arista80
05.02.21, 10:51
A więc w moim regionie podano do wiadomości, że poddano analizie próbkę zaszczepionych szczepionką Pfizera (około 4000 osób). Na te 4000 osób, 208 osób zaraziło się wirusem po pierwszej dawce, natomiast 12 osób po drugiej dawce. I teraz dyrektor regionalny ds. zdrowia twierdzi, że to bardzo ładne numery i szczepionka działa, natomiast jakiś lekarz powiedział, że wcale nie jest zadowolony z tego wyniku. Tłumaczył to mniej więcej w taki sposób: 4000 osób to mała próbka, więc jakby wziąć pod uwagę większą część społeczeństwa, liczby te byłyby na pewno wyższe. Po drugie w tej chwili zaszczepieni to personel medyczny, sanitarny i podopieczni domów opieki, czyli osoby z racji zawodu, którzy w sposób szczególy muszą stosować się do covidowych obostrzeń i przestrzegać środków ochrony oraz ludzie bardzo zaawansowani wiekiem, schorowani, nieaktywni i odizolowani od społeczeństwa (nie mogą więc być nośnikami wirusa). A co będzie jak zaczną szczepić się osoby młodsze, aktywne zawodowo i społecznie, nie zawsze przestrzegający środków ochrony? Wtedy liczby zakażeń pomimo drugiej dawki mogą wzrosnąć jeszcze bardziej. Plus należy mieć na uwadze dzieci i młodzież do 16 roku życia, która póki co nie może być poddana szczepieniu oraz osoby, które otrzymały tylko jedną dawkę i wystąpiły u nich dość mocne reakcje uboczne nie pozwalające na otrzymanie drugiej dawki (to ok. 7000 osób - jest prowadzony rejestr).
Tak więc jego zdaniem, szczepionka, owszem to dobre narzędzie do walki z covidem, ale to jedno z narzędzi, obok lekarstw i środków ochrony, a nie droga do wybawienia. I mowa o Pfizerze, ponoć tej jdnej z najbardziej skutecznych, a jak będzie np. po AstraZeneka?
Co wy sądziccie o takim wyniku?