Dodaj do ulubionych

To ja też z problemem towarzysko swiątecznym

10.12.20, 15:55
Jest 3 rodzeństwa.
W dużym domu rodzinnym mieszka Mańka i rodzice, dom 10 lat temu przepisany na Mańkę.
W tej samej miejscowości w swoim małym domu mieszka Józek z żoną.
W innej miejscowości 200km dalej mieszka Zośka, aktualnie sama.
Rodzice często się dopominają, kiedy Zośka przyjedzie w odwiedziny. Gdy bywała w delegacji z pracy podjeżdząła do rodziców na kawę, ale w święta by musiała zostać z noclegiem.
Na ogół to Zośka dzwoniła do Mańki i Józka żeby kontakt podtrzymywać, ale realacje jakieś w miarę były i życzenia na imieniny i urodziny tez.
Niecały rok temu Zośka była tam u rodziny, Józek zapraszał, pojechała, u Józka impreza, było kilkoro gości zostających na nocleg i było ciasno. A u Mańki zaś puste kilka pokoi. Mańka pyta Zośkę czy idzie spać do domu rodzinnego, więc Zośka tam z nią poszła.
Zośka dawno rodziny nie widziała, rozmawiała z rodzicami, się cieszyli że zostanie kilka dni, potem poszli spac "z kurami". Mańka miło zrobiła herbatę, dała ręczniki, ale nie była wylewna w rozmowie, nie pytała co tam u Zośki ani specjalnie wylewnie na pytania o siebie nie odpowiadała. Włączyła tv i powiedziała że ona będzie serial oglądać (jakiś z typu reality-show), więc Zośka siedziała obok bo cóż innego robić jak na spanie za wcześnie a rozmawiać nie ma z kim. Zadzwonił do Zoski telefon, odebrała, pogadała chwilę co chyba Mańkę uraziło, że jej tv zagłusza, ale nic nie powiedziała. I wiecej już sie do Zośki nie odezwała tego dnia.
Rano Mańka nadal się nie odzywa, warknęła tylko głośno przechodząc przez pokój Zośki że "co tu mi tak śmierdzi jakieś obce smrody!" (Zośka miała gazy po fasolce którą Józek częstował). Zośka potraktowała to jako żart i coś do śmiechu odpowiedziała. Ale zaczęło być dziwnie. Mańka chodzi po domu szybko, nerwowo, talerze stawia z hukiem, na matke się wydarła że otwiera nowy ser jak wczorajszy nie zjedzony i wysycha, na Zośkę nawet nie patrzyła - wzrok ostentacyjnie odwrócony,
gdy Zoska pyta czy pójdą razem dziś do kuzynów to nie dostaje żadnej odpowiedzi, jest ignorowana jak powietrze, a nawet bardziej jak to smrodliwe powietrze. .
Równocześnie Mańka cały czas chodzi ze swoim telefonem gdzie gada na głośnomówiącym ze swoim znajomym - i do niego gada normalnym tonem. Jak przestaje z nim gadać to nie odzywa sie do nikogo z rodziny, albo wściekle warczy, rodzicom tez na pytania nie odpowiada.
Zośka próbuje przywrócić normalność, pyta w czym pomóc przy obiedzie to Mańka z hukiem kładąc garnki na kuchence podniesionym głosem z wściekłością warczy "tu zupe jaką jaką zrobić, ogórkową albo pomidowowa z wczorajszego rosolu i tam kasze !" i ciepiąc drzwiami wychodzi do drugiego pomieszczenia gdzie zaciekle tłucze kotlety i trzaska naczyniami.
Zośka zaczęła robić ten obiad już coraz bardziej się bojąc w ogóle odzywać, czuje że się zaczyna zwijać w środku ze strachu przed kolejnym wybuchem, czuła się w obowiązku pomagać siostrze jak już tam jest, ale gdy Mańka przyszła z kotletami nadal wściekła to Zośka poszla stamtąd. Odsiedziała w pokoju w którym spała, porozmawiała chwilę z rodzicami, zeszła zjeśc obiad bo rodzice wołali, poszła na chwilę do Józka, a potem zabrała rzeczy i pierwszym możliwym połączeniem wyjechała do siebie.

Od tej pory Mańka ani razu się do Zośki nie odezwała, nie przysłała smsa na imieniny/urodziny.
Zośka stwierdziła że ma dość tego, że tyle lat sama o kontakty zabiega, zawsze wcześniej stawała po stronie Mańki w jakichs niesnaskach rodzinnych - i dostaje w zamian cos takiego... więc Zośka tez kontaktów ze swojej strony nie inicjowała. Przelało się jej.

I teraz taka sytuacja, że Józek z żoną robią w tym roku wigilię dla całej rodziny, zapraszają Zośkę też. Ale będzie u nich teściowa i siostra bratowej z mężem i 4 dzieci i realnie nie będzie wolnego łóżka, chyba że kawałek wolnej podłogi w na jakim materacu w ścisku.
Kawałek dalej stoi ten dom rodzinny Zośki, z rodzicami ciągle dopominającymi się, żeby Zośka wreszcie przyjechała bo miejsca dużo i jest gdzie spać. Ale dom jest Mańki a ona rodzeństwa nie zaprasza ani się nie odzywa. Rodzice nie mają wydzielonego piętra tylko wszystko uwspólnione. Na wigilii u Józka rodzice i Mańka pewnie będzie, tradycyjne rytuały zawsze były odprawiane bo wypada.

Co byście zrobili na miejscu Zośki?
Zośka mówi, że nie ma w ogóle ochoty tam jechać. Że woli przesiedzieć święta sama. Może by pojechała do Józka na ferie jak nie będzie miał gości i tam się z rodzicami spotka wtedy. Sugeruję jej, żeby pojechała na wigilę do Józka nawet na ten materac i z rodziną bratowej spędziła święta w ich grupie, ale z drugiej strony chcąc odwiedzić swoich rodziców i tak musi iśc do Mańki i się u niej gościć.

To co myslicie o tym?
Obserwuj wątek