Dodaj do ulubionych

Czy każdy tak ma czy pora na wesołe pigułki?

03.01.21, 20:37
Świadoma praw i obowiązków z tego wynikających kładę się na kozetkę ematki wink

Obudziła mnie dzisiaj myśl-olśnienie. Otóż brakuje mi w życiu nadziei. Wszystko układa się super, mam udane życie prywatne, zawodowe, zdrowie dopisuje. Ale ciągle mam poczucie tymczasowości, że to się za chwilę skończy, że stoję w cieniu jakiegoś olbrzymiego nieszczęścia. Nie teraz, za chwilę, ale w przyszłości, tak pewnej jak to że wszyscy umrzemy. Wiecie, taki nastrój jak u Nosowskiej, że "pewnego dnia mój syn zostanie całkiem sam". Przeraża mnie myśl że moje dzieci będą kiedyś cierpieć, że istnieją źli ludzie, wypadki. Przestałam już oglądać wiadomości bo ciężar doniesień prasowych np. o morderstwach dzieci był nie do zniesienia, ale ostatnio już mi przeszkadzają filmy dokumentalne o kosmosie, w których nie ma dla ludzkości żadnej nadziei na przetrwanie.
Co ciekawe, w obliczu prawdziwych nieszczęść (a bywały takie w moim życiu) radzę sobie bardzo dobrze, zadaniowo.

I teraz mam pełną świadomość tego że wymyślam, że martwię się rzeczami poza moją kontrolą i że tak nie można robić, no ale robię to i to się utrzymuje od bardzo dawna. Trochę się martwię tym że moja rodzina obfituje w różne historie od zaburzeń lękowych do depresji (czasem nawet sfinalizowanych skutecznym samobójstwem), no i nie wiem czy to jeszcze etap machnięcia ręką, "wzięcia się za siebie", pomocy sobie jakąś lekturą (jaką?), znalezienia nowego hobby, czy może już warto szukać jakiejś pomocy, a jeśli tak to jak się do tego zabrać?
Obserwuj wątek
      • grey_delphinum Re: Czy każdy tak ma czy pora na wesołe pigułki? 03.01.21, 21:04
        Mam tak samo lub bardzo podobnie. Cały czas towarzyszy mi przeczucie, że prędzej czy później dobra passa musi się skończyć i wszystko jebutnie w drobny mak (praca, związek, finanse, dzieci itp.).
        To jest bardzo męczące uczucie, które nie pozwala w pełni cieszyć się życiem, choć oczywiście są momenty, kiedy czuję się szczęśliwa.

    • asiairma Re: Czy każdy tak ma czy pora na wesołe pigułki? 03.01.21, 21:19
      Uogólnione stany lękowe?
      Trafiłaś z tym postem idealnie w czas. Ja od czterech lat mam w domu xanax- dostałam bo nie lubię podróżować i lotniska oraz poznawanie nowych osób mnie stresuje i w konsekwencji rośnie mi ciśnienie i miewam problemy żołądkowe. Używam raz na 10 lotów około. Używam tez małą dawkę przed bardzo ważnymi wystąpieniami publicznymi- gdy na sali jest około lub więcej niż 200 osób. No i trzeci powód, to to co piszesz- też się zamartwiam, też się lekko boje niesprecyzowanych rzeczy co mi się hmmm według mnie mają przydarzyć w przyszłości. O zdrowie najbliższych o to czy są szczęśliwi. I jak mam natłok problemów i decyzji to zaczynam przestawać nad tym panować, gonitwa myśli, wewnętrzne rozedrganie i wtedy przerywam to 1-2 tabletkami xanaxu, tyle wystarczy do następnego razu za tygodnie lub miesiące. Tak, powinnam to na kozetce wyleczyć, ale ciężki ze mnie typ- nie umiem się otworzyć plus zwykle mam poczucie, że mam racje, a ci wszyscy psycholodzy to szarlatani smile
      Na usprawiedliwienie dodam, ze od tych 4-5 lat doskonale panuje nad tabletkami- prędzej się przeterminują niż zużyje pudełko. A dlaczego trafiłaś idealnie w czas- bo dziś stwierdziłam, że jedna różowa pigułeczka nie zaszkodzi.
      • asiairma Re: Czy każdy tak ma czy pora na wesołe pigułki? 03.01.21, 21:23
        I tez tak jak Ty działam zadaniowo- w najgorszych czasach podejmuje decyzje, rozwiązuje problemy i jestem opoką. Problemy się zaczynają gdy najgorsze za mną ale jeszcze coś tam się piętrzy lub wręcz gdy już jestem "po" i na przykład mam kilka dni niezagospodarowanego urlopu. Oooo ... wtedy to dopiero głowa zaczyna stwarzać problemy.
    • nuclearwinter Re: Czy każdy tak ma czy pora na wesołe pigułki? 03.01.21, 21:23
      Haha mam chyba podobnie od zawsze, takie poczucie tymczasowości. Ogólnie jestem bardzo szczęśliwym człowiekiem, ale nieraz ogarnia mnie taki lęk przed utratą tego wszystkiego. Co ciekawe nachodzi mnie on w chwilach najwyższego szczęścia, w związku z czym dla mojej psychiki lepiej jest, gdy nastrój mam leciutko obniżony, wtedy lęk przed utratą jest mniejszy xD

      Tylko z kosmosem mam odwrotnie, poczucie, że jesteśmy tacy nic nie znaczący w tym wszystkim i że "wszyscy umrzemy" pomaga mi i mnie uspokaja 😁

      Na twoim miejscu uzależniłabym szukanie pomocy od stopnia uciążliwości objawów - do pewnego stopnia takie myśli są normalne (u części osób), ale jak zaczynają utrudniać życie i stają się obsesją, to już robi się problem. Ale to już chyba sama musisz ocenić jak ci się z tym żyje.
    • wapaha Re: Czy każdy tak ma czy pora na wesołe pigułki? 03.01.21, 21:56
      E, a to nie jest kryzys "nowego roku " ? Wiesz- w podświadomości zakodowana presja "postanowień" noworocznych, robienia czegoś, wyzwań w parze ze świadomością upływającego czasu , starzenia się, przemijalności ?
      Minie, posmutaj trochę, popadnij w zadumę i refleksję
      A jak nie minie - no to faktycznie chyba kozetka
      czym sie wink
    • eukaliptusy Re: Czy każdy tak ma czy pora na wesołe pigułki? 04.01.21, 08:45
      Zacznij czytać i oglądać Brene Brown na początek.

      Rozważ Grupę Otwarcia z Laboratorium Psychoedukacji, to na pewno coś wiele rozjaśni.

      Uogólniony lęk to jest klasyczny objaw odcięcia od siebie i emocji. Twoje ciało probuje ci powiedzieć, że coś jest nie tak, tylko ty nie potrafisz tego odczytać.

      Leki działają na objawy i maskują źródło problemów, wiec jeśli dobrze funkcjonujesz na codzień nawet nie rozważyłabym farmakoterapii.

      Zazwyczaj kiedy ktoś mówi „wszystko w moim życiu jest super tylko mam te niewytłumaczalne objawy” okazuje się że wystarczy poskrobać i okazuje się ze wcale nie jest super. Albo jest nieprzepracowana trauma z przeszłości.
      Kim byli dla ciebie ci bliscy ludzie, których straciłaś?
      • trilllian Re: Czy każdy tak ma czy pora na wesołe pigułki? 04.01.21, 13:26
        Te samobójstwa były przed moim urodzeniem, to zniszczyło moją babcię i potem już poszło w kolejne pokolenia (ale co było przyczyną a co skutkiem to nie jestem w stanie określić).
        Ja natomiast straciłam ojca po krótkiej acz bolesnej chorobie. Nie był ojcem roku, raczej wycofany i milczący ale miałam z nim szczególną więź, byliśmy bardzo podobni. Z matką tego nie mam, chociaż fizycznie jesteśmy blisko to nadajemy na innych falach. Miałam kiedyś problem żeby zawalczyć o swoją niepodległość, poszłam nawet na rozmowę z terapeutką. Powiedziała że mam dużą świadomość tego co się ze mną dzieje i że w sumie niewiele może mi pomóc, bo sama wiem co i dlaczego przeżywam.

        Nie lubię takiego obarczania za wszystko rodziców, do "dziedziczenia traum" też podchodzę z rezerwą, ale jeśli miałabym coś takiego wskazać w swojej historii to byłoby właśnie to co wymieniłam. Przy czym każdy ma jakąś historię i bagaż, moja nie jest szczególnie dramatyczna, zresztą psychoanalityczne grzebanie mi nie służy (staram się ograniczać swoje skłonności do dzielenia włosa na czworowink
        Dzięki za namiary, przyjrzę się temu!
        • pade Re: Czy każdy tak ma czy pora na wesołe pigułki? 04.01.21, 15:11
          W grzebaniu dla samego grzebania sensu nie ma. Natomiast jest sens w odblokowaniu tego, co zostało zamrożone, a że zostało (bo to się dzieje z każdym człowiekiem) jest pewne. Odblokowanie nie polega na analizowaniu i dzieleniu włosa na czworo, a dopuszczeniu do świadomości, ponownym przeżyciu i najlepiej uwolnieniu poprzez ciało.
          Dla mnie sama analiza, bez pracy z ciałem nie ma sensu. Głowę mamy przytwierdzoną do ciała, a nie oddzieloną. Zadziałanie na głowę poprzez świadome kontrolowanie myśli wpływa na ciało. I odwrotnie - praca z ciałem uspokaja głowę.
    • kafana Re: Czy każdy tak ma czy pora na wesołe pigułki? 04.01.21, 08:57
      No bo co - nie wierzysz w Boga? (ja tez nie). A wiara daje nadzieje na to co poza ziemskim światem. Sprytnie dość. Co by nie było i jak bardzo kocham nasza „ lewacką” kulturę myśle ze z braku autorytetow padnie jak cesarstwo Rzymskie, nastanie jakiś katotaliban a ludzie zaczna znów wierzyć. Mam tylko nadzieje ze stanie się to za jakieś 150 lat najszybciej.
    • kobietazpolnocy Re: Czy każdy tak ma czy pora na wesołe pigułki? 04.01.21, 11:30
      Czy te myśli wpływają na twoje codzienne fukcjonowanie?
      Czy są jednak (wciąż) pod kontrolą?

      Bo z opisu wynika, że są to myśli osoby myślącej i świadomej tego, że, nie da się ukryć, wszyscy żyjemy tuż na skraju przepaści i że cierpienie, ból i katastrofy mogą nam się przydarzyć w każdej chwili.. Ucieczka przed takimy myślami nie ma sensu, bo są to po prostu oczywistości.
      Pytanie brzmi, czy te myśli cię paraliżują na tyle, że odbierają radość z życia i nie pozwalają fukcjonować na co dzień.
    • wrotek0 Re: Czy każdy tak ma czy pora na wesołe pigułki? 04.01.21, 11:37
      Mam tak samo, od wielu lat. Od sytuacji, w której zawaliła się praca zawodowa męża, musieliśmy się wyprowadzić a nie bardzo było gdzie. Od tamtego czasu tak mam, nie planuję, nie myślę o przyszłości, bo ..... wszystko tymczasowe. Chociaż tymczasowe przestało być, bo znaleźliśmy miejsce na ziemi, z pracą też się jakoś ułożyło, dzieci dorosły i się usamodzielniły. Ale ciągle z tyłu głowy świadomość, że zaraz może coś walnąć, więc po co kupować nową kanapę (stara zajechana totalnie, ma prawie 30 lat!) , jechać na wakacje, bo może pieniądze będą potrzebne na coś nowego......
    • snakelilith Re: Czy każdy tak ma czy pora na wesołe pigułki? 04.01.21, 11:42
      Życie z planem, w oczekiwaniu na coś dobrego w przyszłości jest charakterystyczne w pierwszej połowie życia. W okolicach 40tki ludzi dopada tzw. midlife-crisis, to sytuacja, w której boleśnie zaczynasz zdawać sobie sprawę, że każdy następny dzień zbliża cię raczej do katastrofy, dobre rzeczy stają się jakby coraz rzadsze, a lista tych złych coraz dłuższa. To jednak okres przejściowy. Jak odkryli zdumieni naukowcy, gdzieś po tym załamaniu następuje jednak u większości ludzi polepszenie odczuwanej jakości życia. Zmieniają się priorytety, człowiek przestaje żyć przyszłością, a koncetruje się bardziej na tym co jest korzystne teraz, czerpiąc z tego więcej zadowolenia i radości niż wcześniej.
        • snakelilith Re: Czy każdy tak ma czy pora na wesołe pigułki? 04.01.21, 14:47
          tiszantul napisała:


          > Musieli być nieźle odklejeni od rzeczywistości ci naukowcy, skoro dojście do do
          > ść oczywistych i szeroko znanych prawd było dla nich zdumiewającym odkryciem

          Oczywistą i szeroko znaną prawdą, a raczej półprawdą, jest to, że życie po ulotnieniu się młodości jest paskudne. Nawet na forum wyznaje się taką zasadę. Starszy oznaczy tu głupi, bezradny, zagubiony, zdezorientowany, depresyjny, cierpiący i bez żadnych uciech życiowych. To, że w wieku lat 60 zadowolenie z życia bywa najczęściej wyższe niż u 30 latków jest dla wielu mało znanym faktem.
    • thank_you Re: Czy każdy tak ma czy pora na wesołe pigułki? 04.01.21, 11:58
      Mam podobnie jak Ty - od kiedy moja siostra urodziła dzieci (które kocham jak swoje) a ja potem swojego syna; czuję często ucisk w klatce piersiowej na myśl o tym co z nimi będzie, gdy mnie zabraknie. Codziennie całuję mojego syna, gdy śpi i codziennie modlę się w duchu, żeby nic mu się nie stało. Gdy wsiadam do auta, to odczuwam niepokój. Myśl, że mój syn musiałby przeżywać to co ja, gdy chorowałam, jest dla mnie okropna, dlatego regularnie go badam, co oczywiście nie daje mi poczucia spokoju.
      Ale najważniejsze jest to, że te moje lęki o jego dobrostan nie mają przełożenia na moją relację z nim, nie zamykam go w domu, nie chronię przed światem i pozwalam mu żyć.
    • piataziuta Re: Czy każdy tak ma czy pora na wesołe pigułki? 04.01.21, 12:23
      Ja tak mam od lat - czasem słabiej, czasem mocniej.
      Nie wiedziałam, że inni też bywają takimi czubkami. big_grin tongue_out

