Dodaj do ulubionych

A która by zostawiła swoją rodzinę, pracę,

15.12.20, 16:57
całe życie aby pomagać swoim rodzicom, w sytuacji kiedy:
jedno z nich zachorowało na raka, 4 stadium a więc leczenie i opieka paliatywna.
Rodzice mieszkają samotnie, na wsi, do najbliższego sklepu ok.2km.
Choruje ojciec, mama nie posiada prawa jazdy.
Ojciec nie wyraża zgody na angażowanie opiekunki, kogoś obcego, samodzielnie jeździ autem nawet podczas przerw w chemioterapii.
I teraz: mama potrzebuje pomocy w opiece nad ojcem.
Któro z dzieci, dorosłych powinno porzucić swoją pracę aby zamieszkać na parę miesięcy z własnymi rodzicami? A wszystkie dzieci mieszkają albo kilkaset km dalej albo za granicą?
Wszystkie mają zobowiązania typu praca lub dzieci wczesnoszkolne.
Która z Was porzuciłaby swoje życie (dziecko szkolne, pracę, męża) aby zamieszkać u rodziców na te parę miesięcy?

No, w końcu każda wychowana w tym, że rodzina to najwyższa wartość, wartość nad wartościami, co tam praca, pieniądze itp.przecież rodzic ma przed sobą ostatnie miesiące życia...
Obserwuj wątek
    • zazou1980 Re: A która by zostawiła swoją rodzinę, pracę, 15.12.20, 17:07
      U nas w podobnej sytuacji (ojciec juz nie zyl, matka powaznie zachorowala) brat uprosil swoja byla zone, zeby sie do mamy przeprowadzila, ja dalam jej troche kasy za opieke, brat tez jej placil.
      U nas kryzys trwal jakies 1,5-2 m-ce, potem brat wrocil z zagranicy i zajal sie mama przez kolejne kilka m-cy az doszla do siebie. Teraz funkcjonuje samodzielnie...
    • geez_louise Re: A która by zostawiła swoją rodzinę, pracę, 15.12.20, 17:08
      Moi rodzice by nie postawili tak sytuacji (póki w głowach im styka), wiele razy rozmawialiśmy o tym, mamy wynajmować opiekunki, oddawać ich do ośrodków. Jestem gotowa mocno się angażować, bo oni zawsze mi bardzo pomagali. Gdy umierały matki moich rodziców, to byłam głównym opiekunem/zarządzającym opieką.
    • kosmos_pierzasty Re: A która by zostawiła swoją rodzinę, pracę, 15.12.20, 17:09
      Akurat ja jestem nieobiektywna, bo ten temat wałkuję od lat. Ale z pewnością nie porzuciłabym swojego życia. Co to znaczy, że ojciec nie wyraża zgody? Sorry, ale nie może już nie wyrażać zgody, skoro to się odbija na matce. To jest jego sprawa, jego problem. Matka, przy wsparciu dzieci pomoc wynajmuje. I... po pierwsze postawa ojca się może zmienić, szczególnie gdy pani będzie miła, po drugie te panie wiedzą, jak te osoby mogą reagować. Nie chodzi o to by chory fikał ze szczęścia, ale żeby był bezpieczny i jak najlepiej zaopiekowany.
      Nota bene tu jest przede wszystkim żyjąca matka i to jest jej decyzja, czy np. skorzysta z kasy z podesłanej przez dzieci na jej konto (jak nie ma, to niech założy) i nie da się zaorać, czy jest współuzależniona i nie da sobie pomóc, a dodatkowo będzie wciągać dzieci w bagno. I te dzieci w tym drugim wariancie zdecydowanie nie powinny dać się szantażować.
    • cegehana Re: A która by zostawiła swoją rodzinę, pracę, 15.12.20, 17:14
      Sądzę, że moje poświęcenie przyniosłoby więcej szkody niż pożytku: dodatkowe ręce do pomocy przy ojcu ale też jedna wypłata mniej (i nadal ta sama gęba do wykarmienia). Już bardziej zaproszenie ojca z mamą do któregoś z dzieci na te bliżej nieokreślone parę miesięcy ma sens, ale pewnie i na to "nie wyrazi zgody".
              • sad.77 Re: A która by zostawiła swoją rodzinę, pracę, 15.12.20, 19:18
                aqua48 napisała:

                > Przed czym chronić? Przed wiedzą, że człowiek jest śmiertelny? Że najbliższymi
                > w takiej sytuacji można i należy się opiekować?

                Tutaj nie chodzi o wiedzę, bo tę zazwyczaj dzieci nawet młodsze otrzymują np.że dziadek ciężko choruje. Bardziej chodzi o sytuacje, które wywołują w dziecku niepokój np.nagłe przewrócenie się/utrata przytomności plus rozcięta głowa, wymioty - słyszy, dziecko słyszy płacz umierającego, wyczuwa grozę, tę atmosferę, ból, i jest bezradne...
                My dorośli też jesteśmy bezradni ale dziecko jest tylko dzieckiem.
                • aqua48 Re: A która by zostawiła swoją rodzinę, pracę, 15.12.20, 19:49
                  sad.77 napisała:

                  Bardziej chodzi o sytuacje, które wywołują w dziecku n
                  > iepokój np.nagłe przewrócenie się/utrata przytomności plus rozcięta głowa, wymi
                  > oty - słyszy, dziecko słyszy płacz umierającego, wyczuwa grozę, tę atmosferę, b
                  > ól, i jest bezradne...

                  Myślę, że mocno histeryzujesz. Bywa że same dzieci (oraz ich rodzice i rodzeństwo) rozcinają sobie głowy, palce itp, czasami wymiotują lub płaczą z bólu, to jest dla nich powszedniość a nie groza. Poza tym dobra opieka polega też na tym by terminalnie chory nie musiał płakać. Wszystko zależy od tego jak dziecku przedstawisz sytuację i oczywiście ważne jest aby to nie dziecko musiało się tym umierającym człowiekiem bezpośrednio opiekować czy asystować przy rozmaitych zabiegach. Oraz by cała sytuacja była mu tłumaczona na takim poziomie na jakim jest w stanie ją ogarnąć. Dzieci to nie mimozy.
                    • aqua48 Re: A która by zostawiła swoją rodzinę, pracę, 15.12.20, 20:34
                      sad.77 napisała:

                      > Nie to, że histeryzuje...
                      > Ja to znam z autopsji, niestety sad

                      A to przykro mi. Ja mam (na szczęście) zupełnie inne doświadczenia. A na płacze nie z powodu bólu fizycznego pomagają środki wyciszające. Moja Mama takie dostawała, gdy chciała zabierać się i wychodzić z domu nie wiadomo gdzie w środku nocy. Działały..
                      • tt-tka Re: A która by zostawiła swoją rodzinę, pracę, 15.12.20, 20:41
                        aqua48 napisała:


                        > A to przykro mi. Ja mam (na szczęście) zupełnie inne doświadczenia. A na płacze
                        > nie z powodu bólu fizycznego pomagają środki wyciszające. Moja Mama takie dos
                        > tawała, gdy chciała zabierać się i wychodzić z domu nie wiadomo gdzie w środku
                        > nocy. Działały..

                        No chyba ze lekow, w tym bardzo silnych (a i tak juz slabo dzialajacych) przeciwbolowych bylo tyle, ze przy kazdej probie podania czegos jeszcze watroba oswiadczala, ze zaraz zamorduje bioracego. Oslonowe juz tez nie pomagaly. I mowa o osobie, ktorej wstanie z lozka i dotarcie do lazienki kilka metrow dalej zajmowalo okolo kwadransa. W ostatnich tygodniach juz nie wstawala wcale. Ale glos, owszem, zachowala...
                        • aqua48 Re: A która by zostawiła swoją rodzinę, pracę, 15.12.20, 20:48
                          tt-tka napisała:

                          > No chyba ze lekow, w tym bardzo silnych (a i tak juz slabo dzialajacych) przeci
                          > wbolowych bylo tyle, ze przy kazdej probie podania czegos jeszcze watroba oswia
                          > dczala, ze zaraz zamorduje bioracego. Oslonowe juz tez nie pomagaly.

                          I to znam. Moja Mama była na morfinie, morfina też ma drugą ciemniejszą stronę mocy. I też tak do końca nie jest skuteczna..
                  • koronka2012 Re: A która by zostawiła swoją rodzinę, pracę, 15.12.20, 20:29
                    aqua48 napisała:

                    > Myślę, że mocno histeryzujesz. Oraz by cała sytuacja była mu tłumaczona na takim poziomie na jakim je
                    > st w stanie ją ogarnąć. Dzieci to nie mimozy.

                    Absolutnie nie histeryzuje. To żadne tłumaczenie nie pomoże . Dla wielu dzieci samo uświadomienie sobie że ludzie odchodzą jest głęboką traumą.

                    A co dopiero widok osoby schorowanej po chemii, bez włosów itd. Dorośli od tego uciekają a ty uważasz że dzieci to przyjmą na luzie? 🙄
                    Pogratulować empatii i zdrowego rozsądku, doprawdy.
                  • budyniowatowe Re: A która by zostawiła swoją rodzinę, pracę, 15.12.20, 20:31
                    aqua48 napisała:

                    >
                    > Myślę, że mocno histeryzujesz. Bywa że same dzieci (oraz ich rodzice i rodzeńs
                    > two) rozcinają sobie głowy, palce itp, czasami wymiotują lub płaczą z bólu, to
                    > jest dla nich powszedniość a nie groza. Poza tym dobra opieka polega też na tym
                    > by terminalnie chory nie musiał płakać.

                    Chyba nie mialas do czynienia z umierajacym ktoremu rozum przestaje prawidlowo dzialac. Moj ojciec potrafil krzyczec czy plakac calymi nocami. Rozmawiac z niezyjacymi juz rodzicami, rodzenstwem czy znajomymi. Zadne leki uspokajajace czy usypiajace nie dzialaly. Krzyczal az tracil glos.
                    Uwierz me to nie jest cos co male czy nawet wieksze dzieci powinny przezyc. Dla nas doroslych to bylo trudne.
                    • aqua48 Re: A która by zostawiła swoją rodzinę, pracę, 15.12.20, 20:44
                      budyniowatowe napisała:

                      > Chyba nie mialas do czynienia z umierajacym ktoremu rozum przestaje prawidlowo
                      > dzialac. Moj ojciec potrafil krzyczec czy plakac calymi nocami. Rozmawiac z nie
                      > zyjacymi juz rodzicami, rodzenstwem czy znajomymi. Zadne leki uspokajajace czy
                      > usypiajace nie dzialaly. Krzyczal az tracil glos.
                      > Uwierz me to nie jest cos co male czy nawet wieksze dzieci powinny przezyc. Dla
                      > nas doroslych to bylo trudne.

