Dodaj do ulubionych

Pielęgniarka o COVID w USA

28.11.20, 00:23
Wywiad z młodą dziewczyną, pielęgniarką w USA.

Niby wszyscy wiemy, jak źle tam jest, niby wiemy, jak chory jest ich system ubezpieczeń medycznych, ale warto to obejrzeć. Wyciągnąć wnioski i zrobić wszystko, żeby tak nie było w Pl - dziewczyna pracuje w specjalnej jednostce kryzysowej, która wysyła ludzi do szpitali, w którym brakuje załogi do obsłużenia pacjentów, a sama, jako osoba na samozatrudnieniu nie może wykupić ubezpieczenia medycznego i nie jest żadnym objęta z automatu. (A zdaje się jesteśmy na dobrej drodze do tego, dużo naszej klasy średniej i młodych jest zafascynowanych konceptem niedzielenia się swoją kasą z nikim, dbaniem tylko o swój tyłek dorabiając do tego jeszcze jakieś patriotyczno-religijne ideologie i rządem, którego mottem jest "niech jadą".)
Obserwuj wątek
    • h_albicilla Re: Pielęgniarka o COVID w USA 28.11.20, 07:56
      Wysłuchałam tylko początek, ale w USA covid szaleje, a babkę wysyłano w same najgorsze miejsca, a sama się nie zaraziła? Jak to może być? Taka zaraźliwa śmiertelna choroba i nic? Mam wrażenie, że to wyreżyserowana ustawka. Czy dalej jest coś interesującego czego warto wysłuchać
    • agrypina6 Re: Pielęgniarka o COVID w USA 28.11.20, 08:05
      Zafascynowani są młodzi, zdrowie ludzie. Ale i ich dorwą choroby. Albo urodzi im się chore dziecko wymagające drogiej operacji. I wtedy okaże się, że nie stać ich na leczenie. System jest kulawy i niewydolny, ale jest. W stanie zagrożenia życia jednak jest leczenie. A kiedy wszystko będzie sprywatyzowane to pewnie będzie dużo lepiej ale tylko dla wybranych.
      • madami Re: Pielęgniarka o COVID w USA 28.11.20, 09:39
        Ale tak jest u nas. Życie ci uratują i tyle. Państwowe leczenie to fikcja, przede wszystkim przez czas oczekiwania, kiedy to zwykle o pogorszeniu stanu decydują dni np w onkologii ale nie tylko. Np. na operacje ortopedyczne czeka się długie lata a w tym czasie co? Inwalidztwo? Niemożność wykonywania pracy? Życie w bólu? Czyli niby jest, niby masz dostęp ale praktycznie nie ma, albo się godzisz na czekanie albo próbujesz prywatnie. Cały system zdrowotny jest u nas tak skonstruowany. I przez to jest nakierowany na rozwój sektora prywatnego. W ubiegłym roku na prywatne leczenie wydaliśmy tyle samo co na leczenie NFZ ( jako naród). Czyli jak urodzi się nam chore dziecko wymagające drogiej operacji to jesteśmy w tej samej sytuacji co większość Amerykanów - żebrzemy o zrzutkę.
        • lauren6 Re: Pielęgniarka o COVID w USA 28.11.20, 11:52
          Z tym uratowaniem życia to też bym nie przesadzała. Uratują jak będziesz mieć szczęście. Jak będziesz mieć pecha to przy udarze będziesz czkać 12h na pomoc, bo muszą zrobić test na covid/bo możesz być w ciąży i potrzebują konsultacji ginekologa by chronić życie nienarodzone/ bo akurat jest święto i szpital pracuje z częścią personelu i akurat pechowo nie ma neurologa/anestezjologa/chirurga naczyniowego. Takie są polskie realia.

          My już od dawna leczymy się tylko prywatnie, wszelkie operacje prywatnie. I to będzie postępować, ten sektor gospodarki będzie rósł. Ludzie w Polsce rozumieją, że dostęp do leczenia jest ważniejszy od nowej sukienki z Zary, a na publiczne szpitale nie ma co liczyć. Lepiej zapłacić i być sprawnym/żyć.
          • agrypina6 Re: Pielęgniarka o COVID w USA 28.11.20, 12:51
            Wiesz ja też dużo różnych rzeczy tobie prywatnie. Jak wysłałam męża do specjalisty z dobrymi opiniami na NFZ to i tak trzeba było iść do innego prywatnie. Nawet wątek tu założyłam żeby się wygadać. Bez pieniędzy nic się nie zmieni. Jest na tv publiczna, na patolstwo 500plus a nie ma na szpitale i personel tam pracujący. Ci ludzie będą pracować prywatnie lub wyjadą za granicę.
            • madami Re: Pielęgniarka o COVID w USA 28.11.20, 12:55
              Myślę, że my jako naród wywieramy za mały nacisk na rządzących w sprawach zdrowotnych. Pokornie idziemy i płacimy zamiast się normalnie, rządać, krzyczeć domagać zmian systemu i może w końcu konkrety, płacę składkę to co mi się należy w rzeczywistości? Przestańmy udawać i utrzymywać fikcję bezpłatnej służby zdrowia.
              • nenia1 Re: Pielęgniarka o COVID w USA 28.11.20, 13:43
                madami napisała:

                > Myślę, że my jako naród wywieramy za mały nacisk na rządzących w sprawach zdrow
                > otnych. Pokornie idziemy i płacimy zamiast się normalnie, rządać, krzyczeć doma
                > gać zmian systemu i może w końcu konkrety, płacę składkę to co mi się należy w
                > rzeczywistości? Przestańmy udawać i utrzymywać fikcję bezpłatnej służby zdrowia
                > .

                Ale ile płacimy? I ile odliczamy od podatku? Płacisz 9% a 7,75% odliczasz.
                I ilu jest ludzi, którzy wcale nie płacą a mimo to przysługuje im leczenie na NFZ w tym leczenie raka
                udaru, zawału łącznie z późniejszą rehabilitacją. Na dodatek nie tylko im, ale i małżonkowi i wszystkim dzieciom
                do 26 roku o ile się uczą. Wystarczy zarejestrować się w UP.
                Ile jest niepracujących współmałżonków zgłaszanych przez męża/żonę?
                W praktyce nielicznie nie mają w Polsce ubezpieczenia i wcale nie trzeba pracować i płacić.
      • tanebo001 Re: Pielęgniarka o COVID w USA 28.11.20, 09:02
        Pytanie czy ją stać na ubezpieczenie. Ubezpieczenia indywidualne są droższe od obowiązkowych. A to z tego względu że raz jest mniej chętnych a dwa chętni są zwykle zagrożeni wypłatą. Czyli jest to mało opłacalne dal ubezpieczalni. Był kiedyś taki przypadek z powodzianami. Słynne "trzeba było się ubezpieczyć". Sęk w tym że żyjący na wyżynach nie chcieli się ubezpieczać bo nie są zagrożeni. A żyjący w dolinach rzek niosą dla ubezpieczyciela wysokie ryzyko wypłaty odszkodowania. Bo tam są powodzie. Składki są więc wysokie. Gdyby ubezpieczenie było obowiązkowe to płaciliby wszyscy i stawki mogłyby być niskie. Podobnie jest z ubezpieczeniem zdrowotnym w USA.
        • memphis90 Re: Pielęgniarka o COVID w USA 28.11.20, 13:01
          W USA nie masz ubezpieczeń obowiązkowych i ubezpieczeń dla chętnych "od powodzi". O ile nie jestes w skrajnym ubóstwie, co kwalifikuje Cie do Obamacare czy innego podstawowego medicaid, to się ubezpieczasz samodzielnie lub też ubezpieczenie jest opłacane przez pracodawcę jako składnik uposażenia, w różnym zakresie (np z/ bez dentysty).
          • al_sahra Re: Pielęgniarka o COVID w USA 28.11.20, 14:53
            memphis90 napisała:

            > O ile nie jestes w skrajnym ubóstwie, co kwalifikuje Cie do Obamacare czy in
            > nego podstawowego medicaid, to się ubezpieczasz samodzielnie lub też ubezpiecze
            > nie jest opłacane przez pracodawcę jako składnik uposażenia, w różnym zakresie
            > (np z/ bez dentysty).

            Poprawka: Obamacare to nie jest ubezpieczenie dla najuboższych. Od tego jest Medicaid. Obamacare to system przepisów regulujących rynek ubezpieczeń. Te przepisy mają z jednej strony zachęcić obywateli do wykupywania ubezpieczenia, a z drugiej regulować koszty i sposób działania firm ubezpieczeniowych.
        • memphis90 Re: Pielęgniarka o COVID w USA 28.11.20, 12:58
          Przecież w USA nie ma obowiązkowych powszechnych ubezpieczeń, tylko trzeba o to zadbać samemu. A tu w poście startowym " jako osoba na samozatrudnieniu nie może wykupić ubezpieczenia", z czym polemizuję, bo może. Cała opieka zdrowotna w USA tak działa. Inna kwestia co obejmuje ubezpieczenie konkretnej osoby, jakie leczenie zapewnia dany stan, ile i za co trzeba dopłacić samemu, ale to już zupełnie inna dyskusja. I nie ma nic wspólnego z chlebem i ciastkami...
          • bywalczyni.hosteli Re: Pielęgniarka o COVID w USA 28.11.20, 13:12
            Właśnie jest o ciastkach, najwyraźniej młoda pielęgniarka nie zarabia na tyle, by samej opłacić sobie ubezpieczenie zdrowotne, a system nie przewiduje bezpłatnych świadczeń dla personelu medycznego, w tym wypadku pracującego na umowie odpowiadającej naszym b2b/jdg.
            • mrs.solis Re: Pielęgniarka o COVID w USA 28.11.20, 15:28
              Ta pielegniarka jest kontraktorem i przez to zarabia wiecej, niz pielegniarka, ktora ma ubezpieczenie zdrowotne ze szpitala , w ktorym pracuje. Tej pani poprostu szkoda kasy na wykupienie sobie ubezpieczenia i nie lykam gadki, ze jezdzi po tych szpitalach z dobroci serca. Jezdzi tam , bo zarabia o wiele wiecej niz by zarobila bedac na etacie w szpitalu. Koszt indywidualnego ubezpieczenia z tego co znalazlam to ok. 450$ miesiecznie , ktory moze sobie odliczyc od podatkow.
          • al_sahra Re: Pielęgniarka o COVID w USA 28.11.20, 14:55
            memphis90 napisała:

            > Przecież w USA nie ma obowiązkowych powszechnych ubezpieczeń, tylko trzeba o to
            > zadbać samemu.

            Przymusu nie ma, ale jest kara za brak ubezpieczenia (i przy rozliczeniu podatkowym). Niemniej ta kara jest ciągle niższa niż najtańsze prywatne ubezpieczenie.

            Problem polega na tym, że nawet przy niezłej pensji, zostawianie pracownikowi decyzji, czy chce się ubezpieczyć, powoduje, że wiele osób, zwłaszcza młodych, rezygnuje. Zawsze będą pilniejsze wydatki.
    • yuka12 Re: Pielęgniarka o COVID w USA 28.11.20, 14:48
      Mnie zastanowiła koncepcja pustych szpitali, bez personelu medycznego. U mnie w Płn. Walii niedawno, zaraz przed Covidem, otworzono oddział w szpitalu (a w zasadzie odtworzono, bo kiedyś w tym miejscu działał). Dużo chorych, za mało miejsc. Dzisiaj chronicznie brakuje tam pielęgniarzy/pielęgniarek, jak zresztą w całym szpitalu. Korona tylko pogłębiła problem. Lekarze i tak byli tam tylko w dni powszechne i do 18. Resztę czasu opiekę zapewniał personel pielęgniarski. A teraz i z nim jest krucho, dziury łatają agencje pracy. Tymczasem w UK mają zamrozić pensje w sektorze publicznym. Czyli pielęgniarki w szpitalach, które i tak zarabiały dość skromnie biorąc pod uwagę odpowiedzialność i wiedzę, nie mają szans na podwyżki, choćby ze względu na codzienną pracę z chorymi z Covid. Tyle były warte czwartkowe oklaski na wiosnę 🙁.
      • agrypina6 Re: Pielęgniarka o COVID w USA 28.11.20, 15:01
        Czyli wszędzie taki sam syf. Właśnie znajoma musi iść pilnie do neurologa na konsultację. Ma nowotwór i doszły jakieś dolegliwości. Termin PRYWATNIE za pół roku. Na szczęście lekarz prowadzący jej pomógł bo ma znajomego neurologa.
        • kandyzowana3x Re: Pielęgniarka o COVID w USA 28.11.20, 15:14
          na prawde nie wiem odczego to zalezy, ale doswiadczenia moich rodzicow ze sluzba zdrowia i czekaniem na badania sa calkiem inne. Od pierwszego kontaktu z lekarzem do rezonansu i diagnozy ( nas szczescie negatywnej) nie minelao wiecej niz 3-4 tyg. operacja usuniecia zacmy, od skierowania do zabiegu ok 3 miesiecy, wyciecie nie zlosliwych guzow ok 4 miesiace. Czy to moze zalezec od miejsca zamieszkania ?
          • yuka12 Re: Pielęgniarka o COVID w USA 28.11.20, 15:28
            Na pewno. Popatrz moje wpisy nt. NHS i posty Najmy. Akurat nt. opieki onko czy kardio nie mogę powuedzieć złegi słowa - jak mąż ze 2 lata temu źle poczuł się w pracy, raz dwa zabrano go na A & E i zrobiono od ręki podstawowe badania na serce. W ciągu miesiąca miał resztę diagnostyki. Jak podejrzewano mi guzka w piersi, po tygodniu wiedziałam, co mi jest. W jeden dzień zrobiono wszystkie badania + postawiono diagnozę. Ale z problemami ortopedycznymi czy gastrycznymi, nawet z endokrynologiem dziecięcym czy pediatrą już tak szybko nie idzie. W prztpadku endokrynologa przypuszczam, że brak specjalistów tak jak w przykładzie z koleżanką, która jeździła do Londynu. W innych dziedzinach medycyby - cóż mieszkamy w rejonie z dużą populacją osób starszych (jedną z najliczniejszych w UK), a zasoby nie są z gumy.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka