A takie sprawy spadkowe

25.01.21, 23:15
1. Na poczatku lat 80-tych zmarl pan, zostawil zone z corka kilkuletnia oraz z poprzedniego malzenstwa starsza corke. Malzentwo pana i pani bylo takie sobie, gdyby nie choroba pana bylby wczesniej czy pozniej rozwod. Pan w chorobie byl pielegnowany przez zone (chorowal przez kilka miesiecy i umieral w domu). Pan byl dosc majetny, ale rodzina z tego wiele nie miala (oszczednosci na koncie, rzedu paru setek tysiecy zlotych, do konta pelnomocnikiem byl ukochany mlodszy brat pana). Po smierci pana pieniadze dostaly sie w rece brata, pani mogla dochodzic swoich praw, ale z niewiadomych powodow tego nie zrobila. Nie miala dobrych relacji z rodzina pana - po tylu latach trudno dociec, o co chodzilo, ale pani z tych zolzowatych, a rodzina pana tez do wybaczajacych nie nalezala. Pani o interes wspolnej corki jakos sie nie troszczyla, takze w innych okolicznosciach, ale to osobna historia. Corka spotkala wujka jeden raz pare miesiecy po smierci taty, a potem dopiero pare lat temu. Wtedy sie dowiedziala, ze wujek przestal pracowac jakos na poczatku lat 80-tych wlasnie (jego zona nigdy zawodowo nie pracowala). Nie wiadomo, czy wujek podzielil sie pieniedzmi z druga, starsza corka pana. O sprawie przejetego konta w czasie spotkania po latach nie rozmawiano, corka bala sie konfliktu, posadzenia o malostkowosc i wyciaganie starych przebrzmialych spraw. No ale poczucie zalu ma, no i wysiudania z duzych badz co badz pieniedzy. Co zrobilaby e-mama na miejscu doroslej juz corki? Odpuszcza sobie, tlumaczy, ze po ptokach i nie ma co w sobie kisic zali? Czy mowi jednak wujkowi-xujkowi przy okazji (mieszkaja daleko od siebie), ze postapil wstretnie itd? Bo formalnie to sprawa jednak przedawniona raczej, po niemal 40 latach od smierci pana?

2. Watek poboczny sprawy poprzedniej. Zmarly pan mial w sumie czterech braci. Jego rodzina pochodzenia miala prosperujace gospodarstwo, na ktorym wtedy byli dziadkowie i najmlodszy syn. Pozostali synowie powyjezdzali do miast i sie urzadzili tam. Pod koniec lat 80-tych zmarl dziadek, 10 lat po nim babcia. Na gospodarstwie zostal najmlodszy syn z rodzina. Corka pana nie byla powiadamiana o smierci dziadkow, nie zostala tez uwzgledniona w ewentualnym spadku. Pierwszy kontakt po smierci ojca miala z wujostwem kiedy ruszyla Nasza klasa czyli nie tak dawno temu, bo odszukala kuzynow. Kontakt jest sporadyczny, ale jest. I znowu, jak wyzej, co robi e-matka?

PS. Na ewentualne pytania czy wyjasnienia bede mogla odpowiadac jutro, teraz padam na nos 😉
    • cruella_demon Re: A takie sprawy spadkowe 25.01.21, 23:32
      Po tak długim czasie to już chyba tylko wizyta u prawnika zostaje.
    • tt-tka Re: A takie sprawy spadkowe 25.01.21, 23:45
      Na miejscu doroslej corki zapytalabym swoja przyrodnia siostre, czy dostala cokolwiek. Ale to z czystej ciekawosci, bo obawiam sie, ze roszczenia juz sie przedawnily. Przestepstwo (pelnomocnictwo wygasa z chwila smierci dysponenta i wuj nie mial prawa z niego skorzystac po zgonie brata) przedawnilo sie na pewno.

      Corka nie pytala matki, czemu ta zaprzepascila jej spadek ? Moze w gre wchodzily jakies umowy miedzyrodzinne, o ktorych corka nie wie ?

      PS pieniadze bardzo duze w , przykladowo, 1983 staly sie wcale nieduze w 1988. To tak na marginesie.
      • hrabina_niczyja Re: A takie sprawy spadkowe 26.01.21, 00:04
        To ja Ci odpowiem dlaczego matka zrobiła tak a nie inaczej. Bo umarł ojciec tego dziecka i matka zwyczajnie się na tym skupiła i nawet posypała. A i rodzina nie ułatwiała. No to matka wzięła co zostało, bo na sądy nie miała już siły i pod nosem mruknęła sobie spier...ć dziady złamane, poradzimy sobie i tak. I poradziły.
        • philippa_p Re: A takie sprawy spadkowe 26.01.21, 08:46
          hrabina_niczyja napisała:

          > To ja Ci odpowiem dlaczego matka zrobiła tak a nie inaczej. Bo umarł ojciec teg
          > o dziecka i matka zwyczajnie się na tym skupiła i nawet posypała. A i rodzina
          > nie ułatwiała. No to matka wzięła co zostało, bo na sądy nie miała już siły i p
          > od nosem mruknęła sobie spier...ć dziady złamane, poradzimy sobie i tak. I pora
          > dziły.

          Bardzo mozliwe, ze Twoja matka miala takie powody, ze nie walczyla. Ta moze uniosla sie honorem, ale dzieckiem za bardzo sie nie przejmowala, ani wtedy ani potem. Sprawy sadowe zalatwione by byly z jej minimalnnym udzialem, bo miala zaoferowana pomoc, darmowa.
    • hrabina_niczyja Re: A takie sprawy spadkowe 25.01.21, 23:59
      Nic. Ematka została wysiudana identycznie i po latach mogła jedynie popatrzeć jak rodzeństwo stryjeczne wyprzedaje działki, lasy i majątek jej dziadków. Ale ematka ani nie ma z nimi kontaktu ani ich za rodzinę nie uznaje. Ematka dziś mówi, że nie ma już dziadków, bo umarli i co jakiś czas sprawdza czy prawie 100letnia babka ze strony ojca jeszcze dycha, żeby zdążyła profilaktycznie zrzec się spadku, bo obawia się, że zostaną może jakieś długi. Ematka za to jest wdzięczna swojej ś.p. babci, dziadkowi i matce za to co ma i nie zawraca sobie gitary starymi smrodami dla własnego dobra.
      • philippa_p Re: A takie sprawy spadkowe 26.01.21, 08:56
        Przykre to co piszesz. Dobrze, ze sobie mimo wszystko dalyscie rade.

        Matka tej kobiety juz za bardzo sie nie przejmowala corka, i jak pisalam wyzej, jej interesow nie pilnowala. Raczej myslala o sobie i jak ustawic starsza corke ze swojego pierwszego malzenstwa (druga siostre przyrodnia). A rodzina ojca przez lata nie interesowala sie przede wszystkim wnuczka/bratanica, kontakt jest od niedawna dopiero, z inicjatywy tej wnuczki/bratanicy.
        • hrabina_niczyja Re: A takie sprawy spadkowe 26.01.21, 12:58
          Jesteś jej córka? Tej matki? Jeżeli nie to nie tobie oceniać jak dbała o interesy córki. Jedynym winnym w tej sytuacji jest rodzina ojca i tylko ona.
          • philippa_p Re: A takie sprawy spadkowe 26.01.21, 15:16
            W przeciwienstwie do ciebie wiem, co sie w tej rodzinie dzialo, wiec owszem, mam prawo sie wypowiadac i oceniac. Duzpo bardziej niz ty o mnie.

            Winy rodziny ojca nikt nie podwaza.
    • hanusinamama Re: A takie sprawy spadkowe 26.01.21, 00:05
      Co ma przebaczanie rodziny męża do jego żony??? Spadek należął się jej i dzieciom. Jak psu zupa. Ja bym pojechała i zrobiła afere na całą wieś. Nic bym nie dostała ale powiedziałabym co sadze.
      • tt-tka Re: A takie sprawy spadkowe 26.01.21, 00:14
        A ja bym jednak najpierw rozpoznala sprawe. Tj zapytalabym matke i siostre, jezeli jeszcze jest taka mozliwosc, potem ewentualnie wuja, dopiero pozniej zaczelabym dymic. O ile by mi sie chcialo.
      • hrabina_niczyja Re: A takie sprawy spadkowe 26.01.21, 00:16
        Ja to bym z nimi nawet kontaktu nie nawiązała. Po co? Gdzie byli tyle lat, że się nie zainteresowali nawet jak wdowa sobie daje rade? W dodatku kiedy brat jeszcze ciepły leżał już mu kasę zajumali? Jakbym o sobie czytała. Nic nie robić, wypiąć dupe i żyć.
        • hanusinamama Re: A takie sprawy spadkowe 26.01.21, 09:47
          W sumie szkoda ze zona tego nie zgłosiła...
    • tt-tka Re: A takie sprawy spadkowe 26.01.21, 02:21
      Ok, moze byc jutro smile
      to wyjasnij, o ile wiesz, czy te kilkaset tysiecy na koncie stanowilo dorobek pana i poprzedniej zony, pana i aktualnej zony, a moze bylo spadkiem po pierwszej zonie lub jej rodzinie albo splata z gospodarstwa rodzicow pana ?
      W jakim wieku byla corka z pierwszego malzenstwa w chwili smierci pana ?
      Czy mieszkanie stanowilo dorobek wspolny pana i drugiej zony, czy bylo przedmalzenska wlasnoscia ktoregos z nich ? Czy ono zostalo w calosci przy pani i jej corce, czy starsza zostala splacona ?
      • philippa_p Re: A takie sprawy spadkowe 26.01.21, 09:07
        tt-tka napisała:

        > Ok, moze byc jutro smile
        > to wyjasnij, o ile wiesz, czy te kilkaset tysiecy na koncie stanowilo dorobek p
        > ana i poprzedniej zony, pana i aktualnej zony, a moze bylo spadkiem po pierwsze
        > j zonie lub jej rodzinie albo splata z gospodarstwa rodzicow pana ?
        > W jakim wieku byla corka z pierwszego malzenstwa w chwili smierci pana ?
        > Czy mieszkanie stanowilo dorobek wspolny pana i drugiej zony, czy bylo przedmal
        > zenska wlasnoscia ktoregos z nich ? Czy ono zostalo w calosci przy pani i jej c
        > orce, czy starsza zostala splacona ?
        >
        >
        Poprzednia zona nie byla zona od kilkunastu (15-16) lat kiedy pan zmarl. Pan mial pasieke i raczej zaczal sie nia zajmowac po rozwodzie z piewsza zona. Oszczednosci pochodzily z niej chyba. Mieszkanie komunalne, nie wlasnosciowe (mowimy o latach 70-tych, poczatku 80-tych), wiec o splacaniu nie bylo mowy. Druga zona sie po slubie wprowadzila do meza po tym, jak zdala swoje mieszkanie.

        Corka z pierwszego malzenstwa miala 18 lat kiedy pan umarl. Z tego co wiem, dostala z ubezpieczenia po ojcu.
        • tt-tka Re: A takie sprawy spadkowe 26.01.21, 09:22
          philippa_p napisał(a):



          > >
          > Poprzednia zona nie byla zona od kilkunastu (15-16) lat kiedy pan zmarl. Pan mi
          > al pasieke i raczej zaczal sie nia zajmowac po rozwodzie z piewsza zona. Oszcze
          > dnosci pochodzily z niej chyba.

          Ale to byl pana dorobek sprzed slubu i sprzed zaistnienia mlodszej corki ? Byc moze rozkrecil to za pieniadze rodzinne i stad pelnomocnictwo dla brata.

          Mieszkanie komunalne, nie wlasnosciowe (mowimy
          > o latach 70-tych, poczatku 80-tych), wiec o splacaniu nie bylo mowy.

          Ale to mieszkanie zostalo przy zonie ? Gdzie / z kim / pod czyja opieka mieszkala corka z pierwszego malzenstwa ?

          Druga zona
          > sie po slubie wprowadzila do meza po tym, jak zdala swoje mieszkanie.
          >
          > Corka z pierwszego malzenstwa miala 18 lat kiedy pan umarl. Z tego co wiem, dos
          > tala z ubezpieczenia po ojcu.

          No to byc moze takie byly wewnatrzrodzinne ustalenia, ze mieszkanie zostaje dla mlodszej corki, a pieniadze dla starszej przez rece wuja... czy jest mozliwosc zapytac matke/przyrodnia siostre, czy juz nie ? Gdze sie podziala stasza, gdzie mlodsza i przy kim ostatecznie zostalo mieszkanie?

          Wiesz, ja gdybam, bo na dobra sprawe nic nie wiemy. Matka nie zadbala o interesy swojej mlodszej corki, ale o swoja (nie meza) starsza dbala, jak piszesz, czyli zlamana bolem, zrozpaczona i bezwolna wdowa nie byla...
          • philippa_p Re: A takie sprawy spadkowe 26.01.21, 09:44
            tt-tka napisała:

            >
            > Ale to byl pana dorobek sprzed slubu i sprzed zaistnienia mlodszej corki ? Byc
            > moze rozkrecil to za pieniadze rodzinne i stad pelnomocnictwo dla brata.
            >

            Jesli juz, to zpan ostal ewentualnie zostal splacony przez swojego ojca (dziadka dziewczyn). Ale tego nie wiem, za co rozkrecil. Brat od pelnomocnictwa nie mieszkal na gospodarstwie rodzicow, wiec jakby oszczednosci pana nie mialy z tym nic wspolnego.

            W kazdym razie drugie malzenstwo pana trwalo ponad 10 lat w momencie smierci pana. Wiec pani jak najbardziej przyczynila sie do pomnozenia majatku. Pierwsza zona nie byla zona z 5 lat gdy pan poznawal druga zone. Po rozwodzie wyszla szybko ponownie za maz i urodzila drugie dziecko.


            > Mieszkanie komunalne, nie wlasnosciowe (mowimy
            > > o latach 70-tych, poczatku 80-tych), wiec o splacaniu nie bylo mowy.
            >
            > Ale to mieszkanie zostalo przy zonie ? Gdzie / z kim / pod czyja opieka mieszka
            > la corka z pierwszego malzenstwa ?

            Nie wiem, czy to ja pisze nieskladnie czy co, w kazdym razie sie nie rozumiemy. Mieszkanie komunalne, czynszowe, co tam splacac i jak dawac komus innemu? Druga zona zostala tam z corkami, bo gdzie miala pojsc i dlaczego? Pierwsza zona miala swoje mieszkanie, tez czynszowe, w ktorym mieszkala ze starsza corka (corka zmarlego pana), drugim mezem i wspolnym dzieckiem.
            >
            > Druga zona
            > > sie po slubie wprowadzila do meza po tym, jak zdala swoje mieszkanie.
            > >
            > > Corka z pierwszego malzenstwa miala 18 lat kiedy pan umarl. Z tego co wie
            > m, dos
            > > tala z ubezpieczenia po ojcu.
            >
            > No to byc moze takie byly wewnatrzrodzinne ustalenia, ze mieszkanie zostaje dla
            > mlodszej corki, a pieniadze dla starszej przez rece wuja... czy jest mozliwosc
            > zapytac matke/przyrodnia siostre, czy juz nie ? Gdze sie podziala stasza, gdzi
            > e mlodsza i przy kim ostatecznie zostalo mieszkanie?

            Z tego co wiem, nie bylo zadnych takich ustalen, z powodow jak wyzej. W mieszkaniu zostala wdowa z corkami. Starsza miala 18 lat, mieszkala ze swoja matka caly czas. Pieniadze jesli juz, to do podzialu miedzy wdowe i dwie corki pana?


            >
            > Wiesz, ja gdybam, bo na dobra sprawe nic nie wiemy. Matka nie zadbala o interes
            > y swojej mlodszej corki, ale o swoja (nie meza) starsza dbala, jak piszesz, czy
            > li zlamana bolem, zrozpaczona i bezwolna wdowa nie byla...
            >

            No nie byla zlamana bolem wdowa. Wykonczona tak po ludzku sytuacja (opieka nad umierajacym czlowiekiem kilka miesiecy), ale zrozpaczona po smierci to nie...
            • tt-tka Re: A takie sprawy spadkowe 26.01.21, 10:18
              Nie, nie - piszesz skladnie, tylko coraz wiecej szczegolow wychodzi smile
              Jesli druga zona wyzbyla sie swojego (pamietam, ze mowa o komunalnym) mieszkania wychodzac za pana, to obie jej corki - i ta z pierwszego malzenstwa, i ta z panem - zakwaterowaly sie razem z nia w tym pana (komunalnym) lokum. I co dalej ? Kto w koncu w tym mieszkaniu zostal - matka, jej starsza corka czy jej mlodsza ?

              Pierwsza zona pana miala (dostala, kupila ?) swoje mieszkanie po rozwodzie i w nim takze dwojke dzieci , dobrze zrozumialam ?

              Dociekam, bo na poczatku lat 80-tych, czyli wtedy, kiedy panu sie zeszlo, mieszkanie bylo dobrem bardzo cennym, niewazne, czy wlasnosciowe, czy komunalne, wazne, ze nikt cie z niego nie mial prawa ruszyc. I z jednej strony wyzbycie sie/rezygnacja z takiego lokum byla potworna lekkomyslnoscia, to juz lepiej bylo (i praktykowalo sie to) poczekac ze slubem do pelnoletnosci starszej corki i ja tam zostawic, z drugiej postawienie sprawy "nasze mieszkanie bedzie dla jednego z dzieci, inne wyposazymy gotowkowo" tez sie praktykowalo. A w tej historii dzieci przybywa, a lokumy znikaja i pieniadze znikaja...

              Ty znasz sprawe z perspektywy tej mlodszej corki pani, tylko ? A ona wie tyle, co uslyszala od matki ? Z przyrodnimi siostrami, obiema, ma kontakt czy zadnego ? Jak ma, niech je popyta, moga wiedziec, a nawet powiedziec. Moga tez nie powiedziec, oczywiscie.

              Jesli dziewczyna (tzn juz kobieta) jest po prostu ciekawa, jak to bylo, niech wypyta zyjacych czlonkow rodziny, nie na zasadzie zglaszania pretensji, tylko z zainteresowania, ajk to bylo. Sama jestem ciekawa.
              Gdyby chciala dochodzic swoich naleznosci, to obawiam sie, ze duzo za pozno sie za to wziela i teraz pozostaje albo odpuscic, albo sklocic sie na ostro ze wszystkimi.

              Czy matka jeszcze zyje ?
              • philippa_p Re: A takie sprawy spadkowe 26.01.21, 11:21
                tt-tka napisała:

                > Nie, nie - piszesz skladnie, tylko coraz wiecej szczegolow wychodzi smile
                > Jesli druga zona wyzbyla sie swojego (pamietam, ze mowa o komunalnym) mieszkan
                > ia wychodzac za pana, to obie jej corki - i ta z pierwszego malzenstwa, i ta z
                > panem - zakwaterowaly sie razem z nia w tym pana (komunalnym) lokum. I co dal
                > ej ? Kto w koncu w tym mieszkaniu zostal - matka, jej starsza corka czy jej mlo
                > dsza ?


                Druga zona pana zostala na mieszkaniu razem z dwoma swoimi corkami, mlodsza wspolna (9 l) i starsza ze swojego pierwszego malzenstwa (21 l).

                Pierwsza zona po rozwodzie sie byla wyprowadzila, i razem z corka pana zamieszkala chyba u swoich rodzicow. Potem wyszla za maz, zamieszkala ze swoim drugim mezem i urodzila mu drugie dziecko. Oboje jej dzieci (z dwoch ojcow) mieszkalo z nia/nimi.

                Jest wiec tu w sumie czworo dzieci, juz doroslych, ale tylko dwojka dzieci zmarlego pana.


                >
                > Dociekam, bo na poczatku lat 80-tych, czyli wtedy, kiedy panu sie zeszlo, miesz
                > kanie bylo dobrem bardzo cennym, niewazne, czy wlasnosciowe, czy komunalne, waz
                > ne, ze nikt cie z niego nie mial prawa ruszyc. I z jednej strony wyzbycie sie/
                > rezygnacja z takiego lokum byla potworna lekkomyslnoscia, to juz lepiej bylo (i
                > praktykowalo sie to) poczekac ze slubem do pelnoletnosci starszej corki i ja t
                > am zostawic, z drugiej postawienie sprawy "nasze mieszkanie bedzie dla jednego
                > z dzieci, inne wyposazymy gotowkowo" tez sie praktykowalo.

                Pewnie tak sie praktykowalo w kregach z pieniedzmi, gdzie mozna bylo np dzieciom zostawic mieszkanie i samemu sie wyprowadzic. Tu w mieszkaniu zostala wdowa, plan byl raczej taki ze mlodsza corka (ta wspolna) mieszka z nia, a potem wychodzi za maz i sie wyprowadza. Starsza corka (z pierwszego malzenstwa) dostala ksiazeczke mieszkaniowa z ubezpieczenia po zmarlym ojczymie, z wkladem wystarczajacym na mieszkanie wtedy. To tak a propos dbania o interesy dzieci. Potem ta starsza corka wyjechala za granice i ksiazeczka zostala przepisana na mlodsza, rodzona corke zmarlego. Na mieszkanie juz wtedy nie starczylo, zreszta ta druga mlodsza, z Pl w koncu tez sie wyprowadzila. X lat potem byla jakas czastkowa rewaloryzacja, ale to inna historia (tez zagmatwana i w sumie nieprzyjemna).

                >
                > Ty znasz sprawe z perspektywy tej mlodszej corki pani, tylko ? A ona wie tyle,
                > co uslyszala od matki ? Z przyrodnimi siostrami, obiema, ma kontakt czy zadneg
                > o ? Jak ma, niech je popyta, moga wiedziec, a nawet powiedziec. Moga tez nie p
                > owiedziec, oczywiscie.

                Tak, z perspektywy tej mlodszej, ktora sama niewiele pamieta a sytuacje zna z opowiadan matki. Ma sporadyczny kontakt z przyrodnia siostra ze strony ojca, z druga siostra ani z matka nie.


                • philippa_p Re: A takie sprawy spadkowe 26.01.21, 11:22
                  philippa_p napisał(a):

                  Starsza corka (z pierwszego malzenstwa) dostala ks
                  > iazeczke mieszkaniowa z ubezpieczenia po zmarlym ojczymie, z wkladem wystarczaj
                  > acym na mieszkanie wtedy. To tak a propos dbania o interesy dzieci.

                  Tj starsza corka pani.
                  • hrabina_niczyja Re: A takie sprawy spadkowe 26.01.21, 13:06
                    Ale o co ty się plujesz? O książeczkę mieszkaniową? Skoro jedna miała 9 lat, a druga 21 to co miały zrobić? Zrobiły najlepiej na tamten czas, wykorzystały książeczkę, która i tak byłaby bezużyteczna dla młodszej wtedy. A że za kilkanaście lat za książeczkę młodsza nie kupiła mieszkania? Bo się wszystko zmieniło i nikt już nie kupić. Naprawdę nie rozumiem takiej wrogości do matki.
              • philippa_p Re: A takie sprawy spadkowe 26.01.21, 11:31
                tt-tka napisała:
                >
                > Dociekam, bo na poczatku lat 80-tych, czyli wtedy, kiedy panu sie zeszlo, miesz
                > kanie bylo dobrem bardzo cennym, niewazne, czy wlasnosciowe, czy komunalne, waz
                > ne, ze nikt cie z niego nie mial prawa ruszyc. I z jednej strony wyzbycie sie/
                > rezygnacja z takiego lokum byla potworna lekkomyslnoscia, to juz lepiej bylo (i
                > praktykowalo sie to) poczekac ze slubem do pelnoletnosci starszej corki i ja t
                > am zostawic, z drugiej postawienie sprawy "nasze mieszkanie bedzie dla jednego
                > z dzieci, inne wyposazymy gotowkowo" tez sie praktykowalo. A w tej historii dzi
                > eci przybywa, a lokumy znikaja i pieniadze znikaja...
                >

                Doczytalam co napisalas o rezygnacji z mieszkania przez pania i wprowadzeniu sie do pana. Otoz pani zaszla w ciaze, co niejako przyspieszylo slub wink Zreszta starsza corka pani miala z 10-11 lat kiedy pani poznala pana, wiec do pelnoletnosci jeszcze kawalek.
                • hrabina_niczyja Re: A takie sprawy spadkowe 26.01.21, 13:07
                  Pani sama się nie zapyliła jak już z usmieszkiem przekąsu rozmawiamy.
                  • philippa_p Re: A takie sprawy spadkowe 26.01.21, 15:14
                    Radze nauczyc sie czytac ze zrozumieniem, wzglednie wylaczyc doplyw jadu. Przekas tylko ty tam widzisz.
        • aqua48 Re: A takie sprawy spadkowe 26.01.21, 09:40
          W tej sytuacji można zrobić dwie rzeczy - zacząć dochodzić kto komu i dlaczego nie, co po 40 latach będzie trudne, żmudne i niczego pewnego człowiek się raczej nie dowie, a dołoży sobie problemów, zgryzot i wrogów. A dodatkowo mogą wyjść na jaw nieciekawe sprawy dotyczące bliskich (rodziców).
          Lub położyć krzyżyk na całej sprawie i żyć dalej swoim życiem uznając że to przeszłość, na decyzje podjęte wówczas nie miało się żadnego wpływu, a majątków najlepiej dorabiać się samemu i samemu o nich decydować.
    • irma223 Re: A takie sprawy spadkowe 26.01.21, 10:40
      Pieniądze, które na początku lat 80-tych były może nawet i wielkie, w połowie lat 80-tych były niziutkie, a w 1989 - 1990 stawały się równowartością paczki zapałek.
      Duża bułka kosztowała w 1980 roku 90 gr. (starych groszy!). W 1989 r. cena chleba po uwolnieniu cen nagle skoczyła z 20 zł / 1kg bochenek na 50 zł/1 kg bochenek, a za kilka tygodni już 120 zł/1 kg bochenek. W 1991 r. mała paczuszka kawy mielonej kosztowała 13.000 zł (trzynaście tysięcy złotych). W 1995-1996 dokonała się denominacja, czyli wprowadzono nową złotówkę o wartości 10.000 starych złotych. Dzisiejsza bułka o wartości 90 gr ma tak naprawdę wartość starych 9.000 zł (dziewięciu tysięcy starych złotych). W 1980 roku to była doskonała jednomiesięczna pensja lub trzy pensje kogoś bardzo mało zarabiającego. A dzisiaj jedna bułeczka.

      Można mieć żal do stryja, ale nominalnie z tamtych pieniędzy nic nie uzyska.
      • philippa_p Re: A takie sprawy spadkowe 26.01.21, 11:25
        A dzieki za rozpiske, to faktycznie zmienia nieco sprawy. Z drugiej strony nie iwadomo, jak te pieniadze by zostaly zaopiekowane, czy po prostu pozostawionen na ksiazeczce osczednosciowej czy cos innego. Ani jak ten wujek z nich skorzystal (oprocz tego, ze wkrotce potem zrezygnowal z etatu).
      • tt-tka Re: A takie sprawy spadkowe 26.01.21, 11:25
        Nawet przed 89, na rynku bylo wiecej pieniedzy, a niedobor towarow i ludzie uciekali od pieniadza na rzecz bardziej wartosciowych dobr smile
        w 87 kilo wedliny z karkowki kosztowalo 1400 ! przy przecietnym miesiecznym wynagrodzeniu 29184. czyli miesieczna srednia pensja to rownowartosc mniej wiecej 21 kilogramow baleronu. W 83 baleron byl slabo osiagalny, ale ponad trzykrotnie tanszy, a srednia pensja dwukrotnie nizsza. Sila nabywcza pieniadza malala z kazdym rokiem.

        tylko przez dziesieciolecie, jeszcze przed denominacja, i przed zmiana ustroju przecietna placa z 6040 (80 r.) skoczyla do 206 758 (89r.), a do 1 029 639 w 1990. Pieniadz katastrofalnie traci na wartosci (w przeciwienstwie do mieszkan)
        • tt-tka Re: A takie sprawy spadkowe 26.01.21, 11:28
          ...pardon, ucieklo - jak z powyzszego wynika, kilkaset tysiecy z wczesnych lat osiemdziesiatych nie na dlugo by wujkowi wystarczyly, jezeli przestal pracowac i zarobkowac. Chyba ze nie przestal i prace etatowa zmienial na inna.

          PS komu przypadla pasieka ?
          • tt-tka Re: A takie sprawy spadkowe 26.01.21, 11:36
            Dowcip z przelomu 1989/90 mi sie przpomnial
            - No to ja juz jestem milionerem. Wlasnie sie nim stalem - oswiadcza Franus, wiec towarzystwo proponuje, zeby postawil litra z tej okazji, jest co oblac ! Franus wyciaga kalkulatorek. liczy, po czym oswiadcza zafrasowany - nie moge. Jak kupie litra, to przestane byc.
          • philippa_p Re: A takie sprawy spadkowe 26.01.21, 11:44
            tt-tka napisała:

            > ...pardon, ucieklo - jak z powyzszego wynika, kilkaset tysiecy z wczesnych lat
            > osiemdziesiatych nie na dlugo by wujkowi wystarczyly, jezeli przestal pracowac
            > i zarobkowac. Chyba ze nie przestal i prace etatowa zmienial na inna.

            A tego nie wiem. Mogl przeciez zalozyc dzialalnosc gosp. Z tego co wiem, powiedzial, ze przestal pracowac.
            >
            > PS komu przypadla pasieka ?
            >

            Wdowie, zostala szybko sprzedana za niewielkie pieniadze, bo pani chcia sie pozbyc klopotu.
            • hrabina_niczyja Re: A takie sprawy spadkowe 26.01.21, 13:10
              Kłopotu? A co miała zrobić samotna matka 2 dzieci z pasieka? Pszczoły chofować? Ty jesteś tak agresywnie i negatywnie nastawiona na tą kobietę, że aż mi wszystko trzeszczy.
              • philippa_p Re: A takie sprawy spadkowe 26.01.21, 15:23
                Czy ja gdzies napisalam, ze wdowa miala sie zajac pszczolami? Po raz kolejny, wlacz rozumienie tekstu czytanego.

                A agresja plujesz ty, zreszta w kolejnym watku. Masz cholernie przykry sposob komunikowania sie.
          • 12gram Re: A takie sprawy spadkowe 26.01.21, 15:35
            Pamiętam jak stałam na taborecie i z ciekawości przeliczałam kasę jaka była schowana w kopercie w górnej szafce - pensja jaką ojciec przyniósł do domu. I jaka byłam dumna że zarabia już milion złotych...
            • philippa_p Re: A takie sprawy spadkowe 26.01.21, 15:41
              Taa, wtedy wszyscy byli milionerami smile
      • riki_i Re: A takie sprawy spadkowe 26.01.21, 11:54
        Uwielbiam takie wątki. Rozkminy na poważnie, po 40 latach (!), czy może by, cholercia, czegoś się nie dało uszczknąć z jakiejś zaprzeszłej kasy. W międzyczasie była hiperinflacja, zmiana ustroju, reformy Balcerowicza, denominacja.... ale nie! twardo niuchamy, bo przecie mnie bidnej poszkodowanej się należy !!!

        Jeszcze lepszy był wątek, gdzie pani miała dziecko z panem, absolutne zero kontaktu przez xx lat, pan niepracujący, menelowaty itd. Pani dowiedziała się skądś, że umarł i dalej rozpytywać na forum, a jaka to renta rodzinna się należy, a jakie składki OFE się należą, a jakie subkonto ZUS się należy, a jakie odszkodowanie za śmierć pana się należy - i tak dalej , i tak dalej. Całe wielkie śledztwo było na forumie, 200 postów co najmniej, a finał od początku oczywisty - za śmierć bezrobotnego od lat niepracującego, nieubezpieczonego, zadłużonego, nie posiadającego absolutnie nic, "ni_dy_rydy" wyciągnąć czegokolwiek. Ale forumka aktywna jak ten pies gończy, latami w dupie centralnie tego gościa miała, jednak jak umarł to z energią pułku wojska będzie dociekać, a co by tu qrwa można było ugrać na tej śmierci. No i niepocieszona wielce, że dokładnie NIC.
        Oczywiście docieka nie dla siebie, tylko dla tej biednej dzieciny, co ją spłodziła z tym menelowatym panem (oczywiście wtedy, jak jeszcze wcale nie był menelowaty, tylko piękny, młody i świetnie się zapowiadający. 20 lat temu? - pyta forum. No dziwnie nie, bo dziecię całkiem małe jeszcze... big_grin big_grin big_grin).

        Wracając do bieżącego wątku. Jak bardzo trzeba mieć zryty łeb, aby sądzić, że da się wyciągnąć cokolwiek z pieniędzy na koncie zawłaszczonych 40 lat temu? Przecież chyba nawet największy kretyn rozumie to, że w takich przypadkach konieczna jest sprawa sądowa. A pomijając przedawnienie, byłby to oczywisty bój o "złote kalesony" (dzisiejsza wartość tego konta to kilka złotych, fortuna straciła wszelką wartość po niecałych 10 latach).

        I jeszcze. Numer pod tytułem "opitolenie konta zmarłego przez osobę z rodziny z pełnomocnictwem bankowym" znam z autopsji i nawet opisywałem kiedyś na forum. Brat mojego wujka wyciął rodzinie taki numer. To są z definicji sprawy absolutnie beznadziejne. Jeśli wyjęcie forsy nastąpiło dzień-dwa przed śmiercią, czy nawet w dniu śmierci, udowodnienie działania w złej wierze jest bardzo trudne. Poza tym te pieniądze natychmiast się rozpływają, a osoba która kradnie często posiada niewiele, więc trudno na poważnie rozpatrywać jej windykowanie. W żadnej znanej mi sprawie tego typu nie doszło do etapu sądowego, a rodzina pogodziła się z działaniami "złodzieja". Life (copyright by bi_scotti).
    • annajustyna Re: A takie sprawy spadkowe 26.01.21, 11:42
      Ad. 2 Pod koniec lat 80. gospodarkę mogła dziedziczyć tylko osoba, która na nim została.
      • philippa_p Re: A takie sprawy spadkowe 26.01.21, 11:46
        Ok, dzieki nie wiedzialam
        • annajustyna Re: A takie sprawy spadkowe 26.01.21, 11:59
          Było to o tyle perfidne, że nawet jak było kilkoro dzieci i wszystkie poszły "do miasta", to gospodarka przechodziła na skarb państwa.
          • tt-tka Re: A takie sprawy spadkowe 26.01.21, 13:03
            O ile zadne z dzieci nie zadeklarowalo powrotu na gospodarke, po przyspieszonych kursach rolniczych smile

            Wdowie przypadla pasieka, rzecz o wiele bardziej wartosciowa i dochodowa niz pieniadze na koncie (wowczas). Nie zostala z niczym. Corkom pana przypadaloby po jednej szostej jego majatku, ale byc moze nie bylo o co walczyc, skoro byla zona tez nie dochodzila spadku naleznego corce, ani sama corka (ubezpieczenie nie jest spadkiem).

            W ogole dziwne jakies uklady w tej rodzinie i chyba nie za ciekawe. Zero kontaktu z matka i jedna z siostr... nie opieralabym zadnych oczekiwan na "uslyszanym od matki w dziecinstwie".
            • philippa_p Re: A takie sprawy spadkowe 26.01.21, 15:29
              A owszem, nieciekawe relacje, duzo by pisac. Zgadzam sie jednak, ze w tej sprawie wiecej jest znakow zapytania niz odpowiedzi.

              Pasieka z pewnoscia bardziej dochodowa z perspektywy czasu, natomiast dla kobiety z 9-latka (21-latki nie licze, bo to jednak dorosla osoba), ktora nigdy wczesniej sie tym nie zajmowala, to raczej klopot. Nadawala sie do sprzedazy, wiec zostala sprzedana wtedy, za ulamek wartosci tamtego konta.
              • tt-tka Re: A takie sprawy spadkowe 26.01.21, 15:47
                philippa_p napisał(a):

                > A owszem, nieciekawe relacje, duzo by pisac. Zgadzam sie jednak, ze w tej spraw
                > ie wiecej jest znakow zapytania niz odpowiedzi.
                >
                > Pasieka z pewnoscia bardziej dochodowa z perspektywy czasu, natomiast dla kobie
                > ty z 9-latka (21-latki nie licze, bo to jednak dorosla osoba), ktora nigdy wcze
                > sniej sie tym nie zajmowala, to raczej klopot. Nadawala sie do sprzedazy, wiec
                > zostala sprzedana wtedy, za ulamek wartosci tamtego konta.

                Tzn. ktos widzial kwity, czy to jest to, co matka opowiadala ? Bo ulamek wartosci konta to byloby jakies 100-200 tys. max., smieszna cena. Mozna bylo wydzierzawic, mozna bylo sprzedac lepiej, nawet w zwiazku pszczelarzy znalazlaby chetnych, tym bardziej ze jak pisalam, ludzie wtedy uciekali od pieniadza. Czy w ogole cala wiedza corki w temacie pochodzi od matki ?

                Ale rzeczywiscie pytan i bladzenia we mgle coraz wiecej, odpowiedzi nie ma i pewnie nie bedzie.
                O co chodzi tej corce ? Chce sie dowiedziec, czy wycyckala ja rodzina ojca, czy wlasna matka, czy woli nic nie wiedziec i nie ruszac tematu ?
                • philippa_p Re: A takie sprawy spadkowe 26.01.21, 16:48
                  tt-tka napisała:

                  > Tzn. ktos widzial kwity, czy to jest to, co matka opowiadala ? Bo ulamek wartos
                  > ci konta to byloby jakies 100-200 tys. max., smieszna cena. Mozna bylo wydzierz
                  > awic, mozna bylo sprzedac lepiej, nawet w zwiazku pszczelarzy znalazlaby chetny
                  > ch, tym bardziej ze jak pisalam, ludzie wtedy uciekali od pieniadza. Czy w ogol
                  > e cala wiedza corki w temacie pochodzi od matki ?

                  Ulamek wartosci od paru setek tysiecy zl to pare tys, a nie 100-200 tys. I fakt, ze wszystko to co wiadomo pochodzi od matki. Swojego czasu mowiono o tym w tamtym towarzystwie duzo - zreszta nadal sie wspomina, zawsze w kontekscie zlej rodziny pana i biednej wdowy, co tyle stracila. A w sumie to faktycznie nie wiadomo, jak naprawde bylo
                  >
                  > Ale rzeczywiscie pytan i bladzenia we mgle coraz wiecej, odpowiedzi nie ma i pe
                  > wnie nie bedzie.
                  > O co chodzi tej corce ? Chce sie dowiedziec, czy wycyckala ja rodzina ojca, czy
                  > wlasna matka, czy woli nic nie wiedziec i nie ruszac tematu ?
                  >

                  I to jest chyba najlepsze pytanie z tych wszystkich.
                  • tt-tka Re: A takie sprawy spadkowe 26.01.21, 18:26
                    philippa_p napisał(a):

                    > Ulamek wartosci od paru setek tysiecy zl to pare tys, a nie 100-200 tys.

                    No nie, ulamek to np 1/3, jedna trzecia od 300tys. to akurat 100 tys. Ale i tak nie wiemy przeciez, o czym mowa, ani ile rzeczywiscie bylo na koncie, ani ile byla warta pasieka, ani za ile matka ja sprzedala. Bo zadnych papierow corka, jak rozumiem, nigdy nie widziala, nawet ostatnich wyciagow z konta...


                    A I fakt
                    > , ze wszystko to co wiadomo pochodzi od matki. Swojego czasu mowiono o tym w ta
                    > mtym towarzystwie duzo - zreszta nadal sie wspomina, zawsze w kontekscie zlej r
                    > odziny pana i biednej wdowy, co tyle stracila.

                    W tamtym towarzystwie, to znaczy ?

                    A
                    > > O co chodzi tej corce ? Chce sie dowiedziec, czy wycyckala ja rodzina ojc
                    > a, czy
                    > > wlasna matka, czy woli nic nie wiedziec i nie ruszac tematu ?
                    > >
                    >
                    > I to jest chyba najlepsze pytanie z tych wszystkich.

                    bez odpowiedzi...
                    • irma223 Re: A takie sprawy spadkowe 26.01.21, 20:12
                      tt-tka napisała:

                      > philippa_p napisał(a):
                      >
                      > > Ulamek wartosci od paru setek tysiecy zl to pare tys, a nie 100-200 tys.
                      >
                      > No nie, ulamek to np 1/3, jedna trzecia od 300tys. to akurat 100 tys. Ale i tak
                      > nie wiemy przeciez, o czym mowa, ani ile rzeczywiscie bylo na koncie, ani ile
                      > byla warta pasieka, ani za ile matka ja sprzedala. Bo zadnych papierow corka, j
                      > ak rozumiem, nigdy nie widziala, nawet ostatnich wyciagow z

                      Stare 100 tys. zł to w 1980 r. byłoby 10 dobrych pensji, w 1985 r. pięć średnioniskich pensji, na jesieni 1989 r. stanowiło chyba najniższą pensję, w 1991 r. to była równowartość 20 zapiekanek z serem i pieczarkami, w 1993 r. równowartość 10 porcji frytek nad morzem, w 1994 r. równowartość ulgowego miesięcznego biletu MPK na okaziciela, a od 1995 stanowi równowartość dzisiejszych 10 PLN.
                    • philippa_p Re: A takie sprawy spadkowe 27.01.21, 12:02
                      tt-tka napisała:

                      > No nie, ulamek to np 1/3, jedna trzecia od 300tys. to akurat 100 tys. Ale i tak
                      > nie wiemy przeciez, o czym mowa, ani ile rzeczywiscie bylo na koncie, ani ile
                      > byla warta pasieka, ani za ile matka ja sprzedala. Bo zadnych papierow corka, j
                      > ak rozumiem, nigdy nie widziala, nawet ostatnich wyciagow z konta...
                      >

                      Ok, bez czytania w myslach trudno wiedziec co druga osoba miala na mysli wink Ale zgadzam sie, ze cala ta sprawa to wspomnienia corki z dziecinstwa i/lub opowiesci wdowy, a kwitow nikt nie widzial (o ile w ogole byly, a nie "na reke"). Bez wzgledu na to, ile wdowa dostala za pasieke, to sie nie oblowila, bo cienko potem przedla. Wiec nie kokosy.

                      >
                      > W tamtym towarzystwie, to znaczy ?

                      Przyjaciol i rodziny. Jeszcze niedawno byl temat konta po zmarlym i wujka..

                      >
                      > A
                      > > > O co chodzi tej corce ? Chce sie dowiedziec, czy wycyckala ja rodzi
                      > na ojc
                      > > a, czy
                      > > > wlasna matka, czy woli nic nie wiedziec i nie ruszac tematu ?
                      > > >
                      > >
                      > > I to jest chyba najlepsze pytanie z tych wszystkich.
                      >
                      > bez odpowiedzi...
                      >

                      No tak, ale to jest otwarte forum...
                      • tt-tka Re: A takie sprawy spadkowe 27.01.21, 12:12
                        philippa_p napisał(a):

                        > Ok, bez czytania w myslach trudno wiedziec co druga osoba miala na mysli wink Al
                        > e zgadzam sie, ze cala ta sprawa to wspomnienia corki z dziecinstwa i/lub opowi
                        > esci wdowy, a kwitow nikt nie widzial (o ile w ogole byly, a nie "na reke"). Be
                        > z wzgledu na to, ile wdowa dostala za pasieke, to sie nie oblowila, bo cienko p
                        > otem przedla. Wiec nie kokosy.

                        Nie tylko o to chodzi, ile dostala na reke, choc tego tez nie wiemy (nikt poza nia, zdaje sie, nie wie). Czemu nie upomniala sie o zachowek dla corki ? Czemu nie wystapila o ustalenie spadku po zmarlym, a jesli wystapila, to czemu tych papierow nikt nie widzial ?
                        Cienko przedla potem, bo to byl czas, gdy pieniadz lecial na pysk w bardzo szybkim tempie, co powyzej kilkakrotnie podano. Nawet milion z roku, dajmy na to, 85 to w 90 byla juz tylko srednia miesieczna pensja.


                        >
                        > >
                        > > W tamtym towarzystwie, to znaczy ?
                        >
                        > Przyjaciol i rodziny. Jeszcze niedawno byl temat konta po zmarlym i wujka..


                        Ale przyjaciele i rodzina tez znaja tylko wersje matki czy znaja fakty, widzieli dokumenty ? Bo o to pytalam - czy zrodlem wiedzy corki jest tylko to co matka mowi ? Niewazne, czy corce, czy tez znajomym i rodzinie.


                        > > > I to jest chyba najlepsze pytanie z tych wszystkich.
                        > >
                        > > bez odpowiedzi...
                        > >
                        >
                        > No tak, ale to jest otwarte forum...

                        Ja nie o tym, ze nie mozna pisac smile, tylko ze nie wiemy, o co chodzi corce.
                        • irma223 Re: A takie sprawy spadkowe 27.01.21, 12:27
                          tt-tka napisała:

                          > Nawet milion z roku, dajmy na to, 8
                          > 5 to w 90 byla juz tylko srednia miesieczna pensja.

                          Zależy w którym miesiącu. Ja na początku 1990 roku dostawałam jeszcze niewieleset tysięcy złotych.
                          • tt-tka Re: A takie sprawy spadkowe 27.01.21, 12:31
                            A pod koniec ?
                            • irma223 Re: A takie sprawy spadkowe 27.01.21, 14:41
                              Owszem. Co miesiąc to wielokrotność wypłaty w poprzednim miesiącu. Ale i rachunki rosły szalenie.
                        • philippa_p Re: A takie sprawy spadkowe 27.01.21, 13:05
                          tt-tka napisała:

                          > Nie tylko o to chodzi, ile dostala na reke, choc tego tez nie wiemy (nikt poza
                          > nia, zdaje sie, nie wie). Czemu nie upomniala sie o zachowek dla corki ? Czemu
                          > nie wystapila o ustalenie spadku po zmarlym, a jesli wystapila, to czemu tych p
                          > apierow nikt nie widzial ?

                          To sa bardzo dobre pytania, ale ja nie znam na nie odpowiedzi. Oficjalnie po smierci meza dostala ubiezpieczenie plus miala tyle co ze sprzedazy pasieki (podobno kilka tys, zadne kwoty rzedu 100-200 tys) i jakichs pewnie rzeczy po nim, moze narzedzi itp. Sprawa jest tym dziwniejsza, ze miala (znowu podobno) oferowana pomoc prawna, za darmo, w sprawie tego konta. Pracowala wtedy w prokuraturze i szef (prokurator) podobno jej pomoc w prowadzeniu sprawy proponowal. Ona nie chciala, zostawila to tak jak bylo. Nie wiem, ze wspanialomyslnosci czy ze zmeczenia? Im wiecej o tym pisze, tym wiecej sama mam watpliwosci co do tego, co sie faktycznie wydarzylo, a co moze byc konfabulacja.

                          > Cienko przedla potem, bo to byl czas, gdy pieniadz lecial na pysk w bardzo szyb
                          > kim tempie, co powyzej kilkakrotnie podano. Nawet milion z roku, dajmy na to, 8
                          > 5 to w 90 byla juz tylko srednia miesieczna pensja.

                          > >
                          > > Przyjaciol i rodziny. Jeszcze niedawno byl temat konta po zmarlym i wujka
                          > ..
                          >
                          > Ale przyjaciele i rodzina tez znaja tylko wersje matki czy znaja fakty, widziel
                          > i dokumenty ? Bo o to pytalam - czy zrodlem wiedzy corki jest tylko to co matk
                          > a mowi ? Niewazne, czy corce, czy tez znajomym i rodzinie.
                          >

                          Nie wiem, moze tylko slowa wdowy a moze cos widzieli. Choc nie wspominali nic o dokumentach. Z drugiej strony, sama pokazywalabys dokumenty przyjaciolom/rodzinie albo jako przyjaciolka chcialabys widziec? Corka miala 9 lat, wiec pewnie jej by nie pokazywala.


                          > > > > I to jest chyba najlepsze pytanie z tych wszystkich.
                          > > >
                          > > > bez odpowiedzi...
                          > > >
                          > >
                          > > No tak, ale to jest otwarte forum...
                          >
                          > Ja nie o tym, ze nie mozna pisac smile, tylko ze nie wiemy, o co chodzi corce.
                          >
                          • tt-tka Re: A takie sprawy spadkowe 27.01.21, 14:28
                            philippa_p napisał(a):



                            > To sa bardzo dobre pytania, ale ja nie znam na nie odpowiedzi.

                            Domyslam sie smile
                            to sa pytanie, ktore powinna zadac corka, matce i sobie


                            > Im wiecej o tym pisze, tym wiecej sama mam watpliwosci co do tego, co s
                            > ie faktycznie wydarzylo, a co moze byc konfabulacja.

                            No otoz...





                            >
                            > Nie wiem, moze tylko slowa wdowy a moze cos widzieli. Choc nie wspominali nic o
                            > dokumentach. Z drugiej strony, sama pokazywalabys dokumenty przyjaciolom/rodzi
                            > nie albo jako przyjaciolka chcialabys widziec? Corka miala 9 lat, wiec pewnie j
                            > ej by nie pokazywala.
                            >

                            Gdybym szukala ich pomocy, to oczywiscie pokazalabym. Gdybym chciala sie tylko poskarzyc, to mozna bez pokazywania, ale wtedy, jako osoba, ktorej pokazuja lub nie, albo bym doradzila (najpewniej prawnika), albo pocieszalabym ni cholehy nie wierzac.
                            Doroslej juz, pelnoletniej corce pokazalabym na pewno. Gdyby bylo co pokazac.
                            • philippa_p Re: A takie sprawy spadkowe 27.01.21, 20:25
                              tt-tka napisała:

                              >
                              > Domyslam sie smile
                              > to sa pytanie, ktore powinna zadac corka, matce i sobie
                              >
                              >
                              Podejrzewam ze sobie zadaje. A matce moze byc trudno zadac to pytanie, nie tylko z oczywistego powodu, ze nie maja kontaktu. Matka nie jest osoba, ktora chetnie podaje informacje mogace ja obciazyc. Idealny imidz przede wszystkim, chocby kosztem corki np.


                              > Gdybym szukala ich pomocy, to oczywiscie pokazalabym. Gdybym chciala sie tylko
                              > poskarzyc, to mozna bez pokazywania, ale wtedy, jako osoba, ktorej pokazuja lub
                              > nie, albo bym doradzila (najpewniej prawnika), albo pocieszalabym ni cholehy n
                              > ie wierzac.
                              > Doroslej juz, pelnoletniej corce pokazalabym na pewno. Gdyby bylo co pokazac.
                              >
                              >
                              No coz, z tego co wiem, to ani rodzina/przyjaciele nie wspomnieli o zadnych dokumentach, ani corka zadnych nie widziala...
    • lena.113 Re: A takie sprawy spadkowe 26.01.21, 17:53
      Chwileczkę,ale ta corka ,jeżeli chodzi o majątek dziadków, skoro nie została powiadomiona o ich śmierci, może wystąpić o zachowek
      Jeżeli to było gospodarstwo rolne ,dom to dostanie go
      Warto udać się do adwokata ,ma 5 lat od momentu kiedy dowiedziala się o śmierci babci czy spadkodawcy
      Należy jej się i powinna to zrobić
      Brat,cóż,to przestępstwo ze dysponował kontem po śmierci jej ojca,to były pieniądze nawet wchodzące w majątek małżonków,polowa tego co na koncie nalezalo do jej matki,rozwodu nie było, druga połowa dzielona na 3 osoby:matkę,ja i jej przyrodnia siostrę
      Bratu nalezalo się okrągłe 0 ,to ze mial pelnomocnictwo do konto nic tutaj nie znaczy...chyba ze byl testament ojca
      • mae224 Re: A takie sprawy spadkowe 27.01.21, 17:25
        Jeśli o śmierci dziadków dowiedziała się z naszej klasy w pierwszej dekadzie lat 2000, to dawno czas minął.
        • philippa_p Re: A takie sprawy spadkowe 27.01.21, 20:18
          Tak, dokladnie
Pełna wersja