                      Miałam do czynienia z trójką takich bliskich ludzi. Mam wrażenie, że prawie każdemu przewlekle choremu w pewnym momencie wyłącza się mózg. Moja własna Mama przestawała mnie poznawać pod koniec życia. Też rozmawiała z nieobecnymi osobami. wierz mi że czasami wychodząc z psem sama zastanawiałam się kim JA jestem skoro własna matka mówi spokojnie i z pełnym przekonaniem, że przecież nigdy córki nie miała uncertain Na szczęście pielęgniarka z hospicjum domowego nauczyła mnie jak sobie z tym radzić. Gdyby jednak krzyczała, czy płakała całymi nocami lub była agresywna, bez możliwości uspokojenia, to nie zostawiłabym jej w domu (z dziećmi lub bez nich) tylko jednak załatwiła hospicjum. Wcale nie jestem zdania że trzeba koniecznie i pomimo wszystko opiekować się osobiście takim chorym.
                  • kosmos_pierzasty Re: A która by zostawiła swoją rodzinę, pracę, 16.12.20, 05:34
                    Nie, nie histeryzuje. Dokładnie o to mi chodzi. Sad, bardzo dobrze to ujęła. Co innego mówić dziecku, co innego zabrać w odwiedziny do chorej terminalnie osoby, a co innego wrzucić je w taką sytuację na 100 proc. Dla dziecka ona jest tym trudniejsza, że nie ma na nic wpływu, nie podejmuje żądnych decyzji, może tylko być bierne i absorbować emocje z otoczenia. Dorośli sobie radzą (też nie zawsze) poprzez działania, pomagają jak mogą, im samym pomaga wiara czy filozofia, dojrzały światopogląd. Dziecko tego wszystkiego nie ma do dyspozycji.
                  • kosmos_pierzasty Re: A która by zostawiła swoją rodzinę, pracę, 16.12.20, 05:42
                    Pomagać jak najbardziej, ale nie kosztem niszczenia dzieci. Takie doświadczenie będzie rzutować na całe życie. I owszem, zresztą nawet Aqua to przyznała, są sytuacje, gdy niestety - dla chorego trzeba poszukać hospicjum. Zresztą ja bym własnego małego dziecka, ani wnuczka pewnie też, nie chciała włączać w takie doświadczenia, gdybym to ja była tą chorą osobą. Przynajmniej dopóki działałby mi mózg, bo jakby przestał, to rozsądne, nawet bolesne decyzje powinien podejmować ktoś inny.
                    • aqua48 Re: A która by zostawiła swoją rodzinę, pracę, 16.12.20, 10:49
                      kosmos_pierzasty napisała:

                      > Pomagać jak najbardziej, ale nie kosztem niszczenia dzieci. Takie doświadczenie
                      > będzie rzutować na całe życie. I owszem, zresztą nawet Aqua to przyznała, są s
                      > ytuacje, gdy niestety - dla chorego trzeba poszukać hospicjum.

                      Bo cały czas piszę, że to nie są sytuacje zero-jedynkowe. Co innego jeśli wiadomo na pewno że chory umrze w krótkim (okres kilku miesięcy) czasie, a przez większą część tego czasu jest tak jak dotychczas ukochanym dziadkiem czy babcią. Co innego gdy zawsze był trudnym, niemiłym czy wymagającym od otoczenia poświęceń człowiekiem. Co innego gdy to umieranie toczy się tak, że można opanować lekami ból i wyciszyć reakcje, co innego gdy chory tak jak tu opisano krzyczy całymi dniami i nocami nie dając wytchnienia pozostałym domownikom i budząc w nich stany lękowe. Co innego też gdy rodzina opiekująca się pada na nos z umęczenia, i zwyczajnie nie ma już siły ani czasu by go poświęcać normalnie dzieciom na ich potrzeby, a co innego gdy ma jednak jakąś pomoc - pielęgniarkę, opiekunkę, kogoś dochodzącego na zmianę, choćby w tych ostatnich tygodniach i umie ułożyć sobie bycie z chorym tak że nie jest to bardzo odczuwalne dla dzieci..
                      Czyli moim zdaniem wcale nie musi to być koniecznie "niszczenie dzieci" jak napisano wyżej. Może być naturalnym etapem życia i opieki nad niedołężnym, schorowanym a kochanym członkiem rodziny.
        • aqua48 Re: A która by zostawiła swoją rodzinę, pracę, 15.12.20, 18:56
          kosmos_pierzasty napisała:

          > Zaproszenie? Gdy te dzieci mają dzieci? Ty chyba nie wiesz, jak wygląda umieran
          > ie na raka...

