treo.tralve
20.02.21, 11:09
www.polityka.pl/tygodnikpolityka/rynek/2098039,1,maseczki-pseudoochronne.read
artykuł sprzed miesiąca, ale bardzo symptomatyczny, fakty są szokujące- szczególnie w świetle obostrzeń dot. maseczek
" Premier, a także prezydent, chodzą w maskach z wytłoczonym napisem „KN95”. To oznaczenie norm chińskich, a nie europejskich. Naprawdę nikt, żadne służby sanitarne, tego nie widzi?"
"Takie maski z chińskim oznaczeniem KN można kupić w całym kraju. Leżą wyłożone w aptekach i na ladach sklepowych. Z napisem „Made in China” jak byk i chińskim kodem kreskowym. Ale także uspokajającym nadrukiem „FFP2”, co teoretycznie ma oznaczać wysoką, 94-procentową filtrację – czyli nieprzepuszczalność bakterii i wirusów. I z wielkimi literami „CE”. Oznaczać mają zgodność z normą unijną. A tak naprawdę nie znaczą nic."
Maseczka opisana jako medyczna, klasy „II R”, czyli najwyższej, powinna mieć powyżej 98 proc. filtracji. A naprawdę miała 14 proc.
"Rozcinamy ją i okazuje się, że w środku nie ma w ogóle filtra. Zamiast warstwy filtrującej meltblown, której tona kosztuje 80 tys. zł, jest zwykła włóknina po 2 tys. zł za tonę. Taka maska nie daje żadnej ochrony, a ta firma sprzedaje je masowo do szpitali jako maski II R! "
coraz bardziej skłaniam się ku teorii spiskowej- jedyny kraj który korzysta na wirusie to Chiny, gdzie wirus powstał. Straty w ludziach są dle nich bez znaczenia.
a wszyscy tańczą jak oni grają