kermicia
28.01.21, 20:37
Historyjka z bliskiego podwórka.
Trzecia albo czwarta randka, pan zaprosił na sushi do lokalu. Obie strony chyba wiedzą, że okoliczności po kolacji będą być może sprzyjające pierwszemu seksowi, u pani w domu (bo wyraźnie powiedziała, że dziecko u ojca w ten weekend i chata wolna). Umówieni na 18 pod jej domem, mają jechać stamtąd razem taksówką do knajpy, potem (w domyśle) z powrotem razem do niej.
Około południa w dniu spotkania pani pisze do pana, że ma obsuwkę w pracy i nie wyrobi się na 18, więc czy mogą przesunąć spotkanie na 19 (a rezerwację pewnie na 19:30), wtedy będzie mogła zejść gotowa do taxi. OK. Pani więc przygotowuje się od około 18, myje włosy, makijaż itp. O 18:30 telefon - pan u bram

I, co gorsza, chce dzwonić domofonem i wchodzić do niej na górę, bo ma wino (na później) i kwiaty (to się okazało potem) i chciałby je zostawić, a nie targać do knajpy. Pani w majtkach i z jednym okiem pomalowanym.
Pytanie: CO ROBI EMATKA?
Pani opierdololo pana, że nie po to przesuwa na 19, żeby o 18:30 być gotowa i to jeszcze gotowa na zaproszenie go do domu (pierwszy raz w ich znajomości). Pan, żeby się nie wygłupiała, bo on przyszedł pieszo i co ma zrobić pod domem pół godziny. Pani, że nie wie, niech sobie pochodzi, ona będzie gotowa na 19. Chwilę przed udało jej się ogarnąć, dom też (na ew. późniejszą wizytę) i zeszła. Pan stał z winem i bukietem jak debil. Dobrze, że jeszcze ciepło wtedy było

Zadowolony nie był, ona też.