Dodaj do ulubionych

Historia z życia... tak CoVID

11.01.21, 10:50
Senior, 70+, musiał, no po prostu musiał, wręczyć wnuczkowi prezent pod choinkę. Miał niby gorączkę i lekki kaszel, ale to przecież nie przeszkodzi mu w wyprawie do wnuczka. Zresztą to normalne mieć w grudniu gorączkę i leki kaszel, prawda? Ekspozycji na wirusika było poddane pięć osobników: wnuczek, dwa relatywnie młode 35+, i dwa dalsze seniory.

Efekt: relatywnie młode oba+, jedno przechodzi dość objawowo, ale nie ciężko, dwa seniory - (testowane do tej pory dwukrotnie dla pewności), dziecka nikt nie testował, bo nie warto.

Mój wniosek: seniory tak łażą i się nie boją, bo po portu są odporne wink

Tak, napisane w związku z ankietą, kto powinien zostać zamknięty - tylko ten co chce!
Obserwuj wątek
    • pitupitt Re: Historia z życia... tak CoVID 11.01.21, 11:37
      O pacz, opisałeś historię z moich świąt, z tą różnicą, że nasz senior został zawrócony w drzwiach razem z prezentami. I tak jak wcześniej mieliśmy wyrzuty sumienia, to teraz wiem, że zrobiliśmy słusznie, bo teść tydzień temu otrzymał pozytywny wynik testu.
    • daniela34 Re: Historia z życia... tak CoVID 11.01.21, 11:49
      "Senior, 70+, musiał, no po prostu musiał, wręczyć wnuczkowi prezent pod choinkę. Miał niby gorączkę i lekki kaszel, ale to przecież nie przeszkodzi mu w wyprawie do wnuczka."
      - tak, są ludzie, którzy mają takie podejście. W różnym wieku zresztą. Żadna choroba nie przeszkodzi im w realizacji planów. Głupota, egoizm, krótkowzroczność. Zawsze mi się w takich sytuacjach przypomina historia, która stała się przyczyną zbrodni w książce "Zwierciadło pęka w odłamków stos": żadna różyczka nie mogła przeszkodzić przyszłej ofierze morderstwa w tym, żeby spotkać się z ulubioną aktorką. Albo z ematki: żadna grypa żołądkowa nie przeszkodzi babci spotkać się z wnuczkiem, a to że wnuczek potem ciężko przechodzi to już drobiazg. Albo (historia sprzed pandemii): żadne przeziębienie nie przeszkodzi dziadkowi w przyjmowaniu gości (a to, że goście potem leżą pokotem całą rodziną, zawalając swoje plany, to już go nie obchodzi).
      • iwoniaw Re: Historia z życia... tak CoVID 11.01.21, 12:00
        No ale tak z drugiej strony - pokazywanie społeczeństwu reklam "jak to nie pójdziesz na przedstawienie w wykonaniu wnuczka/nie puścisz niuni na urodziny do koleżanki z powodu głupiej gorączki, bólów w stawach, kaszlu i zapchanego nosa? Zeżryj cudny specyfik Antyzarazix i śmigaj w tłumy zamaskowawszy objawy!" jest nie tylko legalne, ale stanowi chyba z połowę reklam tv w ogóle (jak nie więcej).
        Podobnie nie jest egzotycznym podejście, gdy ludzie szczują na podwładnego/kolegę z pracy ośmielającego się skorzystać ze zwolnienia lekarskiego (czy to na siebie, czy na opiekę nad chorym dzieckiem) z "byle powodu" ("nic mu nie jest, inni za niego robotę muszą robić, ja z 40 stopniami to spokojnie kontrakt negocjowałam i pracowałam po 12 h zagryzając coldrexem, a ten histeryzuje, leń jeden").
        No to w sumie trudno, żeby społeczeństwo z takim etosem nagle en masse zaczęło się izolować, dopóki nie leży w kostnicy, nieprawdaż...
        • daniela34 Re: Historia z życia... tak CoVID 11.01.21, 12:37
          Iwoniaw, przyznam Ci rację- ale tylko w części.
          1. Reklamy wszelkich antyzarazixów- masz rację, ja zresztą w ogóle jestem zdania, że powinien być zakaz reklamy wszelkich specyfików tego typu. Jak ktoś chce preparat nie na receptę na objaw X, to sobie wyszuka, co kupić, albo zapyta w aptece. Natomiast przytaczana przeze mnie historia z kryminału A. Christie, choć oczywiście wymyślona, pokazuje, że ludzie z takim podejściem byli na długo zanim pojawiły się reklamy telewizyjne wszelkiej maści antyzarazixów i etosu nie opuszczania przedstawień wnuczka Po prostu- po mnie, choćby potop, ale póki żyję nikt mnie nie pozbawi prawa zarażenia wszystkich dookoła moją grypką.
          Po drugie- temat pracy celowo opuściłam, żeby nie otwierać tej "puszki z Pandorą" na emamie smile Po pierwsze, zdaję sobie sprawę, że ludzie mają różną sytuację, różne formy zatrudnienia i czasem faktycznie choroba to problem. Z drugiej strony- mamy jeszcze ciągle w wielu miejscach pokłosie PRL-owskiej zasady: czy się stoi, czy się leży, 2 tysiące się należy i w niektórych miejscach nadal zwolnienia lekarskie "na paluszek i główkę" są (oczywiście tam, gdzie włos takiemu chorowitemu z głowy nie spadnie). Dlatego ludzie mają też czasem negatywne podejście do chorujących współpracowników. Ale ogólnie mogę się zgodzić- szczucie na kogoś bo bierze zwolnienie przez rozmaitych stachanowców kapitalizmu uważam za bardzo złe. Nawiasem mówiąc, mój ojciec miał takie podejście, ale współpracownicy go skutecznie w pewnym momencie zaczęli wysyłać do domu (presja środowiska zadziałała), natomiast z przerażeniem skonstatowałam, że kuzynka - córka siostry mojego ojca (zabrzmiało prawie jak stryjeczny wuj szwagra mojego drugiego męża)- też tak ma. Rodzinnie poszło- ciotka była w życiu wyłącznie na urlopie macierzyńskim, nie brała zwolnień i okazuje się, że jej córka postanowiła najwyraźniej tak samo robić. Tak, w pandemii.
        • dyzurny_troll_forum Re: Historia z życia... tak CoVID 11.01.21, 13:52
          iwoniaw napisała:

          > No to w sumie trudno, żeby społeczeństwo z takim etosem nagle en masse zaczęło
          > się izolować, dopóki nie leży w kostnicy, nieprawdaż...

          Zasadniczo masz rację, ale nie chodzi o etos i kolegów z pracy, ale prozaicznie o mniejszą kasę na chorobowym...
          • ga-ti Re: Historia z życia... tak CoVID 11.01.21, 17:01
            Mniejszą kasę, brak premii, komentarze przełożonych i pierwsza w kolejce do nieprzedłużenia umowy na przykład.
            Koleżanka nieszczęśliwie musiała wziąć zwolnienie (przed covidem) na tydzień, akurat tydzień na przełomie miesiąca i efekt taki, że nie dostała premii za dwa miesiące bo była na zwolnieniu. Pracuje w sklepie, u wyzyskiwaczy uncertain
          • iwoniaw Re: Historia z życia... tak CoVID 11.01.21, 17:44
            No ale jednak te komentarze i etos są stosowane wobec tych, którzy jednak na to zwolnienie poszli wiedząc, że 20% kasy im odpadnie. Czyli dla tych, co na zwolnienia nie chodzą, ta "kara" wydaje się za mała, dowalają swoją, żeby taki chodzący na zwolnienie sobie nie wyobrażał, że to jest ok, mniej zarabia, wystarczy.
      • bertie Re: Historia z życia... tak CoVID 11.01.21, 18:27
        Ja od kilkunastu lat na immunosupresji mam sporo podobnych historii...
        Kolega z biura, który nigdy nie wziął L4, a ostre przeziębienie ze wszystkimi przeszkadzającymi też dźwiękowo objawami minimum raz w roku, kolejny najpierw tydzień choruje w domu bez żadnej poprawy zdrowia, a potem wraca do pracy, bo dzień wcześniej dostał antybiotyk i już mu lepiej... A praca z domu funkcjonuje w mojej branży od lat więc to nie ten przypadek, że straci się kasę...

        W rodzinie już się przyzwyczaili, że przed przyjazdem robię wywiad zdrowotny wszystkich, którzy będą obecni. A teraz od wakacji nie odwiedziłam mamy, i chyba ma mi to za złe (niby mama dosyć się izoluje, bo sama nie najzdrowsza i wiek >70, ale pozostali domownicy normalnie pracują). U własnego brata mam opinię hipochondryczki, ale to nie on potem się będzie męczył z nawet małym przeziębieniem przez tydzień z bólem wszystkiego, a potem jeszcze miesiąc wracania do formy sprzed wirusa...
      • solejrolia Re: Historia z życia... tak CoVID 11.01.21, 12:39
        A takie pytanko: kto oprócz mnie pisał otwarcie, że ma wiecej niż 5 osób na Wigilii, bo i tak spotykamy się na co dzień ?!
        Bo jakoś nie wychwyciłam, ale pewnie mi podpowiesz.



        Gwoli ścisłości:
        było nas 12 osób, nie 25, wszyscy uczestnicy Wigilii w moim domu byli zdrowi- nikt nie kasłał, ani nie smarkał, ani nie gorączkował, nikt nawet nie kichnął przez całe spotkanie. (część osób była już po covid, również bezobjawowo )
        Podczas Wigilii nikt się niczym nie zaraził. Nie było opłatka WCALE. Buziaków i przytuleń również. Życzenia jako gospodyni złozyłam jedne ogolne i dla wszystkich
        Efekt Wigilii w moim domu:
        Nikt po świętach nie zachorował. Jesteśmy wszyscy zdrowi.
    • purchawka2020 Re: Historia z życia... tak CoVID 11.01.21, 12:14
      O, nasza historia!
      Babcia przylazła z Mikołajem i chrząkaniem, efekt - trzy osoby chore ( ja, mąż i dziecko), święta w izolacji i bez smaku, miesiąc słaniania się i kaszlu. Babcia śmiga autobusami po mieście i organizuje remonty....
    • nigdynigdynigdy84 Re: Historia z życia... tak CoVID 11.01.21, 12:46
      To teraz historia moja
      Jestem ja, najstarsza wnuczka
      Druga wnuczka i wnuk- moje rodzeństwo stryjeczne
      Babcia chora, gorączka 38.5, ledwo łazi, kaszle, ale mówi że mnie nie zarazi przecież, że ot taka krótka wizyta
      Pytam: a będziesz się wybierac do X i Y ( rodzeństwo stryjeczne)
      Babcia: no gdzieżby, miałabym ich zarazić?
      Takie to rodzinne równe traktowanie
      Po kilku dniach od wizyty babci byłam tak chora, że zaczelam myśleć czy się trumna nie przyda
    • wapaha Re: Historia z życia... tak CoVID 11.01.21, 12:52
      Koleżanka zaraziła się od dziadka swojego dziecka-bo dziadek przeziębiony machnął ręką że źle sie czuje, pojechał na pogrzeb, a po pogrzebie do niej
      Młoda kobieta. Choruje 4/5 tydzien, bardzo ciężko sad
      • taniarada Re: Historia z życia... tak CoVID 11.01.21, 12:56
        wapaha napisała:

        > Koleżanka zaraziła się od dziadka swojego dziecka-bo dziadek przeziębiony machn
        > ął ręką że źle sie czuje, pojechał na pogrzeb, a po pogrzebie do niej
        > Młoda kobieta. Choruje 4/5 tydzien, bardzo ciężko sad
        >
        Ja nie mogę .Czyli convid -19 nie taki straszny dla ludzi starszych .🤣
      • daniela34 Re: Historia z życia... tak CoVID 11.01.21, 13:00
        Jak mnie wkurzają tacy ludzie. Rozumiem - praca, czasem niedasie, rozumiem- rozmaite konieczności życiowe. Wszystko do cholery rozumiem, ale nie jestem w stanie rozumem ogarnąć konieczności spełniania w takim stanie obowiązków towarzyskich, odwiedzin, urodzin, Mikołaja itp. Sama osobiście ukochanego rodzonego ojca dwukrotnie odsyłałam spod drzwi, na długo przed pandemią, jak się umówiliśmy na odwiedziny, a nie przyznał się przed przyjazdem, że chory.
        • wapaha Re: Historia z życia... tak CoVID 11.01.21, 13:09
          niektórzy są niereformowalni i serio o ile mogę jakoś "tłumaczyć" starych-którzy mają ograniczony dostęp do mediów, do internetu, do wiedzy. Ale młodzi, sprawni wydawałoby się na umyśle, nie są wcale lepsi- ba, o ile starzy w dużej mierze zachowują się tak z niewiedzy , niezaradności, braku wyjścia ( samotni) o tyle młodzi celowo i z premedytacją mają w de. Młodzi Bogowie qrwa.
          • nigdynigdynigdy84 Re: Historia z życia... tak CoVID 11.01.21, 13:27
            Starzy przechodzą zazwyczaj lekko. Każdy kogo znam, i jest młody czuł się tragicznie
            Dziadki z mojego otoczenia, w tym moi osobiści mieli w dupie cała pandemię, pozytywne wymazy wyszły a i tak wychodzili z domu w czasie kwarantanny. Policja była o 11 ich skontrolować, 11 30 już biegli do sklepu, na spacerek itd
            • wapaha Re: Historia z życia... tak CoVID 11.01.21, 13:35
              Najgorsze jest to, ze nie ma pewnika ani prawidłowosći. Ja wiem o chorujących teściach//rodzicach znajomych ( z gorączką, tlenem i pod respi) ale więcej znam młodych chorych ( no ale tez mam bezpośrednie otoczenie bardziej młode niż stare )
        • dyzurny_troll_forum Re: Historia z życia... tak CoVID 11.01.21, 13:48
          daniela34 napisała:

          > Jak mnie wkurzają tacy ludzie. Rozumiem - praca, czasem niedasie, rozumiem- roz
          > maite konieczności życiowe. Wszystko do cholery rozumiem, ale nie jestem w stan
          > ie rozumem ogarnąć konieczności spełniania w takim stanie obowiązków towarzyski
          > ch, odwiedzin, urodzin, Mikołaja itp.

          Wytworzono psychozę: covid zabija starszych, chrońmy starszych, specjalne godziny dla starszych w sklepach, starsi nie wychodzą z domu, harcerze w służbie starszym, ja*ac wszystko, ale starsi.... To sobie taki dziadek 70+ myśli, ze jak nic mnie zaraz strzeli, bo wcześniej czy później musi mnie strzelić, to co ostatniej gwiazdki z wnusiem nie spędzę, prezentu mu nie dam? A potem już choćby potop, już można umierać....

          Nie popieram, ale rozumiem... takie uboczne efekty psychozy strachu...
          • daniela34 Re: Historia z życia... tak CoVID 11.01.21, 13:58
            Pewnie masz rację jeśli chodzi o covid i przykład wapahy, ale to już było wcześniej i taka babcia z grypą żołądkową raczej nie zakładała, że ją ta choroba zabije i w ogóle "to już ostatnie święta z wnusiem" a i tak jakoś nie mogła się powstrzymać, żeby z tą grypą (objawową) wnusia podejmować. Zresztą- robią tak też młode ciocie i wujkowie w kwiecie wieku, żeby nie było, że na seniorów szczuję. Wiem, że u mojego ojca, którego skutecznie oduczałam takiego podejścia, wynikało to z nadmiernego poczucia obowiązku (w pracy- "bo się beze mnie zawali", a bez przesady, pełnił ważną rolę, ale nie podtrzymywał osobiście komina w fabryce, w kwestiach towarzyskich- "bo obiecałem"- i wszystko jedno, że reszta uczestników spotkania wolałaby ból tęsknoty i rozłąki niż dwa tygodnie z grypą w łóżku).
              • daniela34 Re: Historia z życia... tak CoVID 11.01.21, 17:17
                No Wasz smile mało co mnie tak ruszyło jak Twój wątek wtedy. Może dlatego, że nie znoszę wymiotowac, wiec się empatycznie przejęłam Twoim dzieckiem. A co do młodych to niestety, koleżanka, o której tez kilkakrotnie pisałam, ma dziecko z wadą serca (obecnie po operacji jest dużo lepiej, ale zdrowe nie będzie nigdy) i tak, znajomi mniej więcej w naszym wieku tez jej robili takie numery sad
    • taniarada Re: Historia z życia... tak CoVID 11.01.21, 12:54
      Wątek z cyklu jak dokopać starszym.I tu wymieniam teścia ,teściową i ojca męża ,bo mój cudowny .Oraz babcię i dziadka.Dawać czadu kto następny.I bym zapomniał o "staruchach włóczących się od rana do wieczora po sklepach i marketach .
    • szafireczek Re: Historia z życia... tak CoVID 11.01.21, 14:01
      Chodzą narcystyczni egoiści. Gdyby faktycznie chodziło o prezent, można było nawet przesłać ulubioną pocztą, przekazać później (choinka to data umowna), no i zawsze wiedzący wszystko lepiej... Tak, egoiści bez wyobraźni. W wielu przypadkach...
    • nangaparbat3 Re: Historia z życia... tak CoVID 11.01.21, 15:25
      Nie ma u nas zwyczaju izolowania chorych, i tyle.
      Jako dziecko bywałam w kinie z babcią czy ojcem. Oboje lekarze, babcia rocznik 1900, ojciec 1926. Bardzo dobrze pamiętali czasy bez antybiotyków i szczepień. Babcia - hiszpankę. Ludzi umierających na gruźlcę. Ojciec wiele razy opowiadał o młodym instruktorze narciarskim, który z grypą pracował, umarł u ojca na oddziale, pod namiotem tlenowym (respiratorów wtedy nie było) i musiało to na tacie zrobić strszne wrażenie, dwudziestoletni chłopak który się dusi i nie udaj mu się pomóc.
      Więc z babcią i ojcem bywałam czasem w kinie, rzadko, bo nienawidziłam tego - oboje bowiem mieli zwyczaj urządzać akcje, jeśli tylko ktoś na sali zaczynał kaszleć. Było więc wymowne odwracanie się w stronę kaszlącego, pochrząkiwania, komentarze półgłosem ("jak się jest chorym nie chodzi się do kina"), wreszcie przesiadanie się na bardziej od kaszlącego/ej oddalonego miejsce.
      Umierałam ze wstydu i jak mogłam, unikałam wspólnych wyjść.
      Teraz patrzę na to inaczej. NIe miałabym najmniejszej ochoty złapać w kinie jakiegokolwiek wirusa czy mykoplazmy.
      Kiedy jeszcze szkoła działał normalnie, mnóstwo chorych osób przychodziło. CHorych na infekcję wirusową, ból głowy, mięśni, lekki kaszel, trochę temperatury, drapanie w gardle. Osłabienie.
      -Jak się dzisiaj czujesz - pytam.
      - Strasznie było, ale mama nafaszerowała mnie lekami i jestem.
      Ta osoba chorowała przez 6 tygodni, zazwyczaj 2-3 dni na tydzień w szkole, reszta w domu.
      Inna - objawy przeziębieniowe, ale bez kataru - ale przychodzi do szkoły. Potem się rozkręciło, biegunka i silny kaszel, wrescie test - dodatni.
      I tak bym mogła snuć.

      Nie rodzice nastolatków są nieodpowiedzialni i nie seniorzy. Jesteśmy nieodpowiedzialni jako społeczeństwo. Nie mamy podstawowej wiedzy medycznej. Kto pozwala staruszce z temeraturą powyżej 38 wstawać z łóżka i GDZIEKOLWIEK chodzić? Tu już nawet nie chodzi o to, że kogoś zarazi, ale że uszkodzi serce, na przykład.
      Ale my znowu - zamiast rozważać, jak można by poprawić wiedzę i nawyki sprzyjające zdrowiu, będziemy raczej tupać na poszczególne grupy.
      Był pomysł przed deformą na 1 lekcję tygodniowo edukacji zdrowotnej w LO- u nas się odbywała, i to byłoby świetnie, ale - zamiast 1 godziny wychowania fizycznego. Czy można sobie wyobrazić bardziej karkołomne rozwiązanie? Problem sam się rozwiązał, edukacja zdrowotna znikneła.


      Ale nie ma problemu, gimnazja znikneły,
      • iwoniaw Re: Historia z życia... tak CoVID 11.01.21, 17:54
        Generalnie masz rację, z wyjątkiem fragmentu o pozwalaniu staruszce z objawami na robienie czegoś. Niby jak zamierzasz takiej osobie czegokolwiek zabronić - zwłaszcza jeśli z nią nie mieszkasz, a ona nie raczy ci powiedzieć, że coś jest nie tak, przeciwnie, zapewnia, że wszystko super i właśnie się do ciebie wybiera? Jakie masz właściwie opcje poza ewentualnym odesłaniem jej od siebie, gdy się zorientujesz, że chora? (Raczej nie nastąpi to na etapie otwarcia drzwi, prędzej po kontakcie wystarczającym, by przejąć wirusa/bakterię).
        • nangaparbat3 Re: Historia z życia... tak CoVID 11.01.21, 18:04
          Wiesz, mnie przede wszystkim trudno sobie wyobrazić, że moja babcia - niech ma 70 lat - mieszkająca w tym samym mieście czy gdzieś niedaleko samotnie jest chora i ja o tym nie wiem i jakoś jjej nie pomagam. Mam zupełnie inaczej funkcjonującą rodziną, mieszkamy raczej osobno, ale za to cały czas kontakt telefoniczny (czasem to dla mnie okropnie upierdliwe i się wyłamuję, ale nie jak chodzi o chorobę na przykład) i zawsze się jakoś pomaga bliskim, zwłaszcza samotnym. Poza tym babci powiedzialabym, żeby raczej nie przychodziła, bo może się od kogoś z nas zarazić. A gdyby już przyszła, to koniecznie wszyscy w maskach (w wigilię było albo jedzenie, albo rozmowy, jak rozmowy, to w maskach - córka i zięć się raczej nie izolują, więc takie wszyscy ponosimy konsekwencje wink )
          • iwoniaw Re: Historia z życia... tak CoVID 11.01.21, 18:15
            Wiesz, mnie też sobie trudno wyobrazić, że moja Babcia czy Ojciec coś tam, ale widzę innych ludzi o podobnych "parametrach" (nie tylko wiekowych, ale i nazwijmy to społeczno-ekonomicznych), którzy właśnie to coś wyprawiają notorycznie na moich oczach. Taka babcia, która się do jednego nie przyzna, a drugie wyolbrzymi albo i wymyśli, robi to przecież nie dlatego, że jest babcią i ma lat x, tylko z powodu takiego a nie innego poukładania w głowie. A jak jest "dorosła i nieubezwłasnowolniona", to rodzina może co najwyżej załamać ręce i sobie ulać (w realu lub na forum - na forum chyba w sumie lepiej).
          • daniela34 Re: Historia z życia... tak CoVID 11.01.21, 18:17
            Nanga, litości. Mieszkałam na studiach 80 km od rodziców i byłam u nich w każdy weekend. Przez telefon rozmawialiśmy codziennie. Mój ojciec mający wówczas plus minus lat 70 pracował zawodowo. Dzwoniłam dzień wcześniej- nie było słychać, bo jak wiadomo objawy się rozwijają z czasem. Pewnie go gardło bolało, może miał dreszcze, może katar (ale nie kichał do telefonu). Rano wstał, wyszedł do pracy nie budząc mamy, bo mama by go powstrzymała, po pracy przyjechał prosto po mnie te 80 km. Nie przyznał się. ze źle się czuje. Jak zadzwonił do drzwi to po pierwszych słowach (a było to dokładnie: "Dzień dobry") wiedziałam, że jak nic jest duuuży problem. Okazało się, że paskudny wirus, (mama się zresztą też zaraziła). Ojciec się nauczył dopiero po tym jak zrobiłam dwie piekielne awantury, bo on mimo 70-tki przechodził w 5 dni, a ja chorowałam po 2-3 tygodnie i opuszczałam zajęcia. Nie pomagało nawet jego doświadczenie z mojego dzieciństwa, że mam kiepskawą odporność. Bo na schemat myślenia: "beze mnie (bez prezentu ode mnie) świat się zawali" albo: "Bo jak to tak bez babci na święta"- nie ma mocnych.

            To jest dokładnie tak, jak pisze Iwoniaw. Możesz dzwonić codziennie, ale jeśli nie słychać w słuchawce (gorączki nie słychać) to ci się taka babcia nie przyzna, czy tam dziadek. Bo wie, że wtedy nie będzie tak jak on/ona chce. A ona chce przyjechać, odwiedzić itd. Babci możesz (nie wiedząc, że jest chora) powiedzieć, żeby nie przychodziła, bo jest ryzyko, że się zarazi ale jak sama chce to nie zabronisz, prawda? No to ona powie, że się nie boi, a że sama wnuki zarazi to już pikuś.
          • daniela34 Re: Historia z życia... tak CoVID 11.01.21, 18:31
            A jeszcze- żeby może wyjaśnić, jak działa takie myślenie, na pytanie "Dlaczego?" usłyszysz: "Bo ja się dobrze czuję." I umysł inżyniera z porządnym ścisłym wykształceniem i jako taką wiedzą z zakresu biologii nie ogarnia tego, że jego samopoczucie jest mniej istotne od tego, że mając objawy ZARAŻA. Nie dlatego, że brak wiedzy. Tylko brak spojrzenia dalej niż koniec własnego nosa (tak, poczucie bycia niezastąpionym u mojego ojca to też był przejaw egoizmu). Dopiero brutalne: "Nie obchodzi mnie jak się czujesz, bo ja zaraz będę mieć 40 stopni!" podziałało. Wprawdzie się początkowo nastroszył, ale dotarło. I tak, jeśli trzeba by było jechać pielęgnować go przy tej infekcji, to bym pojechała. Tylko tak to dziwnie bywa, że siewca epidemii zwykle sam przechodzi lżej niż ci, których zarazi.
      • bulzemba Re: Historia z życia... tak CoVID 12.01.21, 07:58
        Hmm... Mój exmąż był mocno oburzony gdy podczas jego przeziębienia izolowałam się od niego. Dowcip polegał na tym, że to już był ten etap gdy jaśnie pan nie szukał że mną kontaktu ale gdy się przeziębił! No potworem byłam bo chorego nie chciałam pocieszyć!
    • lwica_24 Re: Historia z życia... tak CoVID 11.01.21, 15:28
      To, że ktos jest głupi to nie oznacza, że cała populacja ( blondynów, brunetów, posiadaczy pudli, 70+,60+, 45-) to kretyni. Bez względu na to czy ktos ma stan podgorączkowy w grudniu czy czerwcu, kaszel w listopadzie czy marcu jesli ma więcej niż 3 neurony powinien siedzieć w chałupie na doooopie i nie pchać się do innych. Bez względu na wiek czy okoliczności.
      Zachowanie seniora 70+ jest naganne, podobnie jak mamy 27+, która przyprowadza do przedszkola dziecko z gorączką albo takie, które słania się na nogach po całonocnych wymiotach.
    • martalek1 Re: Historia z życia... tak CoVID 11.01.21, 16:04
      dyzurny_troll_forum napisała:

      > Senior, 70+, musiał, no po prostu musiał, wręczyć wnuczkowi prezent pod choinkę
      > . Miał niby gorączkę i lekki kaszel, ale to przecież nie przeszkodzi mu w wypra
      > wie do wnuczka. Zresztą to normalne mieć w grudniu gorączkę i leki kaszel, praw
      > da? Ekspozycji na wirusika było poddane pięć osobników: wnuczek, dwa relatywnie
      > młode 35+, i dwa dalsze seniory.
      >
      > Efekt: relatywnie młode oba+, jedno przechodzi dość objawowo, ale nie ciężko, d
      > wa seniory - (testowane do tej pory dwukrotnie dla pewności), dziecka nikt nie
      > testował, bo nie warto.
      >
      > Mój wniosek: seniory tak łażą i się nie boją, bo po portu są odporne wink
      >
      > Tak, napisane w związku z ankietą, kto powinien zostać zamknięty - tylko ten co
      > chce!
      >
      >
      Dziadek posiedzialby trochę w domu i wyzdrowiał, ale oni muszą bo przecież święta. Moi teściowie podobnie, zorganizowali święta, pozapraszali rodzinę (dosyć spora) i świętowali. Sama z katarem, kaszlem, objawami przeziębienia nie szlabym, a jeśli już to tylko na sekundę podać prezent. Dziecka nie testowano, ale gdyby nie objawy dziadka, zostałby winowajcą bezobjawowym.

      _
      martalek
      "Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu dobrze widzi się tylko sercem"
    • ga-ti Re: Historia z życia... tak CoVID 11.01.21, 16:41
      A ja znam inne seniory, które się bardzo izolowały, do kościoła nie chodziły od marca, do centrów handlowych nie chodziły, na zakupy raz w tygodniu, w godzinach, gdy mało ludzi, rodziny nie odwiedzały, na urlopy nie jeździły i się zaraziły i ponad 3 tygodnie w izolacji/kwarantannie siedziały, z kaszlem, gorączką, bólem wszystkiego i całkowitym brakiem sił, dobrze, że bez szpitala się obyło. Także nigdy nie wiadomo, gdzie, kiedy i kto się zarazi oraz jak przechodził będzie.
      Znam też seniora, który twierdzi, że już jest na tyle wiekowy i na tyle schorowany, że nic mu już nie zaszkodzi i nie pomoże i będzie zatem żył w miarę normalnie. I żyje wink

      Ale zgadzam się, że ten, co chce niech się izoluje.
    • al_sahra Re: Historia z życia... tak CoVID 11.01.21, 16:41
      "Historie z życia" albo są zmyślone i mają wartość dowodową zero albo są prawdziwe i mają wartość dowodu anegdotycznego, czyli bardzo niewielką.

      A decyzja, kto powinien się izolować, powinna należeć do kompetentnych organów zdrowia publicznego, opierających się na danych naukowych, a nie do osób, które się na tym nie znają i wnioskują na podstawie zasłyszanych wiadomości, że szwagier miał negatywny wynik testu, a ciotka koleżanki lekko przeszła chorobę.
    • afro.ninja Re: Historia z życia... tak CoVID 12.01.21, 07:51
      A czym to się różni od typowo ematkowego podejścia- zabieram chore dziecko na urlop. Zawsze o tej porze, czyli w czasie ferii bylo kilka takich wątków. Wczasy oplacone, dziecko rozłożone i setki rad- daj ibuprom, antybiotyk i jedź. Podbnie bylo z wczasami za granicą!

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka