matkę ćpunkę i nie mając ojca tylko babcię mieszkająca kilka domów dalej nie jest taż tak różowo.
      Tutaj po prostu dzieci były "dobre", film jest o chłopaku, który poszedl na studia ale jego siostra, która miała pomimo takiej historii rodzinnej pełną rodzinę o którą umiała zadbać i jeszcze dbać o matkę narkomankę, i normalnie pracować i funkcjonować, to też pereła w koronie.
      Tu nawet nie o biedę chodzi ale o ćpanie i olewanie dzieci.

      • afro.ninja Re: Elegia dla bidoków - a sprawa polska 27.11.20, 17:22
        Ale u.nas jest sporo dzieci w podobnej sytuacji, tylko w 99 procentach rodziców trawi alkoholizm. Opiekę przejmuje zwykle babcia. Nie uwazam, by ci ludzie tak bardzo sie od nas roznili. Albo mieli szansę na lepszy start. Vance na przykładzie swojej rodziny pokazal rozklad społeczeństwa amerykańskiego,.zniszczenie malych społeczności. Czyli w centrum miast jest tylko dilerka, a na obrzezach walmart. Nic też dziwnego, ze matka byla narkomanką, skoro jej ojciec byl alkoholikiem.
        • kryzys_wieku_sredniego Re: Elegia dla bidoków - a sprawa polska 27.11.20, 20:33
          Nie, u nas dzieci z pato i ubóstwa mają mniejsze szanse na karierę niż w stanach, samo podejscie do ich jest wrogie - np. szeroko omawiane słoiki z Warszawy w śród których na pewno są dzieci, które wyrwaly się z takich miejsc bez przyszłości z rodzi patologicznych - no mają na pewno super i dużo prosciej niż w USA.
          • afro.ninja Re: Elegia dla bidoków - a sprawa polska 27.11.20, 21:53
            Biorąc pod uwagę, jak Vance opisywał swoje dzieciństwo, nie moge się z tym zgodzic. Duzo z jego kolegow przegralo walke z nalogiem, wiekszosc rowiesnikow nie miala na siebie żadnego pomyslu, oprocz plodzenia dzieci w wieku nastoletnim i permanentnego bezrobocia. Bardzo złe odżywianie. Oni nie wiedzirli co to warzywa i owoce, jedli głównie polprodukty. Liczne detoksy matki Vanca byly oplacane przez jej matkę. Sam Vance podkreslsl jak biale bidoki nie sa skore do pracy, mimo, ze praca na nich czeka. Jak ludzie z jego środowiska, mimo wykształcenia nie moga znaleźć pracy w zawodzie.
            On dobrze sobie wykalkulowal, ze w jego przypadku warto isc do wojska. Swoja ksiazka chcial pokazac, ze można, a nawet trzeba wyrwac sie z biedy, jednsk jest to bardzo trudne. I nie kazdemu bidokowi się chce, większości sie nie chce.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka