W Teksasie ratują zwierzęta, a ludzie umierają

    • cegehana Re: W Teksasie ratują zwierzęta, a ludzie umieraj 20.02.21, 12:40
      W przyrodzie panuje prawo popytu i podaży, choć łatwo o tym zapomnieć jesteśmy częścią tej przyrody. Tak się składa że mamy przeludnienie i bardzo zniszczone środowisko a więc nic dziwnego że ludzie odczuwają przyrodę jako coś cennego. Inaczej by było gdyby ta matka z chorą córką była jedną z nielicznych ocalonych w pustym mieście np. po wojnie.
      • mharrison Re: W Teksasie ratują zwierzęta, a ludzie umieraj 20.02.21, 17:59
        Rzeczywiście świat staje na głowie. Potrzeby biznesów ojca muchomorka i propagandowej telewizji pisowskiej są znacznie ważniejsze niż polscy pacjenci onkologiczni czy małoletni pacjenci psychiatryczni. O dzieciach z rzadkimi chorobami genetycznymi nie wspominając.
    • hamerykanka Re: W Teksasie ratują zwierzęta, a ludzie umieraj 20.02.21, 16:16
      To ja z checia uratuje przystojnego pana w srednim wieku, bez nalogow, z dobra praca i wyglednego....
    • hanusinamama Re: W Teksasie ratują zwierzęta, a ludzie umieraj 20.02.21, 18:55
      Jedno drugiemu raczej nie przeszkadza...poza tym każdy pomaga jak chce. Nie ma chyba obowiązku pomagać. Jeden pomoże ludziom,inny zwierzętom. Najbardziej mnie śmieszy jak krytykuje osoba..która sama nic w tym kierunku nie robi. Ale wie lepiej jak ja powinnam spożytkować mój osobisty czas i moje pieniądze.
    • ultimate.strike Re: W Teksasie ratują zwierzęta, a ludzie umieraj 20.02.21, 19:31
      Zacznijmy od tego, że finansowanie leczenia ludzi powinno byc rozwązane systemowo. W Europie zazwyczaj jest, w USA wlaściwie nigdy, żeby wspomnieć wielką, ogólnoświatową zbiórkę na leczenie Chucka Schuldinera.
    • taki-sobie-nick Re: W Teksasie ratują zwierzęta, a ludzie umieraj 20.02.21, 22:23
      W otoczeniu mam nieszczęście mieć kilka osób, które z dumą mówią , że zawsze chętnie dadzą pieniądze na leczenie chorego kotka, czy konia, ale nigdy nie dadzą matkom błagającym po różnych fundacjach o zbiórki na leczenie swojego umierającego dziecka

      Uzasadniają to jakoś?
      • woman_in_love Re: W Teksasie ratują zwierzęta, a ludzie umieraj 20.02.21, 22:51
        Uzasadniają to jakoś?

        W tym roku urodzi się +/- 1 000 muminków. Z czego 40% będzie wymagało operacji serca w 1 roku życia. Dodatkowe 400 operacji rocznie rozwali kardiologię dziecięcą na całego - co już każdy wie. A o innych wadach nawet nie piszę.

        Już zatem czekam na wysyp matek błagającym po różnych fundacjach o zbiórki na leczenie swojego umierającego (na jakąś wadę serca) dziecka. I będzie tak:
        - byłaś na strajku kobiet? - nie?
        - a może chociaż się oznaczyłaś na FB tym strajkiem? - nie?
        - to może chociaż wypisałaś starsze dzieci z religii? - nie?

        oj to słabo, to idź do caritasu, mordojurków, czy Radia Maryja, bo ja teraz czuję potrzebę dać na coś innego. Amen.
      • olena.s Re: W Teksasie ratują zwierzęta, a ludzie umieraj 21.02.21, 09:23
        A niby dlaczego ktoś miałby uzasadniać tego typu decyzje? Jak dasz na przypadek x nie dasz na y (pomijając, że powinien te przypadki załatwiać NFZ), i też nie musisz uzasadniać.
        Woman podała ci jedną wersję, a drugą: prawodpodobieństwo (procent szansy, że zostanie uratowany wściekle ciężko chory) i procent szansy, że koń nie zostanie zamordowany, pies zagłodzony, kot niewysterylizowany - więc nie będzie mnożył bezpańskiego nieszczęścia. No i wreszcie odpowiedzialność. To my wpakowaliśmy zwierzęta w tę sytuację. I tylko my możemy starać się je wypakowac.
    • hosta_73 Re: W Teksasie ratują zwierzęta, a ludzie umieraj 21.02.21, 09:27
      Według ciebie pomagać zwierzętom można dopiero wtedy gdy żaden człowiek już nie potrzebuje pomocy?
    • memphis90 Re: W Teksasie ratują zwierzęta, a ludzie umieraj 21.02.21, 10:03
      >To, czego doznali w tym tygodniu mieszkańcy >Teksasu jest absolutnie niedopuszczalne. >Nigdy nie może się powtórzyć - mówił Abbott >na konferencji prasowej
      Klimat się zawstydził i powiedział "dopsze, już nie będę, pszepraszam". 🤔
Pełna wersja