huang_he
30.01.21, 12:34
Jest źle, a nawet gorzej. Przez pół godziny potrafię stracić chyba pół litra krwi w postaci wodno-skrzepowej (przy czym skrzepy są takie, że mogłabym je podawać jako kotlet schabowy). Tzn. jest normalny okres, potem te pół godziny i już dalej normalny okres. I tak co miesiąc, tzn. czasem lżej, a czasem (jak dzisiaj) tragedia i po tym krwawieniu ledwo żyję.
U gina byłam rok temu, badania ok, cyto ok. Zaproponowała hormony, których nie chciałam (wówczas, gdyż libido spada do zera i psychicznie ich nie znoszę). Nie chcę żadnych wkładek domacicznych. Tzn. nie chciałabym, ale jak będzie trzeba, to się chyba zdecyduję, aczkolwiek... No nie chcę.
Czy któraś to miała i zwalczyła inaczej niż hormonami?