mami28
28.10.04, 04:57
Jestem mama dwojki dzieci.Przy pierwszym porodzie byl obecny tatus - nie
wyobrazalam sobie innej mozliwosci, chcialam miec wsparcie i kogos bliskiego
obok.Cieszylam sie ze byl ze mna i mialam wrazenie ze to nas do siebie bardzo
zblizylo.Maz bardzo to przezyl/choc w trakcie porodu stal tylko przy mojej
glowie/ i ze 2 tygodnie chodzil do tylu ale emanowalo z niego szzescie i
euforia.Przezywalismy idylle malzenska.
Po niecałym roku znowu zaszlam w ciaze/planowana/. Powiedzial mi dosc
delikatnie ze jezeli chce zebysmy jeszcze normalnie uprawiali seks to lepiej
zeby go przy tym nie bylo.Dziwne! bo jakos juz zaraz po zakonczeniu pologu
sie kochalismy i to on naciskal.Nie wyczulam zeby TEGO unikal.Doszlam do
wniosku ze pewnie jest tchorz i boi sie nadzwyczajniej w swiecie.Rodzilam
sama. Minelo kilka miesiecy od porodu a on wlasnie dzis wieczorem wrocil do
tematu.Stwierdzil /bo go nacisnelam a on generalnie niewiele mowi/ ze nasz
seks juz nigdy nie bedzie wygladal tak jak ten sprzed ciazy ze nie potrzebnie
go ciagnelam na porod, nie kazdy sie do tego nadaje,a tak w ogole to on nie
wierzy zeby po tych wszystkich facetach co sa przy narodzinach splywalo to
jak po kaczce.
Jest mi bardzo ale to bardzo przykro. Czy on moze byc az takim esteta?
Czy ktos mial podobny problem?napiszcie prosze.
Czy waszych facetow o nie ruszylo? czy o tym szczerze rozmawialiscie? czy to
ja mam meza z innej planety?
Mami28