      Działa trochę racjonalizowanie tego zjawiska - od czasu do czasu muszę się położyć w tru...wannie i zapytać "o co ci kuśfa właściwie chodzi?", znaleźć źródło stresu, przeanalizować je, rozważyć jakie mam opcje.
      Zazwyczaj dochodzę do wniosku, że wszystko jest właściwie w porządku, a na to co nie jest, nie mam za bardzo wpływu, więc zatruwanie sobie życia stresem nie ma absolutnie żadnego sensu.

      W momentach większego stresu, nie czytam co się wydarzyło na świecie.
      Omijam zwłaszcza gazetę.pl - te tendencyjne nagłówki, krzyczące o katastrofach przeszłych, przyszłych i teraźniejszych, prawdziwe tragedie, wydumane tragedie, wyciągnięte z kontekstu, mające brzmieć dramatycznie, zdania: "nie chrapie i nie ściąga w nocy kołdry, robi coś ZNACZNIE GORSZEGO...", statystyki kowidowe krzyczące wielką czcionką na górze strony o rekordach zgonów, rekordach zakażeń, brakujących respiratorach, krzyczenie o nowych wersjach straszliwych, śmiercionośnych powikłań u ozdrowieńców (a w treści artykułu mowa o jednym-nie-do-końca-potwierdzonym przypadku i nie wiadomo, czy to przez kowid) - to wszystko doprowadza mnie do szału. W cięższym momencie nawet na pudelka przestałam wchodzić, bo tam zamiast o tym, kto od kogo skopiował sukienkę, a kto znowu przesadził z ostrzykiwaniem, zaczął dominować kowid, strajki i donosy o kolejnych narodowych przestępstwach naszego rządu.

      Doraźnie bardzo pomaga mocny sport, a na dłuższą metę (jest o czym myśleć, na co czekać, a potem co wspominać) sport ekstremalny. Filmów o wojnach, katastrofach i tragediach to unikam z założenia, bo nawet gdy tryskam pozytywną energię, po prostu mnie męczą.

      Odpowiadając na twoje pytanie, myślę, że udałabym się po pomoc, gdyby nasilenie stresu przestałoby mieć postać sinusoidy i przekształciło - bez żadnego powodu/zdarzenia - w wysoką stałą.
      Czyli, nie wiem, po miesiącu?

      Z drugiej strony, zastanawiam się, czy mi się od takiego życia coś szybciej od innych nie zużywa (system nerwowy?tongue_out) i czy nie umrę od tego wcześniej, więc może posłuchaj się jednak innych forumek. tongue_out



    • rexona_sport Re: Czy każdy tak ma czy pora na wesołe pigułki? 04.01.21, 15:04
      Regularny wysiłek fizyczny eliminuje takie lęki, jeśli się nie ruszasz to zacznij zanim sięgniesz po tabletki. Najlepiej kardio, jakieś marszobiegi trzy-cztery razy w tygodniu. Serio serio, to czysta biochemia mózgu. Jeśli się ruszasz to rzeczywiście czas na wizytę u psychiatry, może psychologa.

      A, mi baaaardzo pomogło na takie ogólne poczucie jak opisujesz wyeliminowanie mięsa produkcji przemysłowej (czyli prawie wcale nie jem mięsa bo jak już to eko-sreko a to kosztuje). Czary mary a działa. Myśle ze te świnie gnijące (dosłownie) w betonowych zagrodach zawierają masę syfu który ci niszczy nastrój, po co to jeść.
    • martiszon1509 Re: Czy każdy tak ma czy pora na wesołe pigułki? 04.01.21, 17:45
      Ja Ci powiem tak. Na terapię trafiłam jak było "już po ptakach" i potrzebowałam leków. Jeśli możesz jeść, spać i nie masz myśli samobójczych to pędź do psychoterapeuty. To najlepiej zainwestowane pieniądze w życiu! A możesz uniknąć wielu niepotrzebnych komplikacji związanych z depresją. Tym bardziej, że piszesz, że jesteś w grupie ryzyka. Wizyta u terapeuty to naprawdę nie koniec świata a może wszystko zmienić smile Trzymam kciuki!

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka