Dodaj do ulubionych

a nasze własne dziwactwa jako matek?

21.12.20, 08:03
Moje - wciąż bym jej chciała kupić coś ciepłego. Zaczęło się, kiedy skończyła studia i wyjechała na erazmusa, do kraju śródziemnomorskiego. Od tamtej pory, kiedy jestem w sklepie i przypadkiem zobaczę coś cieplutkiego i pasującego do niej, ogarnia mnie przemożna potrzeba, by natychmiast jej to kupić, żeby jej było ciepło. Z reguły udaje mi się pohamować, ale nie zawsze. Ona się ze mnie śmieje, ale życzliwie.
Obserwuj wątek
    • ingryd Re: a nasze własne dziwactwa jako matek? 21.12.20, 08:48
      Oj, jest tego całe mnóstwo, mam wrażenie ze jestem chodzącym wzorem samych dziwactw macierzyństwa.
      - może to co się z wiekiem nasiliło to słynne NAKARMIĆ, ale to w momencie gdy wyszli z domu, czy oni aby na pewno mają czas żeby gotować i zdrowo jeść. I przyznam się bez bicia ze gotowałam im tzw pres repas bazy na posiłki na cały tydzień (żeby nie żywili się śmieciowymi gotowcami). Trwało to ok 2/3 lat po wyprowadzce z domu.
      Acha, bardzo lubię uczestniczyć w ich imprezach, z ich rówieśnikami, i z tego co wiem jestem jedyną matką tak chętnie od lat squatującą i tolerowaną...
        • przepio Re: a nasze własne dziwactwa jako matek? 21.12.20, 18:52
          milka_milka napisała:

          > Na pewno są bardzo szczęśliwi, że przesiadujesz na ich imprezach. Bardzo to tak
          > towne z Twojej strony.

          Mamy dorosłe dzieci i grono przyjaciół, również z dorosłymi dziećmi (wszyscy znają się doskonale, a młodzi spędzili ze sobą całe dzieciństwo) Po ślubie syna i niespodziance, jaką przygotowaliśmy z naszymi przyjaciółmi nagle okazało się, że nie jesteśmy ramolami, potrafimy się bawić, rówieśnicy naszych pociech są pod naszym wrażeniem i nasze dorosłe dzieci nagle chcą spędzać imprezy z rodzicami i przyszywanymi ciotkami i wujkami. Do tego stopnia, że pytają się kiedy następna, a my, starzy, zaczynamy się podsmiewac, że trzeba zejść do podziemia.
          Tak, że tego.....

          Moja kuzynka miała rodziców, którzy byli zapraszani na wszystkie uroczystości i zabawy, zarówno przez nią, jak i przez jej przyjaciół. Wujostwo wymiatało, a ich impreza z okazji 40 lecia ślubu przeszła do historii całego towarzystwa. Średnia wieku uczestników tej imprezy była na pewno duuzo poniżej średniej wieku wujostwa.
          Nie wszystkie dzieci unikają rodziców na swoich uroczystościach. Ba, niektóre zabiegają wręcz o to, by Ci się na nich pojawili.
          • milka_milka Re: a nasze własne dziwactwa jako matek? 21.12.20, 21:10
            Ale to jest co innego. Też mam grono przyjaciół, bawimy się i umiemy się bawić i nasz prawie seriale dzieci też chętnie się przyłączają.
            Ale rodzic wbijający na imprezę nastolatków to już nie bardzo.
            Ale Ingryd niżej już napisała, o co chodzi i ja ją inaczej zrozumiałam.
      • lily_evans11 Re: a nasze własne dziwactwa jako matek? 21.12.20, 09:42
        Czulabym się nieswojo na imprezie z rówieśnikami i jakąś matką, także i swoją, nawet najfajniejszą i najweselsza. Niektóre koleżanki w liceum miały takie mamy chętnie nawiązujące relacje ze znajomymi swoich dzieci. Odbierałam to jako coś ogromnie krepujacego.
        • wapaha Re: a nasze własne dziwactwa jako matek? 21.12.20, 09:52
          mashcaron napisała:

          > ingryd napisała:
          >
          > > jestem jedyną matką tak chętnie od lat squatującą i tolerowaną...
          >
          > Masz bardzo cierpliwe i taktowne dzieci że to znoszą i jeszcze nie chcą zrobić
          > przykrości mówiąc " ić stond i nie rób wstydu".

          Ja wprawdzie w ogóle nie jestem typem imprezowym ale wydaje mi się, że gdybym była to wolałabym imprezę w zbliżonym do siebie towarzystwie
        • conena Re: a nasze własne dziwactwa jako matek? 21.12.20, 20:34
          grey_delphinum napisał(a):

          > Acha, bardzo lubię uczestniczyć w ich imprezach, z ich rówieśnikami, i z teg
          > o co wiem jestem jedyną matką tak chętnie od lat squatującą i tolerowaną...

          >
          > O matko i córko! Wygrałaś!


          dokładnie big_grin big_grin big_grin sikam z tego, ale wpis o wujostwie szalejącym z okazji 40-lecia ślubu wśród zachwyconej młodzieży też jest złoty! tfu! RUBINOWY big_grin big_grin big_grin
          • przepio Re: a nasze własne dziwactwa jako matek? 22.12.20, 00:36
            conena napisała:

            > dokładnie big_grin big_grin big_grin sikam z tego, ale wpis o wujostwie szalejącym z okazji 40-le
            > cia ślubu wśród zachwyconej młodzieży też jest złoty! tfu! RUBINOWY big_grin big_grin big_grin

            A gdzie wyczytałaś o zachwyconej młodzieży? Bo nic takiego nie napisałam.
      • po-trafie Re: a nasze własne dziwactwa jako matek? 21.12.20, 11:09
        Ingryd, nie przejmuj sie komentarzami powyzej. Moja mama uwielbia moich znajomych z wzajemnoscia. Przyjezdzali do niej na wies ze mna, gdy mama przyjezdzala do miasta, to znajomi wybierali sie na kawy i do restauracji z nami.. a od kilku lat odkrywam, ze mama ma z nimi zycie towarzyskie wink
        dzwonia do mojej mamy porozmawiac, skladaja zyczenia, dziela sie fotami, ktore moga sie jej podobac (mama duzo tworzy manualnie, dekoracyjnie, kuchennie i ogrodowo).

        mamy lekko po 30tce, mama niedlugo 60. zdarza sie nam pracowac i utrzymywac kontakty towarzyskie z osobami w jej wieku, wiec czemu nie rozciagnac tej akceptacji na mame?
        • jowita771 Re: a nasze własne dziwactwa jako matek? 21.12.20, 18:28
          Zgadzam się. Przez kilka lat byłam związana z chłopakiem, który miał cudowna mamę. I z nim nie mam już od lat kontaktu, ale z jego mamą - owszem. I tylko żałuję, że tak rzadki. Jego mi w życiu nie brakuje, za to jej bardzo. I wtedy tez lubiłam spędzać z nią czas.
      • ingryd Re: a nasze własne dziwactwa jako matek? 21.12.20, 13:04
        Oj, no mowa miała być o dziwactwach smile
        Uscislę jednak :
        - zawsze chciałam mieć duuuuzo dzieci, mam tylko 2. Nasz dom był zawsze domem otwartym, pełnym przyjaciół naszych inaszych dzieci (czasami w niedzielę budziłam się i schodząc do jadalni stałam w drzwiach i liczyłam dzieciaki sniadaniujac rozmarzona ze fajnie by było wink )
        -Co więcej zabierałam bardzo często przyjaciół dzieci na wakacje (również do PL, ustawiali się w kolejce...) , na narty ...
        -Miałam i do tej pory mam przy stole świątecznym jakichś świątecznych niedobitków, bo Madryt zamknęli, bo rodzice rozwiedza się, itd...
        - potrzeba kontroli, zawsze wolałam żeby sylwestra, imprezy urodzinowe organizowali jako wcześni nastolatkowie razem z nami, starymi, w sali/pomieszczeniu obok, za ścianą...
        Zawsze bez problemu zostawiałam im już później dom na imprezy, nigdy mnie nie zawiedli, policja nie interweniowała wink za to wracając do domu mijałam nieświeżych niedobitków i zawsze ucinalismy pogawędki gdy ich odwoziłam do domu.
        Więcej, pozwalałam organizować imprezy urodzinowe kolegów mieszkających w małych mieszkaniach, u nas w domu.
        Trzeba dodać ze niektórych znam od żłobka ...
        I tak powoli, powolutku, z czasem, zaczęliśmy się zapraszać...
        Czasami wpadają na moje urodziny, przywloką jakąś butelczynę czy ulubione łakocie na święta
        Więc to trochę tez jak moje dzieci...
        I uwielbiam z nimi przebywać, dyskutować, wymieniać opinie, poglądy i.... podziwiać jak pięknie i mądro wyrośli.
    • sofia_87 Re: a nasze własne dziwactwa jako matek? 21.12.20, 08:54
      Mam podobnie, tylko że moje to jeszcze maluchy, w nocy zaglądam czy są dobrze poprzykrywane, w dzień ciepłe skarpetki na stopkach. Sama często marzne, a skarpetki noszę nawet w upały 30++.
      Zawsze uważałam, że będę wyluzowana matką, nie jestem, choć po drugim jest lepiej , ale mam lekką obsesję na punkcie kontroli czy wszystko jest ok.
      Mam nadzieję, że jak syn pójdzie do szkoły to mi przejdzie 😀
      • molik28 Re: a nasze własne dziwactwa jako matek? 21.12.20, 18:20
        Ja też tak mam. Nawet ostatnio powiedziałam dzieciom, że muszę sobie przemyśleć to, że nie przekazuję im żadnych tradycji (miałam na myśli tradycyjne święta). Na co syn uspokajająco: przynajmniej jest fajnie i nie jesteś taka spięta. I chyba też wyrastają jakoś na ludzi. Przynajmniej na razie są takie rokowania.
    • memphis90 Re: a nasze własne dziwactwa jako matek? 21.12.20, 09:33
      Muszą się ubrać, kiedy mi jest zimno. Nic nie poradzę - JA mam dreszcze, kiedy ONI siedzą zimą na bosaka w letniej, krótkiej piżamie. Nie przegrzewam - w domu mamy do 20st, żadnych czapeczek, podkoszulkow, kalesonkow, od wiosny do jesieni wolno im pomykać w bluzach, ale udawanie dziecka z odległej Patagonii w grudniu to już przesada!
    • thank_you Re: a nasze własne dziwactwa jako matek? 21.12.20, 10:00
      Moje dziwactwo to chęć zapewnienia wszystkiego jak najlepszego; i tym oto sposobem nie pojde do sklepu, aby kupić pierwszy lepszy: wózek, fotelik, szampon, ręcznik, kurtkę, termos, bidon, plecak, szkła korekcyjne, biurko, krzesło. Wertuję net, dokształcam sie (wiem, żenada) i dopiero jestem w stanie cos kupić. Nie jestem w stanie zadowolić sie niczym innym w jego przypadku.
    • kura17 Re: a nasze własne dziwactwa jako matek? 21.12.20, 10:20
      ja truje i prawie kazania o rzeczach, ktore sa dla mnie wazne i chce, zeby dzieci o tym wiedzialy. nie zmuszam do pogladow, ale wyraznie mowie o swoich (chodzi o sprawy istotne, nie o drobiazgi). staram sie to robic w sposob przystepny, jednak zdaje sobie sprawe, ze czasem dzieci to zlewaja wink choc czasem cos zaskoczy.

      na przyklad "od zawsze" powie synom, ze jesli beda mieli jakies klopoty/problemy (oni lub ich koledzy), to zawsze moga do nas, rodzicow, przyjsc po pomoc - i my im pomozemy. mozemy sie wsciec (w zaleznosci od kalibru sprawy), ale nie zostawimy ich na lasce losu nigdy. i ostatnio starszy syn (prawie 16 lat) mi powiedzial, ze mowi swoim kumplom z "paczki", ze jego mame mozna zawsze poprosic o pomoc i ona pomoze (rowniez kumplom). czasem cos zadziala smile
      • boogiecat Re: a nasze własne dziwactwa jako matek? 21.12.20, 12:17
        kura17 napisała:

        > ja truje i prawie kazania o rzeczach, ktore sa dla mnie wazne i chce, zeby dzie
        > ci o tym wiedzialy.
        > jednak zdaje sobie sprawe, ze czasem dzieci to zlewaja

        ja czasami wyglosze takie kazanie i na koniec, w ramach zaproszenia do wymiany pogladow, pytam "co o tym myslisz?", a w odpowiedzi mam zupelnie szczere "o czym? przepraszam, nie sluchalam juz od jakiego czasu" i jest to bardzo, bardzo smieszne smile
      • la_mujer75 Re: a nasze własne dziwactwa jako matek? 21.12.20, 17:51
        O, ja tez swoim to zawsze trułam i truję. Że nieważne co, mają przyjść do mnie po pomoc.
        I że nie ma rzeczy, problemu, którego nie dałoby się razem rozwiązać, zminimalizować.

        Moich męczy, że ciągle ich się pytam o naukę wink
        I ciągle dopytuję się, czy umyli zęby.
        • bi_scotti Re: a nasze własne dziwactwa jako matek? 21.12.20, 18:31
          la_mujer75 napisała:

          > O, ja tez swoim to zawsze trułam i truję. Że nieważne co, mają przyjść do mni
          > e po pomoc.
          > I że nie ma rzeczy, problemu, którego nie dałoby się razem rozwiązać, zminima
          > lizować.

          Mam tzw. mieszane uczucia. Bo z jednej strony, true - drzwi zawsze otwarte, zawsze moga przyjsc sie poradzic, oczekiwac wsparcia lub przynajmniej wysluchania etc. ale z drugiej strony, od poczatku byli wychowywani w przekonaniu, ze beda ponosic konsekwencje swoich decyzji, ze musza byc zarowno independent jak i self-dependent, ze musza sobie umiec radzic a wrecz byc gotowymi pomoc bratu/siostrze, nam - rodzicom, innym ludziom etc. I ani ja, ani tata nie mamy monopolu na racje, na solutions, nie jestesmy wszechwladni i nie ze wszystkich mozliwych "dolkow" bedziemy w stanie ich wyciagnac wiec musza byc na tyle madrzy by sie w owe dolki nie pakowac lub ... again ... byc gotowymi sami sie z nich wygrzebywac. Rodzice tez ludzie, eh wink Cheers.
          • la_mujer75 Re: a nasze własne dziwactwa jako matek? 21.12.20, 18:54
            Wiesz, ten mój Starszy ma Zespół Aspergera.
            Miał 5 lat, jak weszłam do pokoju i zobaczyłam, że trzyma bluzę założoną na głowę.
            Pytam się: "Synku, co ty robisz?", a on mi odparł, że dłużej nie chce żyć, bo jest inny od wszystkich dzieci. I jest "gorszy"
            Przyrzekam. Prawie zasłabłam. Wtedy upewniłam się, że muszę jak najszybciej skontaktować się z psychologiem.
            Był w VIII klasie, on z podwójnego rocznika (oni straszeni od dwóch lat, że będzie ciężko się dostać do wybranej szkoły), mnóstwo materiału, marzec - nauczyciele szykując się do strajku, walili non stop kartkówki, sprawdziany, próbne- obłęd. On zaczął się denerwować, i zaczęło mu iść coraz gorzej w szkole. Oceny spadały. On sie uczył cały czas, a tu słabe oceny.
            Wchodzę- patrzę, a on paznokciami rozdrapuje sobie ramię...
            Deja vu .
            Dopadłam do niego i mówię : "Synu, walić te oceny. Życie nie kończy się na szkole. Życie zaczyna się po szkole. Nie martw się. Nawet jak coś źle pójdzie, to i tak to nie jest dramat. Cos wykombinujemy. Pamiętaj o tym".
            Mam uraz.
            I zawsze będę im mówiła, że mają do mnie przyjść. Kiedy myślą, że ich świat się wali.
            To w tym kontekście.

            A wiedzą, że jak cos zrobią złego, to poniosą konsekwencje.
            • bi_scotti Re: a nasze własne dziwactwa jako matek? 21.12.20, 19:33
              Dzieki za wpis, ja tak nie jestem w stanie - niektore stories/experiences/reflections - tylko prywatnie. Nawet nie umialam tak bardziej ogrodkiem napisac w watku o tym, co dali nam rodzice - za duzo by trzeba bylo "wydrapac" z przeszlosci, ktora wszak nigdy tak do konca nie odchodzi w nicosc. Tu moge tylko napisac o sobie jako rodzicu i o tym, ze z trojki moich dzieci, najwyzsze wymagania w kwestii self-dependence stawiane byly zawsze disabled Sredniemu w poczuciu, ze gdyby (gdy) nas zabraklo, on musi byc najlepiej przygotowany do bycia on his own. Paradoksalnie, teraz, w czasie Covid, wszystkie te lekcje przydaja sie jakbysmy przewidzieli, ze taki swiat sie zdarzy. Weird world. Cheers.
    • aandzia43 Re: a nasze własne dziwactwa jako matek? 21.12.20, 14:52
      Mocno dorosła jest a ja pytam czy zdrowo się odżywia, czy zazywa witaminy i suplementy, czy ubiera się ciepło. Witaminy kupuję czasem i wręczam, podrzucam jakieś żarcie na zapas. Ale to chyba nie dziwactwo tylko wyraz troski, co nie? Z dziwactw i przesady to zdarzało mi się kiedyś nakłaniać ją do zbyt ciepłego ubierania się, całe szczęście jak ja kazałam nałożyć czapkę, to za drzwiami rozsądny ojciec pozwalał zdjąć big_grin Akurat ten brak współpracy rodzicielskiej nie zdenerwował mnie kiedy dotarło do mnie co odwalają za moimi plecami.
    • bi_scotti Re: a nasze własne dziwactwa jako matek? 21.12.20, 15:57
      Zawsze mialalm obsesje podrozy. Jako classic dziecko wychowane w gomulkowskim PRL ze wspomnieniami wakacji na Mazurach czy na splywach Czarna Hancza a potem autostopem bez pieniedzy ze spaniem w snopkach siana etc. wypychalam moje dzieci od malenkosci "w swiat" wink Najpierw do dziadkow do PL i na wszelkie mozliwe camps, exchanges do roznych provinces & states "w okolicy" a odkad stali sie teens, dalej w swiat na roznego rodzaju volunteering etc. Pokochali. Wszyscy troje pokochali i sami praktykuja. Well, Sredni umiarkowanie, na tyle na ile moze ale Najstarsza i Najmlodszy wloczykijami zostali, co mnie cieszy nieslychanie, ze ta moja obsesja i wszystkie poniesione koszty procentuja. Cheers.
    • solejrolia Re: a nasze własne dziwactwa jako matek? 21.12.20, 17:07
      Odwożenie na imprezy i przywożenie córki z imprez i spotkań towarzyskich, i bez względu na porę w tej kwestii jestem zawsze do dyspozycji córki.
      Wszystko dlatego, że bardzo mi zalezy na bezpiecznych powrotach ( ja miałam zbyt wiele samodzielności i o moje powroty nie zadbano, nic a nic...).
      • nangaparbat3 Re: a nasze własne dziwactwa jako matek? 21.12.20, 17:35
        Przywoziłam, jak się zaczęły osiemnastki. Ale nie o jakiejkolwiek porze - negocjowałyśmy najwcześniejszą mozliwą godzinę dla niej i najpóźniejszą możliwą dla mnie - zazwyczaj była to północ. Oczywiście towarzystwo też się załapywało, byłam jedynym rodzicem wożącym, co nieco mnie dziwiło. Teraz miło to wspominam, zresztą wtedy też nie było jakąś szczególną uciążliwością, tym bardziej że po powrocie szłam spać spokojna, nie czekając, czy bezpiecznie wróciła, czy jeszcze jej nie ma.
        • bi_scotti Re: a nasze własne dziwactwa jako matek? 21.12.20, 17:47
          Najstarsza byla piewrsza w jej circle of friends z prawem jazdy. Mialam totalne odjazdy w temacie "what if" gdy odwozila, przywozila, podwozila rowiesnikow (za jej czasow bylo wolno, teraz przepisy sa surowsze dla young drivers) jako DD. Gdy po raz pierwszy pojechala z 3 kumplekami na camping 300 km od domu, mialam "wizje" big_grin Oczywiscie, ona nie miala pojecia, ze ja te wizje mam i ze sie przejmuje etc. Pojechaly, wrocily, mialy super time, mnie moze przybylo pare siwych wlosow wink Przy Najmlodszym juz nie mialam az takich stresow. Moze tez dlatego, ze on zawsze preferowal public transportation wiec nawet gdy wracal do domu o swicie autobusem blue night to przynajmniej mialam pewnosc, ze kierowca jest professional big_grin Cheers.
          • solejrolia Re: a nasze własne dziwactwa jako matek? 21.12.20, 19:02
            Gdyby chciała wracać o świcie... pół biedy. wink


            Ja z własnego doświadczenia wiem, że najgorsze powroty były 22.00- 23.30
            Bo wtedy wracało też całe podpite młodociane chuligaństwo .
            (Nad ranem to jadą do domów ludzie z nocnej roboty, i jadą ludzie do fabryk, na pierwszą zmianę. I wtedy właśnie jest względny spokój, chuliganów brak. wink)
    • hamerykanka Re: a nasze własne dziwactwa jako matek? 21.12.20, 18:34
      Ciagle boje sie o nia. Bo mieszkamy w Teksasie, gdzie blondwlose dziewczynki o niebieskich oczach sa porywane do Meksyku. No i jest sporo pedofili. Sama pracowalam w zalodze tuzina glownie Meksykanow i wielokrotnie bylam molestowana, byly tez proby gwaltu.
      Corka nie moze wyjsc sama przejsc sie ulica. Za bardzo sie boje. Musi miec zawsze wlaczony telefon komorkowy. Nawet gdy jest na nocowaniu u kolezanki, zawsze ma byc z nia kontakt. Co nie znaczy ze siedze i wydzwaniam. Ale chce, zeby w razie czego kontakt byl.
      Mam obsesje karmienia jej zdrowo i w ogole zapasu zywnosci-to wspomnienia po okresach kiedy sama glodowalam. Co nie znaczy, ze ograniczam jej zupki chinskie, ktore lubi, lody itp. Ale od malego nauczona nie pije litrami slodzonych napojow, woli wode i mleko.
      Ubrania-nie pozwalam na odslanianie brzucha i podkreslanie piersi typu lolitka. Ma 12 lat i ma na tyle wygladac.
      Co wieczor mowie jej, ze ja kocham. I przytulam. Czesto udaje ze tego nie lubi, zartobliwie odpycha, ze jest juz za duza na to, po czym sama przychodzi sie przytulicsmile
    • kotejka Re: a nasze własne dziwactwa jako matek? 21.12.20, 19:30
      spytalam swoich
      podobno moim dziwactwem jest to, ze chodze i gadam ze jest balagan nawet jak jest czysto
      i ciagle sprzatam - wg mnie i tak za malo
      oni uwazaja ze za duzo
      ciekawy watek, musze to przemyslec wink
      moimi oczami to ze dla swojego dobrostanu ja musze wiedziec gdzie sa moje dzieci i ze nic ich nie jest
      i imho nie ma to nic wspolnego z kontrola, poniewaz to generalnie oni ustalaja swoje wejscia i wyjscia, a ja nie
      sprawdzam, spedzaja noce poza domem, sporo wyjezdzaja
      ale wlasnie to - ja musze wiedziec gdzie sa , kiedy beda i jak wroca
      jak widze karetke, policje na sygnale, straz pozarna czy jakiekolwiek dziwne sytuacje natychmiast obdzwaniam - czy wszystko dobrze
      nawet najstarszy syn rozumie ze tak mam i z pobłazliwoscia i wyrozumialoscia odbiera i i informuje
      jestem jedzeniowa terrorystka - wg moich synow, ale np nigdy nie karmilam dzieci
      juz polroczne siadaly ze swoim szpinakiem i same w nim maczaly rece az po lokcie jadly jak chcialy i ile chcialy
      ku przerazeniu otoczenia
    • tereso Re: a nasze własne dziwactwa jako matek? 21.12.20, 20:56
      Każde wracając z miasta, imprezy itp wysyła sms-a " Wracam". Dzięki temu nie niepokoję się przedtemsmile Zawsze robię przelewy na taksówki, ubery, tylko, że b rzadko chcą. zawsze też wyślę męża w nocy po nie. Ale często nie korzystają, zazwyczaj nocują u przyjaciół gdzie jest impreza. (u nich też nocują, jak jest). A jeśli wracają to nigdy samotnie- koledzy odprowadzą, tyle, że to mojej wyobraźni do końca nie koismile
    • ga-ti Re: a nasze własne dziwactwa jako matek? 21.12.20, 23:46
      1. Pewnie ubrania tak, by było ciepło smile Więc skarpetki, ostatnio szesnastolatkowi trułam o skarpetkach, bo wydawał mi się, że ma zimne stopy wink I koszulka w spodniach, żeby plecy nie były gołe (latem odpuszczam wink ).
      2. zrób siku przed wyjściem z domu.
      3. przed pójściem spać zaglądam do dzieciaków, czy śpią, czy są przykryte.
      4. mycie i obieranie owoców przed jedzeniem. Nic nie da opłukanie przez 3 sekundy takiej mandarynki, ale bez tego nie zjem i dzieciom nie pozwalam wink
      5. najstarsze wypuszcza się już z domu dalej i dłużej bez opieki (teraz covidowe ograniczenia, ale wcześniej) i wymagam włączonej komórki i odbierania tel.ode mnie oraz odpowiadania na sms (choćby krótkie 'żyję').
      6. boję się, że nagle się rozchorują, przeziębią, więc przy każdym kaszlu, katarze sprawdzam czoło, czy nie ma gorączki (to chyba z czasów, gdy maluchy chorowały nagle i w najmniej odpowiednim momencie).

      Więcej nie pamiętam, jutro dopytam.
      • kotejka Re: a nasze własne dziwactwa jako matek? 22.12.20, 10:22
        stephanie.plum napisała:

        > [ja]:
        > do lasu, idziemy do lasu, no jak to gdzie, do lasu!!!
        >
        > o, popatrz, tu leży kupa, czyja to kupa? sarny, dzika, lisa, czy łosia?
        >
        > zostaw te zabawki! teraz ważna jest ta kupa. no, czyja to kupa...?
        >

        no to faktycznie - jestes w dziwakowej czolowce big_grinbig_grin
    • milupaa Re: a nasze własne dziwactwa jako matek? 22.12.20, 03:34
      Moje dziwactwa ciągle sprawdzam czy dziecku ciepło wink Czy karczek ciepły ale nie przegrzany, czy rączki, nóżki ciepłe. Stresuje się jak zdejmuje skarpetki i biega po domu boso. W nocy wstaje i przykrywam bo ciągle się rozkopuje. Nie wiem skąd ta obsesja wink w domu mam 23-23,5 stopni. Dziecko zwykle cieplejsze ode mnie, nawet jak w nocy odkryte. Na zewnątrz na dlugie spacery nie chodzimy, ubieram ciepło tez. Ja często marzne, może to stąd.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka