panna.w.paski
02.02.21, 12:08
Na fali wątków politycznych z ostatnich dni zastanawiam się dlaczego Polska nie ma szans na sensowną opozycję wobec PIS-u i czemu nie widać na naszej scenie politycznej kobiet.
W czym lepsze są/były kraje anglosaskie, że udało im się mieć u steru Kamalę, Jacindę a w przeszłości bodaj Margaret Thatcher? Czy jest u nasz szansa na rodzimą Angelę albo Ernę - biorąc przykłady z krajów Europy?
Oczywiście, zdaję sobie sprawę z różnic w świadomości politycznej wyborców, sposobu funkcjonowania państwa, innej dojrzałości demokracji (o ile w Polsce można jeszcze o niej mówić) - ale czy rzeczywiście zwykły John Smith miał rzeczywisty wpływ na to, że u nich jest Jacinda a u nas dwie Beaty?
Ktoś kiedyś powiedział, że Polska to kraj z dykty i Polacy mają dokładnie to, na co zasługują. A jednocześnie czuję dysonans bo w mojej bańce jest mnóstwo mądrych, zaradnych, stanowiących o sobie kobiet - a to nie przekłada się na udział i szanse przedstawicielek naszej płci w drodze na najwyższe stanowiska w kraju.
Chodzę na wybory, jak najczęściej wybieram kompetentne kobiety jako moje przedstawicielki, jestem zaangażowaną obywatelką. Staram się uczciwie pracować i zapewnić swojej rodzinie i dzieciom przyszłość w tym kraju. Czy ja i tysiące mi podobnych doczekamy się kiedyś sensownych ludzi na listach wyborczych, na których będziemy mogli zagłosować z pełnym przekonaniem i które będą miały szansę na zwycięstwo?
Tak mi się po ludzku smutno zrobiło bo nie chcę urządzać się w d..pie, którą gotuje nam PIS i KK, a nie widzę szansy na rozwiązanie - poza emigracją.