Dodaj do ulubionych

Zepsułam matce święta - wątek pochwalny😄

22.12.20, 10:35
Przyjechali do nas moi rodzice.
Matka miłośniczka Rydzyka, pisiara na medal, wielbicielka dudusia i pinokia.
Wchodzi do domu i już od progu widze, ze coś nie halo u niej z humorem. Mysle ze może jednak spóźnione wątpliwości co do spotkania się pojawiły i obawia się zarażenia. Ale nie tam, ciąga maseczkę, wiec to nie to.
Mąż mój wychodzi a ta wyrzuca z siebie, ze po co mi ta błyskawica na oknie i ze powinnam ja zdjąć bo tak nie wypada! 😱😏
Udałam ze nie słyszę- nie warto wchodzić w dyskusje, dzieci są, miało być miło.

Mój stosunek do KK jest jej znany, co do wiary nadal stoję w rozkroku bo mąż jednak z tych jeszcze dających szanse KK, i chcący wychowywać dzieci w wierze ( choć jak mój przedszkolak nie chciał chodzić na religie to problemów nie robił, uznał ze „dobro” dziecka jest ważniejsze - moja matka mało zawału nie dostała i płakała, jakby wnuk w zaświatach się znalazł)
Chcąc ugościć mamusie w duchu KK czytamy fragment PŚ o narodzeniu Jezusa ( bo było to takie wigilijne spotkani), a ta znów jak zostajemy same mówi, ze po co to było czytać skoro tam ta błyskawica wisi. Super! Udałam ze nie słyszę a w głębi duszy ucieszyłam się, ze już więcej nie będę tego robiławink

Wychodząc od nas znów o tej błyskawicy, ze mam zdjąć, ze co sąsiedzi powiedzą, ze w tv bedziemy( daj bosze szumiący, aby moja zapyziała mieścina dostąpiła takiego zaszczytu), i czy ja wogole wierze w Boga, skoro coś takiego wieszam ? 😄
Ojciec ja spacyfikował, ja krótko ze wieszam bo nie zgadzam się z bezprawiem i nie mam zamiaru nic ściągać.

Dzis dzwoni, ze martwi się o mnie, bo „ ta” błyskawica na zła drogę nas sprowadzi, ze było miło na spotkaniu, ale to nie daje jej spokoju, czy ja wogole wierze, i ona mnie błaga żebym to zdjęła, bo ona nawet płakała wczoraj z tego powodu.

Po krótkim zawieszeniu wyjaśniłam,ze to nie jej sprawa, ze to jej absolutnie nie dotyczy, a skoro nie chce wspierać ani mnie , ani moich dzieci, to niech zamilknie.

Ja dda, wciskana w poczucie odpowiedzialności za szczęście mojej matki, słyszące jako dziecko, ze ona się zabije jak będę się złe uczyć, jak ojciec będzie pił itp. Latami uczęszczająca na terapie, w konfrontacji z nią, nie płakałam, nie denerwowałam się, nie dałam się zmanipulować, a po rozmowie głośno zaczęłam się śmiać.

Jestem z suebie dumna, widze jak dużo przepracowałam i z iloma rzeczami się uporałam .
Już nie jestem mala e-ness, która można sterować. Już nie mam poczucia winy, ze moja rodzicielka przeze mnie płakała, tylko dlatego, ze mam inne zdanie niż ona i chce żyć po swojemu.
I co najbardziej mnie zszokowało, to fakt, ze za swoje trudne dzieciństwo nie obwiniam ojca alkoholika , który nie pije od ponad 10 lat, ale właśnie ja, bo ona nic nie zrobiła, aby stać się lepszym człowiekiem

Nawet nie wiecie jaka czyje się dzis silna i dumna z siebie!😊😊

Obserwuj wątek