jehanette
19.02.21, 11:31
Znacie historie o ludziach, którzy od wiosny siedzą w domu, nie kontaktują się z ludźmi, noszą te wszystkie maski, do sklepu chodzą raz na tydzień i robią kwarantannę płatkom śniadaniowym. Pojawiają się też historie, jak to ten i ów tak właśnie żyje, a złapał wirusa i teraz leży pod respiratorem.
Ja mam dziecko 1-3 w szkole, spotykam się z ludźmi od czasu do czasu, dziecko też od kwietnia regularnie spotyka się ze znajomymi i z ich rodzeństwem przedszkolnym, jeżdżę komunikacją miejską, chodzę na basen, na łyżwach byłam jak działały ślizgawki, maski na ulicy nie noszę (a w pomieszczeniach tylko komin), covida nie złapałam.
Może... zupełne odcięcie się od ludzi i brak normalnej stymulacji układu odpornościowego przez kontakt z wirusami sprawia, że potem takiego piwniczaka może faktycznie załatwić ten jeden zbłąkany wirusik na klatce schodowej?