          Ja wiem i moja Mama umierała u mnie w domu, przy moich dzieciach, (wczesne nastolatki). Nie wyniosły z tego okresu żadnej traumy. Wiedziały co i dlaczego się dzieje, wiedziały, że wszyscy cierpimy pewną niewygodę, (oddały ukochanej babci swój pokój), ale że jest ona czasowa, i że tak się należy. I babcia była dobrze zaopiekowana, i one też. Dla dzieci śmierć jest tak samo naturalna jak narodziny jeśli rodzice nie robią z umierania tematu tabu, ani też jakiegoś horroru, nie obciążają tym dzieci nadmiernie, a tłumaczą na takim poziomie na jakim dziecko jest w stanie zrozumieć..ot śmierć śmiercią, a życie mimo to toczy się dalej i inne sprawy muszą mieć w miarę normalny bieg.
          • hanusinamama Re: A która by zostawiła swoją rodzinę, pracę, 15.12.20, 19:41
            Wiesz to zalezy od choroby. W mojej rodzinie opieka taka trwała 4 lata. Chory wymagał stałej pomocy 24/dobę. Na początku było naturalone ze nie jedziemy na wakacje bo babcia potrzebuje nas...po 2 latach juz wszyscy mieli tego dość. Chora do konca broniła swojej "godnosci" odmawiając pomocy opiekunki...rodzina była wykonczona.Dzieciaki zwyczajnie uciekały z domu.
          • kosmos_pierzasty Re: A która by zostawiła swoją rodzinę, pracę, 16.12.20, 05:46
            Widzisz, a ja przez rok co noc się budziłam z krzykiem, a potem raz na jakiś czas jeszcze latami po takim doświadczeniu. Już nie mówiąc, że chyba została mi kancerofobia (nic przyjemnego, ale to w sumie drobiazg). Nie wiesz, jak będzie w przypadku dziecka, o którym rozmawiamy.
            Naprawdę śmierć śmierci nie równa. Niech dziecko odwiedza, niech się pożegna, gdy nadejdzie czas, niech idzie na pogrzeb, ale nie musi przechodzić przez takie codzienne piekło, by wiedzieć, że śmierć istnieje...
    • bi_scotti Re: A która by zostawiła swoją rodzinę, pracę, 15.12.20, 17:15
      Znam kilka osob, ktore to zrobily (kobiety i mezczyzni) przy czym tylko jedna byla stala mieszkanka PL, pozostale osoby przylecialy skads tam, bo poczuly, ze tak trzeba. Z pelnym support ze strony partners/spouses etc. To nie jest az tak "nie-do-pomyslenia", ze czlowiek chce spedzic ostatnie miesiace zycia ktoregos z rodzicow opiekujac sie i pomagajac samemu przy tym doznajac jakichs niedogodnosci. Kwestia priorities, systemu wartosci etc. Ani ja, ani moj maz nie mielismy takich sytuacji, w kazdym razie rzecz nie dotyczyla miesiecy tylko tygodni sad Life.
      • aandzia43 Re: A która by zostawiła swoją rodzinę, pracę, 15.12.20, 18:47
        Tu jest mowa o kilkuset kilometrach i kilku miesiącach. Nie widzę potrzeby by na pół roku rzucać wszystko (pracę, małe dzieci, współmałżonka) po to by wykonywać czynności, które może wykonać osoba wynajęta. Czuwać na przedsięwzięciem, bywać co tydzień, dwa (jeśli kilkoro dzieci to każde będzie nie częściej niż raz w miesiącu), a na ostatnie chwile przybyć i trwać.
        • bi_scotti Re: A która by zostawiła swoją rodzinę, pracę, 15.12.20, 19:02
          To sa przeciez bardzo osobiste wybory. Nie bardzo rozumiem skad potrzeba ustalenia jakiegos jednego model, ktory bedzie dzialal zawsze, wszedzie, dla wszystkich. Live and let live. Nikt nic nie musi ale sa ludzie, ktorzy zwyczajnie maja taka potrzebe, ten ... hmmm ... odruch serca, bo sa w okreslony sposob zwiazani ze swoimi rodzicami, moze chca w okreslony sposob wychowac swoje dzieci (by example), moze cos jeszcze ... who knows ...
          Watek sie zrobil strasznie ping-pongowy w przerzucaniu sie tym, co kto uwaza za jedyne wlasciwe postepowanie tak jakby ustalenie takiego bylo w ogole mozliwe.
          BTW, milosc, rowniez milosc do rodzicow, chocby i starych, chorych, marudnych, zdemencialych, trudnych, whatever ... to swoista tajemnica w kazdym z nas smile Jak dziala, dlaczego tak wlasnie ... who knows smile Kazdy z nas moze napisac tylko o sobie i tez pewnie wylacznie gdy juz ma takie decyzje za soba, wszystko inne to ... palcem na wodzie, eh ... Life.
            • bi_scotti Re: A która by zostawiła swoją rodzinę, pracę, 15.12.20, 19:27
              Wiesz, przyznam szczerze, ze ja do fragmentarycznych notatek na forum podchodze bardzo sceptycznie. W sensie - tyle wiemy ile w danym momencie piszaca osoba jest sklonna ujawnic. Sama wiesz, ze czesto w miare rozwoju watku zaczynaja dochodzic kolejne details, facts, parts of the story wink Poza tym tzw. zycie nauczylo, ze gdy dzieci (czy zona, czy maz, czy brat, siostra ... whoever) chce cos tak nprawde zrobic to to po prostu robi. Wiec gdyby te dzieci z watku startowego tak naprawde chcialy te opiekunke wynajac to ona juz by tam sie tym ojcem zajmowala. Niestety, niestety, wielokrotnie jest tak, ze wygodnie (np. dla portfela uncertain) jest powiedziec sobie zgodnie "no przeciez tatus nikogo nie chce a mama wciaz sobie daje rade" ... Nie twierdze, ze tak jest w tym przypadku, bo jak wyzej - I know nothing ... poza tym, co napisane ale z obserwacji bliznich widze, ze jak zwykle "dla chcacego, nic trudnego" - gdy sie chce tate do czegos przekonac, no to sie go przekona. Gdy sie chce mamie pomoc, no to sie jej pomoze. A w innych okolicznosciach ... well ... zawsze mozna zalozyc watek na forum, eh wink Cheers.
              • aandzia43 Re: A która by zostawiła swoją rodzinę, pracę, 15.12.20, 20:19
                Poza tym tzw. zycie nauczyl
                > o, ze gdy dzieci (czy zona, czy maz, czy brat, siostra ... whoever) chce cos ta
                > k nprawde zrobic to to po prostu robi. Wiec gdyby te dzieci z watku startowego
                > tak naprawde chcialy te opiekunke wynajac to ona juz by tam sie tym ojcem zajmo
                > wala.

                Wygląda na to, że na razie nie ma takiej potrzeby. Chory radzi sobie sam z tym co do niego należy, daje mu to między innymi poczucie sprawczości. Po co mu w tym momencie plącząca się po domu obca baba/facet? Za chwilę to się zmieni, żona nie wyrobi się na zakrętach, będzie źle. Teraz trzeba poczynić postanowienia i przygotować grunt.


                Nie twierdze, ze tak jest w tym przypadku, bo jak wyzej
                > - I know nothing ... poza tym, co napisane ale z obserwacji bliznich widze, ze
                > jak zwykle "dla chcacego, nic trudnego" - gdy sie chce tate do czegos przekona
                > c, no to sie go przekona. Gdy sie chce mamie pomoc, no to sie jej pomoze. A w i
                > nnych okolicznosciach ... well ... zawsze mozna zalozyc watek na forum, eh wink C
                > heers.

                Żartujesz sobie? Dla chcącego nic trudnego w obliczu cudzych charakterów, osobowościowych patologii, objawów demencji? Gratuluję samych dobrych doświadczeń życiowych/kiepskiej pamięci.
            • aqua48 Re: A która by zostawiła swoją rodzinę, pracę, 15.12.20, 19:52
              aandzia43 napisała:


              > Małe dzieci, praca kontra ojciec który "dla
              > zasady" nie chce pomocy fachowej dla utyranej żony.
              >
              Aaa takie "zasady" - nie przyjmę fachowej pomocy, bo nie, to utrapienie. Ale zazwyczaj taki człowiek trudny i apodyktyczny był całe życie, tylko rodzina lub sama żona dla świętego spokoju podkulała ogon zamiast się postawić.
    • szmytka1 Re: A która by zostawiła swoją rodzinę, pracę, 15.12.20, 17:18
      Rozważałam ten scenariusz, tzn szkolne, nastoletnie zostaje z ojcem, przedszkolak zawiesza przedszkole i jedzie ze mną. U mojej matki wykryto we wrześniu guza mózgu. Na szczęście na razie nie było tej konieczności. Na wysokości zadania staneła też reszta rodziny. Gdyby tak się nie stało, będę realizować w/w scenariusz.
      • kosmos_pierzasty Re: A która by zostawiła swoją rodzinę, pracę, 15.12.20, 17:23
        Ale bez dziecka. Skąd pomysł, że bliskość dziecka i osoby umierającej na nowotwór to coś sensownego? Litości... Nie chcesz chyba, by to doświadczenie wpłynęło na całe życie Twojego dziecka.
        Mnie zabił psychicznie f i l m o nowotworach, który widziałam w wieku przedszkolnym. Doświadczenie takiej śmierci w wieku nastoletnim - powaliło. Czemu chcesz to robić własnemu dziecku?
        • szmytka1 Re: A która by zostawiła swoją rodzinę, pracę, 15.12.20, 17:35
          sama byłam świadkiem opieki nad osobą chorą na nowotwór, umierania. NIe powaliło mnie to. Za to nauczyło empatii, zrozumienia, że nie każdy jest w stanie temu podołać, przekonało, że eutanazja powinna być wyborem cierpiącego itd. Masa różnych emocji i przemyśleń, dalekich jednak od załamania. MOj przedszkolak daje mojej matce wiele radości i z wzajemnością. Jeśli miałyby to być ostatnie chwile, dla niej jakiś promyk radości, to czemu nie. Mój kilkulatek nie ma jeszcze świadomości umierania, co najwyżej choroby i tego, że kogoś cos boli. No ale nie mam zamiaru przed nim ukrywać, że kiedyś wszyscy umrzemy. Poza tym dziecku lepiej byłoby ze mną przy matce, niż cały dzień w rpzechowalni zwanej przedszkolem (choć już lubi przedszkole). We wrześniu jeszcze nie lubiło. No i mniejszym problemem dla mnie jest kontakt dziecka z osobą poważnie chorą, niż nagłe odcięcie go od włąsnej matki. To dopeiro mogłby być problem emocjonalny. No i organizacyjnie - przedszkole czynne od 6,30 w pandemii a meżulo na 6 do roboty, musiałabym jeszcze szukac opiekunki. Mąż czasami z pracy nie wraca na noc, o ile nastolatek przenociwałby sam, to jeszcze nie na tyle jest ogarnięty, by powierzyć mu w tej sytuacji przedszkolaka pod opiekę. Na szczęście matula jeszcze trochę pociągnie miejmy nadzieję w jako takiej sprawności tongue_out
          • hanusinamama Re: A która by zostawiła swoją rodzinę, pracę, 15.12.20, 17:43
            Pytanie co jak taka osoba wymaga juz na serio ciągłej opieki...i nie masz czasu na opiekę nad swoim przedszkolakiem. I co jak taka opieka trwa rok, dwa...dziecko nie ma kontaktu z rówiesnikami, nie chodzi do przedszkola...za to przebywa z umierającą babcią? Nie przeceniałabym wartości takiej nauki...
              • agniesia331 Re: A która by zostawiła swoją rodzinę, pracę, 15.12.20, 17:52
                A rób sobie co chcesz. Efektem pewnie będzie szybką wyprowadzka dziecka z domu, bo nie sposób będzie mu zapomnieć takiej akcji matki. To że ty uważasz matkę ojca i męża i dziecko za równych to twoja sprawa. Każdy normalny człowiek zakładając swoją rodzinę najbardziej troszczy się o swoje potomstwo.
                • szmytka1 Re: A która by zostawiła swoją rodzinę, pracę, 15.12.20, 18:20
                  ależ ja nie mam misji głoszenia prawdy objawionej, ani nakłaniania nikogo do postrzegania swiata na swoj sposob. Rozumiem też, że każdy w swojej rodzinie ma inne relacje. Nie musisz mnie zatem uświadamiać, ze mogę robić co chcę, oraz że inni mogą mieć inaczej. Daj panie buku, by oje dzieci były w stanie szybko się usamodzielnić. BTW czuję się normalna, a pokazanie dzieciom, że można dla kogoś wyjść poza strefę komfortu, troszczyć się o siebie wzajemnie, opeikować w chorobie, na tyle na ile to możliwe, za ważny element wychowawczy.
                  • maadzik3 Re: A która by zostawiła swoją rodzinę, pracę, 16.12.20, 02:51
                    Szmytka ja się z Tobą zgadzam. I w decyzji (w podobnej sytuacji pewnie podjęłabym podobną) ale przede wszystkim w stwierdzeniu że nie ma jednego modelu rodziny/ opieki. Podjęliście taką - przemyślaną - decyzję inni podejmą inną. I OK. Jak piszesz (i jak pisała bi_scotti) nie ma jednego obowiązującego modelu co tu niektórzy zakładają. BTW kiedyś jak jeszcze był zwyczaj czuwania przy umierających sąsiadach byłam z babcią u jej umierającej sąsiadki. Lat miałam ze 7. Na pewno nie wywołało to traumy choć wydarzenie pamiętam. Dziś raczej z sentymentem że takie więzi sąsiedzkie były praktykowane.
          • aandzia43 Re: A która by zostawiła swoją rodzinę, pracę, 15.12.20, 18:54
            "sama byłam świadkiem opieki nad osobą chorą na nowotwór, umierania. NIe powaliło mnie to. Za to nauczyło empatii, zrozumienia, że nie każdy jest w stanie temu podołać, przekonało, że eutanazja powinna być wyborem cierpiącego itd."

            Jako przedszkolak? Poza tym nowotwór nowotworowi nierówny, umierania umieraniu nierówne. Nierzadkie są jatki i horrory, które po których dorosły nie może się latami pozbierać. Na wstępną opiekę nad miłą kontaktującą babunią leżącą sobie spokojnie w łóżeczku i uśmiechającą się do wnusia jak najbardziej można dzieciaka zabrać, nad nieprzytomną wyjącą i miotającą się po łóżku nie polecam. Ale co ja tam wiem..
            • szmytka1 Re: A która by zostawiła swoją rodzinę, pracę, 15.12.20, 19:04
              we wpisie, na któy odpisałam wymienionych było więcej rpzypadkow, niz tylko przedszkolak, zatem się tam cofnij. DLa przedszkolaka to zadna trauma, gorzej z kapującym o co chodzi nastolatkiem. Osoba niprzytomna i miotająca się z bólu jest źle zaopiekowana, powinna być już w tym stanie pod opieką hospicjum i lekarza od usmierzania bólu.
              • aandzia43 Re: A która by zostawiła swoją rodzinę, pracę, 15.12.20, 19:24
                W hospicjum często nie ma miejsc na chwilę, w której już należałoby przetransportować tam umierającego. Osoba nieprzytomna i miotająca się z bólu to często polska rzeczywistość, bez względu na to, jak się bliscy starają. Osoba może zacząć miotać się z bólu nawet jeśli przed chwilą była dobrze zalekowana i będzie się miotać zanim ktoś nie opanuje sytaucji. Osoba umierająca miewa różne stany umysłu, chwile buntu i załamania i jej zachowanie bywa wtedy czasem przerażające, przejmujące dla bliskich. Itd. Sytuacja jest zazwyczaj mocno hmmm.. dynamiczna i nie przypomina amerykańskiego kina familijnego.
              • hanusinamama Re: A która by zostawiła swoją rodzinę, pracę, 15.12.20, 22:20
                MOja 3 latka jest bardzo kumata, nie wiem czego by miała nie zrozumieć przy umierającej babci. Pomijam, ze jakbym ją zabrała z przedszkola na dłużej to tez byłaby dla niej krzywda...A skoro piszesz ze osoba miotająca się jest źle zaopiekowana...to nie masz pojecia jak to wygląda w PL. Po pierwsze zalezy od rodzaju choroby. Rak mózgu moze zaatakować tak, ze człowiek jest nie okiełznania...leki nie pomogą. Do hospicjum radziłabym zapisywać juz na poczatku ...bo nie dostanie sie tam człowiek z ulicy. Ja niestety widziałam umierajćego na raka (jelita grubego, ze stomią..wyjącego z bólu) oraz na raka mózgu ( tu na szczęście poszło szybciej)/.
                      • hanusinamama Re: A która by zostawiła swoją rodzinę, pracę, 16.12.20, 23:19
                        Tym bardziej nie rzuciłabym pracy....w tym czasie moje własne dziecko ma życ w biedzie i tynk ze ściany jest bo ja chce Matkę Teresę odstawiać? Miotającego sie męża oddałabym do hospicjum. Ja widziałam jak wygląda umieranie na raka mózgu (tu mało co leki pomagały) oraz na raka jelita grubego. Dorośli ledwo to przetrwali opiekujać sie taką osobą...nie nie pozwoliłabym aby dzieci to przechodzily dzien w dzień.
                • szmytka1 Re: A która by zostawiła swoją rodzinę, pracę, 16.12.20, 15:59
                  są także hospicja domowe i zole, ostatnio w rodzinie pożegnaliśmy pewną babcię, przyjęta do szpitala, z niewydolnością nerek. Odchodziła około tygodnia. NIkt nikomu wymowek nie robiła czemu w szpitalu, a czmeu w domu, a czy przy dzieciach, czy nie. Dziwne, ze obcych ludzi tak ekscytują cudze wybory, tu na forum.
                  • aandzia43 Re: A która by zostawiła swoją rodzinę, pracę, 16.12.20, 20:21
                    No właśnie są ZOL-e i hospicja (domowe i stacjonarne), są opiekunki, są sposoby na dozór i opiekę nad chorym w różnych stadiach, niekoniecznie 24 h na dobę, jest masa rozwiązań (nie każde dostępne dla każdego, ale można kombinować). Czyli można nie rzucać w cholerę dotychczasowego życia by lecieć z rozwianym włosem i patetyczną pieśnią na ustach i osobiście tkwić z chorym miesiącami. O to mi właśnie chodzi od początku.
                    • aandzia43 Re: A która by zostawiła swoją rodzinę, pracę, 16.12.20, 23:39
                      . Czyl
                      > i można nie rzucać w cholerę dotychczasowego życia by lecieć z rozwianym włosem
                      > i patetyczną pieśnią na ustach i osobiście tkwić z chorym miesiącami.

                      ... dzień w dzień w pełnym wymiarze a mimo to (a może właśnie dlatego) nadal być SKUTECZNYM czyli zapewnić choremu opiekę, towarzystwo (również członków rodziny), czułość. Chyba ze komuś chodzi nie tyle o skuteczność co o realizację swoich niekoniecznie oczywistych psychicznych potrzeb.
                    • szmytka1 Re: A która by zostawiła swoją rodzinę, pracę, 17.12.20, 11:37
                      "Czyli można nie rzucać w cholerę dotychczasowego życia by lecieć z rozwianym włosem i patetyczną pieśnią na ustach i osobiście tkwić z chorym miesiącami. O to mi właśnie chodzi od początku."

                      Ależ można! NIkt nie każe ci przecież robić tak, jak postanowilimy my w naszej rodzinie. Możesz robić to co sama chcesz. Nawet wpakuj do tego zolu zaraz po diagnozie, żebyś potem kłopotu nie miała. Nikt nikogo do niczego nie zmusza. My stawiamy na opiekę osobistą, tyle ile damy radę. To nie znaczy, że mnie obchodzi co kto sobie postanowi w przypadku własnych problemow. Zatem nie musisz ty rownież tak się ekscytować naszymi wybirami i pieśniami patetycznymi jakie będziemy śpiewali.
                      • aandzia43 Re: A która by zostawiła swoją rodzinę, pracę, 17.12.20, 11:59
                        szmytka1 napisała:

                        > "Czyli można nie rzucać w cholerę dotychczasowego życia by lecieć z rozwianym w
                        > łosem i patetyczną pieśnią na ustach i osobiście tkwić z chorym miesiącami. O t
                        > o mi właśnie chodzi od początku."
                        >
                        > Ależ można! NIkt nie każe ci przecież robić tak, jak postanowilimy my w naszej
                        > rodzinie. Możesz robić to co sama chcesz. Nawet wpakuj do tego zolu zaraz po di
                        > agnozie, żebyś potem kłopotu nie miała. Nikt nikogo do niczego nie zmusza. My s
                        > tawiamy na opiekę osobistą, tyle ile damy radę.


                        No popatrz, to dokładnie tak jak w mojej rodzinie, też stawiamy na opiekę osobistą. Dopóki się da i dopóki jest to rozsądne z punktu widzenia dobra samego chorego i dobra osób opiekujących się. ZOL i szpital dopiero na sam koniec, gdy opieka domowa przestawała mieć sens. Lata i miesiące w domu. Dało rade, bez histerii, rzucania, porzucania, pieśni na ustach i malowniczego rozdzierania szat. Z ogromnym nakładem pracy, współpracy i poświęcenia ogromnego kawałka własnego komfortu. Ale to chyba normalne, nikt nie powiedział że będzie lekko.
                • szmytka1 Re: A która by zostawiła swoją rodzinę, pracę, 16.12.20, 16:02
                  a moj 3 latek nie ejst na tyle kumaty, rozumie że choroba to stan kiedy boli i cżłowiek źle się czuje. I tyle. Kochana, w domu umierała moja osobista babka, finalnie wykonczyły ją przerzuty do kości, nawet nie składali już łamiących się kości, bo nie było sensu. Wiem jak umieranie w domu wygląda. I dobry lekarz, to podstawa, taki ktory przyjedzie i poda morfinę na przykład. NIekoniecznie musi być to nawet lekarz z hospicjum. U nas zwykły rodiznny przyjeżdzał na wizyty domowe.
        • stephanie.plum Re: A która by zostawiła swoją rodzinę, pracę, 15.12.20, 18:03
          nie zgodzę się, albo raczej pocieszę, że nie zawsze tak jest.

          mój synek był przy babci (w tym samym domu) "przez całą drogę" od czasu, gdy byłą zdrowa do chwili, gdy umarła. i co? i nic.
          wiedział, że jest chora, wiedział, że płacze albo krzyczy, bo ją coś boli, wiedział, że wszyscy się starają, żeby jej było jak najlepiej, żeby odpoczywała.
          wiedział, że ma wyjść z pokoju, kiedy zmieniałyśmy opatrunki, przewijałyśmy.
          wiedział, że babunia umiera, a rodzina modli się przy jej łóżku. nawet laurkę jej na pamiątkę narysował.
          fakt, że zmarła, przyjął ze spokojem.
          naprawdę, żadnej traumy. (miałam nawet plan B na wypadek, gdybym dopatrzyła się jakichkolwiek lęków albo niepokojących reakcji, przeprowadziłby się czasowo z tatą)

          agonię babcia miała ciężką, ale śmierć spokojną, zasnęła po prostu tak bardzo, bardzo głęboko.
          nikt z nas nie panikował, to i dzieciak widział, że rzecz poważna, ale normalna, i nie ma się czego bać.
            • stephanie.plum Re: A która by zostawiła swoją rodzinę, pracę, 15.12.20, 18:20
              moim zdaniem najtrudniej mogłoby być z nastolatkiem.

              dwulatek świat widzi tak, jak mu go pokazujemy / tłumaczymy.
              tu nie miałabym żadnych obaw.
              im starsze dziecko, tym trudniej, ale naprawdę, zachowanie rodziców / rodziny nadaje ton.
              (sama miałam 15 lat kiedy zmarł nasz drugi dziadek, moja siostra miała wtedy 4 lata, umarł w domu, przy nas, bo wszyscy przylecieli się pożegnać. był to moment ważny, poważny, ciężki. ale nie straszny - siostra ma podobne wspomnienia).

              oczywiście nie ma mowy o narażaniu na drastyczne widoki, opowiadaniu o koszmarnych szczegółach choroby i takie tam.
              kiedy "prababunia" była już na ostatniej prostej, dużo mu o niej opowiadałam, że teraz jest bardzo chora, ale jak byłą zdrowa lubiła takie bajki, śpiewała takie piosenki, gotowała takie pyszności...

              doskonale wiedział, że z tej choroby babcia już nie wyzdrowieje. był z tym pogodzony chyba bardziej, niż ja...
              • stephanie.plum Re: A która by zostawiła swoją rodzinę, pracę, 15.12.20, 18:40
                no to mamy wspólne stanowisko.

                napiszę jeszcze, że kiedy nasza babcia umierała, mojemu rodzeństwu (sztuk 3, z dziećmi, licząc hurtowo, sztuk 8, w wieku od 13 lat do 3 miesięcy), odradzałam (choć nikt mnie nie pytał o zdanie...) przywozić dzieci, te kumate.

                bo co innego mój, który dzień w dzień był świadkiem pogarszającego się stanu zdrowia swojej prababci, a co innego ci, którzy pamiętali ją w miarę "na chodzie".

                tu się serio bałam traumy. nie wiem, czy słusznie, ale się bałam.
      • agonyaunt Re: A która by zostawiła swoją rodzinę, pracę, 16.12.20, 12:52
        A kto się zajmuje przedszkolakiem, kiedy Ty zajmujesz się matką? Przecież w ostatnim stadium choroby nie będziesz miała dla dziecka czasu, bo albo będziesz ogarniać chorą, albo łapać chwile odpoczynku. A jeśli już chcesz zderzyć dziecko z sytuacją, to wypadałoby mu poświęcić więcej czasu, żeby pomóc zrozumieć i zaakceptować co się dzieje.

        Bardzo ładnie piszesz o obopólnej radości obojga, ale miej świadomość, że rak mózgu robi z głową bardzo niefajne rzeczy. Ja do dzisiaj pamiętam pewną panią, która na mój widok dostawała ataku paniki, bo była przekonana, że przyszłam ją zabić (a odwiedzałam chorą na tej samej sali). A teraz sobie wyobraź, że chory jest jeszcze na chodzie i podejmuje działanie zapobiegawcze. Ja bym się po prostu bała.
    • kkalipso Re: A która by zostawiła swoją rodzinę, pracę, 15.12.20, 17:32
      Zabrałyśmy mamę do siebie na około rok czasu (ja i siostry) opiekowałyśmy się na zmianę. Na przykład tydzień była u jednej tydzień u drugiej. Wiem, że tak nie powinno się robić, ale innego wyjścia nie było. Składałyśmy się po równo na leki i inne wydatki. Mama była sprawna, w miarę spokojna nic jej nie dolegało poza demencją. Wiem, dziwnie zabrzmiałouncertain Dałyśmy tak radę rok. Osobiście nie uważam tego za poświęcenie, chciałam z nią pobyć w tych ostatnich latach jej życia, mąż i reszta szwagrów spisała się na medal. Jednak przyszedł czas żeby coś zdecydować i tak więc mama ostatnie dwa lata życia spędziła w Domu Opieki. Niestety. Ale zrobiłyśmy co mogłyśmy. To było ogromne doświadczenie, nie żałuję ani dnia ....